poniedziałek, 4 lutego 2013

Harriet Beecher-Stowe - Chata wuja Toma

Właściwie to nie wiem, CZYJĄ książkę przeczytałam. Bo na okładce stoi jak byk: na podstawie powieści Harriet Beecher-Stowe napisał Stanisław Stampf'l.
Stanisław Marian Stampf'l był dziennikarzem, współautorem Matysiaków. Nawiasem mówiąc, z wielkim zdumieniem dowiedziałam się, że Matysiakowie to nie odległa przeszłość, ale i dzień dzisiejszy, okazuje się, że można ich dalej słuchać w soboty o 13.10 w 2 programie Polskiego Radia... muszę kiedyś spróbować ;)
No i nie wiem, co to znaczy napisać powieść na podstawie innej powieści. Jak się to robi? Bierze się oryginalny akapit i... nie tłumaczy, tylko pisze swoją wersję? Ale czym to się różni od tłumaczenia? Stopniem (nie)wierności? W kropce jestem.

Powieść powstała w 1851 roku, najpierw była publikowana w odcinkach, jak nasza Trylogia Sienkiewicza, a dopiero w następnym roku wyszła w wersji książkowej - za to jak już wyszła, to szła i szła - w XIX wieku była najlepiej sprzedającą się książką poza Biblią.
Dla polskiego czytelnika Harriet Beecher-Stowe jest autorką jednej książki, choć w rzeczywistości napisała ich o wiele więcej. Była działaczką społeczną i na pewno wiedziała, o czym pisze w Chacie wuja Toma, bo sama brała udział w ukrywaniu zbiegłych niewolników i przerzucaniu ich na północ Stanów Zjednoczonych. Uważa się nawet, że przyczyniła się do wybuchu wojny secesyjnej.

Impulsem do powstania powieści była ustawa przeciwko ukrywaniu zbiegłych niewolników z 1850 roku. Autorka przedstawiła historię wuja Toma, starego Murzyna, który zdobył wielkie zaufanie swego pana i praktycznie zarządzał jego posiadłością. W dowód uznania pozwolono mu wybudować mały domek, przylegający bezpośrednio do domu właściela. Ten właśnie domek, zamieszkały przez wuja Toma, ciotkę Chloe i trójkę ich dzieci i będący miejscem spotkań wszystkich niewolników należących do państwa Shelby, zwany był chatą wuja Toma. Życie wydawało się rajem, 13-letni syn Shelbych uczył Toma czytać, dzięki czemu Tom mógł się realizować religijnie, a mocno był na tym punkcie zakręcony...

Cóż, kiedy pan Shelby cienki był w prowadzeniu interesów i popadł w długi. Największy weksel trafił w łapy handlarza niewolników Haleya, który domagał się wydania mu w zamian właśnie wuja Toma oraz małego Harry'ego, kilkuletniego synka innej niewolnicy, Elizy. Rozdzierające sceny pożegnań, nagła decyzja Elizy o ucieczce wraz z dzieckiem, dramatyczna przeprawa przez oblodzoną rzekę, skoki po krze, schronienie się w osadzie kwakrów... tymczasem Tom zakuty po raz pierwszy w życiu w łańcuchy podróżuje wraz z handlarzem, przygląda się licytacjom niewolników, rozdzielaniu rodzin, aż wyciągnie szczęśliwy los: na statku wpadnie w oko małej panience Ewangelinie St.Clare, która namówi swego ojca do kupna Toma. We wspaniałej posiadłości St.Clare'ów żyje mu się godnie i jedynie tęsknota za żoną i dziećmi i własną chatą odzywa się od czasu do czasu - ale też Tom pociesza się, że któregoś dnia dawna właścicielka, pani Shelby, go wykupi - taką mu dała obietnicę przy rozstaniu. Jednak i te szczęśliwe czasy się skończą: owdowiawszy pani St.Clare sprzedaje posiadłość wraz z żywym inwentarzem i Tom trafia w ręce prawdziwego sadysty posiadającego plantację bawełny...

Powieść jest pełna dramatycznych zwrotów akcji, wciąga czytelnika i myślę, że nawet dla dzisiejszych młodych ludzi może być atrakcyjna. Jest sentymentalna, to prawda, wkurzała mnie też ta nieustająca wiara Toma w opatrzność boską, na przekór wszelkim doświadczeniom życiowym - ale też autorka przedstawiła inne punkty widzenia. Odwieczne pytanie: czy jest Bóg, skoro pozwala na coś takiego - tak charakterystyczne dla czasów Zagłady - pojawiało się i wtedy.
Przypomniało mi się, że w swoich szkolnych czasach oglądałam taki serial amerykański Korzenie. Dziś nic już z niego nie pamiętam, a podejrzewam, że przewijały się przezeń te same tematy...

