Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Vojtěch Steklač, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Vojtěch Steklač, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty

piątek, 18 października 2019

Vojtěch Steklač - Srdeční slabost

Już w tym miesiącu jednego Steklača czytałam, ale jakoś nie mogłam wytrzymać bez następnego, tym razem dla dorosłych. Niedobrze, bo zmniejsza się liczba tych pozostałych do przeczytania :)
Jakoś bardzo lubię tego autora, choć na jakiejś czeskiej stronie o ksiażkach przeczytałam opinie, że naprawdę kvalitní to są tylko te dla dzieci/młodzieży... no nie wiem, mnie się te dorosłe podobają i czytam je z wielką przyjemnością - pewnie również dlatego, że to opowiadania kryminalne. Również, bo przede wszystkim ten urok polega chyba jednak na tym, że jestem w stanie już czytać w oryginale (innych możliwości zresztą nie ma, nie był przecież tłumaczony) i to, jak Steklač pisze, wyjątkowo mi leży. Nie za trudno, nie za łatwo.

Początek:
Koniec:

Wyd. Erben, Nakladatelství Vlasty Brtníkové, Praha 1992, 164 strony
Z własnej półki (kupione w antykwariacie w Pradze 9 sierpnia 2019 za 22 korony minus 11%)
Przeczytane 15 października 2019 roku

środa, 17 sierpnia 2022

Vojtěch Steklač - Tři muži v jednadvacátém století


Jeden z nabytków praskich, zabrałam w drodze powrotnej do torebki, żeby mi umilał podróż swym humorem. I umilał, ale tylko przez 50 stron, bo było za dużo gazet do przeczytania na pokładzie 😀


Autor jest mi jak najbardziej znany (i lubiany), przeczytałam już sześć jego dzieł, one właśnie są z takim angielskim humorem zazwyczaj, więc nic dziwnego, że pan Steklač pokusił się o napisanie powieści o tym, jak by dziś wyglądali bohaterowie Jerome'a K. Jerome'a. Okazuje się, że mniej więcej tak samo, bo świat się zmienia, ale ludzie niekoniecznie.

Jerome wygrywa namiot i wspólnie z Harrisem i Georgem zaczynają planować, na jaki kemping się wybiorą, co powiedzą małżonkom (bo wiadomo, że nie prawdę) i jak namiot będzie się nazywał, ale to wszystko jest jedynie pretekstem do opowiadania historyjek z życia (znajomych albo i nieznajomych) wziętych, pouczających historyjek oczywiście 😂 

Akcja jest osadzona w Anglii, ale zastanawiam się, na ile pewne drobiazgi są czeskie 😉 Na przykład trzej przyjaciele roztrząsają kwestię, czy kobiety miewają orgazm czy tylko udają. I tu jeden z nich przytacza przykład znajomej, która autentycznie orgazm ma, ale tylko w windzie. A jeszcze lepiej w paternostrze (paternosterze? nigdy nie wiem, jak to odmieniać). O ile paternoster w Czechach jest/był bardzo popularny, o tyle nie wiem, na ile obecny w Wielkiej Brytanii?

PS. Poszukałam i znalazłam: owszem, miewali, ale nieporównywalnie mniej niż w Czechach. Aktualnie trzy czynne. Jednak faktem jest, że pierwszy paternoster na świecie działał właśnie w Londynie (1884), więc dobra, już się głupio nie spieram 😁

PS2. Kurde, właśnie sobie uświadomiłam - przecież miałam się przejechać jakimś paternosterem, z którego jeszcze nie korzystałam. Zapomniałam poszukać 😒 

PS3. Z niejasnych powodów nie posiadam Trzech panów w łódce, co jest prawdziwym skandalem - no ale to się już nie zmieni.



 


Początek:


Koniec:


 

Nie ma zdjęcia półki, bo... bo cudów też nie ma. Są dwie opcje: albo pozbędę się osiemnastu starych książek i na ich miejsce dam nowe, albo poczekam na Nową Kuchnię. Tam mianowicie będzie jeden regał więcej. Jako że jednak na dole mają być szuflady, do końca nie wiadomo, jak to wypadnie. Zobaczymy w październiku przy układaniu. Do tego czasu nowe czeskie książki będą na podłodze...


Wyd. XYZ, Praha 2010, 213 stron

Z własnej półki (kupione 8 sierpnia 2022 roku w Ulubionym Antykwariacie w Pradze za 19 koron)

Przeczytałam 17 sierpnia 2022 roku

 

No i już po moim nicniemusieniu 😟

W Pradze mnie bombardowali mailami z pracy, w pewnym momencie poprosili o jasne sformułowanie: tak, chcę lub nie, nie chcę (a przed wyjazdem specjalnie tam poszłam i powiedziałam, że zamknęłam firmę...). Napisałam więc NIE, NIE CHCĘ. W odpowiedzi dostałam taki tekst: super, że chcesz z nami dalej pracować, wiedziałam, że Praga Ci odmieni - i takie tam. To już nic nie rozumiałam i nawet nie odpisałam. Potem napisali, żeby zadzwonić po przyjeździe. A może lepiej przyjść, bo szefowa z Warszawy opracowała umowę specjalnie pode mnie. 

Cóż, poszłam na drugi dzień po powrocie, żeby to wszystko wyjaśnić. No i całe postanowienie ?? diabli wzięli. 

Umowa ma być na pięć miesięcy, ale nie że mam siedzieć od do w robocie - mam przepracować w tym czasie 750 godzin, a rozkładam je sobie, jak mi wygodnie i ode mnie zależy, czy u nich czy z domu. Jest to możliwe, bo w tym czasie ma być nieczynny jeden z moich działów, ten, który właśnie wymuszał bycie na miejscu w określonych godzinach. Za godzinę są skłonni płacić 35 zł.

No i? Mogłam odmówić?

Nie mogłam (oczywiście, że mogłam, ale jestem sprzedajna k...a i wystarczy, że mi ktoś przed nosem zamacha banknotem). Szybkie rachunki - zarobię na kolejnych 35 miesięcy dokładania do emerytury przecież. 

Nosz kurde, jak te pieniądze jednak wszystkim rządzą 😕 Wróciłam do domu, założyłam nową działalność (nazwa: oczywiście Kobieta pracująca) i od pierwszego dawaj apiat. Cholera mnie bierze. Choć oczywiście każdy mówi, że dobrze zrobiłam, bo przecież przyszłość taka niewiadoma etc. Šlak aby to trefil! Jeszcze nawet nie zdążyłam zrobić konkretnych planów na tę emeryturę. 

No, ale dobrze, bądźmy Pollyanną, cieszmy się, że mamy możliwość zarobienia, tak?

piątek, 4 października 2019

Vojtěch Steklač - Pekelná třída

To był bardzo dobry nabytek.
Dyskretne poczucie humoru autora już znałam z trzech książek dla dorosłych, przeczytanych wcześniej, jednak z pewną taką nieśmiałością zamawiałam te dla dzieci, ale niepotrzebnie. Są super - przynajmniej sądząc po pierwszej z nich. A czekają mnie kolejne tomy przygód czterech chłopców z piekielnej klasy :)
Przygody przygodami, ale umie Steklač podchwycić dziecięce rozumowanie i ironicznie spojrzeć na rodzinne dialogi.

Tatuś czasem nie ma humoru i mówi, żeby mu wszyscy dali spokój, bo jest przepracowany, po czym kładzie się na kanapie i czyta gazetę albo książkę. Na co mamusia patrzy niechętnym okiem i zawsze mówi tatusiowi, że powinien stosować bardziej aktywny wypoczynek, bo ten jest zdrowy, gdy tymczasem leżenie na kanapie nie jest zdrowe i człowieka otępia.
Na co tatuś zawsze zauważy, że o otępieniu nie może być mowy, ponieważ gdy leży na kanapie, to o wielu rzeczach myśli i w ten sposób przeczyszcza sobie zwoje mózgowe, żeby był zdrowy psychicznie.
A mamusia mówi, że wedle tego, jak często tatuś przeczyszcza sobie zwoje mózgowe na kanapie, to mózg mu już dawno musi błyszczeć jak mosiężna klamka u drzwi, gdy się ją wyszoruje sidolem.

/tłumaczenie oczywiście własne/

Zastanawiam się, skąd u mnie to upodobanie do scen rodzinnych. Tak samo z zaglądaniem ludziom w okna. To jakby o to samo chodzi - podglądanie cudzego życia, z myślą ukrytą gdzieś z tyłu głowy, że inni mają życie jakieś ciekawsze, że bóg wi co robią... nieraz też dumam nad tym, co robią wieczorem, w wolnym czasie, moi sąsiedzi, jak te wieczory spędzają... wiem, mam coś z głową :)


Początek:
Koniec:

Wyd. Albatros Praha 1988, 245 stron
Z własnej półki (kupione 9 sierpnia 2019 roku w antykwariacie w Pradze za 66 koron - minus 11%)
Przeczytałam 2 października 2019 roku

Zebrałam swoje przeczytane Steklače:
i nieprzeczytane, których jest więcej, z czego się naturalnie bardzo cieszę :)

NAJNOWSZE NABYTKI
Niedobrze się dzieje. Nie, no, nic nie kupiłam, ale i tak do domu przywlokłam (z półki w Jordanówce). Niepoprawna. Oddać mnie do polepšovny!

sobota, 13 lutego 2021

Vojtěch Steklač - Jak se vraždí v Česku

Więc było tak, że trafiłam na pana Vojtěcha Steklača (odmieniając jego nazwisko po polsku) w antykwariacie oczywiście przypadkiem, teraz już nie wiem, czy najpierw na jego twórczość dla dzieci czy dla dorosłych. Ale spodobały mi się obie. Mam za sobą pięć jego książek, a przed sobą o wiele więcej, bo trochę zgromadziłam 😋

Już po przeczytaniu pierwszej (Dvoreček w grudniu 2018) miałam ten pomysł, żeby do autora napisać. No ale wiadomo, jak to jest, pomysł to jedno, a realizacja to drugie.

I oto przed miesiącem dowiedziałam się, że zmarł. Poza smutkiem, że już nic nowego się nie doczekam, poza zdziwieniem, bo miał zaledwie 75 lat - odczułam przede wszystkim wielki wyrzut sumienia, że nie zdążyłam.

  

Przy okazji się zdumiałam, jak mało jest na temat Steklača w internecie (albo źle szukam). A przecież to autor kultowych w Czechach książek dla dzieci! Znalazłam jedną rozmowę z nim z 2006 roku w jakimś programie TV, którego prowadząca straszliwie mi się nie spodobała. Ani pomysłu na pytania ani uważnego słuchania odpowiedzi. I z tej rozmowy właśnie dowiedziałam się, że Steklač właśnie pracuje nad kryminałem Jak se vraždí v Česku (czyli Jak się morduje w Czechach). Znaczy wtedy w 2006 pracował. OK, to właśnie to sobie teraz przeczytam, bo przecież mam.

Początek:
Koniec:
Spis treści mówił, że są tam cztery rozdziały (lub opowiadania). Nie od razu skapowałam, w czym rzecz, choć ten pierwszy był jakiś znajomy...

Nosz kurczę!

Co się okazuje!

Ja te cztery opowiadania już znałam!

Tu niżej są dwie książki przeczytane przez mnie wcześniej i one je zawierają (między innymi). Jedna wydana w 1984, druga w 1992!

Jak ja nienawidzę takich numerów!

Dobra, dość tych wykrzykników. Ale naprawdę okropnie mnie to wkurza, gdy autor/wydawnictwo bierze coś starego i wydaje pod nowym tytułem.

Teraz zrozumiałam, że  Steklač w tym wywiadzie wyraził się precyzyjnie - nie PISZE Jak se vraždí v Česku, ale PRACUJE nad tym 😕 Pracował mianowicie nad wyborem napisanych wcześniej opowiadań. I rozumiem, że tak chciało wydawnictwo, które wypuszczało serię Najlepsze kryminały. Wszystko w tej serii było odgrzewanym kotletem.

No, trudno się mówi, przeczytałam znów. Czego nie żałuję, bo sposób pisania leży mi przecież.

Mam jednak nadzieję, że reszta książek Steklača już mi takich dublowanych rozrywek nie dostarczy. Choć kto wie... Lista dzieł jego autorstwa zawiera - uwaga - 147 sztuk. Ja mam 19. 

