niedziela, 27 stycznia 2013

Aleksandra Marinina - Czużaja maska

Zaczyna się! Aleksandra Marinina uznała, że pisanie jakichś tam zwykłych kryminałów jest niezbyt satysfakcjonujące i zabrała się za tworzenie powieści psychologicznych z wątkiem kryminalnym w tle. Taka powieść charakteryzuje się znacznym zwiększeniem objętości, bo przecież gdzieś trzeba zmieścić te dywagacje. I tak oto kolejna powieść z Nastią Kamieńską liczy już ponad 550 stron, a co będzie dalej? Ha! Dalej będą już powieści 2-tomowe :) słowo daję, mam już kilka takich!

Na razie jednak cieszę się, że dałam radę temu opasłemu tomisku.
Jest to bodajże jedenasty tom. Ostatnio był ósmy, ale dziewiąty czytałam w październiku po polsku, a dziesiąty też po polsku w grudniu. Takie się trochę zamieszanie porobiło w mojej prywatnej chronologii marininowej, a to przez to, że w bibliotece mi te polskie wpadały w ręce. W przyszłości to nie grozi, bo nic więcej w polskim tłumaczeniu chyba nie wyszło :)

Tytuł oznacza CUDZĄ MASKĘ no i cały problem Nastii Kamieńskiej w tym, by wydedukować, kto i dlaczego tę maskę zakłada.
Mamy trzy główne wątki:
- Nastia prowadzi śledztwo w sprawie zastrzelenia przed drzwiami mieszkania znanego pisarza Leonida Paraskiewicza. Był młody, szczęśliwie żonaty z kochającą go Swietłaną, bardzo popularny wśród czytelniczek, bo pisał powieści miłosne, odznaczające się wybitnym znawstwem kobiecej psychiki i jedyne, co mu doskwierało, to ... zaborcza matka, nienawidząca synowej, a świata nie widząca poza Lonią.
- w tym samym czasie Natalia Dosiukowa odwiedza swego męża, byłego biznesmena Żenię, osadzonego w kolonii karnej z wyrokiem 8 lat za zabójstwo innego biznesmena, rzekomo z zazdrości o żonę. Natalia tak naprawdę została żoną Dosiukowa dopiero po jego aresztowaniu, a wcześniej przez 4 lata była jedynie kochanką. Zaczynamy podejrzewać, że to ona maczała palce w ukartowaniu tego zabójstwa - zwłaszcza, że Żenia nigdy nie przyznał się do winy, a teraz żąda od niej wszczęcia prywatnego śledztwa. I tak spotykamy ponownie Stasowa, który już zwolnił się z milicji, pracuje jako szef ochrony w przedsiębiorstwie filmowym, a jednocześnie jako prywatny detektyw. Stasow nie znajduje żadnego punktu zaczepienia dla próby uniewinnienia swego klienta... poza jednym drobnym szczegółem: z zeznania jednego ze świadków wynika, że domniemany Żenia-zabójca palił papierosa bez filtra, trzymając go dwoma palcami na więzienny sposób. Skąd takie przyzwyczajenie u dobrze wychowanego, pochodzącego z doskonałej rodziny człowieka?
- jednocześnie Marinina rozwija wątek polityka Siergieja Bieriezina, który kandyduje do Dumy, a którego prywatne życie wygląda dosyć dziwnie: żona Irina zbiesiła się już dawno temu, pije i szlaja się. Tymczasem kilka miesięcy wcześniej miał miejsce wypadek samochodowy, po którym Irina długo się leczyła, przebywała w sanatorium, a teraz właśnie, na tydzień przed wyborami, Bieriezin zabiera ją do domu, by pomagała mu w kampanii. Irina jest jak nie ta sama... bo też i nie jest TĄ Iriną - to była prostytutka, bardzo podobna zewnętrznie do dawnej żony Bieriezina. Teraz tylko musi się nauczyć postępować jak przystało na żonę rosyjskiego polityka... i oboje muszą się nauczyć razem żyć.
Co stało się z TAMTĄ Iriną? Kto zabił pisarza Paraskiewicza? Jak podstawiono Dosiukowa? I jaki związek między sobą mają te trzy sprawy?
No cóż. Gdy powieść zostanie przetłumaczona na polski - dowiecie się :)

Moja rosyjska półka:
Dwurzędowa. Ta pierwsza. Potem się rozrosła i jest ich teraz trzy i pół :) Moja profesorka rosyjskiego z liceum by się ucieszyła (chyba... bo jednak nie Puszkin na niej stoi i nie Czechow, tylko tzw. ironiczne detektiwy... no ale po rosyjsku jednak ktoś z jej uczniów czyta. Koleżanka jedna nawet poszła na rusycystykę, ale potem, po zmianach w szkolnictwie, przekwalifikowała się na germanistkę i czy jeszcze wraca do literatury rosyjskiej - nie wiem).


