czwartek, 28 grudnia 2023

Paul Misraki - Śmierć dyrektora

Tym razem nieporozumienie wynikło z powodu tytułu. Otóż będąc na podsumowaniu roku w Klubie Książki rozglądałam się trochę po półkach, zwłaszcza że Szyszkodar przywiózł nową dostawę. Ale światło było takie wiecie, nastrojowe, lampki, świece, więc guzik widziałam. Wzięłam jedną Läckberg, no bo tam były duże litery na okładce i widziałam, co brałam, a ten Misraki... nazwisko mi się jakoś kojarzyło plus ten tytuł - myślałam, że kryminał 😂 Ha ha a tom się podle nabrała! Bo w tramwaju do domu czytam, co na okładce, a tam:

Mimo to postanowiłam zapoznać się z dziełem. W końcu miało to mieć dowcipną formę... Nooooo, chyba nie mam jednak poczucia humoru 🙄

Streszczenie książeczki macie powyżej, cóż mam dodać? Nie dla mnie takie cymesy 🤣 Roztrząsanie pytań ważnych dla chrześcijanina jakoś mnie nie interesuje, od początku do końca mówię NIE. Nie moja bajka i nuda śmiertelna. Przyjdzie mi to z powrotem odnieść, tylko może gdzie indziej, żeby był ruch w interesie 😁

Początek:

Koniec:

Wyd. PAX, Warszawa 1963, 126 stron

Tytuł oryginalny: Mort d'un P.D.G.

Przełożyła: Katarzyna Witwicka

Z własnej półki

Przeczytałam 25 grudnia 2023 roku


NAJNOWSZE NABYTKI

Wczoraj po robocie odwiedziłam trzy knihobudki, z każdej coś wyciągnęłam 🤣 Tak, wiem, jestem nienormalna😂


Mary Poppins to niby, że będę próbować czytać po angielsku (w następnym życiu chyba). Czeska Nike, no bo wiadomo. Przy okazji przypomniałam sobie, że dawno dawno temu miałam tego Vančury coś wydanego w serii Klasyka literatury polskiej i obcej, ale będąc w ciężkiej sytuacji finansowej sprzedałam w antykwariacie z innymi, które uważałam za zbędne - no skąd człowiek ma wiedzieć z góry, czym się kiedyś zainteresuje 😉

Ale najlepszy jest - jak tu widzicie powyżej - "tygrys"! Otóż nigdy w życiu nie czytałam żadnego "tygrysa", więc stwierdziłam, że jedyna okazja 😂 Trzymajcie kciuki!


wtorek, 26 grudnia 2023

Jiří Marek - Panoptikum hříšných lidí města pražského: Přísaha

Hasło na dziś: SPIESZMY SIĘ ŚCIĄGAĆ FILMY, TAK SZYBKO ODCHODZĄ!

Przypadkiem trafiłam na serial Hříšní lidé města pražského, już mi częściowo znany i zapragnęłam się zanurzyć w praski świat i półświatek lat dwudziestych i trzydziestych. Obejrzałam więc pierwszy odcinek, zatytułowany Přísaha czyli Przysięga. Specjalnie weszłam na stronę czeskiej tv, bo tam są napisy dla niesłyszących, a to zawsze pomaga 😁 No, a dziś od rana mi się ta strona nie otwiera, cały czas mówi, że przekroczono limit czasu połączenia, ani dziennika obejrzeć ani nic. To byłby jeszcze mały pikuś, bo zakładam, że to coś chwilowego, ale co się okazuje gorszego - od początku grudnia z powodu unijnej legislatywy DSA skończyło się kozakowanie na stronie ulozto.cz, gdzie można było znaleźć wszystko albo prawie wszystko. Teraz można tam sobie ściągnąć tylko to, co się samemu załadowało. A nic víc

Ależ mi rzucają kłody pod nogi! Gdyby choć człowiek wcześniej wiedział... to by nie odkładał na później 🤣 Swego czasu ściągałam dużo czeskich radiowych audycji, bo była na ich stronie taka opcja. Wracam kiedyś z Pragi, chcę nadrobić zaległości - a tu opcja znikła! Owszem, można je ciągle odsłuchiwać, ale zapisać sobie już nie. Mam wrażenie, że wszystko zmierza ku temu, żebyśmy byli ciągle online... A ze stroną ulozto to już naprawdę grom z jasnego nieba! Jestem niepocieszona. Od tej pory będę mogła oglądać już tylko to, co przywiozę z Pragi na dvd, a ileż tego może być? Normalnie czuję się jak ta żaba powoli gotowana - najpierw zabrali mi kurs (no, zabrali, sama zrezygnowałam, gdy w którymś momencie pandemii moja szkoła zdecydowała, że wracają z onlajnu na kursy stacjonarne, a jednak w tym wypadku onlajn był wielką wygodą, o oszczędności czasu nie wspominając), potem zabrali radio, a teraz wszelkie filmy i nie tylko filmy.

