Nie wygrzebię się z tych lekturek dla początkujących, bo co myślę, że już zrobiłam wszystkie i przechodzę o poziom wyżej, to znów znajduję kolejne w knihobudce. Podobnie było i z tą (i jeszcze jest druga tak wydana).
Myślałam, że to będzie historia o aktorach czy innych reżyserach, ale nie, to było o córce milionera i naciągaczu bogatych panienek. Główny bohater to Nick, a travel writer. Cały czas jeździ po świecie zbierając materiały do książek podróżniczych i właśnie je śniadanie gdzieś tam w Kanadzie, gdy przysiada się do niego ładna dziewczyna, twierdząc, że poznali się na jakimś party w Toronto. Tak zaczyna się przygoda, która mogła się skończyć tragicznie, gdyby nie...
Nieważne 😂
I tak nie będziecie tego czytać.
Początek:
Koniec:
Notka o autorze mówi mi, że mamy podobne zainteresowania 😁 z tym, że ja wypatruję zapomnianych książek w knihobudkach, a nie w małych księgarniach w bocznych uliczkach.
Wyd. Oxford Bookworms Library, Oxford University Press 2000, 52 strony
Stage 1 (400 headwords)
Z własnej półki
Przeczytałam 28 sierpnia 2026 roku
Fajnie, jak na filmach są sceny, gdy bohater musi natychmiast zmienić telefon, więc w przeciągu kilku minut kupuje nowy, kupuje do niego kartę, zakłada i już dzwoni czy co tam potrzebuje. Co ja mówię kilku minut. Załatwia to w 30 sekund.
Emerytka robi to tak:
- w piątek kupuje telefon, a skoro jest już w galerii handlowej idzie do punktu sieci, z którą rozmawiała przed kilkoma tygodniami, a która ma w ofercie kartę na miesiąc za 30 zł
- jednakże w tym punkcie akurat te karty im się skończyły i mają tylko po 50
- w punkcie innej sieci jest kolejka, która się nic nie przesuwa (jedna osoba obsługująca), więc emerytka olewa
- wieczór spędzają z córką na studiowaniu instrukcji obsługi, żeby telefon póki co naładować
- w sobotę jedzie do tego punktu, w którym rozmawiała w lipcu, zastaje kartkę, że dziś wyjątkowo punkt nieczynny
- w poniedziałek jedzie tam z powrotem i wtedy okazuje się, że to nie ten punkt, to jakiś serwis obok, a tamten się zwinął przed 3 tygodniami i obecnie w tym miejscu jest pierogarnia
- po powrocie do domu (klnąc w żywy kamień, bo jeszcze wysiadła niepotrzebnie z autobusu chcąc zasięgnąć innego info w oprawie obrazów, ale ta nie była czynna od 11.00, tylko od 12.00) prawie podejmuje decyzję, że jednak pojedzie do drugiej galerii handlowej, gdy córka proponuje, żeby zobaczyć w internecie ofertę innej sieci i tam czytają obie o starterze za 5 zł
- dzwoni na infolinię i dowiaduje się, że faktycznie, a sprzedają takie startery na przykład w Żabce i tam od razu zarejestrują
- udaje się więc do jednej z Żabek na osiedlu (wbrew wszelkim zasadom, dodajmy, bo Żabki omija szerokim łukiem), ogląda stojak z tymi starterami i nie wie, o co kaman, bo są 4 rodzaje za 5 zł tej sieci, a obsługujący chłopak też nie wie
- na chybił trafił emerytka wybiera jeden, ale wtedy okazuje się, że pan sprzeda (za gotówkę), ale nie zarejestruje, bo nieczynny ten, no, zapomniałam nazwy - i żeby iść do sąsiadów, tam jest pani (cokolwiek miał na myśli). Na pytanie, czy nie mogę tego zrobić sama z domu, odpowiada, że taaaaak, ale lepiej z Żabki
- emerytka idzie więc do kolejnej Żabki, gdzie bardzo miła dziewczyna studiuje opakowania tych różnych starterów (ja mam na abonament, to za bardzo się nie znam), w rezultacie wspólnie dokonujemy wyboru (bo wszystkie takie same w sumie), a dziewczyna rejestruje numer uprzedzając, że nieraz to i 24 godziny trwa, zanim to system przemieli
- no a wieczorem przystępujemy do grzebania we wnętrznościach telefonu i już po 20 minutach wahań, kogo z sąsiadów zawołać do pomocy, karta zostaje pomyślnie zainstalowana własnymi siłami i DZWONIMY!
Matkobosko, epopeja telefoniczna.
Ale nie ma tego złego, miałam wydać 30 zł, a obeszło się piątką 🤣 I koniec nerwów, że spóźniony pociąg z powodu jej omdlenia, już będzie pod telefonem 😂





