poniedziałek, 25 maja 2026

Lucyna Krzemieniecka - Domek zapomnienia + PRAGA poniedziałek


To ciekawe - książeczka napisana wierszem, ale udaje prozę. Wszyscy coś chcą od skrzatka - Wuja Dobrej Rady, ten ma w końcu dość i chce zamieszkać w domku zapomnienia, zapomnieć o cudzych troskach. Ale wyrzuty sumienia nie pozwalają. 

Początek:


 Koniec:

Wyd. Nasza Księgarnia, Warszawa 1987

Ilustracje: Jerzy Flisak

Seria: Poczytaj mi mamo

Przeczytałam 25 maja 2026 roku

 

Praga, dzień siódmy 



Odbierałam rano zakup z Ulubionego Antykwariatu. Chciałam przysiąść na parapecie w oczekiwaniu na tramwaj - a to cwaniaki!


A potem i tak był 
Dzień Pieszego Pasażera. Zepsowała się sygnalizacja na skrzyżowaniu, motorniczy nie wiedział, ile będziemy stali, więc ruszyłam pieszo. I zaraz zmieniłam plany. Bo chciałam najpierw pojechać dalej, żeby znaleźć zegar słoneczny na terenie jednej szkoły. Ale przejście JEDNEGO przystanku wystarczyło, bym kompletnie opadła z sił. Zaniosłam jedynie te książeczki do wczoraj przeczytane do knihobudki w urzędzie w Nuslich i doczłapałam do Ulubionego Antykwariatu.


Po drodze przypominając sobie wszystkie te kawały o jednym robotniku, który kopie i dziesięciu innych, którzy coś tam. Bo policja zaczęła w końcu dyrygować ruchem, żeby rozładować ten korek tramwajowy i nie tylko. W sumie - może zmieniali się co 2 minuty (dłużej na słońcu wytrzymać nie idzie) i dlatego tylu ich było...


Pan z Antykwariatu skomentował, że się przerzuciłam na detektivky - niegdyś kupowałam u niego głównie pragensie, ale to już mam za sobą 😂

Nie rozpakowałam ich, bo i tak nie mam się kiedy nimi cieszyć, a może tak zawinięte dam prosto do łowickiej siatki na podróż, będą bezpieczne?

W każdym razie zawiozłam je do domu i co tu robić, gdzie uciec przed upałem. Jeden z "pojedynczych" pomysłów dotyczył pewnego budynku z małymi mieszkaniami na wynajem, który dostał Grand Prix Architektów, co prawda 15 lat temu, ale jakoś mi umknął. Na pewno byłam w tym miejscu, ale podejrzewam, że idąc właśnie po jego stronie ulicy, a wtedy nie widzisz, co w górze 😉


W innym budynku jest komisariat i stały tu dwa takie pojazdy. Co policja tym wozi, psy do hycla?


Niedaleko prowadzi pasaż do popularnej restauracji samoobsługowej, w tym samym budynku jest paternoster. Byłam tam kiedyś i miła pani na recepcji pozwoliła mi skorzystać - ale tak naprawdę nikogo się nie musicie pytać. Przejechałam się znowu 😍 


 O, wyjeżdżam spod podłogi!

 

Na przystanku siedział Bubák (czyli nocne straszydło). W taki upał, tak opatulony. Każdy się na niego gapił.

Poezji rynnowej odcinek 14:


 

Po południu miałam iść do kina, ale z tymi napadami kaszlu się nie nadaję*. Żeby być w Pradze i nie pójść do kina?! Nawet za pierwszym razem byłam... Ale co zrobisz. 

* w Tesco pani przede mną w kolejce do kasy najpierw oglądała się na mnie patrząc znacząco, a w końcu zabrała swój koszyk i poszła do innej kolejki. Pewnie się bała gruźlicy. 

Teraz zaczynam się bać podróży powrotnej. Przecież mnie rozniosą. 

Przebierałam karteczki i w końcu postanowiłam jechać na Przyprawę pociungiem. Raz, że w pociungu lepiej niż w autobusie, dwa, że o 18.00 miała być msza w lokalnym kościele. Paczpan, niedziela odpadła na Open House, a i tak w dwóch kościołach udało się być!

Oczywiście pociung w godzinie popołudniowego szczytu wyglądał zupełnie inaczej 😂 to jest zdjęcie z powrotnego. 

Wiedziałam, że na stacji jest knihobudka. Pewne sprawy należy załatwiać od razu, bo potem nie będzie czasu 🤣 Do moich kryminałów tegorocznych dołączyła młodzieżówka (dla młodszej młodzieży) Bosi rycerze - no bo otwieram, a tam tytuł jednego z rozdziałów: Jak się pan komisarz zaśmiał przy przesłuchaniu. Któż to kradnie dzieci? Wydanie z 1966 roku, fajne, jest na środkowej półce 😍

 

A potem poszłam w tango i bardzo mi się tam podobało. Żeby jeszcze nie to słońce okrutne... dlatego z radością skręciłam w stronę obory, żeby zlokalizować stary cmentarz żydowski. Zamknięty oczywiście, ale ma niski mur. Nie chcę przez to powiedzieć, że przez niego przelazłam 🤣


Oni tam mają Main Street, która jest przelotówką i naprawdę to okropne, jak ciągle ziuuuu ziuuuu ziuuuu. Ale za to pełno uroczych domków i browar i wspomniany kościół i cała masa rzeczy, o których powstanie post na "praskim" (kiedyś tam). Tylko zabraknie zamku i stawu. Zamek mi z mapy wypadał zaraz gdzieś za kościołem, a tam brama otwarta do jakiegoś instytutu badawczego. Wchodzę, z budki wylatuje baba i mnie przepędza. Pytam tylko grzecznie, gdzie jest zamek. Zamku już nie ma. Za chwilę zmienia zdanie - zamek jest tam (macha ręką w świat), za Albertem. Czy to daleko? No za Albertem. Tyle się dowiedziałam. Teraz czytam na Wikipedii, że on tam jak najbardziej jest - używany przez ten instytut i niedostępny dla publiczności.

Ale do stawu nie dostałam się z innego powodu. Było to już w drodze powrotnej - przestała mi działać mapa w telefonie 🙄 znaczy ciągle była, ale nie mogłam jej przesunąć, utkwiła w miejscu kościoła i kuniec*. A ja nie pamiętałam, w którym dokładnie miejscu ten staw miał być. Tak na niego liczyłam - wiecie, trochę chłodku i cienia od drzew. I znowu widzę teraz, że nie ma do niego dostępu z głównej ulicy ani go nie widać. Mogłam niby kogoś zapytać, ale już mnie tak nogi bolały, że na samą myśl, że ktoś mi powie musi się pani wrócić - słabo mi się robiło.

* Teraz się boję zajrzeć, czy sytuacja się utrzymuje, czy też z gorąca telefon dostał małpiego rozumu... 

No więc tak - nie ma zamku, nie ma stawu, reszta jest. 



 

Ale oczywiście wszystkiego nie mogę pokazać, siedziałabym tu do rana.

Chyłkiem zza winkla podejrzałam dziewczynki ćwiczące w Sokołownie. Jak można w taki upał, ludzie! 

 

Tego będę szukać, bo wygląda tak niby secesyjnie, ale nie wiem, czy to odbudowa czy nówka-sztuka nieśmigana. Roboty przy tej willi trwają.

 

Jak macie coś do opchnięcia, to dzwońcie!


 

Drexler to był taki dermatolog w Krakowie, owiany sławą. Mnie niespecjalnie pomógł.


 

21.080 kroków = 14,7 km

Jestem niesamowicie dumna, że udało się ten upalny dzień przeżyć nie siedząc w domu. Ciekawe, co jutro. Po południu mam oprowadzaną wycieczkę i żałuję, że ją kupiłam - chyba, że będziemy się przesuwać w cieniu...