Może to ZNAK? Żebym wreszcie zaczęła korzystać z tego, co już mam, a nie ciągle zdobywała kolejne? Tymczasem studiuję, co jest dostępnego na dvd w eszopie czeskiej tv, a przede wszystkim ile to kosztuje 😢 Ten serial, o którym dziś mówię, jest akurat za stówę...

W ramach postanowień noworocznych - ha ha czas już najwyższy szykować listę - chyba muszę założyć, że choć jeden film w tygodniu będę oglądać, co?

A wracając do grzesznych ludzi, obejrzałam ten pierwszy odcinek serialu - jest ich trzynaście (serial z 1968 roku), a na You Tube akurat pierwszego nie ma, ciekawe, dlaczego 😁 - a gdy już obejrzałam, to oczywiście musiałam przeczytać i opowiadanie, które było kanwą filmu. Okładka powyżej należy do grubego tomiszcza - ludzie, 657 stron!!! - nabytego niegdyś za drobny piniondz w Ulubionym Praskim Antykwariacie. Jest tych historii 37 i nie wyobrażacie sobie chyba, że któregoś dnia siądę i przeczytam ciurkiem wszystkie 🤣 To by jeszcze trzeba długo czekać! Ale co jest ciekawe - zaczynałam swoją przygodę z czytaniem po czesku właśnie jednym z tych opowiadań! Tyle że z innego wydania - przy pierwszym pobycie w Pradze w maju 2016 roku kupiłam je za 5 koron 😁 I już w październiku odważyłam się coś tam poczytać, co prawda ze słownikiem pod ręką, sama się sobie dziwię 😁

Opowiadanie Przysięga nosi taki tytuł, bowiem kobitka podejrzana o zamordowanie pewnego posażnego emeryta kilkakrotnie powtarza, że tego nie zrobiła. Przysięga na swoją chorą córkę, która leży w łóżku, żeby tak umarła! To w jednym z policjantów wzbudza wątpliwości co do jej winy, no bo jakże tak, matka by tak nie mogła. A gdy jednak policja uzyskuje przyznanie się do winy, przestępczyni wyjaśnia:

- Dlaczego bym się miała bać, panie inspektorze? Przecież ona w ogóle nie leży w łóżku, poleguje na kanapie!

Początek:


Koniec:

Półka


Wyd. ADONAI, nie wiadomo gdzie i nie wiadomo, kiedy

Z własnej półki (kupione 19 grudnia 2017 roku za 44 korony)

Przeczytałam 21 grudnia 2023 roku


niedziela, 24 grudnia 2023

Karol Dickens - Kolęda prozą czyli opowieść wigilijna o duchu

Przeczytam sobie tę słynną Opowieść wigilijną. No bo co w końcu. Szukam na półce z Dickensem, a tam grube tomiszcze. Okazuje się, że opowieści wigilijnych jest pięć!

Z przedmowy dowiedziałam się, że gigantyczny sukces pierwszej Kolędy w 1843 roku spowodował, że w następnych latach ukazywały się kolejne. Jeśli jesteście ciekawi, co oznacza gigantyczny sukces, to już wyjaśniam: książeczka ukazała się w Wigilię i cały nakład - 6 tys. egzemplarzy - rozkupiono w ciągu kilku godzin. W ciągu następującego tygodnia księgarze rozprzedali już trzecie wydanie. Mimo, że nie było żadnej reklamy, nawet wzmianki w gazecie.

Jednak czyta się to dziś już z przymrużeniem oka. Specyficzny styl Dickensa, o ile dla mnie zawsze atrakcyjny w Pickwicku, o tyle w tym wypadku nieco mnie nużył, przyznam się. No i naiwność i dydaktyzm prostej historyjki o skąpym Scrooge'u, któremu duchy ukazują jego dawne i przyszłe życie, po czym bohater nie tylko nawraca się na łono rodziny, ale przy tym kompletnie odmienia swój charakter, swoje postępowanie i zasady, którymi przecież kierował się przez całe życie - świąteczna bajka dla dużych i małych. W gruncie rzeczy takimi samymi bajkami są filmy okołoświąteczne, różne komedie romantyczne, które tak raz na rok chętnie się ogląda przecież. Papka dla oczu 😁 Czyli minęły prawie dwa stulecia, a my dalej lubimy zrobić sobie przez chwilę odpoczynek od rzeczywistości...

W związku z tym w następnych latach przeczytam pozostałe opowiadania z tego tomu, dobrze?

Początek:

Koniec:


Półka z wielce obszarpanymi tomami... Upływ czasu nie posłużył tym obwolutom, ciekawe, dlaczego 😉 Ja tam pamiętam tylko czytanie Pickwicka.


Wyd. Czytelnik, Warszawa 1958

Tytuł oryginalny: Christmas Books /A Christmas Carol

Przełożyła: Krystyna Tarnowska

Z własnej półki

Przeczytałam 20 grudnia 2023 roku



czwartek, 21 grudnia 2023

Hanif Kureishi - Moja piękna pralnia

To takie nieporozumienie, ale małe 😉 Nieporozumienie z gatunku nie czytam, co na okładce, a potem się dziwię czyli mój stały numer. Mianowicie jak byk stoi słowo SCENARIUSZ - tyle że jakoś go nie zauważyłam 🤣 Zgarnęłam tę książkę ze stolika w bibliotece na Królewskiej, święcie przekonana, że to POWIEŚĆ, na kanwie której powstał film. Film znany, aczkolwiek akurat nie mnie - no nie widziałam i w dodatku nawet go nie mam, żebym to mogła szybciutko nadrobić... Jak mi córka gdzieś nie wynajdzie, to... to trudno. Ale może jest gdzieś do obejrzenia online?

No więc nie powieść, tylko scenariusz. Scenariusze - moim zdaniem - warto czytać, gdy się już film wcześniej widziało i chce się coś tam ugruntować. O, przypomniało mi się, że mam na przykład scenariusze Felliniego i Antonioniego (plus nie jestem pewna co do Bergmana) i to sobie mogłabym sieknąć. Ale taki nieznany to się czyta tak sobie, niewiele wnosi, oprócz pewnego wyobrażenia samego filmu. 

Autor jest Anglikiem, ale o pakistańskich korzeniach i o tym tutaj mowa, o imigrantach w Wielkiej Brytanii, którzy nimi już nie są, bo to drugie pokolenie, tu urodzone, ale ciągle bez pełni praw i bez możliwości swoich angielskich rówieśników. Również w towarzyszących esejach, w których gubiłam się, no bo wiecie, angielska scena polityczna, Partia Pracy, konserwatyści, to jednak mocno nie moje klimaty 😀 Ale jeden z tych szkiców mówił o wpływie Beatlesów na pokolenie autora i to z przyjemnością przeczytałam. Wróciły szkolne lata 😍 A nawet wcześniejsze, bo jednym z moich nielicznych wspomnień z czasów przedszkolnych u babci - może już o tym pisałam - są zmierzchy dnia, jakieś jesienno-zimowe, gdy mrok zapadał wcześnie, a babcia zwlekała z zapaleniem światła. W coraz gęstszych ciemnościach jarzyły się tylko zielone światełka z podświetlonej skali dużego radia, a z niego dobiegało - Ob-La-Di, Ob-La-Da.

Początek:

Koniec:

Wyd. Zysk i S-ka, Poznań 2005, 196 stron

Tytuł oryginalny: My Beautiful Laundrette and Other Writings

Przełożyła: Małgorzata Golewska-Stafiej

Z własnej półki

Przeczytałam 17 grudnia 2023 roku


Oczywiście myślałam przy okazji o trudnej doli e/imigranckiej. I o tym, że w gruncie rzeczy miałam szczęście, nie doświadczając tego losu (głównie z braku możliwości, nie ukrywajmy; gdybym urodziła się 20 lat później, kto wie). Co nie znaczy, że potępiam osoby decydujące się na ten krok, absolutnie nie - raczej podziwiam. Że w poszukiwaniu lepszego życia (finansowo, zawodowo) potrafią przyjąć na klatę świadomość, że nigdy nie będą w stu procentach członkami tamtego społeczeństwa, bo nie sposób nadrobić dzieciństwa i wychowania w innej kulturze i innym języku. Chapeau bas!


