poniedziałek, 25 lutego 2013

Michał Rusinek - Opowieści niezmyślone

Rzuciłam się na te wspomnienia jak szczerbaty na suchary i caluśką niedzielę, poza 3-godzinną "przerwą obiadową", spędziłam w objęciach pana Rusinka. No, właściwie to on był w moich objęciach... dobra, nie będziemy tu dzielić włosa na czworo - spędziliśmy razem kilka godzin w łóżku. Kto by przypuszczał, że będzie tak miło, wszak to już wiekowy staruszek?

Oto autor sportretowany przez Witkacego:


Michał Rusinek był pisarzem i przede wszystkim działaczem kultury. Założę się, że nikt z Was (poza polonistami może) nie słyszał o nim ani w pierwszym ani w drugim charakterze. Popełnił jakąś trylogię o Krzysztofie Arciszewskim, no, to będzie rzecz dla amatorów. Ja zaś chcę poszukać innej jego powieści, zatytułowanej Pluton z dzikiej łąki, ze wspomnień wynika, że rzecz dzieje się w Krakowie, a kończy wymarszem Legionów.


Jak widzimy powyżej, autor wywodził się ze skromnego rodu. Rodzice wkrótce po ślubie postanowili przenieść się ze wsi do Krakowa i tutaj szukać szczęścia, nie posiadając roli. Znaleźli przystań przy ul. Św. Jana 12 - miejscu szczególnie mi bliskim, bo obecnie siedzibie Towarzystwa Miłośników Historii i Zabytków Krakowa. Wówczas była to własność znanego adwokata Klemensa Bąkowskiego, u którego ojciec Rusinka spełniał obowiązki palacza, odźwiernego, gońca i woźnego. Cała rodzina, złożona z ojca, matki i czterech synów (najmłodszy Michał miał być wreszcie dziewczynką i matka długo nie mogła mu przebaczyć spłatanego przy narodzinach psikusa) zamieszkała w sklepionej izbie w oficynie kamienicy. Ojciec, a potem owdowiała przedwcześnie matka dokładali wszelkich starań, by zapewnić swoim dzieciom wykształcenie, mimo - a może właśnie dlatego - że ojciec był przez całe życie półanalfabetą, a matka czytała głównie książkę do nabożeństwa.

Kolejne etapy kształcenia małego Michała prowadziły od szkoły elementarnej przy cichej uliczce Loretańskiej, gdzie pracowicie skrobał rysikiem po czarnej tabliczce pierwsze litery i śpiewał hymn Gott erhalte, Gott beschütze unsern Kaiser, unser Land poprzez gimnazjum Św. Jacka, kiedy to sprawiono mu piękny mundurek i pierwsze w jego życiu długie spodnie aż do prawa na uniwersytecie, które to studia niezamożny Rusinek łączył jednocześnie z pracą w Starostwie Górniczym przy ul. Karmelickiej, jako urzędnik jedenastej kategorii - niżej stali już tylko woźni i kanceliści z dwunastą kategorią.
W międzyczasie była jeszcze I wojna światowa, i krótki, bo 3-miesięczny, epizod "zabawy w wojsko" podczas wojny 1920 roku, i kolportowanie gazet dla zarobku, i pierwsze dawane korepetycje, i pierwsze próby literackie, wiersz wystukany chyłkiem na panaadwokackiej maszynie do pisania, i pierwsze uniesienia miłosne, przeżywane głównie podczas lekcji pobieranych na kursach tańca salonowego u Gruszczyńskiego w Sali Saskiej...
I wreszcie intensywne życie literackie w czasach studenckich, działalność w Jamie Michalikowej, w grupce skupionej wokół dodatku literackiego popularnego Ikaca. Wśród wielu postaci pojawia się oczywiście Adam Polewka, Kazimierz Czachowski, Leon Kruczkowski, Tadeusz Kudliński, Jan Wiktor czy patron tej literackiej młodzieży, Karol Hubert Rostworowski. Nie brak rozdziału traktującego o roli sportu w życiu młodych ludzi (głównie piłka nożna i wioślarstwo), a w nim zabawna historia pewnego wyjazdu na mecz do Tarnowa, kiedy to krakowska drużyna zainkasowała... trzynaście goli :)

Z czasem młodzi postanowili założyć krakowskie pismo literackie - w owym czasie liczyły się tylko warszawskie Wiadomości Literackie, które nikogo spoza sitwy na swe łamy nie dopuszczały. Pismo zyskało tytuł Gazeta Literacka i było miesięcznikiem. Niestety na przeszkodzie jego rozwojowi stał brak funduszów i wątła liczba prenumeratorów.
Nadszedł rok 1932 i niespodziewana propozycja z Ministerstwa Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego, pod które swego czasu podczepiono Wydział sztuki, w miejsce zlikwidowanego przed laty Ministerstwa Sztuki: Rusinek miał objąć posadę w referacie literatury i teatru.

Zakładałam wprawdzie, że przeczytam cracovianum, a tymczasem na stronie 161 zaczęło się varsavianum.



O dziwo jednak, opowieść warszawska okazała się równie ciekawa,a wręcz pasjonująca. Bo też obracał się Rusinek w kręgu ludzi z najwyższej półki, przez długie lata zawiadował biurem Akademii Literatury pod bezpośrednim nadzorem Kadena-Bandrowskiego: w zalinkowanym artykule znajdziecie szereg nazwisk akademików - o każdym z nich mówi się we wspomnieniach. Cymesik i palce lizać!
Niezwykle interesująca jest też opowieść wojenna: tułaczka po ucieczce z Warszawy z żoną i małym dzieckiem czy tragiczne dzieje powstania i pobytu w obozie w Mauthasen.
Z wielką przykrością przeczytałam, jak powitał Kraków Rusinka wracającego z obozu. Żona z dwójką dzieci mieszkała wówczas w Domu Literatów przy Krupniczej.

Ech, ta małostkowość krakowska, ta biurokracja i czysto austriackie trzymanie się litery prawa... Nic dziwnego, że przy pierwszej nadarzającej się okazji Rusinek wrócił do Warszawy.

Na końcu tradycyjnie zamieszczam spis treści dla ewentualnego zapoznania się przed zakupem :)





Egzemplarz nabyty na allegro pochodzi z Książnicy Miejskiej w Toruniu i jak widać po zreprodukowanej niżej karteczce, nie cieszył się w bibliotece dużym wzięciem. A żal!



Wyd. Wydawnictwo Literackie Kraków 1969, wyd. I, 526 stron
Z własnej półki (kupione 7 sierpnia 2012 za 7 zł na allegro)
Przeczytałam 24 lutego 2013




Miesięcznik KRAKÓW
W telewizji tramwajowej zobaczyłam reklamę miesięcznika KRAKÓW. Kiedyś tam w parę numerów się zaopatrzyłam, ale nie zachęciły mnie one do stałego kupowania, za dużo w nich było polityki... No ale setny numer, zobaczmy, co tam wymodzili. Udałam się więc do kiosku.

Za 6 zł będzie co poczytać :)
Na razie rzuciłam tylko okiem (i migawką), ale w najbliższych dniach planuję solidną, systematyczną lekturę.
Prof. Markiewicz opowiada o Życiu Literackim:

Szereg wspomnień przyjaciół o Wisławie Szymborskiej:






Ciekawa prezentacja ulicy Kanoniczej w ujęciu Jana Rogóża:





O koligacjach rodzin krakowskich:


Pierwsza część cyklu o pomnikach krakowskich:


Jeszcze jedno wspomnienie o Marku Eminowiczu:


Fotoreportaż o Koryznówce czyli Muzeum Jana Matejki w Wiśniczu Nowym:



I jeszcze o Jerzym Turowiczu w rocznicę urodzin:


17 komentarzy:

  1. Oj, to zakład byś przegrała bo polonistą nie jestem a o Rusinku słyszałem :-) Pożałowałem kiedyś paru złotych na "Burzę nad brukiem" z jego autografem i do dzisiaj nie mogę tego odżałować :-). Ciekawostka - na stronie Instytutu Książki do informacji o książce Rusinka (tego od Szymborskiej) "Niebaśnie" załączona jest notka o Rusinku od "Burzy" :-) link - http://www.instytutksiazki.pl/ksiazki-detal,literatura-polska,2385,kopciuszek-.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha ha ale wtopa z tym Instytutem Książki :)

      Nawiasem mówiąc, jak wpisujesz w wyszukiwarkę "MR", to tylko ten od Szymborskiej wychodzi... dopiero trzeba w wewnętrznej wyszukiwarce Wiki wpisać.