Nawiasem mówiąc, taki misz masz z dublowaniem opowiadań jest i u Hrabala. Ech. A niedawno - pisałam o tym - spotkało nas to samo z Mikołajkiem...


Wyd. Mladá Fronta. Praha 2008, 163 strony

Z własnej półki (kupione 14 stycznia 2020 roku w Ulubionym Antykwariacie za 29 koron)

Przeczytałam 12 lutego 2021 roku - moja 50-ta książka czeska w oryginale 😍😍😍

 


Odkurzanie idzie mi dobrze (odpukać), zrobiłam już 53 półki czyli czasem nawet dwie dziennie (a czasem żadnej, przy migrenie). W takich przypadkach jak poniżej na zdjęciu człowiek jednak się zastanawia, po co to trzyma. Te różne słowniki kupowałam jak jakaś wariatka - że niby dla dziecka będzie. W amoku, jakie to są różne wydawnictwa, których za moich szkolnych lat nie było (albo ja akurat nie miałam) i jakie to moje dziecko będzie mądre, jak wszystko wyczyta. Dziecko niekoniecznie czytało (podejrzewam, że do niektórych w życiu nie zajrzało), a tu jeszcze internety przyszły i dziś takie dzieła zajmują tylko miejsce. Z drugiej strony - zerknęłam do tego Miodka żółtego, a tam są całkiem interesujące rzeczy... No i jak wyrzucić?


Problem mam. Jak zwykle w zimie. Kwiatki padają jak muchy. 

Chciałabym tę jukkę uratować - nie wiem, czy podlewam za mało czy za dużo? Usychają jej liście na potęgę 😖 A żeby jej zapewnić dużo światła (jak na możliwości mojego parterowego mieszkania), wykwaterowałam stąd fikusa beniamina, któremu się nie spodobało w nowym miejscu i też masowo zrzuca liście, tak że dwa nieszczęścia naraz!


Moje przesłuchiwanie płyt sprzed lat idzie dość powoli, w zasadzie zostawiam je sobie na czas obiadu w weekendy. Tak naprawdę nic nie broni temu, by robić to również w tygodniu, ale zapominam. Wracam z pracy, zabieram się za ten obiad, szybko szybko, bo jemy teraz około 15.00 dopiero (Derechcja nas przetrzymuje na Fabryce zazwyczaj do 13.30 lub okolic) i płyty wylatują mi z głowy.

Właśnie dotarłam do kolejnych nagrań Poljazzu, które - bidoki - nie miały nawet okładek! To były czasy 😕 Pakowano płytę w tzw. okładkę zastępczą, co widać na poniższym filmiku. Albo w okładkę po innej płycie. Albo wręcz sprzedawano bez okładki!

 

A na koniec donoszę, iż skończył mi się miesięczny abonament na DAFilms. W połowie byłam zdecydowana odnowić, a pod koniec stwierdziłam, że czas sobie zrobić przerwę. Za dużo tego było 😎 Obejrzałam 31 dokumentów i rozpaczliwie zapragnęłam wrócić do "normalnych" filmów 😄 Żebym była dobrze zrozumiana: właściwie wszystkie chyba obejrzane produkcje mi się podobały... tylko nagle poczułam, że coś MUSZĘ, zamiast MOGĘ. Czyli normalnie, jak zawsze. Jak na studia poszłam, to też wybrany kierunek nagle przestał mnie interesować, już się przerzuciłam na coś innego. Ten typ tak ma.

Wśród ostatnich obejrzanych filmów było EATING ANIMALS z 2017 roku. Jest nawet w całości na YT, ale po niemiecku.

 

My już rzadziej jadamy mięso od jakiegoś czasu, ale nie jesteśmy wegetariankami sensu stricte. Gdy się jednak widzi i słyszy, jak wygląda ta masowa produkcja mięsa i jakie niewiarygodne cierpienie zwierząt temu towarzyszy, włosy dęba stają. Przy czym autorzy filmu nie nawołują do całkowitej rezygnacji z mięsa, przeciwnie, pokazują fermy, gdzie zwierzęta hoduje się w przyzwoitych warunkach... ale jednocześnie widzimy, jak te fermy przegrywają z wielkimi graczami na rynku.

Tak, to było okropne. 

Za to kilka filmów o starych ludziach (to już wiecie, że ulubiony temat) to czysta przyjemność. Na przykład libańska TETA, ALF MARRA (Grandma, a Thousand Times) z 2010 roku.

Jest i w całości, z angielskimi napisami. Polski tytuł to WSZYSTKO O MOJEJ BABCI.  Z opisu na Filmwebie: 

Kiedyś dom Tety Fatimy był gwarny i pełen muzyki. Dziś 83-letnia staruszka z Bejrutu żyje samotnie, nawiedzana przez wspomnienia i duchy zmarłych. A jednak to właśnie jej dom, pachnąca sziszą i libańską kuchnią ostoja matriarchatu, od wielu lat ogniskuje rozproszoną po świecie rodzinę Kaabourów, przypominając im skąd pochodzą.

Rosyjski dokument MAMA z 2013 roku (nie znajduję na YT) obejrzałam na czeskiej wersji platformy. Bo odkryłam, że niektóre filmy są na czeskiej, a na polskiej ich nie ma. W MAMIE reżyserka przygląda się swojej matce, która od dziesięcioleci opiekuje się własną matką, już nie pamiętającą, ile ma lat (96), że mąż już dawno nie żyje, a ona sama od 20 lat nie wychodzi z domu. Obie czekają na nadejście wiosny. Smutne, ale jednocześnie w jakiś sposób pozytywne.

Za to KOBIETA W NIEWOLI (Egy nő fogságban, 2017)

opowiada koszmarną historię współczesnego niewolnictwa. Gdzie? Na Węgrzech. Jak to się stało, że bohaterka haruje u pewnej rodziny po kilkanaście godzin na dobę, dodatkowo chodzi do fabryki (a całe wynagrodzenie jest jej zabierane), nie ma nawet własnego łóżka, jest nieustannie poniżana, zjada resztki z ich talerzy - i nie może liczyć na żadną ochronę? Ponoć u bratanków jest około 20 tys. osób w takiej sytuacji...

   

środa, 13 marca 2019

Vojtěch Steklač - Sedmé oddělení

To zdaje się trzecia książka tego autora, którą przeczytałam. Tym razem było ciężej, chociaż krótsza. Językowo, myślę. Sprawę ułatwiało jedynie to, że sprawa kryminalna, to przykuwało uwagę :) Tak sobie projektuję, że wrócę do niej za jakiś rok, zobaczymy, na ile mi się podniesie poziom.
W dodatku się nieco zawiodłam po pierwszym rozdziale, bo okazało się, że to zbiór kilku kryminalnych zagadek rozwiązywanych wspólnie przez dwóch milicjantów, a nie jedna dłuższa historia. No ale. I tak pana Steklača lubię!

Początek:
Koniec:

Wyd. Naše vojsko, Praha 1984, 125 stron
Z własnej półki (kupione 8 stycznia 2019 w praskim antykwariacie online za 22 korony)
Przeczytałam 12 marca 2019 roku

środa, 6 lutego 2019

Vojtěch Steklač, Pavel Zemek - Volejte linku...

Tak mi się spodobała poprzednio czytana książka Vojtěcha Steklača, że kupiłam pięć kolejnych jego autorstwa. A co się będę szczypać! I już nie mogłam się powstrzymać od wzięcia jednej z nich na tapetę, takiej nie za grubej, do czego impulsem był jak zwykle pociąg i podróż.
Nie zawiodła mnie.
Tym razem głównym bohaterem jest jedna z postaci pojawiających się incydentalnie w tamtej powieści, lekarz psychiatra, pracujący również w tytułowym telefonie zaufania (linka důvěry). Czternaście rozdziałów, czternaście człowieczych historii, mniej lub bardziej dramatycznych, czasem nieco śmmiesznych, ale oczywiście nie dla ich bohaterów, tylko dla nas, czytelników, którzy przyglądamy się im z dystansu.



Początek:
Koniec:


Wyd. Mladá fronta, Praha 1989, 157 stron
Z własnej półki (kupione 8 stycznia 2019 w praskim antykwariacie online za 22 korony - 5 zł)
Przeczytałam 4 lutego 2019 roku

niedziela, 16 grudnia 2018

Vojtěch Steklač - Dvoreček

To była prawdziwa radość, ta lektura. Że wciągająca (bo i z intrygą kryminalną i romansową i w Pradze), że po czesku i jde to, że kupiłam to, choć nic nie wiedziałam ani o autorze ani o książce, tyle tylko że znalazła się na internetowej półce wśród innych pragensie... a wzięłam do czytania, bo w maju będę pierwszy raz mieszkać na Małej Stranie i chcę wcześniej przeczytać o niej to, co mam. Ta mała powieść zdała mi się najsposobniejszą na początek, bo właśnie mała, najmniejsza. To format nieco większy od naszej Nike, 16,5 cm x 12 cm, bardzo poręczny i do torebki - znowu zaczęłam czytać w drodze do pracy, choć nie codziennie chce mi się, częściej bezmyślnie wyglądam przez okno albo wręcz zamykam oczy i prawie podsypiam, jakbym wracała z nocnej szychty w kopalni.
Wracając jeszcze do formatu, wygląda na dość popularny w Czechach, mam jeszcze kilka książek tak wydanych, zawsze w twardej płóciennej oprawie i z obwolutą.
Po krótkim namyśle już wiem, dlaczego mi się dobrze kojarzy - tak u nas były wydane moje ukochane z dzieciństwa "Dzieci z Bullerbyn", a i inne Karolcie czy Paddingtony też (tylko one nie miały obwolut).
No, w każdym razie - nie spodziewałam się, że aż tak mi ta powieść podejdzie! Przemieszanie komizmu, groteski, makabreski i spraw poważniejszych dało świetny rezultat.
Na okładce są cztery kluczyki, bowiem główny bohater tyloma właśnie dysponuje do swej (wynajmowanej) pracowni na Małej Stranie. Zawsze się znajdzie ktoś chętny, by pożyczyć kluczyk - a to, żeby spędzić tam miło czas z dziewczyna, a to sąsiadka, żeby przenocować przyjezdną siostrzenicę... a w końcu milicja znajduje na kanapie trupa. Wygląda na to, że trzeba samemu wszcząć śledztwo, żeby nie dać się wrobić w paskudną historię.



Mam straszną ochotę poszukać kolejnych książek tego autora, ale się jeszcze wstrzymuję :) Tych ostatnich osiemnastu zakupionych w ulubionym antykwariacie ciągle nie uprzątnęłam, leżą w kuchni pod stołem. No nie ma miejsca, no.


Początek:
Koniec:

Wyd. Československý spisovatel Praha 1985, 148 stron
Z własnej półki (kupione w antykwariacie praskim online 8 maja 2018 roku za 29 koron)
Przeczytałam 9 grudnia 2018 roku

niedziela, 4 września 2022

Vojtěch Steklač - Boříkovy lapálie

 

Ulubiony mój czeski autor dla dzieci i młodzieży. I nie tylko, w ogóle lubię go czytać. Na półce tam niżej widać, że jeszcze sporo go mam. I bardzo dobrze 😀

Bořík i jego trzech kumpli z klasy dają popalić. Ale wiadomo, zawsze chcą dobrze. No, może prawie zawsze. A przynajmniej dobrze dla siebie 😁 W końcu wiadomo, jak sam o siebie nie zadbasz, to nikt nie zadba. A życie jest ciężkie, rodzice cały czas ci trują, że wyrośnie z ciebie zločinec i lajdák, co się okazało po polsku próżniakiem, jednakowoż (wydało mi się dziwne, że mama tak do synka mówi, więc sprawdziłam). Ach, ten czeski 😂

O Boříku i jego kolegach już czytałam jedną książkę - Pekelná třída, ale dzisiejsza chyba była pierwsza chronologicznie, więc postaram się od tej pory lecieć po kolei.


A jeszcze bardzo lubię ilustracje Adolfa Borna! 

Tutaj koledzy chcieli pomóc Alešowi, który znów spóźnił się do szkoły, bo mu się zepsuł budzik, a babcia wyjechała do sanatorium. Jak się zabrali za naprawianie, tak wszystkie trzy zegary z domu rozebrali na części i... oczywiście klops. Zanieśli je więc do zegarmistrza, ale wyobraźcie sobie, że ten odmówił złożenia ich do kupy!


