wtorek, 13 listopada 2012

Zdzisław Gajda - O ulicy Kopernika w szczególności...

Cały tytuł brzmi: O ulicy Kopernika w szczególności, o Wesołej w ogólności prawie wszystko.
Wydano nakładem Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego w 2005 roku.
I dlaczegóż uważam to za zakup roku?
Pięć lat temu trafiłam w internecie na felieton Mancewicza, w którym pisał on o tej książce. Pisał z przekąsem strasznym, ale Mancewicz to taki pajac krakowskiej Wybiórczej, więc się tym nie przejęłam, natomiast zapałałam ogromną chęcią zapoznania się z tą pozycją. Cóż, kiedy introuvable. Chodziłam i na Kopernika (mają tam taką medyczną księgarenkę) i wydzwaniałam do rektoratu i nic. Zaproszono mnie do ichniej biblioteki.
Dołożyłam więc tytuł do swoich ulubionych kryteriów wyszukiwania na allegro. I czekałam, bez zbytnich nadziei. Tymczasem w zeszłą środę otwieram pocztę, przeglądam newsletter z allegro, a tam JEST! JEST! JEST! Za 41 zł plus 5 zł za przesyłkę. Bierę!
Nawiasem mówiąc, następnego dnia odkrywam, że znowu jest u tego samego sprzedawcy kolejny egzemplarz, a wczoraj widziałam nawet ich pięć. A książka nowiutka, zafoliowana jeszcze. Wrzucam więc tytuł do internetu, a tu co mi wychodzi? Komunikat Collegium Medicum, że wyprzedają:

Uprzejmie informuję, że od dnia 3 września 2012 r. możliwy będzie zakup następujących pozycji albumowych wydanych przez Uniwersytet Jagielloński-Collegium Medicum:
1. "O ulicy Kopernika w szczególności o Wesołej w ogólności"
- autor: Prof. dr hab. Zdzisław Gajda
- wersja polska
- cena za 1 egz. 35,00 zł

He he, ktoś robi mały biznesik :)

No nic, grunt, że wreszcie mam. A dlaczego tak mi na tym zależało, zapyta ktoś.
Otóż do dzielnicy klinik przy Kopernika mam pewien osobisty stosunek. Najbardziej na świecie boję się trafić do szpitala. Życie (choćby krótkie, dwutygodniowe) bez łazienki dostępnej co chwilę, bez umycia głowy co rano, bez robionej co chwilę herbaty - jest dla mnie nie do pomyślenia.
Więc ja sobie po Kopernika często spaceruję - zaczarowując rzeczywistość. Że niby jak tam tyle bywam, to nigdy nie trafię do środka :) A skoro bywam, to chciałabym wiedzieć jak najwięcej na temat budynków, ale przede wszystkim ludzi, którzy z tymi budynkami byli związani, tak?
To już genezę mamy :)
Mało tego, jeszcze się udam po zakup drugiej pozycji z listy:
2. „O Wydziale Lekarskim Uniwersytetu Jagiellońskiego”
- autor: Prof. dr hab. Zdzisław Gajda
- wersja polska
- cena za 1 egz. 25,00 zł


A teraz o samej książce.
Najpierw skany z okładki - co pisze sam autor, profesor historii medycyny.


We wstępie raz jeszcze zaznacza, że książka ma służyć medykom, którzy wiążą na kilka lat swe życie z ulicą Kopernika - czyli krakowskim studentom medycyny (ja myślałam do tej pory, że medyk to to samo co lekarz, a tymczasem to tylko student).
Ja jednak uważam, że każdy zainteresowany historią Krakowa z przyjemnością przeczyta tę książkę, mimo natrafiania co i rusz na łacińskie nazwy schorzeń. Zresztą zazwyczaj autor je przystępnie tłumaczy, no a ja mam sprawę nieco ułatwioną, bo uczyłam się łaciny, a poza tym niektóre wyrazy są bardzo podobne do włoskich (a właściwie włoskie do łacińskich).
Książka składa się z trzech części:
- O ulicy Kopernika w szczególności
- O Wesołej w ogólności
- Ludzie tej ulicy
Może tu uświadomię nie-krakauerów, że Wesoła to nazwa dzielnicy, której główną ulicą jest właśnie Kopernika.
Zgodnie z tym podziałem, Gajda najpierw opisuje po kolei budynki znajdujące się przy Kopernika, nie ograniczając się do samych klinik, ale pisząc też o stojących tu kościołach (czterech!), o Domu Lekarskim urządzonym przez Wyspiańskiego, o Ogrodzie Botanicznym, a nawet o przedszkolu noszącym imię Wyspiańskiego, niegdyś ochronce sióstr felicjanek (hm, Drewniany różaniec). Opis tych budynków to historia ich powstania, ale również życiorysy ludzi z nimi związanych i wielkie mnóstwo anegdot.
Opisując szpital św. Ludwika (pediatryczny) i jego jubileusz 25-lecia Gajda cytuje ówczesną prasę:
Aż zawołałam moją córkę i spytałam, czy nie chciałaby pojechać do Rabki :)
Tymczasem zdaje się, że dzieci zołzowate to cierpiące na jakieś owrzodzenia.
Część druga zawiera opis rozmaitych budynków związanych z medycyną, a położonych w dzielnicy (na przykład Dom Medyków przy Grzegórzeckiej), a także szereg pałaców i pałacyków przy ul. Westerplatte i Lubicz. Wspomina także o kinie i mordowni przy Lubicz - ileż to godzin spędziłam w tym kinie, gdy pojawiłam się w Krakowie na studiach... nosiło ono nazwę "Młoda Gwardia", uległo likwidacji wraz z komuną, jest tam teraz nocny klub.
Wreszcie część trzecia, poświęcona ludziom: medykom czyli studentom w różnych czasach, pielęgniarkom, woźnym, pedlom, demonstratorom i wreszcie pacjentom, na przykład wielokrotnie wspominanemu Janowi Sztaudyngerowi (który będąc pacjentem kliniki wykrył w sobie drugie powołanie, tak pięknie umiał pocieszać innych pacjentów) czy Halinie Poświatowskiej.

Jedyne, co mogę zarzucić publikacji Gajdy, to brak indeksu. Książkę skończyłam czytać wczoraj, ale zanim do Skarbczyka wprowadzę dane z niej, minie trochę czasu. Nie podaje też autor bibliografii, a szkoda. To spisywałam sobie na bieżąco, przy okazji cytatów, ale nie zawsze wiadomo, czy dana rzecz istnieje tylko w maszynopisie (jak na przykład wspomniana tam praca dyplomowa Agnieszki Sosin Przewodnik po ulicy Kopernika w Krakowie, o której to pracy internet milczy jak zaklęty) czy też została wydana.
Przeczytałam 12 listopada 2012.



A oto moje łóżko w stanie na wieczór 12 listopada 2012.
Mamy tu (od lewej):
- to brązowe pod spodem to Mała encyklopedia filmu radzieckiego
- przed nią Język czeski dla początkujących - nie wyszłam co prawda poza drugą lekcję, ale założyłam, że samo wejdzie do głowy, jak będzie blisko niej leżało :)
- na czeskim Collegium Nowodworskiego, sama nie wiem, dlaczego akurat to
- Ibum max czy coś w tym stylu, opakowanie 24 tabletek
- z przodu Madame, wkładamy dziecko z powrotem! czyli naturalny ciąg dalszy lektury Ulicy Kopernika
- w środku koło ściany: PUSTE opakowania po ptasim mleczku i jakiejś bombonierce, wyrazie wdzięczności z pracy (nie ma kto wyrzucić, poza tym lepiej jak leżą puste niż pełne, mniej się będę tuczyć)
- notes, który parę dni temu dostałam i zaczęłam zapełniać propozycjami lektur
- Ulica Kopernika, już przeczytana
- no i stosik... najpierw albumowe wydawnictwo Jacka Purchli Kraków miasto środka, nie mam gdzie wstawić, jest duże i grube
- dwa ostatnie numery ALMA MATER i jeden NOWYCH KSIĄŻEK
- Jak czytać malarstwo - tak sobie po jednym, dwa obrazy do poduszki oglądam
- Bałucki z planu listopadowego, zaczęłam kiedyś czytać wstęp i na razie nie skończyłam
- Skarbczyk czyli duży zeszyt, który podzieliłam na kolejne litery alfabetu i zapisuję sobie w nim, gdzie co mogę znaleźć na temat Krakowa (typu: Domańska patrz "Ostygłe emocje" str. ta a ta); niestety czytam szybciej niż potem zapisuję, a gdy spróbowałam robić notatki w trakcie lektury, okazało się to mordęgą psującą cały smak czytania
- jakiś wydruk z internetu, nie pamiętam co
- zakładka-reklamówka Teatru Słowackiego
A Wy co macie w łóżku?

