piątek, 21 czerwca 2013

Leonardo Sciascia - Każdemu, co mu się należy (od mafii)


Poranny wybór CO TU ZABRAĆ DO TRAMWAJU LEKKIEGO - padło na Sciascię. To odświeżenie sobie znanej sprzed lat lektury. Gdy ją przeczytałam po raz pierwszy, zapałałam do Sciascii gwałtowną miłością. Przyszły zatem Todo modo, Kontekst, Dzień puszczyka, Zniknięcie Majorany. Z nich wszystkich niewątpliwie Każdemu, co mu się należy jest najbardziej przystępne. To po prostu kryminał, tyle że z elementami krytyki systemu społecznego, przyzwalającego na funkcjonowanie mafii.


Idealna lektura na upalne popołudnie, wciągająca sensacyjnym wątkiem, ale i dająca do myślenia, prowokująca refleksje. Polski tytuł obliczony na przyciągnięcie mało wymagającego czytelnika (ten dodatek od mafii), nic też dziwnego, że nakład wynosił 200 tys. egz.


Początek sensacyjnej intrygi:

i koniec śledztwa, prowadzonego po amatorsku przez nieszczęsnego profesora Lauranę:


Seria z kolibrem rzadko się u mnie pojawia, swoją drogą nie mam ich zbyt wiele, w przeciwieństwie do Natanny :)




Wyd. Książka i Wiedza 1979, wyd.I, 155 stron
Tytuł oryginalny: A ciascuno il suo
Tłumaczyli: Krystyna i Eugeniusz Kabatcowie
Seria z kolibrem
Z własnej półki
Przeczytałam 19 czerwca 2013

10 komentarzy:

  1. Czytałem jego "Kontekst" jest ok ale bez szału i widzę, że znajomość ze Sciascią zacząłem chyba nie z tego "końca" :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może tak, a może po prostu Sciascia nie stoi na wysokości Twoich wymagań :)

      Usuń
  2. Mnie się też podobała. Intryga wciągająca i zaskakująca puenta. Czyta się z zainteresowaniem i szybko.)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że podzielasz moje zdanie :)

      Usuń
  3. Dziękuję! Szukałam tej książki przez kilka lat, bo kiedyś, kiedyś ją czytałam i zapomniałam i tytułu i autora! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bywa :) Ja tak szukam pewnego filmu z dzieciństwa, chyba był radziecki i coś w nim było o pelikanie. I to tyle, co pamiętam. Raczej nigdy nie znajdę... ale jeśli rzeczywiście był radziecki, to pewne szanse istnieją, ciągle je kolekcjonuję i może pewnego dnia odkryję?

      Usuń
  4. Przeglądałam Twojego bloga pod kątem literatury różnych krajów i trafiłam na ten wpis. Czytałam wcześniej "Kontekst" pana Sciascia (jak to się zresztą wymawia??) i średnio mi przypadł do gustu, ale postanowiłam dać mu drugą szansę i ta notka mnie do tego zachęciła.
    "Każdemu co się należy" bardzo mi się spodobało. Wydaje się książką na jeden lub dwa wieczory, ale ciągle o niej myślę od skończenia, choć arcydziełem nie jest. Lubię znajdywać takie perełki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lubię też film z Gian Maria Volonte i Irene Papas :)

      Nazwisko autora wymawia się 'sziaszia", jakkolwiek to śmiesznie brzmi :)

      Wielu perełek na Twej drodze!

      Usuń
    2. Dzięki za odpowiedź. Z tym nazwiskiem to nawet sprawdzałam specjalnie zasady wymowy włoskiej i wychodzi jak piszesz, ale nie mogłam dowierzyć ;).

      Usuń
    3. Jak się zaczynałam uczyć włoskiego - samodzielnie - to przede wszystkim opanowałam zasady wymowy. I potem w przedziale pociągu Kraków-Warszawa natknęłam się na jakichś tam filmowców, którzy snuli wspomnienia jak to jednego z nich rzekomo mało nie zaangażował Visconti do roli Tadzia w "Śmierci w Wenecji". Tacy z nich byli fachowcy, że nie mogli sobie przypomnieć imienia reżysera, więc nieśmiało rzuciłam, że Luchino (czyt. Lukino). Och, ile było śmiechu, ha ha, Lukino! Była to dla mnie pierwsza nauczka, żeby nie rzucać pereł przed wieprze :)

      Usuń