piątek, 14 marca 2014

Lee Kingman - Sobotnia Banda

Gdy przystępowałam do lektury, miałam problem ze zlokalizowaniem autorki/miejsca akcji, ale rozwiązał się on już na 6 stronie:
Teraz zresztą znalazłam coś tam o autorce, ale bardzo śmiesznie, bo podają co prawda dzień i miesiąc urodzenia, ale roku to już nie :) Cytuję:
Lee Kingman was born on October 6th in Reading, Massachusetts. She began writing stories at the age of six and poetry in junior high. By the time she started high school, she was committed to writing as a chosen career. She graduated from Smith College in 1940 and won an essay contest sponsored by Vogue that same year. She attended an eight-week secretarial course and started work for an insurance company. She managed to still write children's plays in her spare time.
Ms. Kingman joined Houghton Mifflin as an assistant editor in 1942 and soon earned the title of children's book editor. She was inspired to begin writing her own books at that time. Pierre Pidgeon, her first book, was published in1943—it received a Caldecott Honor. She went on to write over 30 picture books and young adult novels. Her husband's Finnish family inspired many of her early stories, and later, incidents from her children's lives. She has contributed to the Horn Book for 70 years, and edited Newbery and Caldecott Books:1956-1965 and Illustrators of Children's Books: 1957-1966. Her Best Christmas was reissued in 2001.



Mamy tu więc nadmorską małą miejscowość Winnisquam, nudną jak wszystkie tego typu miejscowości, gdzie życie toczy się utartym trybem, panie z Koła Gospodyń Wiejskich... a nie, przepraszam, ze Środowego Kółka Krawieckiego... pilnują tradycji i przeszłości, a chłopcy organizują się w Sobotnie Bandy i konkurencyjne Kluby Wyjców, marząc o przygodach, a na razie jedynie wzajemnie się tłukąc. Aż tu pewnego sobotniego marcowego ranka na wzgórzu nad zatoką pojawia się dwóch tajemniczych mężczyzn. Oczywiście, że tajemniczych, bo przecież chłopcy nie wiedzą, kim oni są, na turystów jeszcze za wcześnie, w dodatku prowadzą podejrzaną rozmowę, stwierdzając, że to doskonałe miejsce dla ich planów. Czy to szmuglerzy? A może szpiedzy? A może włamywacze - wszak ostatnio doszło w sąsiedztwie do kilku kradzieży, a miejscowy policjant, inspektor Mellon, nawet zapisał nazwisko Teda w swoim notesie, gdy chłopiec skracał sobie drogę przez cudze posiadłości. 11-letni Ted Tibbets należy do Sobotniej Bandy, która ma swą siedzibę w starym kurniku - i jedno wielkie marzenie: stać się właścicielem motorówki. Gdy wyjaśnia się, że tajemniczy przybyszy stanowią część ekipy filmowej, która chciałaby tutaj, w Nowej Anglii, nakręcić serial "Przygoda w porcie" (i być może zaangażować niektórych mieszkańców jako statystów) Ted wie jedno: koniecznie musi zagrać w filmie, przecież płacą nawet pięć dolarów dziennie, to wielka szansa na realizację marzenia o własnej łódce. Trzeba będzie jednak pokonać szereg przeszkód, między innymi przekonać miejscowe damy, że obecność ekipy filmowej przyniesie korzyść nie tylko oberży Daumierów, żyjącej z wynajmowania w sezonie pokoi letnikom, ale całemu miasteczku. Na razie filmowcy dopytują się o miejscowe ciekawostki:
Cóż, kiedy:
Ale nie ma strachu - na pewno coś ciekawego w najbliższych dniach się wydarzy, a Sobotnia Banda weźmie udział w pasjonujących przygodach.
Czy książka może się podobać współczesnym 11-latkom? Wszak nie ma tu komórek, komputerów, polegać trzeba na własnej głowie... lub na przypadku. Jednak wydarzenia w małym miasteczku na pewno zainteresują i dzisiejsze dzieciaki, któż nie chciałby przyjrzeć się pracy filmowców i nie kibicować chłopcom tropiącym złodziei. Oczywiście dzisiaj nie trzeba tłumaczyć nastolatkom, co to jest kamera (przypis: aparat do zdjęć filmowych), ale wówczas, gdy telewizja u nas dopiero raczkowała, takie wyjaśnienie pewnie było konieczne. Nawiasem mówiąc, pod koniec lat sześćdziesiątych chodziliśmy z bratem do sąsiadów oglądać Jacka i Agatkę, sąsiad miał jako jedyny w bloku telewizor, bo był z zawodu dyrektorem. Rozbawił mnie też fragment, gdy Ted dostaje od rodziców karę tygodniowego niewychodzenia z domu i nieoglądania telewizji i nawet mu się nie śni dyskutować na ten temat, mimo że istnieje ryzyko, że przepadnie jego mała rólka w serialu; posłusznie siedzi w domu i majstruje jakieś tam zabawki: dziś by tak łatwo nie przeszło :)

Spis treści:

W książce były znaleziska. Wycinek z gazety z tekstem i nutami piosenki Włóczęga:
Zdjęcie jest małe, więc dam tu osobno tekst pierwszej zwrotki:
Gdzie Bajkał podnóża gór sięga
przez śniegi, wichurę i no
wędruje zgarbiony włóczęga
dźwigając przeklęty swój los.

Ja to przecież znam! Śpiewało się na koloniach i ogniskach :) Tyle że melodii kompletnie nie pamiętam. Gdybym miała w domu pianino spróbowałabym wybrzdękać, a tak...
A gazeta nazywała się "Zarzewie".
Znalazłam też dwa znaczki:
Wróciło do mnie całe dzieciństwo! Oczywiście zbierało się znaczki, mieliśmy wspólny klaser z bratem i doskonale te właśnie egzemplarze pamiętam. Miałam jeden znaczek taki najukochańszy - nie mogę sobie przypomnieć, co przedstawiał, ale był bardzo kolorowy i poznałabym go bez wątpienia. Opowiadam o tym córce, a ona mówi:
- Przecież ten klaser jest u dziadków w sekretarzyku.
Nosz kurcze, czemu mi nie powiedziała, jak byłyśmy tam ostatnio! Wiadomo, dzieci wszędzie grzebią :)

Początek:
i koniec:


Wyd. Nasza Księgarnia Warszawa 1964, wyd.I, 218 stron
Tytuł oryginalny: The Saturday Gang
Tłumaczyły: Janina Carlson, Kalina Wojciechowska
Ilustrował: Mieczysław Kwacz
Z własnej półki (kupione na allegro 6 marca 2014 za 3 zł)
Przeczytałam 13 marca 2014


O, znalazłam tę Włóczęgę:

Ta wersja jednak bardziej mi się podoba:

4 komentarze:

  1. Znaczki chyba każdy zbierał, pamiętam grube klasery... nie wiem, gdzie teraz są.
    A pasja do zbierania mi została, teraz gromadzę notesy.

    OdpowiedzUsuń
  2. Cześć, też to przeczytałem. Też przypadkiem znalazłem. I pewnie nie skomentowałbym Twojego wpisu, gdyby nie ciekawy zbieg okoliczności!
    Spójrz dzień, w którym opublikowałaś posta, i datę dedykacji na mojej książce:
    https://fbcdn-sphotos-d-a.akamaihd.net/hphotos-ak-xap1/v/t1.0-9/10553314_10203658309811733_4176562525630864298_n.jpg?oh=28a219c90231301b6e135c89ede1b982&oe=54604402&__gda__=1415620183_9574393a34a8a47ae3e3e27faca0abeb

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdybym rok poczekała, byłoby równe półwiecze :)

      Usuń