No, to skończyłam czytać czwartego i ostatniego w moich zbiorach Nazara. Wiem, że istnieje jakiś piąty (tu pierwszy, drugi i trzeci), ale kupię dopiero, gdy pojawi się w Taniej Jatce.
Nazary stoją na tej półce:
A półka znajduje się na tym regale (z prawej):
Ezoteryczny Kraków to głównie duchy. Ukazują się one w kościołach, klasztorach, instytucjach administracji (magistrat), użyteczności publicznej (muzea, hotele). Ezoteryka to również odrastające włosy u Jezusa Ukrzyżowanego w Mogile; pojawiająca się żołnierzowi konfederacji barskiej postać Madonny, wskazująca mu drogę wyjścia z grobu, gdzie został żywcem pochowany; tajemnicze działanie wawelskiego czakramu; plotka o końcu świata grożącym po zbudowaniu kościoła w kształcie łodzi (Arki Pana w Bieńczycach); plan cmentarza Rakowickiego - brama dwóch światów; głos wawelskiej głowy z przewiązanymi ustami z Sali Poselskiej; seanse spirytystyczne w Kossakówce; zamknięta w podziemiach przez pomyłkę na noc kelnerka w kawiarni Ratuszowej; poszukujący formuły kamienia filozoficznego Michał Sędziwój w swej kamieniczce przy placu Szczepańskim; średniowieczna kropielnica w kościele Mariackim, służąca do rytualnego oczyszczania klejnotów; gwiżdżący maszkaron z Sukiennic, będący inspiracją kompozytora Ludomira Różyckiego dla powstania baletu Pan Twardowski; tajemnicza księga z Collegium Maius, z odbiciem czarciej łapy...
Niestety, nie obyło się bez szeregu kolejnych błędów, jak w całej serii. W Muzeum Narodowym nie ma epitafium Wirzbięty z Branic, jak podaje autor, w kościele Dominikanów nie ma kaplicy Trzech Króli, łacińskie motto nie brzmi Spirytus flat ubi vult, Franciszka Krasińska nie była żoną Karola Wetlina, Barbara Radziwiłłówna nie zmarła w roku 1581 (przeżyłaby Zygmunta Augusta), jej roli podczas sławnej mistyfikacji z wywoływaniem ducha nie odgrywała Barbara Niżanka, twórca trumny-relikwiarza św. Stanisława w katedrze na Wawelu nie nazywał się van der Renenen, Hans Frank nie urządził kina w Sali Poselskiej, znana synagoga na Kazimierzu nie nazywa się Remus, śluby w kościele Najświętszego Salwatora na Zwierzyńcu nie odbywają się w niedziele (sic!), cudowny krucyfiks ofiarowany księciu Mieszkowi nie trafił do Nirolo, w domkach pustelniczych nie mieszkają ci kameduli, którzy zdecydowali się na takie dodatkowe zaostrzenie zakonnej reguły, czy rzeczywiście po barokizacji kościoła Mariackiego przez Placidiego nie pozostał ślad? O takim drobiazgu jak ten, że prozaik nie nazywał się Rejmont, nie warto wspominać :)
Co mnie w tym wszystkim zastanawia, to że istniała zarówno redakcja jak i korekta (są podpisane konkretne osoby)...
Spis treści:
I bibliografia dla dociekliwych (bądź zainteresowanych tematyką):
Tę Bognę Wernichowską to bym chętnie miała...
Początek:
i koniec:
Zapomniałabym o jeszcze jednym felerze - paskudnych zdjęciach. Oto dwa przykłady:
No dajcie spokój!!! Przecież to woła o pomstę do nieba! Lepiej WCALE!
Wyd. vis-a-vis/ Etiuda, Kraków 2010, 160 stron
Z własnej półki (kupione w Matrasie 14 października 2010 roku za 22 zł)
Przeczytałam 21 maja 2014
Miesięcznik KRAKÓW n.5/2014
Prasówka z majowego numeru.
Niestety zabrakło kolejnej monografii ulicy bądź placu, autorstwa Jana Rogóża. Czyżby w ogóle koniec serii? Czyżby wszystko omówione? Bez Rogóża Kraków już nie ten :(
ALMA MATER n.165 - specjalny, jubileuszowy na 650-lecie Uniwersytetu
piątek, 23 maja 2014
środa, 21 maja 2014
Fiodor Dostojewski - Wspomnienia z domu umarłych
Nadszedł czas comiesięcznego Dostojewskiego. To już ostatni taki lekki - no, może jeszcze Młodzik taki będzie - :) choć tytuł tego nie sugeruje. Domem umarłych nazywa rosyjski pisarz katorgę.
Jest to powieść autobiograficzna, powstała po czteroletnim pobycie Dostojewskiego na katordze, na którą zamieniono mu początkowy wyrok śmierci, wydany za przynależność do dyskusyjnej grupy literackiej, którą car wziął omyłkowo za działalność rewolucyjną.
