niedziela, 18 października 2026

Alessandra Mattanza - Banksy: głos ulicy

Banksy, guru street artu. Album (ciężki jak nie wiem co) był w bibliotece na półce z nowościami i skusiłam się, mimo kolejnych składanych sobie obietnic, że nie będę nic pożyczać 😂 To wzięłam do kompletu jeszcze dwie inne książki i zamiast kontynuować spacer musiałam z tymi ciężarami wrócić do domu.


 Skoro Arkady wydały taki album oznacza to, że Banksy już się wpisał do dziejów sztuki światowej. Zawsze mnie to zastanawia, jak można pozostać anonimowym w takiej sytuacji - choć ma zdaje się managera i przez niego mogą iść wszelkie kontakty, ale że nikt nigdy nie puści pary z gęby? Ponoć jego rodzice myślą, że jest dekoratorem wnętrz... W tym roku dziennikarze ustalili już jego tożsamość, donosi AI. 

Czy to istotne? Chyba tak, bo Banksy w swojej twórczości jest antykapitalistyczny i antywojenny. To jest jego bardzo mocne przesłanie. Toteż gdyby się okazało, że w prywatnym życiu kosi kasę, trochę by to zachwiało przekazem, prawda?

Lubię street art (w przeciwieństwie do gryzmołów na ścianach, których autorom proponowałabym obcięcie lewej ręki za pierwszym przyłapaniem). Twórcom street artu też się zarzuca wandalizm, ale nie sądzę, żeby można porównywać ich prace z jakimiś tam podpisami czy innymi bohomazami na murach (czyli znaczeniem terenu, jak psy siuśkami)

Banksy używa szablonów, co znacznie przyspiesza akt twórczy, gdy trzeba działać po kryjomu (nielegalnie). Wpadł na ten pomysł, gdy, we wczesnej fazie, kryjąc się przed strażnikami gdzieś pod pociągiem zauważył numer wagonu namalowany właśnie szablonem. Album ukazuje poszczególną tematykę jego twórczości, poprzez ulubione zwierzęta czyli szczury i małpy, poprzez dzieci i wreszcie miejską dżunglę, gdzie już możemy znaleźć wszystko: krytykę konsumpcjonizmu, działań władz, tajnych służb, inwigilacji, pazerności kapitalizmu etc.

 



Wyd. Arkady, Warszawa 2025, 287 stron

Tytuł oryginalny: Banksy Experience

Przełożył: Paweł Kwiatkowski 

Z biblioteki

Przeczytałam 10 października 2026 roku
 


Niedziela to fajny dzień: sąsiadka nie zadzwoni, żeby jej iść do sklepu, listonosz nie przyjdzie na kawkę - można się szwendać po domu w piżamie* 😂 

* ledwie to napisałam - pukanie do drzwi. Sąsiadka z ósmego, z metrem krawieckim obadać sobie prysznic, bo się przymierza do brodzika. No nie da się żyć normalnie!

I odpoczywać po sobocie, kiedy to facet spotkany pod budką zarzucił wędkę, iż na wystawce w pobliżu są jakieś części segmentów. Toteż poszłam się przyjrzeć, po czym ściągnęłam Sąsiada i przenieśliśmy do domu 3 pary drzwi.

Nie są białe, ale kichać na to. Jutro niech sobie ze Spółdzielni je biorą i tną na półki 😁

Obok stoi nieszczęsny nakastlik, który chcę przehandlować, ale 1/ córka strasznie pyszczy, bo ma tam swoje manele 2/ ciągle nie zrobiłam zachęcających zdjęć do jakiegoś ogłoszenia. Nakastlik jest pamiątkowy, po babci, ale żywcem nie mam na niego miejsca 😢 wcześniej stał w tej wnęce pod filmami, teraz jest tam więcej półek. Tymczasowo, przed remontem pokoju po zalaniach, został postawiony w przedpokoju i oczywiście teraz jest idealnym miejscem na odkładanie wszystkiego, co się wnosi do domu 🤣


Następnie - skoro nasza budka prawie nie funkcjonuje - kopsnęłam się do galerii, tak sobie, kontrolnie. Zabrałam jedną książkę na wymianę. A tam pełno towaru! 


 


Tak chodziłam, przeglądałam, odkładałam na kanapę, a potem siedziałam i próbowałam przebrać te już wybrane. W rezultacie w domu wylądowało jedenaście, coś strasznego 🤣

Jeszcze był jeden Perry Mason, ale okazało się, że go mam oraz 500 zagadek literackich dla sąsiadki, która rozwiązuje krzyżówki i prosiła, żeby jej tę serię zbierać. No i to tak. Co do Kopalińskiego - wiadomo, że słowniki to już nie na dzisiejsze czasy, wszystko w internecie... ale to jest Słownik przypomnień, właśnie dla sklerotyków jak ja, którzy co chwilę się zastanawiają, jakie to było słowo, co mam na końcu języka 😎 Nawet wpadłam na pomysł, żeby córka codziennie wybrała jakieś i mnie o to pytała (sama też w sumie mogę) dla treningu, to złośliwie wzięła takie, którego nigdy nie znałam - jak się nazywa potrącenie z góry odsetek*. W każdym razie ten słownik polega na tym, że przykładowo zapomniałam, jak się nazywa taki nałóg drobnych bezsensownych kradzieży - zaglądam wtedy pod hasło kradzież i znajduję kleptomanię. Gorzej, jak zapomnę słowa kradzież...


* dyskonto

Kopalińskiego uwielbiam całe życie i pamiętam, jak przed laty namiętnie studiowałam Słownik mitów i tradycji kultury, do dziś stoi na honorowym miejscu. Teraz należałoby i ten Słownik przypomnień wepchnąć gdzieś w pobliżu, do łatwej codziennej konsultacji 😁 Wiecie, na tym regale, który patronuje blogowi u góry, z jeszcze starym telewizorem z dupą. 

Tymczasem jednak zastanawiam się, czy nie wyrzucić obwoluty naddartej, bo bez niej prezentuje się całkiem całkiem. Przy okazji - od dawna już chciałam poruszyć ten temat - obwoluta powstała w celu ochrony właściwej okładki i powinna być drugorzędna, ale mnie zawsze zniszczonych obwolut żal. Są tu książki, które mają na przykład obdarty grzbiet z czasów, gdy dziecko robiło poranny obchód w chodziku, więc do pewnej wysokości nic nie było bezpieczne 😂 Co jest dla Was ważniejsze? Wyrzucacie zniszczone obwoluty? A już najgorzej, gdy to jest seria czy jakieś Dzieła i część ma obwoluty, a część nie...


Dzisiaj jeszcze jestem umówiona ze Śmieciarki na ewentualny odbiór starych kryminałów... Ewentualny, bo pan zamieścił ogłoszenie jeszcze w piątek, że odda różne książki, ale umawia się z chętnymi po troszeczku, żeby nie kotłować, no i mnie przypadła niedziela o 17.00 - przy czym nie mam najmniejszej pewności, że akurat z kryminałów coś zostanie 😂 no nic, będzie wycieczka krajoznawcza.

Pytacie, gdzie to wszystko dam?

Proszbardzo, są możliwości, oto najnowszy pomysł z FB:

🤣🤣🤣
 A jak już jesteśmy przy kradzieżach z FB, to może mi ktoś wyjaśni - te kółka na dole regału, pod telewizorem. Co to może być za wynalazek? Wszyscy pytają, właścicielka mieszkania nie odpowiada.


I to by było na tyle w niedzielne wczesne popołudnie, tylko jeszcze nie wiem, co to za atak mam na bloga, rano mi pokazało, że już dziś było już 36 tys. wejść. USA, Brazylia, Singapur. Rozumiem, że jakieś boty, ale po co? Skanują mi treści? Czytałam kiedyś, że miliony książek ulegają zniszczeniu, bo są rozrywane na pojedyncze kartki i skanowane, dla sztucznej inteligencji oczywiście. Czy to oznacza, że gdy ktoś zapyta AI o felieton Grodzieńskiej Preludium obiadowe, to AI go poinformuje, że czytelnik się popłacze ze śmiechu, bo ja tak zrobiłam i o tym napisałam?