środa, 28 listopada 2012

Charles Dickens - Dawid Copperfield

Młodsza generacja prawdopodobnie zna doskonale Davida Copperfielda... ale tego:
Czyli słynnego magika.
Ja jednak - jako osoba przez długie lata nie mająca styczności z telewizją - skłaniałam się bardziej ku książce Dickensa, aczkolwiek nie na tyle, żeby ją przeczytać :) Pickwicka proszę bardzo, Opowieść wigilijną kiedyś tam też, choć bez ekstazy, ale DC stał sobie grzecznie na półce i jeść nie wołał.
Dziwnym wobec tego wydaje mi się stan obwolut. Czyżby je tak zmasakrował mój Ojczasty podczas swojej lektury lat temu sześćdziesiąt? A może, o nieszczęsny, pożyczył swój egzemplarz komuś, kto myślał, że obwolutę można bezkarnie potargać? Ja bowiem uważam, że obwoluta jest SZALENIE ważna. Wbrew logice troszeczkę, która mówi, że obwoluta służy ochronie okładki. Cóż, kiedy zazwyczaj jest atrakcyjniejsza od tego, co kryje pod spodem. Osobiście obwoluty do czytania zdejmuję i pieczołowicie składam w bezpiecznym miejscu aż do zakończenia lektury. Stan obwoluty DC to jeszcze nic w porównaniu z tym, co zobaczycie za chwilę, w grudniowym czytaniu, na książeczce z serii NIKE. Ostrzegam.

Skończywszy z szatą zewnętrzną przechodzę do wewnętrznej.
Tak oto prezentuje się wyklejka. Na zdjęciu może mało wyraźna, ale w oryginale zapewniam, że chętni mogą śledzić peregrynacje Dawida do woli.
Następuje karta tytułowa, której nie mogę odpuścić, bo mówi nam co nieco o tłumaczce i wieku tłumaczenia. Wilhelmina Kościałkowska (1844-1926), przyjaciółka Orzeszkowej, pisała obrazki z życia i szkice literackie. Tłumaczyła też Kiplinga.
Zaciekawiłam się, kto przetłumaczył Pickwicka, a jako żem w robocie, nie mogę sprawdzić. Może też Wilhelmina? Styl jej w każdym razie bardzo mi przypadł do gustu i uważam - nie znając oczywiście oryginału, więc dyletanckie to mniemanie - że tłumaczenie jest kongenialne. Cały Dickens, taki jakim go widzę.
A jakim go widzę?
Ale zaraz zaraz, jeszcze jeden skanik, żeby już wszystko było jasne.

Czymże więc jest Dawid Copperfield?
Smutną historią chłopca, urodzonego jako pogrobowiec. Matka wyszła za mąż po raz drugi i będąc ciągle jeszcze młodą i niedoświadczoną dzieweczką trafiła na okrutnika, któremu zależało jedynie na jej mająteczku. Nowy mąż do spółki z siostrą-starą panną najpierw pozbywają się z domu Dawida, wysyłając go do szkoły-karykatury, potem robią, co mogą, żeby matkę Dawida sobie podporządkować, zdeptać, zdusić, co kończy się śmiercią biedaczki, a wreszcie przeznaczają Dawida do ciężkiej pracy zarobkowej, z dala od rodzinnego domu. Jedyną pociechą jest mu stara niania Peggotty, która czasem zabiera chłopca do swego brata-rybaka, mieszkającego w łodzi. Tam Dawid poznaje Emilkę, której obraz będzie mu zawsze stał przed oczyma. Wreszcie nasz bohater ucieka do ciotki Betsey, która była obecna przy jego narodzinach, ale odjechała natychmiast, gdy okazał się chłopcem, zniszczywszy w ten sposób piękny plan nadania swego imienia niedoszłej córce brata. Ciotka przejmuje opiekę nad nim i wiedzie go ku szczęśliwemu końcowi, choć nie bez cierni ta ścieżka.

