niedziela, 14 października 2012

Aleksander Minkowski - Dolina Światła

Powieść, którą Minkowski napisał w 1982 roku, a Młodzieżowa Agencja Wydawnicza opublikowała w 1985. Daty te każą myśleć o ówczesnym przełomie politycznym w kraju i o stanie wojennym.
I być może pod postacią tytułowej Doliny Słońca została zaszyfrowana właśnie ówczesna Polska?

Dolina Słońca to pozornie najlepsze miejsce pod słońcem - ale tylko dla chorych. Kiedyś istniał tam rzekomo buddyjski klasztor, potem na jego ruinach zbudowano klasztor katolicki, następnie przerobiony na sanatorium - i właśnie do sanatorium przybywa 16-letni Marceli Jung, cierpiący trochę na samotność (jedynak w dobrze sytuowanej rodzinie), trochę na depresję, a trochę na anemię. To właśnie anemię i inne choroby krwi leczy w sanatorium charyzmatyczny doktor Jael. Przebywa tu około stu nastolatków obojga płci, nad którymi pieczę sprawuje doktor Jael i Siostra Przełożona. W kuchni rządzi tajemniczy Kucharz, który ponoć wrócił z Tybetu i bez przerwy raczy pacjentów wyszukanymi potrawami, doprawianymi mnóstwem ziół rosnących w Dolinie.

Wśród młodych panuje dekmokracja, kiedyś wybrali oni spośród siebie Radę Trzech i to Rada pilnuje wszystkiego. Marceli szybko zauważa, że działania Rady przypominają bardziej rządy totalitarne niż demokrację, ale póki używa się pięknych słówek i górnolotnych fraz - wszystko wydaje się być w porządku. Tym bardziej, że Trzeci potrafi na każdym wymóc posłuszeństwo: w niewiadomy sposób wie wszystko o wszystkich, zna ich najgłębsze tajemnice, głęboko skrywane przykre fakty z przeszłości - i potrafi się nimi w odpowiedniej chwili posłużyć.

Marceli jest dość niezależnym duchem i Trzeci próbuje się z nim zaprzyjaźnić, ale ma cel, którego nie ukrywa: chce, po wyjściu z sanatorium, zostać sekretarzem ojca Marcelego, prezesa Junga. Tymczasem "z wolności" dochodzą niepokojące wieści: prezes Jung został zdjęty ze stanowiska, a nawet wytoczono mu proces. Jednak Marceli nie dostaje listów z domu, a w Dolinie Słońca nie ma dostępu do prasy ani telewizji - chorzy mają dochodzić do zdrowia w spokoju, nie niepokojeni wiadomościami z zewnątrz. Młodzi ludzie żyją sprawami sanatorium, strachem przed tajemniczą Salą 13, z której się już podobno nie wychodzi, młodzieńczymi miłościami (Marcel zakochuje się w wychowance domu dziecka Milczusze), przepychankami w łonie Rady. Marceli widuje czasem w Dolinie unoszącego się nad ziemią Białego Lamę i słyszy dochodzące spod ziemi śpiewy mnichów...
Przeczytałam 11 października 2012.

A wczoraj byłam w domu i przywiozłam awośkę książek, wśród nich Dickensa do nowego projektu :)
Dickensowskie powieści mają słuszne rozmiary doprawdy, taka Samotnia tysiąc stron na ten przykład.
Ta sierotka bez obwoluty to pierwszy tom Dombeya i syna.
Naszykowałam i rzekłam do Ojczastego:
- Bierę.
- Bier - odparł, nie mrugnąwszy powieką.
Chyba zwolnił tempo czytania. Gdy byłam w lipcu, czytał Nelly Brezy. Wczoraj dalej leżało na biurku. Nawiasem mówiąc, ta Nelly to moje wielkie rozczarowanie z dzieciństwa. Zachwycona W pustyni i w puszczy, nagle odkryłam w domowej bibliotece ten tytuł i byłam święcie przekonana, że to dalszy ciąg przygód Nel. Co za zawód...

W domu na półce pod sufitem czekają te, które przywiozłam wcześniej, odkurzyłam je przy okazji robienia zdjęcia.
Ta pierwsza to Opowieści wigilijne.
To już chyba nic mi nie brakuje - nawet jeśli ukazało się coś jeszcze, tyle mi na pewno wystarczy :)

Update: no nie, brakuje mi "Olivera Twista" i "Wielkich nadziei" :(



W piątkowy wieczór obejrzałam film jeszcze radziecki, bo z 1984 roku - Wremia otdycha s subboty do poniedielnika (Czas odpoczynku od soboty do poniedziałku). Choć nie tyle to czas odpoczynku co rozliczeń.
Scenariusz i reżyseria: Igor Tałankin
Film powstał na motywach opowiadania Jurija Nagibina Tierpienie. Opowiadanie było podobno swego czasu bardzo popularne. W dyskusji na temat filmu głosy dzielą się na TAK dla filmu, NIE dla opowiadania i na odwrót.
Na YT znalazłam jedynie krótki fragment:

«Время отдыха с субботы до понедельника»

Rzecz dzieje się przez większość filmu w zamkniętej przestrzeni statku wycieczkowego, którym płynie pewna rodzina: Anna, naukowiec
jej mąż Aloszka, dyrektor instytutu naukowego
i dwójka dzieci
Rodzice obchodzą właśnie 25-tą rocznicę ślubu. Aloszka jest pełen entuzjazmu, za to Anna nastawiona bardzo sceptycznie do ich wspólnego życia. Przeżyła ona kiedyś tragedię: nie wrócił z wojny jej ukochany Paszka. Cierpiała, po jakimś czasie zdecydowała się wyjść za mąż, przyszły na świat dzieci, potoczyła się kariera naukowa... od wojny minęło 30 lat, a Anna ciągle żyje swoją niespełnioną miłością do Paszki, tak że nie potrafi dostrzec uczuć bliskich jej ludzi. Mało tego, wcale nie uważa ich za bliskich, nie interesuje się nawet swoimi dziećmi, właściwie do tego stopnia żyje przeszłością, że wydaje się jakimś potworem.
Aloszka ze wszystkiego zdaje sobie sprawę, a jednak godzi się z tą sytuacją, bo Annę kocha, mimo że między nimi stoi nieustannie ten cień Paszki.

Powoli toczą się rozmowy między małżonkami, statek równie powoli płynie naprzód i w niedzielę dobija do brzegu wysp wałaamskich, gdzie Anna chce wyrwać się wreszcie z dusznej kabiny i zobaczyć słynny monastyr. W drodze kłóci się z mężem, który wraca na statek, i sama wsiada do łodzi, którą jakiś tubylec ma ją przewieźć do klasztoru.
I oto następuje zwrot akcji: w przewoźniku Anna rozpoznaje zaginionego Paszkę. Stracił on na froncie nogi i zaszył się w monastyrze, nie mając odwagi pokazać się na oczy Annie jako inwalida.
Zagrał go Aleksiej Batałow, to właśnie ze względu na niego zaopatrzyłam się w film :) Słynny Gosza z Moskwa nie wierzy łzom.
A o tym, jak skończył się film, czy Annie udało się namówić Paszkę do wyjazdu wraz z nią do Leningradu czy wróciła na łono rodziny czy też się utopiła - nic nie powiem, sami obejrzyjcie :)

Anna to świetna rola Ałły Demidowej, która była zasłużoną aktorką teatru Na Tagance.

Nawiasem mówiąc, jak to lepiej się nie zarzekać: Aloszka opowiada, jak to kiedyś był służbowo w Paryżu i spotkali tam rodaka, od dawna na emigracji. Zapytali, czy nie chce odwiedzić starego kraju (taaa, powiedzmy, że to było możliwe). On na to, że przyjedzie, jak Leningrad będzie się znów nazywał Petersburgiem. A Aloszka zapewnił go, że wobec tego nigdy do kraju nie wróci...
Cóż, sama pamiętam liczne dyskusje w akademiku, że tak, kiedyś rypnie się Związek Radziecki, że runie mur... ale nie za naszego życia :)

11 komentarzy:

  1. Dla mnie Minkowski to serial "Gruby" wg jego powieści dla młodzieży, a Dickens filmowy to ekranizacja "Wielkich nadziei" z 1946.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serial "Gruby" już sobie przypomniałam dzięki ukochanej bibliotece na Rajskiej :)

      Usuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, trzon mojej biblioteki to rzeczy zabrane z domu :)

      Usuń
  3. Piekne zbiory Dickensa, najbardziej zazdroszcze "Samotni":)

    OdpowiedzUsuń
  4. Oj zazdroszczę Ci Samotni.Oglądałam serial angielski i chętnie przeczytałabym książkę ale chodzi za spore pieniądze.Może będą mieli w bibliotece.)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla każdego coś miłego :) Ty przynajmniej oglądałaś już film :)

      Usuń
    2. Tak mi się udało, gdyż ten serial emitowano kilka lat temu w soboty o godz. 6 rano ,a wtedy jakoś wcześniej z mężem się budziliśmy, a był bardzo dobry i interesujący.
      Dobrego tygodnia Ci życzę.)

      Usuń
  5. Jak zwykle u Ciebie ZNALAZŁAM NIE TYLKO OPIS KSIĄŻKI, która mi się ostatnio na patrzyła do głowy, ale i kolejny film, który musze obejrzeć. Jak żyć Pani - niezawodna - prezes?

    OdpowiedzUsuń