      Swoją drogą, ze wspomnień mi nie wynikło, czy to jest rodzina czy nie. W książce jest mowa jedynie o dwóch córkach, a nic o synu jakowymś. Może to po bracie?
      Chyba się zbiorę i napiszę do młodego MR w tej sprawie, przecież muszę wiedzieć!

      ... a co do przegranego zakładu... no tak, zapomniałam, że tu tacy mądrzy ludzie wchodzą, choć nie poloniści :)

      Usuń
    2. Siła marketingu :-), a komplement łykam jak słynne bułeczki ministra Krasińskiego :-)

      Usuń
    3. No tak, nie ma mu kto pozycjonować :)

      Usuń
  2. Miesięcznik "Kraków" bardzo mnie zainteresował. Ile ciekawych artykułów - o Szymborskiej, pięknej Kanoniczej i Koryznówce! Byłam tam jakiś czas temu, oprowadzała po domu-muzeum właścicielka z rodziny Serafińskich.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pytanie, na ile ten właśnie numer, jako jubileuszowy, jest wystrzałowy i różni się od codziennych :) Cóż, przekonam się już niedługo, bo postanowiłam kupić następny numer. Mało tego, muszę się też wybrać na Rajską, bo Rogóż pisze całą serię o ulicach Krakowa (w tym numerze było jakieś drobne sprostowanie do Franciszkańskiej i Dominikańskiej), więc sobie sfotografuję te z poprzednich wydań.

      Usuń
  3. Aleś mi zadała do myślenia. Przecież to nazwisko nie jest mi obce, ale jakoś w internecie nie wyrzuca go w Wikipedii, natomiast wszędzie pełno sekretarza naszej Noblistki.
    Dopiero na lubimy czytać się okazało skąd ja znam to nazwisko. Czytałam jego trylogię historyczną o Krzysztofie Arciszewskim "Wiosna admirała", "Królestwo pychy" "Muszkieter z Itamariki", ale to było tak dawno, że tylko autora i tytuły pamiętam.) ",

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Natanna, jesteś nieoceniona! Coś podobnego, znaleźć kogoś, kto to czytał! Tu się oczywiście odzywają moje kompleksy, związane z tym, że nigdy historii nie lubiłam, nie znałam i książek tego typu nie czytałam (no, poza Kraszewskim we wczesnej młodości).

      Usuń
    2. A ja przeciwnie kochałam właśnie powieści historyczne przez całe lata, a to moja mama mi tę miłość zaszczepiła.)

      Usuń
    3. No i właśnie dlatego Cię podziwiam :)

      Usuń
  4. No to zrobiłaś mi apetyt na przeczytanie tych "Opowieści" Rusinka! Cymesik. Muszę sobie tytuł zapisać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto, choć, jak wspomniałam, Krakowa dotyczy tylko początek. Są na Rajskiej.

      Usuń
  5. Jak zobaczyłam widniejący w zakładce nowy post od Ciebie to od razu nie wiedzieć czemu skojarzyłam z MR od Szymborskiej. Przyznaję się, nie słyszałam o jeszcze jednym MR.
    A gazetki tam u ciebie w Krakowie całkiem w porządku:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Znam, ale nie znam. Mama polonistka bez dziennika (skończyła, ale nigdy nie uczyła) miała go na półce, czytała, ale potem jej zbiory przepadły w dużej mierze i tyle go widzieli. Kupiłam czem prędzej tę książkę, takie samo wydanie nawet. Będziemy się z Rusinkiem nie od noblistki po łóżku tarzać

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, polonistka, przynajmniej się zgadza z moją tezą :)
      Miłego tarzania. Cudną anegdotkę o Staffie tam znajdziesz. Przed sklepem z biustonoszami :)

      Usuń
  7. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń