wtorek, 15 stycznia 2013

Georges Simenon - Maigret à l'école

Czyli Maigret w szkole.
Kolejna powieść o Maigrecie z 1953 roku (Simenon był bardzo płodny... no, pracowity chciałam powiedzieć).
Ma to swoje znaczenie, bo gdy autor opisuje życie na prowincji - bez tych rozrywek, jakie zapewnia Miasto - i zdajemy sobie sprawę, że nie było jeszcze telewizji - lepiej rozumiemy mentalność mieszkańców, to włażenie z butami do cudzego życia, zaglądanie do cudzych garnków, przebieranie w cudzych brudach. Tym zajmuje się stara Léonie Birard, czarna owca nadmorskiej wioski, wiecznie czatująca w oknie, by pokazać przechodzącym język lub rzucić jakieś wyzwisko. Dojadła naprawdę wszystkim, więc gdy ktoś strzelił do niej z dziecinnego karabinka, cała wioska się ucieszyła - że trafiono prosto w oko, dzięki czemu Léonie zmarła na miejscu. Drugim powodem do uciechy był fakt, że udało się oskarżyć o ten czyn nauczyciela - obcego w wiosce, nielubianego wraz z całą rodziną. W ten sposób sprawa wydaje się być przesądzona, nikt nie poniósł szwanku i wioska z radością szykuje się do uroczystego pogrzebu staruszki. To będzie prawdziwe święto!
Na szczęście nauczyciel, zanim został aresztowany, zdołał pojechać do Paryża i stanąć przed samym Maigretem. Komisarza zaciekawiła nie tyle jego historia, co ... podniecił go pierwszy dzień wiosny: wyobraził sobie, że będzie pił schłodzone białe wino i zajadał mule na jakimś tarasie nad brzegiem morza, więc wybrał się do Saint-André wraz z nauczycielem, oddał go w ręce miejscowej policji i zajął się niespiesznym prywatnym śledztwem. Cóż, czekało go wielkie rozczarowanie - jest odpływ i nikt nie wybiera się na połów, trzeba będzie obejść się duszonym królikiem.
A co z nauczycielem? Czy to on rzeczywiście strzelał czy też chłopiec oskarżający go kłamie?
Kto zna francuski, może się przekonać tutaj: znalazłam film :)

Wydawnictwo PRESSES DE LA CITE' Paris 1968, 188 stron
Z własnej półki (kupiona 16 maja 1988 roku za 400 zł)
Przeczytałam 14 stycznia 2013


Najnowsze nabytki
Pojechałam na Politechnikę po książki wypatrzone na ich stronie internetowej. Schodziłam się po terenie uczelni, NIKT nie wiedział, gdzie miałby być jakiś kiosk/księgarnia. Wreszcie zrezygnowana wyszłam, patrzę przed siebie - tam taki apartamentowiec paskudny postawili, co to niby Bachleda-Curuś kupiła mieszkanie - a tam jest papiernicza księgarenka! I były cztery książki z szukanych pięciu!
Całość kosztowała mnie 70 zł.

Przyszły też przesyłki z allegro.
Pierwsza zawierała książkę, którą kupiłam ze względu na tytuł (i cenę - 1 zł). Okazała się wielkości książeczki do nabożeństwa :) Są to wspomnienia czyjegoś wujka, który został skazany, już po II wojnie, na 25 lat łagru.

Skusiłam się też na brakującą mi część Katalogu Zabytków Sztuki czyli Wawel (32 zł, a więc przystępnie):

Przeglądając cracoviana zorientowałam się ostatnio, że mam tylko pierwszą część wspomnień Henryka Voglera, więc nabyłam szybciutko drugą (5 zł):
Trzecią też, ale u innego sprzedawcy, jeszcze nie dotarła.


ALMA MATER, nr 152-153 - grudzień 2012/styczeń 2013
Przytargałam też do domu nowy numer ALMA MATER - miesięcznika Uniwersytetu Jagiellońskiego.
W numerze ciekawe artykuły:
Siedmiostronicowy wywiad z Normanem Daviesem.

Pięciostronicowy artykuł o Collegium Wróblewskiego i zapewnienie, że w lutym wyjdzie jego monografia, trzecia z kolei w serii monografii budynków uniwersyteckich.

Osiem stron na temat prof. Mieczysława Porębskiego, znanego historyka sztuki.

Recenzja najnowszej książki o Sonderaktion Krakau, którą widziałam w księgarni, ale jakoś się nie zainteresowałam, uznając widać, że mam już wystarczająco dużo materiałów... tymczasem to rzecz nieco inna, bo okiem studenta - Zygmunt Starachowicz przyszedł pamiętnego 6 listopada 1939 roku do Collegium Novum po podpis do jednego z profesorów i tak dostał się w pułapkę...

I wreszcie nowa rubryka w piśmie: Kącik brydżowy. Ja nie gram, ale z ciekawością przeczytałam, że absolwentka matematyki UJ uczy brydża jako przedmiotu szkolnego w jednym z krakowskich gimnazjów - młodzi adepci karcianej sztuki mają obowiązkowo 6 godzin zajęć tygodniowo i ocenę na świadectwie :)
Tudzież zabawną anegdotę o znanej postaci Krakowa i Uniwersytetu - chodzi o prof. Antoniego Leona Dawidowicza, zapalonego brydżysty, który na turniejach pojawiał się z nieodłącznymi kombinerkami. Pytany, po co mu one, wyjaśniał, że potrzebne będą do resekcji pewnej części ciała przeciwnika (mającej znaczenie w prokreacji) w przypadku profesorskiej przegranej :)

Zainteresowanych miesięcznikiem informuję, że jest on w całości dostępny w sieci.



Cykl: CRACOVIANA NA MOJEJ PÓŁCE, odc.5
Ciąg dalszy Biblioteki Krakowskiej.
Link do spisu całości jest w poprzednim odcinku.

Nr 100: Adam Chmiel - Szkice krakowskie, 1939-1947

Nr 102 i 103: Dr Józef Reiss - Almanach muzyczny Krakowa 1780-1914, 2 tomy, 1939

Nr 104: Praca zbiorowa - Pod rządami wroga 1939-1945, 1946

Nr 105: O.Dr Romuald Gustaw (bernardyn) - Klasztor i kościół św. Józefa ss.bernardynek w Krakowie 1646-1946, 1947
Monografia kompleksu przy ul. Poselskiej, wcześniej przy Koletek.

Nr 106: Janina Bieniarzówna - Z dziejów liberalnego i konspiracyjnego Krakowa (1833-1848), 1948
Nigdy nawet nie zajrzałam do środka, jest nieporozcinana, ale nadejdzie jej chwila!

Nr 107: Juliusz Demel - Stosunki gospodarcze i społeczne Krakowa w latach 1846-1853, 1951
Toż samo.

Nr 114: Janina Kras - Wyższe Kursy dla Kobiet im. A.Baranieckiego w Krakowie 1868-1924, 1972
Czyli o tzw. Baraneum. Rzecz wyszła jakoś tak dziwnie, nie w serii. Kilkanaście następnych zyskało jednolitą oprawę graficzną obwolut - ale o tym następnym razem.

18 komentarzy:

  1. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest to kultowy kocyk mojej córki, a nie mój :) mój jest w szarościach, ale daleko od okna i za ciemno do zdjęć :)
      Przynajmniej zawsze swoje zdjęcie rozpoznam w necie :)

      Usuń
    2. Jednym słowem - kocyk prawdę powie... :))

      Usuń
    3. O tak, kocyk na zmianę z dywanem :) czasem jeszcze szara poduszka :)

      Usuń
  2. Kurcze tyle sama potrafiłam przeczytać.
    Gdybym nie była leniwa to może bym i wróciła do francuskiego, ale nie wierzę, że potrafiłabym przebrnąć choćby same czasy. Toteż tylko mogę Ci zazdrościć tego czytania w oryginale.
    Biblioteka Ci puchnie.)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najgorzej to myśleć o czasach i innych gramatykach... lepiej zabrać się za czytanie niż nad nim medytować :)
      Przykładem mój rosyjski, odświeżony po tylu latach.

      Usuń
  3. Bardzo mnie zaintrygowała ta księgarenka koło Politechniki, co do której nie mogłaś trafić, ale w końcu znalazłaś. Na jakiej ulicy to jest? Chętnie się tam wybiorę i może cosik dla siebie ciekawego znajdę:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na Warszawskiej. Jak staniesz plecami przed wejściem do Politechniki - głównego gmachu - to będziesz miała ten ceglany apartamentowiec dokładnie przed sobą. Ale ostrzegam, to głównie papierniczy z działem książkowym - technicznym.

      Usuń
  4. Salwator Kraków Europa...niestety nie ma na Allegro. A kusi bardzo:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To "Historia i architektura osiedla (1908-2003) na tle przemian w architekturze krakowskiej i europejskiej początku XX wieku". Chodzi o słynne "osiedle profesorskie" przy Gontyny, Anczyca i bł. Bronisławy.
      Przypuszczam, że można też nabyć ze strony Politechniki.

      Usuń
  5. No tak na najprostsze rozwiązania nie przychodzą do głowy;) A to jeden z moich ukochanych rejonów Krakowa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój też :) uwielbiam tam spacerować, choć najpierw muszę kupę czasu jechać... za to wracam do domu przeważnie na (dłuuuugą) piechotę :)

      Usuń
    2. Jak ja bym tak chciała:)
      i oczywiście w moim poprzednim komentarzu o jedno "na" za dużo;)

      Usuń
    3. Twoim chceniem spowodowałaś, że i mnie się zachciało. Ale za zimno, o nie!

      Usuń
  6. Bardzo interesujący blog. Taka inna trochę formuła od najczęściej spotykanej. Chyba będę tu częściej zaglądał :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Stare książki mają coś w sobie:)W zakupach szalejesz:) Francuskiego niestety nie znam, uczyłam się na studiach z własnej chęci- przez 2 lata przychodziła do mnie dziewczyna, w szkole nie miałam niestety.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam do francuskiego niezwykły sentyment, uczyłam się go w liceum, więc i wspomnienia z tym się łączą niebywałe :)
      Nieraz sobie marzę o spotkaniu z moją profesorką ówczesną, wiem, że jeszcze żyje...

      Usuń