Wydawnictwo EKSMO Moskwa 1997, 556 stron
Seria Z CZARNYM KOTEM
Z własnej półki (kupiona 19 października 2009 za 6 zł)
Przeczytałam 26 stycznia 2013.


Cykl: CRACOVIANA NA MOJEJ PÓŁCE, odc.7
Reszta Biblioteki Krakowskiej.
Link do spisu całości jest w pierwszym odcinku.
Dziś tomy 127 - 154. Wszystkie miały jednolitą białą szatę graficzną, tyle że w pewnym momencie wprowadzono twarde okładki.


Nr 127: Jerzy Mikułowski-Pomorski - Kraków w naszej pamięci, 1991
Plon konkursu ogłoszonego w 1969 roku pod hasłem Czym był i czym jest dla mnie Kraków.

Nr 128: Renata Żurkowa - Ksiegarstwo krakowskie w pierwszej połowie XVII wieku, 1992

Nr 129: Jan Kracik - Ludzie z przedmieścia historii. Kleparzanie czasów staropolskich, 1993

Nr 132: Urszula Perkowska - Studentki Uniwersytetu Jagiellońskiego w latach 1894-1939, 1994

Nr 133: Praca zbiorowa - Kościuszce w hołdzie, 1994

Nr 136: Między gotykiem a barokiem. Sztuka Krakowa XVI i XVII wieku. Materiały sesji naukowej z 1993 roku, 1997

Nr 137: Wiesław Bieńkowski - Strażnicy dziejów miasta narodowej pamięci. Towarzystwo Miłośników Historii i Zabytków Krakowa w latach 1896-1996, 1997

Nr 138: Zbyszko Górczak - Podstawy gospodarcze działalności Zbigniewa Oleśnickiego biskupa krakowskiego, 1999

Nr 141: Artur Gerhardt - Rodzina Wodzickich w Krakowie w XVIII i XIX wieku, 2001

Nr 143: Barbara Szornel-Dąbrowska - Towarzystwo Miłośników Książki w Krakowie w latach 1922-1939, 2001
Członkiem Towarzystwa był m.in. Franciszek Bielak, który sporo o nim napisał w swoich wspomnieniach Z odległości lat.

Nr 144: Katarzyna Dormus - Kazimiera Bujwidowa 1867-1932. Życie i działalność społeczno-oświatowa, 2002

Nr 145: Aniela Kiełbicka - Izba Przemysłowo-Handlowa w Krakowie 1850-1950, 2003

Nr 146: Anna Zwiercan-Witkowska - Działalność Prywatnego Seminarium Nauczycielskiego Żeńskiego Towarzystwa Szkoły Ludowej im. Franciszka Preisendanza w Krakowie, 2004

Nr 147: Monika Jaglarz - Księgarstwo krakowskie XVI wieku, 2004

Wydawnictwo jubileuszowe - nr 150 - przybrało niespotykane rozmiary i wywędrowało na "wyższą" półkę:
Od tej pory kolejne tomy wychodzą w twardej oprawie z ilustracją na okładce.

Nr 150: Praca zbiorowa - Kraków. Nowe studia nad rozwojem miasta, 2007
Ilustracje do poszczególnych artykułów wydano w osobnym tomie.

Trzeba było przejść na inną półkę, bo skończyło się miejsce :)

Nr 151: Henryk Markiewicz - Cracoviana. Sprawy i ludzie, 2009

Nr 153: Jan M.Małecki - Dzieje Witkowic i Górki Narodowej, dawnych wsi Kapituły Katedralnej. Ze studiów nad przedmieściami Krakowa, 2010

Nr 154: Łukasz Tomasz Sroka - Sprawiedliwi chcą być doskonali. Z dziejów wolnomularstwa w Krakowie od XVIII wieku do współczesności, 201

Tyle. Następne tomy będą się tu pojawiać w miarę ukazywania się :)
Natomiast w następnym odcinku - przewodniki po Krakowie.

