czwartek, 18 marca 2010

Lew Tołstoj - Wojna i pokój, t.1


Własnościowe, jeszcze po tatusiu. Znaczy zachapane z domu w czasach pierwszego zagospodarowywania się, razem z resztą "Dzieł" Lwa. Swoją drogą ciekawe, czy mnie by tak nawet nie drgnęła powieka, gdyby mi Córunia zabrała się za wynoszenie z domu książek. No ale taka sytuacja raczej się nie pojawi - bo gdzież niby się wyprowadzi? Do Irlandii?

Książka z gatunku nietramwajowych - za ciężka do torebki - więc czytana tylko wieczorami do poduszki. 

Eh bien, mon prince, Genes et Lucques... - to pierwsze zdanie pamiętam doskonale jeszcze z czasów szkolnych, gdy pierwszy raz za Tołstoja się zabrałam... ale też poległam szybko - za dużo tych opisów bitew :) z wiekiem człowiek łagodnieje i pobłażliwiej na takie sceny patrzy :)

Przeczytane 28 stycznia 2010

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz