Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Plan na następny miesiąc. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Plan na następny miesiąc. Pokaż wszystkie posty

piątek, 31 maja 2013

Michał Bałucki - Typy i obrazki krakowskie


Ósmy tom Dzieł wybranych Michała Bałuckiego. Uważny czytelnik może zapytać, halo, a gdzie siódmy? No... hm... siódmy zawiera zbytnie nudziarstwa jak na koniec maja :) a dokładnie to felietony z prasy - to sobie zostawię na koniec. Zresztą dobrze wybrałam z tymi Typami i obrazkami krakowskimi, bo bardzo sympatyczna lektura.

Mistrz Bałucki w kwiecie wieku:

/skan zdjęcia z książki, z lat 1885-86/

Typy i obrazki krakowskie to wybór nowel z różnych okresów 40-letniej twórczości pisarza, złączonych krakowską tematyką, a dokonany z tomu Typy i obrazki krakowskie, z cyklu nowelistycznego Z albumu maluczkich oraz z nowel publikowanych w czasopismach. Mamy tu charakterystyczne tylko dla Krakowa motywy pochodu Lajkonika czy dzieje strażnika-trębacza z wieży kościoła Mariackiego, ale przede wszystkim dzieje starego Krakowa zaklęte w dawne kamienie i dawne charakterystyczne postaci, jak choćby tego właściciela garkuchni Pod Schodami, starego wiernego sługi, poczciwej handlarki z Sukiennic, stolarza z przedmieścia, zdolnego zegarmistrza czy pięciu emerytów, spędzających czas na Plantacjach.
Przegląd całości daje spis treści:


Bohaterowie Obrazków to dawne, XIX-wieczne społeczeństwo Krakowa, stare sługi, "pańskie dziady" wieszające się klamki możnych tego świata, to kościelni i dorożkarze o złotym sercu, to wyrobnicy, starzy kawalerowie, obrastający w piórka mieszczanie... a wszystko to ludzie poczciwi, szlachetni, wszyscy owiani przez pisarza głębokim sentymentem do świata, który odchodzi. To okruchy życia, złowione przez Bałuckiego gdzieś na drodze życia, zasłyszane lub pochodzące z własnych przeżyć świadectwo autentycznych spraw i wydarzeń.
Pisał autor w dedykacji dla jednego z przyjaciół:
Wśród wad i śmieszności ludzkich, które smagać ostrym piórem satyry uważałem sobie za obowiązek, zdarzyło mi się napotkać nieraz, jak perłę wśród śmieci, jak kwiatek wonny wśród chwastów, ciche cnoty, poczciwe serca, piękne uczynki. Zbierałem je skwapliwie i złożyła się z tego niniejsza książeczka.
Złożyła się z wizerunków ludzi-niedobitków dawnych czasów, malowanych ze wzruszeniem i pobłażaniem.

Nic też dziwnego, że tak pisał o Bałuckim Konstanty Ildefons Gałczyński:


Początek tomu...

i koniec...



Wyd. Wydawnictwo Literackie Kraków 1956, 252 strony
Z własnej półki (kupione na allegro 31 sierpnia 2012 - 9 tomów za 24,90 zł)
Przeczytałam 30 maja 2013


PLAN NA CZERWIEC 2013

1/ REPORTAŻ: Jarosław Iwaszkiewicz - Podróże do Polski
2/ SERIA KIK: Isidora Sekulić - Kronika małomiasteczkowego cmentarza
3/ WSPOMNIENIA: Helena Amiradżibi - Moja filmowa Moskwa
4/ LITERATURA POLSKA: Michał Bałucki - Nowele i humoreski
5/ DLA DZIECI I MŁODZIEŻY: Anatolij Rybakow - Krosz szuka bohatera
6/ DLA DZIECI I MŁODZIEŻY: Anatolij Rybakow - Wakacje Krosza
7/ Projekt SIMENON: Georges Simenon - Maigret voyage
8/ CRACOVIANA: Stanisław Broniewski - Igraszki z czasem
9/ Seria NIKE: Giovanni Arpino - Cień wzgórz
10/ Projekt MARININA: Aleksandra Marinina - Imia potierpiewszego - nikto

wtorek, 30 kwietnia 2013

William Golding - Władca much


Tak, wiem, arcydzieło i w ogóle. Ale totalna depresja. Powieść tak przygnębiająca swoją wymową, że aż strach. A przecież tacy właśnie jesteśmy, anni na jotę inni!
Dwadzieścia pięć lat cierpliwie czekał Władca much na półce i... mógł czekać dalej, nie chciałam wcale tego potwierdzenia, że człowiek to bestia i w żaden sposób nie jest w stanie dojść z innymi do porozumienia, ja wolę słodkie złudzenia!

