poniedziałek, 20 maja 2013

Jarosław Iwaszkiewicz - Książka o Sycylii


Z frontu czytelniczego kiepskie wieści, albowiem rozłożyłam się deczko w zeszłym tygodniu i to jak dziecko: śpię, budzę się, znowu zasypiam... zamiast wykorzystać ten czas na lekturę. Ale jakoś tak oczy same mi się zamykały. Dopiero w sobotę udało się skończyć Książkę o Sycylii, która mnie zachwyciła i porwała. Byłam przekonana, że kupił ją kiedyś mój Ojczasty - sporo w domu Iwaszkiewicza było - tymczasem okazuje się, że to ja jeszcze na studiach, zafascynowana wszelką włoszczyzną, swoje prywatne zbiory w ten tom zaopatrzyłam, po czym skazałam go na długie czekanie. Ale niektóre książki są jak wino z dobrego rocznika, warto było przeżyć w międzyczasie te trzydzieści lat, by móc teraz docenić piękny styl, szlachetność uczuć, a przede wszystkim ogrom wrażeń, jakie wybitni ludzie potrafią odnieść ze zwykłego zdawałoby się zwiedzania.

Nie takie ono zwykłe zresztą, jak dziś je pojmujemy: gdy wypadamy na majowy weekend na Sycylię i w ciągu kilku dni staramy się zobaczyć wszystko... czyli nic. Zaliczamy kolejne zabytki, martwiąc się tylko, by nie były pod słońce, by je można sfotografować; odfajkowujemy w przewodniku kolejne punkty napiętej trasy i pędzimy dalej, byle szybciej, byle więcej. O nie. Iwaszkiewicz podróżował inaczej. Inne to też były czasy, podróże były prawdziwsze - długie, spokojne, leniwe, wypełnione przede wszystkim spotkaniami z ludźmi, czy to byli inni turyści czy też miejscowi, w głębokim oderwaniu od codziennego życia, nie ponaglani przez sms-y i maile, zostawiające czas na spokojne przemyślenia, na zostawienie śladu tych przemyśleń na papierze... gdzie czas wydaje się nie istnieć albo jest zawieszony w jakiejś próżni.

Iwaszkiewicz jeździł na Sycylię wielokrotnie przed i po wojnie, a podróże te rozpoczęły się od cudownych opowieści jego wielkiego przyjaciela (i kuzyna) Karola Szymanowskiego o pomarańczowej wyspie, co później zaowocowało wspólnym dziełem - operą Król Roger, do której Iwaszkiewicz napisał libretto i o której tyle razy wspomina na kartach książki. Na Sycylii znajdował chwile intensywnych przeżyć, zarówno go zwiedzał ją po raz pierwszy, gdy wracał na nią z tym czy innym przyjacielem, czy gdy pokazywał ją swojej córce, patrząc na wyspę znów młodymi oczami. Toteż to właściwie nie tyle Książka o Sycylii co książka o Iwaszkiewiczu, jego odczuciach, jego wrażeniach, o tym, jak ta ukochana Sycylia przesiąka przez niego, jak przenika, jak filtruje, jak stwarza nowe byty jako źródło jego twórczości (oprócz kilku zacytowanych włoskich impresji-wierszy dowiadujemy się, że tu właśnie napisał Panny z Wilka, w tak odmiennym zdawałoby się środowisku).

I teraz ciekawa jestem, o ile inaczej będą wyglądały wspomnienia sycylijskie w interpretacji Eli i Andrzeja Banachów, po które też sięgnę... a jednocześnie straszną mam ochotę na kolejne podróże iwaszkiewiczowskie... Podróże do Włoch, a jeszcze bardziej chyba Podróże do Polski.





