niedziela, 29 marca 2026

Franz Werfel - Śmierć drobnomieszczanina

Przyjdzie taki Franz Werfel i diabli wiedzą, jak go zaszeregować. Urodzony w Pradze, ale w rodzinie żydowskiej i pisał po niemiecku (niczym Kafka). Mieszkał potem a to w Austrii a to w USA. Trudno, daję pod literaturę austriacką.
 


O Werflu do tej pory nie słyszałam, aż tu wyciągnęłam ze stosu od Szyszkodara ten drobiazg. Bo jechałam na koniec świata oddać tę nieszczęsną książkę o Czechach, więc akurat do czytania w tramwaju. 

I powiem Wam, że bardzo bardzo. Historia drobnomieszczańskiej rodziny w Wiedniu, niegdyś z ambicjami (ojciec pani Fialowej był cukiernikiem w Kralowicach), dziś zdegradowanej: pan Fiala był co prawda portierem w imponującym mundurze, ale go zredukowano i teraz wysiaduje w jakimś magazynie za nędzną pensję; żona wiadomo, przy mężu, syn Franuś, epileptyk, nie może znaleźć pracy, a siostra pani Fialowej, zwykła posługaczka, trzęsie całą rodziną. Kiedyś mieli 4-pokojowe mieszkanie, ale teraz gnieżdżą się w jakiejś dziurze, bo pan Fiala, żeby zabezpieczyć rodzinę, sprzedał tamto duże mieszkanie i pieniądze ulokował. W czym? 

W tej samej kamienicy mieszka agent ubezpieczeniowy pan Schlesinger. Ten go przekonał, że nie warto trzymać pieniędzy w banku (banki bankrutują) - lepiej się ubezpieczyć na życie. Pan Fiala musi tylko dożyć 65 urodzin. To zabezpieczenie trzyma pana Fialę przy życiu, bo chodzi o to, żeby Franuś nie musiał iść do zakładu, a żona do przytułku dla starców.

Cóż, kiedy i on się rozchoruje, trafi do szpitala. I tam stanie się ciekawym przypadkiem, bo wszystko wskazuje na to, że śmierć nastąpi lada moment - ale nie! Pan Fiala uparcie żyje, bo musi doczekać urodzin przecież!
 

Spodobała mi się ta książeczka, opisy codziennego życia, sprowadzonego do nędznej egzystencji, ale ciągle zawierającego elementy baśniowe: gdy żona piecze babkę na imieniny męża i wyjmuje z szafy obrus z dawnych czasów; gdy pan Fiala gładzi główki porcelanowych fajek, które dostał od dawnego szefa - nigdy nie palił, ale to po prostu symbol; gdy pan Schlesinger zabiera do szpitala wielkie wydanie poezji Heinego ze złotym brzegiem jako resztkę biblioteki swoich rodziców...

Początek:


Koniec:

Wyd. PIW, Warszawa 1966, 77 stron

Tytuł oryginalny:

Przełożyła: Edda Werfel ??? aż się zdziwiłam i poszukałam:

Edda Werfel była żoną Romana Werfla, ideologa partyjnego i naczelnego "Nowych Dróg"; sama po Październiku wystąpi z partii i zajmie się pracą przekładową z niemieckiego, a po Marcu '68 wyemigruje. 

Seria BIBLIOTEKA JEDNOROŻCA 

Z własnej półki

Przeczytałam 25 marca 2026 roku


Takie tytuły w serii podają w 1966 roku. Dawno dawno temu miewałam takie pomysły, że powinnam zgromadzić całe serie różne i nawet odfajkowywałam ołówkiem, które mam. Jakoś się wtedy nie myślało, że mieszkanie ma określoną pojemność (nawet się mieszkania jeszcze nie miało) 😂 W tym wydaniu mam chyba tylko Milczenie morza i Niejaki Piórko. I Cervantesa.



 

Dopadło mnie cosik. Leje mi się z nosa i boli mnie głowa, więc czuję się jak stary kapeć. Nawet w rozmowie z Věrą to ujęłam po czesku, nie zastanawiając się, czy tak się u nich mówi (cítím se jako staré bačkory), ale zrozumiała 😁 Jak to dobrze, że jest weekend i nikt ode mnie niczego nie chce. Bo wiecie, Ojczastego już nie ma, ale teraz sąsiadka zza ściany ciągle o coś prosi. A to jechać z nią do lekarza (trzy godziny siedzenia w kolejce), a to zanieść do przychodni prośbę o receptę, a to zrobić zakupy, a to kupić totolotka. Mam etat normalnie. Są takie dni, że nic się nie chce (albo łeb napiernicza) i najchętniej bym nie wstawała z łóżka... to nie! Zaraz zadzwoni telefon z prośbą. 