wtorek, 19 grudnia 2023

Janusz Domagalik - Księżniczka i chłopcy

Nie pamiętam, skąd u mnie ta książka. Nie może być z domu jeszcze, bo ma naklejoną cenę 2 zł. Może kupiłam kiedyś na allegro? Jako człowiek uwielbiający bezmyślną i nikomu niepotrzebną robotę od dawna planuję przejrzenie swoich kalendarzy dzień po dniu i uzupełnienie katalogu książek o takie detale 😂 Ale tyle wolnego czasu to na razie ciągle nie mam 🤣

Dziesięć lat temu czytałam Koniec wakacji Domagalika, z tej samej serii, którą uparcie nazywam cieniowaną, a której oficjalne miano to Biblioteka Młodych. Pisałam wtedy, że mam 14 książek wydanych w tej serii. Od tej pory mój zbiór nieco się powiększył, na półce widzę teraz 24 sztuki.

Księżniczka i chłopcy to zbiór kilku opowiadań, wszystkie dotyczą szkolnych i okołoszkolnych młodzieżowych problemów. Ale czy te problemy są charakterystyczne tylko dla młodzieży? Myślę, że i my, tacy niby dorośli, też często zachowujemy się po szczeniacku, też miewamy nieporozumienia w pracy, tak jak bohaterowie Domagalika w szkole i też nam bywa trudno zdobyć się na szczerość i sensowną rozmowę...

A w charakterze zakładki znalazłam bilet na pociąg z Warszawy Wschodniej do Krakowa dla 2 osób w dniu 13 listopada 2004 roku (sobota). I to mnie naprowadziło na trop 😁 Zajrzałam do kalendarza z owego roku i mam tam zapisane: 11-13 listopada Warszawa. Niestety nic więcej, ale możliwe, że tam właśnie nabyłam Domagalika. Możliwe też, że jechałyśmy z córką do Kajetan i dlatego ta podróż (mogłabym jeszcze pogrzebać w teczce z papierami zdrowotnymi 😉 ale zmykam do miasta). Bilet na Intercity dla 2 osób kosztował 72 zł, wyjazd z Warszawy o godz. 17:01. Godziny przyjazdu nie podano. Wagon z przedziałami, fuj. Nie cierpię!

Początek:

Koniec:

Część kolekcji:

Wyd. Młodzieżowa Agencja Wydawnicza, Warszawa 1977, wydanie IV, nakład 100 tys. egz., 128 stron

Seria: "cieniowana"

Z własnej półki

Przeczytałam 14 grudnia 2023 roku


czwartek, 14 grudnia 2023

Robyn Davidson - Na zachód od Alice Springs

Lech kiedyś o tej książce wspomniał, więc dałam ją na listę do przeczytania, bo tak się szczęśliwie złożyło, że mam własny egzemplarz. Ludzie kochane, sprzed 30 lat! I do tej pory dziewicze. Ładnie wyglądało, takie niezniszczone, ale teraz już widać, że przeczytane 🤣 Zastanawiałam się, dlaczego to kupiłam, bo nigdy mnie jakoś specjalnie Australia nie pociągała - pewnikiem dlatego, że coś trzeba było wybrać z katalogu Klubu Książki 😂 W latach 90-tych to właściwie było moje główne źródło zaopatrzenia, bo przecież siedziałam w domu z dzieckiem, a na osiedlu była jedynie jakaś tania jatka z niewielkim wyborem. Tak zresztą pozostało do dziś - facet jakoś tam się trzyma, a prawdziwa księgarnia nigdy nie powstała, najbliższa jest na ul. Królewskiej. Dopiero w XXI wieku zaczęło się allegro i wielkie szaleństwo nabywania starych rupieci 😁

Na zachód od Alice Springs okazało się bardzo ciekawą lekturą. Podziwiałam nieustannie bohaterkę za jej odwagę i determinację w pokonywaniu kolejnych trudności. Wszak pisała, że przed podjęciem decyzji o wyruszeniu w długą samotną wędrówkę nawet nie miała nigdy młotka w rękach, więc to nie jest tak, że była osobą obeznaną z pracą fizyczną i z manualnymi zdolnościami. Ale kochała zwierzęta i chyba to pozwoliło jej pokonać własne słabości, bo czuła się odpowiedzialna za swoje wielbłądy i swojego psa. Przy okazji odkrywa własną hierarchię wartości i uwalnia się od stereotypów.

Początek:


Koniec:

Póła


 

Wyd. Próśzyński i S-ka, Warszawa 1994, 222 strony

Seria podróżnicza OBIEŻYŚWIAT

Tytuł oryginalny: Tracks

Przełożyła: Danuta Górska

Z własnej półki

Przeczytałam 12 grudnia 2023 roku


NAJNOWSZE NABYTKI

No tak, nie zaglądam na Śmieciarkę, żeby się w coś nie wpakować, po czym ups, kasuję karton filmów 😁 Cztery z nich miałam, więc je dzisiaj wydałam naszemu panu listonoszowi, który się zastanawiał, czy Popiół i diament jest jeszcze lekturą.

A wczoraj z kolei zajrzałam do Pawilonu Wyspiańskiego, gdzie przez kilka godzin urzędował Szyszkodar ze swoimi książkami 😍 No i skończyło się w oczywisty sposób. Przy okazji zgadaliśmy się na temat współpracy 😁 bo ja się zaoferowałam dbać o zaopatrzenie jednej z knihobudek, takiej, co mam ją po drodze na Fabrykę. No i Szyszkodar w wolnej chwili przywiezie mi, uwaga, pięć wypełnionych toreb z Ikei, żebym co jakiś czas mogła do "swojej" budki dokładać knigi. Pięć toreb. Ciekawe, gdzie ja to w domu dam... Nawet się zaczynam zastanawiać, czy by nie namówić Derechcji na zorganizowanie knihobudki u nas na Fabryce, wtedy mogłabym ewentualnie trzymać zapasy tam, a nie u siebie. O, to jest bardzo dobra myśl!

W ramach przeglądu tygodnia donoszę, że właśnie równo tydzień temu przyjechał stolarz i zmontował mi ten regalik w szafie. Rzecz prosta jak drut, ale co z tego, jak wszystko teraz kosztuje 😢 Ale nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem, najważniejsze, że wreszcie poukładałam swetry etc.

Oraz wypróbowałam kolejny przepis z gatunku prawie nic nie musisz robić. No, mikser jedynie jest potrzebny na początku. Na FB nazywało się to szybka babka, którą robię co weekend.

A dlaczego w pracy wyświetlało mi się to na YT po polsku, a w domu jedynie po angielsku, to ja już nie kumam.

 

Dzisiaj jest jeden z tych dni - wolnych dni. Oczywiście obowiązkowo budzę się wtedy z globusem i cała lista rzeczy do zrobienia idzie na gałąź. Czy tak być musi? 

Jeden z punktów to ugotować zupę na jutro dla Ojczastego. Tego nie da się pominąć, więc ruszam do garów!

sobota, 9 grudnia 2023

Zdeněk Jirotka - Muž se psem

No bajeczne!

Już w trakcie czytania wiedziałam, że CHCĘ WIĘCEJ! Toteż poszukałam pana Jirotky w internecie i okazało się, że - olaboga - velké množství autor czytelnikom niestety nie zostawił. Czytałam kiedyś Saturnina po polsku z biblioteki, ale jako że mam go też po czesku, to kiedyś wrócę. A Człowiek z psem wyszedł również po polsku, w 1956 roku czyli w_bibliotece_tego_nie_znajdę. Jest to taki humor w typie Jerome K.Jerome albo Wodehouse'a (którego uwielbiam, więc nie mogło mi się nie podobać).

Przesympatyczna parodia powieści kryminalnej. Po Europie grasuje oszust bankowy, a gdzieś tam w latarni morskiej od 20 lat samotnie żyje detektyw-amator, który przeczytał wszystkie książki z dziedziny kryminalistyki, więc teoretycznie jest doskonale przygotowany do wyśledzenia i pochwycenia oszusta. Tego i każdego innego.

Ciekawostką jest, że ta powieść została sfilmowana w Polsce pod tytułem Walet pikowy (1960, reż. Tadeusz Chmielewski). No to teraz obowiązkowo muszę obejrzeć! Filmweb mi podpowiada, że 73% w moim guście - zobaczymy 😂

A co Wy byście robili przez 20 lat w latarni morskiej? Tylko halo! utrudnienie! - bez internetu!

Koniec:

Półka ze wszystkim i niczym z czeskiej literatury 😉

Wyd. Melantrich, Praha 1988, stron 187

Seria: Humor do kapsy (czyli do kieszeni), nr 29

Ja to bym chciała całą tę serię normalnie 😁

Z własnej półki (kupione 20 maja 2019 roku w Ulubionym Praskim Antykwariacie za 22 korony)

Przeczytałam 7 grudnia 2023 roku

 

NAJNOWSZE NABYTKI

Nadejszła wczoraj wiekopomna chwila i spotkałyśmy się wczoraj z Martą, od której kiedyś tam wyhaczyłam na Śmieciarce dwie książki, ale do tej pory nie odebrałam. Marta to ta, co mnie rozpoznała* jako To przeczytałam ot tak, pstryk, po dwóch zdaniach 😂 Ona sama przyrównała sytuację do filmu Masz wiadomość 😂

Jak by do mnie sama nie przyszła na Fabrykę, to nie wiem, kiedy by nastąpiło ostateczne przekazanie knig 😂

Marta jest niesamowita aparatka, ale zapomniałam ją zapytać, czy mogę się publicznie podzielić jej wrześniowym wyczynem, więc tego, na razie cicho sza. Książek jeszcze nie przestudiowałam.

Teraz tak, na FB odkryłam niedawno 1000 pomysłów na obiad i nie tylko i zaraz znalazłam parę przepisów do wypróbowania. Wiecie, z tych, co to trzeba tylko wymieszać składniki 🤣 Na pierwszy ogień poszły pyszne ciasteczka z czekoladą (czyli po prostu pieguski):

Przepis jest tutaj:

 


A dziś upiekłam piernik. Piernik bananowy. Najlepsze jest to, że ja za piernikiem wcale nie przepadam 😁 Ale gdy obejrzałam filmik i zrozumiałam, że w tym akurat wypadku nic prostszego, no to musiałam. Zanabyłam dwa banany i przyprawę do pierników. W domu się okazało, że w przepisie jest 40g tejże, a opakowanie z Lidla zawierało 15g 🤣 ale kto by się tym szczypał!

Inna sprawa, że w tekście i na blogu zalinkowanym pod filmikiem autorka podaje 2 szklanki mąki, a na filmiku mówi, że półtorej. Jak widać, nawet najprostszy przepis można zepsuć brakiem precyzji 😁 Krakowskim targiem dałam półtorej i jeszcze troszeczkę. Że piernik fajny, bo wilgotny, to święta prawda. 

Ja tak w ogóle to jestem specjalistką od zakalca (specjalnie taki upiekłam, bo wiem, że lubisz czy jak to tam szło w Rozmowach kontrolowanych), ale tym razem udało się bez. Czyli naprawdę każdy analfabeta kulinarny będzie umiał 😂

 


* ostatnio też na FB niejaki Krzy Siek rozpoznał mnie po regałach 😁 Pozdrawiam!

wtorek, 5 grudnia 2023

Debora Robertson - Urządzamy schowki

Zachęcona maksymalnie znalezieniem stolarza zaczęłam kombinować, co by tu jeszcze i w poszukiwaniu inspiracji ściągnęłam z półki jeden z czterech tomików, jakie nabyłam dawno temu, poświęconych urządzaniu mieszkania. Wybrałam Urządzamy schowki, bo to się wiąże z zadaniem dla stolarza (o czym poniżej).

Już na samym początku się uśmiałam, po czym zajrzałam sprawdzić, skąd autorka. Z wielkiej Brytanii. Znalazłeś wymarzony dom i przeprowadziłeś się. Ech, jakby nie nasze to realia. U nas, jak chcesz mieć wymarzony dom, to się zabierasz za budowę raczej. Choć może trafiają się wyjątki? Ja sama mam taki wymarzony dom na Bronowickiej, koło którego przejeżdżam tramwajem od dziesięcioleci 😂 No, ale nigdy się tam nie przeprowadzę, z oczywistych finansowych względów...

Niestety dalszy ciąg książki też nie przyniósł rewelacji. Nie znalazłam ŻADNEGO schowka, który mogłabym wykonać jeszcze u siebie. Z czego wniosek, że albo mam już wszystko zagospodarowane, albo dobre rady dotyczą mieszkań niestandardowych. Jak na przykład tu niżej pokój z olbrzymią wnęką. Którą przecież zresztą każdy głupi będzie wiedział, jak zagospodarować.

Ten pomysł z wieszaniem toreb w przedpokoju na czapki i szaliki też wydaje mi się idiotyczny, bo gdybym miała taki wolny kawałek ściany to wiedziałabym, co z nim zrobić 😁

Podobnie jak z wnęką po kominku. Ogólnie rady dla niekumatych 🤣 Można poprzeglądać zdjęcia i tyle. W latach 90-tych pewnie był głód takich publikacji na naszym rynku i różne wydawnictwa rzucały się na byle co, bo wszystko schodziło na pniu.


Wyd. Elipsa 1997, 80 stron

Tytuł oryginalny: Making the Most of Storage

Przełożyła: Maria Oleszkiewicz

Z własnej półki

Przeczytałam 3 grudnia 2023 roku


A teraz stolarz. Od roku już właściwie marzę o takim regaliku z półkami od podłogi do sufitu, coby go wstawić do szafy. Wiecie, na swetry itd. Trzeba by więc zmajstrować taki regał, skrócić drążki na wieszaki, które są w szafie i przymocować je do boku tych półek. Sprawa najprostsza w świecie, ale potrzebny fachowiec, tak? Do Pana Stolarza od kuchni ani myślę się zwracać, bo wiadomo, jaki jest słowny 😉 I tak oto czas upływał, nic się nie działo, aż do zeszłego czwartku. Ktoś mi poradził, żeby wpisać do wyszukiwarki STOLARZ KRAKÓW. Patrzcie, to mi nie przyszło do głowy 😂 Wyskoczyła strona fixly (nie wiem, czemu się tak nazywa), gdzie wpisałam o co mi chodzi i pozostało czekać na oferty od rzemieślników. Zgłosił się zaraz pan Tomasz, przestudiowałam opinie na jego temat (że słowny i kreatywny, z pomysłami, głównie kuchnie robi i szafy), porozmawialiśmy i wyszło na to, że taką prościznę może przygotować już na poniedziałek. Ja będę w domu o 17.00.

No to wyszłam z roboty już o 15.00, bo przecież trzeba było szafę opróżnić najpierw, a potem odkurzyć z pajęczyn pod sufitem 😁 I w ogóle. 

O 16.50 dzwonię i zawiadamiam, że ja jestem gotowa, a pan?

A pan, że nie bardzo, bo nie ma przyciętych płyt. K... co?

Ot, słowność...

Nie wyobrażacie sobie mojego rozczarowania, choć przecież jestem zaprawiona w bojach od czasu Nowej Kuchni. Ale tak się nastawiłam, że już będzie, że dzisiaj - wolny dzień - poukładam sobie wszystko, a opróżnione pojemniki zapełnię różnymi pierdołami do wyniesienia do piwnicy - no, że jakość życia mi się zmieni, może nie diametralnie, ale jednak...

No to guzik z pętelką.

Pan chciał na środę się umawiać, ale ja kończę o 20.00, więc odpada. Niby teraz czwartek wchodzi w grę.

A tymczasem musiałam z powrotem tę hałdę wieszaków powiesić, bo by nie było gdzie spać. A pozostałe manele stoją w kuchni, bo nie ma sensu z nimi latać w te i z powrotem. Niech to chudy byk!!!

Oczywiście dziś mnie boli łeb z tego wszystkiego. We wszystko wliczają się jeszcze dwie sprawy: jedna to wczorajsza poranna wizyta u neurologa, gdzie kobieta mi przepisała jakieś psychotropy do brania przez 3 miesiące i teraz biję się z myślami, czy je wykupić czy nie. A druga to problem z oglądaniem online filmów z festiwalu Watch Docs - caluteńki czas mi się przycinają, wymiana maili nic nie dała i wczoraj wieczorem stwierdziłam, że w dupie to mam, wyrzuciłam 40 zł za okno, co w końcu nie jest tak wielką stratą przecież, do przeżycia 😉 ale złość po prostu na to, że tych filmów nie zobaczę. Więc emocje = globus, no i żegnaj wolny wtorku, nawet myć mi się nie chce, o ubieraniu nie wspominając (ale po południu przychodzi rehabilitantka do Ojczastego, więc sami wiecie rozumiecie)...

Tyle żalenia się na dziś. Nasz prywatny bałwan za oknem też powoli ucieka...