Tradycyjnie półka z Dostojewskim (i innymi):
oraz regał z półką:
Zrozumiem zdziwienie P.T. Czytelników na słowo LEKKI. Wszak o katordze mowa, o męce, o więzieniu, o udręce, o zsyłce, o represjach, karach... A jednak lżej mi się to czytało niż na przykład Sołżenicyna czy Herlinga-Grudzińskiego. Czy dlatego, że bardziej odległe w czasie? Czy też odgrywa rolę fakt, że autor nie neguje sprawiedliwości wyroku i wygląda na pogodzonego z losem? Czy też dlatego, że carska katorga i zesłanie nijak się miały do tego, co zgotował swym przeciwnikom komunizm? Chwilami miałam wrażenie, że Dostojewski opisuje pobyt na... kolonii - nie kolonii karnej, ale kolonii letniej, jakimś obozie wakacyjnym, do którego zjechali się uczestnicy z różnych stron kraju i teraz poznają się ze sobą, uczą się współżycia, naginają do norm i reguł narzucanych przez każdą zbiorowość. Tak, głupie to porównanie, a jednak takie mi się nasunęło, przypominały mi się pierwsze wieczory z dala od domu, smutek i myśli o tym, jak to dalej będzie...a potem nieodzowny płacz przy wyjeździe, bo przecież zżyliśmy się ze sobą, zaprzyjaźniliśmy, pokochaliśmy (lub nie) wychowawców i oto rozstajemy się na zawsze.
Co mamy we Wspomnieniach z domu umarłych? Realia życia więziennego. Opis warunków "mieszkaniowych", jedzenia (wbrew powszechnym wyobrażeniom, nie karmiono źle - owszem, jednostajnie, chleb i kapuśniak, ale do syta), pracy, wymierzanych kar, obchodzenia świąt, prób ucieczek, wypoczynku wreszcie. Charakterystykę rozmaitych grup/typów przestępców, "nieszczęśników", jak ich nazywał ze współczuciem lud rosyjski. Są wśród nich mordercy, zatwardziali zbrodniarze, dla których zabić kogoś, to jak splunąć - dosłownie. "Jakże to, tato! Wysłaliście mnie po zdobycz: zarżnąłem chłopa, a znalazłem całej parady jedną cebulę." - "Głupiś! Cebula - to kopiejka! Sto dusz - sto cebul, i już masz rubla!"
Są jednak i dobroduszni młodziankowie, zesłani za jakiś drobiazg. Są wreszcie przestępcy polityczni.
Wszyscy jednak łakną poszanowania swej ludzkiej godności. Więzień sam wie, że jest więźniem, wyrzutkiem i zna swoje miejsce wobec naczelnika; żadne jednak piętna, żadne kajdany nie sprawią, by zapomniał, że jest człowiekiem.
Dostojewski opisuje przede wszystkim pierwszy rok swej katorgi. Ten czas zapadł mu najmocniej w pamięć i wydarzenia pierwszych dni, pierwszych miesięcy stoją mu przed oczami jak żywe, podczas gdy lata kolejne przetoczyły się jak jeden dzień. Przybycie, zapoznawanie się z trybem życia, z towarzyszami niedoli, z warunkami bytowymi, z pracą, o której jako szlachcic i inteligent nie miał do tej pory pojęcia - to wszystko zapełnia wiele stronic powieści.
Sama robota na przykład wydawała mi się nie taką znów ciężką, katorżniczą, i dopiero po dosyć długim czasie zdałem sobie sprawę, iż uciążliwość i katorżniczość tej roboty polega nie tyle na jej trudności i bezustanności, ile na tym, że jest ona przymusowa, nakazana, pod batem.
"Dom umarłych!" - mówiłem sobie, przyglądając się niekiedy o zmroku, z ganku naszych koszar, więźniom, co powrócili już z robót i leniwie snuli się po placyku więziennego dziedzińca. [...] Wszystko to jest moim środowiskiem, moim teraźniejszym światem, z którym rad nierad muszę współżyć.
Autor był w sytuacji uprzywilejowanej, bo jako szlachcic nie był karany cieleśnie, ale z drugiej strony jako taki był źle postrzegany przez innych więźniów i do końca właściwie poddawany swoistemu ostracyzmowi. Lud z panami się nie brata i nawet wspólny ciężki los tego nie zmieni.
Nawet ludzie, przysłani tu na całe życie, marzyli lub tęsknili i na pewno każdy z nich roił w duchu o czymś niemożliwym. [...] Tutaj wszyscy byli marzycielami, i to rzucało się w oczy. Odczuwało się to boleśnie właśnie dlatego, że marzycielstwo nadawało przeważnie więźniom wygląd posępny i ponury, jakiś niezdrowy. W ogromnej większości więźniowie byli milczący i nienawistnie zamknięci w sobie, nie lubili wystawiać swych nadziei na pokaz. Prostodusznością, szczerością gardzono.
Bez jakiegoś celu i dążenia do tego celu nie żyje ani jeden człowiek. Postradawszy cel i nadzieję, człowiek, ze zgryzoty, zamienia się nieraz w potwora... Celem wszystkich była wolność i wyjście z katorgi.
Klasą samą w sobie byli naczelnicy, wszelka władza, wiemy dobrze, jak doskonale zakorzenione, jak umocnione we krwi Rosjanina, wręcz na poziomie DNA, jest poszanowanie dla władzy, strach przed nią.
Tyrania to nałóg, potrafi się rozwijać i wreszcie rozwija się w chorobę. Twierdzę, że najlepszy człowiek może wskutek przyzwyczajenia zordynarnieć i stępieć do stanu dzikiej bestii. Krew i władza odurza.
Na końcu słoń a sprawa polska. Znany jest stosunek Dostojewskiego do Polaków. Poświęcił on naszym rodakom kilka stron we Wspomnieniach z domu umarłych. Nie były to miłe wrażenia. Polacy stanowili odrębną grupę i absolutnie nie bratali się z innymi współwięźniami. Ograniczmy się do tego stwierdzenia:
Patrzyli z głębokim uprzedzeniem na wszystkich otaczających, widzieli w katorżnikach samo tylko bestialstwo i nie mogli, ba, nie chcieli dostrzec w nich ani jednej lepszej cechy, nic ludzkiego.
Początek:
i koniec:
O tym, jak krotochwilny nastrój mi towarzyszył podczas lektury, świadczy dopisek:
:)
Wyd. PIW Warszawa 1957, wyd.I, 297 stron
Seria: Z pism F.Dostojewskiego pod redakcją Pawła Hertza
Tytuł oryginalny: Zapiski iz miortwogo doma/ Записки из Мёртвого дома
Tłumaczył: Czesław jastrzębiec-Kozłowski
Z własnej półki (ze zbiorów Ojczastego)
Przeczytałam 19 maja 2014 roku
Jest to powieść autobiograficzna, powstała po czteroletnim pobycie Dostojewskiego na katordze, na którą zamieniono mu początkowy wyrok śmierci, wydany za przynależność do dyskusyjnej grupy literackiej, którą car wziął omyłkowo za działalność rewolucyjną.
Tradycyjnie półka z Dostojewskim (i innymi):
oraz regał z półką:
Zrozumiem zdziwienie P.T. Czytelników na słowo LEKKI. Wszak o katordze mowa, o męce, o więzieniu, o udręce, o zsyłce, o represjach, karach... A jednak lżej mi się to czytało niż na przykład Sołżenicyna czy Herlinga-Grudzińskiego. Czy dlatego, że bardziej odległe w czasie? Czy też odgrywa rolę fakt, że autor nie neguje sprawiedliwości wyroku i wygląda na pogodzonego z losem? Czy też dlatego, że carska katorga i zesłanie nijak się miały do tego, co zgotował swym przeciwnikom komunizm? Chwilami miałam wrażenie, że Dostojewski opisuje pobyt na... kolonii - nie kolonii karnej, ale kolonii letniej, jakimś obozie wakacyjnym, do którego zjechali się uczestnicy z różnych stron kraju i teraz poznają się ze sobą, uczą się współżycia, naginają do norm i reguł narzucanych przez każdą zbiorowość. Tak, głupie to porównanie, a jednak takie mi się nasunęło, przypominały mi się pierwsze wieczory z dala od domu, smutek i myśli o tym, jak to dalej będzie...a potem nieodzowny płacz przy wyjeździe, bo przecież zżyliśmy się ze sobą, zaprzyjaźniliśmy, pokochaliśmy (lub nie) wychowawców i oto rozstajemy się na zawsze.
Co mamy we Wspomnieniach z domu umarłych? Realia życia więziennego. Opis warunków "mieszkaniowych", jedzenia (wbrew powszechnym wyobrażeniom, nie karmiono źle - owszem, jednostajnie, chleb i kapuśniak, ale do syta), pracy, wymierzanych kar, obchodzenia świąt, prób ucieczek, wypoczynku wreszcie. Charakterystykę rozmaitych grup/typów przestępców, "nieszczęśników", jak ich nazywał ze współczuciem lud rosyjski. Są wśród nich mordercy, zatwardziali zbrodniarze, dla których zabić kogoś, to jak splunąć - dosłownie. "Jakże to, tato! Wysłaliście mnie po zdobycz: zarżnąłem chłopa, a znalazłem całej parady jedną cebulę." - "Głupiś! Cebula - to kopiejka! Sto dusz - sto cebul, i już masz rubla!"
Są jednak i dobroduszni młodziankowie, zesłani za jakiś drobiazg. Są wreszcie przestępcy polityczni.
Wszyscy jednak łakną poszanowania swej ludzkiej godności. Więzień sam wie, że jest więźniem, wyrzutkiem i zna swoje miejsce wobec naczelnika; żadne jednak piętna, żadne kajdany nie sprawią, by zapomniał, że jest człowiekiem.
