niedziela, 29 maja 2016

Anatol Rybakow - Miłość Lili

Tytuł zachęcający, rozmiary mikre, więc idealne mi się wydało do przeczytania w gorączkowy czas przedwyjazdowy.
Książka wyszła u nas w 1967 roku, Rybakow już w tym czasie napisał słynne Dzieci Arbatu, ale przeleżały się one na półce 20 lat, więc znany był głównie z powieści dla młodzieży (Kordzik, seria o Kroszu).

Czy Staś się ucieszył? Śmiem wątpić :) Rozterki miłosne i światopoglądowe dorosłych raczej były dla niego niezrozumiałe... ot, kolejny nieprzemyślany zakup wysłanej do księgarni pani nauczycielki :( a może nic innego nie było, a musiało być radzieckie? nie oceniajmy zbyt pochopnie!

Notka o autorze ze skrzydełka:

Inżynier Kołczyn, stateczny mąż i ojciec pracujący w zakładach chemicznych, popełnia samobójstwo. Zanim po kilku dniach męki umrze, prosi o przyjście do szpitala Lilę Kuzniecową, też pracownicę zakładów, ale wydawałoby się do tej pory, że nic między nimi nie było. Kołczyn nie jest już w stanie nic powiedzieć, umiera, a akcja przenosi się z rodziny inżyniera do życia Lili. Okazuje się, że ma ona za sobą dramatyczną przeszłość: wychowała ją przybrana matka, ojciec został bezpodstawnie oskarżony i skazany na karę śmierci, prawdziwą matkę wywieziono do łagru, a Lila jako córka wroga ludu nie miała przed sobą przyszłości.
Jednocześnie w kombinacie trwa walka ideologiczna, nadchodzi zmiana układów, a tamtejszy personalny, kapitalna postać, już sam nie wie, czego ma się trzymać (dawniej interesował się wrogami, a teraz nawet nie wie, czym ma się interesować).

Angeluk każdego człowieka wraz z bebechami miał w swoim skoroszycie. Chodzi sobie taki facet w elegancko wyprasowanym ubraniu, brązowych półbucikach, a wystarczy, by Angeluk kiwnął palcem - i już nie ma faceta ani jego wody kolońskiej, ani brązowych półbucików, jakby go nigdy nie było...

No i jest ten Mironow, ta niespełniona miłość młodych lat.
I oto zapada zmierzch, życia zostało już mniej niż się go ma poza sobą.

Inne utwory radzieckie proponowane przez wydawnictwo w owym czasie:

Początek:
Koniec:


Wyd. ISKRY Warszawa 1967, 208 stron
Tytuł oryginalny: Лето в Сосняках
Przełożyła: Zofia Głowiakowa
Z własnej półki
Przeczytałam 3 maja 2016 roku


NAJNOWSZE NABYTKI

Saxony doniosła, ja donos wykorzystałam i w ten sposób Kapoany zebrałam. A wtedy, gdy kupiłam drugą część, szukałam pierwszej i uznałam, że nieosiągalna, bo... na allegro nie było. Tymczasem oprócz allegro istnieją jeszcze inne źródła :) w tym wypadku niejaki Inbook.




W TYM TYGODNIU OGLĄDAM

1/ film polski MOJE CÓRKI KROWY, reż. Kinga Dębska, 2015
Trailer:


Marta, gwiazda popularnych seriali, ma 42 lata, jest silna i dominująca. Pomimo sławy i pieniędzy wciąż nie może ułożyć sobie życia. Niestabilna emocjonalnie 40-letnia Kasia tkwi w dalekim od ideału małżeństwie, wychowując nastoletniego syna. Siostry niezbyt za sobą przepadają, kompletnie nie rozumieją i nawet nie starają się zrozumieć swoich życiowych wyborów. Choroby, a w konsekwencji utrata jednego z rodziców zmuszają je do wspólnego działania. Kobiety stopniowo zbliżają się do siebie, odzyskują utracony kontakt, co wywołuje szereg tragikomicznych sytuacji.
7/10

2/ film radziecki NOCNY PATROL (Ночной патруль), reż. Władimir Suchobokow, 1957
Całość na YT:


