czwartek, 17 stycznia 2013

Michał Bałucki - O kawał ziemi

Przed dworcem kolei jednej z podrzędniejszych stacyj przechadzał się wieczorem dnia czternastego maja jakiś podeszłego już wieku mężczyzna i niecierpliwie zdawał się oczekiwać przyjścia pociągu od strony Wrocławia, bo co chwila podchodził pod latarnię, spoglądał na zegarek, to znowu zapuszczał oczy w ciemną przestrzeń, w której gubiły się błyszczące szyny kolei. Staruszek był mały, chudy, zawiędły, ale ruchliwy i pełen życia.
No, taki początek w to mi graj, bo natychmiast sobie wyobraziłam, że ten staruszek zawiędły pewnie będzie miał już czterdziestkę :) jak to w XIX-tym wieku lubiano. Okazało się jednak, że czekał on na przyjazd syna - 26-letniego, a więc może był pod pięćdziesiątkę, a może bardziej w wieku posunięty. Tego niestety nie udało mi się ustalić już do końca.

W każdym razie jesteśmy na przełomie lat 60-tych i 70-tych XIX wieku w jakimś galicyjskim miasteczku - Bałucki napisał powieść w roku 1872. Staruszek to pan Schmidt, miejscowy fabrykant, ciągle bogacący się kapitalista, przedstawiciel nowej klasy społecznej wchodzącej na widownię dziejową w Polsce czyli mieszczaństwa. Oczekiwany przez niego syn Adolf kształcił się za granicą, ojciec nie widział go od 12 lat. Adolf skończył politechnikę w Paryżu, a potem nabierał biegłości w sprawach cyrkla i cyfer w innych krajach, nawet w Ameryce. Teraz wraca do domu, by przejąć rodzinny interes. Istnieje jednak pewien szkopuł: rozwojowi fabryk Schmidta stoi na przeszkodzie miejscowy baron, który otoczył swój pałac olbrzymim parkiem, pielęgnowanym przezeń z miłością sybaryty, który nic innego nie ma do roboty. I parku owego nie chce ustąpić za żadne pieniądze - mimo że owe bardzo by mu się przydały, przy prowadzonym hulaszczym trybie życia.

Adolf Schmidt - to ideał, wcielenie wszelkich cnót. Widzę go jak Połanieckiego - nie wiem, jak się nazywał ten aktor, ale jakoś Adolf bardzo mi go przypomina. Ma okazję się wykazać już zaraz po powrocie do domu, bo oto wybuchł pożar w zabudowaniach fabrycznych i córka dozorcy została uwięziona w piwnicy, gdzie zgromadzone są składy nafty. Dzielny Adolf rzucił się z kilofem do okratowanego okienka piwnicy i wyrąbał mur, a pomocnicy szybko zasypali loch nawozem (!) i przeszkodzili wybuchowi.
Próbka stylu Bałuckiego:
- A to co? - spytał strwożony spojrzawszy na czarną bliznę na czole.
- To spalona skóra, za kilka dni zniknie bez śladu.
- To twój order, moje dziecko - rzekł Schmidt z dumą i pocałował syna w spalone miejsce. - Ci, co mordują ludzi i palą miasta, nie będą mieli nigdy tak szlahcetnych orderów.
- Niech żyje nasz panicz! - zawołali chórem rozrzewnieni robotnicy podrzucając czapki w górę.

Autor stwarza tu taką arkadyjską wizję fabrycznego osiedla, gdzie właściciel nieustannie dba o dobro swych pracowników, buduje im wygodne mieszkania, ba! z własnej inicjatywy podnosi stawkę dzienną i zmniejsza ilość godzin pracy z dwunastu do dziesięciu. Trzeba ostatniego drania, by źle życzył pryncypałowi - taki drań się trafia, choć z przyczyn osobistych, a nie klasowych, ma ansę do szefa - ale oczywiście na końcu powieści cudownie się nawróci i dopomoże Adolfowi w realizacji jego zamierzeń.

Tymczasem baron Liwocki trwoni pieniądze ze sprzedaży lasu na zakup egzotycznych sadzonek do swego parku i oranżerii, ale nie umie zadbać o nie. Wiesza też świeżo zakupione obrazy na ścianach pałacu, ale nie dostrzega ani romansu zamężnej córki z poetą Maurycym ani zauroczenia będącej pod jego opieką siostrzenicy Zofii młodym Adolfem. Gdy sprawa wyjdzie na jaw, oczywiście z oburzeniem zareaguje na fakty i kategorycznie zabroni Zofii widywania się z tym dorobkiewiczem.

Z pozytywistycznej powieści robi się nagle romans à la Mniszkówna, łącznie z odnalezieniem tajemniczo zaginionego przed 18 laty dziecka. Okazuje się, że jedyną receptą na pogodzenie dwóch stanów jest ożenek między ich przedstawicielami. I żyli długo i szczęśliwie.
Baron na końcu powieści mówi do Adolfa:
- Leniwe muzy będą musiały ustąpić przed pracowitym przemysłem. Dla siebie zastrzegam tylko Zofiówkę. Zostawicie ten kąt staremu, żeby miał gdzie pokłonić się starym bożyszczom swoim.

Szczerze? Zabawnie się to czytało, biorąc oczywiście poprawkę na publicystyczność, że tak się wyrażę, powieści. To była PIERWSZA powieść w literaturze polskiej, w której na szeroką skalę zostały zarysowane postulaty pozytywistów. Może dlatego postaci jej są takie schematyczne i pozbawione głębi. Kudy jej tam do twórczości Prusa, mój Boże! Znów mi się zachciało Lalkę przeczytać przez to wszystko :)

Pisma wybrane Michała Bałuckiego, tom III
Wydawnictwo Literackie, Kraków, 1956, 266 stron
Z własnej półki (kupione 31 sierpnia 2012 - 9 tomów za 24,90 zł, wiwat allegro)
Przeczytałam 17 stycznia 2013.


Najnowsze nabytki
Przyszedł trzeci tom wspomnień Voglera (4 zł), a na dokładkę wzięłam Pokolenie Teresy Jackiewiczowej (3 zł), zaciekawiło mnie z opisu - też II wojna światowa.

NOWE KSIĄŻKI nr 1/2013
Ciekawa rozmowa z prof. Zbigniewem Mikołejko (nieznanym mi dotychczas) na temat czytania - w dzieciństwie i teraz.

8 komentarzy:

  1. Ja pamiętam "Wczorajszą młodość" Jackiewiczowej, to byłaby całkiem przyjemna książka gdyby nie socrealistyczne w stawki, od których gdy się ją teraz czyta, aż zęby bolą (za młodu jakoś na to nie zwracałem uwagi).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No więc właśnie czytałam, że jej z tego powodu nie wznawiają. Tu - myślę - obejdzie się bez takowych, skoro rzecz o wojnie ;)

      Usuń
  2. Niestety Bałuckiego nic nigdy nie czytałam, a tu masz i to XIX wiek:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jendka chyba tylko sztuki się ratują, a te pewnie znasz :)

      Usuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam dla Ciebie świeżutkie informacje spod kiosku, ale to może z nimi do Ciebie pójdę :)

      Usuń
  4. Adolf niczym Połaniecki... Ostatnio powtarzali serial "Rodzina Połanieckich" i z przyjemnością go obejrzałam po raz kolejny. Połanieckiego grał nieżyjący już Andrzej May.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja kupiłam sobie tych "Połanieckich" i ciągle nie mam czasu obejrzeć. Teraz byłoby idealnie, gdy nie pracuję - to znowu zaczęłam jeden rosyjski serial oglądać, jakąś sagę rodzinną, 32 odcinki, i skończyć nie mogę :)

      Przeglądając filmografię Andrzeja Maya zdziwiłam się, że książka dla młodzieży I ty zostaniesz Indianinem była sfilmowana. Ech, obejrzałoby się... Irena Kwiatkowska jako redaktorka pisma "Kobieta Anioł"...

      Usuń