poniedziałek, 28 stycznia 2013

Wiktor Zawada - Globus i pałka

Uczucia mieszane. Bo najpierw okazuje się, że to znów Zamość i czasy wojenne, jak w cyklu o Kaktusach z Zielonej ulicy, ale potem wychodzą na jaw dziwne intencje autora. Rzecz w tym, iż książka traktuje o miesiącach bezpośrednio po wyzwoleniu Zamościa i walce politycznej, jaka zaczyna się toczyć. Nowa milicja i nowe wojsko "przyradzieckie" kontra dawni akowcy, a obecni leśni bandyci. Tak to jest przedstawione - a powieść została wydana w 1985 roku, a więc świeżo po stanie wojennym. Nic więc dziwnego, że czytelnik odnosi wrażenie, iż powstała na zamówienie.

Sympatie autora stoją twardo po stronie nowych porządków i w tym celu pisarz wprowadza postać małego jefrajtera Gwardii Griszy Grażdankina, który wraz z sowieckim kapitanem kwateruje w domu 13-letniego Wojtka i jego mamy - ojciec jest jeszcze, w chwili wyzwolenia Zamościa - w partyzantce. Grisza zaprzyjaźnia się z Wojtkiem, rozmawiają łamanym półrosyjskim, półpolskim, ale cóż się okazuje - matka Wojtka świetnie zna rosyjski, wychowała się na pensji w Jekatierinodarze, zna mnóstwo wierszy i pieśni. Jakim sposobem matka Wojtka mogła być na pensji w Jekatierinodarze - nie pojmę. Skoro Wojtek ma w 1944 roku 13 lat, to jego matka będzie miała, powiedzmy, 35 lat. Czyli urodziła się w 1910 roku mniej więcej. Gdzie tu jakaś pensja? Przecież gdy osiągnęła wiek szkolny, już była Rosja sowiecka!

No ale taka właśnie matka była potrzebna dla dalszego toku akcji. Bo ona właśnie zaopiekuje się osieroconym Griszą jak własnym dzieckiem, ona będzie się z nim uczyć. Wojtek wraca do szkoły, która ponownie otwiera podwoje po latach okupacyjnej przerwy, ma problemy z "wielkimi" czyli ze starszymi wyrośniętymi chłopakami z partyzantki, którzy chyba nie najlepiej czują się w szkolnej ławie razem z "konusami" i wykorzystują ich niemiłosiernie, każąc oddawać sobie śniadania, czyścić buty, a nawet robić za golibrodę. Oczywiście ci "wielcy" to akowcy, którzy grożą przykrymi konsekwencjami Wojtkowi przyjaźniącemu się z ruskim oraz zapowiadają, że pomszczą kradzież prywatnej własności, gdy uczniowie wraz z nauczycielem wybierają się do jakiegoś opuszczonego i półspalonego dworu po książki, które w nim się jeszcze zachowały. Z drugiej strony Zawada wmawia czytelnikowi, że ci sami "wielcy", tak stojący na straży cudzej własności, choćby i porzuconej, zdobyli się na wstrętną napaść na "wujalucia" i odebrali mu przyodziewek, puszczając w samej bieliźnie. Byle tylko przedstawić ich w jak najgorszym świetle.

Nie wiem, na ile autor prezentuje w tej powieści własne przekonania, a na ile chciał zrobić dobrze stacjonującym jeszcze wówczas w Polsce 1985 roku jednostkom Armii Czerwonej, wiadomo jak postrzeganymi przez ogół społeczeństwa, poprzez sympatyczną i budzącą współczucie postać Griszy. Żołnierze sowieccy w Globusie i pałce są wzorem cnót, obrońcami uciśnionych, dostarczycielami butów, ciepłych szyneli i żywności dla cywilnej ludności Zamościa. Nie ma tu mowy o żadnych gwałtach czy sporach, za to jest rozegrany w "przyjacielskiej atmosferze" mecz piłki nożnej ZSRR-Zamość.
Mam wrażenie, że przeczytałam agitkę :(

Ilustracje tradycyjnie wykonał Ludwik Paczyński.


Wydawnictwo Lubelskie 1985, wyd. I, 320 stron
Ilustrował Ludwik Paczyński
Z własnej półki (kupiona na allegro 19 listopada 2012 za 4 zł)
Przeczytałam 27 stycznia 2013.


Miesiąc mija, a ja nic o filmach. Ale przyczyna jest.
Otóż dokonałam wielkiej rzeczy - obejrzałam serial rosyjski w 32 odcinkach. Caluteńki. Mam tych seriali rosyjskich ile bądź, a nie oglądam, bo jakoś - nie oglądając telewizji - nie mam cierpliwości do takiego systematycznego patrzenia. Ale tym razem zawzięłam się, pomyślałam no kiedy, jak nie teraz, gdy siedzę w domu i - tadam.
Bądźmy szczerzy - mogło to być coś lepszego :)
Tymczasem wybrałam sagę rodzinną Jermołowy.
Tutaj jest notka z Wikipedii na jej temat, tutaj coś po polsku, a tutaj tradycyjnie dyskusja z Kino-teatr.ru.
Nawiasem mówiąc, pod tym linkiem z Chomika ileż bogactw rosyjskich i radzieckich, ładne ktoś ma zbiory :)


Serial został zrealizowany w 2008 roku, a jego akcja toczy się na przestrzeni prawie 90 lat. Najpierw jest prolog z XVII-wiecznej Polski - w zamku książąt Radziwiłłów rozgrywa się tragedia: jedyny syn-potomek zakochał się w chłopce Maryli. Sprawa wyszła na jaw, gdy podarował jej cenną broszę, część kompletu niezwykłej biżuterii.

Księżna Radziwiłłowa wyrzuciła chłopkę precz, syna kazała zamknąć w wieży w oczekiwaniu na przyjazd prawdziwej, godnej księcia narzeczonej. Syn w rozpaczy rzucił się z okna zabijając się na miejscu, a chłopka utopiła się w stawie, wcześniej rzucając przekleństwo na Radziwiłłów i ich klejnoty. Rodzinna legenda mówi, że będą one przynosić nieszczęście w miłości tej, która je nosi aż do chwili, gdy prawowita potomkini Radziwiłłów założy je wszystkie naraz.
Jak widzimy, głupoty niezłe. Mało tego, same klejnoty ohydne, jak z odpustu, oto broszka:
I jeszcze jest taka niestykowka, że jakim cudem ci potomkowie, skoro ten jedyny syn zginął... i jakim cudem ta legenda, skoro chłopka rzucała przekleństwo i topiła się w samotności... no ale dobra, jedziemy dalej :)
Przenosimy się do lat 20-tych XX wieku i tu zaczyna się historia samych Jermołowych.
Do Moskwy przyjeżdża Konstantin Jermołow:
Dostaje przydział na mieszkanie (znaczy pokój w komunałce) u Asi, śpiewającej w kabarecie.
Wybucha miłość i wszystko dobrze by się skończyło, ale Konstantin zostaje wysłany na Białoruś, gdzie ma rozpracować sprawę klejnotów Radziwiłłów - zależy na tym bardzo samemu Dzierżyńskiemu. W ramach tego rozpracowywania rozkochuje w sobie młodą Krystynę, której ojciec jest plenipotentem Radziwiłłów i dostał od nich zadanie wywiezienia z kraju tych drogocenności. Jermołow wydaje mu przepustkę na swobodny przejazd i zostaje z powrotem odesłany do Moskwy, a tymczasem Krystyna z ojcem trafia do więzienia, a potem do łagru.
Jermołow został po prostu wykorzystany w brudnej sprawie i o tym właśnie dowiaduje się Asia. Co prawda jest z nim w ciąży i wkrótce rodzi im się synek, ale ona nie potrafi dłużej znieść tej sytuacji - oto już skutki działania przekleństwa - bowiem Asi dostał się jeden z klejnotów Radziwiłłów. Asia opuszcza męża i syna i wyjeżdża za granicę, gdzie - jak się później dowiadujemy - wychodzi za mąż za włoskiego arystokratę. Prowadzi jednak dziennik, gdzie ciągle pisze o miłości do Kostii Jermołowa, a potem z tej miłości umiera :)
To już mamy piękny melodramat.
Konstantin Jermołow żeni się na byłej niańce syna, kobiecie prostej, to mało powiedzieć, zresztą córce morderczyni, ma z nią drugie dziecko, Tonię. Mija 20 lat i Tonia wyjeżdża na jakieś tam prace polowe na Białoruś. Spotyka syna Krystyny, Kostię Radziwiłła (Krystyna i książę spotkali się w łagrze), zakochuje się w nim bez pamięci, choć jest on żonaty i dzieciaty, ale wyjeżdża, przegnana przez samą Krystynę. Nie sama - jest już w ciąży.

Na YT jest sporo fragmentów serialu, wybrałam właśnie ten opowiadający o spotkaniu Toni i Kostii:


Mija kolejne 20 lat - mamy tu pełno takich skoków - i syn Toni Siergiej spotyka miłość swojego życia Annę. Ta natychmiast zachodzi w ciążę (jest w tym serialu uparta linia melodyczna: bohaterowie spotykają się, idą do łóżka, płodzą potomka, mija 20 lat, potomek spotyka wybrankę, idzie do łóżka itd.).
Mija następne 20 lat i Siergiej przypadkiem natyka się na swoje przekleństwo: półcygankę Amalię, która rzuca na niego urok.
Siergiej zaczyna prowadzić podwójne życie, jest rozdarty między żoną i synem, a Amalią i jej córką Marusią.
Żona Siergieja Anna wyrusza do Włoch, gdzie poznaje wnuka Asi Marco (Asia miała z arystokratą syna) i dostaje ten słynny dziennik Asi:
Reszty Wam oszczędzę. Wszyscy się na końcu zejdą, a klejnoty trafią w ręce prawowitej potomkini Radziwiłłów.
Całość godna najlepszych wzorów brazylijskich :) ale jestem z siebie dumna, że dałam radę i nie uważam tego za stracony czas - wszak oglądałam po rosyjsku i rozwijałam się językowo :)

6 komentarzy:

  1. Filmu nie znam, ale... ten fragment o Radziwiłłach kręcono na Białorusi w kompleksie odrestaurowanego niedawno (wpisanego na listę UNESCO)zamku Radziwiłłów w Mirze.
    Coś więcej o tym:
    http://www.mirzamak.by/ru/about_info.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, Tonia na przykład z Kostią zwiedzają mirski zamek i oglądają portret tej chłopki Maryli z broszą :)

      Usuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  3. 32 odcinki- nieźle:)
    Ilustracje do książki Paczyńskiego znakomite:)Ja nie wiem , ale coś mi się kojarzy, że chyba czytałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Paczyński ma bardzo charakterystyczny styl. Czytać mogłaś - to bardziej Twoje czasy niż moje ;)

      Usuń