niedziela, 23 grudnia 2012

Arkady Wasiljew : Poniedziałek - trudny dzień

Zapragnęłam lekkiej zabawnej lektury i nie zawiodłam się. Nie jest to oczywiście literatura na miarę Zoszczenki, ale sympatyczna powieść z życia sfer kierowniczych pewnego miasta, nazwanego symbolicznie Krajuchą.
Poznajemy je o poranku zwykłego roboczego dnia, kiedy tłoku jeszcze na ulicach nie ma. Kołchozowe samochody i trzy ciężarówki Rejonowej Organizacji Handlu dostarczyły już na rynek szczodre dary ziemi i przestały hałasować. Nad budzącą się Krajuchą cisza, skrzypnęły tylko drzwi izby wytrzeźwień, wypuszczając dwóch rzadkich gości i jednego stałego bywalca, byłego fryzjera, obecnie emeryta Safończykowa. Dyżurny milicjant spostrzegłszy, że Safończykow, podciągając w biegu czarne sztruksowe spodnie, pomknął swą zwykłą trasą na rynek - gdyż właśnie tam najwcześniej otwierano kiosk z piwem - ze złością zamknął za nim drzwi.
W centrum dozorcy polewają jezdnie i chodniki. Nad asfaltem, po słonecznej stronie, lekkimi obłoczkami unosi się para. Z ulicy Spalonej na główną wjechał zapóźniony przedstawiciel pewnego przedsiębiorstwa, ale słowiczy trel czujnego milicjanta zdecydowanie skierował go w objazd boczną trasą.
Z otwartych drzwi piekarni kusząco pachnie świeżymi bułkami i waniliowymi ciastkami. Ze stopni poczty zbiega wesoło gromadka dziewcząt-listonoszy - już czas roznosić wczorajsze gazety centralne i pachnący farbą dzisiejszy numer "Pracowitego Kraju"


Jest rok 1954. Wojna dawno minęła i każdy myśli o dniu dzisiejszym. Myślą o tym zwłaszcza rozmaici kierownicy różnego szczebla czyli taka małomiasteczkowa nomenklatura. Jest tego od zatrzęsienia: kierownik sekcji wyrobów garncarskich, kierownik sekcji naczyń szklanych i opakowań, zastępca przewodniczącego Miejskiej Rady Przemysłowej, naczelnik straży pożarnej, przewodniczący spółdzielni odzieżowej, kierownik wydziału oświaty ludowej, dyrektor zjednoczonych łaźni i pralni... Tytuły i funkcje mnożą się i ciągle trwają przetasowania.

Są jednak i tacy, którzy myślą nie tylko o dniu dzisiejszym, ale przede wszystkim o jutrze. Takim człowiekiem jest Jurij Andrejewicz Christoforow, dawny aferzysta, który w przedwojennych latach przebywał gdzieś za siedmioma górami na syberyjskich i dalekowschodnich obszarach. Dawni milicjanci opowiadają młodym, jak w ostatniej chwili uciekał przed nimi "człowiek czynu", zostawiając w różnych "zaopatrzeniach" i "zbytach" dokumenty stwierdzające, iż spisał na straty "zepsute w transporcie produkty", "koszty wedlug norm przewidziane", "ubytki poczynione przez gryzonie".
Christoforow ustatkował się, gdy przyszła na świat jego córka Zoja. Osiedlił się wraz z rodziną w Krajusze, żył z pensji w spółdzielni inwalidów, unikał na wszelki wypadek fotografowania się i wszystko byłoby dobrze, gdyby nie pewien wyjazd służbowy do Leningradu. Tam napatrzył się co nieco na różne "interesiki" i postanowił takowy rozwinąć również w Krajusze. Założył mianowicie Tonap czyli Towarzystwo Udziałowe, do którego skaptował ludzi mających pewne możliwości dokonywania lewych interesów. Christoforow odłożył już w skrytce na strychu ponad dwa miliony rubli i marzy o starości w willi na Krymie. Tymczasem jednak do miasta wróciła niezwykle ideowa Maria Antonowna Korolkowa, wdowa po zasłużonym komuniście i zachodzą pewne obawy co do możliwości kontynuowania procederu. Trzeba działać!

Autor nie szczędzi drwiny biurokracji i jej wynalazkom, działaczom zarówno wysokiego jak i niskiego szczebla. Ostrze satyry wymierza także przeciw "świętym" środowiskom literatów, krytyków, malarzy i innych artystów.
Trzeba przyznać, że w Krajusze nauczono się teraz odpoczywać. Kilka lat temu dominującą formą odpoczynku był odczyt: "Rola konkretnej jednostki w historii", z pokazem epokowych, biograficznych filmów. Obecnie ten smutny okres jest poza nami, a krajuszanie mają różnorodne rozrywki. Na przykład bezpłatny wstęp do parku, gdzie robotnicom pokazuje się propozycje domu mody: kostium do samochodu czy suknia popołudniowa :)

Notka biograficzna autora z tyłu okładki (chyba nic więcej w Polsce nie opublikował):

W egzemplarzu kupionym na allegro znalazła się taka dedykacja:
Aż boję się pomyśleć o tym trudzie i wysiłku, pomyślcie tylko! Skoro tak to podkreślono w dedykacji...
Przeczytałam 23 grudnia 2012.

Kącik cytatów czyli rozwijamy się
Żona Christoforowa potrafiła kiedyś nie skrzywiwszy się wychylić szklankę wódki i zakąsić zwyczajem iwanowskim "manufakturą", tj. wycierając usta rękawem bluzki.
O takiej zakąsce nie wspominał chyba nigdy Wieniczka :)

W lewym górnym rogu okładki jest jakieś logo - człowieczek w nawiasach - nie znam takiej serii. To wydawnictwo Książka i Wiedza, 1963 rok.


Zainspirowana atmosferą letniego poranku z książki, sięgnęłam - po raz... czwarty chyba :) - po Ja szagaju po Moskwie /Chodząc po Moskwie z 1963 roku, w reż. Gieorgija Danieliji.

Я шагаю по Москве
/Należy wejść na YT i tam po prawej stronie wybrać z listy tytułów powyższy, bo to cały zestaw jest i widzę, że tu cośkolwiek nie ten pokazuje/

Cudowna opowieść z mitycznych lat sześćdziesiątych, o ludziach, których już nie sposób odnaleźć inaczej jak w filmie i literaturze. Wspaniały spacer po Moskwie, która jest głównym bohaterem filmu.
Właśnie do tej Moskwy przyleciał (przejazdem) młody początkujący pisarz z Syberii, Wołodia.
Wstaje piękny letni dzień. Na lotnisku Wołodia spotyka dziewczynę beztrosko podśpiewującą coś sobie:
Czeka na męża. Wszystko między nimi dobrze się układa. Wołodia pyta powątpiewająco, czy tak się zdarza.
- Bywajet, bywajet. Jeszczo kak bywajet.
Tymczasem Kola właśnie kończy nocną zmianę na budowie metra.
To rodowity moskwiczanin. Gdy spotkają się w tramwaju, gdzie Wołodia dopytuje o drogę, Kola zabierze go ze sobą.
Na Patriarszych Prudach pies rozszarpał Wołodii nogawkę spodni. Zabawna scena, gdy chłopcy szukają właścicielki psa w cerkwi, bo pionier, któremu dała psa do potrzymania, tam nie wejdzie: jest ateistą :)
Wołodia właśnie opublikował opowiadanie w czasopiśmie Junost i zamierza odwiedzić redaktora, który zainteresował się jego twórczością. Najpierw jednak zostawi tobołki u przyjaciół. Kola tymczasem planuje pospać po nocnej zmianie. Wkrótce jednak Wołodia pojawia się ponownie: znajomych nie ma w Moskwie. Siostra Koli zaszywa mu porwane spodnie.
Z kolei odwiedza Kolę przyjaciel Sasza - ma się właśnie żenić, a tymczasem dostał bilet do wojska. Prosi Kolę o interwencję w jego sprawie w WKU - sam jest zbyt nieśmiały.
Sasza bez przerwy wydzwania do narzeczonej Swietłany, upewniając się, że go kocha:
Na ślub potrzebny jest ciemny garnitur, młodzieńcy udają się do GUM-u na zakupy. Tam, w dziale płyt gramofonowych, odwiedzają Alionę, w której od pewnego czasu podkochuje się Kola, ale dopiero teraz nabiera śmiałości, by ją zaczepić.
Kola zaprasza dziewczynę na wesele Saszy, przedstawia jej Wołodię.
Potem Kola z Wołodią idą do pisarza - przyjmuje ich froterujący tam podłogę służący, który podaje się za gospodarza i zaczyna wygłaszać swe sądy i opinie o literaturze - świetny w tej roli Władimir Basow.
Sasza w wyniku pewnych nieporozumień postanawia jednak natychmiast wyjechać do wojska i nigdy się nie żenić, idzie nawet ostrzyc się na łysą pałę.
Pod wieczór zarówno Kola jak i Wołodia - niezależnie od siebie - szukają Aliony:
W trójkę uczestniczą w rozrywkach w Parku Kultury, ale to między Wołodią i dziewczyną rodzi się nieśmiałe uczucie, Kola zostaje odstawiony na bok:
Kolia popisuje się przed Alioną zdolnością hipnotyzowania i taki zahipnotyzowany mężczyzna oskarża potem chłopców o kradzież:
Tymczasem Aliona śledzi prawdziwego przestępcę i doprowadza do jego aresztowania:
Wyjaśniwszy całe nieporozumienie na milicji, nasza trójka udaje się na zapowiedziane wesele Saszy. Tymczasem okazuje się, że Sasza zrobił z siebie głupka, a Swietłana obraziła się i nie odbiera telefonów:
Niedoszli goście weselni tańczą na podwórzu kamienicy :)
Na szczęście Koli udaje się zażegnać kłótnię.
Nadszedł moment odjazdu Wołodii. Młodzi odprowadzają go na stację metra, jadącego na lotnisko, Aliona wsiada w wagon jadący w przeciwną stronę, by wrócić do domu, a Kola - cóż - musi jechać do pracy na kolejną nocną zmianę.
Odchodząc zaczyna podśpiewywać.
Funkcjonariuszka groźnie strofuje Kolę, że krzyczy.
Z pobłażliwym usmiechem Kola wyjaśnia, że tylko śpiewa.
To najsłynniejsza scena z filmu i chyba najbardziej znana radziecka piosenka filmowa.


