środa, 29 stycznia 2014

Kornel Makuszyński - Szatan z siódmej klasy

Szatan z siódmej klasy, dlaczego, co i jak? Otóż od pewnego czasu byłam w posiadaniu filmu, brakowało tylko pretekstu, żeby go obejrzeć. Zabrałam się tedy za książkę. Ostatni raz czytaną może ze czterdzieści lat temu :) Stanowczo z większym zajęciem czytałam Makuszyńskiego wtedy niż dzisiaj, troszkę mię poddenerwowywuje jego specyficzny styl i ekspresyjność opisów :)

Akcja Szatana rozpoczyna się pamiętnego sądnego czwartku, gdy profesorowi Gąsowskiemu skleiły się kartki w notesie i zamiast wyrwać do odpowiedzi trzech świetnie przygotowanych ancymonów, okrutny los kazał mu wyczytać całkiem inne nazwiska, przewidziane dopiero na sobotę - tak, drogie dziatki, w soboty też się chodziło do szkoły. Bowiem profesor miał od 40 lat stosowaną metodę: pierwszego dnia pytał numery 1, 11 i 21, drugiego 2, 12 i 22 i tak dalej. Ponieważ bystry Adaś Cisowski, uczeń VII klasy, metodę ową dawno rozszyfrował, siódma klasa słynęła ze znakomitej znajomości historii - bowiem każdy wiedział, na kiedy ma się przygotować do celującej odpowiedzi. Tak profesor Gąsowski odkrywa w swej ulubionej hałastrze, jak nazywał siódmą klasę, prawdziwego szatana. Adaś bowiem na wszystko znajdzie sposób i każdą rozwiąże zagadkę. Toteż gdy profesor dostaje list od swego brata, w którym ten skarży się na tajemnicze wydarzenia w swym domu, z którego nieznani złoczyńcy kradną.... drzwi - zwraca się o pomoc do Adasia. Co prawda Adaś miał jechać nad morze, ale morze nie zając, nie ucieknie, zwłaszcza gdy w perspektywie spędzenie wakacji u boku bratanicy profesora, pięknej panny Wandzi :)


Początek:
i koniec:

Wyd. NASZA KSIĘGARNIA Warszawa 1986, wyd.X, 269 stron
Ilustrował: Zbigniew Piotrowski
Z własnej półki
Przeczytałam 27 stycznia 2014

No i obejrzałam wreszcie film. Oczywiście wersję z 1960 roku, bo wiem, że istnieje jeszcze jakaś nowa, z 2006 czy 2007 roku. Wyreżyserowała go Maria Kaniewska, przenosząc akcję z 1937 roku w czasy współczesne. Siłą rzeczy pojawia się Milicja Obywatelska, która spełnia swoją powinność :) a i stary dom zamienia się w pałac, restaurowany przez brata profesora Gąsowskiego, nikomu się tam nie śni o "od 300 lat w rodzinie", wręcz przeciwnie, dawny właściciel zginął podczas I wojny światowej i pałac od tej pory niszczał, a po II wojnie władza ludowa się nim zaopiekowała :) wiemy wiemy, jak się władza ludowa opiekowała starymi pałacami i dworami :) aż dziw, że nikt o pegieerze nie wspomina. W roli kozy-panny Wandzi zadebiutowała Pola Raksa, ech, gdzie te czasy.


Adaś prowadzi śledztwo, kto z rodzeństwa zjadł jego lody.





Śmieszna scena, gdy Adaś odcyfrowuje z francuskiego napis na tych tak długo poszukiwanych drzwiach. Czyta słowo po słowie i tłumaczy od razu na polski: W wielkim domu znajdziesz dwie malowane brody... tymczasem gdyby rzeczywiście tłumaczył słowo po słowie, byłoby, z godnie z szykiem wyrazów we francuskim dwie brody malowane :) Śmieszne też jest, gdy na potrzeby filmu trzeba było kazać Francuzowi władać językiem polskim pod jakimś tam pretekstem. I ten polski Francuza jest perfekcyjny, z lekkim tylko akcentem, ale bez błędów w odmianie, z prawidłowym użyciem czasów, no mógłby ten Francuz z powodzeniem za Polaka uchodzić, gdyby od czasu do czasu nie jęczał Mon Dieu!

Fragment filmu:

9 komentarzy:

  1. Ależ wyciągnęłaś z lamusa i książkę i film.
    Makuszyński czytał się cudnie. Przyroda, przygoda, tajemnica i miłość. Czego tam nie było. A po tym filmie już żaden by mi nie smakował. Oglądałam nową adaptację. Nie podobała mi się. Tylko Pola Raksa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Toteż wszyscy na filmwebie piszą, że stara adaptacja lepsza o niebo :)

      Usuń
    2. Czyli nie tylko ja mam takie odczucia.Do tamtej warto powracać.
      Współczesne adaptacje mam wrażenie są takie bardziej płytkie, nastawione na efekt.

      Usuń
    3. My już jak stare babcie (którymi prawie jesteśmy) - narzekamy na wszystko, co nowe :) no ale co począć, skoro to ŚWIĘTA PRAWDA!

      Usuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Istnieje też zwyczaj zostawiania na grobie pisarza tarcz szkolnych przez odwiedzające cmentarz wycieczki szkolne.

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    3. Swoją drogą, zastanawiam się, czy tarcze jeszcze istnieją...

      Usuń
    4. Chyba już nie...
      A ten film pamiętam, bardzo podobała mi się rola profesora.

      Usuń