środa, 24 czerwca 2026

Leon Dembiński - O zjawach, myśliwych i kłusownikach. Opowiadania myśliwskie


Tę książeczkę wzięłam z knihobudki - bo ładna okładka. Skrzydełka oczywiście NIE przeczytałam, za to w swojej łepetynie wymyśliłam, że to będzie humor i satyra. No nie była 🤣

Były za to opowiadania o tematyce myśliwskiej jak najbardziej serio. Mało tego, pełne słów i wyrażeń raczej mi nie znanych, normalnie fachowa lektura. Nawiasem mówiąc, całe życie myślałam, że mówi się NAGONKA, tymczasem tutaj uparcie występuje NAGANKA. Okazuje się, że naganka była wcześniejszą formą, a nagonka rozpowszechniła się (z rosyjskiego) po wojnie dopiero. Z dodatkowym znaczeniem szczucia, prześladowania, szykanowania. Muszę powiedzieć bratu, który w młodości zarobkował parę razy jako naganiacz.

Ale naganka to pryszcz, są tutaj zasiadki, pędzenie, gon ogarów, rapeta, kufa, gwizd, tabakiera, mikita, farba, łapice, pudlarz... I przede wszystkim jest widoczne umiłowanie autora do polowania - czego nie rozumiem i nie zrozumiem. Opowiadania są dość sprawnie napisane, widać umiłowanie lasu czy generalnie przyrody u autora, ale co z tego, gdy przebija jeszcze większe umiłowanie do uśmiercania zwierząt, trochę dla podreperowania zaopatrzenia domowej lodówki, ale o wiele bardziej dla satysfakcji - dla mnie wątpliwej. Myśliwi rozstawieni tyralierą, nagonka naganka rusza, gdzie tu miejsce na szlachetną walkę człowieka ze zwierzęciem? Mamy jedynie współzawodnictwo, rywalizację między myśliwymi, kto więcej nastrzela zajęcy (kotów), komu uda się trafić dzika.

Przeczytałam, ale bez radości, więc odnoszę do knihobudki z powrotem 🤣 

Początek: 


Koniec:

 

Gdyby jednak ktoś był zainteresowany tematem, to Sport i Turystyka poleca:

Wyd. Sport i Turystyka, Warszawa 1969, 123 strony

Obwoluta i ilustracje: Stanisław Rozwadowski 

Z knihobudki

Przeczytałam 19 czerwca 2026 roku
 

Córka chwilowo twierdzi, że już się nie może doczekać wyjazdu (hm hm, w sobotę), a ja myślę o tym, co mnie z kolei czeka. Otóż bowiem myśl o wolnym łóżku ściągnęła myśl kolejną - kiedyś mówiło się o zaproszeniu jednej znajomej, coś tam wstępnie rozmawiałyśmy, ale sprawa upadła, bo pojawił się Ojczasty. Znajoma nieznajoma - znamy się jedynie wirtualnie, to Czeszka, która też ma fioła na punkcie Pragi i jakoś z tej okazji się poznałyśmy na FB. A chciałaby zobaczyć Kraków. No to teraz, jak córki nie będzie, jedyny sposobny moment. Uzgodniłyśmy, kiedy przyjedzie, kiedy odjedzie, a ja zaczęłam myśleć o sprzątaniu 🤣 Niby się na bieżąco sprząta, ale skoro ktoś będzie w domu kilka dni, to wypadałoby jakieś generalne porządki uskutecznić... 

To jest oczywiście detal, ważniejsze są myśli o tym, jak to będzie, mieć kogoś obcego w domu, pozbawić się prywatności - nie mam w tym praktyki, Psiapsióła z Daleka ostatni raz była chyba z osiem lat temu, zresztą my się znamy czterdzieści lat.

Tak że - zawsze sama sobie ściągnę kłopot na głowę, ale może to wcale kłopot nie będzie. Jak już córka pojedzie, siądę z listą - gdzie ją posłać czy z nią pójść i co do jedzenia szykować 🤣  

Często gościcie znajomych?