 

Początek:


 

Koniec:


 

Półka 


Wyd. Albatros, Praha 2004, 189 stron

Z własnej półki (kupione 20 maja 2019 roku w Ulubionym Antykwariacie za 88 koron minus 11%; antykwariat się nazywa "11", a kto polubi jego profil na FB, dostaje 11% zniżki na wszystko, z czego skwapliwie korzystam do tej pory 😍)

Przeczytałam 2 września 2022 roku


Nadmienię, że czytałam (w większości) w okolicznościach przyrody - nie wiem, dlaczego dopiero na koniec wakacji/lata odkryłam, że na leżance na łące na skraju osiedla można całkiem komfortowo spędzić czas, gdy się nie posiada balkonu. Co prawda wczoraj to już zabrałam nawet termos z gorącą herbatką, o kocu nie wspominając (ten od początku) 😎 Raz nawet wzięłam jaśka, ale to był niewypał, nie da się czytać, gdy głowę oprzesz na oparciu. 

Przez tę leżankę umyłam dzisiaj głowę, choć strasznie kusiło, żeby sobie zrobić Dzień Brudasa - no ale jeśli nie lunie (coś ponurawo), to trzeba jeszcze iść. Nawet odgrażam się, że w zimie będę chodzić, oczywiście odpowiednio opatulona - ale z tym może być różnie 😜

 


 

Jako osoba, która nic nie musi, a wszystko może - po przeczytaniu na Śmieciarce informacji, że na Dębnikach ktoś opróżnia mieszkanie, natychmiast się tam udałam. Niestety nic tam dla mnie nie było - a może raczej stety, bo doprawdy lepiej już nic do chałupy nie znosić 😂

Ale nie byłabym sobą, gdybym nie wstąpiła do pobliskiej biblioteki. I tak oto ni z gruchy ni z pietruchy mam już w domu osiem bibliotecznych pozycji, na czym mi wcale nie zależało!

Mam też nowy telewizor. To dotyczy tematu Nowa Kuchnia, bowiem umyśliłam sobie, że damy tam ten mniejszy odbiornik (jojczyłam już od dawna, że oglądamy przy stole filmiki z YT na laptopie), więc na jego miejsce potrzebny nowy, a skoro nowy, to lepiej, żeby większy - może nawet ja sama coś na nim czasem obejrzę?

A tu taki kanał. Po przykręceniu nóżek okazało się, że te cholery są z samego brzegu i w związku z tym nie mieszczą się z jednej strony na wystającej z regału półce (ja sobie przecież wszystko wymierzyłam wcześniej, ale z założeniem, że nóżki idą bardziej ku środkowi). Będą potrzebne kombinacje czyli dodatkowe koszty. Ale to jeszcze nic, podłączamy pendrajwa z filmami córki, szukamy, nie możemy znaleźć, jak go włączyć, w końcu instrukcja znaleziona w necie pomaga, ale wtedy okazuje się, że tv go nie odczytuje. I cały pogrzeb na nic, bo przecież tylko do tego ten telewizor potrzebny córce. Ta wściekła, mówi, żeby zabierać to dziadostwo z powrotem (jak ona generalnie nienawidzi zmian, chyba jest autystyczna). I idzie spać.

Ja się tak łatwo nie poddaję, próbuję ze swoimi pendrajwami i odkrywam, że takie z pamięcią 16 GB telewizor czyta i odtwarza, więc chyba w tym był problem. 

Niemniej jednak póki co stary tv wrócił na swoje miejsce, nowy stoi u mnie na podłodze (obejrzałam z rozpędu co nieco na YT, a do Netflixa się nie dostałam, bo właścicielka zmieniła hasło przy ostatnich zawirowaniach i jakoś mi się nie chciało do niej dzwonić i dopytywać przy weekendzie, co jej będę głowę zawracać). Opakowanie trzeba wynieść do piwnicy, może ktoś się zlituje (i nie mam na myśli siebie). W tle kolejne, jeszcze puste, pudła w kuchni. Śmierdzą, dlatego wyniosłam je z pokoju, gdzie najpierw były. Wiecie, że kartony śmierdzą?