niedziela, 10 marca 2013

Mariusz Wilk - Dom nad Oniego


Jest to mój pierwszy kontakt z panem Wilkiem, który mieni się być pisarzem, a nawet z Gombrowiczem się porównuje i z Hemingwayem. Jak wynika z okładki i skrzydełek Domu nad Oniego, istotnie to i owo opublikował.







Jak już wiemy z powyższej zajawki, rzecz traktuje o pobycie pana Wilka w Karelii, gdzie nabył dom i żyje zgodnie z rytmem przyrody. Jedyną zmianą jakiej dokonał, było doprowadzenie do posiadłości prądu, co wymagało nie lada zachodu, zważywszy, że lud miejscowy co prawda jest w znakomitej większości bezrobotny, jeśli nie żyje wręcz z rent czy emerytur, ale rąk do pracy tam nie znajdziesz: mużyki albo są w zapoju albo mają inne sianokosy. To samo zresztą dotyczyło odbudowy zrujnowanego pieca czyli pieczy, podstawy życia zimą na Północy.

Autor nieustannie posługuje się słownictwem rosyjskim, nie branym jednak w cudzysłów, ale żywcem transplantowanym do mowy polskiej. Kwestia języka wydaje mi się dość istotna: bo jest tu jeszcze denerwująca maniera wtrącania takich archaizmów, jak nieustanne zali, jeno, ninie, niewiada czemu, najsamprzód, kromie, jął. Przy czym używa ich nie tylko sam Wilk, ale również jego goście czy autorzy lektur - naturalnie w ujęciu autora. To jedno. A drugie? Te rusycyzmy. Wynotowałam sobie podczas lektury kilkanaście wracających jak bumerang: noga stała jak nowa, przekrasna, trachnęła się, w krasnym kącie, głubinka (Rosji), zżegali, kartoszka, pobieżał, dokazać (w sensie udowodnić), nadojadła, był praw, znachodzi, uznawać rośliny (w sensie rozpoznawać), gotuje flance (w sensie przygotowuje), dzierżyć rytm, do zadrania głowy, ostała się, nie wodzili ekskursji, sam uznałem, um z głowy, krasota, dowierzyła, do jutra się do was nie dobierzemy.

Ja rozumiem oderwanie już 20-letnie od Ojczyzny i rodzimego języka w przypadku zwykłego człowieka, funkcjonującego w obcym środowisku i powoli tracącego kontakt z językiem, ale nie rozumiem tego w przypadku kogoś, kto się mianuje PISARZEM czyli osobą, dla której właśnie JĘZYK jest tym codziennym warsztatem, przy którym pracuje i którego mu zatracić nie wolno!

Kolejna sprawa (wygląda na to, że do książki mam same zarzuty). Jest to DZIENNIK. Dziennik czyli sposób utrwalenia własnej rzeczywistości, jak sam Wilk pisze. Dziennik dedykowany Natalii. Natalia pojawia się w dzienniku obejmującym trzy lata życia nad brzegiem jeziora Oniego - chyba sześć razy. Jej obecność tutaj związana jest z codziennymi gospodarskimi czynnościami: albo płucze pranie w przeręblu albo miele ziarno na chleb i chmiel na drożdże do ciasta uprawia przy domu albo biegnie na nartach do posiołka (o, kolejny rusycyzm) po zakupy i na pocztę albo plewi grzędy z chwastów. Raz zabiera głos, poetycko opisując jezioro w śnieżnej szacie, a raz robiąc jakieś seksualne skojarzenie o ptakach powracających. To jest cała rola KOBIETY w życiu i w domu autora. Nie chciałabym być źle zrozumiana: nie chodzi mi o to, że powinien Wilk z detalami opisywać swe życie małżeńskie - ale towarzyszce życia wypadałoby chyba poświęcić nieco więcej miejsca, jeśli oczywiście więcej tego miejsca w jego życiu ona zajmuje... nie wydaje mi się ona PARTNERKĄ... a jeśli tak, to i on PARTNEREM nie jest. Źle mi się jako mężczyzna pan Wilk prezentuje.