Między początkiem a końcem...
Błądzimy w mieście po ciasnych uliczkach i schodkach, pijemy jakąś kawę, oglądamy afisze zabaw porozklejane na murach starych kościołów. Tymczasem słońce zachodzi, dość prędko jak na wiosenne czasy, i robi się ciemnawo. Idziemy daleką i pustą uliczką, nie myśląc bynajmniej wracać ku hotelowi. I nagle z okien słychać muzykę: ktoś gra na fortepianie. Takie nagłe spotkanie z muzyką zawsze mnie rozczula, robi na mnie wrażenie, nawet kiedy ta muzyka jest byle jaka. Już same dźwięki, stłumione odległością, odzywające się w niezwykłym środowisku, pomagają odległym skojarzeniom, a zjawiając się, zawsze gotowe są rozmarzyć i poruszyć te warstwy duszy, które zdają się być od dawna uśpione. Przypominają się bardzo wczesne lata i rzeczy od dawna znane.
Dziewczyna za oknem gra walce Chopina. Przechodzimy na drugą stronę ulicy i widzimy ją nachyloną nad fortepianem, który zdaje się jest bardzo stary i sięga czasów autora tych walców, wygrywanych przez smukłą panienkę.
Zanim jeszcze ostatnie promienie słońca zagasną na wysokich domach Agrygentu, zwróconego twarzą ku Afryce, zanim jeszcze księżyc wzejdzie - na co czekamy niecierpliwie - zagubieni w nieładnych, samotnych uliczkach egzotycznego miasta, długo słuchamy Chopina. Panienka jak gdyby wiedziała, że gra dla kogoś, kto się tu zabłąkał i bardzo jest jej wdzięczny, gra bez przerwy wszystkie te miłe walce młodzieńcze, nie wydane za życia Chopina, pełne ukłonów i rytmów tanecznych. Cała melancholia zamyka się w tych walcach, tak smutnych, ze prawie pospolitych.
I czuję w tej chwili, uprzytamniam sobie zupełnie plastycznie - obcość świata klasycznego, świata antycznego. Świątynie, które stoją nad morzem, osamotnione i spokojne, czekające, jak co wieczora, na blask gwiazd czy księżyca, są dla mnie czymś zamkniętym i niedostępnym; ale ta muzyka, te tony świadczą dla mnie o czymś, co jest mi bliskie, drogie i moje. Jest to z innego świata.




Wyd. Wydawnictwo Literackie Kraków 1956, wyd.I, 208 stron
Z własnej półki (kupione w antykwariacie 1 lipca 1982 roku za 45 zł)
Przeczytałam 18 maja 2013

18 komentarzy:

  1. Sycylia a w szczególności Taormina cieszyła się wielką sławą wśród "określonych kręgów" po rozgłosie, jaki zapewniły jej fotografie Wilhelma von Gloedena, tak że Szymanowskim (wcześniej) i Iwaszkiewiczem niekoniecznie kierowały tylko zachwyty nad pięknem miasta i krajobrazu :-).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tym Iwaszkiewicz nie wspomina :)
      Swoją drogą, człowiek jakoś tak podejrzliwie patrzy na wszystkie zachwyty młodymi ludźmi w jego wykonaniu, jakby one nie mogły być, nie wiem, platoniczne :)

      Usuń
    2. Ależ ja nie wykluczam platoniczności jego zachwytów nad młodymi sycylijczykami :-)

      Usuń
    3. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

      Usuń
    4. A o Petersburgu to nawet mi się o uszy nie obiła.

      Usuń
    5. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

      Usuń
    6. Najpierw muszę sprawdzić w domu, bo nigdy nie wiadomo... nie kojarzę, ale mogłam się nie interesować ruskimi za młodych czasów :)

      Usuń
  2. A ja czytam też o Sycylii ino powieść. Po Iwaszkiewicza sięgnę z przyjemnością:) Zdrowia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie jeszcze Iwaszkiewicz zachęcił do sięgnięcia po ROZMOWY SYCYLIJSKIE Vittoriniego. Czytałam to w studenckich czasach, ale nic już nie pamiętam, więc wyciągnęłam z półki. Ciekawa jestem, jak to ta Twoja powieść.

      Usuń
  3. Zmartwiła mnie wiadomość o Twoich kłopotach zdrowotnych. Mam nadzieję, że już jest znacznie lepiej.
    Pochwalę się, że od soboty jestem szczęśliwą posiadaczką "Na Sycylii" Matteo Collury (seria podróżnicza Zeszytów Literackich). Nasze myśli krążą w podobnych rejonach, malowniczych zresztą. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest lepiej... bo nie mam gorączki, za to leje mi się z oczu i nosa :) coś za coś :)
      A szczęśliwego posiadania zazdroszczę.

      Usuń
  4. Tak sobie czytam te cytaty i na myśl mi przyszedł Herbert, jak pięknie pisał o swoich wędrówkach w "Barbarzyńcy..."

    OdpowiedzUsuń
  5. Oj mam Ci i ja "Książkę o Sycylii" w "Dziełach" Iwaszkiewicza, które mam i kiedyś pokazywałam. Zachęciłaś mnie do otwarcia tego tomu.)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Al;e tak na spokojnie, bez pośpiechu...
      :)

      Usuń
    2. Jasne, na razie jak pisałam otwarłam a co dalej to się okaże.
      Muszę sobie jakoś czytanie poukładać by Iwaszkiewicz znalazł się również.

      Usuń
    3. Znasz może jakies książki o historii Sycylii?

      Usuń
    4. "Sycylia w kalejdoskopie historii i legendy" Joanny Olkiewicz (wyd. LSW 1975).
      Jest jeszcze taki reportaż z historii najnowszej Sycylii, autorstwa Danilo Dolci - "Sycylia od środka" (wyd. ISKRY 1974). To był lewicowy działacz, zwolennik Mahatmy Gandhiego i jego zasady niestosowania przemocy..

      Usuń