
Już straciłam rachubę, która to Nastia Kamieńska z kolei, chyba czternasta. Иллюзия греха czyli Iluzja grzechu.
Jestem rozczarowana tą lekturą. Sam pomysł niczego sobie, ale za mało Nastii w Nastii, zarówno w zagadce kryminalnej (Kamieńska nie gra tu pierwszych skrzypiec) jak w jej życiu prywatnym. Kamieńska z Czestiakowem są już rok po ślubie i żadnych nowości: dalej Losza jest jej potrzebny głównie do ugotowania i podania kolacji - podanie jest ważne, bo gdy wyjechał w delegację zostawiwszy żonie cały zapas gotowego jedzenia w lodówce, to ona nawet do niej nie zajrzała (wiemy, wiemy, leń okrutny z tej Nastii).
A historia, której rozwojowi przyglądamy się w Iluzji grzechu, jest następująca. Sześć lat wcześniej pewna kobieta, bardzo religijna, wyrzuciła trójkę swoich dzieci przez okno i sama też wyskoczyła. Uratowała się najstarsza córka Ira, która uciekła do sąsiadów. Trzeba trafu, że wszystkie ofiary "wypadku" uratowały się: nie pytajcie, jak to się stało, skoro okno było na 9 piętrze... faktem jest, że dzieci od 6 lat przykute są do szpitalnego łóżka, a sama matka w wózku inwalidzkim przebywa w domu dla inwalidów, nieświadoma tego, co się stało, bo straciła pamięć. Nie udało się ustalić, jakie były przyczyny dramatycznego kroku. Był jeszcze w tej rodzinie ojciec, ale zmarł szybko na atak serca. Cała rodzina inwalidów zawisła na najstarszej Irze, dziś już 20-letniej. Haruje ona jak wół, od rana do nocy, w czterech miejscach, myjąc klatki schodowe, sprzedając gorące jedzenie na jednym z rynków, zmywając naczynia w restauracji - byle móc przynosić rodzeństwu owoce, zabawki, ubrania i książki, zwłaszcza dla 17-letniej Nataszy, która przejawia nadzwyczajne zdolności. Młodszemu Pawlikowi potrzebna jest operacja, na nią Ira składa pieniądze pochodzące z rozlicznych prac i z wynajmu dwóch pokoi w mieszkaniu odziedziczonym po rodzicach.
Zarówno dzieci w szpitalu jak i matkę w domu dla inwalidów odwiedza tajemniczy mężczyzna, wujek Sasza, interesując się szczególnie zdolną Nataszą, a przedstawiając się jako dawny przyjaciel ojca. I oto nagle zaczynają się mnożyć niewytłumaczalne morderstwa: najpierw ginie stara Jekatierina Aniskowiec, która kiedyś często widywała się z matką dzieci, a nawet użyczała jej mieszkania na spotkania z kochankiem; potem siostra Marfa z domu inwalidów i pielęgniarka ze szpitala, w którym przebywają dzieci - a w końcu zostaje z tegoż szpitala porwana Natasza. Okazuje się, że ojcem wszystkich był w rzeczywistości wieloletni kochanek ich matki, lekarz, prowadzący eksperymenty z wpływem radioaktywności na płód w organizmie matki. Dzięki specjalnemu naświetlaniu dzieci przychodzące na świat odznaczały się specyficznymi właściwościami: albo bardzo wysokim rozwojem inteligencji (jak Natasza) albo olbrzymią zdolnością adaptacji do ciężkich warunków i i usilnej pracy bez odpoczynku (jak Ira). Można więc hodować ludzi o specjalnych uzdolnieniach w celu przeznaczania ich do specjalnych celów. Oczywiście na taki towar szybko znajdzie się kupiec...

Wyd. EKSMO Moskwa 1999, 444 strony
Seria RUSSKIJ BESTSELLER (z czarnym kotem)
Tytuł oryginalny: Иллюзия греха
Z własnej półki (kupiona 19 października 2009 roku za 5 zł na allegro)
Przeczytałam 21 kwietnia 2013
Cykl: CRACOVIANA NA MOJEJ PÓŁCE, odc.10
Dziś seria duże cracoviana (są też małe, będą następnym razem). Była to seria wydawana w latach 70-tych i 80-tych przez Wydawnictwo Literackie w Krakowie, podzielona na 2 części: ZABYTKI oraz LUDZIE I WYDARZENIA.
Nie prezentuje się zbyt okazale, obdarte takie te obwoluty... ale co tam, nie uroda ważna, lecz wnętrze, nespa?

Maria Borowiejska-Birkenmajerowa - Barbakan krakowski
(Wydawnictwo Literackie Kraków 1979, wyd.I, 206 stron)

Ne cedat Academia. Kartki z dziejów tajnego nauczania w Uniwersytecie Jagiellońskim 1939-1945 - zebrali i opracowali Maria i Alfred Zarębowie
(Wydawnictwo Literackie Kraków 1975, wyd.I, 651 stron)

Aleksander Bieberstein - Zagłada Żydów w Krakowie
(Wydawnictwo Literackie Kraków 1986, wyd.I, 277 stron)

Maria Borowiejska-Birkenmajerowa - Kształt średniowiecznego Krakowa
(Wydawnictwo Literackie Kraków 1975, wyd.I, 310 stron)

Wincenty Hein, Czesława Jakubiec - Montelupich
(Wydawnictwo Literackie Kraków 1985, wyd.I, 494 strony)
Jedyna pozbawiona twardej okładki

Kraków muzyczny 1918-1939
Praca zbiorowa pod redakcją Mieczysława Drobnera i Tadeusza Przybylskiego
(Wydawnictwo Literackie Kraków 1980, wyd.I, 319 stron)

Zbigniew Wyszyński - Filmowy Kraków 1896-1971
(Wydawnictwo Literackie Kraków 1975, wyd.I, 414 stron)

Roman Kiełkowski - ...zlikwidować na miejscu!
Z dziejów okupacji hitlerowskiej w Krakowie
(Wydawnictwo Literackie Kraków 1981, wyd.I, 289 stron)
O getcie, obozie płaszowskim, Libanie i Kobierzynie

Maria Kocójowa - "Pamiątkom ojczystym ocalonym z burzy dziejowej"
Muzeum Emeryka Hutten Czapskiego (Stańków - Kraków)
(Wydawnictwo Literackie Kraków 1978, wyd.I, 439 stron)

Janina Kras - Życie umysłowe w Krakowie w latach 1848-1870
(Wydawnictwo Literackie Kraków 1977, wyd.I, 259 stron)

Trudne lata Akademii Górniczej
Praca zbiorowa - dotyczy lat okupacji
(Wydawnictwo Literackie Kraków 1989, wyd. I, 531 stron)

Irena Homola - "Kwiat społeczeństwa..."
Struktura społeczna i zarys połóżenia inteligencji krakowskiej w latach 1860-1914
(Wydawnictwo Literackie Kraków 1984, wyd.I, 454 strony)


Janusz Bogdanowski - Warownie i zieleń Twierdzy Kraków
(Wydawnictwo Literackie Kraków 1979, wyd.I, 390 stron)

Za tą ostatnią pozycją najdłużej się rozglądałam, aż wreszcie wyczaiłam ją na allegro za 40 zł.
Krakowskie pozycje moim zdaniem świetne, choć z racji zainteresowań najbardziej z tego przypadłoby mi do gustu "Życie umysłowe..." i "Kwiat społeczeństwa...".
OdpowiedzUsuńpozdrawiam:)
Powiem Ci, że Ne cedat Accademia też dobrze się czyta, składa się ona ze świadectw uczestników tajnego nauczania i nieraz są to fascynujące opowieści o tym, jak w prymitywnych warunkach można było osiągać naukowe efekty.
UsuńGdzie ty te swoje Krakowiany dziewczyno pomieścisz? Majątek w nich już chyba masz.
OdpowiedzUsuńJa na razie mam za sobą Kolację z zabójcą. Czyta się łatwo ale notkę tworzy już trudniej.)
To jest taki majątek patykiem na wodzie pisany, bo sama wiesz, po ile nieraz książki na allegro funkcjonują :)
OdpowiedzUsuńAle gdyby podliczyć to, co do tej pory wydałam, to już by była suma :)
Ciekawa jestem, która następna Marinina wyjdzie po polsku.
Ja poznałam na razie jedną, ale chętnie przeczytałabym kolejną. Odpowiada mi jej styl i rosyjski klimat.)
UsuńNo to wszystko przed Tobą, bo jeszcze dziesięć innych u nas wyszło :)
UsuńJeszcze dodam, że okładki polskie są O NIEBO lepsze od oryginalnych. Co ma przedstawiać ta powyżej, to naprawdę nie rozumiem - jaki związek z akcją książki ma pistolet wymierzony w pół rozebraną dziewuchę? Pomyśleć, że to ma PRZYCIĄGAĆ czytelników... mnie to raczej odstrasza i normalnie wstyd wyciągać w tramwaju :)
UsuńCóż to na tamten rynek, a ich widać co innego kręci i podnieca.)
UsuńPatrząc na okładkę "Iluzji grzechy" jestem zaskoczony, że Ty jesteś rozczarowana :-)
OdpowiedzUsuńSądzisz, że mnie kręcą zezowate dziewice w atłasowych szlafrokach?
UsuńSatynowych chyba :)
UsuńWręcz przeciwnie i dlatego byłem zaskoczony, że jesteś rozczarowana bo okładka już wróżyła jaka może być zawartość :-)
UsuńNie, to nie tak. Jeśli czytałeś Marininę to przyznasz, że jej kryminały to wyższa półka. Natomiast rosyjskie okładki są właśnie takie i nic na to nie poradzisz. Najwyraźniej w tych budach, co to koło metra książkami targują, idzie towar właśnie tak się prezentujący :( To też pewnie reakcja na brak takich wydawnictw za komuny?
UsuńMarininy nie czytałem, jedyny rosyjski autor powieści kryminalnych, o którym słyszałem (ale nie czytałem) to Akunin. Grafiki nie zwalałbym na komunę a raczej na schlebianie tanim gustom :-)
UsuńTa to ma pomysły (autorka). Czyny zabronione na pewno nie są u niej nudne. Cudowny balsam w "Za wszystko trzeba płacić" był odlotowy, nadajnik w "Złowrogiej pętli" też.
OdpowiedzUsuńA tu - naświetlanie płodu. O hoho. Mocne.
O tak, fantazji jej nie brakuje :)
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńPowiedzmy, że jestem rozczarowana tym otsutswiem wątku osobistego w kolejnym tomie, a nie tak w ogóle Marininą :)
UsuńI przyznam Ci się, że ostatnio z sentymentem myślałam o Doncowej, bo u mniej śmiesznie jest chociaż, a u Marininy dramatycznie. Zresztą, nic dziwnego, wszak nikt o Marininie nie powie, że pisze ironiczeskije detektiwy, jak o Doncowej. Tu wszystko jak najbardziej na serio.
Ale rzeczywiście duża część przyjemności z tych lektur płynie z satysfakcji, ze się jest w stanie czyli względów językowych.
Ciekawy artykuł. Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuń