piątek, 4 sierpnia 2023

Krystyna Siesicka - Możesz iść + PRAGA piątek

 

Przeczytałam żem w autobusie i to jest jedyna nie z serii Poczytaj mi mamo w najbliższym czasie. Mianowicie jest z innej serii, nazywało się to Ważne sprawy dziewcząt i chłopców i ja to trochę z młodości kojarzę.

Krótkie opowiadanie o tym, jak do schroniska w górach przychodzi młody chłopak, a kierowniczka wyciąga z niego, że uciekł z domu - z miłości oczywiście. Bowiem następnego dnia ma tam przyjechać cała grupa łącznie z dziewczyną, którą on kocha (jak mu się wydaje), ale matka mu nie pozwoliła na wspólny z nimi wyjazd, więc dał dyla. Mądra kierowniczka nie tylko natychmiast pokierowała nim tak, żeby wysłał do matki telegram, przecież umierała z niepokoju, ale również uświadomiła mu, co jest warta dziewczyna, która grozi...

Nie, nie napiszę, czym grozi, bo może jakimś przypadkiem ktoś z Was ma tę książeczkę, ale jeszcze nie czytał? Jeśli tak, to polecam. Bardzo sprawnie napisana, choć ta pierwsza strona mogłaby zniechęcić.

Początek:

Koniec:


Wyd. Wydawnictwo Harcerskie Horyzonty, Warszawa 1973, 35 stron

Z własnej półki

Przeczytałam 4 sierpnia 2023 roku


Praga, dzień pierwszy

Będzie w błyskawicznym (i fotograficznym skrócie), bo godzina późna, wróciłam do domu koło dziewiątej.

Tak to ja mogłabym podróżować... no, ale to w autobusie, natomiast w pociągu nie było ani jednego wolnego miejsca, tego nie lubimy.

Na stacji w Pradze zjeżdżałam z peronu ruchomymi schodami w dół, gdy zobaczyłam stojącą na górze Věrę. Dech mi zaparło, bo w ogóle nie byłyśmy umówione - zjechałam więc na dół, zakręciłam walizą i wjechałam z powrotem na górę 😂 Takie mi zrobiła překvápko (niespodziankę). Mało tego, w hotelu okazało się, że przywiozła mi podwieczorek w postaci świeżo dziś upieczonego ciasta ze śliwkami i mirabelkami, prosto z Seminářskiej zahrady (w Pradze jest szereg miejsc z drzewami owocowymi ogólnie dostępnymi, nawet gdzieś mam zapisaną stronę z mapą takich miejsc). Jakie było pyszne! Znaczy jeszcze jest, wszystkiego nie zeżarłam 😁 Jak sobie zrobiłam pysznej gorącej herbaty z sokiem malinowym i wtrząchnęłam trzy kawałki ciasta, od razu mnie przestała głowa boleć (wstawanie o 4.40 jest przereklamowane). Pojechałyśmy wspólnie do Ulubionego Antykwariatu odebrać te dziewięć zamówionych książek, ale w pełnej krasie zobaczycie je dopiero po moim powrocie do Krakowa, bo są porządnie zawinięte w folię i chyba tak już zostaną.

Ta jedna luźna leżała na stoliku w naszym klasztornym korytarzu, przyniosłam ją tylko przestudiować 😉

Věra pojechała znów na dworzec odbierać siostrę, a ja załatwiłam kwestię sprawunków odwiedziwszy kram z filmami - ale spokojnie, kupiłam tylko siedem! I uważam kwestię książek i filmów za zamkniętą (ha ha).



Potem poświęciłam się już niespiesznym spacerom.

Walka klasowa trwa!


Na mnie niech nie liczą w tej kwestii!

Oj, chyba było włamsko!



 Poezja latarniana trzyma się mocno.
 

Ceny szali, gdyby ktoś był zainteresowany.

 

Takie coś na ścianie.

 

Wieczorna prasówka.



Pocieszonam!

 

Zlokalizowałam rzeźbę, co ją miałam zapisaną w zeszyciku... ciekawe, czy byście rozpoznali, o co chodzi. Odpowiedź na dole 😁

 

W tym budynku zakochałam się jakiś czas temu, ale jak wtedy niszczał, tak dalej niszczeje. Za komuny był tam basen, sale gimnastyczne, takie normalnie fitness center.


 

Co można robić jadąc niekończącymi się ruchomymi schodami w metrze? Można na przykład myśleć, że wzięłabym jakąś szczotę i wyszorowała - nie, nie kopyta tego pana przede mną - tylko te kąty okocone.

Ciekawe, czy w domu taka chętna jestem do sprzątania 😂

 

Znają i tutaj naszego ministra. Tylko nie wiem, co ten BROK. Bo brouk to wiem - robak. Co by nawet pasowało!

 

Stojak na rowery w pasażu. Czy ja już wspominałam, że Praga pasażami stoi?

 

Kiedyś się ludziom chciało (takie drzwi robić).


 

Fraza zamknij japę nabiera nowego znaczenia.


I w ogóle - żeby było jasne - najlepszy kurz w Pradze!


* gest Kozakiewicza 🤣


czwartek, 3 sierpnia 2023

Dr Alan Francis - Wszystko, co mężczyźni wiedzą o kobietach

 

🤣🤣🤣

Córka to znalazła na półce czy w innej knihobudce i przyniosła do domu jako ciekawostkę 😁

Zawartość:


Tak że w sumie bardzo pożyteczna pozycja, nie wyrzucamy, bo - jak wiadomo - kolejny, setny notes zawsze się przyda 😉

"Przeczytałam" 3 sierpnia 2023 roku

 

Wczoraj był sądny dzień, bo wiadomo, nerwy przed podróżą, dwa prania i suszenia jeszcze odwalam, żeby nic nie zostało w koszu, potem nagle odkrywam, że jedna z sukienek wytypowanych do Pragi ma z przodu plamę, więc szybko piorę i wieszam w charakterze truposzczaka w oknie z nadzieją, że wyschnie do jutra, zakupy, apteka, obiad, szykowanie listy rzeczy Ojczastego do zabrania, żeby o czymś nie zapomnieć i oto po południu siadam wreszcie na kanapie z myślą coś tam obejrzeć z You Tube'a oraz przejrzeć notatki na Pragę, czy czegoś nie ma do dopisania... Chwila spokoju i odpoczynku.

I tu zerkam w stroną Ojczastego i coś mi to dziwnie wygląda z daleka. Zatrzymuję filmik, idę tam - a on cały we krwi.

Ten ... (bardzo brzydkie słowa cisną mi się tu) kopał w nochalu i dostał krwotoku. Który nie ustawał, więc w końcu zadzwoniłam nawet na pogotowie, gdzie mnie pani instruowała, co robić, a ja w nerwach guzik z tego zapamiętałam. 

No, ale nic, w końcu się uspokoiło, siedział i czekał, a ja zabrałam się za sprzątanie. Wszystko było do wymiany (w sensie piżamy, podkoszulka, poszewki na poduszkę i jaśka, prześcieradło też, ale już nie miałam siły go ściągać i szukać nowego i teraz żałuję, bo jednak okazało się, że po wstępnym zapraniu pralka doprała wszystkie plamy, a te zostaną). Nawet kaczka była cała we krwi, nie dowiesz się, co on cudował. Dywan przed łóżkiem dawno już spisałam na straty 😉 on ma dożywocie jak Ojczasty, ale gdyby ktoś go teraz zobaczył, to by myślał, że tu jakaś crime scene była. Córka, gdy wróciła do domu i zobaczyła dziadka, powiedziała do mnie:

- Przyznaj się, że mu przyłożyłaś.

Nie słucha nic, mówi się do niego (pisze się) ODDYCHAJ USTAMI, NIE NOSEM (wedle instrukcji z pogotowia), NIE WSADZAJ TAM PALUCHÓW. Groch o ścianę.  Jezu, jak ja się cieszę, że dziś brat przyjeżdża go zabrać, choć na te 10 dni... Niech się z nim bawi.

Teraz patrzę, a na tej nowej przebranej piżamie zaś zaschnięta plama krwi. Dłubie dalej. Całożyciowe hobby. 

A najciekawsze jest to, że w ogóle nie zawołał. Leżał sobie, a krew ciekła. Gdybym akurat nie zerknęła... 

Po wszystkim mówi:

- Ja tu przywiozłem taki alarm, tylko tam baterii chyba nie ma, odszukaj go.

Pytam, po kiego grzyba jakiś alarm!? 

- No, jak by się to powtórzyło.

Alarm! Nie zawołać, tylko szukać jakiegoś tam urządzenia, żeby je włączyć. No ma ten chłop rozum w głowie? Słuchajcie, głuchy myśli najwyraźniej, że inni są głusi. Jak chce mi coś powiedzieć, to czeka, żebym na niego wyraźnie patrzyła.

Jak żyć, panie i panowie? 

 

PS. Przed chwilą spakowałam ubrania, a teraz nagle zmienili prognozę, którą sprawdzałam przecież rano, i z 15 i 17 stopni przez dwa dni (gdzie zaplanowałam zabrać kurtkę) robi się 19 i 21, a a przyszły czwartek 33 stopnie*! Generalnie było maksimum 25. Gdzie w ogóle nie zaplanowałam takiej lekkiej sukienki. Wszystko na nowo! I co z tą kurtką, zostawić? Jak ja tego nienawidzę! Gdyby człowiek jechał autem, nie przejmował by się, ile ubrań zabrać. Dobra, idę szukać sukienki bez rękawów. Za oknem deszcz. 

*tak było do południa. Wieczorem okazało się, że komuś się chyba paluszek omsknął, bo poprawili na 23 🤣🤣🤣

 

PS2. Ta chwila, gdy Ojczasty wsiadł do samochodu brata... nie do przecenienia 😂 Najchętniej bym nigdzie nie jechała, tylko teraz odpoczywała sobie w ciszy domu 🤣 

wtorek, 1 sierpnia 2023

Krystyna Siesicka - Jezioro Osobliwości (na bis)

Ha ha bardzo śmieszne.

Ale tym razem wiedziałam, że to znam, że czytałam, tyle że myślałam, że w szkolnych czasach, przecież to jeden z ówczesnych hitów.

Tymczasem wrzucam tytuł do blogowej wyszukiwarki, a tam - czytane przed ponad dziesięciu laty.  No i tyż piknie. Wtedy pożyczone z biblioteki, dziś już własne (przywleczone niedawno z gratisów). Przy czytaniu snuło mi się po głowie, że muszę też obejrzeć znów film - i że matkę Marty grała Barbara Horawianka - to się potwierdziło (czy ona też była matką Ani w Daleko od szosy? w ogóle miała takie emploi surowych, ostrych matek), ale po przeczytaniu tego, co napisałam o filmie w tamtej notce, jakoś odechciało mi się. A wczoraj obejrzałam Vabank 😍

Jest tam jeden "przezabawny" moment. Marta prowadzi pamiętnik i pod datą 24 grudnia zapisuje:

Muszę przyznać, że ujął mnie prezentem, który przyniesiono do domu tuż przed centralnymi uroczystościami, zaplanowanymi przez mamę na szóstą. 

Żeby nie powiedzieć przed Wigilią 😂😂😂 Centralne uroczystości... dożynki czy co, myślę sobie...

Początek:

Koniec:

Wyd. Krajowa Agencja Wydawnicza, Lublin 1993, 187 stron

Z własnej półki

Przeczytałam 1 sierpnia 2023 roku

 

NAJNOWSZE NABYTKI

Pojechałam wczoraj oddać książki do trzech bibliotek, a ta ostatnia była już blisko Podgórza i przypomniałam sobie, co czytałam na fejsie u Szyszkodara. Szyszkodar to taki lokalny Hałabała, który ratuje książki, zawsze jest wzywany na pomoc, gdy gdzieś leżą koło śmietnika itd. Otóż Szyszkodar pisał niedawno, że w pewnej piekarnio-cukierni w Podgórzu właśnie zmontował półki i zapełnił je makulaturą dla takich nienormalnych niepoprawnych jak ja. No to podjechałam obadać. Książek było ciągle dużo, wybrałam sobie te cztery, bo więcej głupio mi było (ale coś by się jeszcze znalazło ciekawego).


Jestem bardzo ciekawa tego Niziurskiego i już już bym go zaczynała (to chyba jakiś kryminał?), no ale nie zdążę przed wyjazdem, więc zostawiam na później.

Poza tym donoszę, że musieliśmy z Ojczastym stawić się o 14.00 na mieście w sprawie aparatów słuchowych i oczywiście o 13.00 zaczęło lać. Okazuje się, że nie sposób dyrdać z wózkiem inwalidzkim i parasolką nad WŁASNYM łbem. Nie sposób również ochronić parasolką trzymaną przez zainteresowanego CAŁOŚCI tegoż. Wróciliśmy pięknie przemoczeni, a że robiłam też poprzedniego wieczoru przepierki sukienek etc. do Pragi  - wszędzie, ale to wszędzie, gdzie tylko się da, wiszą wieszaki z manelami. 

Normalnie powinni teraz przyjść GOŚCIE!

poniedziałek, 31 lipca 2023

Justina Blakeney - Mieszkaj boho. Dobre wibracje w twoim domu


 Znowu z biblioteki. Chciałam w sumie pooglądać obrazki, bo na fejsie czasem je przeglądam na takich boho profilach i nawet nieraz lajkuję. Ale wiecie co? Chyba bym w tym żyć nie umiała, tak na co dzień. Jest w tym za dużo koloru, za dużo rzeczy, za dużo wszystkiego. Fajne, malownicze, ale jednak.

Po Nowej Kuchni zaplanowałam sobie, że u mnie powstanie tylko taka mała ściana boho (bo się kawałek uwolnił spod regału z książkami), kupiłam jakąś makramę na kwiatka do powieszenia, jakieś dwa lustra... i wszystko to czeka na zawieszenie. Był u mnie w tym miesiącu pan Krzysztof (dostałam na niego namiar) i wstępnie jesteśmy umówieni na drugą połowę sierpnia. Miejmy nadzieję, że to wreszcie zostanie załatwione.

Tymczasem książka. Koń by się uśmiał.

Dobra, obrazki pooglądałam, ale jak zaczęłam czytać tekst... ludzie kochani! Co to też nie można nawymyślać! Autorka na przykład opisuje w rozdziale Przejrzystość, jak to mieszkała we Włoszech i pewnego dnia wyszorowała drzwi balkonowe, zmywając brud z szyb. I oto! Do pokoju wpadało dwa razy więcej światła!

🤣🤣🤣🤣🤣

I w tym stylu, z takimi odkryciami, książka. 



 

Co trzeba mieć w głowie, żeby takie pierdoły pisać? Paprotka nad kuchenką przepada za parującym makaronem!



Wyd. ZNAK, Kraków 2021, 284 strony

Tytuł oryginalny: The New Bohemians Handbook: Come Home to Good Vibes

Przełożyła: Maria Kabat

Z biblioteki

"Przeczytałam" 30 lipca 2023 roku

 

W sobotnie popołudnie udało się oddać lampion do Ikei, a nawet obejrzeć film (Czarny kot, biały kot - czyste szaleństwo), więc w nagrodę za dobry dzień (bo przecież to dzień kąpania Ojczastego, przebierania, prania czyli ten najbardziej męczący w tygodniu) w niedzielny poranek obudziłam się z globusem i już było przechlapane, dzień na straty. A tu już tylko cztery dni do wyjazdu, czas najwyższy się szykować!

W koszyku w Ulubionym Antykwariacie miałam kilkanaście książek, w międzyczasie część z nich mi podkupiono - i całe szczęście, bo kto by to wszystko przywiózł, a przecież na miejscu na pewno znów coś upoluję. Dziś rano zaczęłam rozważać, z czego jeszcze zrezygnować, a co już zamówić. Miałam tam jakiś thriller z akcją w Pradze, autorstwa niejakiej Magdy Stachuli. Podejrzanie mi to wyglądało, więc sprawdziłam i cóż się okazuje - to Polka i to z pokaźnym dorobkiem powieściowym, choć raczej chyba nie dla mnie ta twórczość. No to sobie daruję 😁

O tej porze zazwyczaj mam już wyciągniętą i rozłożoną na podłodze walizkę, chodzę i dokładam rzeczy - cóż, kiedy teraz, gdy jest nas troje, nie ma na nią miejsca...  Brat przyjedzie po Ojczastego w czwartek, pewnie po południu, i dopiero wieczorem będę mogła się pakować (wyjście z domu w piątek o 7.00). Toteż muszę mieć dokładną listę wszystkiego, żeby w ostatniej chwili o czymś nie zapomnieć. Stresuje mnie to dodatkowo. 

Moje postanowienie, że będę na luzie jeździć sobie czy chodzić, gdzie mi się zamarzy, też mnie stresuje, bo zaczynam zdawać sobie sprawę, że ja tej Pragi NIGDY nie ogarnę tak, jak bym chciała. Dziesiątki, setki miejsc czekają, a cóż ja? Ja jadę dwa razy w roku na parę dni, a przecież nie wiadomo, jak długo mi jeszcze zdrowie pozwoli jeździć, prawda? Gromadzę te koszmarne ilości pragensie, ale czy je wykorzystam? Wczoraj wyciągnęłam jedną książkę i trafiłam na ciekawą historię zabójstwa gajowego jaśnie pana, którą upamiętnia pomniczek gdzieś w lesie. Od razu nabrałam chęci, żeby tam pojechać, wiadomo 😂 Zaraz będę tego szukać na mapy.cz i sprawdzać, czy daleko od szosy, no bo samej strach 😂 Ogólnie wycieczka na pół dnia, bo wydaje mi się, że najprościej będzie tam dojechać pociągiem i potem borem lasem. Chyba byłoby dobrze namówić na towarzyszenie mi Věrę, bardzo możliwe, że tego nie zna, ale odczuwam coraz większą niechęć do jakiegokolwiek umawiania się, stawiania na godzinę, tego jakiegoś przymusu, w dodatku ona jest ranny ptaszek i proponuje nieprawdopodobne godziny. No nic, napisała, że postara się być w Pradze przez czas mojego tam pobytu - do mojej dyspozycji. Na pewno wybieramy się w następną środę odwiedzić najmniejsze muzeum w Czechach, bo gdy tam byłam bodajże w zeszłym roku, nie utrafiłam w godziny otwarcia.

Poza tym mam wykupione trzy komentowane spacery, więc już wolny czas się skurczył. Skróciłam pobyt do 9 dni, ze względu na Ojczastego, bo jeszcze wtedy nie wiedziałam, że brat go do siebie zabierze. Za to teraz się rozochociłam na przyszłość i zrobiłam rezerwację hotelu na maj 2024 też na 9 dni, bo ogłosili daty przyszłorocznego festiwalu Open House. Mam nadzieję, że brat stanie na wysokości zadania 😁

Po wczorajszym przebimbanym dniu wstałam dziś pełna energii i mam nadzieję, że góry poruszę! 

 

PS. Kupiłam dziewięć sztuk, w tym SZEŚĆ kryminałów 😂

sobota, 29 lipca 2023

Aleksandra Marinina - Motywy osobiste (na bis)


Słuchajcie, jestem NIENORMALNA!

O moje biedne hipokampy, o których niedawno wyświetliło mi się wspomnienie sprzed paru lat, z wizyty u neurologa, która orzekła, że mam je PIĘKNE.

Tymczasem moja głowina jest najwyraźniej u kresu swoich możliwości. 

W bibliotece starą czytelniczką będąc zapytałam, gdzie Marinina stoi (bo to nie moja filia była) i wybrałam to. Oczywiście z okładki nic nie kojarząc. Zresztą teraz, po przeczytaniu, mogę śmiało powiedzieć, że i tak nic się tam nie zgadza 😂

A czytając miałam troszeczkę wrażenie déjà vu, ale naprawdę momentami tak, a innymi nie. Twardo postanowiłam, że nie sprawdzam na blogu - dopiero teraz, gdy przystąpiłam do pisania notki. Otóż OCZYWIŚCIE, że czytałam, raptem pięć lat temu. Ale mało tego! Ja ją mam własną!!!!

🤣🤣🤣

No powiedzcie, że to zwykła rzecz...

Dobra, więc z pisania notki czuję się zwolniona, kto ciekaw, może zajrzeć do poprzedniej. A ja będę musiała jeszcze przed wyjazdem zasuwać na Krakowską, coby oddać.



 Początek:

Koniec:

Wyd. Czwarta Strona, Poznań 2017, 554 strony

Tytuł oryginalny: Личные мотивы

Przełożyła: Aleksandra Stronka

Z biblioteki

Przeczytałam 28 lipca 2023 roku


Ale to nie koniec. Wczoraj po południu zebrałam się, żeby oddać w Ikei ten lampion. Delikatnie go odkleiłam z drzwi szafy, gdzie sobie grzecznie wisiał, położyłam na fotelu w kuchni. Po drodze do autobusu zajrzałam jeszcze na półkę w Jordanówce (opłaciło się, bo było polskie wydanie tej bajki Nu, pogodi, o, przyda się do Pragi - a potem zmieniłam zdanie, nie, zachowam ją sobie 😁). Właśnie autobus dojeżdżał na przystanek, gdzie miałam wysiąść, gdy zorientowałam się, że...

halo...

jadę oddać lampion...

który został w domu na fotelu 🤣😁😂

No mało mnie szlag nie trafił!

Najpierw miałam myśl, żeby iść na przeciwległy przystanek, pojechać do domu, zabrać i dawaj z powrotem, ale w sumie nie chciało mi się. Poszłam do hipermarketu, zobaczyć, czy nie ma promocji na jakieś warzywa etc. I dobrze zrobiłam, bo były, tanie zakupy wyszły 😉

No, ale lampion dalej leży na fotelu i dziś obiecuję sobie, że już o nim nie zapomnę. Chcę się wreszcie tego pozbyć!

 

Na zakończenie tej fascynującej notki dzielę się profilem czeskiej studentki medycyny, bardzo mi się ta dziewczyna podoba ze swoim podejściem do życia. Dziś w ramach odpoczynku po kąpieli Ojczastego (zaczynam już nabierać rutyny i aż tak bardzo mnie to nie męczy, ale jednak) obejrzałam dość długi odcinek, gdzie Aneżka opowiada, jak się zdecydowała na wybór specjalizacji.

Nikomu z Was się to do niczego nie przyda, ale wiecie - kochany pamiętniczku 😂

I idę zabrać się za to leczo!

czwartek, 27 lipca 2023

Kanoko Okamoto - Gorączka złotych rybek


Raz w bibliotece zajrzałam, co słychać na stoliku do wzięcia, a tu nic nie było słychać, bo właśnie odbywał się wernisaż i stolik zabrano pod poczęstunek. No to z rozpaczy wyszukałam tę książczynę do pożyczenia. Całe szczęście, że taka cienka, bo grubszej bym nie zdzierżyła. Te miłosne dramaty już chyba nie dla mnie... Znudziła mnie, ale za to interesujący był wstęp przedstawiający sylwetkę autorki - to była niezła aparatka, zwłaszcza na swoje czasy (wystarczy powiedzieć, że z mężem i dwoma kochankami prowadzili ménage à quatre), aż szkoda, że nie bardzo mogę wyfocić te wszystkie strony i Wam tu pokazać 😕


 


Początek:


Koniec:


Wyd. TAJFUNY, Warszawa 2020, 83 strony

Tytuł oryginalny: Kingyo ryōran

Przełożyła: Anna Wołcyrz

Z biblioteki

Przeczytałam 24 lipca 2023 roku


NAJNOWSZE NABYTKI

Gdzież by się obyło bez nowych nabytków 😁 Te dwie bajki w tle to oczywiście do Pragi. A Musierowicz jakaś dla dzieci, nie wiem, czy mi to w ogóle potrzebne!

Co mi natomiast było potrzebne, to radyjko do kuchni (zwłaszcza teraz, gdy spędzam większość czasu stojąc przy garach). Byłam meldować Ojczastego, ale w filii urzędu w centrum handlowym (bo bliżej), jeszcze nie było otwarte, więc wstąpiłam do sklepu na literę M i takie coś nabyłam. Z powodu, że ma wejście zarówno na pędraka, jak i na małą kartę pamięci. Wieczorem usiłowałam się z tym czymś dogadać, ale nie szło bez instrukcji. Ja cię kręcę, kiedyś - powtarzam się, wiem - kiedyś przyniosło się radio ze sklepu, podłączyło do kontaktu i GRAŁO, tak?

Na drugi dzień zaczęłam studiować tę instrukcję i powiem tak: gdy włączam 'radio' odzywa mi się RMF Classic, nie chce mi się jeździć po tych stacjach, więc na razie tak zostało, ale wkurzają mnie reklamy między muzyką. Yyyy, czy są radia bez reklam? Natomiast zarówno pędraka (max 32 GB) jak i karty pamięci muszę poszukać, więc odkładam to na... (przyszły żywot?).

