wtorek, 23 kwietnia 2013

Aleksandra Marinina - Illuzija griecha


Już straciłam rachubę, która to Nastia Kamieńska z kolei, chyba czternasta. Иллюзия греха czyli Iluzja grzechu.
Jestem rozczarowana tą lekturą. Sam pomysł niczego sobie, ale za mało Nastii w Nastii, zarówno w zagadce kryminalnej (Kamieńska nie gra tu pierwszych skrzypiec) jak w jej życiu prywatnym. Kamieńska z Czestiakowem są już rok po ślubie i żadnych nowości: dalej Losza jest jej potrzebny głównie do ugotowania i podania kolacji - podanie jest ważne, bo gdy wyjechał w delegację zostawiwszy żonie cały zapas gotowego jedzenia w lodówce, to ona nawet do niej nie zajrzała (wiemy, wiemy, leń okrutny z tej Nastii).

A historia, której rozwojowi przyglądamy się w Iluzji grzechu, jest następująca. Sześć lat wcześniej pewna kobieta, bardzo religijna, wyrzuciła trójkę swoich dzieci przez okno i sama też wyskoczyła. Uratowała się najstarsza córka Ira, która uciekła do sąsiadów. Trzeba trafu, że wszystkie ofiary "wypadku" uratowały się: nie pytajcie, jak to się stało, skoro okno było na 9 piętrze... faktem jest, że dzieci od 6 lat przykute są do szpitalnego łóżka, a sama matka w wózku inwalidzkim przebywa w domu dla inwalidów, nieświadoma tego, co się stało, bo straciła pamięć. Nie udało się ustalić, jakie były przyczyny dramatycznego kroku. Był jeszcze w tej rodzinie ojciec, ale zmarł szybko na atak serca. Cała rodzina inwalidów zawisła na najstarszej Irze, dziś już 20-letniej. Haruje ona jak wół, od rana do nocy, w czterech miejscach, myjąc klatki schodowe, sprzedając gorące jedzenie na jednym z rynków, zmywając naczynia w restauracji - byle móc przynosić rodzeństwu owoce, zabawki, ubrania i książki, zwłaszcza dla 17-letniej Nataszy, która przejawia nadzwyczajne zdolności. Młodszemu Pawlikowi potrzebna jest operacja, na nią Ira składa pieniądze pochodzące z rozlicznych prac i z wynajmu dwóch pokoi w mieszkaniu odziedziczonym po rodzicach.

Zarówno dzieci w szpitalu jak i matkę w domu dla inwalidów odwiedza tajemniczy mężczyzna, wujek Sasza, interesując się szczególnie zdolną Nataszą, a przedstawiając się jako dawny przyjaciel ojca. I oto nagle zaczynają się mnożyć niewytłumaczalne morderstwa: najpierw ginie stara Jekatierina Aniskowiec, która kiedyś często widywała się z matką dzieci, a nawet użyczała jej mieszkania na spotkania z kochankiem; potem siostra Marfa z domu inwalidów i pielęgniarka ze szpitala, w którym przebywają dzieci - a w końcu zostaje z tegoż szpitala porwana Natasza. Okazuje się, że ojcem wszystkich był w rzeczywistości wieloletni kochanek ich matki, lekarz, prowadzący eksperymenty z wpływem radioaktywności na płód w organizmie matki. Dzięki specjalnemu naświetlaniu dzieci przychodzące na świat odznaczały się specyficznymi właściwościami: albo bardzo wysokim rozwojem inteligencji (jak Natasza) albo olbrzymią zdolnością adaptacji do ciężkich warunków i i usilnej pracy bez odpoczynku (jak Ira). Można więc hodować ludzi o specjalnych uzdolnieniach w celu przeznaczania ich do specjalnych celów. Oczywiście na taki towar szybko znajdzie się kupiec...




Wyd. EKSMO Moskwa 1999, 444 strony
Seria RUSSKIJ BESTSELLER (z czarnym kotem)
Tytuł oryginalny: Иллюзия греха
Z własnej półki (kupiona 19 października 2009 roku za 5 zł na allegro)
Przeczytałam 21 kwietnia 2013



Cykl: CRACOVIANA NA MOJEJ PÓŁCE, odc.10
Dziś seria duże cracoviana (są też małe, będą następnym razem). Była to seria wydawana w latach 70-tych i 80-tych przez Wydawnictwo Literackie w Krakowie, podzielona na 2 części: ZABYTKI oraz LUDZIE I WYDARZENIA.

Nie prezentuje się zbyt okazale, obdarte takie te obwoluty... ale co tam, nie uroda ważna, lecz wnętrze, nespa?


Maria Borowiejska-Birkenmajerowa - Barbakan krakowski
(Wydawnictwo Literackie Kraków 1979, wyd.I, 206 stron)


Ne cedat Academia. Kartki z dziejów tajnego nauczania w Uniwersytecie Jagiellońskim 1939-1945 - zebrali i opracowali Maria i Alfred Zarębowie
(Wydawnictwo Literackie Kraków 1975, wyd.I, 651 stron)


Aleksander Bieberstein - Zagłada Żydów w Krakowie
(Wydawnictwo Literackie Kraków 1986, wyd.I, 277 stron)


Maria Borowiejska-Birkenmajerowa - Kształt średniowiecznego Krakowa
(Wydawnictwo Literackie Kraków 1975, wyd.I, 310 stron)


Wincenty Hein, Czesława Jakubiec - Montelupich
(Wydawnictwo Literackie Kraków 1985, wyd.I, 494 strony)
Jedyna pozbawiona twardej okładki


Kraków muzyczny 1918-1939
Praca zbiorowa pod redakcją Mieczysława Drobnera i Tadeusza Przybylskiego
(Wydawnictwo Literackie Kraków 1980, wyd.I, 319 stron)


Zbigniew Wyszyński - Filmowy Kraków 1896-1971
(Wydawnictwo Literackie Kraków 1975, wyd.I, 414 stron)


Roman Kiełkowski - ...zlikwidować na miejscu!
Z dziejów okupacji hitlerowskiej w Krakowie
(Wydawnictwo Literackie Kraków 1981, wyd.I, 289 stron)
O getcie, obozie płaszowskim, Libanie i Kobierzynie


Maria Kocójowa - "Pamiątkom ojczystym ocalonym z burzy dziejowej"
Muzeum Emeryka Hutten Czapskiego (Stańków - Kraków)
(Wydawnictwo Literackie Kraków 1978, wyd.I, 439 stron)


Janina Kras - Życie umysłowe w Krakowie w latach 1848-1870
(Wydawnictwo Literackie Kraków 1977, wyd.I, 259 stron)


Trudne lata Akademii Górniczej
Praca zbiorowa - dotyczy lat okupacji
(Wydawnictwo Literackie Kraków 1989, wyd. I, 531 stron)


Irena Homola - "Kwiat społeczeństwa..."
Struktura społeczna i zarys połóżenia inteligencji krakowskiej w latach 1860-1914
(Wydawnictwo Literackie Kraków 1984, wyd.I, 454 strony)




Janusz Bogdanowski - Warownie i zieleń Twierdzy Kraków
(Wydawnictwo Literackie Kraków 1979, wyd.I, 390 stron)

Za tą ostatnią pozycją najdłużej się rozglądałam, aż wreszcie wyczaiłam ją na allegro za 40 zł.

18 komentarzy:

  1. Krakowskie pozycje moim zdaniem świetne, choć z racji zainteresowań najbardziej z tego przypadłoby mi do gustu "Życie umysłowe..." i "Kwiat społeczeństwa...".

    pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem Ci, że Ne cedat Accademia też dobrze się czyta, składa się ona ze świadectw uczestników tajnego nauczania i nieraz są to fascynujące opowieści o tym, jak w prymitywnych warunkach można było osiągać naukowe efekty.

      Usuń
  2. Gdzie ty te swoje Krakowiany dziewczyno pomieścisz? Majątek w nich już chyba masz.
    Ja na razie mam za sobą Kolację z zabójcą. Czyta się łatwo ale notkę tworzy już trudniej.)

    OdpowiedzUsuń
  3. To jest taki majątek patykiem na wodzie pisany, bo sama wiesz, po ile nieraz książki na allegro funkcjonują :)
    Ale gdyby podliczyć to, co do tej pory wydałam, to już by była suma :)

    Ciekawa jestem, która następna Marinina wyjdzie po polsku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja poznałam na razie jedną, ale chętnie przeczytałabym kolejną. Odpowiada mi jej styl i rosyjski klimat.)

      Usuń
    2. No to wszystko przed Tobą, bo jeszcze dziesięć innych u nas wyszło :)

      Usuń
    3. Jeszcze dodam, że okładki polskie są O NIEBO lepsze od oryginalnych. Co ma przedstawiać ta powyżej, to naprawdę nie rozumiem - jaki związek z akcją książki ma pistolet wymierzony w pół rozebraną dziewuchę? Pomyśleć, że to ma PRZYCIĄGAĆ czytelników... mnie to raczej odstrasza i normalnie wstyd wyciągać w tramwaju :)

      Usuń
    4. Cóż to na tamten rynek, a ich widać co innego kręci i podnieca.)

      Usuń
  4. Patrząc na okładkę "Iluzji grzechy" jestem zaskoczony, że Ty jesteś rozczarowana :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sądzisz, że mnie kręcą zezowate dziewice w atłasowych szlafrokach?

      Usuń
    2. Wręcz przeciwnie i dlatego byłem zaskoczony, że jesteś rozczarowana bo okładka już wróżyła jaka może być zawartość :-)

      Usuń
    3. Nie, to nie tak. Jeśli czytałeś Marininę to przyznasz, że jej kryminały to wyższa półka. Natomiast rosyjskie okładki są właśnie takie i nic na to nie poradzisz. Najwyraźniej w tych budach, co to koło metra książkami targują, idzie towar właśnie tak się prezentujący :( To też pewnie reakcja na brak takich wydawnictw za komuny?

      Usuń
    4. Marininy nie czytałem, jedyny rosyjski autor powieści kryminalnych, o którym słyszałem (ale nie czytałem) to Akunin. Grafiki nie zwalałbym na komunę a raczej na schlebianie tanim gustom :-)

      Usuń
  5. Ta to ma pomysły (autorka). Czyny zabronione na pewno nie są u niej nudne. Cudowny balsam w "Za wszystko trzeba płacić" był odlotowy, nadajnik w "Złowrogiej pętli" też.
    A tu - naświetlanie płodu. O hoho. Mocne.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiedzmy, że jestem rozczarowana tym otsutswiem wątku osobistego w kolejnym tomie, a nie tak w ogóle Marininą :)
      I przyznam Ci się, że ostatnio z sentymentem myślałam o Doncowej, bo u mniej śmiesznie jest chociaż, a u Marininy dramatycznie. Zresztą, nic dziwnego, wszak nikt o Marininie nie powie, że pisze ironiczeskije detektiwy, jak o Doncowej. Tu wszystko jak najbardziej na serio.
      Ale rzeczywiście duża część przyjemności z tych lektur płynie z satysfakcji, ze się jest w stanie czyli względów językowych.

      Usuń