Golding jest laureatem nagrody Nobla, ale tego jeszcze nie było wiadomo, gdy Władca much wychodził po raz pierwszy w Polsce:

Noblistą został w 30 lat po debiucie powieściowym, którym była właśnie ta powieść. Pozwoliła mu ona na rezygnację z pracy nauczyciela w szkole podstawowej, z której utrzymywał rodzinę. Nawiasem mówiąc, autor wykorzystał doświadczenia z tej właśnie szkoły, gdzie dzielił uczniów na dwie grupy i poddawał im temat do dyskusji - zauważył przy tym, że jeśli nie było moderatora, dyskusja przeradzała się w bitkę. Pierwotny tytuł powieści brzmiał inaczej (Strangers from Within), dopiero wydawca zasugerował Władcę much, w nawiązaniu do Belzebuba - ale o tym wszystkim powiedział mi dopiero internet. Baal-Zevuv – pan much, określenie Szatana.



Cały zarys historii powyżej. Mogłabym tu wdać się w szczegółowy opis, kto, co i jak, rozłożyć na czynniki pierwsze główne postaci i konflikty, ale... ale ktoś to już za mnie zrobił na Wikipedii, a poza tym - naprawdę chcę chyba jak najszybciej o tym koszmarze zapomnieć. Co świadczy dobitnie o tym - jaka to dobra książka, jak świetnie napisana :) Z tego względu mogę ją polecić z czystym sumieniem - ale gdy ktoś szuka w literaturze odtrutki na nieciekawą codzienność, lepiej niech do niej nie zagląda. Rajskie miejsce na ziemi w konfrontacji z piekielną naturą człowieka, odbierającą wszelką nadzieję.

Zgodnie z nową świecką tradycją początek i koniec:




Inne pozycje, które ukazały się w serii NIKE w 1967 roku:

Ten Teatr Somerseta Maughama mnie nęci, lubię czytać sztuki teatralne, tylko mi rzadko w ręce wpadają.

Wyd. Czytelnik Warszawa 1967, wyd.I, 299 stron
Tytuł oryginalny: Lord of the Flies
Tłumaczył: Wacław Niepokólczycki
Z własnej półki (kupiona 22 marca 1987 za 300 zł na tzw. Giełdzie czyli placu z tandetą na Grzegórzkach, gdzie w ciężkich książkowych czasach funkcjonował czarny rynek)
Przeczytałam 29 kwietnia 2013


NAJNOWSZE NABYTKI
Skusiłam się na tego Kawierina głównie po tytule...

... tymczasem okazuje się, że to nie powieść, tylko wspominki literackie (tytułowym zwrotem posługiwał się Gorki). Allegro, 4 zł.


PLAN NA MAJ 2013

1/ REPORTAŻ: Jarosław Iwaszkiewicz - Książka o Sycylii
2/ LITERATURA WŁOSKA: Italo Svevo - Jedno życie
3/ CRACOVIANA: Andrzej Klominek - Życie w "Przekroju"
4/ SERIA KIK: Marcello Venturi - Ostatni żaglowiec
5/ LITERATURA POLSKA: Michał Bałucki - Typy i obrazki krakowskie
6/ Projekt SIMENON: Georges Simenon - Un échec de Maigret
7/ Seria NIKE: John Steinbeck - Pastwiska niebieskie
8/ Projekt MARININA: Aleksandra Marinina - Swietłyj lik smierti


Zapomniałam dołożyć książkę dla dzieci/młodzieży. Tym razem będzie to cykl Cezarego Leżeńskiego o bliźniakach Jarku i Marku - i to w pierwszej kolejności, bo 8-go maja muszę zwrócić do biblioteki.


No. To szkielet już mamy.

niedziela, 31 marca 2013

Aleksandra Marinina - Stilist


Trzynasty już tom Marininy o śledztwie prowadzonym przez Nastię Kamieńską.
Spośród 48 tysięcy przypadków rocznie zaginięć ludzi w Rosji, Kamieńskiej rzuca się w oczy dziewięć. Wszystkie wydarzyły się w Moskwie, dotyczyły młodzieńców w wieku od 14 do 19 lat, zawsze smagłych, o śniadej cerze i ciemnych włosach. Po jakimś czasie odnajdywano ich ciała, sekcja zwłok wykazywała śmierć z przedawkowania narkotyków oraz ślady seksu analnego. Czyżby jakiś homoseksualista porywał młodzieniaszków, zabawiał się z nimi przez jakiś czas jednocześnie "sadzając ich na igle", jak mówi rosyjskie wyrażenie, a potem pozbywał się wstrzykując im śmiertelną dawkę? Ale po co i jak? Zwłaszcza, że zniknięcie kolejnego chłopaka następowało, gdy jeszcze żył poprzedni porwany...

Nowy trop przynosi dociekliwy gaisznik czyli pracownik drogówki. Usiłował on zatrzymać na drodze za Moskwą Wołgę jadącą z nadmierną szybkością. Zauważył, że obok kierowcy siedział młody brunet o smagłej cerze. Wołga dała gazu i uciekła. Milicjant dał znać do następnego posterunku przy szosie, ale tam Wołga się w ogóle nie pojawiła. Jedyna możliwość skrętu to droga wiodąca do ekskluzywnego osiedla willi o nazwie "Mieczta" (Marzenie). Nastia bierze pod lupę tamtejsze domy i rodziny, w sumie 20 sztuk. W jednej z willi zamieszkuje jeżdżący na wózku inwalidzkim Władimir Sołowiow, zarabiający (i to nieźle) tłumaczeniami literatury japońskiej i chińskiej. Nastia postanawia rozbić obóz dla obserwacji osiedla właśnie w jego domu, bowiem Sołowiow był kiedyś jej kochankiem i wielką miłością. Wmawia mu, że wyszła za mąż za profesora, doktora nauk - co jest prawdą, ale Sołowiowi sugeruje oczywiście starczy wiek męża - i że rozmyśla nad powrotem do niego. A Loszy to się wcale nie podoba...



Wyd. EKSMO Moskwa 1997, 492 strony
Seria: Russkij Bestseller (z czarnym kotem)
Z własnej półki
Przeczytałam 31 marca 2013



PLAN NA KWIECIEŃ 2013
Plan na kwiecień gotowy i przedstawia się skromnie, muszę stanowczo poświęcić więcej czasu na oglądanie filmów, wzbogaciłam się na przykład ostatnio o trzy filmy według prozy Ajtmatowa i chciałabym je zobaczyć...

1/ Literatura polska: Michał Bałucki - Karykatury. Pan burmistrz z Pipidówki
2/ Seria KIK: Piero Chiara - Czwartki pani Julii
3/ Cracoviana: Leszek Mazan - Kraków na słodko
4/ Cracoviana, wspomnienia: Irena Kika Szaszkiewiczowa - Podwójne życie Szaszkiewiczowej
5/ Projekt MARININA: Aleksandra Marinina - Iluzja griecha
6/ Reportaż: Filip Springer - Miedzianka. Historia znikania
7/ Seria NIKE: William Golding - Władca much
8/ Projekt SIMENON: Georges Simenon - Maigret et le corps sans tête
9/ Literatura dla dzieci i młodzieży: Halina Górska - Druga brama
10/ Literatura radziecka: Julian Siemionow - Siedemnaście mgnień wiosny

czwartek, 28 lutego 2013

Aleksandra Marinina - Nie mieszajtie pałaczu

Dwunasty w kolejności chronologicznej tom z zapisem śledztwa prowadzonego przez major Anastazję Kamieńską.
Nie wiedziałam, co znaczy tytuł (Nie przeszkadzajcie palaczowi? choć kojarzyłam, że palacz to koczegar czy coś w tym rodzaju, mam nawet film pod takim tytułem), chcąc nie chcąc trzeba było zerknąć do słownika... okazuje się, że pałacz to kat, oprawca, a więc - NIE PRZESZKADZAJCIE KATU.

Historia dość wciągająca: z kolonii karnej właśnie ma wyjść po 2 latach odsiadki Paweł Sauliak, agent generała Bułatnikowa, persony znanej w całej Rosji, powiązanej z władzą i biznesem, a uprzątniętej właśnie dwa lata wcześniej. Wkrótce potem Sauliak schronił się w zonie, sprowokowawszy chuligański incydent. Teraz czekają już na niego - zbliżają się bowiem wybory prezydenckie i były agent może się bardzo przydać ze swymi wiadomościami niejednej frakcji wysuwającej swojego kandydata. Istnieje domniemanie, że Sauliak może nawet nie zdołać dojechać do Moskwy, toteż Nastia Kamieńska podejmuje się trudnego zadania towarzyszenia mu i ustrzeżenia przed płatnymi zabójcami.
Wkrótce potem Kamieńska zaczyna śledztwo w sprawie serii zagadkowych zabójstw, których ofiarą padają... winni morderstw staruszków, kobiet i dzieci, których prawo nie zdołało dosięgnąć.



Od razu mi się skojarzyło z Dexterem - tam też bohater, pracujący zresztą dla policji jako specjalista od krwi, "zabawia się" indywidualnym wymiarem sprawiedliwości na tych, którzy nie zostali ukarani przez sąd.
Po raz pierwszy w kryminale Marininy pojawiło się na początku zastrzeżenie, że wszelkie zdarzenia są płodem wyobraźni, a zbiegi okoliczności z rzeczywistymi - czysto przypadkowe. Nie bez kozery - wszak mowa o powiązaniach najwyższej władzy z grupami przestępczymi i z kapitałem kryminalnego pochodzenia. Rzecz mogłaby się wydawać nudnawa - ja w każdym razie od spraw politycznych wolę trzymać się z daleka - ale tak nie jest, napisane z werwą, pełne ciekawych historii, pilnujące realiów lat 90-tych zarówno w Moskwie jak i na prowincji.
Stanowczo wolę kryminały Marininy od skandynawskich i cieszę się, ze jeszcze mi ich wiele zostało :) piętnaście w domu, a może jeszcze uzupełnię w międzyczasie braki :)

Przy okazji pisałam do włoskiej przyjaciółki o tym i weszłam na ichnią Wikipedię sprawdzić, czy Marinina jest tam obecna: i wot siurpriz, okazało się, że bardziej niż u nas! Na włoski przetłumaczono już 15 jej powieści, a na polski jedenaście. Przyjaciółka obiecała, że uda się do biblioteki poszukać :)


Wydawnictwo EKSMO Moskwa 1997, 556 stron
Seria RUSSKIJ BESTSELLER
Z własnej półki (kupione 19 października 2009 roku za 6 zł na allegro)
Przeczytałam 28 lutego 2013



NAJNOWSZE NABYTKI

Trzy cracoviana, m.in. monografia Grębałowa, niegdyś wioski podkrakowskiej, dziś dzielnicy Nowej Huty, kiedyś tam spacerowałam z aparatem i jakiś miejscowy chłopek-roztropek, wracający właśnie z piwem ze sklepu, udzielał mi różnych informacji; powiedział też wtedy o tej publikacji, no ale nigdzie jej nie było, wyszła w 1997 roku - a tu pojawiła się na allegro. To był odbiór osobisty, ludzie, mówię Wam, te kamienice to jest jedna wielka ruina, najadłam się strachu, bo już się ściemniało, gdy poszłam po pracy. W bramie ohydne ściany z liszajem, nawet bym nie próbowała macać w poszukiwaniu kontaktu, jakoś wyszłam na podwórko, bo mieszkanie znajdowało się w oficynie, a tam - jeszcze gorzej. Lumpy i slumsy. Oczywiście samo mieszkanie najzupełniej normalne, tylko otoczenie takie okropne. Właściciel ma w de, wyjaśniła mi dziewczyna. Chyba ma rację moja córka, która twierdzi, że NIGDY W ŻYCIU by w kamienicy nie mieszkała (nikt jej nie proponował jeszcze).
Przebojem ku wiedzy to wspomnienia jednej z pierwszych studentek Uniwersytetu Jagiellońskiego, kiedyś to z biblioteki pożyczałam, a tu się trafiło za 7 zł. Obwoluta postrzępiona, ale cieszę się, że w ogóle jest, bo biblioteczny egzemplarz nie miał wcale, a taka ładna.
Ostatnia rzecz to wspomnienia z Moskwy lat 50-tych, gdzie autorka pojechała na studia muzyczne, no nie mogłam przejść obojętnie.


A następnego dnia wstąpiłam do antykwariatu na Szpitalnej i wreszcie kupiłam tę książkę o architekturze lat 60-tych w Krakowie, co to się jej nie mogłam jakoś dorobić już od paru lat (wydana w 2006 roku).




PLAN NA MARZEC 2013

1/ Literatura dla dzieci i młodzieży: Mikołaj Nosow - Przygody Nieumiałka i jego przyjaciół
2/ Reportaż: Mariusz Wilk - Dom nad Oniego
3/ Cracovaian: Krystyna Zbijewska - Z muzami pod rękę
4/ Seria NIKE: D.H.Lawrence - Kobieta i paw
5/ Projekt SIMENON: Georges Simenon - Maigret chez le ministre
6/ Projekt AJTMATOW: Czingiz Ajtmatow - Golgota
7/ Seria KIK: Władimir Sangi - Wesele Kewongów
8/ Projekt AJTMATOW: Czingiz Ajtmatow - Twarzą w twarz
9/ Projekt MARININA: Aleksandra Marinina - Stilist
10/ Literatura polska: Michał Bałucki - Pańskie dziady
11/ Wspomnienia: Odłamki wspomnień Wiktora Frantza


czwartek, 31 stycznia 2013

Czingiz Ajtmatow - Dzień dłuższy niż stulecie

Brawo dla tej pani, która okładkę projektowała! W rankingu dziesięciu najbrzydszych książek wszechczasów zmieści się na pewno! Trudno sobie wyobrazić coś równie paskudnego, dlatego nie bójmy się rzucić nazwiskiem, ta pani wzięła za to pieniądze - Jolanta Cylwik-Chchłowska. Ja wiem, że to dawno było i w dodatku w wydawnictwie Książka i Wiedza, które nigdy z pięknych okładek nie słynęło, ale to już jest przegięcie. Ja się - sama sobie - nie dziwię, że mnie ta książka odpychała. Już na początku stycznia miałam ją oddać do biblioteki, nie przeczytałam w grudniu, prolongowałam. I teraz zabrałam się już na siłę, bo zbliża się kolejny termin.

I nieźle się zadziwiłam.
Powieść jest przecudnej urody! Jak paskudne jej zewnętrze, tak wspaniałe wnętrze. Ajtmatow to po prostu mistrz powolnej, niespiesznej opowieści o człowieku ze stepem, z przyrodą w tle.
Tym razem bohaterem jest Edigej Żangeldin, zwany Burannym Edigejem. Jeden z tych, na których wspiera się Ziemia, jak mówi sam autor. Były frontowiec, rybak, który po kontuzji odniesionej w czasie wojny nie mógł już trudnić się dotychczasowym zawodem i znalazł swe miejsce na ziemi na mijance Boranły-Buranny, zagubionej wśród stepu.

Pociągi w tych krainach jechały ze wschodu na zachód i z zachodu na wschód...
A po obu stronach linii kolejowej rozciągały się tam wielkie pustynne przestrzenie - Sary-Ozeki, Środkowe Ziemie Żółtych Stepów.
W krainach tych wszelkie odległości obliczano od linii kolejowej, jak od południka Greenwich...
A pociągi jechały ze wschodu na zachód i z zachodu na wschód...


Edigeja pracującego wraz z żoną Ukubałą ponad siły przy załadunku węgla na stacji Kumbel zauważa przybyły z mijanki Kazangap. Po chwili rozmowy proponuje im obojgu wyjazd na mijankę:
Skoro, powiada, spotkało cię takie nieszczęście, że kontuzja jeszcze w tobie siedzi, to po co szkodzić zdrowiu. Ja, powiada, od razu zauważyłem, Edigeju, że wykonujesz pracę nad siłę. Niezdatny jeszcze jesteś do takiego zajęcia. Nogi ledwo wleczesz za sobą. Teraz powinieneś mieć lżejsze życie, pobyć na świeżym powietrzu, popić tłustego mleka do syta. U nas na mijance każdy człowiek do prac drogowych jest na wagę złota. [..] Oczywiście, że i u nas nie ma rajskiego życia. Niełatwo tam mieszkać - dokoła sarozeki, brak ludzi, brak wody. Wodę przywożą w cysternie raz na tydzień. I w tych dostawach także zdarzają się zakłócenia. Tak też bywa. Wtedy trzeba jeździć do odległych studni w stepie, przywożić wodę w bukłakach, wyjedzie człowiek rano, a wraca dopiero na wieczór. Ale i tak lepiej być w sarozekach u siebie niż się tak poniewierać z miejsca na miejsce. [...] A jak wróci ci zdrowie, to już czas pokaże; znudzi się wam - przeniesiecie się w jakieś lepsze miejsce...

Nie znudziło się Edigejowi i Ukubale, choć życie na mijance rzeczywiście było ciężkie, a najcięższa może samotność. Bo cóż taka mijanka? Budka zwrotniczego, kilka baraków pobudowanych obok torów, a przeznaczonych dla rodzin pracowników i to już wszystko. Naokoło pusty step. Ciągła walka z upałem w lecie i mrozem i śniegiem na torach w zimie. Ale mijały lata, na świat przyszły dzieci, pojawili się też prawdziwi przyjaciele: Abutalip z żoną Zaripą i dwoma synkami. Abutalip był kiedyś nauczycielem, ale w czasie wojny dostał się do niewoli i jak by tego było mało, uciekł z niej i walczył w szeregach partyzantki jugosłowiańskiej. Co to znaczyło w Związku Radzieckim, wiemy. Wszak obowiązkiem żołnierza było raczej polec niż iść do niewoli. Nie mógł już uczyć radzieckich dzieci, a po konflikcie Broz Tity ze Stalinem sytuacja w ogóle była patowa. Toteż i on znalazł schronienie na mijance Boranły-Buranny... ale do czasu.

Te wszystkie wydarzenia dawnych lat wspomina Edigej prowadząc osobliwy kondukt pogrzebowy w step: zmarł właśnie wielki przyjaciel Kazangap, ten, który nauczył go życia w stepie i na mijance, ten, który go tam ściągnął i który przez te wszystkie lata podtrzymywał go na duchu. Przepracował na mijance 44 lata i gdy nadeszła jego godzina, Edigej postanowił pochować go na Ana-Bejit, starym cmentarzysku w stepie, odległym o 30 kilometrów od mijanki i owianym dawną legendą. Droga do Ana-Bejit wypełniona jest wspomnieniami tych wszystkich lat, pociągów, które czekały na wolną drogę w stepie. ludzi, którzy czekali na lepsze życie...

Ech, jakież to piękne było! Jakie przejmujące opisy stepowej przyrody. Wielekroć zatrzymywałam się przy lekturze i wczytywałam w nie, były tak żywe, tak plastyczne, że stawały mi przed oczami całe sceny. Pamiętam niestety ze szkoły dokładne omijanie opisów przyrody przy okazji lektur i zadaję sobie teraz pytanie, czy spowodowane to było ówczesnym brakiem wrażliwości czy też te opisy były.. takie sobie?

Ja wiem, że naciskamy wszyscy na czytanie z własnej półki... ale polecam gorąco: lećcie do najbliższej biblioteki i domagajcie się Dnia dłuższego niż stulecie! Nie pożałujecie!

Wydawnictwo Książka i Wiedza 1986, wyd. I, 406 stron
Tłumaczył Aleksander Bogdański
Tytuł oryginalny: I dolsze wieka dlitsia dień, Kyrgyzstan, Frunze 1981
Z biblioteki na Królewskiej
Przeczytałam 31 stycznia 2013.


PLAN NA LUTY 2013
1/ Literatura polska: Michał Bałucki - Byle wyżej
2/ Reportaż: Mariusz Szczygieł - Niedziela, która zdarzyła się w środę, tym razem coś nowszego, ale wpadło w ręce w bibliotece
3/ Cracoviana: Michał Rusinek - Opowieści niezmyślone
4/ Seria NIKE: Robert Musil - Trzy kobiety
5/ Projekt SIMENON: Georges Simenon - Maigret et la jeune morte
6/ Projekt AJTMATOW: Czingiz Ajtmatow - Łaciaty pies biegnący brzegiem morza
7/ Projekt AJTMATOW: Czingiz Ajtmatow - Żegnaj, Gulsary!
8/ Seria KIK: Wil Lipatow - Wiejski Sherlock Holmes
9/ Literatura dla dzieci i młodzieży: Astrid Lindgren - Dlaczego kąpiesz się w spodniach, wujku? (Lindgren stała koło Linde - Biały kamień - na półce w dziecięcym oddziale na Rajskiej; się wzięło; jak można było nie wziąć)
10/ Literatura światowa: Robert Musil - Niepokoje wychowanka Törlessa
11/ Projekt MARININA: Aleksandra Marinina - Nie mieszajtie pałaczu - jeszcze nie wiem, co to znaczy :)
Siedem sztuk czyli większość - z własnej półki. I tego się trzymajmy w Nowym Roku.