A na pierwszym planie widzicie? Sąsiadka mi przyniosła kabaczki. Nie miałam z nimi do tej pory do czynienia, z jednego usmażyłam dziś placki (ha ha ha, wiem, że uwielbiacie), a z reszty planuję robić leczo. Chyba, że macie jakieś inne pomysły, ale już kupiłam paprykę i kiełbasę. 

I jeszcze jedno. Były do wzięcia dwa ogromniaste tomy Antologii dramatu rosyjskiego. Zaglądam do jednego na spis treści, a tam Gribojedow i Mądremu biada. Ten Gribojedow, o który tyle mowa w Mistrzu i Małgorzacie. Ja bym bardzo to chciała przeczytać, no..... Ale naprawdę wielkie te tomiska i w dodatku tak sfatygowane trochę, nie wiem, czy z wilgocią nie miały do czynienia, zostawiłam, ale serce mnie boli!

wtorek, 25 lipca 2023

Zygmunt Kałużyński, Tomasz Raczek - Perły kina. Leksykon filmowy na XXI wiek - tom III (Komedie, przygody i animacje)

 

Tak! Wzięłam i przeczytałam LEKSYKON 😂

Oddawałam w jednej filii bibliotecznej książki córki i przed wyjściem zerknęłam na półkę z nowościami. Ten tom zresztą stał tam chyba przez przypadek, bo żadna to nowość przecież. No, ale wzięłam, w tramwaju już zerknęłam do niego i wysiadłam koło następnej biblioteki zapytać, czy mają inne tomy. Mieli drugi - a pozostałe są oczywiście w filiach nowohuckich. Dobrze więc, wzięłam ten drugi, który poświęcony jest ekranizacjom literatury, nie wiem, czy będę zachwycona 😉

A póki co przeczytałam pierwszy czyli trzeci - słowo daję, od deski do deski. Nudne były dla mnie jedynie rozmowy wokół animacji, bo słabo mnie to pociąga (poza paroma wyjątkami). Sporządziłam dwustronicową listę filmów do obejrzenia (większość do przypomnienia tylko tak naprawdę) i nawet zaczęłam realizować PLAN, gdy wreszcie dotarłam do końca Stawki większej niż życie: mam już za sobą Big Lebowski, Kto zabił ciotkę Cookie, Klątwę Skorpiona i Smażone zielone pomidory. Dziś, jeśli zdołam, bo wybieram się po obiedzie do miasta, włączę sobie Gusta i guściki. Niech żyją powtórki! Czy to filmowe czy książkowe!


Pan Kałużyński nie cierpiał Allena, więc zazwyczaj go zjeżdża z góry na dół, ale ja tam oglądam z przyjemnością (oczywiście te starsze tylko).

Wyd. Biblioteka Latarnika, Michałów - Grabina 2005, 397 stron

Z biblioteki

Przeczytałam 22 lipca 2023 roku


NAJNOWSZE NABYTKI

I skoro już o filmie mowa, to znalazłam wczoraj kolejną książkę na ten temat, więc pewnie będzie co dokładać do listy. No i ta Edith Warton 😍

Poza tym nic się nie dzieje. 

Uskuteczniłam pierwszy samodzielny spacer z Ojczastym na wózku. Nie umiem wjechać nawet na niski krawężnik i muszę obracać wózek i tyłem go, tyłem. Może też powinnam przeczytać instrukcję?

Znalazłam koło sąsiedniego bloku lampion papierowy w doskonałym stanie, trochę lepszy od tego w kształcie kuli, który ostatnio kupiłam na wymianę w Ikei (bo mój w sypialni był już dość sfatygowany) - lepszy, bo ma kształt elipsy (czy jak to nazwać) i nie grozi ryzyko zawadzenia o niego ręką wyciągniętą do góry - no wiecie, jak na przykład człowiek się przeciąga pośrodku pokoju 😂 Lampion założyłyśmy i teraz w planie jest odwieźć ten nowy z powrotem do Ikei (13 zł w kieszeni zostanie 🤣).

Wyrosła mi różyczka na parapecie za oknem - a myślałam, że już jest na straty cała roślina i podlewałam tylko z przyzwyczajenia. Nagle pojawił się też groszek, którego do tej pory w ogóle nie było 😍 Takie to radości powszedniego dnia 😂