sobota, 8 września 2012

Mikołaj Gogol - Wieczory na futorze koło Dikańki


Вечера на хуторе близ Диканьки

Tym razem wszystko zaczęło się od filmu. Szukałam czegoś na wieczór, ten tytuł wydał mi się znajomy.
O ja niedouczona. Myślałam, że to coś współczesnego. A to według Gogola.
Film powstał według opowiadania Noc wigilijna ze zbioru pod tytułem Wieczory na futorze koło Dikańki.
W noc przed Bożym Narodzeniem diabeł buszuje po futorze w pobliżu Dikańki.
Od razu wyjaśniam, że nazwa takiego małego gospodarstwa, jakby naszego folwarku, brzmi chutor, ale w wydaniu Gogola, które posiadam, użyto gwarowego słowa futor.
Miejscowy kowal Wakuła, młodziak na schwał, zakochany jest nieprzytomnie w krasawicy Oksanie, córce Kozaka Czuba, dziewczynie dość bałamutnej i zawracającej w głowie wszystkim po kolei chłopakom.
Podczas przekomarzań pośród innych dziewcząt, które w tę magiczną noc chodzą po futorze kolędując, Oksana obiecuje Wakule, że wyjdzie za niego za mąż, gdy ten przyniesie jej trzewiki carycy.
Tymczasem do matki Wakuły, wdowy Sołochy, schodzą się najrozmaitsi miejscowi amanci, zazwyczaj żonaci. Przy każdym kolejnym pojawiającym się gościu, Sołocha pakuje poprzedniego do worka po węglu.
Nic więc dziwnego, że miejscowy diak tak właśnie wygląda, gdy wreszcie uda mu się z worka wydostać. Z workami jest cała prześmieszna historia, którą tutaj pominę - coś trzeba zostawić dla ewentualnego widza filmu, prawda? - natomiast Wakuła rusza za pomocą diabła do Petersburga po trzewiki carycy.
W tym czasie miejscowe plotkary już kłócą się, jaką śmiercią zginął kowal: utopił się w przeręblu czy powiesił:
Na wieść o domniemanej śmierci Wakuły Oksana wpada jednak w rozpacz:
Czy kowalowi uda się zdobyć upragnione trzewiki i Oksanę - tego dowiecie się oglądając film (na YT z napisami angielskimi) :)

Zachęcona filmem, sięgnęłam pod sufit na półkę z Pismami wybranymi Gogola.
Odziedziczyłam je po swoim Ojczastym, jeśli można użyć słowa dziedziczenie, gdy mój Ojczasty jeszcze dzięki Bogu żyw - ot, po prostu bezczelnie zabrałam z domu, jak tyle innych :)
Nawiasem mówiąc, Tato był w moim obecnym wieku, gdy zaczęłam te jego książki wywozić do Krakowa, i nigdy słowa na ten temat nie powiedział, a nawet pomagał je dźwigać na dworzec... Już ja bym dała mojej córce wynieść mi z domu choć jedną książkę! Strasznie jestem na nie zachłanna, a fuj.
Wracając do wydania z 1956 roku, prezentuje się ono tak:
Wstęp przybliżający sylwetkę Gogola napisał Ziemowit Fedecki.

Nikołaj Wasiliewicz Gogol popełnił Wieczory w młodości, mając zaledwie 22 lata. Toteż otwierają one jego Pisma wybrane:
Pierwszy tom jakoś tak bardziej sfatygowany od innych, i tak miał szczęście, że nie został haniebnie zatłuszczony, jak niektóre tomy spoczywające w oszklonej biblioteczce - chowałam za nimi kanapki naszykowane przez kochającą Mamusię do szkoły, tamże nie zjedzone i w ostatniej chwili przed powrotem rodziców z pracy upchnięte za książkami. Oczywiście kto by pamiętał następnego dnia o wyjęciu ich stamtąd i wyrzuceniu gdzieś poza domem. A potem było CO TU TAK ŚMIERDZI?

Opowiadania podzielone są na dwie części: tytułowe Wieczory i ich jakby kontynuacja czyli Mirgorod.
Jest to żywy ukraiński folklor, ze wszelkimi jego tradycjami (ponoć autor używa wielu ukrainizmów) i opowieściami.
Mnie najbardziej przypadła do gustu opowieść o staroświeckich ziemianach, wzorowanych na dziadkach Gogola, i o tym, jak pokłócił się Iwan Iwanowicz z Iwanem Nikiforowiczem.
Oto próbka z tego ostatniego:
Przy mundurze miał horodniczy osiem guzików; dziewiąty urwał się dwa lata temu w czasie procesji z okazji poświęcania cerkwi i stójkowi dotychczas nie mogą go odszukać, aczkolwiek horodniczy codziennie przy raportach, które mu składają rewirowi, zapytuje, czy guzik już się odnalazł. Osiem pozostałych guzików było rozsadzonych na mundurze w ten sposób, w jaki baby sadzą bób: jeden na prawo drugi na lewo.
Fedecki pisze, że zecerzy w drukarni zaśmiewali się przy składaniu książki. Sukces był ogromny, chwalono i komizm i jędrny ludowy dowcip i prostotę stylu i uczuciowość.

W środku znalazłam pamiątkę z czasów, gdy Ojczasty w swych kawalerskich latach pracował na Śląsku (gdzie przeżył wielką miłość hm hm). Jest to dowód odbioru gazu z Zakładów Azotowych w Chorzowie. No to przynajmniej dowiedziałam się, czym się zajmował :) bo raczej nie opowiadał o tych czasach, wiem tylko, że był gryzipiórkiem, jak to lubi określać.
Karteczkę pieczołowicie poskładałam i odłożyłam na to samo miejsce, które Tato zaznaczył podczas lektury...
Z lat 5o-tych pochodzi olbrzymia część księgozbioru w domu, jako kawaler nie obciążony żoną i dziećmi Tato sam decydował, na co wydaje pieniądze :) Później już było gorzej, pensję oddawało się Mamie, która na książki nie dawała "kieszonkowego", więc kupował już tylko za różne tam nadliczbowe i inne wpadunki :)
Zawsze mnie ciekawi, jak też pary dziś dzielą się dochodami i wydatkami, tylko par naokoło jakoś brakuje, żeby ich wypytać...
Przeczytałam 8 września 2012.

5 komentarzy:

  1. Książki i ludzie...jak ja lubię takie historyjki, i do tego okraszone fotografiami :-) Skutek taki, że poszłam sprawdzić co tam się mieści w moim tomie Gogola pt. Wybór pism 1954 (kupiłam za grosze na Allegro ze względu na ukochany Ożenek) Patrzę ci ja i oto na początku są i te Wieczory na futorze. Jak przeczytałam o tych guzikach które przyszyte są w sposób jaki baby sadzą bób, to ryknęłam z śmiechu. Będę czytać, to pewne, pozdr.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja planuję przeczytać drugi tom tych dzieł, gdzie są inne jeszcze opowiadania, choćby "Szynel".

      Usuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to pech z tym filmikiem! Długo się nie nabył :(
      To niestety ciągła przypadłość na YT, że zgłaszają roszczenia i tyle go widzieli...

      A co do Balzaka, tak, owszem, on ci to! Gratuluję oka i przede wszystkim rozeznania :)

      Usuń
  3. Jeden film usunęli, to drugi wstawiono, więc uaktualniłam :)

    OdpowiedzUsuń