Miałam jakieś inne wydanie, ale zamieniłam je na ulubioną cieniowaną serię z gratisowego stolika w bibliotece, mimo że ktoś w niej wyrwał kartkę tytułową. Trudno. I teraz czytałam chyba pierwszy raz w dorosłości. Bo tak naprawdę pamiętałam głównie film czyli serial. Fajna książka, dobrze się czytało, jestem usatysfakcjonowana. Jeszcze mi został Chłopak na opak, na kiedyś.
Wskutek fatalnego splotu okoliczności (i strachu przed gniewem ojca) Tosia wyrusza na wakacje w leśniczówce przebrana za Tomka, więc Tomek z kolei udaje Tosię u cioci z czworgiem potomstwa.
Ale ale. Jakaż to różnica między tamtymi czasami a obecnymi! Czas powstania książki to 1961 rok. Pomijam to, że na dziewczynki zwalone są wszystkie domowe prace (bo nie wiem, czy pod tym względem wiele się zmieniło), ale tak w ogóle - ile dzieci miały obowiązków w domu i zagrodzie. Wiadomo, że na wsi najgorzej. O, dzisiaj widziałam takiego mema z chłopczykiem, który mówi, że w lecie marzył, żeby krowa zdechła (a w zimie, żeby szkoła spłonęła 🤣).
A Za minutę pierwsza miłość nie mam, więc nie planuję.
Początek:
Koniec:
Wyd. Nasza Księgarnia, Warszawa 1974, 229 stron
Seria "cieniowana" czyli Biblioteka Młodych
Z własnej półki
Przeczytałam 26 sierpnia 2026 roku
W związku z wyjazdem córki na ranczo czy inną tam hacjendę - znaczy do kota - przyszła mi dziś rano myśl, że może by zaprosić znowu na parę dni Czeszkę? A to dlatego, że zobaczyłam na FB jej świeży wpis o tym, że właśnie udaje się pociągiem do swojej ulubionej Polski (zdaje się jakaś jednodniowa wycieczka gdzieś na Śląsk). Córka co prawda zaprotestowała, że nikt już nie będzie spał w jej łóżku, ale kto by się tym przejmował 😁 Zaraz potem jednak porzuciłam ten pomysł, za to przypomniałam sobie o czym innym - jak to rok temu jojczyłam, że chciałabym zobaczyć od środka tę ubezpieczalnię w Pradze, co to pracownicy tam poruszają się windami z góry na dół do szufladek... I że jest taka możliwość podczas Dnia Architektury... Od myśli do czynu krótka droga - to będzie w tym roku 2 i 3 października - i ja pamiętam, och jak pamiętam ten jedyny październikowy wypad do Pragi, co to ciągle padało... ale może tym razem nie będzie? Tak że - poszedł mail do sióstr, czy by miały dla mnie pokój i teraz czekam z niecierpliwością na odpowiedź, oczywiście ma być pozytywna 😂 Żeby nie zapeszyć na razie nie robię żadnych szczegółowych planów (a na tę ubezpieczalnię to będą zapisy od 13 września, więc jest czas). Co prawda mrozi mnie myśl o podróży, takie to męczące, no ale lepiej jeździć, gdy jeszcze mogę niż odkładać na jakieś tam potem, prawda?
Tak że chwilowo, od paru godzin, żyję myślą o wyjeździe. Co prawda budżet na hotel (czyli trzynastka i czternastka) został w tym roku wykorzystany, ale z radością sięgnę do skarpety 😎
Nabyłyśmy za stówkę telefon dla córki, coś a' la Nokia 🤣 ale wiecie, chodzi tylko o możliwość dzwonienia, będę spokojniejsza. Udałam się z nim do punktu, gdzie kiedyś obiecywano kartę za 30 zł, bo z google'a wynikało, że otwarte w soboty do 16.00. Owszem, tak, ale kartka na drzwiach oznajmiała, że akurat w tę sobotę przepraszamy, zamknięte. Uch, jak się wkurzyłam, miałam nadzieję, że będzie już z głowy wszystko. Z rozpędu pojechałam więc na stację kupić córce bilet na pociung i cóż tam odkryłam? Knihobudkę! Jest tam jakieś infocentrum i mają dwa regaliki, pełne zresztą. Cud prawdziwy, że nic dla siebie nie znalazłam i wróciłam z pustymi rękami, bo wczoraj... wczoraj przywlokłam z tej galerii, gdzie pojechałyśmy po telefon, trzy kryminały (w tym jeden po włosku) i francuską powieść Klientka... nie jest dobrze 😉




