sobota, 3 listopada 2012

Michał Rożek - Zwycięstwo Jana II Sobieskiego pod Wiedniem

Znowu się nabrałam. No niby widziałam ten podtytuł Echa wiktorii, ale myślałam (wiem, myślał indor...), że to TEŻ. Tymczasem to właśnie TO, nic innego. Nie dowiedziałam się nic ciekawego o bitwie, nic o tym, jak Kulczycki zbierał worki z kawą :)
Rożek opisał za to dokładnie, jak król Jan II Sobieski zbierał się na wyprawę pod Wiedeń, które kościoły nawiedził, jak zorganizowano w Krakowie wielką procesję błagalną, jak dotarła wiadomość o zwycięstwie, jak poczęto organizować triumfy, jak król rozdzielał trofea, a wreszcie, jak świętowano kolejne rocznice bitwy.
No przyznacie, że z okładki MOGŁAM się spodziewać jednak i czegoś o bitwie samej...
Trzeba było przestudiować spis treści:
No nic. Jestem bogatsza o wiedzę na temat tablic pamiątkowych tu i tam, wiem też, gdzie sięgnąć, jeśli będę chciała znów przestudiować łacińskie inskrypcje z bram triumfalnych i katafalków. Pójdę wtedy do biblioteki na Studenckiej - bo na szczęście książeczki tej nie kupiłam na własność :)
Przeczytałam 2 listopada 2012.

W rozdziale o ostatnich uroczystościach - 300-lecia bitwy pod Wiedniem - wspomina się o wystawie, jaka miała miejsce na Zamku Wawelskim. Przypomniałam więc sobie, że zaposiadłam swego czasu (drogą kupna w antykwariacie za całe 8 zet) album z tej wystawy. Odkurzyłam go więc i przejrzałam trochę obrazków - była to większa przyjemność niż czytanie Rożka :)

Tutaj chorągwie tureckie, które zdobyto pod Wiedniem. Ta u góry po prawej stronie miała bardzo ciekawą historię, bo Sobieski ofiarował ją do Domku Loretańskiego, ale stamtąd wydobył ją gen. Dąbrowski na czele Legionów Polskich. To tzw. chorągiew zulfikarowa. Zulfikar to szabla o rozdwojonym ostrzu, która miała należeć do Mahometa, jeden z najważniejszych symboli islamu.
To musiała być piękna wystawa, mimo czasu, w którym powstała (stan wojenny)... szkoda, że na niej nie byłam... jeszcze się wtedy nie interesowałam historią...



Już to obmacywałam na początku tygodnia w kafejce Gazety Wyborczej, ale to był jeszcze październik, wzięłam się w garść i wstrzymałam do listopada, coby rzecz wrzucić w koszty... I tak w piątek po fajrancie prosto na Bracką i wreszcie w moich rękach!
Rzecz świetnie wydana, bogato ilustrowana, zapowiadana przez Jakubowskiego na odczycie w Towarzystwie Miłośników Historii i Zabytków Krakowa jeszcze w zeszłym roku... wreszcie jest i już się nie mogę doczekać wolnej chwili, żeby to przeczytać od deski do deski - na razie tak sobie kartkuję i przeglądam.
Ostatnio Jakubowski miał w Towarzystwie odczyt na temat krakowskich hoteli - byłoby fajnie, gdyby też skończyło się to takim wydawnictwem.


Ponieważ tak mi się spodobało pisarstwo Antonowa, sięgnęłam po film nakręcony według innej jego powieści - Dieło było w Pieńkowie (Rzecz działa się w Pieńkowie), z 1957 roku.

Дело было в Пенькове (1957)
Reżyseria - Stanisław Rostocki, znany przede wszystkim z filmów Tak tu cicho o zmierzchu i Biały Bim Czarne Ucho.

Dieło było w Pieńkowie to historia odwiecznego trójkąta.
Film zaczyna się sceną w pociągu: Matwiej wraca po 2 latach do domu z miejsc nie tak oddalonych.
Opowiada swą historię konduktorowi.
Matwiej pochodzi z zabitej dechami wsi Pieńkowo, gdzie pracował jako traktorzysta.
Od dawna już podobała mu się córka przewodniczącego kołchozu, najładniejsza dziewczyna we wsi - Łarysa.
Dziewczyna to może niespecjalnie wykształcona, bo i skądże, ale niewątpliwie gospodarna i przede wszystkim kochająca Matwieja ogromną miłością. Sam Matwiej za bardzo nie przekonuje widza o sile swych uczuć, jeśli bierze z nią ślub, to bardziej wynika to z nudy i braku perspektyw...
Tymczasem w Pieńkowie pojawia się gość z daleka: z Leningradu przyjeżdża Tonia, która zamierza tu osiedlić się i pracować jako zootechnik.
Tonia różni się od Łarysy jak niebo a ziemia: jest wykształcona, miejska, kulturalna, ma szerokie horyzonty i planuje rozpocząć w Pieńkowie szeroko zakrojoną akcję socjalną, choćby wybudować klub, gdzie mogłaby spotykać się młodzież. Na razie młodzi gromadzą się u miejscowej babki-zamawiaczki, a jednocześnie producentki bimbru, Alewtiny.
Matwiej stopniowo zakochuje się w Toni, Tonia w nim, a my asystujemy dramatowi Łarysy, która wszystko widzi, a nie może nic zrobić, żeby męża z powrotem przyciągnąć do siebie... czy rzeczywiście nic? Oto Alewtina proponuje jej pewne ziółka... i Łarysa jest o krok od popełnienia morderstwa. Gdy dowiaduje się o tym Matwiej, zamyka Alewtinę w lodowni w piwnicy na całą noc - i za takie znęcanie się nad człowiekiem dostaje dwa lata. Nie mógł wszak na procesie powiedzieć o truciźnie, bo wydałby w ten sposób swoją żonę.
Jak zmienili się przez te dwa lata bohaterowie filmu, co zadecyduje Matwiej: wróci do żony czy odejdzie do Toni?
Matwieja zagrał Wiaczesław Tichonow. Ta właśnie rola przyniosła mu niebywałą popularność, choć dyskutowano na temat, czy jest on wiarygodny w roli traktorzysty, mając powierzchowność inteligenta. Potem przyszła Wojna i pokój, a wreszcie rola Stirlitza w Siedemnastu mgnieniach wiosny.


A teraz zmykam, bo córka mi suszy głowę, chcąc się dostać do komputera, kiedy idziesz i kiedy idziesz?
:)
Uciekam więc do kolejnej książki - przypominam sobie pewną lekturę z dzieciństwa, o chłopcach walczących o swe miejsce zabaw jak o ojczyznę. Już wiecie, o czym mówię?

6 komentarzy:

  1. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. He he. No fakt, nie spodobała, ale ze względu na mylne założenia :) czyli nie do końca była w tym wina pana Rożka... bardziej już wydawnictwa, które niezbyt precyzyjnie opisało książkę na okładce.

      Usuń
  2. Rożek ma niestety taki łatwy styl pisania, nic głębszego. To chyba specyfika jego książek.

    Dziękuję za podanie nowej książki:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przede wszystkim Rożek w kółko powtarza to, co już kiedyś pisał, choćby w rozmaitych artykułach. Kompiluje, zestawia i ciach! nowa książka!
      To już ładnych parę lat, jak nie kupuję jego kolejnych wydawnictw. Choć nie da się zaprzeczyć, że ma ogromne zasługi dla wiedzy o Krakowie, a jego "Przewodnik po zabytkach i kulturze Krakowa" to tzw. biblia przewodnicka :)

      Usuń
    2. "Przewodnika..." nie miałam w rękach, ale inne książki tak:) Jest jak piszesz:)
      Podobnie zresztą robi Koper.

      Usuń
    3. Ten Koper to nowość, więc nie sięgam programowo :) jak się odleży, to może...
      No ale widzę, że taśmowo wręcz produkuje kolejne "bestsellery".

      Usuń