No i cóż z tego, że historia smutna, gdy pękałam ze śmiechu nie raz i nie dwa. Humor i satyra w wydaniu Dickensa są niepowtarzalne. Cała galeria pysznych postaci, takich na przykład jak:
- pan Micawber i jego rodzina, ciekawam, jak się też to nazwisko po angielsku czyta? będę wdzięczna, jeśli mnie ktoś oświeci... pan Micawber żyje na kredyt bezustannie wystawiając weksle, które ma święty zamiar kiedyś spłacić, a sama czynność wypisywania weksla (połączona z myślą o szczęśliwym dniu spłaty, który na pewno nadejdzie) ma dla niego co najmniej tyle uroku co przyrządzanie ponczu
- Uriah Heep - który do tej pory kojarzył mi się z nazwą jakiegoś tam rockowego zespołu :) natomiast w powieści to schwarzcharakter, oślizgły typ, uosobienie hipokryzji, winien wielu nieszczęściom bohaterów powieści
- Barkis - ach, Barkis! dobrze przecież znany z Przyślę panu list i klucz Pruszkowskiej, gdzie to przezwisko dostał narzeczony bohaterki; słynna fraza Barkis gotów - wreszcie mi coś mówi! u Dickensa to woźnica, który właśnie w ten sposób oświadczył się Peggotty
- słodki pan Dick, z lekka niepełnosprawny umysłowo, ale zacności człowiek, zawsze służący dobrą radą
Mniej mi przypadły do gustu postaci młodych kobiet, z którymi przyjaźnił się lub które kochał Dawid: jakoś XIX-wieczne panienki są dla mnie mało strawne, choć trzeba oddać sprawiedliwość pisarzowi, że potrafił je doskonale opisać: swoją dziecinną żonę Dorę chociażby, typ, że zabiłabym!

Na zakończenie trochę ilustracji autorstwa Hablota K.Browne'a, który przyczynił się do popularności powieści Dickensa:
Ciotka Betsey przybyła do domu swego zmarłego brata...
A oto szkoła, do której ojczym posłał Dawida.
Dawid odwiedza po raz ostatni matkę.
Ciotka Betsey przyjmuje ojczyma Dawida wraz z siostrą i oznajmia im, że zabiera chłopca.
Dawid pokornie zaproszony na herbatę do Uriaha Heepa i jego matki.
Śmierć Barkisa.
Rodzina pana Micawbera, po raz kolejny rozpoczynającego nowe życie.
Dawid uczy się stenografii.


Znalezisko-wykopalisko z 2 tomu. Niestety tylko koperta, bez listu, a szkoda. Rok na niewyraźnym stemplu - chyba 1955.

Przeczytałam 28 listopada 2012.


Ostatnia przybyła paczuszka.
Wszystko to będzie w "recenzji" z czasem. Pisze w cudzysłowiu, no bo się nie poczuwam do serio pracy :)

Plus ostatnie zajrzenie do Księgarni Akademickiej, wczorajsze:
Ale na pewno nie ostatnie w tym roku, bo mają mi jeszcze sprowadzić inne tytuły hi hi.



Obejrzałam włoski (a może włosko-rumuński) film Cover boy w reż. Carmine Amoroso.
Trailer filmu:


Historia młodego Rumuna, którego ojciec zginął podczas zamieszek rewolucyjnych w Bukareszcie w 1989 roku. Przyjaciel namawia Ioana, który został mechanikiem samochodowym, do wspólnego wyjazdu do Włoch.
Ioan pierwszy z lewej.

Przyjaciel zostaje zatrzymany, a Ioan ląduje w Rzymie bez środków do życia, bez domu, bez pracy. Śpi na ulicy, myje się w fontannach czy publicznych toaletach. Wreszcie znajduje pracę na czarno jako mechanik. Poznaje Michele, 40-letniego Włocha, który pracuje w firmie sprzątającej dworzec Termini. Michele oferuje mu noclegi za parę euro w wynajmowanym przez siebie mieszkaniu. Jest w gruncie rzeczy takim samym biedakiem: pochodzi z południa Włoch i cho dawno już powinien założyć rodzinę i osiągnąć jakąś stabilizację, ciągle boryka się z brakiem stałej pracy (to temat niezwykle nośny we Włoszech, tzw. precarietà czyli sytuacja wspólna dla wielu młodych i już nie tylko młodych: braku gwarancji pracy, braku pewności jutra, braku możliwości ułożenia sobie życia).

Właścicielką mieszkania jest nieudana aktorka, grana przez popularną włoską komiczkę Lucianę Littizzeto:

Między dwoma mężczyznami pojawia się przyjaźń i wspólny projekt: Michele dobrze gotuje, otworzą więc restaurację "U Ioana i Michele" w najpiękniejszym miejscu świata, jak określa je Rumun, czyli w delcie Dunaju. Na ten cel będą gromadzić środki.
Jednak życie nikogo nie głaszcze po głowie i obaj tracą pracę. Ioan spotyka fotografkę mody, która proponuje mu wyjazd do Mediolanu i pracę w charakterze modela.

Wszystko wydaje się świetnie układać, gdy Ioan odkrywa, że był dla niej tylko środkiem do celu: za pomocą fotomontażu wykonała plakat dla firmy produkującej odzież, z nagą postacią Ioana, a w tle scena z okresu rewolucji rumuńskiej. Iona decyduje się wrócić do Rzymu.
Czy Michele jeszcze na niego czeka?

PS. Pickwicka tłumaczył Włodzimierz Górski.

18 komentarzy:

  1. Obszerny post i jak zwykle interesujący.
    Takiego Copperfielda pamiętam z tymi właśnie rycinami, ale czytałam go baaardzo dawno temu.
    "Opowieść wigilijna" to mój ulubiony Dickens.Jeszcze czytałam prawdopodobnie "Małą Doritt" , gdyż Klubu Pickwicka jeszcze nie.
    A z filmów to udało mi się oglądnąć począwszy po pół godzinie od rozpoczęcia/wczesśiej kończył jakiś film akcji mąż/ już do konca "Księżną".
    W ciekawe pozycje zaopatrzyłaś biblioteczkę.Ja też się pochwalę, jak tylko mi poschodzą nabyte książki na Fincie.pl)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja "Księżnej" jeszcze nie widziałam, w przeciwieństwie do mojej córki, która obejrzała chyba już wszystkie filmy świata (bawi się w ocenianie ich na filmwebie i podawała mi jakieś kosmiczne liczby)...
      I nie wiem, co to ta Finta jest, chyba zajrzę :)

      Usuń
    2. Finta to portal wymiankowy.)

      Usuń
    3. Buuuuuu. Gdzież bym ja co oddała :)

      Usuń
    4. Ja oddaję głównie biżuterię.)

      Usuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaopatrzyłam się, bo daaaaawno daaaaawno temu duże wrażenie zrobił na mnie film. I nawet nie wiedziałam, że według książki był. Więc jakem zobaczyła ją za tradycyjną złotówkę wśród innych oferowanych przez sprzedawcę (do którego weszłam po "Szpadę, bagnet, lancet" cytowany w "O ulicy Kopernika"), tom wzięła bez wahania :)

      Usuń
    2. A "Pickwick" jest moim ulubionym do tej pory. Ale - jak już przeczytam skompletowaną resztę - może to się zmieni? Choć najsilniej trzymają się człowieka upodobania wyniesione z dzieciństwa czy wczesnej młodości...

      Usuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No toś mnie zachęciła deczko. Mam nadzieję, że mi córuś nie skasowała.

      Usuń
  4. Co prawda mój ulubiony Dickens to "Wielkie nadzieje" ale "Copperfield" też może być, z niego wzięła się nazwa zespołu "Uriah Heep", który kiedyś należał do moich faworytów :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Wielkich nadziei" mi właśnie brakuje, jak się okazało :(
      No ale cóż, dopożyczy się z biblioteki.

      Usuń
    2. I do kompletu obejrzyj film - wersję z 1946 r., moim zdaniem jest lepsza niż późniejsze wersje.

      Usuń
    3. Poproszę córkę, ale nie robię sobie WIELKICH NADZIEI. Ilekroć ją o coś proszę, to tego nie ma :(
      Ostatnio znalazła na me żądanie "Posłańca" - to znowu polskich napisów niet.

      A ja umiem szukać tylko ruskich i włoskich.

      Usuń
  5. http://www.merriam-webster.com/dictionary/micawber Tu mozna posłuchac wymowy słowa micawber, klikając na glośniczek :) Słowo powstalo od nazwiska właśnie dickensowego bohatera i weszło do uzycia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lilybeth, jesteś nieoceniona!
      Ja się tak zafiksowałam na żydowskim brzmieniu tego nazwiska, że ani rusz :)

      Usuń
  6. Witaj!,
    czytając D.C. trafiłem przypadkiem na Twojego bloga i już dodałem go do ulubionych (jeśli nie masz rzecz jasna nic przeciw temu). Ponieważ jestem w trakcie lektury nie doczytałem recenzji do końca ale przeglądając pozostałe wpisy znajduję w Tobie bratnią duszę i wiem, że będę zaglądał tu regularnie :)
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że zyskałam nowego czytelnika :)
      Miłej lektury DC!

      Usuń