środa, 12 marca 2014

Fryda Wigdorowa - Ulica Najmilsza

Dalsze dzieje bohaterów Szczęścia rodzinnego. Ciekawsze od pierwszej części, bo bardziej dramatyczne. Wróć! Dramatyzmu nie brakowało i w Szczęściu, wszak ginie Andrzej, wybucha wojna, Sasza z córeczką ewakuują się do Taszkientu... ale w Ulicy Najmilszej pojawiają się ciekawe wątki, tak nierozerwalnie związane z historią ZSRR: prześladowania, często spowodowane donosikiem jakiegoś małego człowieczka, jak to było w przypadku Loszy, brata bohaterki, który został wyrzucony z Akademii i zesłany na Wyspy Kurylskie pod pretekstem, że miał romans z Niemką (stacjonował zaraz po wojnie w części Niemiec okupowanej przez wojsko radzieckie) - a tak naprawdę przeszkadzał wyżej postawionemu konkurentowi do ręki nauczycielki Tani; czy aresztowanie doktora Korolewa (w związku z procesem lekarzy), który ściągnął do pracy u siebie w szpitalu Saszę i namawiał ją do rozpoczęcia studiów medycznych. Nawiasem mówiąc, doktor Korolew miał 6-letniego synka Fiedię (a był wdowcem). Dzieckiem po aresztowaniu zajęła się Sasza i zabrała chłopca do siebie. Aż mnie zdziwiło, że państwo sowieckie nie "zadbało" o przyszłość malca i nie przekazało go do domu dziecka, wszak Sasza nie była rodziną i zgodnie z przepisami chyba nie miała prawa nim się opiekować. Przepiękny fragment powieści z opisem zebrania w szpitalu, podczas którego omawia się brak czujności personelu - wszak nikt wcześniej nie zorientował się, że Korolew to wróg - wszyscy biją się w piersi i dokonują samokrytyki, choćby nie wiem, jak byli przedtem z doktorem zaprzyjaźnieni - wszak jemu już nie pomogą, a sobie mogą tylko zaszkodzić, prawda? Jak łatwo uspokaja się ludzkie sumienie.
Z kolei Mitia, drugi mąż Saszy, zostawszy dziennikarzem boryka się z cenzurą, chciałby pisać o sprawach istotnych, tymczasem nie ma na takie reportaże zapotrzebowania (według słów szefa) i nawet powstała w pocie czoła książka, napisana wspólnie z koleżanką z redakcji (a ta wspólna praca położyła się głębokim cieniem na życiu rodzinnym Poliwanowów) nie może go zadowolić, teoretycznie mógł pisać co chciał, skoro nie miał wreszcie nad sobą szefa, dyktującego co wolno, a czego nie; w rzeczywistości jednak zawsze jest jakiś szef, w tym wypadku wydawca.
Powieść kończy się jednak optymistycznie, bo śmiercią Stalina :) wracają z zesłania Losza z żoną, wraca z łagru doktor Korolew, wraca do Moskwy Sasza, którą drogo kosztowała decyzja podjęta podczas pamiętnego zebrania w szpitalu... życie toczy się dalej.
Szkoda mi było rozstawać się z bohaterami, uroniłam łzę na koniec :) i myślę, że jeszcze kiedyś do Poliwanowów wrócę, cieszę się, że mam ich na własność!

Tu można powieść przeczytać w oryginale.

Początek:
i koniec:
Сберегайте, девчонки, силы.
Запасайте, как сухари.



Seria Biblioteka Powszechna jest dziwna. Usiłuje objąć swym zakresem zarówno literaturę piękną, jak i słowniki czy dzieła historyczne, a nawet popularno-naukowe, ba! dzieło o erystyce też tu mamy. Czy to miał być taki uniwersalny domowy księgozbiór? Groch z kapustą.
Pamiętam, że w czasach swego zachwytu nad włoszczyzną, jaka by ona nie była, kupiłam nawet Stryjkowskiego Bieg do Fragala' (ciekawe, gdzie mi się zapodział) - a to zdaje się jakiś propagandowy gniot.


Wyd. Czytelnik Warszawa 1965, wyd.I, 370 stron
Tytuł oryginalny: Lubimaja ulica /Любимая улица
Tłumaczyła: Ema Dmowska
Seria: Biblioteka Powszechna
Z własnej półki (kupione na allegro 2 maja 2013 roku za 3 zł)
Przeczytałam 11 marca 2014


NAJNOWSZE NABYTKI
Ponieważ w ukochanej Księgarni Akademickiej nic nowego nie słychać, zaszalałam na allegro. Nie tyle ilościowo, co... cenowo. No ale to już parę lat, jak się za tym rozglądam, więc wzinam... za 70 zł. Teraz już siedzę spokojnie, nie rozrabiam, słowo daję.

9 komentarzy:

  1. proszę wybaczyć moje pytanie ale jestem ciekawa,przyglądam się temu,co pani czyta i temu,co pani kupuje i zastanawiam się skąd takie właśnie wybory:np."150 lat dróg żelaznych w galicji"."przemiany krajobrazu podkarpackiej rezydencji łobzów","polskie herby w średniowieczu",czy"krakowskie tramwaje",oczywiście nie musi pani odpowiadać,jednak nie będę ukrywać,że mnie pani intryguje-anna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taaak. Moja córka puka się często w głowę, jak widzi moje lektury :)
      Akurat wszystkie wymienione powyżej to po prostu cracoviana, a na to jestem pies. Tak, nawet Polskie herby w średniowieczu to też dla mnie szeroko pojęte cracovianum, bo pozwala się orientować w kościołach w różnych nagrobkach :) oczywiście w tym dziale więcej kupuję niż czytam, ale lubię mieć świadomość, że coś tam stoi na półce i czeka :)

      Zastanawiam się sama nad tymi swoimi zakupami: wychodzi mi, że nabywam tylko cracoviana i literaturę rosyjską/radziecką. Czasem wpadnie jakiś kryminał. Rzadko, ale też się zdarza uzupełnienie czegoś z klasyki albo z jakiejś serii wydawniczej. Gdyby chcieć skompletować księgozbiór z tego, co kupuję w ostatnich latach - byłby on nieco... dziwny :) ale też trzeba wziąć pod uwagę, że swoją domową biblioteczkę tworzę już 30 lat i jakiś tam kanon przez siebie uznawany mam, teraz dokupuję to, czym zainteresowałam się później. Nie jest powiedziane, że w następnych latach nie przyplącze mi się jakiś kolejny konik :) no ale mieszkanie trzeszczy w szwach, więc muszę uważać...

      Usuń
    2. kocham tę Twoją dziwność, bo mnie to motywuje, żeby odwrócić wzrok od nowości. Nie mam asertywności czytelniczej i mnie ciągnie w różne strony, ale jak sobie u Ciebie poczytam, to od razu mi się ręce do staroci wyciągają. Dzięki

      Usuń
    3. To nawet nie jest tak, że mnie do nowości w ogóle nie ciągnie... zdarza mi się łypać namiętnie na jakiś tytuł w księgarni, ale się powstrzymuję od zakupu, motywując to brakiem miejsca, które trzeba oszczędzać na cracoviana, bo to priorytet. Czasem sobie tak myślę ile też bym książek nowych nakupiła, gdybym nie była ograniczona finansami... ale zaraz sobie przypominam te nieszczęsne metry kwadratowe, w ilości stanowczo zbyt małej dla wielbicielki książek.
      Pytanie, co by było gdyby - tych pieniędzy było tyle, że i na nowe lokum by wystarczyło?
      :)
      Ale pogdybać sobie można, a tu żaden przodek nie wyemigrował do Ameryki i nie dorobił się milionów, które teraz zostawiłby mi w spadku. Może to i dobrze.

      Usuń
    4. Ale masz bibliotek, a bibliotek, a ja tu nic. Jak sama nie kupię do tej, co ją założyłam, albo sobie, to nie mam. Okropne to

      Usuń
    5. Prawda jest taka, że wyłapujesz i pokazujesz nikomu nie znane perełki książkowe :)

      Usuń
    6. => Kasia.eire
      No tak, są biblioteki, ale w przypadku starych radzieckich autorów często zawodzą. Tak że też wychodzą z założenia, że czego sobie nie kupię tego nie przeczytam :)
      => Montgomerry
      Stare ramoty, chciałaś powiedzieć :) w towarzystwie się o nich nie rozmawia, w przeciwieństwie do antologii polskiego dokumentu Szczygła :)
      Z drugiej strony kto mi zabroni wspomnieć w towarzystwie o Wigdorowej, no kto?

      Usuń
  2. Starałam się nie czytać dokładnie fragmentów opowiadających treść, bo lektura jeszcze przede mną, ale tak się cieszę. Tralala, hop sa sa, ze ją mam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, tak, podskakuj sobie z radości, bo warto :)

      Usuń