wtorek, 7 stycznia 2014

Margaret Forster - Podróże Maudie Tipstaff

Margaret Forster nie jest obcym dla mnie nazwiskiem, ale czytać nic nie czytałam do tej pory. Biłam się kiedyś na allegro o Zacisze pana Bone, ale przegrałam z automatem. Jeszcze jest po polsku Malowana lala, też mogłaby być interesująca. W ogóle wszystko, co się u nas ukazało tej autorki, wydaje mi się grzechu warte, same ciekawe tematy.
Oto, czego dowiadujemy się z okładki Podróży Maudie Tipstaff:
Bardzo lubię tematykę starości w powieściach, tym więcej, im szybciej się do niej sama zbliżam. Oczywiście można sobie zadać pytanie, na ile wiarygodne jest przedstawienie 70-latki przez autorkę, która w chwili pisania książki miała sama lat zaledwie dwadzieścia dziewięć. I cóż ona może wiedzieć na ten temat, od razu myślimy. A jednak...

Pomysł wysłania staruszki w odwiedziny do dorosłych dzieci w celu dokonania pewnego rozrachunku z życiem dla mnie trafiony. Od lat zmagam się z własną nadopiekuńczą matką, podobnie jak Maudie Tipstaff święcie przekonaną o wyłącznej słuszności własnych poglądów. Pewnie, że własne poglądy są najmojsze, ale umówmy się - tylko jeśli nas dotyczą, nie innych. Tymczasem moja mother ma pomysł na moje życie i uważa, że nie realizując tego pomysłu - robię jej na złość i jestem wyrodną córką. Całe życie drżałam przed jej wizytami, które są raczej wizytacjami i do dziś zdarza mi się obudzić zlana potem, bo przyśniło mi się, że mamusia niespodzianie przyjeżdża :) Tak było, gdy mieszkałam w akademiku i tak jest teraz, po 30 latach... wybaczcie, że tu osobistymi sprawami was zanudzam, ale tak właśnie tę powieść odbieram - bardzo osobiście i bardzo emocjonalnie. Miałam nawet pewną taką nieśmiałą nadzieję, że pomoże ona mi się uporać z pewnymi sprawami, że może zacznę rozumieć swoją matkę i jej motywacje, ale niestety nie... Maudie Tipstaff zrozumiała więcej, niż chciałaby zrozumieć moja staruszka. Zrozumiała przynajmniej tyle, że ona jest niezależna i jej dzieci są niezależne. Mojej już się o niczym nie przekona. Umrze ze stuprocentową pewnością, że złe miała dzieci (brat też się do jej zaleceń nie stosuje), złego miała męża (zasadniczo wypełnia polecenia, ale sam z siebie na żaden pomysł nie wpadnie), złe miała życie. To przykre, nie tego by się chciało dla własnej matki... z tego wiecznego terroru wynikają moje własne błędy wychowawcze, tak bardzo nie cierpię, gdy mi ktoś coś dyktuje, że sama nie umiałam być odpowiednio stanowcza wobec córki i tak oto z jednej skrajności wpada się w drugą... tyle tylko, że absolutnie nie oczekuję po swojej progeniturze, żeby miała realizować moje marzenia, niech żyje, jak jej się podoba :)
/szkoda tylko, że książek mało czyta, kurka wodna/
/no ale znowu to, że ja czytam, też jest wadą w oczach Wiadomo Kogo/

I takie to niewesołe refleksje po lekturze Podróży Maudie Tipstaff. A powieść zasługuje na zapoznanie się z nią. Jeśli czytelnik nie obciążony dziedzicznie, to nawet się pośmieje :)


Początek:
i koniec:


Inne powieści, które ukazały się w serii Klubu Interesującej Książki w 1971 roku są mi kompletnie nieznane.
Bondariewa jedynie mam i to wszystko.


Wyd. PIW Warszawa 1971, wyd.I, 218 stron
Tytuł oryginalny: The Travels of Maudie Tipstaff
Tłumaczyła: Urszula Łada-Zabłocka
Seria KIK
Z własnej półki (kupione na allegro 13 listopada 2013 za 2,05 zł)
Przeczytałam 4 stycznia 2014


W TYM TYGODNIU OGLĄDAM
1/ film włoski BIAŁY SZEJK (Lo sceicco bianco), w reż. Federico Felliniego, z 1952 roku

2/ film czeski MIŁOŚĆ BLONDYNKI (Lásky jedné plavovlásky), w reż. Miloša Formana, z 1965 roku

3/ film produkcji hongkondzkiej (jest taki przymiotnik?) CHUNGKING EXPRESS (Chung hing sam lam), w reż. Kar Wai Wonga, z 1994 roku
Na YT pokawałkowane z angielskimi napisami:

Uwielbiam jego Spragnionych miłości, a to podobno najlepszy wcześniejszy film.


Z filmów radzieckich obejrzałam w zeszłym tygodniu coś fantastycznego! I to luksusowo, bo z polskimi napisami (prezent od brata pod choinkę). Były to dwa filmy jednego reżysera - Aleksieja Germana.
MÓJ PRZYJACIEL IWAN ŁAPSZYN /Мой друг Иван Лапшин, 1984
Według utworu ojca reżysera, pisarza Jurija Germana. Film nakręcony w czasie pieriestrojki i odstawiony na półkę.
Akcja filmu toczy się w latach 30-tych, a opowiada o dawno minionych wydarzeniach mężczyzna, który wtedy był 9-letnim chłopcem.
Mieszkał z ojcem w komunałce,
wraz z jego kolegami, towarzyszami pracy w strukturach śledczych, wśród których wybija się na plan pierwszy tytułowy Łapszyn, naczelnik milicji, tropiący nieuchwytny gang Sołowiowa.
Wśród mieszkańców komunałki jest i dziennikarz Chanin, coraz bardziej tracący złudzenia co do władzy i ustroju:
Gdy Łapszyn zakocha się w aktorce Nataszy
okaże się, że to właśnie Chanin jest jego rywalem.
Łapszyn stanie przed trudnym wyborem...
Ale nie to tak naprawdę jest tematem filmu, tylko same lata trzydzieste, czasy Wielkiej Czystki. Reżyser nie pokazuje żadnych ważnych wydarzeń, jedynie nędzę i beznadzieję tych czasów, klimat życia pod presją, ubogie społeczeństwo, które mami się wizją świetlanej przyszłości komunizmu, a które tymczasem nie ma co do garnka i na grzbiet włożyć. Przestępczość szerzy się w zastraszającym tempie, a Łapszyn zastanawia się, jak to się dzieje, że on tyle trudu i zaangażowania wkłada w swoją pracę, a przestępców nie ubywa.
Film sprawia wręcz wrażenie dokumentalnego, nakręconego ukrytą kamerą, tym bardziej, że jest czarno-biały. A widz nie może pozbyć się wrażenia, że jego bohaterom zostało już zaledwie parę lat, że za chwilę przepadną w stalinowskim kotle.


Na YT trailer.

O drugim filmie następnym razem.


31 komentarzy:

  1. Czytałam "Maudie Tipstaff" tuż przed świętami. Czytałam z chęcią i zainteresowaniem, ale jestem właściwie rozczarowana. Ja nie odniosłam wrażenia, że uznała niezależność swych dzieci - uznanie czyichś praw oznacza chyba minimum szacunku dla tej osoby. Maudie nie ma szacunku dla swych dzieci, raczej nimi pogardza i jest głęboko rozczarowana. Wraca właśnie niczego się nie nauczywszy. Magda

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy ja wiem. Ona jednak podlega pewnym zmianom. Zdaje sobie sprawę, że dzieci zawiodły jej oczekiwania, ale nie zamierza czegokolwiek z tym robić - a to już jest krok naprzód w porównaniu z jej dawnymi poglądami. Pozwoli dzieciom żyć swoim życiem, nie wtrącając się.

      Usuń
  2. Ciekawie się Ciebie j czytało.Tak to już jest. Rzadko dzieci w pełni zadowalają ambicje swoich rodziców. Ja bo tego nie miałam szczęśliwie. Ale moja rodzicielka już dawno nie żyje i brak mi jej, a był taki czas, żę okropnie tęskniłam chociaż tez różnie bywało. Sama nie mam wymagań co do swojej trójki chociaż czasem boli serce jak średni marnuje czas.
    A książkę chętnie bym przeczytała. Też preferuje książki o ludziach dojrzałych i już mi wiekowo odpowiednich a nawet starszych.

    Sordiego pamiętam z wielu filmów ogrywanych w dawnej tv.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja zazdroszczę, gdy czytam lub słyszę o świetnych relacjach matek z córkami...

      Sordi jest tu świetny jako egoistyczny bufon, gwiazdor tzw. fotoromanzi - gatunku, którego u nas nigdy nie było, a we Włoszech powojennych kwitnął jak ta lelija - były to gazetki opowiadające miłosne historie za pomocą zdjęć czyli coś w rodzaju komiksu fotograficznego :)

      Usuń
  3. Rok '71 w KIK to dla mnie terra incognita i mówiąc szczerze jest ona jakaś taka mało kusząca. Bywały tam zdecydowanie lepsze lata.

    OdpowiedzUsuń
  4. Maudie faktycznie ubawiła mnie nieźle (zwłaszcza na początku), choć bywała i wkurzająca. Może mimo młodego wieku autorka znała stworzyła taką postać bo była to jej matka, lub babka albo ciotka?

    OdpowiedzUsuń
  5. A ja uważam, że autorka nie miała pomysłu na Maudie i stworzyła właściwie trzy bohaterki (a nawet cztery) - po jednej odmiennej dla każdego dziecka plus tę, którą przedstawia pierwszy rozdział. Co nie zmienia faktu, że czyta się nieźle.

    OdpowiedzUsuń
  6. zacofany: Może nie aż trzy ale fakt, że postać jest bardzo niespójna. Na przykład zupełnie nie rozumiem jak ta zamknięta w sobie kobieta mogła nagle ni stad ni zowąd zacząć opowiadać intymne szczegóły ze swojego małżeńskiego pożycia synowi. Wydaje mi się że w przypadku kogoś takiego jak Maudie to zupełnie niemożliwe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, chyba zresztą u Ciebie kiedyś o tym rozmawialiśmy. W każdym razie gdyby Maudie była spójniejsza, powieść bardzo by zyskała.

      Usuń
  7. zacofany; Faktycznie! Ale masz pamięć. A u mnie jak widać przymulenie poświąteczne i wciąż te same od roku problemy z Maudie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się w końcu złapię za Zacisze pana Bone, tam ponoć bohater bardziej spójny :)

      Usuń
  8. Ale też ciężki we współżyciu ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. To mi mniej przeszkadza niż zła konstrukcja postaci :)

    OdpowiedzUsuń
  10. No tak, ale przez to Pan Bone jest bardziej przewidywalny, a co za tym idzie nudny ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba mam coraz większą ochotę to przeczytać :P

      Usuń
  11. ZWL - a może Maudie jest osobą, która ma skonność do automatycznej mimikry?

    Jeśli chodzi o Forster, to ja jednak jestem za wariantem autobiograficznym. "Hidden Lives" są dla mnie nei do pobicia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ze wstępnej charakterystyki Maudie wynikałoby raczej, że to cały świat powinien się do niej dostosować, a nie odwrotnie :P

      Usuń
    2. Słowem - albo autorka przekombinowałą, albo Maudie jest podwójnei skomplikowana - jednocześnei się dostosowuje i trzeba sie do niej dostosowywa ć, a do tego cierpi na rozczworzenie osobowości (bo przy sąsiadce też się zachowywała inaczej).

      Usuń
    3. Autorka przekombinowała, stanowczo :D

      Usuń
    4. Ze stosunków w mojej własnej rodzinie widzę, że najpierw możemy być zszokowani pewną sytuacją, a z czasem się z nią pogodzić i uważać za normalną (lub prawie), mimo że kłóci się ona ze wszystkimi naszymi zasadami. Czyli prawo wspomnianej przez Izę mimikry. Tak też widzę postać Maudie. Ona - dla siebie - ze swych zasad nie rezygnuje, ale będąc u dzieci, powolutku się przystosowuje. Zauważcie, że na końcu książki w rozmowie z sąsiadką nie odżegnuje się od ponownej u dzieci wizyty.

      Usuń
  12. Zgadzam się. Brakuje jej spójności, to właściwe słowo.Magda

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A może właśnie przez to jest PRAWDZIWA? Czyż my wszyscy jesteśmy spójni? Czy nie mamy w sobie rozmaitych sprzeczności?

      Usuń
    2. Dla mnie byłaby prawdziwsza jako bardziej spójna osoba, szczególnie że te zmiany nie są w żaden sposób motywowane; zmienia się scenografia i zmienia się Maudie, ale dlaczego? skąd? Mnie to jednak wygląda na to, że autorka się pogubiła trochę.

      Usuń
  13. Mam farta, mając mamę, która mnie lubi, lubi też czytać, uwielbiam znajdować jej książki, a potem o nich rozmawiać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, masz farta i to wielkiego. Miło móc dzielić z bliską osobą również zainteresowania.

      Usuń
    2. E tam, płakać. Masz przecież świetny kontakt z córką :)

      Usuń
  14. Jesteś skarbnicą wiedzy o filmie rosysjkim i książkach, o których nic nie slyszałam. Już go sobie zaznaczyłam na YT do obejrzenia, dzięki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Film zrobił na mnie wielkie wrażenie, tym milej było przeczytać książkę ("Jeden rok" Germana).

      Usuń
    2. O książkę też pewnie się postaram, ale z tym trudniej, a film któregos wieczora na pewno obejrzę

      Usuń