Powiedzmy, że to detal, skoro rzecz tak czy siak ma być reportażem. Ale on się składa cały z takich denerwujących detali. Słynny fragment dotyczący Biesłanu, gdzie Wilk kompletnie lekceważy cała tragedię. Pełne pogardy słowa dla Kurczab-Redlich czy Politkowskiej. Nie dotyczy to tylko kobiet zresztą, po prostu te nazwiska znałam, więc zapamiętałam, ale on krytykuje bezlitośnie każdego, kto mu się z drobnym błędem pod rękę nawinie. Pewien własnej nieomylności.
Rzecz dla ludzi o mocnych nerwach, potrafiących wiele wybaczyć :)

Co poza tym? Smutek. Z obrazu wywołanego tą książką wynika, że kraina to skazana na zagładę. Zarówno ludzie, rozpijaczeni przez Związek radziecki i czasy postsowieckie, jak i przyroda, najpierw gwałcona za ZSRR, a teraz przez kapitalistyczny wyzysk surówców naturalnych.

Wyd. NOIR SUR BLANC Warszawa 2012, wyd.II, 204 strony
Z biblioteki na Studenckiej
Przeczytałam 9 marca 2013.

30 komentarzy:

  1. O, ja też niedawno zapoznałam się z "Domem nad Oniego" pana Wilka : )

    Wtrącanie archaizmów mnie też denerwowało. Też nie rozumiem takiego zachowania u kogoś, kto mianuje się pisarzem. I jeszcze w jakimś momencie Wilk wyznał, że nie umie pisać ręcznie, że bez klawiatury komputerowej sobie nie radzi. To wyznanie mnie wkurzyło, bo u wielu dorosłych osób widzę zanik umiejętności ręcznego pisania. Kto jak kto, ale człowiek interesujący się literaturą powinien umieć ręcznie pisać :(
    Słowa o tragedii w Biesłanie także mnie zirytowały. I jeszcze nieprzyjemne uwagi o grubych ludziach. "Nie ufam mężczyznom o damskich kształtach" - napisał coś w tym stylu Wilk.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to pisanie na komputerze było głównym argumentem za doprowadzeniem elektryczności... bo już na przykład jakaś pompa, żeby Natalia nie musiała w przeręblu bielizny płukać - to nieeeeeee.

      Usuń
    2. A mnie się podoba:) Nie irytują mnie archaizmy i rusycyzmy ani słowotwórstwo. Lubię jak pisarz bawi się słowami i robi to z talentem. Świetnie się czyta a jeszcze poetyckość jego opisów robi wrażenie. Fajnie że jeszcze dzisiaj ktoś tak pisze korzystając ze wspaniałych wzorców (Hemingway, Gombrowicz). Nie oznacza to, że zgadzam się ze wszystkim o czym pisze Pan Wilk. Ale to jego dziennik:) Stosunek do kobiet (przenikający na wskroś z kart książki:) też mi się nie podoba, faktycznie jest typowo samczy:) a już jego Natalia faktycznie ukazuje się wyłącznie jako "tania siła robocza":) Książka warta polecenia. Mnie brakowało w książce zdjęć - przyrody, ludzi, miejsc o których pisał. Szkoda bo dobre zdjęcia wzbogaciłyby publikację.

      Usuń
  2. Nie znam i pewno jednak nie poznam. a on to jakiś pro putinowski, skoro mu wyrzucasz i Biesłan i te znane kobiety.)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. Nie będę się katować.)

      Usuń
    3. Jak powiedziałam, rzecz dla cierpliwych :)

      Usuń
  3. Czytałam tylko "Lotem gęsi", ale tam tez mnóstwo rusycyzmów i raczej stroni od życia prywatnego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja rozumiem, że ktoś stroni od życia prywatnego w swojej twórczości. Ale w dzienniku? Albo niech ta Natalia w ogóle zniknie albo niech nie pojawia się jedynie w charakterze służącej.

      Usuń
  4. Azali 'skazałaś' (w znaczeniu rzekłaś) niewiasto :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taka to już krasota tej twórczości :)

      Usuń
  5. Czytałem wieki temu "Konspirę" - nic specjalnego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś publikowała te swoje zapiski w Rzepie, już nie pamiętam , którąś część, zasypiałam nad tym.

      Usuń
    2. Ja rozumiem, że ta Konspira właśnie to jego legitymacja do zawodu pisarskiego?
      Hm.

      Usuń
  6. Czytałam tylko "Wilczy notes" i na tym poprzestałam, ale Bazyl nie poprzestał i przeczytał też "Wołokę" i tam znalazł wyjaśnienie autora dotyczące języka. Proszę linka:
    http://bazyl3.blogspot.com/2008/11/wooka-mariusz-wilk.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze mówiąc, żadne to dla mnie wyjaśnienie. Kto się rosyjskiego nie uczył, nie będzie wiedział, co znaczy trachnęła się, niech on już jakiejś śmiesznej ideologii do tego nie dopisuje.
      Nie mam nic przeciwko wtrącaniu obcych słów w reportażowych książkach, to w pewien sposób uwiarygadnia opowieść... ale niech to będzie kursywą i może wyjaśnione w przypisach... nie wszyscy władają językami.

      Usuń
  7. Dziewczyno może poczytaj Plastusiowy pamiętnik? Może coś z niego wyniesiesz

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za cenną sugestię. Gdybym miała w domu, natychmiast bym się za niego zabrała :)

      Zgodzimy się chyba jednak co do tego, że każdy ma prawo do własnej opinii, prawda?

      Usuń
  8. Doczytałem do momentu kiedy zaczął chwalić Putina... Wtedy zamknąłem książkę i wyrzuciłem do kubła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sympatie polityczne - kwestia gustu :) gorzej, że więcej rzeczy niestrawnych...

      Usuń
  9. str. 77
    ...
    "Na gałęzi siedzi wrona z serem w dziobie. Pod drzewem lis.
    -Ej, wrona. Będziesz głosować na Putina? - Wrona
    milczy.
    -Co ty, nie słyszysz? Pytam, będziesz głosować na Putina
    czy nie? - Wrona milczy.
    -Ty, tam - głos lisowi stwardniał - pytam po raz ostatni,
    będziesz głosować na Putina?
    -Tak- warknęła wrona i ser jej wypadł z dzioba. Lis
    schwycił ser i uciekł. Wrona mruczy do siebie:
    - Powiedziałabym "nie" i na to samo by wyszło."

    Ostro oceniasz Wilka. Dzięki, że przynajmniej argumentujesz swoje oceny.
    Nie każdy prostymi ścieżkami chadza :-)
    Jego książki (dzienniki?),to takie ściażki, "tropy". Często o tym wspomina. Zrazu :-) wyraźne i szerokie, nagle gdzieś giną lub wracają do punktu wyjścia. (Być może to cytat był.)
    Dlatego dziennik/tropa nie musi być koniecznie chronologicznym, pełnym opisem rzeczywistości/życia.
    Rusycyzmy...gdy czyta się, kolejną (jego) książkę, to już się ich nie zauważa, Podobnie z archaizmami, są tam bo autor żyje w lekko archaicznym świecie. Przypuszczam, że gdyby pisał o współczesnej Moskwie, to pewno by ich nie używał.

    Spróbuj przeczytać wspomnianą "Wołokę" Najlepiej z dobrą mapą w ręku. Moim zdaniem najlepsza z książek Wilka.

    pozdrwiam
    też Mariusz

    ps

    A co z sytuacją gdy Natalia, nie życzyła sobie "obecności" w dziennikach?
    To jest "Dom nad Oniego" a nie Dom nad rozlewiskiem...










    OdpowiedzUsuń
  10. Zrozumcie młodzi ludzie że za czasów tzw. komuny w szkole uczono porządnie. Te wszystkie słowa naywane przez was rusycyzmami były obecne w naszej literaturze nadawły jej kolorytu. Język to nie tylko kilka prostych słów i skrutów :-)

    OdpowiedzUsuń
  11. Czytam Wilka od początku jego przeprowadzki na Północ, to jest od Wilczego notesu. Nie wydaje mi się, aby mienił się on pisarzem, publicystą, dziennikarzem, kronikarzem, korespondentem... To jest Człowiek przez duże Cz, który wybrał sobie taką, a nie inną drogę życiową. Czasami wydaje mi się, jakby był pigmejem,o d do któregomu wchodzi kamera i wszystko przedstawia takim, jakie jest. A jest to wszystko obce, nieznane, dzikie nawet. Rusycyzmy są dla Wilka chlebem powszednim, więc ich używa, tak jak raper wulgaryzmów, i trzeba to zaakceptować albo po prostu przetać Wilka czytać. Bo nie o pisanie i styl w tym wszystkim chodzi, ale o Drogę, którą sobie w życiu wybrał. I niewiele jest niestety osób, które potrafią to zrozumieć, kiedy każdy myśli tylko o tym, aby szybciej, aby więcej, aby prędzej...
    ewentualną korespondencję proszę na leomagic@wp.pl

    OdpowiedzUsuń
  12. a ja przeczytałem, czytam następne a w przyszłym roku spędzę miesiąc na rowerze oglądając miejsca pobytu p. Wilka w jego tropie po kanale białomorskim

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeczytałam wszystko p. Wilka i wyglądam każdej następnej jego książki z niecierpliwością. Podziwiam za odwagę wyboru takiego życia. Wolność bytu, to i wolność języka. Nie ze wszystkimi sądami się zgadzam, ale z przyjaciółmi też nie powtarza się zgodnych poklepywanek - tylko się szanuje ich odrębności. A do kosza to wyrzuciłam książkę p. Masłowskiej - za język właśnie i utratę cierpliwości w poszukiwaniu jakiejkolwiek myśli..

      Usuń
  13. Jakie miałkie, trzeciorzędne i nieistotne zarzuty formułowane są w recenzjach tych wszystkich pań czy panienek recenzujących Wilka. A ile przy tym freudowskiego zacięcia pozwalającego im odczytać jaki jest jego stosunek do Natalii. To już wyższy stopień oświecenia, który może zapewnić jedynie gender studies. A że jego język jest znacznie bogatszy niż dominujący czyli używany obecnie powszechnie w mejlach –chwała mu za to. Jestem wdzięczny, że przypomina mowę ojców naszych i wzbogaca ją o słowa starosłowiańskie, tu rusycyzmami nazwane. Dla mnie prawdziwe rusycyzmy, to zwroty które krążą powszechnie w naszej mowie choć z polskimi słowami, w rodzaju kupiłam dla ciebie, zamiast tobie, czy użyte w recenzji ”pełne pogardy słowa dla... „ zamiast o...
    Jestem pełen uznania i podziwu dla drogi życiowej i pisarstwa pana Mariusza Wilka.

    OdpowiedzUsuń
  14. paniał wszystko, a teraz ubieżam na kusztkę. d zawtra-baj

    OdpowiedzUsuń
  15. Poloczki rusofoby, gdzie wam tam do Wilka.

    OdpowiedzUsuń
  16. Pisząc recenzje zwłaszcza o aspekcie języka danej książki trzeba mieć najpierw minimalna wiedzę ogólną, choć oczekiwałoby się szerokiej o idiolekcie autora. Cóż nie jest to dla mnie fachowa recenzja a jedynie opinia, do której prawo ma każdy.
    Ja miałam to szczęście analizować długie miesiące język Wołoki i Tropami Rena polecam

    OdpowiedzUsuń
  17. Moje notki nigdy nie były, nie są i nie będą recenzjami, chcę to podkreślić, żeby uniknąć nieporozumień. To tylko wrażenia z lektury zanotowane przez dyletanta :)

    Mam szacunek dla wszystkich pasjonatów pisarstwa pana Wilka - zwłaszcza tych nie narzucających innym własnych opinii. De gustibus...

    OdpowiedzUsuń