niedziela, 24 maja 2026

Anna Czerwińska-Rydel - Teoria pana Alberta + PRAGA niedziela

Właściwie dzisiejsza książeczka jest na rzeczy, w końcu Einstein mieszkał tu trochę, wykładając na Uniwersytecie Karola i pracując nad teorią względności 😉 Może kiedyś sobie zaplanuję spacer jego śladami?

Tymczasem dzieci mogą się zapoznać z sylwetką naukowca, który osiągnął tak wiele dzięki temu, że już jako małe dziecko był ciekaw działania rozmaitych mechanizmów.

Znaczy zapoznać się... to jest książeczka dla maluchów, więc mogą poczytać i pooglądać, jak gra na skrzypcach, bawi się klockami, zagląda do zegara i obserwuje gwiazdy. I oto jest już naukowcem i dostaje nagrodę Nobla. 


 Początek:



Koniec:

Wyd. HarperCollins Polska Sp. z o.o., Warszawa 2023, 31 stron

Ilustracje: Ewa Poklewska-Koziełło

Seria: CZYTAM SOBIE, poziom 1 - Składam słowa

Przeczytałam 24 maja 2026 roku

 

Praga, dzień szósty 

W nocy kolejna Magiczna Tabletka (zastępcza) na łeb plus ataki niepohamowanego kaszlu. Ale rano znów ruszam, no bo co w końcu. Zwiedzanie kompleksu ponadstandardowych mieszkań na wynajem. Deweloper chlubi się mieszkaniami pod klucz, w pełni wyposażonymi oraz galerią sztuki za oknami.


Mieszkania od 1-pokojowych z aneksem kuchennym do 3-pokojowych z aneksem (coś mi się wydaje, że już się nie buduje mieszkań z osobną kuchnią, u nas też). Chyba bym oszalała, gdybym mieszkała urządzona przez kogoś i ze świadomością, że ci po lewej, ci po prawej i ci naprzeciwko mają dokładnie takie same meble. Za oknem są tory kolejowe, ale potrójne okna zabezpieczają przed hałasem. Jak ktoś ma zamknięte 😎 Kto mieszka? Głównie ekspaci lub młode osoby, które przyjeżdżają do pracy na rok czy dwa, nieobciążone manelami. Umowę podpisuje się na rok, przedłuża ją na kolejny około 75% najemców. Nie jest tanio, ale ma się tu wszystko zabezpieczone, nie trzeba myśleć o hydrauliku, jest recepcja etc. Obok w dawnym budynku administracyjnym fabryki powstanie jeszcze restauracja i sklepy będą. Takie małe getto. 

 

Bardziej mnie interesują wille z tyłu 😎


Mówią, że jak się pacjent uprze...


Może to już kiedyś pokazywałam, bo za każdym razem robię zdjęcie na tej stacji metra 😂


Metrem mianowicie przesunęłam się do gimnazjum po lewej stronie Wełtawy. Przy okazji - jak to możliwe wywiercić tunele dla metra POD rzeką, to jest dla mnie niepojęte 🤣 

Szkoła powstała jeszcze za Austro-Węgier (Rakousko-Uhersko po ichniemu), więc osobne skrzydło było dla chłopców, osobne dla dziewcząt. W każdym była kaplica. W tej katolickiej jest teraz sala gimnastyczna.

A w protestanckiej biblioteka. O kurczę, tam bym się na chwilę zatrzymała, ale cóż, gdy trzeba gonić resztę wycieczki...




Mleko ma jeszcze pod nosem 😉


Po południu pojechałam do siedziby czeskich Sokołów, gdzie mnie wkurzyła pani oprowadzająca, która wyszła do nas czekających w cieniu, ale zamiast podejść bliżej - kazała nam się przesunąć do siebie czyli do słońca i opowiadała historię obiektu. Te parę minut wystarczyło, żebym mało nie umarła. Ale to jeszcze nic: jak zaczęła wykład z historii sztuki, to nie kończyła (oprowadzanie miało trwać 20 minut). Nie miała litości, a przecież wiadomo, że większość z nas jest na nogach od rana i już nie ma siły wystać, chce obejrzeć wnętrza i wreszcie do domu! Tak że uwagę skupiał głównie jeden z uczestników, Pan z Kameleonem. Dlaczego kameleon nie był czarny, pytam się.


W pewnym momencie wyszliśmy na taras, bo chciała omówić renesansowe cechy architektury... skorzystałam z okazji, oddaliłam się, by zrobić zdjęcia dzieła sztuki... po czym dałam dyla za bramę 🤣 

A teraz mi Věra mówi, że dzieło sztuki to David Černý i że się rusza. Znaczy, że rzeźba się rusza. No wiadomo, Černý jest specjalista od prac kinetycznych 😉 Ale gdybym wiedziała, to bym to lepiej wyfociła, a nie uciekała w te pędy! To hołd złożony Věrze Čáslavskiej.


Nie przeszkadzać artystce!


Na zamknięcie niedzielnych zwiedzań wybrałam siedzibę magistratu - gdy mieszkam w klasztorze, przechodzę przed nią praktycznie codziennie, a nigdy w środku nie byłam. Tu się decyduje o Pradze. 

Patrzę ci ja za mównicę, a tam... Czyżby dla naszego Prezesa przygotowane?

Postanowiłam przemówić, ale trema mnie zjadła. Nie nadaję się do publicznych wystąpień. Kamera jest nastawiona na mównicę, ale za diabła nie wiedziałam, jak sobie teraz zrobić zdjęcie z tym wielkim ekranem i jednocześnie sobą na mównicy, więc widzicie, jak kombinuję jak koń pod górę obracając telefon 🤣

Tegoroczny Open House za mną, nie oceniam go najlepiej przez ten mój stan zdrowotny oraz przez upał okrutny, ale z tym się trzeba i tak na przyszłość liczyć. Chwilowo postanawiam, że od przyszłego roku będę sobie jednak wybierać tylko po dwa obiekty dziennie, żeby to było na spokojnie - trudno, całej wódki i tak nie wypijesz.

Polityka wkracza do metra 😉 (Klempíř jest ministrem kultury, który zamierza całą kulturę zniszczyć; dziś w Pradze tysiące demonstrantów żądających jego dymisji).


Bo widać mi było mało chodzenia dziś i jeszcze się wybrałam nostalgicznie po zeszłorocznych śladach. W cieniu po godzinie 18.00.


Zeszłoroczne ślady obejmowały tramwaj stojący przed Stacją technika - oraz ichniejszą knihobudkę 😁 gdzie co prawda były dwa tomy z kryminalnej zielonej serii ze szmaragdem, ale mnie nie przekonały - taka jestem silna wewnętrznie!


A że niedaleko jest stacja, na której jeszcze nie byłam, to sobie stamtąd wróciłam "do miasta" pociungiem.



I znów duble. Dubskie namnożone. U ruskich każdy pokój /rodzina miała osobny dzwonek, ale to w komunałkach było (i jest zresztą dalej).


Tego Chase'a znalazłam w południe zupełnie gdzie indziej 😂


Przebiegi: 15.907 kroków = 11,4 km