piątek, 17 sierpnia 2012

Aleksander Minkowski - Dowód tożsamości

Już mnie troszkę męczą te powieści Minkowskiego dla młodzieży, bo zazwyczaj są na jedno kopyto: bohater, zawsze obdarzony jakimś niepospolitym talentem, zmaga się z problemami moralnymi (najczęściej dotyczącymi rodziców, ale nie tylko) i trudną miłością. Ale nie daję za wygraną, już się zabrałam za następną, poza tym mam też kilka powieści dla dorosłych, które czekają w kolejce.
Bohater Dowodu tożsamości ma wakacje zepsute przez niezasłużoną poprawkę z biologii - jest jej winien najbliższy przyjaciel, który nie miał odwagi cywilnej przyznać się do błędu. Bije się też z myślami, kim zostać: chciałby być artystą, ale rodzice naciskają na architekturę jako pewny kawałek chleba. Tymczasem za domem rozbija swój namiot tajemnicza miedzianowłosa Elza, która szuka śladów przeszłości i powoduje, że bohater sam zaczyna grzebać w zetempowskiej historii rodziców.
Wygodny do czytania (i wożenia w torebce) format :)
Przeczytałam 16 sierpnia 2012.

A tu wstąpiłam do Taniej Jatki na Grodzkiej po rosyjskie kryminały i rzuciły się na mnie pięknie wydane Dzieje Kościoła w Polsce za 36 zł.


Pożyczyłam z biblioteki na Rajskiej serial Gruby wydany na dvd:

Powstał w 1972 roku, ma 7 odcinków, wyreżyserował go Wojciech Fiwek, scenariusz został znacznie zmieniony w stosunku do książki, ale sedno pozostaje to samo: trudne lata powojenne na Ziemiach Odzyskanych, otyły Maciek Łazanek, z którego śmieją się koledzy w szkole, śledztwo w sprawie tajemniczego przejścia w szkolnej bibliotece... Serial jest świetny, choć oczywiście nie brak w nim propagandy komunistycznej :)




Obejrzałam też pierwszy film Eldara Riazanowa - komedię muzyczną Karnawalnaja nocz (Noc karnawałowa) z 1956 roku, z rolą Ludmiły Gurczenko, która przyniosła jej olbrzymią popularność w Związku Radzieckim. Była wtedy jeszcze studentką. Jest to klasyczny rosyjski film noworoczny - jest u nich olbrzymia tradycja takich filmów, czego najbardziej znanym przykładem jest oczywiście Ironia losu, zawsze wyświetlana w rosyjskiej telewizji w Nowy Rok. Jak przeglądam strony z rosyjskimi filmami to widzę, że tradycja jest do dziś kontynuowana, powstają dziesiątki noworocznych filmów.
Tutaj akcja rozgrywa się cały czas w Domu Kultury, gdzie młoda aktywistka Lenoczka przygotowuje bogaty program na sylwestrowy wieczór. Jednakże twardogłowy dyrektor Ogurcow uznaje cały plan za niepoważny i ma swoje plany: wykład na temat Czy na Marsie jest życie oraz koncert muzyki poważnej. Jak dopiąć swego, nie mówiąc wyraźnie dyrektorowi nie?
Riazanow nakręcił w 2006 roku sequel zatytułowany Karnawalnaja nocz 2 ili Piatdiesiat liet spustia (Noc karnawałowa 2 czyli Pięćdziesiąt lat później) - ta przyjemność jeszcze przede mną.

6 komentarzy:

  1. karnawałowe filmy są puszczane w TV rosyjskiej i ja je właśnie sylwestrowo-noworocznie na Chanel1 rosyjskim zaliczam, już od kilku lat tak spędzam Sylwestra. Dla niektórych to by był szczyt nudziarstwa, bo oczywiście lepiej pójść gdzieś i dobrze się zabawić, czyli pomieszać wódkę z szampanem i się pochorować, ale ja tak właśnie lubię.

    A jeśli idzie o Minkowskiego, podziwiam Cię za te projekty, ja żadnego pisarza nie potrafię tak od deski do deski wszystkie powieści przeczytać po kolei.

    OdpowiedzUsuń
  2. Szczyt nudziarstwa to moje sylwestry ha ha. Nic ich nie przebije.
    Ponieważ jestem migrenowcem i muszę prowadzić regularny tryb życia, żadnego chodzenia spać po północy! A więc, tak jak zawsze, idę do łóżka z książką i między 22.00 a 23.00 gaszę światło. Albo mnie obudzą fajerwerki albo nie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. jestem lepsza tylko o godzinę czy dwie, najdalej o pierwszej leżę już utłuczona w łóżku i śpię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, ale Sylwestra świętowałaś, jakby nie było :)

      Usuń
  4. Wpadłem po raz pierwszy na bloga więc komentarz pewnie będzie wybiórczy i niesprawiedliwy. Przyznam, że nie rozumiem po co czytać książki pisane "na jedno kopyto"? W dodatku których się nie rozumie? Strasznie płytka ta recenzja. Pióro Minkowskiego jest lekkie do czytania choć treść nie koniecznie prosta do przyswojenia. Jeśli ktoś nie jest miłośnikiem prawd prostych, to "dowód tożsamości" jest znakomitą lekturą stawiającą trudne pytania o możliwość zrozumienia rodziców i ich idei, które nam są niezwykle odległe. Ale też spraw bliższych - granicy wymagań i oczekiwań stawianych naszym przyjaciołom, wyborom ostatecznym (jeden z nastoletnich bohaterów umiera na raka) lekarza, który zastanawia się czy spełnić jego prośbę i zapisać "lek" który postawi go na miesiąc na nogi ale nieuchronnie zabije czy liczyć na mało prawdopodobną remisję. Książka pisana w innej epoce ale wiele problemów leżących blisko. Byle tylko się odwrócić. Recenzje napisać może każdy. Zrozumieć to co się czyta to rzecz trudniejsza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz oczywiście rację we wszystkim, co piszesz, z jednym tylko zastrzeżeniem: ja nie piszę recenzji. Może powinnam to gdzieś u góry bloga zaznaczyć, żeby nie było nieporozumień :) Notuję tylko luźne impresje związane z lekturą, często kompletnie zbaczając z tematu na inne, z mego życia wzięte. Tak że absolutnie się nie wdaję w dokładne analizy książek, od tego są inne, poważniejsze i lepsze blogi :)

      Usuń