8 komentarzy:

  1. No zeszło ze mnie napięcie:) Ale teraz trochę mi głupio. Bo we wczorajszej podpowiedzi chodziło raczej o szpital, a ja od razu pomyślałam o przedostatnim etapie przed wiecznością;)Ach to czarnowidztwo;) No nic, kupuję w ciemno. To znaczy już nie tak w ciemno dzięki Twojemu opisowi. Naprawdę imponujesz mi wiedzą, systematycznością i...ukochaniem Krakowa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zauważyłam, o co Ci chodziło :) cóż, na TE tematy też sporo jest. I wyraźnie autor podkreśla, że ludzi postronnych do takiego na przykład prosektorium wpuszczać nie należy. I poetów też nie.
      A samych studentów... są dyskusje na ten temat. Bo student mający zajęcia z anatomii na I i II roku przyzwyczaja się do obcowania z trupem zamiast z żywym człowiekiem - i może stracić wrażliwość. No ale anatomię musi poznać, z drugiej strony...

      Usuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słodkie to było, jak jeszcze ptasie mleczko tam było...

      A tak w ogóle to chciałabym mieć takie łóżko "panieńskie", z mosiężną ramą i gałkami do pokręcenia!

      Usuń
  3. Co ja mam w łóżku? W łóżku to ja mam niesprzyjające warunki:) Ale obok niego są ZAWSZE: tabletki przeciwbólowe, pilniczek do pazurów, lupa i krem do rąk. Natomiast w stosiku "przyłóżkowym" aktualnie leży "Cyganeria z "Udziałowej" Wł.Grzelaka, "Wykład profesora Mmaa" S. Themersona (do którego nie mogę się zabrać), "Był bal" St. Cata Mackiewicza, "Listy z Rosji" de Custine'a (one leżą tu ciągle i polecam je bardzo, bardzo), "Książęta piastowscy Śląska" Z.Borasa, "Pacjentka doktora Hegla" M.Pujmanowej oraz słownik polsko - niemiecki, co mnie dziwi, bo nie mam do niego żadnego interesu. A co do Twej zdobyczy...
    "Mam chłopczyka na Kopernika, Słów powiernika, marzenie me". Mój znajomy z Krakowa wyjaśniał mi, że w tym mieście słowa przytoczonej piosenki brzmią szczególnie. No, fakt. Magda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tego zestawu wynika, że piłujesz pazury zerkając na nie przy pomocy lupy, zażywając jednocześnie tabletkę przeciwbólową, no a na koniec smarowanie!

      Do "Wykładu profesora Mmaa" to ja już 3 lata się zabieram.
      Natomiast skład stosu przyłóżkowego to jest zupełnie odrębna sprawa :)metr dalej stoi stół, na którym są te wszystkie kupy ostatnio nabytych książek. Ustawiłam je tak, żeby tytułów z łóżka nie było widać, bo się będę denerwować przed snem,a to niezdrowo.

      Usuń
  4. Nominowałem Twój blog do Liebster Blog. Jeżeli interesuje Cię ten fakt, zajrzyj do mnie:)

    OdpowiedzUsuń