niedziela, 4 listopada 2012

Ferenc Molnár - Chłopcy z placu Broni

czyli A Pál utcai fiúk
Jaki ten węgierski jest fajny! Pamiętam, że swego czasu rozmawiałam o tej książce z przyjaciółką z Włoch* i tłumaczyłam tytuł z polskiego, a ona twierdziła, że nigdy nie słyszała. Jak to możliwe nie znać Chłopców z placu Broni? Dopiero przy użyciu internetu doszłyśmy do tego, że oryginalny tytuł jest Chłopcy z ulicy Pal czyli św. Pawła i tak też został przetłumaczony na włoski. I pewnie na większość języków. Odmienny polski tytuł zawdzięczamy tłumaczce Janinie Mortkowiczowej. Swoją drogą fascynująca postać i fascynująca rodzina, której jedna z członkiń, Joanna Olczak-Ronikier, poświęciła piękną książkę W ogrodzie pamięci. Czytałam ją kiedyś z biblioteki, ale czuję, że powinnam ją mieć :)

Wracając do Chłopców z placu Broni. Skąd nagle. Jakoś tak Nie wierzcie papudze mi się skojarzyło i wyciągnęłam stary egzemplarz, przywieziony jeszcze z domu. To wydanie XI z 1971 roku, a nakład jego był 160 tys. Cyfry świadczą o popularności książki. A tu jeszcze internet doniósł, że w 2004 roku powstało nowe tłumaczenie. Może ono jest i dobre, ale po doświadczeniu z Kubusiem Puchatkiem wolę poprzestać na starym, do którego jestem przyzwyczajona.
Któż z Was nie płakał nad śmiercią Nemeczka?
Wszyscy książkę znacie, więc oszczędzę streszczenia. Zaskoczyła mnie informacja na włoskiej Wikipedii, że powieść miała stanowić dla dorosłych oskarżenie o brak miejsc do zabaw dla dzieci :) no cóż, można i tak to odebrać.
Zastanowiła mnie wzmianka o lekcjach stenografii dla chłopców i uśmiałam się przy stronach o Związku Zbieraczy Kitu :)
Przeczytałam 3 listopada 2012.

Obejrzałam przy okazji węgiersko-amerykański film z 1969 roku w reż. Zoltána Fábri.

Przypuszczam, że tę właśnie wersję oglądałam w dzieciństwie, choć ekranizacji powstało więcej.
Oto nasz bohater - w podwójnym znaczeniu - czyli Nemeczek.
Nawiasem mówiąc, dopiero teraz do mnie dotarło, że w książce cały czas używa się nazwisk, a nie imion chłopców. Nemeczek ma przecież na imię Ernest.

W Budapeszcie jest rzeźba uliczna przedstawiająca bohaterów powieści.

*
Ówczesna dyskusja z przyjaciółką z Włoch dała mi do myślenia na temat relatywności wszelkich kanonów... wystarczy tysiąc kilometrów w jedną czy drugą stronę i już mamy za sobą całkiem inny bagaż lektur.

18 komentarzy:

  1. Chłopcy z placu broni - eh, młodość, łza się w oku kręci :-) o dziwo książka jest do dzisiaj lekturą (a przynajmniej była jeszcze kilka lat temu). Przy okazji jej odświeżania dowiedziałem się, że jest nowy przekład, który poważnie różni się od tego Janiny Mortkowiczowej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z lekturami to chyba jest duża dowolność, nauczyciel wybiera w zależności od zasobności biblioteki szkolnej, jak mi się wydaje.
      Córka, zainterpelowana w tej kwestii, zeznała, że oni nie brali. Zaczęła czytać kiedyś, ale przerwała, bo "było nudne". Ech, ta dzisiejsza młodzież. Tylko Harry Potter.

      Usuń
    2. Moja też ogłosiła, że było nudne, więc przypomniałem sobie - nie było, ale może się starzeję :-).

      Usuń
  2. Muszę sama ja sobie przypomnieć, szkoda, że jej nie mam w domu ale może na allegro starsze wydanie spotkam .Jestem podobnego zdania jeżeli chodzi o tłumaczenia.Wolę starsze i śmiem twierdzić, że są lepsze. Dlatego szukam starszych wydań.)

    OdpowiedzUsuń
  3. Można kupić stare wydanie już za złotówkę :)

    A ponowną lekturę bardzo sobie chwalę, to była czysta przyjemność!

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tym razem płakałam dopiero na samym końcu, gdy Boka dowiaduje się, że na placu wybudują dom :)

      Co do serii to tak, zagraniczne w takim złotym beżu. Ale polskie nie tylko bordowe (choć faktycznie mam takiego Choromańskiego i Lama i Kadena-Bandrowskiego) - bo mam też "Chłopów" w zieleni!

      Usuń
  5. Wspaniała książka. Co do tłumaczenia też wolę te dawniejsze. Zaczęłam właśnie czytać dzieciom. Słuchają z zainteresowaniem. Sama jestem ciekawa czy będę płakać przy śmierci Nemeczka. Zawsze płakałam. I jestem ciekawa jak to odbiorą moje dzieciaki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach, nostalgia mnie ogarnęła za czasami, gdy się dziecku czytało :)

      Usuń
  6. Czytałam "W ogrodzie pamięci". Jeśli dobrze pamiętam jedna z przodkiń pani Mortkowiczowej wyszła za Citroena i wyjechała z nim do Paryźa.A "Targowisko Próżności" mam właśnie w tym płóciennym wydaniu i też uwielbiam.Przede mną leży teraz "Wiatr z księżyca" Linklatera.Jeszcze tylko herbata z pigwą i może będzie fajnie, co? Magda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Herbata z pigwą? A co to za wynalazek? Dopiero opanowałam z imbirem :)

      Usuń
    2. No ładne ceny ma ten "Wiatr z księżyca"...

      Usuń
  7. On mi spłynął na półeczkę przez młodszą córeczkę :)))- szkolna biblioteka się pozbywała, a dziecko swojej matki przytargało do domu ok.dziesięciu tomów, w tym "Wiatr".Magda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No proszę, jakie masz mądre dziecko - nie to co moje :)

      Usuń
  8. Mi się tak średnio podobało. Chłopcy walczą o jakiś plac...nuda...Bomby z piasku...naprawdę? Ale było nawet ciekawe :)

    OdpowiedzUsuń