środa, 21 listopada 2012

Aleksandra Marinina - Smiert i niemnogo lubwi

Kolejny tom Marininej, siódmy z kolei.
"Śmierć i trochę miłości".
Dla Nastii Kamieńskiej nadszedł wreszcie ten dzień: jutro ma wziąć ślub z Loszą Czistiakowem. A potem długi, miesięczny urlop przeznaczony na miesiąc miodowy w Nastinym wydaniu czyli ona będzie tłumaczyć kryminał z francuskiego, a on pisać nową książkę. Właściwie to mogliby gdzieś pojechać, jest maj, sprzyjająca pogoda... no ale znamy Kamieńską i jej upodobanie do wypoczynku - wszak ona odpoczywa jedynie pracując. Nawet w piątek wieczór, na kilkanaście godzin przed ślubem, jeszcze siedzi na Pietrowce. A gdy stamtąd wreszcie wyjdzie, kogóż dostrzeże jej bystre oko w kawiarni koło metra? Znajomą jej parkę: on był podejrzany o gwałt, ale wykręcił się przedstawiając mocne alibi, które zapewniła mu przechodząca rzekomo, w drugim końcu miasta, nieznajoma potwierdzająca jego tożsamość. I otóż właśnie z tą nieznajomą niedoszły skazany Artiuchin planuje wyjazd do Turcji. Nastia oczywiście usiadła przy sąsiednim stoliku, żeby podsłuchać rozmowę, z której wynikało, że od dawna są razem. Z miejsca więc oznajmia Artiuchinowi, że śledztwo w jego sprawie będzie wznowione.
Toteż gdy następnego poranka, jeszcze przed wyjazdem do USC, ktoś wkłada w jej drzwi białą kopertę z kartką, mówiącą Nie rób tego. Pożałujesz - jest pewna, że to Artiuchin zaczął działać, chcąc ją nastraszyć.
Ślubu nie udaje się wziąć bez sensacji - w urzędzie zastrzelono inną pannę młodą. Szybko okazuje się, że to samo stało się w jeszcze innym USC. I narzeczone też dostały takie kartki, z tym samym napisem.
Czy wiąże się to z Artiuchinem czy też chodzi o udaremnienie innego ślubu? Zaczyna się śledztwo i Nastia nie potrafi trzymać się z daleka, choć jest przecież na urlopie.
Przeczytałam 21 listopada 2012.

Przyszła przesyłeczka z allegro na osłodzenie żywota:
Się bardzo cieszę z tej małej Panowej.


Obejrzałam włoski film Bianco e nero (Czarne i białe) w reż. Cristiny Comencini z 2008 roku.
Na YT fragment z końcówki filmu:


Plakat filmu mówi wszystko:
Mamy klasyczny trójkąt, a nawet czworokąt - dwa wydawałoby się szczęśliwe małżeństwa. Elena pracuje dla organizacji zbierającej środki finansowe dla Afryki i prosi męża, technika komputerowego Carlo, żeby poszedł z nią na kolejne nudne dla niego przyjęcie. Tam Carlo spotyka fascynującą Senegalkę Nadine - to z jej mężem, Bertrandem pracuje Elena. Zbliżają się urodziny córeczki (przerozpieszczonego bachora, ale to we Włoszech norma) Eleny i Carla, więc para zaprasza również dzieci Nadine na tę imprezę. Urodziny to prawdziwa katastrofa, długi szereg gaf i komicznych sytuacji, bowiem rodzice Eleny są klasycznymi rasistami: matka Eleny zadaje Nadine uprzejme w swoim mniemaniu pytaniu, gdzie znalazła taką oryginalną spódnicę (i opada jej szczęka, gdy słyszy krótką odpowiedź: Armani), a ojciec ciągnie ją do gabinetu, by opowiedzieć historię swego romansu na pustyni. Nadine pracuje w ambasadzie, pochodzi z inteligenckiej rodziny, ale biali postrzegają ją jedynie jako biedną Murzynkę - to akurat materiał na służącą lub dziwkę.

Nadine przynosi do Carlo zepsuty komputer do naprawy, a Carlo korzysta z tej okazji, by zjawić się u niej w domu z naprawionym sprzętem. Od tego tylko krok do łóżka.
Wybucha namiętność, która jest też ciekawością co do odmienności. Jak to jest być czarnym, jak to jest być białym? Jak Cię widzą ludzie, jak Ty ich postrzegasz?
I wreszcie czy taka historia ma szanse przetrwania?


PS. Następna notka będzie nieprędko, bo zaczęłam Dawida Copperfielda ( 2 tomy po ok. 400 stron), a najbliższe wieczory mam zajęte sprawami zawodowymi. Buuu.
W dodatku waham się: w Taniej Jatce jest Historia kina polskiego Lubelskiego za bodajże 45 zł. Brać, nie brać. Kwota nie taka niska. Z drugiej strony to i tak połowa normalnej ceny. Co robić?

7 komentarzy:

  1. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też czytałam po polsku, w 2008 roku, więc już zdążyłam zapomnieć. Coś mi tam świtało, kto był winien, ale nie do końca :)
      Kamieńska jest deczko trudniejsza od Doncowej, ale tylko trochę, więc można się brać :)

      Usuń
  2. Czytasz po rosyjsku:) Szkoda, że po maturze zaniedbałam ten język. Na studiach - lektoracie - przewodziłam w znajomości:)) A potem...ech...
    A "Globusa i Palkę" to ja chyba czytałam w dzieciństwie, tak mi coś świta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic straconego. Ja też miałam długą przerwę... jakieś 30 lat :) i dało radę!


      Wiktor Zawada jest mi znany jako autor trylogii o dzieciakach podczas okupacji (Kaktusy). "Globus i Pałka" też w czasie wojny się dzieje.

      Usuń
  3. Już tydzień jak nie ma żadnych wieści książkowo-filmowych od ToPrzeczytałam. tęskni nam się :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uprzejmie donoszę, że mnie też tęskno.

      Skończyłam dziś przed południem czytać wyznaczoną pozycję i z radością przydyrdałam do roboty na wieczór, z myślą, że notka będzie, ani chybi.

      Tymczasem zdjęcia zostawiłam w domu :(
      Tak więc tumoroł, moiściewy.

      Usuń
    2. Córcia mi dosłała zdjęcia, więc wywiązuję się i publikuję już dziś :)

      Usuń