36 komentarzy:

  1. To ja mam małe pytanko jeśli chodzi o literaturę rosyjską.Jestem właśnie w trakcie lektury "Bestsellera w Rosji" pt. "Miłość oraz inne dysonanse" - napisana wspólnie przez naszego chemika Janusza L. Wiśniewskiego i rosyjską pisarkę Iradę Wownenko.
    Niewiele o Wownenko wiem, tyle co z okładki ksiązki. Czy to jakaś postać znana we współczesnej literaturze rosyjskiej?
    Książka mnie "nie porwała" i tak poczytuję bez entuzjazmu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jej nie znam. Wiem tylko, że od niedawna (kilku lat) zajmuje się pisaniem i że ten duet: Wiśniewski-ona zrobił furorę na rosyjskim rynku, ale to nie dziwi, bo Wiśniewski tam bożyszcze.
      A tak w ogóle jest historykiem sztuki bodajże.

      Pan Wiśniewski jest mi na tyle obcy, że nawet mi przez myśl nie przejdzie go czytać (po doświadczeniu z Samotnością...

      A co do mojej znajomości współczesnej literatury rosyjskiej, to jest ona żadna, niestety. Ku mojemu wielkiemu ubolewaniu zlikwidowano księgarnię rosyjską w Krakowie, gdzie przynajmniej można było przejrzeć nowości i cokolwiek z okładek się dowiedzieć.

      Usuń
  2. Mój podziw dla Ciebie rośnie w tempie, jak przyrastają zasoby Twojej biblioteki na rosyjskich półkach i krakowian. Mam "Annę Kareninę " po rosyjsku i Puszkina, może i ja bym coś popróbowała sobie przypomnieć. Jak w ósmej klasie w liceum/ byłam ostatnim rocznikiem klas siódmych w szkole podstawowej/przyniosłam sobie do domu Annę Kareninę to ciocia, u której mieszkałam kazała mi ją oddać do biblioteki, gdyż stwierdziła, że dla mnie na nią za wcześnie, ale łaskawie wtedy stwierdziła, że mogę przeczytać ale po rosyjsku.Nie doszło jednak do tego nigdy.)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anna Karenina to moim zdaniem grubszy kaliber w oryginale. Ciocia miała włączonego cenzora, a jednocześnie zapędy dydaktyczne w kwestii językowej :) cóż, wszystko przed Tobą :)

      Usuń
  3. Ja z kolei chciałabym zapytać o mozliwość wypożyczenia książki u Ciebie. Chodzi mi o Henryka Markiewicza z serii Biblioteki Krakowskiej. Jestm jego wielką fanką. Ale u nas w Warszawie raczej nie ma na to szans... Jaki jest Twój stosunek do takiej pożyczki? Piszę tu, bo nie znalazlam Twojego maila priv.
    Mój mail do tych celów: agnieszkaczyta[at]gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja poza kryminałami mam tylko Mistrza i Małgorzatę i kilka tomików Dowłatowa. I oczywiście Timura i jego komandę :)

      Jesteś pewna, że zamawiałaś z Krakowa? Bo mnie się wydaje, że to była tylko filia księgarni warszawskiej, która, nota bene, też się zamknęła. Ale istnieje, zdaje się, drugi sklep internetowy. Może to właśnie konkurencja wykończyła jeden z nich?

      Usuń
  5. Marinina wciąż przede mną i dzięki Tobie nabieram coraz większej ochoty na jej książki.:) Czy uważasz, że tę serię powinno się czytać koniecznie w porządku chronologicznym czy można tak bardziej na wyrywki? W czasie ostatnich wakacji mąż przeczytał "Za wszystko trzeba płacić" i twierdzi, że większych luk informacyjnych nie odnotował. :)
    Biblioteki Krakowskiej bardzo Ci zazdroszczę. Najbardziej zaciekawił mnie tom poświęcony pani Bujwidowej (wspaniała postać, poczytałam o niej trochę na okoliczność fragmentów dziennika jej męża) i ten o studentkach (1894-1939). Szesnastowieczne księgarstwo krakowskie też może okazać się warte bliższego poznania. Gratuluję pięknej kolekcji!
    A "Dzieje Witkowic..." kojarzą mi się z dłuższym pobytem w dziecięcej klinice okulistycznej, który zaliczyłam bodajże w V klasie podstawówki. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zasadniczo nie musisz się trzymać chrononologii. W drugiej części (Gra na cudzym boisku) było opisane śledztwo, które bohaterka prowadziła "na wyjeździe" i tam zetknęła się z tajemniczym mafiosem Denisowem. W części czwartej (Zabójca mimo woli) udaje się do niego po pomoc. Ale nawet wtedy możesz czytać spokojnie nie znając poprzedniej powieści. Po prostu masz szersze spojrzenie, czytając chronologicznie.

      Sylwetki Bujwidów są pasjonujące, niesamowite osobowości, wyrastające ponad swe czasy. Dziennik Odona czytałam tylko we fragmentach, tak kartkując jedynie, ale kiedyś zabiorę się za niego porządnie.

      Witkowice prawidłowo Ci się kojarzą. Ja na szczęście JESZCZE z oczami nie miałam problemów.

      Usuń
    2. O, to świetnie, bo mamy chyba ze 3 Marininy, takie od Sasa do lasa. :) Dobijające są serie kryminalne, w których pojawiają się nawiązania do poprzednich tomów w formie kilkudaniowych streszczeń z zakończeniem dochodzenia włącznie. Wtedy chronologia jest obowiązkowa, bo spoilery mnie okropnie denerwują i demotywują. :)
      Państwo Bujwidowie zdecydowanie zasługują na pamięć, a z tym niestety nie jest u nas najlepiej.
      Mam nadzieję, że Witkowice Tobie będą się kojarzyć wyłącznie z książką Jana M. Małeckiego. :)

      Usuń
    3. chyba, że wziąć pod uwagę życie osobiste Kamieńskiej, jedne tomy są przed ślubem, inne po, coś tam w pracy też, więc pod tym względem może lepiej tak.

      Usuń
    4. Tak, ale nie jest to tak bardzo istotne, jak na przykład u Mankella...

      Usuń
  6. A ja myślałam, żeś ty rusycystka a nie tak czytasz z zamiłowania:) Podziwiam, choć sama żałuję, że nie dbałam po liceum o rosyjski, bo całkiem był na poziomie.
    Biblioteka krakowska dalej mnie fascynuje i z coraz większym przejęciem przyglądam się tytułom. Szkoda, że tym razem zdjęcia się w powiększeniu u mnie nie wyświetliły po kliknięciu, bo ja z tych ślepych jestem:)

    pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rusycystka?? Ha ha. Jak najdalej od. I też nie dbałam o rosyjski po liceum, oj, nie dbałam. Przez trzydzieści lat :) A potem rach-ciach i jest znowu :)

      Z tym niewyświetlaniem się obrazków w powiększeniu to są jakieś figle blogspotu.

      Usuń
  7. moje dwie Doncowe, do tego nieprzeczytane, bo jak wiesz ociągam się z rozruszaniem się jeśli chodzi o 'bukfy' (wkurza mnie, że tak wolno mi idzie czytanie rosyjskich liter), no więc moje dwie Doncowe to pikus.
    A jeśli idzie o rosyjskie książki, to knigi.pl znacie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja odniosłam w zeszłym tygodniu sukces, bo namówiłam psiapsiółę z Francji, żeby też odnowiła znajomość :) krąg się poszerza i zobaczysz, że wkrótce będziesz OSTATNIA, co po rusku nie czyta :))) wszystko przez Twoje uparte lenistwo!

      A że rynek nie zna próżni, to wiadomo i już jest oprócz knigi.pl także mojakniga.pl oraz ksiegarniarosyjska.pl

      Tylko żal tej stacjonarnej w Krakowie, gdzie książki można było pomacać i obwąchać...

      Usuń
  8. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha ha, miałam to samo z pierwszą. Bite trzy tygodnie. Tylko pisać po niej nie mogłam, bo była pożyczona z biblioteki, dla spróbowania. Mało tego, tytułu nie rozszyfrowałam do końca, brzmiał on Hobbi gadkogo utionka i tego utionka żywvem nie było w słowniku. Dopiero jakiś czas potem się skapowałam, że chodziło o brzydkie kaczątko. Ale fakt, że tytuły u Doncowej są zazwyczaj kompletnie od czapy :)

      I jeszcze pamiętam, że ciągle tam pili kawę ze "sliwkami", też nie było w słowniku i nie mogłam pojąć, co te śliwki mają tu do rzeczy, aż wreszcie zebrałam sie na odwagę i zapytałam pani w rosyjskiej księgarni ś.p. i pani mi wyjasniła, że chodzi o śmietanę :)

      W ogóle czytając Doncową przekonałam się, jak szybko starzeją się słowniki. Mój jest z lat licealnych (końcówka 70-tych) i przy lekturze tych kryminałów rzadko się przydaje, język tak szybko się zmienia...

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

      Usuń
    3. Tak, to prawda z tymi tytułami. Coś jest na rzeczy, tylko nam nieraz trudno to wychwycić.

      Mnie zastanowiło też, że bohaterzy tam nie biorą lekarstw, tylko je piją. Nawet, jeśli chodzi o tabletki. Spytałam pewną znajomą, która oprowadza rosyjskich turystów i nie miała o niczym pojęcia. Ale potwierdziło się też u Marininy, więc nie jest to jakiś wymysł Doncowej. Podejrzewam, że wspomniana znajoma ma li tylko szkolną znajomość języka.

      Usuń
    4. No, dobra, to biorę się za ten rosyjski, w końcu zdawałam go na maturze('81).Magda

      Usuń
    5. To jesteśmy ten sam rocznik :)

      Usuń
  9. Jeśli chodzi o czytanie "nie po kolei" - to ja tak mam, skaczę hop siup, jak popadnie, a raczej, jak uda się coś dorwać tej autorki. Ostatnio wysłuchałam sobie "Obraz pośmiertny" i aż się użaliłam nad sobą, co zrobię, jak mi się seria skończy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Póki nie czytałam po rosyjsku, też tak miałam :)

      Usuń
    2. Właśnie "Płotki giną pierwsze" skończyłam i dwie malutkie rzeczy mnie zastanowiły, może będziesz wiedziała, o co chodzi.
      1. "Nastia zabobonnie klasnęła w dłonie" - kompletnie nie rozumiem, dlaczego się klaszcze zabobonnie, mowa była o daczy, której Kamieńska nie posiada ani nie pragnie.
      2. Jeden z bohaterów chwali się, że umie remontować mieszkanie, w tym białkować sufity. Czy to chodzi o bielenie? Czyli po prostu malowanie na biało?

      Usuń
    3. Ad 1 - nie mam pojęcia, o co chodzi. Może rzeczywiście jest jakiś taki zwyczaj klaskania w dłonie, gdy się chce, żeby coś się NIE spełniło? Mnie takie klaskanie kojarzy się ze starą babcią i jej zdziwieniem :)
      Może gdybyś mi powiedziała, na której to jest stronie, odszukałabym odpowiedni fragment w oryginalnym wydaniu i spróbowała zobaczyć, czym to się je.
      Ad 2. Białkowanie to jest bielenie wapnem, jak najbardziej. Widzę, że nie miałaś do czynienia z remontami :)

      Usuń
    4. Ad 2 - No nie miałam za bardzo, nie miałam. Więc białkowanie to bielenie, ok.
      Ad 1. Strona 69. Rozdział 3, część 4, sam początek, rozmowa z Czernyszewem.

      Usuń
    5. Cóż... w oryginale jest: ona ispuganno wpliesnuła rukami czyli przestraszona klasnęła w dłonie... licentia poetica tłumacza :)

      Usuń
  10. No proszę, doczekałam się, "Cudza maska" wychodzi po polsku. Zacieram ręce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, to fajnie, Ja też chętnie przeczytam po polsku, jeśli któraś biblioteka się na nią zdobędzie :)

      Usuń
    2. Mam już w audiobooku, zabrałam ze sobą w podróż autobusem, wysłuchałam początku, a potem obudziłam się i leciał już odcinek piąty (wszystkich jest 90). Zacznę jeszcze raz :)

      Usuń
  11. Moja rzeszowska biblioteka zakupiła kryminały pani Aleksandry."Cudza maska"to bardzo nieprzewisywalny kryminał.

    http://swiatksiazkii.blogspot.com/2013/07/cudza-maska-aleksandra-marinina.html

    OdpowiedzUsuń
  12. Brawo dla rzeszowskiej biblioteki, że taka szybka :)

    OdpowiedzUsuń