czwartek, 21 marca 2013

Pola Gojawiczyńska - Dziewczęta z Nowolipek


Ominęła mnie Pola Gojawiczyńska w pierwszej połowie mego żywota, ale pojawiła się w drugiej, gdy szukałam rozpaczliwie książki odpowiedniej do marcowego wyzwania Trójki e-pik w temacie książka, której bohaterkami są kobiety (nie jedna, lecz kilka). Oto ona, nasza dzisiejsza bohaterka:

/skan z książki/

Okazało się, że bardzo niesłusznie Polę do tej pory pomijałam (sorry za to klepanie po pleckach, ale tak bardzo mi się imię Pola podoba). Dziewczęta z Nowolipek są po prostu świetne. Zasługa to oczywiście maestrii pióra, ale też w równym stopniu posłużeniu się własną biografią, wtedy wszystko pisane jest tak od serca, prawdziwie.

Proponuję zapoznać się z zawartością okładki:

Oraz pierwszych akapitów powieści:




Kto nie czytał, już i tak wie z powyższej notki, o czym powieść traktuje. Ja ograniczę się jedynie do stwierdzenia, że napisana jest z niesłychaną werwą, zróżnicowaniem języka, mistrzowsko pokazuje świat biedy, tej zwykłej, codziennej i tej biedy ostatecznej, gdy cały świat się wali i nie sposób już zachować nawet pozorów cieniutkiego blichtru.
Dziewczęta usiłują na różne sposoby wyrwać się z zaklętego kręgu nędzy, aspirują do lepszego świata symbolizowanego przez Ogród Saski, a przede wszystkim tęsknią za miłością, każda na swój sposób. Przede mną jeszcze Rajska jabłoń, aczkolwiek trochę się jej boję - że mnie rozczaruje :( Czytaliście? Podobało się?

(a filmu nie widziałam)

Wyd. Książka i Wiedza Warszawa 1987, wyd.XVII, 205 stron
Z własnej półki (ale nie zapisałam, kiedy kupiona)
Przeczytałam 18 marca 2013.


Książka przeczytana w ramach wyzwania marcowej Trójki e-pik:

/książka, której bohaterkami są kobiety (nie jedna, lecz kilka)/


Kącik cytatów czyli rozwijamy się

Dlaczego jednak to wszystko ma się odbyć bez Kwiryny? Skłonne teraz były uważać tę wyprawę za coś pysznego, były podniecone. Puściły się kłusem w stronę Mylnej. Dobiegły zdyszane, wszystkie trzy stanęły na schodku, przyłożyły dłonie do czół i zajrzały w głąb. Kwiryny w sklepiku nie było. Jeden szary tułub (to była matka) tkwił przy szufladzie kasy - drugi (zupełnie taki sam, ale to był mężczyzna, ojciec) poruszał się leniwie przy półkach z towarem. Od zasłoniętych przez dziewczęta szyb wewnątrz, w sklepie, uczyniło się całkiem mroczno. Tułuby, rozgniewane, podniosły głowy. Patrzono na siebie: ogromne, nalane twarze z głębi i trzy drobne z ulicy jak urzeczone wpatrywały się w siebie. Ten sklepik w cichej uliczce, na uboczu, z dwoma tułubami, z których jeden strzegł kasy, a drugi półki z towarem, wydawał się straszny.

No i co to te tułuby oryginalnie? Zadałam sobie to pytanie stojąc przed regałem ze słownikami. Słownik ortograficzny powiedział mi jedynie, jak tułuba odmieniać. Słownik języka polskiego nie powiedział nic, takoż Słownik wyrazów obcych w obu posiadanych przez mnie wersjach.
Zdjęłam czwarty tom Encyklopedii Staropolskiej Glogera:

Ale może warto jeszcze zerknąć do Encyklopedii staropolskiej Brücknera?
Rzeczywiście:

Warto jednak mieć w domu słowniki, choć to już - w dobie internetu - takie passé i démodé :)



NAJNOWSZE NABYTKI
Nie ma się co śmiać.

Miałam część pierwszą, nawet nie podejrzewałam, że istnieje druga, aż tu niedawno gdzieś wykryłam, w jakiejś bibliografii. Wchodzę wczoraj do antykwariatu, patrzę na półki z cracovianami - stoją obie części Wodociągów, nowiuśkie jak spod igły. Piknięcie serca, że pewnie będą razem wycenione, sięgnięcie na półkę - na szczęście nie :)
I to szczęście kosztowało mnie 25,40 zł, ale jeśli chodzi o cracoviana, są droższe piniendzy!


A poza tym cóż, Filharmonicy Wiedeńscy napisali, że niepocieszeni są, ale nie będą się delektować moim towarzystwem 1 stycznia 2014. Nie, to nie!

30 komentarzy:

  1. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Strachów nie czytałam, choć chyba w domu były... a może coś z filmem mieszam? Była ekranizacja? Jakaś Trojanowska mi po głowie chodzi...

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

      Usuń
    3. Kiepsko go pamiętam, to było coś o artystkach, nie?
      A' propos, od lat już zbieram się do przypomnienia sobie Komediantek Reymonta. Czytałam w liceum i mi się wtedy podobało.

      Usuń
    4. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

      Usuń
    5. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

      Usuń
    6. Był, pamiętam, z Pieczyńską. Skleroza zrobiła swoje i pomnożyłam komediantkę :)

      Usuń
    7. Fermenty tez w domu były, ale czy czytałam, już nie wiem. Może nie wyczaiłam, że to był dalszy ciąg i darowałam sobie (ech, ten brak internetu)...

      Usuń
  2. No właśnie. Cracoviana droższe piniendzy. A co z dalszym ciągiem cracovianów na Twojej półce?:)Nie to żebym nie doceniała innych wpisów, bo doceniam, ach jak bardzo doceniam (błogosławione Allegro i osiedlowe biblioteki;) ale za Twoimi cracovianami już tęsknię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach, z cracovianami jest mała wtopa. Miałam obfoconą drugą część przewodników, do jakiejś notki roboczej wstawiłam, potem przenosiłam do innej... i w rezultacie diabli chyba wszystko wzięli :)
      Jeszcze muszę w domu sprawdzić, czy tych zdjęć nie mam.

      A w międzyczasie cały czas - to znaczy w weekendy, jak jest światło - robię zdjęcia następnych i tak sobie zbieram do folderów: seria taka, seria owaka, Wawel, Akcja w Krakowie, Kościoły, Facecje i ciekawostki... tak że nie zarzuciłam całkiem, o nnie.

      Usuń
    2. No ja mam nadzieję, że nie:) przyznaję, że czerpię z tego cyklu garściami. Jak i w ogóle z Twoich wpisów (powtarzam się, wiem).
      Mieszkam w Warszawie bardzo, bardzo blisko Nowolipek i żal tylko, że to już całkiem inny świat. Żal tamtej Warszawy. Teraz te okolice to zagłębie sex-shopów, kuchni azjatyckiej i sklepów z e-papierosami. Przed wojną to też przecież nie była ekskluzywna dzielnica, ale cóż poradzić, że tamta Warszawa wydaje się tak piękna, że tak się za nią tęskni. Spacery po dzisiejszej Warszawie to nakładanie klisz z lektur, dawnych filmów, kronik filmowych. Biedne, nieistniejące miasto.

      Usuń
    3. Tak, ewokujemy sobie Warszawę z Lalkialbo z lektur międzywojennych. Choć dla przybysza z zewnątrz, jak ja, Warszawa jawi się dalej pięknym miastem - to znaczy fragmenty Warszawy, może tak to ujmijmy. Są miejsca, za którymi tęsknię.

      Usuń
  3. Może Ci się uda w 2015.
    Dziewczęta z Nowolipek i Rajską jabłoń oczywiście czytałam, ale kiedyż to było.
    To wszystko świetna literatura, "rozwijająca język" więc warto do niej wracać.)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, może. Już zaprosili do wzięcia udziału w loterii :)
      A tymczasem się nie wydatkuję na kreacje i toalety :)

      Usuń
    2. Jednym słowem nie ma tego złego.......
      Jak na razie ominęły Cie koszta.)

      Usuń
    3. To się obróci na książeczki...

      Usuń
  4. Nie czytałam, ale miałam kiedyś uczennicę Polę:) Bardzo zabawna dziewczyna:)

    OdpowiedzUsuń
  5. kurczę, nie wiedziałam, że druga po Komediantce to Fermenty, muszę przeczytać. Dziewczęta z Nowolipek i czytałam, i oglądałam, uwielbiam. A Strachy Ukniewskiej są fantastyczne!

    OdpowiedzUsuń
  6. a co z tymi filharmonikami, chciałaś bilety i Ci odmówili kupna?

    OdpowiedzUsuń
  7. => Montgomerry
    No mówiłam, że to fajne imię :)

    => Kasia.eire
    Z filharmonikami to jest tak - jeśli chodzi o koncert noworoczny - że oni organizują loterię. W danym terminie zapisujesz się, określasz, o jakie ubiegasz się miejsce (najtańsze bodajże 90 euro, najdroższe około tysiąca) i potem następuje losowanie. Jeśli Cię wylosowano - masz PRAWO kupić bilet :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Jak dobrze, że przypominasz nasza literaturę, tę sprzed lat, o której młode pokolenie może nigdy nie usłyszeć.
    Czytałam na studiach, lata temu. Wspomniana tu 'Komediantka" bardzo mi się podobała, serial zresztą także - świetna obsada.
    A skoro już przy polskiej literaturze jesteśmy, to w poniedziałek premiera "Moralności pani Dulskiej" w Teatrze Telewizji (grają m.in. Więckiewicz, Cielecka).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też pamiętam Komediantkę bardzo dobrze i mnie martwi to, co napisała Alicja poniżej...

      Usuń
  9. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo jestem ciekawa, jak to ze mną będzie, gdy się zabiorę za ponowną lekturę - mam nadzieję się tak nie rozczarować :)
      Bo takie stare baby jak ja - ciągle lubią powieści!

      Usuń
    2. A ja nie mogę komentować u Ciebie na blogu, dlaczego :( ?

      Usuń
    3. ja też nadal lubię powieści, spuściłam nos na kwintę po tym, co allicja napisała. Aż chyba spróbuję przekonać się, czy też tak to widzę

      Usuń
    4. Marianna => u mnie czy u Alicji? u mnie, jak widać, da się :)

      Usuń
    5. => Kasia.eire
      Ale spójrz na statystyki u Alicji, a nasze - u nas jednak przeważają powieści ciągle, a Ala czyta różne takie historyczne i ten tego :)

      Usuń
  10. Jeszcze nie czytałam ale zamierzam ^__^

    OdpowiedzUsuń