sobota, 29 grudnia 2012

Michaił Bułhakow - Mastier i Margarita

O czym jest Mistrz i Małgorzata, pisać nie będę. Bez przesady :) Toż nawet Wikipedia treść opowie.
Po raz drugi przeczytałam powieść w oryginale. Za pierwszym razem w strachu, czy podołam :)
Siedzę tu i dumam i dochodzę do wniosku, że nie potrafię nic napisać o swojej ulubionej książce! Ona jest za WIELKA dla mnie - w sensie, że albo pisać prawie drugą powieść na jej temat :) albo nic. Gdy czytałam ją w czasach studenckich - egzemplarz ówczesny zabrał potem mój Ślubny w ramach podziału dóbr, fakt, że to on go kupił i mi podsunął - doceniłam tylko wątek współczesny. Część dotyczącą Jeszui i Poncjusza Piłata przelatywałam zaledwie...
Odkupiłam sobie wydanie Czytelnika z 1988 roku, z paskudną okładką, no ale takie się trafiło, nie było co wybrzydzać. Nie to co teraz, widziałam w Matrasie nawet jakąś luksusową wersję, ale pozostanę już skromnie przy tym co mam, wszak nawet Woland na bal wyszedł w starym podartym chitonie :)
Przy kolejnej lekturze nabrałam upodobania do części starożytnej, doceniłam finezję, z jaką Piłat zorganizował "ochronę" Judasza...
Pozostało mi jeszcze polubić scenę balu. No do niej jednej nie mogę się przekonać. Wynika to zapewne z faktu, że s-f jest mi kompletnie obce i nie po drodze.
Marzy mi się podróż do Moskwy, spacer po Patriarszych Prudach, Gribojedow... a właśnie, od lat chciałabym też przeczytać tego słynnego Gribojedowa, ale jakoś się nie składa.

Kącik cytatów czyli rozwijamy się
Behemot - jak wiadomo - ruszył w wędrówkę po Moskwie dzierżąc pod pachą prymus.
- Nikomu nie przeszkadzam, nikogo nie ruszam, reperuję prymus.
Nie wzruszyło to enkawudzistów, którzy rozpoczęli palbę - bezskuteczną, jeśli chodzi o całość skóry Behemota, za to niezwykle bogatą w następstwa pożarowe - ale czegóż się spodziewać po nieczystej sile.
- A może ja mam pełen prymus waluty? - pytał retorycznie Behemot przy drzwiach Torgsinu.
Prymus wygląda tak:
Jak nam wyjaśnia rosyjska Wikipedia, prymus był szczególnie popularny w komunałkach, gdzie każdy trzymał we wspólnej kuchni swój i na nim gotował.
A' propos jeszcze Torgsinu - to był taki radziecki Pewex.
Tu mamy budynek moskiewskiego Torgsinu w 1931 roku, tam pewnie Behemot łykał mandarynki, a Korowiow podburzał naród demagogicznymi wywodami.
/zdjęcie z Wikipedii/

Przeczytałam 28 grudnia 2012.

Oczywiście nie obyło się bez przypomnienia sobie serialu.
Film jest dostępny w całości na YT:

Nie spodobał mi się za pierwszym razem. No jakżeż to żeby Woland był taki stary, skoro Bułhakow określa jego wygląd na czterdzieści parę lat! A potem się rozsmakowałam. I chapeau bas dla Olega Basiłaszwili. Potem jeszcze obejrzałam wcześniejszą wersję filmową z 1994 roku, z Walentinem Gaftem jako Wolandem, i ta z kolei mi nie przypadła do gustu. Widać ze mną jest tak jak w Rejsie: lubimy tylko te piosenki, które znamy :)

