No, umówmy się - ja się Elvisem nigdy nie interesowałam 😁 Ale zostałam zapewniona, że to jego najlepsza biografia, więc przeczytać można.
Ale ciekawe jest tło całej historii, ta prowincjonalna (choć nie tylko) Ameryka lat 50-tych i 60-tych, ciekawe są opisy funkcjonowania showbiznesu, a już kompletnie abstrakcyjne życie Króla, otoczonego dworem i bez kontaktu z rzeczywistością. Biedny chłopak z nizin, który trafił na sam szczyt, ale nie umiał sobie z tym poradzić. Wydawał często więcej niż zarabiał, potrafił być niezwykle hojny (rozdał na przykład ponad sto samochodów, czasem zupełnie obcym ludziom, na przykład kobiecie spotkanej w salonie samochodowym), zatrudniał dziesiątki osób, zadaniem części z nich było jedynie dotrzymywanie mu towarzystwa. Nigdy nie dorósł, nigdy nie miał normalnego życia (zresztą nie mógł nawet wyjść "na miasto", bo by go fanki rozszarpały), a w wyniku faszerowania się gigantycznymi ilościami leków zmarł w wieku zaledwie 42 lat, biedny sukinsyn.
Początek:
Koniec:
Wyd. Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 2013, 464 strony
Tytuł oryginalny: Elvis. The Biography
Przełożył: Tomasz Szlagor
Z własnej półki
Przeczytałam 1 kwietnia 2024 roku
NAJNOWSZE NABYTKI
Wczorajszy wypad do Szyszkodara zaowocował czterema torbami z IKEI. Szybciutko je wypakowałyśmy i ustawiły w stosy w kuchni.
Od razu odłożyłam na bok te, które zaplanowałam przeczytać i potem też wynieść:
oraz te, które może sobie zostawię:
Z Komediantką to komiczna sprawa. Kilka miesięcy temu wyciągnęłam na wierzch domowy egzemplarz, że niby zaraz przeczytam - naszło mnie na przypominki, czytałam w liceum będąc. Tyle że ten egzemplarz w niewiadomych okolicznościach stracił okładkę. No a tu okładka jak najbardziej występuje, więc chyba je podmienię 🤣
Proces poszlakowy to jakiś PRL-owski kryminał, bierę.
Tak się nakręciłam, że spakowałam do siatki 10 lepszych sztuk z tych stosów i zawiozłam wieczorem do jednej z moich budek, a co, niech się ktoś ucieszy na święta 😁
A potem z tego wszystkiego (i jeszcze z tego, co brat naopowiadał*) rozbolała mnie głowa podczas oglądania Chirurgów, choć było z polskimi napisami, a nie tak hardcorowo, jak przy jednym odcinku niedawno, gdy były wklejone napisy greckie, a na to nakładały się znalezione napisy polskie i już człowiek nie wiedział, po jakiemu czyta😂 W każdym razie łeb mnie bolał przez całą noc, zwykła tabletka nic nie pomogła, a teraz o 11.00 wzięłam jeszcze Pyralginę i dalej nic, czyli dzień ewidentnie na straty. Dobrze, że zostało z wczoraj zupy dla Ojczastego, więc mu córka odgrzeje, gdy wróci z roweru, a ja tradycyjnie LEŻĘ. Skończyłam czytać Elvisa, zaczęłam Wiecha, brak mi planu na resztę dnia.
* o tym następnym razem, bo muszę to trochę przemyśleć

















































