Rozglądam się, co by tu wziąć po czesku do czytania (a jak już wspominałam - wybór mam ogromny 😁) - pada na Gardnera, w ten sposób ubiję dwie muchy (po fińsku Lyödä kaksi kärpästä yhdellä iskulla*). Dochodzę przy tym do wniosku, że jednak książki wydane porządniej, nie broszurowo, lepiej się czyta 😉 i że zbytnio się niegdyś spieszyłam łapiąc co w rękę wpadło. Jak brzydko wyglądają na półkach takie obszarpane miękkie tomiki... Ale ten Gardner ma twardą okładkę i jest jak nowy, więc OK.
* a czego odpowiednikiem jest Olla pulla uunissa czyli dosłownie 'mieć bułeczkę w piekarniku'?
Polski tytuł to Sprawa przedziwnej mężatki. Do adwokata Perry Masona zgłasza się młoda kobieta, twierdząc, że przyszła po poradę dla koleżanki, po czym ucieka nie chcąc podać żadnych konkretnych informacji. Ale że wcześniej zostawiła u sekretarki zaliczkę 50$ Mason przystępuje do pracy - śledczej. Im dalej w las, tym więcej tajemnic wychodzi na jaw. Rhoda niegdyś wyszła za mąż za oszusta, który wkrótce zniknął z jej pieniędzmi i po 7 latach podała sprawę o uznanie go za zmarłego, po czym wyszła ponownie za mąż. Ale wtedy ten pierwszy mąż znów pojawił się na horyzoncie i zaczął ją szantażować. Gdy zostaje zabity (pogrzebaczem), wszystko wskazuje na Rhodę...
Zajrzałam do swojego katalogu i okazuje się, że mam tę książkę również w oryginale - jako jedną z nielicznych powieści (a nie lekturek) po angielsku. Tak mi się kiedyś wydało, że może któregoś pięknego dnia zdołam ją przeczytać. Ha ha ha. Mam też po angielsku Love Story - z tym może będzie łatwiej, tym bardziej, że o połowę prawie cieńsza?
Początek:
Koniec:
Wyd. Melantrich, Praha 1997, 212 stron
Tytuł oryginalny: The Case of a Curious Bride
Na czeski przełożyła: Olga Fialová
Z własnej półki (kupione online 15 października 2025 roku w Ulubionym Antykwariacie "11" za 22 korony minus 20%)
Przeczytałam 16 września 2026 roku
Najnowsze nabytki
Skoro Gardner, to proszę oto - z "mojej" knihobudki przyniosłam takie trzy sztuki:
Wakacje w Borkach są na liście lektur wakacyjnych, więc fajnie, będą na przyszłość. W cztery oczy chapnęłam, bo cieniowana seria, w domu przeglądam i co się okazuje, to poradnik dla dziewcząt, a nie żadna powieść (możliwe, że miałam z nim do czynienia w nastoletnich latach), więc nie ma powodu go trzymać; już wyniesiony z powrotem. Zostaje Sprawa ostrożnej kokietki. Zaglądam na Wiki, a tam dowiaduję się, że wyszła u nas również pod tytułem Zalotna rozwódka - i w moim katalogu takie właśnie wydanie figuruje. Jak tak można, pytam się?! Teraz muszę wyciągnąć tę Zalotną gdzieś tam z drugiego rzędu i zdecydować, które wydanie zostanie. Właściwie to bym chciała zachować oba, ale czy w mojej sytuacji metrażowo-lokalowej mogę sobie pozwolić na takie luksusy?
Ktoś podrzucił potem kolejnego Gardnera, a i z Chińskiej papugi się cieszę, choć w marnym jest stanie. A co tam.
W "mojej" knihobudce pojawiła się też Ania, którą zabrałam na podmiankę, bo miałam albo w pojedynczych egzemplarzach (co samo w sobie nie jest złe, ale były bez obwolut) albo nieco gorszych 😉 Te moje, które zaniosłam, też zresztą natychmiast zniknęły. Czyli Ania ciągle na topie. Albo też ktoś w moim wieku zabrał z sentymentu...
I dalej z budki. Znów pojawiły się Ekspresy reporterów. Albowiem ja ich już nazbierałam wcześniej 27... Tym razem wzięłam tylko cztery sztuki, ale wyobraźcie sobie, że w pierwszym, który otwarłam, jest reportaż Krzywy uśmiech Bienia - tego Bienia architekta, którego nekrolog pokazywałam. A krzywym uśmiechem Bienia nazywano nasze osiedle 😁 Tak że idzie w pierwszej kolejności do czytania!
Ekspresom reporterów towarzyszyły jeszcze inne drobiazgi reporterskie oraz czeska dla dzieci (czytałam kiedyś z biblioteki, tylko tamta miała twardą oprawę) 😍
No i ostatnie to kolejne cztery pozycje z serii z koniczynką:
Będzie tego dobrego... Przybywa i przybywa. Teoretycznie, jak się nad tym zastanawiam, to uznaję, że BIERE książki w kilku zaledwie rodzajach: czeskie oczywiście, kryminały (zwłaszcza z PRL) i reportaże. Ale to tylko teoria, a w praktyce tu się trafi coś z serii, która jest obecna u mnie, tam jakieś dziecinne, co zawsze chciałam mieć, tu jakaś kucharska, tam podręcznik językowy czy słownik... i tak coraz więcej. Bieda. Że też ja się nie zgodziłam wtedy, gdy brat proponował, że kupi nam większe mieszkanie 🤣
Tymczasem usiłowałam rozkminić termin przyszłorocznego Dnia Architektury w Pradze, żeby zrobić szybciutko rezerwację u sióstr. W tym celu wyszukałam terminy z poprzednich kilku lat oraz jakie to były dni tygodnia - no takie mają zajęcia emerytki 😂
Wyszło mi, co wyszło i napisałam do hotelu o pokój 29 IX - 6 X 2027, zobaczymy, co z tego wyjdzie finalnie*, bo hotel to jedno, ale załapać się na wybrany obiekt to już inna bajka, miejsca znikają w trybie mocno przyspieszonym. Oczywiście chodzi mi NAJBARDZIEJ o tę słynną kartotekę:
W niedzielę wieczorem spuścili zapisy na tegoroczne zwiedzanie i zapomniałam zajrzeć, żeby zobaczyć, jak to idzie, w poniedziałek rano o 7.00 oczywiście śladu nie było...
* na razie wyszło tak, że mają dla mnie pokój od 29 września do 4 października; za miesiąc się wyjaśni, czy nie da rady do 6 X, jak chciałam. Jeśli nie, wyjdzie na to, że pojadę jedynie na 4 pełne dni, ale może to i dobrze, zwłaszcza, gdy będzie padać 🤣 Przyjmę, co będzie. Kartoteka pewnie i tam będzie w weekend.
W domu córka bez przerwy rozprawia o kocie... Teraz jest przerwa w wyjazdach do 30 października bodajże, zażyjemy rodzinnego życia 😁












