środa, 6 sierpnia 2014

Zygmunt Zeydler Zborowski - Pieczeń sarnia

Sięgnęłam dla odprężenia po jeden z kryminałów, przywleczonych spod osiedlowej biblioteki. Dobre, bo polskie, pomyślałam i wybrałam produkcję pana Zeydlera Zborowskiego, jak by nie było współtwórcy Teatru Sensacji Kobra.


Zeydler Zborowski napisał całe mnóstwo powieści kryminalnych, naliczyłam ich ponad czterdzieści, ale w domu chyba nie mam żadnej. Myli mi się trochę z Edigeyem :) Najbardziej znany tytuł to Koty Leokadii Kościelnej, swoją drogą przeczytałabym, gdy mi wpadły w ręce, bo to i koty i sama Leokadia Kościelna miło brzmi, tak prowincjonalnie małomiasteczkowo, a do tych klimatów mam olbrzymi sentyment, zwłaszcza jeśli dotyczą lat pięćdziesiątych czy sześćdziesiątych.

Tak więc na pierwszy rzut poszła Pieczeń sarnia. Bohaterem jest pewien młody oficer milicji, porucznik Franek Kociuba, który wywędrował ze wsi do warszawskiej komendy, nic więc dziwnego, że jego przyjazd na urlop wzbudza zrozumiałą sensację, każdy chce zobaczyć na własne oczy ziomka, który się wybił i pomacać nowiutki mundur, którego spodnie są tak odprasowane, że kantami można kiełbasę kroić :) Urlop jednak nie ograniczy się do spotkań z dawnymi przyjaciółmi i narzeczoną - wkrótce po przyjeździe Franka zostaje zastrzelony w lesie jego przyjaciel i cioteczny brat, Staszek Kazimierski. Wszyscy są przekonani, że zabił go jakiś kłusownik, przyłapany przez Kazimierskiego przy wnykach. A może to zemsta Wojtasika, który wyszedł z pudła po półtorarocznej odsiadce, złapany na kłusownictwie właśnie przez Stacha - i ponoć odgrażał się w gospodzie, że pomści swoją krzywdę. Miejscowy sierżant milicji wpada na pomysł, by zaangażować Kociubę do śledztwa, tym bardziej, że Franek sam rwie się do odnalezienia mordercy swego kuzyna. Wkrótce dowiaduje się, że Stach był kiedyś widziany w lesie z pewną elegancką damą w czerwonym kabriolecie. Trop wiedzie ku zagranicznej piękności...



Zeydler Zborowski dokumentuje życie wsi na początku lat siedemdziesiątych: młodzi uciekają do miasta, starzy oddają gospodarkę za emeryturę, wspomina się o badylarzach, a kandydat na winnego morderstwa okazuje się odpowiedzialnym jedynie za przekręty gospodarcze (sprzedawał na lewo rasowe cielęta z PGR i podstawiał na ich miejsce takie zwykłe, kundlowate), a z zysków kupił telewizor o dużym ekranie i komplet mebli na wysoki połysk i jeszcze dużą lodówkę - wniosek: tylko oszuści i złodzieje mogli posiadać takie dobra. Tu przypomniała mi się historia, jak moi rodzice kupili takie meble, Kozienice się nazywały, pamiętam jak dziś zachwyt nas, dzieci - niestety nie wykształcono w nas od maleńkości odpowiedniego gustu :)

Milicjanci są pełni poświęcenia. Jeden z nich, przydzielony do inwigilacji gosposi pewnego "dzianego" małżeństwa, z wielkim samozaparciem spożywa owoce pracy jej rąk w charakterze absztyfikanta (a gotuje gosposia jak mało kto) i musi dać do poszerzenia wszystkie spodnie. Jego koledzy są przeciążeni robotą, nic więc dziwnego, że nie mają czasu na lektury:
- Czytał pan "Damę kameliową"? To Dumasa, tego młodszego, syna.
- Czytałem - skłamał Kociuba.

Gdy potrzebują informacji, idą się ogolić do fryzjera, już ten im wszystkie plotki opowie. Franek Kociuba udaje zakochanego w pięknej damie od czerwonego kabrioletu, która okazuje się belgijskim archeologiem - studiuje więc wypożyczone z biblioteki książki popularno-naukowe o archeologii, podając się za studenta tego kierunku.
Gdy do Polski przyjeżdża po latach spędzonych w Londynie hrabia Małoborski, jest to oczywiście podejrzane, przecież nie tęsknota za ojczyzną go tu nagle przywiodła. A 15-letnia dziewczyna wyjawia, że pragnie zostać eksportową prostytutką:
- Sądzisz, że życie takiej kobiety jest interesujące?
- W każdym razie bardziej interesujące aniżeli dojenie krów i macanie kur. Ja bym była taką lepszą, dewizową. Wie pan? Znajomości z cudzoziemcami, przejażdżki luksusowymi wozami, kolacje w eleganckich lokalach, dansingi. To jest życie.