Ilustracjami powieść ozdobił Andrzej Strumiłło - człowiek-orkiestra, który ma nawet własną galerię.
Zaraz na początku natknęłam się na pierwszą z nich i trochę się nad nią zadumałam. No dobra, mamy Murzyna, Murzynową z czymś dziwnym w ręku (dopiero z tekstu zrozumiałam, że chodzi o doskonale wyczyszczony miedziany rondel, a myślałam, że to jakaś dziwna grzechotka), dwa Murzyniątka (jedno w koszuli nocnej), jednego białasa, który asystuje lekturze, a cylinder postawił na podłodze (to akurat zgodnie ze zwyczajem), dwa talerzyki odwrócone do góry dnem (może to jest seans wywoływania duchów?), ale CO TO JEST NA PODŁODZE? CO TAM ROBI WIEWIÓRKA DO GÓRY KOŁAMI?
Okazało się, że dzieci wuja Toma bawiły się... wypchaną wiewiórką!
No i dlaczego ta książka czytana przez wuja Toma jest taka cienka? Przecież co może czytać taki Murzyn, no tylko Biblię (co się zresztą potwierdziło podczas lektury), a Biblia jest grubsza. Mała niestykowka... ja to jestem strasznie dosłowna i dożarta, ale stawiam się tu na miejscu właściwego czytelnika czyli dziecka - dzieci są wszak dociekliwe :)


Wyd. Nasza Księgarnia Warszawa 1964, wyd. I, 306 stron
Tytuł oryginalny: Uncle Tom's Cabin
Z własnej półki z literaturą dla dzieci/młodzieży, gdzie zalegała od 7 czerwca 1988 roku! tego dnia została nabyta w antykwariacie za 360 zł.
Przeczytałam 3 lutego 2013.

Książka przeczytana w ramach wyzwania Trójka e-pik:
Powieść z wątkiem niewolnictwa



Z FRONTU NOWYCH REGAŁÓW
Pan Stolarz przybył o 19.00, przez pół godziny nosił bambetle, bo oczywiście o tej porze pod blokiem nie było gdzie stanąć furgonetką i musiał na plecach wszystko przytargac z daleka. Wreszcie zabrał się za montaż, a że trzeba było przewiesić o pół metra także dwie półki z pluszakami mojej córki (która nie pozwala się ich pozbyć) - wiercił o 20.45 w ścianach nośnych, jednakże o 21.00 skończył te gościnne występy i zapytał, czy za rok znowu ma się spodziewać maila z prośbą o nowe półki :) Na pytanie A GDZIE NIBY? wskazał na ścianę w głowach łóżka (tam, gdzie teraz te wiszące półki z pluszakami) - że niby łóżko można odsunąć. Na kolejne pytanie A JAK SIĘ DOSTANĘ DO SZAFY? - odpowiedź była prosta: trzeba w niej wymienić drzwi na przesuwne :)
Zapełnienie wygląda na razie tak, jak powyżej, więc czas mam :) U góry brakuje jeszcze ostatniego rzędu półek - Pan Stolarz zapomniał je przywieźć...
Mało tego, regał jest naprawdę rozwojowy, bo głęboki, spokojnie staną w nim dwa rzędy, więc naprawdę nieprędko się za miejscem rozejrzę - oczywiście hamując się w zakupach.
Najbardziej cieszę się z tego, że mogłam koło siebie ustawić moje radzieckie i rosyjskie filmy:
Te w polskiej edycji zostawiłam w "dużym" pokoju, jako do ogólnego użytku :) a tu przeniosłam te w oryginale, najmojsze. Leżę sobie w łóżku, wyciągam rękę i już mam, ach, co za radość!
Dodam jeszcze, że regał posiada schowek na kolię brylantową! Mianowicie do pewnej wysokości nad łóżkiem został zabudowany i ma podnoszone do góry półki. W środku mieszczą się walizki, z tymi koliami oczywiście :)



Cykl: CRACOVIANA NA MOJEJ PÓŁCE, odc.8
Dziś pierwsza część PRZEWODNIKÓW.

Michał Rożek - Przewodnik po zabytkach i kulturze Krakowa (Wydawnictwo PWN Warszawa - Kraków 1997, str.718
Czyli tzw. biblia przewodnicka ;)
Z kompletnie skopanym indeksem rzeczowym na końcu. Być może w nowszych wydaniach ten błąd naprawiono.

Michał Rożek - Altera Roma. Święte miejsca Krakowa (Wydawnictwo WAM Kraków 2007, str.332)
Omówienie zabytkowych kościołów.

Jan K.Ostrowski - Kraków (w serii Artystyczne stolice świata, wydawnictwo WAiF Warszawa 1989, str.413)
Joanna Markin, Bogumiła Gnypowa - Kraków (przewodnik z serii Dookoła Polski, wydawnictwo Pascal Bielsko-BiaŁa 1996, str.339)

Kazimierz Kuczman - Wawel (wydawnictwo Karpaty - Andrzej Łączyński, Kraków 1999, str.132)
Marzena i Marek Florkowscy - Przewodnik po eremie Kamedułów na Bielanach w Krakowie (wydawnictwo M Kraków 2009, str.123)

Krzysztof J.Czyżewski - Królewska Katedra na Wawelu. Przewodnik (wydawnictwo Św. Stanisława BM Archidiecezji Krakowskiej, Kraków 1999, str.86)
Michał Rożek - Basilica di Santa Maria di Cracovia. Guida (wydawnictwo Św. Stanisława BM Archidiecezji Krakowskiej, Kraków 2001, str.85) czyli przewodnik po kościele Mariackim, ja akurat mam po włosku
Pan Czyżewski jest świetnym specem od Katedry, z niesamowitą wiedzą. Przewodnik jest skromnych rozmiarów, akurat dla przeciętnego turysty, który chce zwiedzić Katedrę świadomie. Niestety brak na rynku pogłębionej pozycji o Katedrze, dla pasjonatów (poza książkami typu Katedra w XVII wieku etc.).

Jan Adamczewski - Ilustrowany przewodnik po Krakowie (wydawnictwo Interpress Warszawa 1989, str.197)
Robert Makłowicz, Stanisław Mancewicz - Zjeść Kraków. Przewodnik subiektywny (wydawnictwo Znak Kraków 2001, str.193)
Ten ostatni to świadectwo wędrówek autorów po kawiarniach i restauracjach krakowskich, w charakterystycznym dla Makłowicza stylu austro-węgierskim :)

Kazimierz Kuczman - Wzgórze wawelskie. Przewodnik (wydawnictwo KAW Kraków 1978, str.111 + ilustracje na końcu), z takiej siermiężnej wawelskiej serii
Katarzyna Janowska, Witold Bereś - Gra w Kraków. Przewodnik po restauracjach, knajpkach, pubach i klimatach Krakowa (wydane przez Biuro Promocji i Estrady ART PROM w Jaworznie absolutnie nie wiadomo, kiedy - w każdym razie podaane są jeszcze 6-cyfrowe numery telefoniczne, str.168)

Tu reszta z tej serii wawelskiej, z opisami, co w której gablocie:
Jerzy T.Petrus - Zbrojownia Zamkowa na Wawelu. Przewodnik (wydane przez Państwowe Zbiory Sztuki na Wawelu Kraków 1989, str.56 + ilustracje w środku)
Andrzej Fischinger - Skarbiec Koronny na Wawelu. Przewodnik (wydane przez Państwowe Zbiory Sztuki na Wawelu Kraków 1988, str.41 + ilustracje w środku)
Jerzy T.Petrus, Maria Piątkiewicz-Dereniowa, Magdalena Piwocka - Wschód w zbiorach wawelskich. Przewodnik (wydane przez Państwowe Zbiory Sztuki na Wawelu Kraków 1988, str.72 + ilustracje na końcu)

Garść przewodników muzealnych:
Urszula Kozakowska-Zaucha - Galeria Sztuki Polskiej XX wieku w Muzeum Narodowym w Krakowie. Przewodnik (wydane przez MN Kraków 2005, str.78)
Praca zbiorowa - Galeria Rzemiosła Artystycznego w Muzeum Narodowym w Krakowie. Przewodnik (wydane przez MN Kraków 1998, str.76)
Bronisława Gumińska - Feliks "Manggha" Jasieński. Szkic do portretu. Przewodnik - Muzeum Narodowe w Krakowie - Kamienica Szołayskich (wydane przez MN Kraków 2006, str.79)
Marta Romanowska, Bronisława Gumińska - Muzeum Stanisława Wyspiańskiego w Kamienicy Szołayskich. Przewodnik (wydane przez MN Kraków 2005, str.63)
Irena Grabowska - Galeria "Broń i Barwa w Polsce". Muzeum Narodowe w Krakowie, przewodnik (wydane przez MN Kraków 2004, str.80)
Praca zbiorowa - Polska Kultura Ludowa. przewodnik po wystawie stałej Muzeum Etnograficznego (wydane przez Muzeum Etnograficzne Kraków 2003, str.71 + kolorowe ilustracje)



22 komentarze:

  1. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest pokój mojej córki. Ale któregoś dnia zamieniłyśmy się spaniami, bo u niej jest twardy materac, a ja miałam za miękko u siebie, tymczasem nawalał mi kręgosłup... i tak już zostało, ona nie chce wracać, więc towarzyszą mi pluszaki i różne kolekcje poustawiane na półkach, choćby puszek z pepsi :( nie wolno tego tknąć!

      Jestem ciekawa, jak wygląda "prawdziwa" Chata wuja Toma. Jak będę w bibliotece, zajrzę do normalnego tłumaczenia :)

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

      Usuń
  2. Stampf'l miał wprawę w przeróbkach, "opracował" też Robinsona Cruzoe ad usum Delphini, dzięki czemu dało się go czytać w szkole :-). Różnica jest :-).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha! To przy Robinsonie też trzeba będzie uważać, co się do ręki bierze :) a plan jest!

      Usuń
  3. Moją Chatę czytałam mnóstwo lat temu lejąc łzy, ale to nie było opracowanie lecz normalnie tłumaczona książka, mam ją w bibliotece, stan jej nie jest najlepszy.)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie się obyło bez łez :)

      Usuń
    2. Czytając dzisiaj pewno już też bym sie tak nie wzruszała.)

      Usuń
    3. No właśnie, stare jesteśmy, już nie tak skłonne do wzruszeń :)
      Choć ja leję ślozy łatwo - na filmie na przykład. Ale nad książką to nie...

      Usuń
  4. Wstyd się przyznać, ale "Chaty wuja Toma" nie czytałam jeszcze. Trzeba nadrobić, bo to przecież klasyka. Przewodników po Krakowie u mnie tez żadnych. A regał świetny i miejsca ma:) A widzisz jaki Pan Stolarz jest pomysłowy i jednak nowe miejsce wynalazł jeszcze na półki:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A kysz! Żadnych już półek! Niech mi to wystarczy!

      Usuń
  5. za tę obszerną i przeciekawą opowieść o Chacie należy Ci się kolia - do tej walizki i skrytki :)
    Pozwolę sobie zwrócić Ci uwagę na ilustracje. Jak na 1964 rok Strumiłło zrobił je bardzo odważnie, graficznie, trochę podkręcając surrealistycznymi detalami tę gehennę codzienną czarnych niewolników. Miał wybór pójść w sentymentalizm, ale się oparł - moim zdaniem nieźle z tego wybrnął.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pięknie napisałaś o tych ilustracjach. Ja nie siedzę w temacie, nie wiem, jak to się u nas rozwijało w grafice książkowej, nawet mi nie przyszło do głowy, że jak na te lata to było odważne.

      Wirtualną kolię chowam... do pamięci :)

      Usuń
  6. Półki - pierwsza klasa! Ile tu miejsca na "skarby".
    Z Cracovianow posiadam na własność Makłowicza - bardzo lubię go czytać. Zainteresował mnie przewodnik po Bielanach. Gdy byłam tam ostatnio, w jakiś z tych 12 dni, gdy mogą tam wejść kobiety - zakupiłam jedynie cieniutki przewodnik-folderek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja ten przewodnik kupiłam właśnie na furcie, 8 września 2009 - cóż to za święto mogło być? Chyba Narodzenia NMP.
      Państwo Florkowscy są zafascynowani Bielanami, pani Marzena miewa odczyty na ten temat, są pasjonatami.

      Usuń
  7. Czytałam "Chatę" jak byłam mała, teraz nie wiem, czy oryginał, czy przeróbkę, pamiętam tylko że spłakałam się porządnie i wzruszyłam nad losem biednych niewolników.

    Półki, och. Zamilknę, blada z zazdrości (tyle miejsca).

    Co do filmów, pewnie masz "17 mgnień wiosny"? Bo mam kilka odcinków, chyba były w jakimś czasopiśmie, a ja kiedyś byłam chomik filmowy. Jakbyś była zainteresowana, to daj znać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z 17 mgnieniami wiosny mam właśnie problemik... chciałam się przyjrzeć Tichonowowi, bożyszczu radzieckich kobiet, a tu brak mi płytki z 1 i 2 odcinkiem (też mam z gazety). I jak tu zaczynać serial od trzeciego odcinka?
      Tak że normalnie Z NIEBA MI SPADASZ!

      Usuń
    2. W takim razie proszę o dane adresowe na agnes.aqnes@gmail.com - tyle że uprzedzam, mam osiem odcinków i tyle wysyłam, bo wszystkie są w jednym pudełku.

      Usuń
    3. Napisałam. Jestem gotowa nawet na osiem :)

      Usuń
  8. Gratuluję regału - jest piękny! :D U mnie nie ma miejsca na regały i tak jest ciasno więc od czasu do czasu muszę robić przeglądy i jak dokupię coś nowego to inne książki oddaję do biblioteki albo "w dobre ręce" ;) A "Chatę wuja Toma" kupiłam właśnie przez Internet razem z "Dzwonnikiem..." więc nie mogę się doczekać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A u mnie nie ma nic innego poza regałami na książki... no, są szafki w kuchni :) Moja mama długo nie mogła zrozumieć... gdzie Ty będziesz rzeczy ustawiać... to proste - wystarczy nie mieć rzeczy do ustawiania :)

      Usuń