Бывает все на свете хорошо
В чем дело - сразу не поймешь
А просто летний дождь прошел
Нормальный летний дождь
Мелькнет в толпе
Знакомое лицо
Веселые глаза
А в них бежит
Садовое кольцо
А в них блестит
Садовое кольцо
И летняя гроза
А я иду, шагаю по Москве
И я пройти еще смогу
Соленый Тихий океан
И тундру, и тайгу
Над лодкой белый
Парус распущу
Пока не знаю с кем
А если я по дому загрущу
Под снегом я фиалку отыщу
И вспомню о Москве

A wszystko z lekkością, urodą, wdziękiem, piękny liryczny portret miasta i jego mieszkańców. Wspaniali młodzi aktorzy: Nikita Michałkow w roli Koli, idealnie mu leżącej czy Galina Polskich jako Aliona. Piękna poetycka scena deszczu i dziewczyny idącej boso, wokół której wiruje na rowerze zaciekawiony chłopak.


Na koniec tego przydługiego postu :) pora na życzenia (klikamy na zdjęcie) dla moich szanownych Czytelników.

13 komentarzy:

  1. Dziękuję za życzenia - Wesołych Świąt!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja również dziękuję za życzenia. Cudownych Świąt Bożego! Wracaj zdrowa i szczęśliwa. Magda

    OdpowiedzUsuń
  3. Bożego Narodzenia oczywiście.M.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  5. Powinszowania świąteczne, wszystkiego dobrego w Nowym Roku :)
    Tutaj już bardzo lakoniczne, by patiencji WP nie nadwyrężać ;)

    Twój blog o książkach to chyba najlepszy z moich grudniowych-gwiazdkowych prezentów !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano właśnie, jak już to wypłynęło - niedawno odwiedzam, ale zwróciłam uwagę, że bloga masz nietypowego, co przykuwa uwagę i wciąga.
      Zazdroszczę aż (niezawistnie). :)

      Usuń
    2. Dziewczyny, nie rozpuszczajcie mnnie tak :)

      Usuń
  6. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  7. Dziękuję wszystkim za życzenia!
    Na szczęście święta już za nami właściwie :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ksiązki nie znam, ale film pamiętam.Chodząc po Moskwie oglądałam mnóstwo lat temu.)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja jakoś dokładnie wyparłam z pamięci radzieckie filmy oglądane w młodości :)

      Usuń
  9. usłyszałam właśnie w Trójce "Ja idu szagaju po Moskwie" i od razu myśl ma poszybowała tutaj :-)
    jak tylko wygospodarować ten czas...?!

    saxony3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie, ten czas... chętnie bym znów obejrzała, cóż kiedy setki innych, jeszcze nieoglądanych czekają...

      Usuń