Chyba na Orlenie to znalazłam. Znaczy tam koło stacji Orlenu jest plac zabaw i są TRZY knihobudki 😁 Wtedy dopiero sobie uświadomiłam, że w domu Fatalnych jaj niet. I jak to się stało? No Ślubny zabrał w ramach podziału majątku, tak musiało być.
Lepsze po włosku, niż żadne, więc zabrałam. Jest tu jeszcze Diaboliada, ale do niej się nie palę.
To jakieś szkolne wydanie, zaopatrzone w materiały dydaktyczne - ciekawam, czy u nas w szkołach przerabia się coś poza Mistrzem i Małgorzatą, zresztą całe szczęście, że za moich czasów to było w ogóle niemożliwe, bo bym pewnie MiM nienawidziła, gdyby mi go kazali rozbierać na części pierwsze 😂
Gdy byłam na stypendium w Perugii - a był to sierpień - handlowano tam akurat podręcznikami szkolnymi i sobie trochę przywiozłam, jakieś gramatyki, historie literatury... też podpisane przez poprzednich właścicieli, jak ta tutaj 😉
Fatalne jaja pewnie czytałam wtedy, gdyśmy je ze Ślubnym mieli do spółki, ale nie pamiętałam. Teraz, po lekturze we włoskim tłumaczeniu, miałabym chęć wrócić do egzemplarza po polsku, no ale NIE POŻYCZAM Z BIBLIOTEKI, jak wiadomo 😂 Pozostaje liczyć na to, że któregoś pięknego dnia trafię w knihobudce (bo dlaczego nie). Kto nie czytał, temu mówię, że historia jest pokrótce taka: profesor Piersikow odkrywa w swym laboratorium tajemniczy promień, który powoduje gigantyczne i błyskawiczne namnażanie organizmów. Władze nakazują mu przekazać jedno z urządzeń kierownikowi sowchozu, który w ten sposób ma zaradzić kryzysowi jajecznemu w kraju... tyle że przez pomyłkę trafiają tam nie jaja kurze, ale pewnych gadów. Satyryczne spojrzenie na pierwsze lata SS (Sowieckiego Sojuza znaczy), a teraz piszą, że to ostrzeżenie przed ingerencją człowieka w inżynierię przyrody.
Początek:
Jak bym tak miała każde zdanie powieści analizować, to bym wolała sobie strzelić w łeb... albo raczej strzelić flaszkę czerwonego, bo na trzeźwo się nie da 🤣
Wyd. Juvenilia, Edizioni Scolastiche Walk Over spa, Bergamo 1988
W stopce jest napisany tytuł oryginalny następująco: Rokovya jajca
A przełożyła na włoski: Linda Pettinari
Z własnej półki (przyniesione z knihobudki 27 września 2026)
Przeczytałam 17 października 2026 roku
Z życia emerytki
Wczoraj wreszcieśmy się zmówili z panem Krzysztofem i mapa powieszona, jak również dwa kwietniki u sufitu. Chwilowo co prawda na te kwietniki nie mam odpowiednich, zwisających i ładnych, gęstych roślin, ale wszystko po kolei, w jednym z nich wisi Franek 😁
W środowe popołudnie zakończyłam też epopeję galeryjną. Trwała trzy dni. Trylogia znaczy.
W poniedziałek pojechałam "po orzechy". Do nich nie dotarłam, bo po drodze obtorbiłam się w kurtkę (świetny zakup, bo brakowało mi czegoś pomiędzy cienką kurteczką a puchówką) i spodnie dresowe - więc znowu nie miałam wolnych rąk na pakowanie bakalii. Czy ja się nauczę brać wózek? Wcześniej jednak zdążyłam wstąpić do Media Markt i pan mi polecił pilota do tv (nasz coś się chrzani, naciskasz trzy przyciski, po czym musisz odczekać parę minut, żeby kolejne nacisnąć, bo nie reaguje). Kosztował 70 zł, więc zapytałam przytomnie, czy można zwrócić. Tak, byle nie uszkodzony. OK.
W domu telewizor na niego nie reaguje. Instrukcja każe go sparować z kodem jakimś, klikam i klikam, nic. Pakuję z powrotem do pudełka, żeby oddać. Na allegro odkrywam, że piloty do Sharpa można kupić za 20 zł i wystarczy włożyć baterie, bez żadnego parowania. Super...
We wtorek popołudniu jadę więc do galerii. Zgłaszam się w MM i dowiaduję się, że... zwroty jedynie na kartę podarunkową! P...one gnoje ukradły mi 70 zł. Niby, że mam czas wykorzystać tę kartę trzy lata, ale ja nic stamtąd nie potrzebuję, zwłaszcza po tym doświadczeniu. Wchodzę na sklep, żeby wypłacić z liścia temu facetowi, co mnie zapewnił, że można zwrócić (bez drobnej uwagi, że specyficznie), ale gość najwyraźniej wyczuł pismo nosem, bo rozpłynął się w powietrzu.
Orzechów znów nie kupiłam, bo nie miałam nerwów na Auchana jeszcze. Na pocieszenie za to oglądam w Pepco lampę stołową. Ładna taka, ceramiczna podstawa w kolorze pudrowy róż 🤣, będzie na okno przy kanapie, bo tam taka starutka stoi. I w dodatku na wyprzedaży za 40 zł, bo końcówka serii, jak mnie pani objaśniła. Ale też pytam, czy mogę oddać, skoro przeceniona (bo ma duży dość abażur i nie wiem, czy się zmieści). Można.
Jak się domyślacie, nie mieści się. Znaczy mieści, ale wygląda jak pół dupy zza krzaka. Czyli do zwrotu. Cudny dzień doprawdy.
Środa po południu, jadę do galerii. Oddaję lampę bez problemu. Ale jeszcze rozglądam się po sklepie i odkrywam inną, z abażurem o mniejszej średnicy. Za 50 zł, zwykła biała lampa na drewnianej nóżce, ale niech już będzie. Pani na kasie skanuje i oznajmia, że 20 zł. Ale że jak to????
- Promocja jest.
😍😍😍
Swoją drogą już się kiedyś spotkałam gdzieś z taką sytuacją, że inna cena na regale, a przy kasie niższa... Dziwne.
No, ale grunt, że tym razem nic już nie muszę zwracać i szlus z tymi wycieczkami, bo córka już opowiada u ojca, że ja teraz codziennie jeżdżę do galerii 🤣
/orzechy też kupione, spokój na tydzień/
Tym pisaniem o szufladzie na kółkach w regale z Ikei natchnęliście mnie na pomysła - żeby nakastlikowi takie kółka przykręcić i postawić go koło biurka, bo wtedy można łatwo go przesunąć, żeby mieć dostęp do okna. Czyli żeby się go nie pozbywać. Wezwałam na obdukcję szafki pana Romka (on ma inną specjalizację, niedawno naprawiał mi zawiasy w szafie), się podjął i będzie szukał czy to kółek odpowiednich czy też jeszcze innej opcji - są takie tacki na kółkach, pod rośliny doniczkowe - gdyby taką przymocować od spodu do nakastlika, byłoby to prostsze.
Tymczasem sytuacja z knihobudką rozwija się następująco: jakiś pan z osiedla pochodził, znalazł białe fronty od szuflad, zabrał i przyciął i umieścił w budce. Tacy są ludzie 😍
Jak widać, część półeczek jest płytsza i generalnie to ma być tymczasowe, ja się kopsnęłam do Spółdzielni, żeby się wstrzymali z docinaniem tych docelowych półek, bo jest jeszcze inny pomysł - żeby kupić metalowy regał, taki magazynowy. I żeby oczywiście Spółdzielnia go sfinansowała w tym wypadku. Dowiedziałam się, z kim rozmawiać w tej sprawie i dziś się wybieram na negocjacje. A tu rano wchodzę na FB i widzę zdjęcie zrobione w nocy, że już ktoś dwie półki zap...
Tacy są ludzie 😖
Jedna pani twierdzi, że w tym bloku mieszka jakiś były wojskowy, który ciągle na tę budkę narzeka, przeszkadza mu, bo tak i że to może on wziął się na sposób? Patrzcie, kiedyś pani z kiosku narzekała i w końcu budka została przeniesiona, bo miałam dosyć wysłuchiwania, jak to jej klientów odbieram, ale teraz to już nie ma gdzie jej przenieść, żeby była dostępna 24h, a jednocześnie pod dachem.
Leje od rana, jeszcze nie wychodziłam i sama nie wiem, co robić.
W poniedziałek kontaktował się ze mną ktoś z krakowskiej telewizji, że chce zrobić reportaż; na razie mówię, żeby poczekać, bo zobaczymy, co Spółdzielnia powie.
===========
I znów rozmawiałam w Spółdzielni, pomysł z regałem metalowym też nie jest najlepszy - bo złomiarze ukradną. Więc wracamy do koncepcji, że dorobią półki z tych drzwi meblowych, które ściągnęłam z wystawki, tyle że je solidnie przykręcą. To jedno, a dodatkowy pomysł jest taki, żeby tam zainstalować fotopułapkę. Tylko że oczywiście potrzebna jest zgoda Zarządu, jak na wszystko 😂 I kwestia RODO wchodzi, wyobraźcie sobie. Znaczy ta fotopułapka musi być oznaczona*, a jeśli się przyłapie na zdjęciu złodzieja, to najpierw z tym na policję, która musi wyrazić zgodę na upublicznienie wizerunku czy coś w tym guście. Takie mamy czasy, że chronieni są głównie złodzieje.
* fotopułapkę też można ukraść albo rozwalić, wiadomo...
W każdym razie pan mówił, że owszem, domyślają się, kto to jest, no ale bez złapania za rękę nic nie można zrobić.