Ot, perspektywy dla młodzieży w PRL-u. Ale nie jest całkiem źle, oto Franek z narzeczoną namawiają Magdę, wdowę po zamordowanym, która została z trójką dzieci, bez zawodu, na kursy - państwo jej pomoże, rodzice zaopiekują się dziećmi, a ona wyjedzie do szkół, dostanie nawet stypendium. Zresztą również narzeczona Franka planuje po ślubie kontynuować przerwane studia, a Kociuba ją w tych planach wspiera - nie to, co mąż bohaterki Galimatiasu czyli kogel mogel II albo chociażby narzeczony Ani z Kochaj albo wróć. Tu już jesteśmy bliżej Lesia z Daleko od szosy :)


Z racji odcięcia od skanera z powodu urlopu przepraszam za jakość poniższych zdjęć :)
Początek:
i koniec:


Wyd. Czytelnik Warszawa 1973, wyd.I - nakład 80 tys.!, 263 strony
Seria z jamnikiem
Z własnej półki (znalezione pod - he he, wykopane - biblioteką osiedlową 1 sierpnia 2014 roku)
Przeczytałam 3 sierpnia 2014 roku

12 komentarzy:

  1. Te policyjne kryminały były bardzo fajne.
    Takie z trupem jednym czy więcej i śledztwem a ponadto PRL.
    Ja czytałam Joe Alexa, ale bywały i inne, tyle, że już nie pamiętam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. MILICYJNE, moja droga, milicyjne ;) Mają swoich fanów i swoją stronę: klubmord.com

      Usuń
  2. Ach, światowe życie dewizowych! Dancingi naturalnie w " lokalach typu 'Kongresowa' "!

    Klub MOrd na dzień dobry mnie wprawił w zakłopotanie, no jednak ja się uchowałam nie przeczytawszy żadnego... :( Rety, ile do nadrobienia, zwłaszcza, że od dawna obiecuję sobie właśnie Joe Alexa...
    Tymczasem zaczęłam "Braci Karamazow", ale rozmiar druku mnie dobija, nie wiem, czy podołam...
    Zaczęłam również DZIUBDZIAĆ (i to w dosłownym słowa tego znaczeniu) Doncową! Ale już kilka razy się zaśmiałam, czyli jest dobrze! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ho ho, Bracia Karamazow, nie byle co :) U mnie w planach był teraz Młodzik, ale jakoś się oddala... dwa tomy mnie trochę przerażają... coś jest w powszechnym trendzie do wakacyjnych, lekkich i szybkich lektur :)
      A Doncowej, kochana, szczerze gratuluję! Byle tak dalej! Cierpliwości!

      Usuń
    2. No właśnie, ja też tak to odczuwam. To co z tym Dostojewskim, hmm? Czekamy słoty!

      Będąc w bibliotece capnęłam "Dzienniki " Iwaszkiewicza, ale czy aby będzie lżej? ;) Szukałam też "Sprzed pół wieku" Wysockiego w wydaniu z 1974r. , znaleźć nie mogłam, zaś pani bibliotekarka sploszona chyba mą ujmującą fizis, umkneła gdzieś między regały mówiąc coś niejasno ;)


      Nawet nie wiesz, jaka jestem dumna z siebie, że jakoś brnę powolutku przez kryminał po rosyjsku! Pewno te dwa tomy to mi na lata starczą, no ale czy o szybkość tu chodzi ? :-)

      Usuń
    3. No wiesz, jak możesz tak straszyć biedne pracownice kultury! A fe!

      Co do Doncowej, pamiętaj o cudzych doświadczeniach! Pierwsza zabrała równe trzy tygodnie z życiorysu. Ale następne szły już nieco szybciej :)

      Usuń
    4. Trzy tygodnie, nie ma mowy! jesteś ekspresowa!
      Ale i tak zamówiłam dwie kolejne (tzn. dwie pierwsze)!

      Lecę czytać dalej!

      Usuń
    5. Najważniejsze to nie zostać bez zapasu, bo jak się już nabierze szwungu... :)

      Usuń
  3. Oj, ale na tej ostatniej (przedostatniej) stronie to jest wyłuszczona winna osoba, nie robi się tak w kryminałach, nie robi!

    OdpowiedzUsuń
  4. O matkoicòrko, że też w mojej bibliotece takuch skarbów nie dają:( mam ogromną słabość do ZZZ!

    OdpowiedzUsuń