Dürrenmatta mam tylko Wizytę starszej pani, a musiałam ją czytać daaaawno temu, bo blog nie pokazuje. Chodzi mi jednak po głowie, że coś tam kiedyś jeszcze miałam w rękach, ale czy ja pamiętam. Usiłowałam teraz znaleźć na YT jakieś słuchowisko, ale bez rezultatu. Są sztuki teatralne... po niemiecku. Plus Wizyta starszej pani z Teatru TV z 2001 roku, z Jandą i Stuhrem. Chyba warto obejrzeć.
Groteska, satyra, komedia prozą. Skromny pomocnik buchaltera w dziale kleszczy porodowych, potomek Greków, który nigdy w Grecji nie był, człowiek z wytyczoną (przez samego siebie) sztywną hierarchią moralną, zostaje namówiony przez barmankę w lokalu, gdzie się stołuje (oczywiście nie pije alkoholu i nie je mięsa) - żeby dać ogłoszenie matrymonialne do gazety. Szuka Greczynki, bo chce z nią wyjechać na mityczny Peloponez. I oto zgłasza się i przychodzi na umówione spotkanie cud-kobieta, piękna i elegancko ubrana. Mało tego - z miejsca się w naszym Arnolfie Archilochosie zakochuje. Idą na spacer i nagle wszyscy mu się kłaniają. I jak mówię wszyscy, to mam na myśli wszystkich z jego hierarchii moralnej, i biskup i właściciel fabryki, w której pracuje i nawet sam prezydent. Archilochos nie łączy za bardzo wątków, a już pojąć nie może, dlaczego następnego dnia zostaje niewiarygodnie awansowany w pracy, dlaczego biskup mianuje go członkiem Światowej Rady Kościelnej, dlaczego dostaje na własność piękny pałacyk, w którym jego narzeczona (od razu podejmują decyzję o ślubie) pracowała jako pokojówka hm hm. Po tych wszystkich niesłychanych wydarzeniach następuje kulminacja czyli ślub i wtedy dopiero nasz Grek pojmuje i staje przed najtrudniejszym w swoim życiu wyborem.
Z jednej strony przezabawna opowieść, taka dla rozrywki wydawałoby się, z drugiej satyra na współczesne społeczeństwo, na hierarchie właśnie, na religię, na sztukę, na politykę i anarchię. Czego tam nie ma!
Początek:
Koniec:
Wyd. PIW Warszawa 1967, 149 stron
Seria z kolibrem
Tytuł oryginalny: Grieche sucht Griechin – Eine Prosakomödie
Przełożył: Roman Karst
Z własnej półki
Przeczytałam 22 stycznia 2026 roku
Powieść została sfilmowana w 1966 roku w NRD i jest na YT, ale to tylko dla bardzo zainteresowanych (brak jakichkolwiek napisów plus jakość VHS...).
Tymczasem w knihobudce pustki (na razie wzbogaciłam się o trzy książki i lepiej, żeby tak zostało). Sama trochę własnych wyniosłam i z naszykowanej dziś do sprawdzenia w katalogu półce widzę, że jeszcze coś ubędzie 😍 Do czego to doszło, żeby człowiek się cieszył, że będzie mniej książek w domu...
Za to ktoś przyniósł toaletkę.
Na drugi dzień rano już jej nie było, za to pojawiły się kolejne artefakty. Róziowy wózeczek dla lalek - że też ja nie mam wnuczki 🤣
Na zdjęciach widać, że czas już najwyższy wybrać się do budki z mokrymi chusteczkami. Ale mróz nie zachęca do zdejmowania rękawiczek.
Po dwóch dniach smogowej przerwy już nie mogłam wytrzymać bez kroków, więc wznowiłam chodzenie (i siłkę). Ograniczam się do bliskiej okolicy, w tym takiego osiedla domków jednorodzinnych (szeregowych, atrialnych). I tam wędrując snuję następujące marzenie: żeby odwiedzić ich mieszkańców w celach wywiadowczych i wyprodukować książkę o tym, jak to było, że powstała ta jakaś spółdzielnia, co z tą aferą (mało nie doszło do katastrofy budowlanej), jak się tam żyło kiedyś, a jak dziś, jak się zmieniają właściciele, czy mają jakieś życie sąsiedzkie... no tak reportażowo-wspomnieniowo. Masa roboty i kto by to wydał, chyba tylko prywatnie i liczyć, że wszyscy z tego osiedla sobie książkę kupią 😁 Ponieważ lubię tracić czas na bzdury, już nawet zaczęłam się zastanawiać nad wstępnym kwestionariuszem, rozmaite pytania takie same dla wszystkich plus potem rozwijanie tematów, które się wyłonią. I szperanie w archiwach za artykułami z czasów budowy i za mieszkańcami takimi bardziej znanymi. To wszystko by było FASCYNUJĄCE!
Dobra, tośmy sobie pomarzyli, a teraz zabierajmy się za prozę życia czyli tę półkę do przejrzenia i skatalogowania. Drugi realny plan na dzisiaj to obejrzenie rumuńskiego filmu UWAGA! z angielskimi napisami! Będzie się działo (chyba, że po pięciu minutach zdesperowana wyłączę) 😂
Apdejt z katalogowania
Zyskane 9 cm na półce (nie muszę chyba dodawać, że natychmiast zagospodarowane). Włoskie nie będą mi już potrzebne, a do angielskiego mam milion innych (nowszych) podręczników 😉






