czwartek, 2 maja 2013

Marcello Venturi - Ostatni żaglowiec


To druga powieść tego włoskiego pisarza, z którą miałam do czynienia, pierwsza nosiła tytuł Biała flaga nad Kefalinią i została wydana w serii NIKE.

Niewiele chyba po sobie zostawił, pracując głównie jako dziennikarz, w każdym razie nawet Wikipedia włoska wymienia zaledwie kilka powieści i określa go jako przedstawiciela neorealizmu. Dla mnie byłaby interesująca ta zatytułowana Gorkij 8 interno 106, poświęcona postaci tłumaczki włosko-rosyjskiej Julii Dobrowolskiej, ale nie mają jej we Włoskim Instytucie Kultury w Krakowie, mało tego, w ogóle nic Venturiego nie mają. Najwyraźniej nie ostał się we włoskiej zbiorowej pamięci literackiej :( Zainterpelowany w tej kwestii Włoch (z tych obytych w literaturze, bo to różnie bywa) nie kojarzył. A więc Venturi już przeminął (choć zmarł niedawno, w 2008 roku), jak przeminęli starzy marynarze z powieści Ostatni żaglowiec.

Główny bohater to Bernardo Maestrelli, zwany powszechnie Kapitanem, były szyper żaglowców na emeryturze. Gdy zszedł na ląd, nie pozostawało mu nic innego, jak najpierw upić się, a potem wylądować w przytułku dla starych marynarzy, prowadzonym przez siostry zakonne. Matka przełożona skierowała go do obierania ziemniaków, a poza tym stałym, codziennym zajęciem dawnych żeglarzy jest żebranina na ulicach nadmorskiego miasteczka: siostry wysyłają ich z puszkami, by prosili o jałmużnę na utrzymanie schroniska. Kapitanowi ciężej niż innym pogodzić się z szarością i jednostajnością życia w przytułku, może dlatego, że ciągle ma w pamięci swoje sukcesy żeglarskie - znał się na tej robocie, jak mało kto, rozpoznawał wszystkie rodzaju wiatru i nie był jak ci teraz, co to włączą jeden guziczek i już płyną po morskich wodach. Tymczasem starcze, bezpłodne i bezproduktywne życie jest ciągle takie samo: codziennie rano siostra Pasqualina pracuje w ogródku warzywnym koło przytułku, codziennie rano signora Rosa otwiera swój kiosk z gazetami, wieszając najnowsze wydania na sznurkach, a mleczarka Filomena wiezie na rowerze mleko. Staruszkowie zjadają śniadanie i wyruszają na żebry. I on, Bernardo Maestrelli, który nigdy w życiu nikogo o nic nie prosił! Jedyną radością dnia jest kieliszek wina u byłego cieśli okrętowego, który teraz prowadzi tawernę w porcie. Na szczęście syn Kapitana, który wyemigrował do Ameryki, od czasu do czasu podsyła mu parę groszy.

Pewnego dnia na horyzoncie pojawia się stary żaglowiec. Gdy wpłynie wreszcie do portu, obserwowany uważnie przez byłych marynarzy, okaże się, że jest w tragicznym stanie i został sprzedany na opał miejscowemu przedsiębiorcy Pinottiemu za 200 tysięcy lirów. Kapitan podejmuje decyzję: nie pozwoli zginąć pięknemu żaglowcowi, wraz z kumplami wyremontuje go i wyruszą razem w piękną podróż. Od tej pory zacznie się walka z czasem i materią: Pinotti zgodzi się odsprzedać statek po cenie kosztu, pod warunkiem, że oznaczonego dnia starzy marynarze rzeczywiście wyruszą na nim z portu, pokazując na co ich jeszcze stać...

Powieść o starości, nieubłaganych prawach życia i walce z przeznaczeniem. Lektura niekoniecznie obowiązkowa, ale przy okazji - można :)

Początek i koniec:




Tytuły KIK na 1972 rok:

Czytałam Nie wierzcie papudze i Pełnię życia panny Brodie, a Układ czeka.

Wyd. PIW Warszawa 1972, wyd.I, 121 stron
Seria KIK
Tytuł oryginalny: L'ultimo veliero
Tłumaczyła: Barbara Sieroszewska
Z własnej półki (kupiona 9 grudnia 1981 roku za 30 zł w antykwariacie)
Przeczytałam 1 maja 2013



NAJNOWSZE NABYTKI

Kolejne moskiewskie wspomnienia, tym razem Gruzinki, która poślubiła polskiego reżysera poznanego podczas studiów we WGiK-u. Znalezione na allegro za 19 zł, z odbiorem własnym (tym razem zwiedzałam Ruczaj), więc odżałowałam :)

Moje zakupy allegrowe kręcą się wokół Rosji nieustannie. Tym razem kolejna powieść Aksionowa - Gwiaździsty bilet oraz klasyk już czyli Dnie i noce Simonowa. Ze zgrozą zobaczyłam, że ta seria nazywa się Biblioteka Zwycięstwa. O mein Gott. Po 4 zł.

I jeszcze druga część powieści Szczęście rodzinne, którą nabyłam wcześniej, a na którą zwróciła mi uwagę Kasia Eire. Złotych trzy, ale nic innego nie udało mi się u tego sprzedawcy wygrzebać, więc przesyłka nie miała się jak rozłożyć, a kosztowała sporo bo 9,50zł. No ale mam komplet i będę mogła czytać, choćby w czerwcu.


Obejrzałam film. I się zachwyciłam, tak że obejrzałam po raz drugi, żeby więcej zrozumieć :) Zdziwiłam się nawet, jakim cudem do tej pory o nim nie słyszałam, a to też jeden z kultowych sowieckich filmów.
Pokrowskije worota się tytułuje, w nawiązaniu do Bramy Pokrowskiej w Moskwie. Film powstał w 1982 roku, wyreżyserował go Michaił Kozakow, a główną rolę zagrał Oleg Mieńszikow.
Покровские ворота
Nie udało mi się niestety wstawić filmu z YT, mogę tylko dać linka. Film jest tam w dwóch częściach. Gdy wpisuję tytuł do wyszukiwarki wewnętrznej blogspotowej, nie pokazuje mi tego właśnie, tylko jakieś krótkie fragmenty. To jest dopiero absurd.

To historia młodego Kostika, który przyjeżdża do Moskwy na studia historyczne i zamieszkuje u cioci w komunałce, w domu położonym niedaleko od Bramy Pokrowskiej. Jest rok 1956.

Ten tutaj wesoły młodzieniec to właśnie Kostik, wiecznie uganiający się za dziewczętami.

Ciocia - najwyraźniej pochodząca ze szlacheckich sfer, piękna postać, zawsze stojąca murem za siostrzeńcem - chętnie ogląda filmy w telewizji, zobaczcie jaki sprytny wynalazek, ekran telewizora malutki, więc przed nim zainstalowano olbrzymie szkło powiększające:

A teraz inni mieszkańcy komunałki. Centralna postać to Margarita Pawłowna, inteligentka, zajmuje się Ameryką Południową (nie wiemy, czy pisze jakieś publikacje na ten temat, czy też tłumaczy coś, ale ciągle widzimy ją przy maszynie do pisania):

Wokół Margarity kłębią się jej dwaj mężowie - były Lew Chobotow (z prawej) i przyszły Sawwa Ignatiewicz (z lewej). Lew Chobotow to też inteligent, pracuje w wydawnictwie i zajmuje się poezją dawnych wieków. Sawwa Ignatiewicz to złota rączka (z zawodu grawer). Zaimponował Margaricie Pawłownie tym, że potrafi naprawić wszystko, co zepsuje Lew Chobotow. Sawwa jest też byłym frontowcem i śpiewa niemieckie piosenki, a także wspomaga się niemieckim na co dzień, np. gdy Margarita Pawłowna wysyła go na zakupy, mówi do niej fünf Minut, z lekka język kalecząc :)

Lew Chobotow po rozwodzie zamieszkał w osobnym pokoiku, ale Margarita Pawłowna nie chce go wypuścić spod opiekuńczych skrzydeł, zwłaszcza że on przecież nie poradzi sobie w życiu, nawet jajka nie potrafi ugotować, toteż śniadanko jedzą razem.

Ostatnim lokatorem w mieszkaniu jest Arkadij Welurow, artysta Mosestrady, kuplecista.

Nieodłączne postaci to babuszki na ławce przed domem:

I dozorca, od rana do wieczora smętnie machający miotłą w podwórku:


Pewnego dnia na koncercie Arkadija Welurowa pojawiają się sportsmenki-pływaczki i starszy pan zakochuje się w jednej z nich.

Swieta staje się dla niego najadą, a ponieważ dziewczyna nie ma telefonu, śle do niej telegramy w stylu wprost wariuję.

Arkadij Welurow obawia się nieco konkurencji ze strony donżuana Kostika, a ten specjalnie go podbechtuje :)

Tymczasem Lew Chobotow podczas serii zastrzyków w przychodni poznaje pielęgniarkę Ludoczkę, która jest zachwycona recytowanymi przez niego wierszami:

Nawiasem mówiąc, Chobotow wybiera bardzo romantyczne miejsce na pierwszą schadzkę: przed wejściem do laboratorium, gdzie pacjenci przynoszą materiał do analiz - czyt. paradują dumnie ze słoikami wypełnionymi moczem :)
Ludoczka składa wizytę w mieszkaniu (pokoju) Chobotowa, a w tym samym czasie do Margarity Pawłowny przychodzą goście i Sawwa zostaje wysłany do byłego męża Margarity, by go zaprosić na imprezę:

Margarita Pawłowna pokonuje opór Chobotowa, praktycznie wyrzuca za drzwi Ludoczkę i stawia na swoim, dzięki czemu jej goście mogą się zachwycać: - Wysokije odnoszenia -, powtarza w kółko znajoma, widząc, jak ta trójka wspólnie i zgodnie podejmuje gości :) Ciocia Kostika tymczasem wiecznie pełni dyżur przy telefonie, bo ciągle dzwonią do niego dziewczyny. Na ścianie koło telefonu w hallu przyczepiony jest karton, do zapisywania numerów, na które Kostik ma oddzwonić. Hall jest cudny, ma okno wychodzące na klatkę schodową, w ogóle mieszkanie jest piękne.

Miłość Lwa i Ludoczki kwitnie mimo wszelkich przeszkód stawianych przez Margaritę Pawłownę, która owszem, chętnie powierzy byłego męża, ale wyłącznie w dobre ręce, a póki się takie nie znalazły (Ludoczki w ogóle nie bierze pod uwagę) to ona "będzie nieść ten krzyż". Toteż zakochana para, gdy przyjdzie zima i trudno spędzać czas na spacerach w parku, będzie a to uczęszczać na odczyty o poezji - tutaj Ludoczka walczy dzielnie z sennością:

a to jeździć na łyżwach - Margarita Pawłowna przysyła nawet emisariusza w postaci Sawwy, by zmusić Chobotowa do powrotu do domu, od tych łyżew dostanie przecież zapalenia wyrostka!

Nadchodzi długo wyczekiwany przez Lwa Chobotowa dzień ponownych zaślubin Margarity Pawłowny, łudzi on się, że wówczas odzyska tak naprawdę wolność. Świadkami mieli być Kostik i Arkadij Welurow, ale ten ostatni z powodu swej nieszczęśliwej miłości do Swiety troszkę się ululał:

W rezultacie Margarita Pawłowna zmusza Chobotowa, by jej świadkował w ZAGS-ie czyli ichniejszym USC.

Tamże Kostik ujrzał miłość swego życia: Ritę, pracownicę Urzędu.
Zakochawszy się na śmierć i życie obdzwania wszystkie dawne flamy, w tym Swietę, opowiadając im bajki, że wyrusza szukać grobu Tamerlana i inne w tym stylu, i zrywa ze ściany za telefonem karton ze swoją donżuańską przeszłością.

Ślub został zawarty, ale Margarita Pawłowna nie odpuszcza. Dalej "opiekuje się" Lwem, tępi Ludoczkę, a gdy Lew skarży się na ból w boku, natychmiast dzwoni do znajomej chirurg i ustala termin operacji wyrostka (zwróćcie uwagę na papierosa w ręce lekarki):

Lew zostaje poddany operacji wbrew swej woli i gdy dochodzi do siebie po zabiegu, w szpitalu pojawiają się znajomi z komunałki. Kostik namawia Lwa do stawienia oporu Margaricie, zwłaszcza że ta planuje go zabrać ze szpitala do nowego mieszkania, które właśnie dostali z Sawwą - wszak nie może Chobotowa zostawić na pastwę losu.

Film kończy się spektakularną ucieczką Lwa i Ludoczki i klęską Margarity Pawłowny...

a Kostik upaja się miłością do Rity.
Wszystko to okraszone pięknymi piosenkami Bułata Okudżawy.

Piękny ciepły film o tym, jak serdeczni i bliscy byli sobie ludzie nawet w tak ciężkich czasach, jak lata 50-te i w tak ciężkich warunkach, jak wspólne mieszkania. Obraz oczywiście wyidealizowany, nie ma tu plucia do zupy i sypania soli do kompotu, nie ma awantur o to, czyja kolej myć podłogę, są za to ludzkie odniesienia i kulturalny sposób bycia, nawet jeśli ktoś nadużywa alkoholu (jak Arkadij Welurow) czy daje się we znaki nadmierną opieką (jak Margarita Pawłowna). Opowiedziałam film dosyć dokładnie, ale myślę, że to nie zaszkodzi, nawet jeśli ktoś z P.T. czytelników będzie miał okazję go obejrzeć :) A ja zawsze będę mogła sobie przypomnieć akcję, zajrzawszy tutaj.

Tutaj jest fragment z jedną z pieśni Okudżawy - Czasowyje lubwi.

4 komentarze:

  1. Tę Wigdorową sama bym przeczytała.)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też już ostrzę sobie na nią zęby :)

      Usuń
  2. Ależ uroczy ten film. I to patrzenie wprost w oczy widza... Poważnie, doceniam konwencję :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Film jest uroczy, a na Wikicytaty z niego całe mnóstwo fraz, wszedł do języka codziennego Rosjan.

    OdpowiedzUsuń