W piątkowy wieczór przyszła ostatnia w tym roku przesyłka z allegro.
Zaczęło się wszystko od tego Głodomorka z lewego rogu, resztę dokupiłam dla towarzystwa. A po zakupie okazało się, że jedna książka wyparowała sprzedawcy, więc na jej miejsce wzięłam Olczaka do kolekcji, bo coś tam już mam i czytałam.
Myślałam, że to koniec na ten rok, ale dziś rano wstaję, a tu z allegro mi donoszą, że jest w sprzedaży szósty tom Dziejów teatru w Krakowie, nowiusieńki świeżusieńki. Tom się pozbierała i pojechała do Księgarni Pod Globusem (bo to Wydawnictwa Literackiego). A nawet wytargowałam rabacik 10% :)
Książka sakramencko droga - 69 zł - ale nie dam się już nabrać, jak z piątym tomem Dziejów Krakowa, kiedy to chodziłam koło niego, chodziłam, czekałam, aż stanieje - a tu go wywiało ze sprzedaży i teraz, gdy się pojawia na allegro, chodzi po 3 stówki.
Leciałam świńskim truchtem dlatego, że już zawiesiłam działalność na styczeń, więc fakturę (koszty! koszty!) musiałam mieć jeszcze w grudniu. No nie wytrzymałabym czekać do lutego przecież! A tak już go sobie głaszczę i myślę, co zdjąć z półki, na której stoją pozostałe tomy tej serii, żeby całość była razem.
Mam jeszcze jedno wielkie marzenie dotyczące cracovianów, ale ono się nie spełni za mojego życia, jak sądzę. Chodzi o Katalog Zabytków Sztuki. Do tej pory wyszedł Wawel, kościoły Śródmieścia, Zwierzyńca, Kleparza i Kazimierza, zabytki żydowskie Kazimierza, mury obronne, Planty i Rynek. Gdybyż tak Podgórze, gdybyż tak Piasek, Wesoła, gdybyż tak kamienice choćby Śródmieścia na początek... ech, rozmarzyłam się.

To żegnając się z Wami - do poniedziałku, jak sądzę, wszak została mi jeszcze jedna ksiażka z planu grudniowego - zaapeluję jeszcze do tych, co z Krakowa: koniecznie wybrać się na wystawę Witolda Chomicza do Muzeum Narodowego:
Znakomity grafik (1910-1984), związany z Krakowem, co mocno odzwierciedliło się w jego twórczości, zwłaszcza tradycje i obrzędy krakowskie. Piękne są na przykład projekty witraży do Collegium Novum. Dla nas, miłośników książki, szczególnie cenna jest jego grafika książkowa - Chomicz był związany z Rycerskim Zakonem Bibliofilskim. Zabawny jeden z własnych ex-librisów: szczur wymachujący pistoletem, a drugi właśnie wyjmujący z olstrów, a pod tym napis: Ex-libris Witolda Chomicza - książek nie pożycza.
Wystawa jeszcze tylko jutro!
Ale ale - bo bym zapomniała - Muzeum Narodowe oferuje wolny wstęp przez najbliższy miesiąc na wszystkie wystawy!

25 komentarzy:

  1. Jestem w trakcie lektury, ale muszę mieć w domu spokój, by zagłebić się w tę książkę. Czas okołoświąteczny temu nie sprzyja.Mam wydanie nowe, na okładce fragm. plakatu Pągowskiego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W gruncie rzeczy należałoby ją czytać właśnie w okresie świątecznym - ale tym wielkanocnym, żeby być zgodnym z czasem akcji :)

      Usuń
  2. Czytałem dwa razy, za każdym razem z tą samą opinią, że to bardzo dobra książka, której jednak do końca nie umiem docenić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To już pewnie z tym zostaniesz :)
      Tak to zazwyczaj jest, że albo się zakochasz od pierwszego wejrzenia... albo nie :)

      A masz książkę, o której z pewnością 100% możesz powiedzieć, że to Twoja najulubieńsza?

      Usuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Można jednak uznać, że zarówno po jednym jak i po drugich pozostają trupy...

      "Zapiski na mankietach" też się dostały Ślubnemu w podziale... i jakoś do tej pory nie odkupiłam. A czytałam wtedy, wieki temu, w studenckich czasach. Chętnie bym do nich wróciła.

      Zaś z "Białą Gwardią" poznałam się stosunkowo niedawno. Dużo osób twierdzi, że to lepsze literacko od M&M. Owszem, świetne, ale mojego sentymentu do M&M nic nie zmoże :)

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

      Usuń
    3. Masz rację z klimatem Czechowa :)
      Co jednak nie może być zarzutem! (może?)

      Mnie się ten klimat podobał... i potem te sceny już czysto wojenne... i film lubię!
      Właśnie taka inteligencka rodzina wplątana w koło historii...

      A że ulubiona sztuka Stalina? Cóż, "Faraona" też lubił :)

      Ja bym Ci radziła spróbować po polsku przeczytać jednak!

      A ja - przy całym moim uwielbieniu dla M&M - nigdy nie wgłębiałam się w szczegóły biografii Bułhakowa. Czy w POslce wyszła jakaś książka na ten temat?

      Usuń
    4. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

      Usuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No więc tak: filmu "Morfina" nie tylko nie widziałam, ale - okazuje się - nawet nie mam! Co za niedopatrzenie!

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

      Usuń
  5. Dzięki za cynk o wystawie Chomicza! Wybiorę się! Choćby po to, aby zobaczyć jeden z ex-librisów: szczur wymachujący pistoletem!:) Uwielbiam grafikę książkową!
    Pozdrawiam u progu Nowego Roku,
    szczurek:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Życzę miłego oglądania. O Tobie właśnie myślałam przy pisaniu :)

      Usuń
  6. "Mistrza i Małgorzatę" czytałam w liceum i chyba czas na powtórkę, aby dowiedzieć się czy można się tak zachwycać. Jakoś mnie wtedy nie urzekło. Bardziej podobał mi się wówczas Hemingway i "Komu bije dzwon". Pewnie dziś było by na odwrót.
    Zakupy jak się patrzy!
    Tak w ogóle może wyskrobałabyś posta dotyczącego Twoich zasobów książkowych o Krakowie? Zapewne o wielu pozycjach bym nie słyszała.

    pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

      Usuń
    2. Przypuszczam, że wątpię. Montgomerry miała chyba na myśli okres w życiu.

      Usuń
    3. >Montgomerry
      Pomysł niczego sobie... tylko nieco skomplikowany w realizacji.
      Albowiem, gdy zerknęłam do swojego katalogu książek (ciągle niekompletnego), pod etykietą CRACOVIANA znalazłam 656 pozycji :)))
      Oczywiście część z nich to na przykład powieści (typu "Disneyland" Dygata) z akcją w Krakowie i te odpadają, ale ciągle zostaje sporo :)

      Zastanowię się, jak to zrobić.

      PS. A ja jakoś nigdy nie zachwyciłam się "Komu bije dzwon". To znaczy raz przeczytałam i nie zachwyciłam się i więcej nie próbowałam, ale od jakiegoś czasu myślę nad tym :) Za to uwielbiałam "Pożegnanie z bronią" - ta love story bardziej mi przypadło do gustu :)

      Usuń
    4. Ja chciałabym sobie skopiować (li i jedynie do prywatnego użytku) Twoje wpisy o cracovianach, tzn. tę pięćdziesiątkę, którą tutaj widzę. Jeśli nie pozwolisz, to nie wiem...
      ;)

      Usuń
    5. A kopiuj sobie co chcesz, moja droga :)

      Usuń
  7. Czytałam jakieś 7 razy. Albo 9. Albo więcej :)
    Nigdy jeszcze nie czytałam w języku oryginału, moje marzenie. A nawiasem mówiąc - które tłumaczenie polecasz?

    Widziałam spektakl w teatrze tel. (z Holoubkiem, Dymną), ale to nie to... Już lepiej wspominam spektakl w którymś z warszawskich teatrów (to było sto lat temu, więc nie pamiętam dokładnie) - Wolanda grał Wakuliński.

    OdpowiedzUsuń
  8. A ja znam tylko jedno tłumaczenie: Lewandowskiej i Dąbrowskiego. Zdaje się, że na Rajskiej jest jeden egzemplarz z innym, ale nie udało mi się do tej pory na niego natrafić.

    A ja z kolei widziałam (świetne!) przedstawienie lalkowe W "Grotesce".

    OdpowiedzUsuń
  9. Wydaje mi się, że jest jeszcze tłumaczenie Andrzeja Drawicza, ale nigdy nie czytałam.

    PS
    Zaczęłaś cracoviana! Idę czytać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem tylko, że istnieje wersja już bez cenzury.

      Usuń