Oprócz tego pan listonosz nabrał zwyczaju przychodzenia na kawę podczas obchodu. Nie że codziennie, ale częstotliwość rośnie. Czyli nie mogę sobie pozwolić na leniuchowanie w piżamie, bo nie znam dnia ani godziny.

Zaczyna mnie to już wk... denerwować. 

Więc przynajmniej weekend jest spokojny, sklepy i przychodnie zamknięte, poczta też.

/pod warunkiem, że sąsiadka nie zadzwoni, żeby jej asystować, bo wezwie pogotowie/ 

Ale czy mogę coś z tym zrobić? Nie bardzo. Całe życie jestem ograniczona przez moje migreny. Myślałam, że jak już będę na emeryturze, to nie będę się musiała o to martwić - jest migrena, to leżę sobie w łóżku i niczym się nie przejmuję, niczego nie muszę etc. Aha, to mi wyszło...

Przejdźmy wobec tego do sprawy emerytury właśnie. Jestem na niej od 4 lat prawie, ale najpierw ciągle pracowałam. Potem, gdy się z Ojczastym zaczęło robić gorzej, z pracy zrezygnowałam, ale była ta jego emerytura, więc spoks. Teraz marzec był pierwszym miesiącem, gdy zostałam o gołym pysku. 

I tu apeluję do wszystkich! Nie bawcie się w żadne działalności gospodarcze - chyba że naprawdę musicie, albo że tyle Wam DG przynosi, że sobie robicie duże oszczędności, inwestujecie czy co tam. Jeśli nie - koniecznie szukajcie pracy na etat.

Mówi Wam to osoba, która po DG ma aktualnie 1886,93 zł emerytury. Nie idźcie tą drogą! Nie bierzcie ze mnie przykładu! 🤣

Żeby nie było: to był mój wybór, oczywiście. Wzięłam, co się nawinęło, było po linii i pracę lubiłam, więc nigdy się na poważnie nie zabrałam za rozglądanie za czymś innym. I nie, że się teraz przejmuję jakoś bardzo. Po co zresztą, skoro nic już nie zmienię.

/w teorii mogłabym próbować szukać czegoś na dorobienie, ale ani mi to w głowie, jak już człowiek się odzwyczai od budzika, to wiecie 😂/

Rezygnując z pracy przed dwoma laty wiedziałam na co się piszę (w sensie, że Ojczasty nie będzie żył wiecznie). Moje założenie było (i jest!) takie, że będę dobierać z oszczędności około 500 zł miesięcznie i że to powinno wystarczyć. Nawet cały czas dzieliłam kwotę oszczędnosci przez 500, żeby wiedzieć, na ile miesięcy/lat mi wystarczy 😂 Zakładam również, że na jedzenie będę wydawać max 200 zł tygodniowo. Wśród stałych wydatków oczywiście są opłaty* i tutaj trudno coś dokładnie przewidzieć, bo to wszystko rośnie. Co miesiąc również kupuję tysiąc koron (obecnie około 175 zł).

* do tej pory miałam dofinansowanie do czynszu od miasta, ale ono się kończy w kwietniu (papiery trzeba na nowo składać co pół roku) i teraz, przy 2 osobach, a nie 3, przekraczamy normę powierzchni - ona wynosi na 2 osoby 52 metry, a nasze mieszkanie ma 52,5... taaaa, pewnie nie dadzą, mimo znacznie niższego dochodu na łeb. A czynsz aktualnie wynosi 755 zł (dopłaty było około 200). Plus prąd, gaz, internet z telefonem stacjonarnym, komórka, karta na tramwaj, prenumerata Wyborczej... no wiadomo, same zwykłe rachunki. 

Pierwszy miesiąc wypadł bardzo dobrze, bo nie było żadnych ekstra wydatków i nawet zostało mi 200 zł - bez sięgania do oszczędności!!! - chciałam co prawda kupić jakieś kwiatki do posadzenia za oknem, ale zimno jest, to chyba nie bardzo. Zobaczymy, jak będzie w kwietniu. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że zawsze może coś wypaść, coś się zepsuć etc. Zakładam jednak, że na zwykły bezwypadkowy miesiąc powinno wystarczać. 

Po świętach będzie remont, ale te wydatki nie idą z bieżących dochodów 😂 tu trzeba sięgać do kupki. Podobnie, gdy płacę za hotel w Pradze (kartą). Trzynastka i czternastka w zeszłym roku co prawda wystarczyły, jak będzie w tym, nie wiadomo. 

Tak że tak. Biedni emeryci wszystkich krajów, łączcie się!