Dostojewski opisuje przede wszystkim pierwszy rok swej katorgi. Ten czas zapadł mu najmocniej w pamięć i wydarzenia pierwszych dni, pierwszych miesięcy stoją mu przed oczami jak żywe, podczas gdy lata kolejne przetoczyły się jak jeden dzień. Przybycie, zapoznawanie się z trybem życia, z towarzyszami niedoli, z warunkami bytowymi, z pracą, o której jako szlachcic i inteligent nie miał do tej pory pojęcia - to wszystko zapełnia wiele stronic powieści.
Sama robota na przykład wydawała mi się nie taką znów ciężką, katorżniczą, i dopiero po dosyć długim czasie zdałem sobie sprawę, iż uciążliwość i katorżniczość tej roboty polega nie tyle na jej trudności i bezustanności, ile na tym, że jest ona przymusowa, nakazana, pod batem.
"Dom umarłych!" - mówiłem sobie, przyglądając się niekiedy o zmroku, z ganku naszych koszar, więźniom, co powrócili już z robót i leniwie snuli się po placyku więziennego dziedzińca. [...] Wszystko to jest moim środowiskiem, moim teraźniejszym światem, z którym rad nierad muszę współżyć.
Autor był w sytuacji uprzywilejowanej, bo jako szlachcic nie był karany cieleśnie, ale z drugiej strony jako taki był źle postrzegany przez innych więźniów i do końca właściwie poddawany swoistemu ostracyzmowi. Lud z panami się nie brata i nawet wspólny ciężki los tego nie zmieni.
Nawet ludzie, przysłani tu na całe życie, marzyli lub tęsknili i na pewno każdy z nich roił w duchu o czymś niemożliwym. [...] Tutaj wszyscy byli marzycielami, i to rzucało się w oczy. Odczuwało się to boleśnie właśnie dlatego, że marzycielstwo nadawało przeważnie więźniom wygląd posępny i ponury, jakiś niezdrowy. W ogromnej większości więźniowie byli milczący i nienawistnie zamknięci w sobie, nie lubili wystawiać swych nadziei na pokaz. Prostodusznością, szczerością gardzono.
Bez jakiegoś celu i dążenia do tego celu nie żyje ani jeden człowiek. Postradawszy cel i nadzieję, człowiek, ze zgryzoty, zamienia się nieraz w potwora... Celem wszystkich była wolność i wyjście z katorgi.
Klasą samą w sobie byli naczelnicy, wszelka władza, wiemy dobrze, jak doskonale zakorzenione, jak umocnione we krwi Rosjanina, wręcz na poziomie DNA, jest poszanowanie dla władzy, strach przed nią.
Tyrania to nałóg, potrafi się rozwijać i wreszcie rozwija się w chorobę. Twierdzę, że najlepszy człowiek może wskutek przyzwyczajenia zordynarnieć i stępieć do stanu dzikiej bestii. Krew i władza odurza.
Na końcu słoń a sprawa polska. Znany jest stosunek Dostojewskiego do Polaków. Poświęcił on naszym rodakom kilka stron we Wspomnieniach z domu umarłych. Nie były to miłe wrażenia. Polacy stanowili odrębną grupę i absolutnie nie bratali się z innymi współwięźniami. Ograniczmy się do tego stwierdzenia:
Patrzyli z głębokim uprzedzeniem na wszystkich otaczających, widzieli w katorżnikach samo tylko bestialstwo i nie mogli, ba, nie chcieli dostrzec w nich ani jednej lepszej cechy, nic ludzkiego.
Początek:
i koniec:
O tym, jak krotochwilny nastrój mi towarzyszył podczas lektury, świadczy dopisek:
:)
Wyd. PIW Warszawa 1957, wyd.I, 297 stron
Seria: Z pism F.Dostojewskiego pod redakcją Pawła Hertza
Tytuł oryginalny: Zapiski iz miortwogo doma/ Записки из Мёртвого дома
Tłumaczył: Czesław jastrzębiec-Kozłowski
Z własnej półki (ze zbiorów Ojczastego)
Przeczytałam 19 maja 2014 roku
poniedziałek, 19 maja 2014
Åke Holmberg - Latający detektyw
Rita doniosła, że jej dziecię zapoznało się z pierwszą w swym życiu intrygą kryminalną czyli Detektywem Noskiem. To mnie zachęciło do sięgnięcia po opis przygód innego prywatnego detektywa, z dalekiej Szwecji. W dzieciństwie strasznie lubiłam Ture Sventona, który z kolei uwielbiał psysie (zacny Sventon nieco seplenił), więc z przyjemnością do niego wróciłam.
Żeby się do niego dokopać, musiałam przestawić na inne miejsce rower. Przy okazji wyszło na jaw, że zupełne dętki i jeśli zachcę wybrać się na przejażdżkę, to trzeba będzie coś z tym zrobić. Stanowczo wygodniej miał Ture Sventon, przemieszczający się przy pomocy orientalnego dywanu...
Na półce pełen misz-masz (jeśli cokolwiek widać). Małe formaty dziecięce obok Myśli Pascala czy I powraca wiatr Bukowskiego...
Jak się łatwo domyśleć, decyduje format :)
Istotnie jest to jedna z sześciu półek pomieszczonych pod parapetem okna, a więc niskich. Zostały tam też upchane stare numery Literatury Na Świecie, kryminały z jamnikiem i kluczykiem, seria NIKE i tomy Biblioteki Narodowej. Z racji tego, że wyżej są rośliny doniczkowe, zdarzyły się niekiedy zalania, ślady widać wyraźnie na dołach grzbietów książek :(
Na grzbietach Literatury Na Świecie dziecko ćwiczyło zdolności manualne, gdy dostało chodzik.
Po oczach bije wspomniana już kiedyś Matka Boska z różowego plastiku, przywieziona przez pociechę z pokomunijnej wycieczki do Kalwarii Zebrzydowskiej. Naprawdę powinni tego zabronić.
Wyszukałam w internecie zdjęcie autora.
Åke Holmberg (1907-1991) napisał całą serię książek o przygodach detektywa Ture Sventona ze Sztokholmu:
Ture Sventon, privatdetektiv (1948)
Ture Sventon i öknen (1949)
Ture Sventon i London (1950)
Ture Sventon i guldgrävarens hus (1952)
Ture Sventon i Paris (1953)
Ture Sventon i Stockholm (1954)
Ture Sventon och Isabella (1955)
Ture Sventon i spökhuset (1965)
Ture Sventon i varuhuset (1968)
Ture Sventon i Venedig (1973)
ale na język polski zostały przetłumaczone tylko trzy.
Szwedzkie okładki też są fajne:
Oto bohater serii, prywatny detektyw Ture Sventon. Prowadzi on biuro w centrum Sztokholmu, ale niestety nikt do niego nie zagląda, a przecież Sventon jest na pewno najsprytniejszym detektywem w całym kraju, tylko nie ma możliwości się wykazać.
W biurze towarzyszy mu panna Jansson, która z nudów szydełkuje łapki do garnków. Głównym zadaniem sekretarki jest odbieranie telefonów (gdyby jakiś zadzwonił), a jeśli do Sventona przyjdzie klient, panna Jansson ma telefonować i udawać agentów detektywa, będących na tropie sensacji.
Ture Sventon pociesza się zamawiając na kredyt ptysie z bitą śmietaną w swej ulubionej cukierni i rozwiązując krzyżówki. Tymczasem pewnego dnia pojawia się u niego egzotyczny gość, przedstawia jako Omar i proponuje sprzedaż dywanu.
Sventon ma w domu sześć różnych dywanów i dywaników, a ten oferowany przez Omara jest w dodatku stary i powycierany. Jednak okazuje się, że ma o wiele ciekawszą zaletę: jest dywanem latającym. Omar odziedziczył go po swoim ojcu i chce za niego 500 dinarów. Gdy Sventon wykonał mały próbny lot, zachwycił się nowymi możliwościami i z miejsca zatelegrafował do swej ciotki po pożyczkę.
Tymczasem w małym miasteczku Lingonboda dziwne rzeczy zaczęły się dziać u sióstr Fredriksson, które szczyciły się wielce Jubileuszowym Pucharem, jaki otrzymał w 50-lecie pracy ich ojciec, budowniczy Fredriksson.
Najpierw jakiś złoczyńca odebrał Lizie, goszczącej wraz z trzema innymi dziećmi na wakacjach w willi Fredriksro bułeczki i biszkopty niesione na podwieczorek z ciastkarni, a potem nadszedł tajemniczy list. Podpisany pod nim Wilhelm Łasica domagał się złożenia w dziupli starego dębu trzech tysięcy koron, inaczej Puchar Jubileuszowy zniknie. Oczywiście zabronił kontaktów z policją.
Toteż panna Fryderyka Fredriksson wybrała się do Sztokholmu na poszukiwania prywatnego detektywa i przypadkiem ujrzała tabliczkę na drzwiach Sventona:
Gdy detektyw usłyszał nazwisko Wilhelma Łasicy, natychmiast zapalił się do sprawy. Przecież był to znany przestępca, zawsze wymykający się z rąk policji. Jeśli uda mu się go schwytać, zdobędzie pieniądze i sławę! Toteż nasz bohater zapakował różne części garderoby służące mu do przebieranek, maszynkę do kawy i blaszane pudełko ptysiów i ruszył w drogę na południe Szwecji na swoim nowym latającym dywanie.
I tak zaczęła się WIELKA PRZYGODA.
Początek:
i koniec:
Oczywiście Szwedzi nakręcili filmy z przygodami Ture Sventona... szkoda, że nie znam szwedzkiego :(
Wyd. Nasza Księgarnia Warszawa 1975, wyd.III, 149 stron
Tytuł oryginalny: Ture Sventon, privatdetektiv
Tłumaczyła: Teresa Chłapowska
Ilustrowała: Anna Kołakowska
Z własnej półki (kupiony w antykwariacie 19 czerwca 1989 roku za 250 zł)
Przeczytałam 16 maja 2014 roku
W TYM TYGODNIU OGLĄDAM
1/ film rosyjski MAJOR (Mайор), 2013, reż. Jurij Bykow
Jest cały na YT po rosyjsku:
Siergiej, oficer policji, dowiaduje się, że żona rodzi dziecko. Spiesząc do szpitala, potrąca siedmioletniego chłopca.
/That day Sergey Sobolev, police officer, is driving to the hospital where his wife is about to give birth to their child. High from happiness, he's driving too fast and when he sees a boy on a passage walk, it's too late. The boy died, and now the major has only two options: go to prison or conceal his crime and stay free. All the characters in this film have to choose - to cross or not to cross the line, when the price for your choice is life... yours and of the ones you love.
2/ film włoski LISTONOSZ (Il postino), 1994, reż. Michael Radford
Na YT tylko trailer:
Rok 1952, jedna z niewielkich wysepek u wybrzeży Włoch. Mario Ruoppolo, syn ubogiego rybaka, marzy o wyrwaniu się z ciasnego kręgu tradycji. Okazja do spełnienia marzeń przychodzi w momencie, gdy na wyspie pojawia się sławny poeta Pablo Neruda, którego reżim zmusił do opuszczenia rodzinnego Chile. Rząd włoski zdecydował się przyznać poecie prawo do azylu politycznego. Lokalny poczmistrz jest przerażony ogromem listów, jakie nadchodzą codziennie na adres Nerudy, jeszcze przed jego przybyciem na wyspę. Wynajmuje więc Mario i powierza mu funkcję prywatnego listonosza poety. Wkrótce zawiązuje się między nimi nić sympatii. Mario jest zafascynowany osobowością Nerudy, poetę wzrusza jego naiwność i niewinność. Kiedy Mario zakochuje się w pięknej Beatrice Neruda niczym Cyrano De Bergerac pomaga mu zdobyć względy nieprzystępnej dziewczyny ucząc go sztuki pisania wierszy miłosnych. Dzięki wstawiennictwu poety udaje się także pokonać opory przesadnie opiekuńczej ciotki Beatrice. Podczas weselnej uczty Mario i Beatrice Neruda oświadcza, że może już bezpiecznie powrócić do Chile...
3/ film czeski KTO CHCE ZABIĆ JESSII? (Kdo chce zabít Jessii?) 1966, reż. Václav Vorlíček
Na YT fragment:
Na Filmwebie brak opisu, skopiowałam z IMDb:
"What if someone had an absurd dream and the visions ran out in the street?" a scientist asks Rose, a researcher who discovers a way to engender beneficial dreams (to produce contented, productive workers). There's a problem: after an injection of her elixir, dream elements become real. Rose learns this after dosing her husband Henry to stop his dreaming about Jessie, a curvaceous comic-book heroine who has anti-gravitational gloves he needs to study so he can solve a problem at the factory where he's chief engineer: Henry wakes up with Jessie asleep next to him pursued by a cowboy and a super hero. Jealousy consumes Rose. All this plus satire aimed at the Czechoslovak state.
4/ film niemiecki STALINGRAD, reż. Joseph Vilsmaier, 1993
Na YT cały z polskim lektorem:
Schyłek lata 1942r. Żołnierze batalionu szturmowego Wermachtu Fritz Reiser i Manfred Rohleder odpoczywają na Riwierze Włoskiej po trudach kampani zbrojnej w Afryce. Urlop nie trwa jednak długo i batalion zostaje przerzucony na front wschodni. Porucznik Hans von Witzland informuje żołnierzy, że walczyć będą o zdobycie Stalingradu. Większość obawia się rosyjskiej zimy, ale hitlerowska propaganda twierdzi, że opór obrońców miasta złamanie zostanie w kilka dni. Pierwszy szturm na Stalingrad okazuje się niezwykle krwawym przedsięwzięciem. W przepełnionym lazarecie Reiser i Rohleder wymuszają na poruczniku Witzlandzie opatrzenia w pierwszej kolejności ciężko rannego kolegi. Za to wykroczenie kapitan Haler przenosi ich do karnego batalionu. Nastaje zima. Żołnierze 6-tej Armii gen Friedricha von Paulusa bezskutecznie usiłują przełamać obronę Stalingradu. Por. Hans von Witzland spostrzega, że zdobycie miasta nie jest żadną militarną i startegiczną koniecznością, lecz czysto prestiżowym politycznym przedsięwzięciem. Świadomość ta całkowicie zmienia młodego porucznika. Z zimnego tresera żołnierzy staje się ich towarzyszem niedoli. Reiser i Rohleder zostają zrehabilitowani i wracają do działań frontowych.
Żeby się do niego dokopać, musiałam przestawić na inne miejsce rower. Przy okazji wyszło na jaw, że zupełne dętki i jeśli zachcę wybrać się na przejażdżkę, to trzeba będzie coś z tym zrobić. Stanowczo wygodniej miał Ture Sventon, przemieszczający się przy pomocy orientalnego dywanu...
Na półce pełen misz-masz (jeśli cokolwiek widać). Małe formaty dziecięce obok Myśli Pascala czy I powraca wiatr Bukowskiego...
Jak się łatwo domyśleć, decyduje format :)
Istotnie jest to jedna z sześciu półek pomieszczonych pod parapetem okna, a więc niskich. Zostały tam też upchane stare numery Literatury Na Świecie, kryminały z jamnikiem i kluczykiem, seria NIKE i tomy Biblioteki Narodowej. Z racji tego, że wyżej są rośliny doniczkowe, zdarzyły się niekiedy zalania, ślady widać wyraźnie na dołach grzbietów książek :(
Na grzbietach Literatury Na Świecie dziecko ćwiczyło zdolności manualne, gdy dostało chodzik.
Po oczach bije wspomniana już kiedyś Matka Boska z różowego plastiku, przywieziona przez pociechę z pokomunijnej wycieczki do Kalwarii Zebrzydowskiej. Naprawdę powinni tego zabronić.
Wyszukałam w internecie zdjęcie autora.
Åke Holmberg (1907-1991) napisał całą serię książek o przygodach detektywa Ture Sventona ze Sztokholmu:
Ture Sventon, privatdetektiv (1948)
Ture Sventon i öknen (1949)
Ture Sventon i London (1950)
Ture Sventon i guldgrävarens hus (1952)
Ture Sventon i Paris (1953)
Ture Sventon i Stockholm (1954)
Ture Sventon och Isabella (1955)
Ture Sventon i spökhuset (1965)
Ture Sventon i varuhuset (1968)
Ture Sventon i Venedig (1973)
ale na język polski zostały przetłumaczone tylko trzy.
Szwedzkie okładki też są fajne:
Oto bohater serii, prywatny detektyw Ture Sventon. Prowadzi on biuro w centrum Sztokholmu, ale niestety nikt do niego nie zagląda, a przecież Sventon jest na pewno najsprytniejszym detektywem w całym kraju, tylko nie ma możliwości się wykazać.
W biurze towarzyszy mu panna Jansson, która z nudów szydełkuje łapki do garnków. Głównym zadaniem sekretarki jest odbieranie telefonów (gdyby jakiś zadzwonił), a jeśli do Sventona przyjdzie klient, panna Jansson ma telefonować i udawać agentów detektywa, będących na tropie sensacji.
Ture Sventon pociesza się zamawiając na kredyt ptysie z bitą śmietaną w swej ulubionej cukierni i rozwiązując krzyżówki. Tymczasem pewnego dnia pojawia się u niego egzotyczny gość, przedstawia jako Omar i proponuje sprzedaż dywanu.
Sventon ma w domu sześć różnych dywanów i dywaników, a ten oferowany przez Omara jest w dodatku stary i powycierany. Jednak okazuje się, że ma o wiele ciekawszą zaletę: jest dywanem latającym. Omar odziedziczył go po swoim ojcu i chce za niego 500 dinarów. Gdy Sventon wykonał mały próbny lot, zachwycił się nowymi możliwościami i z miejsca zatelegrafował do swej ciotki po pożyczkę.
Tymczasem w małym miasteczku Lingonboda dziwne rzeczy zaczęły się dziać u sióstr Fredriksson, które szczyciły się wielce Jubileuszowym Pucharem, jaki otrzymał w 50-lecie pracy ich ojciec, budowniczy Fredriksson.
Najpierw jakiś złoczyńca odebrał Lizie, goszczącej wraz z trzema innymi dziećmi na wakacjach w willi Fredriksro bułeczki i biszkopty niesione na podwieczorek z ciastkarni, a potem nadszedł tajemniczy list. Podpisany pod nim Wilhelm Łasica domagał się złożenia w dziupli starego dębu trzech tysięcy koron, inaczej Puchar Jubileuszowy zniknie. Oczywiście zabronił kontaktów z policją.
Toteż panna Fryderyka Fredriksson wybrała się do Sztokholmu na poszukiwania prywatnego detektywa i przypadkiem ujrzała tabliczkę na drzwiach Sventona:
Gdy detektyw usłyszał nazwisko Wilhelma Łasicy, natychmiast zapalił się do sprawy. Przecież był to znany przestępca, zawsze wymykający się z rąk policji. Jeśli uda mu się go schwytać, zdobędzie pieniądze i sławę! Toteż nasz bohater zapakował różne części garderoby służące mu do przebieranek, maszynkę do kawy i blaszane pudełko ptysiów i ruszył w drogę na południe Szwecji na swoim nowym latającym dywanie.
I tak zaczęła się WIELKA PRZYGODA.
Początek:
i koniec:
Oczywiście Szwedzi nakręcili filmy z przygodami Ture Sventona... szkoda, że nie znam szwedzkiego :(
Wyd. Nasza Księgarnia Warszawa 1975, wyd.III, 149 stron
Tytuł oryginalny: Ture Sventon, privatdetektiv
Tłumaczyła: Teresa Chłapowska
Ilustrowała: Anna Kołakowska
Z własnej półki (kupiony w antykwariacie 19 czerwca 1989 roku za 250 zł)
Przeczytałam 16 maja 2014 roku
W TYM TYGODNIU OGLĄDAM
1/ film rosyjski MAJOR (Mайор), 2013, reż. Jurij Bykow
Jest cały na YT po rosyjsku:
Siergiej, oficer policji, dowiaduje się, że żona rodzi dziecko. Spiesząc do szpitala, potrąca siedmioletniego chłopca.
/That day Sergey Sobolev, police officer, is driving to the hospital where his wife is about to give birth to their child. High from happiness, he's driving too fast and when he sees a boy on a passage walk, it's too late. The boy died, and now the major has only two options: go to prison or conceal his crime and stay free. All the characters in this film have to choose - to cross or not to cross the line, when the price for your choice is life... yours and of the ones you love.
2/ film włoski LISTONOSZ (Il postino), 1994, reż. Michael Radford
Na YT tylko trailer:
Rok 1952, jedna z niewielkich wysepek u wybrzeży Włoch. Mario Ruoppolo, syn ubogiego rybaka, marzy o wyrwaniu się z ciasnego kręgu tradycji. Okazja do spełnienia marzeń przychodzi w momencie, gdy na wyspie pojawia się sławny poeta Pablo Neruda, którego reżim zmusił do opuszczenia rodzinnego Chile. Rząd włoski zdecydował się przyznać poecie prawo do azylu politycznego. Lokalny poczmistrz jest przerażony ogromem listów, jakie nadchodzą codziennie na adres Nerudy, jeszcze przed jego przybyciem na wyspę. Wynajmuje więc Mario i powierza mu funkcję prywatnego listonosza poety. Wkrótce zawiązuje się między nimi nić sympatii. Mario jest zafascynowany osobowością Nerudy, poetę wzrusza jego naiwność i niewinność. Kiedy Mario zakochuje się w pięknej Beatrice Neruda niczym Cyrano De Bergerac pomaga mu zdobyć względy nieprzystępnej dziewczyny ucząc go sztuki pisania wierszy miłosnych. Dzięki wstawiennictwu poety udaje się także pokonać opory przesadnie opiekuńczej ciotki Beatrice. Podczas weselnej uczty Mario i Beatrice Neruda oświadcza, że może już bezpiecznie powrócić do Chile...
3/ film czeski KTO CHCE ZABIĆ JESSII? (Kdo chce zabít Jessii?) 1966, reż. Václav Vorlíček
Na YT fragment:
Na Filmwebie brak opisu, skopiowałam z IMDb:
"What if someone had an absurd dream and the visions ran out in the street?" a scientist asks Rose, a researcher who discovers a way to engender beneficial dreams (to produce contented, productive workers). There's a problem: after an injection of her elixir, dream elements become real. Rose learns this after dosing her husband Henry to stop his dreaming about Jessie, a curvaceous comic-book heroine who has anti-gravitational gloves he needs to study so he can solve a problem at the factory where he's chief engineer: Henry wakes up with Jessie asleep next to him pursued by a cowboy and a super hero. Jealousy consumes Rose. All this plus satire aimed at the Czechoslovak state.
4/ film niemiecki STALINGRAD, reż. Joseph Vilsmaier, 1993
Na YT cały z polskim lektorem:
Schyłek lata 1942r. Żołnierze batalionu szturmowego Wermachtu Fritz Reiser i Manfred Rohleder odpoczywają na Riwierze Włoskiej po trudach kampani zbrojnej w Afryce. Urlop nie trwa jednak długo i batalion zostaje przerzucony na front wschodni. Porucznik Hans von Witzland informuje żołnierzy, że walczyć będą o zdobycie Stalingradu. Większość obawia się rosyjskiej zimy, ale hitlerowska propaganda twierdzi, że opór obrońców miasta złamanie zostanie w kilka dni. Pierwszy szturm na Stalingrad okazuje się niezwykle krwawym przedsięwzięciem. W przepełnionym lazarecie Reiser i Rohleder wymuszają na poruczniku Witzlandzie opatrzenia w pierwszej kolejności ciężko rannego kolegi. Za to wykroczenie kapitan Haler przenosi ich do karnego batalionu. Nastaje zima. Żołnierze 6-tej Armii gen Friedricha von Paulusa bezskutecznie usiłują przełamać obronę Stalingradu. Por. Hans von Witzland spostrzega, że zdobycie miasta nie jest żadną militarną i startegiczną koniecznością, lecz czysto prestiżowym politycznym przedsięwzięciem. Świadomość ta całkowicie zmienia młodego porucznika. Z zimnego tresera żołnierzy staje się ich towarzyszem niedoli. Reiser i Rohleder zostają zrehabilitowani i wracają do działań frontowych.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






















