Włamano się do sejfu, zabito księgowego. Podejrzenie pada na kilka osób, w tym na złodzieja-recydywistę o ksywie Ogoniok, który wrócił do miasta jako marynarz zaokrętowany na cudzoziemskim statku. Ale stary i mądry komisarz milicji po rozmowie z Ogońkiem zrozumiał, że ten wrócił, bo chce zerwać z przeszłością i tęskni za ojczyzną. Kim więc jest przestępca?
7/10

3/ włoską komedię romantyczną SCUSATE SE ESISTO (Wybaczcie, że żyję), reż. Riccardo Milani, 2014
Trailer:


Włoszka Serena to zdolna i utytułowana architekt, która od wielu lat mieszka poza granicami kraju. Udało się jej zrobić błyskotliwą karierę w Londynie. Ma jednak dość samotności i bardzo tęskni za rodzinnymi stronami, dlatego podejmuje decyzję o powrocie. Niestety na miejscu przekonuje się, że niezależne, odnoszące zawodowe sukcesy kobiety nie są miło widziane przez pracodawców. Po długich poszukiwaniach znajduje posadę poniżej swoich kwalifikacji - zostaje kelnerką w restauracji prowadzonej przez rozwodnika Francesco. Serena od początku nie kryje fascynacji przystojnym szefem. Odkrywa jednak, że obiekt jej westchnień jest homoseksualistą. Kobieta musi pogodzić się z faktem, że mogą zostać jedynie przyjaciółmi. Dzięki wzajemnemu wsparciu udaje się im przetrwać wiele trudnych chwil.
7/10


9 komentarzy:

  1. Staś się tak bardzo z tej książki ucieszył, jak dzieci, którym teraz babcie kupują poezje Marii Konopnickiej. Muszę powiedzieć, że działa to na mnie jak płachta na byka. Reytanem rzucam się, broniąc babci dostępu do półki i proponując coś innego.

    Ciekawiłaby mnie opinia na temat Moich córek...Dziędziel w porzo?;)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziędziel w porzo, ma takie zrozumiałe w jego sytuacji (sytuacji ojca i męża, który nagle nie tylko traci żonę, ale i sam dowiaduje się o raku we własnej głowie) przeskoki z pełnej świadomości do niby nieuzasadnionych ataków złości, to było dobre. Ogólnie film nie powala, ale jak na POLSKI to mocna siódemka. Podoba mi się też zakończenie, a właściwie jego brak :)

      Usuń
    2. No właśnie. Muszę powiedzieć, że brak zakończenia tym razem w filmie bardzo mi odpowiadał. Taką sympatię miałam do filmowego ojca, że nie chciałam, żeby wszystko na naszych oczach się dopełniło.

      Usuń
  2. Pamiętam takie "nagrody" książkowe ze szkoły podstawowej. Panie nauczycielki szły do księgarni kupić książki na nagrody, no i kupowały, co było. Chociaż, ja dostawałam zwykle jakieś sensowne książki, nigdy nic radzieckiego ;)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że dla dziecka sam fakt dostania nagrody był wystarczającą radością :) nawet i radzieckiej... byle nie dla dorosłych, jak w tym wypadku! Ale Staś sam sobie zawinił, skoro działał aktywnie w TPPR. Ciekawe, jak się taka działalność przejawiała... może robił gazetkę ścienną :)

      Usuń
    2. Gazetkę ścienną na rocznicę Rew. Październikowej zrobił albo gazetkę na cześć Lenina z mapką jego podróży. U nas w szkole takie się robiło.
      Albo litery ze styropianu wyciął na akademię z okazji rocznicy rew. październikowej.
      Było wiele możliwości aktywnego działania w TPPR :)))

      Usuń
    3. O tak, przypomniałaś mi te gazetki :) z różnych okazji, nie tylko radzieckich... wiecznie trzeba było przynosić jakieś widokówki, zdjęcia wycięte z kolorowych gazet...

      Usuń
  3. Pamiętam jedną taką "nagrodę", dostałam ją na koloniach w konkursie rysunkowym. Był to jakiś dziwny komiks z, jak się później z wypiekami na twarzy przekonałyśmy wraz z koleżankami, rysunkiem nagiego biustu!
    To dopiero była wtopa!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, jak konkurs rysunkowy, to rysowanie nagiego biustu wchodzi w zakres programu :)

      Usuń