niedziela, 23 listopada 2014

Irena Jurgielewiczowa - Ten obcy

Witam po kilkudniowej przerwie. W pracy roboty huk, a w domu nerw z powodu tej nagłej, a niespodziewanej diety i kombinowanie, jak by tu przeżyć, nie umiejąc praktycznie gotować... Ponieważ mówią, żeby nie jeść odgrzewanego, wyszło na to, że w pracy jakieś sałatki, a prawdziwy obiad po powrocie do domu. I tak w piątek postanowiłam - pierwszy raz w życiu (teraz często będę coś robić pierwszy raz) - ugotować rybkę na parze. Naczynia specjalnego na razie nie mam, więc położyłam durszlak na garnku z wodą, do niego rybkę posypaną przyprawami, nakryłam pokrywką i poszłyśmy z córką na piątkowe zakupy. Koleżanka w pracy powiedziała mi, że tak 45 minut ona robi. Dobrze. Wracamy po 15 minutach z pierwszego sklepu, żeby schować zakupy do lodówki, sprawdzam, a tu woda prawie całkiem wygotowana. Chyba za duży gaz czy co? Dobra, dolałam, poszłyśmy do drugiego sklepu. Wracamy, jest akurat 45 minut - rybą czuć już na klatce schodowej, a o mieszkaniu nie wspomnę. A w smaku kompletnie nijaka, choć dałam jakieś przyprawy. Ech, nie ma to jak smażona w panierce... Ciężkie czasy nastały. Córka rozważa powrót do stołowania się u babci, jak w szkole :)


No, ale skorzystałam z dużej ilości wolnego czasu w sobotę i wreszcie skończyłam kolejną Jurgielewiczową - Ten obcy. Naturalnie musiałam to czytać w szkole, skoro lekturą jest, ale kompletnie nie pamiętałam. W efekcie czytało się lepiej niż coś znanego od dawna.
Rzecz bardzo kształcąca - dla młodego czytelnika oczywiście. Historia Zenka, który uciekł z domu, od ojca pijaka i poszukiwał wujka, chcąc zamieszkać u niego, a w swojej wędrówce zatrzymał się na pewien czas na wyspie, będącej ulubionym i sekretnym miejscem zaprzyjaźnionej czwórki młodych ludzi, przebywających na wakacjach na wsi. Każde z nich ma inną sytuację życiową, inny charakter, więc czytelnik łatwo znajdzie pośród tej piątki bratnią duszę, której będzie kibicował i z którą się utożsami. To może być Ula, półsierota, nie mogąca znaleźć wspólnego języka z ojcem, odkąd odszedł do innej kobiety. Lub jej przyjaciółka Pestka, ładna i wygadana, przyzwyczajona do wodzenia prymu, która z bólem spostrzega, że to na Ulę właśnie ten obcy Zenek zwrócił uwagę, a nie na nią. To może też być Marian, poważny i odpowiedzialny, czuwający nad młodszym postrzelonym Julkiem, wciąż szukającym akceptacji starszych.


Na Wikipedii przeczytałam:
"Bohaterowie powieści pojawiają się także w innej książce autorki zatytułowanej Inna? (1975). Na jej podstawie zrealizowano film fabularny."
I głupia jestem: która powieść została sfilmowana: Ten obcy czy Inna?


Początek:
i koniec:


Wyd. NASZA KSIĘGARNIA Warszawa 1984, wyd.X, 281 stron
Ilustrowała: Leonia Janecka
Z biblioteki na Rajskiej
Przeczytałam 22 listopada 2014 roku


NAJNOWSZE NABYTKI
Oznajmiłam ci ja światu, że znów przeczytałam Pana Tadeusza i oto na fali mego entuzjazmu nożyce się odezwały, a dokładniej Bernadeta z bloga Półeczka z książkami, która zaproponowała mi fantastyczny prezent w postaci gawędy-przewodnika PODRÓŻE Z PANEM TADEUSZEM autorstwa Andrzeja Kuźmińskiego, przepięknie ilustrowanego.
Piękność jego w całej ozdobie pokażę, gdy zabiorę się za czytanie :)
Ale na przewodniku nie koniec. Paczka nie zmieściła się w skrzynce, tak była wypchana - i listonosz zaniósł ją do "teściowej" (ja tak piszę w cudzysłowie, bo rozumiecie, za jej syna za mąż to do końca nie wyszłam). Cóż w niej jeszcze było? A oto:
Tak, panatadeuszowa mapa (czy ja kiedykolwiek wybiorę się do tej Wielkopolski?) i T-shirt z nadrukiem PODRÓŻE Z PANEM TADEUSZEM, przyjdzie mi reklamować w Krakowie Soplicowo i inne miejsca :)
Już się cieszę na lekturę!

18 komentarzy:

  1. Wydaje mi się wielce nieodpowiedzialne zostawianie garnka na włączonym gazie i wychodzenie z mieszkania, możesz spalić nie tylko Swoje ale i mieszkania innych. Gdyby się cokolwiek stało, że nie mogłabyś w przeciągu godziny wroćić do domu? Nie wiem, byłabyś świadkiem wypadku czy odpukać, Tobie by się coś stało? Matko, a ja żyłam w przeświadczeniu, że nikt nie wpada na takie nieodpowiedzialne pomysły.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja także jestem zaskoczona tym, co wyczytałam. A jakby zamek w drzwiach się zaciął i nie dałoby się szybko wejść do mieszkania?... Ale pewnie w mieszkaniu został ktoś jeszcze, ktoś, kto w razie potrzeby wyłączyłby gaz.
      Poza tym jestem zaskoczona faktem, że zakupy w sklepie zajmują Tobie i córce tylko 15 minut. Chciałabym umieć tak szybko robić zakupy :)

      Usuń
    2. Kiedyś byłam sama w domu i nagle słyszę, że piecyk gazowy w łazience "chodzi". Przeraziłam się okropnie. Jak powoli otwierałam drzwi od łazienki... bałam się ujrzeć, co tam się dzieje... kto tam jest... Tymczasem okazało się, że tryska na całą łazienkę gorąca woda... spod umywalki - pękł jakiś wężyk doprowadzający czy coś, włączył się automatycznie piecyk i taka sprawa. Co by było, gdyby w domu nie było nikogo? Boję się pomyśleć. Od tej pory żyję w przeświadczeniu, że czuwa nade mną Wyższa Moc :)

      Usuń
    3. Zakupy są podzielone na dwa sklepy: pawilon osiedlowy, gdzie coraz mniej się kupuje i Lidl w pobliżu osiedla. Mam zawsze zrobioną dokładną listę i oblecieć półki to kwestia 3 minut, zwłaszcza we dwie :) reszta na kasę (gdzie nie ma kolejek, bo pawilon, odkąd jest ten Lidl, świeci pustkami) i dojście do domu - tak że kwadrans naprawdę wystarczy. W Lidlu dłużej, bo dalej, więcej ludzi i ciągle jeszcze nie nauczyłam się, gdzie co stoi, wiecznie szukam.

      Usuń
    4. Eee, równie dobrze można przysnąć czy zapomnieć o garnku, co właśnie przytrafiło mi się już kilka razy jeśli chodzi o gotowanie na parze ;-)
      Ja rybkę też zawijam w folię aluminiową i albo na parze gotuję, albo piekę.

      saxony

      Usuń
    5. W tygodniu wypróbowałam przepis podany poniżej przez Anonimowego na rybkę zawiniętą w folię i położoną na patelni, po czym zalaną wrzątkiem. Do folii włożyłam paprykę czerwoną i cukinię. Bardzo fajny przepis, bo się ten poziom wody łatwiej kontroluje, niż na parze.

      Usuń
  2. Jakże nie cierpiałam Obcego, to była moja najbardziej wymęczona lektura z podstawówki. No jeszcze może Chłopcy z placu broni mogli jej dorównać w ilości dostarczonych mąk czytelniczych ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No coś Ty! Nemeczek Cię tak wymęczył??

      Usuń
  3. A gdzie można zamówić, w jakim wydawnictwie, "Podróże z Panem Tadeuszem"?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książka została wydana przez Stowarzyszenie Lokalna Grupa Działania Gościnna Wielkopolska w Pępowie www.goscinnawielkopolska.pl

      Usuń
    2. Dziękuję za informację.

      Usuń
  4. Nie przemęczyłam tego w szkole, wiadomo - lektura więc "be", zresztą wszystkie lektury były albo zbyt poważne, albo smutne albo umaralniające, i ciągle o jakiś patologiach, a przecież każdy ma swoją patologię w domu;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Eee, dla mnie to była kompletna egzotyka, jakieś patologie :)

      Usuń
    2. Jak powiedziałaby obecna młodzież: to była istna masakra ;)

      Usuń
  5. Ja rybę na parze robię w ten sposób, że owijam ją w folię aluminiową razem z warzywami i kładę na patelnie (najlepiej teflonowa lub ceramiczna), zalewam szklanką wrzątku i przykrywam szklaną pokrywką. Woda powoli odparowuje i w razie konieczności trzeba jej dolać. Takie warzenie trwa ok. 30 minut i wychodzi z tego smaczna rybka. Ja też oczywiście wolę w panierce, ale....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I to jest bardzo dobra podpowiedź, bo: pozwala mi wykorzystać niedawno nabytą patelnię, wszak dziś jej sens stanął pod znakiem zapytania :)

      Usuń
  6. Mam nadzieję, że książka się spodoba:) I dobrze, że opisana wyżej historia skończyła się happy endem:) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. Sfilmowano "Inną" - tu więcej - http://www.filmpolski.pl/fp/index.php?film=12347

    OdpowiedzUsuń