poniedziałek, 8 października 2012

Aleksandra Marinina - Obraz pośmiertny

Co prawda będę to czytać w oryginale za 4 miesiące, jak wynika z grafiku :) ale gdy zobaczyłam w bibliotece - musiałam wziąć - bowiem do tej pory się z tą powieścią nie zetknęłam. Mam nadzieję, że przez 4 miesiące zdążę zapomnieć, kto zabił.
Na początku lektury się przestraszyłam, bo było o Stasowie, bohaterze Czarnej listy, którą uważam za kiepską. Ale zaraz się wyjaśniło, że śledztwo jak najbardziej prowadzi major Anastazja Kamieńska, więc mogłam spokojnie kontynuować :)
Historia dzieje się w środowisku filmowym: ginie zamordowana młoda aktorka, mająca zadatki na gwiazdę Alina Waznis. Rozpacza głównie jej kochanek, reżyser Andriej Smułow, którego thrillery Alina ozdabiała swoimi kreacjami. Nastia zaczyna kreślić portret psychologiczny młodej kobiety na podstawie zeznań otaczających ją osób: Alina była zimna emocjonalnie, co wynikało z odniesionej w dzieciństwie traumy. Krąg podejrzanych stale się poszerza, ale brak przede wszystkim motywu.
Przeczytałam 6 października 2012.

Przy okazji obejrzałam też film, jeden z odcinków serialu o Nastii Kamieńskiej:

Na YT odcinek poszatkowany na kawałki:


Serial jest kiepski, a w tym konkretnym przypadku scenarzysta zainspirował się najwyraźniej Wszystkim czerwonym tak popularnej w Rosji Joanny Chmielewskiej, bo przeniósł akcję za granicę (do Finlandii), gdzie niby Nastia i Pączek pojechali umacniać przyjaźń milicyjną rosyjsko-fińską, a w tym samym hotelu zatrzymała się ekipa kręcąca film i doszło do zbrodni. W czym podobieństwo z Chmielewską? Otóż ze strony fińskiej śledztwo prowadzi Fin o rosyjskich korzeniach i ma podobne lapsusy językowe, jak sławetny inspektor Muldgaard. Czego oczywiście nie jestem w stanie właściwie docenić, jako władająca rosyjskim nieco hm... intuicyjnie :)

PS. Właśnie wyszło mi, że to moja notka nr 500 czyli pięćsetna książka przeczytana od 2010 roku. Przyjmuję gratulacje :)

4 komentarze:

  1. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No widzisz, a mnie ten Stasow w "Czarnej liście" podpadł ze swoją miłością :) a może to po prostu fakt, że człek chce Nastii i tylko Nastii...

      Usuń
  2. Serdecznie gratuluje! Wspanialy wynik! I wielu wspanialych lat blogowania zycze.
    Czytalam ta ksiazke, ale nie zachwycila mnie. Musze siegnac po jakas inna ksiazke Marininy, bo ta przez Ciebie recenzowana niefortunnie byla pierwsza i jak do tej pory - ostatnia tej autorki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję!
      Ja generalnie wszystkie Marininy lubię, tylko "Czarna lista" mi nie podeszła. Noe ale przede mną jeszcze kilkanaście jej powieści, w tym nie tłumaczonych na polski - więc się okaże :)

      Usuń