piątek, 15 sierpnia 2014

John Mole - Byłem ziemniaczanym oligarchą

Coś kiepski czas na lektury. Zasuwam w domu jak mały samochodzik, staram się jeszcze codziennie obejrzeć jakiś film i gdy przychodzi wieczór - zasypiam nad książką. Toteż lektura reportażu z Rosji - przecież lekka i łatwostrawna - zajęła mi ładnych kilka dni.
Książkę zdjęłam z półki z innymi reportażami:
Na znanym Wam już chyba jak własna kieszeń regale:
Nawet okazuje się, że lepiej Wam znanym niż mnie... bo Koczowniczka zapewniła mnie, że posiadam Pożegnanie z Matiorą, a ja nie byłam pewna :) Jak to dobrze mieć uważnych czytelników, którzy dokładnie oglądają zdjęcia :)

Książkę Byłem ziemniaczanym oligarchą musiałam nabyć, skoro pojawiła się w Taniej Jatce. Czytałam już spojrzenie na Rosję okiem Polaka, Niemca, teraz przyszła kolej na Anglika.
Powyższa notka z tylnej okładki mówi właściwie wszystko. Cóż tu dodać. Czyta się lekko, opowieści Mole'a śmieszą, ale i straszą, zwłaszcza ta o tym, jak w parku Gorkiego został okradziony przez wampiry energetyczne czy jak na zakończenie rozmowy biznesowej z pewnym Rosjaninem autor był świadkiem jego zastrzelenia... Nie zabrakło śladów epoki New Age w postaci współpracownicy Nataszy, zwolenniczki kultu astralnego. Stajemy się świadkami przystosowywania się "drętwego" Anglika do mentalności i sposobu zachowania się Rosjan - na początek oducza się głupiego uśmiechania się do ludzi - wyraźnej oznaki kretynizmu w postsowieckiej rzeczywistości :) Udziela wyczerpujących odpowiedzi na wszelkie pytania Rosjan ciekawych Zachodu, nie chcąc ich rozczarować naturalnie zmyśla wszystko, ale też zdaje sobie sprawę z tego, że w zamian dostaje równie wymyślone odpowiedzi na swoje pytania. Uczy się cierpliwie rosyjskiego, ale nie do końca z sukcesem - długo jeszcze opowiada, że był w Muchosrańsku, jak to określił jego przypadkowy rozmówca, nie rozumiejąc, że to tylko określenia zadupia.

Po raz kolejny przekonuję się podczas lektury, że Rosjan nic nie zmoże i są w stanie funkcjonować w każdych warunkach (ach, te opisy wsi tonącej w błocie; te pensje będące równowartością pięciu dolarów). Po raz kolejny widzę, że mężczyźni w Rosji MUSZĄ umierać koło pięćdziesiątki, a kobiety w tym wieku wyglądają na lat osiemdziesiąt. I po raz kolejny tęsknię do Rosji. Nigdy tam nie byłam i prawdopodobnie nie będę - normalnie bałabym się - a jednak tęsknię za rosyjską duszą...

Początek:
i koniec:

Wyd. carta blanca Warszawa 2012, 280 stron
Tytuł oryginalny: I Was a Potato Oligarch. Travels and Travails in the New Russia
Przełożyła: Ewa Kleszcz
Z własnej półki (kupione w Taniej Jatce 4 czerwca 2014 roku za 12 zł)
Przeczytałam 15 sierpnia 2014 roku


NAJNOWSZE NABYTKI
Przyszły kniżki z allegro, jedna w drugą radzieckie :)
Ceny allegrowe: od 3 zł za większość po 15 zł za Trifonowa, ale skoro sprzedająca miała to w ofercie, nie odpuściłam. Bardzo się cieszę z Ilfa i Pietrowa. Otóż z tego co zrozumiałam jest to polskie tłumaczenie Złotego cielęcia, tylko pod innym tytułem. Ja to Złote cielę mam... po włosku i powoli zbierałam się do jego czytania, choć mi się to wydawało śmieszne. Byłam bowiem przekonana, że polskiego tłumaczenia niet. Zapuściłam Wielkiego kombinatora w google i wyszedł mi blog Charlie The Librariana z notką na jego temat, więc już wzięłam z pocałowaniem rączki (za te 3 zł). Podwójny sukces :)
No a teraz spróbuję jeszcze zdążyć przeczytać Balladę alpejską i obejrzeć film - przed niedzielnym przyjazdem Psiapsióły z Daleka.



14 komentarzy:

  1. Ach ten Twój sentyment do radzieckich kniżek. Staniesz się specem od radzieckiej rzeczywistości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :)))
      Cóż poradzę, że tak to lubię! Jak by mi ktoś dziesięć lat temu powiedział, że tak będzie, to bym się stuknęła w czólko. Wniosek: kto wie, co jeszcze innego wymyślę za następnych dziesięć lat :)

      Usuń
  2. Ja też lubię rosyjskie klimaty w literaturze i w filmie, ale Ty jesteś prawdziwą pasjonatką :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pasjonatka - to ładne słowo :) Pasjami lubię :)

      Usuń
  3. O, kochana, odwiedzając Twój blog zawsze zerkam na półki z książkami i tak mi się zapamiętało :) Zresztą jak można nie oglądać tych zdjęć, kusisz nimi :)
    "Dom nad rzeką Moskwą" to pasjonująca książka, a ja bardzo jestem ciekawa, o czym jest "Baran o czterech rogach". Tytuł taki dziwny, to chyba nie jest książka dla dzieci?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Baran o czterech rogach został nabyty tylko i wyłącznie ze względu na to, że autor radziecki. Poza tym nie wiedziałam o nim nic. Teraz ze skrzydełka dowiaduję się, że...
      Kozin jest twórcą niezrównanych portretów ludzi pustyni Azji Środkowej z okresu przed- i porewolucyjnego. Bohaterowie jego utworów to koczujący lub osiadli hodowcy owiec, wędrowcy z konieczności lub potrzeby serca, ludzie pogodzeni ze swym losem lub zbuntowani przeciw niemu. Wywodzą się oni z różnych narodów i plemion azjatyckich, z pogranicza państw, kultur i cywilizacji.
      Czyli coś dla Ciebie, Koczowniczko :)
      Gorsza wiadomość to ta, że to nie jednolita powieść, tylko opowiadania. A książka jest gruba, 433 strony.

      Usuń
  4. Urzekł mnie ten blog - także dziś przed chwila obejrzałem po raz pierwszy CZTERDZIESTY PIERWSZY. Postaram się częściej zaglądać mimo braku czasu - to mój pierwszy wpis na czyimś blogu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam. Fajnie jest robić coś po raz pierwszy :)

      Usuń
    2. "Czterdziesty pierwszy" i ja chętnie bym obejrzała. Tak, jak z przyjemnością oglądnęłam kiedyś po raz któryś "Lecą żurawie".
      Byłyby i inne filmy, które kiedyś tak namiętnie oglądaliśmy rodzinnie.

      Usuń
    3. A ja widzisz, nie pamiętam takiego rodzinnego oglądania i najczęściej odkrywam te filmy dopiero teraz.

      Usuń
  5. a Ja chętnie wracam, lub oglądam po raz pierwszy radzieckie filmy :-) Mają w sobie szczególny rodzaj empatii do drugiego człowieka, jakiej nie uświadczysz w produkcjach innych nacji

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, są pod tym względem nie do przebicia. Tego już niestety brakuje we współczesnym filmie rosyjskim...

      Usuń
  6. Zasypianie nad książką to od prawie dwóch lat moja specjalność!
    Staram się jednak ostatnio jakoś to okiełznać :-)

    Zaś odnośnie radzieckich i rosyjskich klimatów - nie dość, żeś pasjonatka, to jeszcze tak to przedstawiasz, że moja lista "na później" rozrasta się baaardzo baaardzo :-)

    Gdyby ktoś mi dziesięć lat wstecz powiedział, że będę czytać ruski kryminał...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mnie! Gdyby mnie ktoś powiedział! Z jakąż pogardą patrzyłam na koleżanki idące na rusycystykę, że tak niby po linii najmniejszego oporu, że tam to już każdy się dostanie...

      Usuń