Plan styczniowy zrealizowany - ale tylko ten zasadniczy. Na Sagę rodu Forsyte'ów już nie starczyło czasu. Aż się dziwię. Myślałam, że nie pracując, siedząc w domu, no bo gdzież można chodzić w zimie - przeczytam Bóg wie jakie ilości. Tymczasem wyrobiłam swoją normę i tyle, ani jednej pozycji więcej. Widać moj organizm domaga się siedemnastu książek miesięcznie i basta!
Od jutra szczęśliwie wracam za biurko, wczoraj odbyłam rozmowę z nowym szefem i jestem oczekiwana :) o warunkach finansowych nie było mowy z racji choroby księgowego, pozostaje mieć nadzieję, że się nie pogorszą. To znaczy jeśli zostaną takie same - to i tak się pogorszą, bo zdaje się ZUS poszedł w górę od stycznia... siedzę przed komputerem, a boję się zajrzeć i sprawdzić, jak ta sprawa wygląda, co sobie będę humor psuć :)


Z FRONTU NOWYCH REGAŁÓW
Nie mam już siły do Pana Stolarza. Miał być w poniedziałek, w końcu dziś - o 16.00. Lecę z wywieszonym ozorem, jak plastycznie mawia moja mama, do domu, żeby zdążyć jeszcze obiad zrobić (a byłam w urzędzie wznawiać działalność i dostałam numerek z 55 osobami przed sobą, myślałam, że padnę trupem!) - a tu zastaję wiadomość, że Pan S. zostaje dziś dłużej w pracy i może kiedy indziej? A ja mam poodsuwane, dywan zrolowany, z półek do przewieszenia porozkładane w drugim pokoju stosiki, no burdel niemożebny. Nie może być! W końcu umawiamy się, że czekam na niego do skutku. Po osiemnastej z pracy może wyjedzie. Siedzę tu jak na szpilkach, no ale może skończy się ta epopeja regałowa.
Nawiasem mówiąc, co za pogoda dziś, co za pogoda. Słońce pięknie świeciło, ciepło, pootwierałam teraz okna - zupełne przedwiośnie. Ajtmatow by to wspaniale opisał :)

poniedziałek, 31 grudnia 2012

Aleksandra Marinina - Czornyj spisok

Czyli Czarna lista, a nie spisek, jak kiedyś myślałam :)
Jest to pierwsza powieść kryminalna Marininy (z 1995 roku), w której autorka zrezygnowała z postaci Nastii Kamieńskiej i głównym bohaterem - w dodatku snującym opowieść w pierwszej osobie - uczyniła podpułkownika milicji Stasowa. Czytałam ją kiedyś tam po polsku i nie spodobała mi się. Teraz zabrałam się za oryginał i już było troszkę lepiej. Zawsze urok czytania w języku, który się lubi, który się podoba - upiększa lekturę :)
Niemniej jednak pozostanę wielbicielką Nastii, która jako człowiek może wzbudzać różne uczucia :) ale jako śledczy jest genialna.

Historia Stasowa toczy się w nienazwanym mieście na południu, gdzie moskwiczanin Stasow spędza ostatni swój urlop (ma zamiar odejść z milicji) ze swoją 8-letnią córką Lilą. Jednocześnie w mieście odbywa się festiwal filmowy, a była żona Stasowa Margarita jest dziennikarką filmową i naturalnie pracuje przy festiwalu, a swe obowiązki matczyne spełnia przynosząc codziennie siatkę owoców, bo najważniejsze są witaminy.
Lila była zaniedbana przez rodziców od wczesnego dzieciństwa, toteż wcześnie nauczyła się czytać i spędza cały boży dzień i pół nocy na dokładkę nad romansami Barbary Cartland. Nie wiadomo za bardzo, co z tego rozumie :)
Stasow z córką mieszkają na prywatnej kwaterze, kuchnię dzielą z dwiema innymi wczasowiczkami, pochodzącymi z Petersburga. Do jednej z nich, Tatiany, Lila bardzo się przywiązuje i ciągle ucinają sobie pogawędki. Któregoś dnia ojciec zauważa, że Lila czyta już nie romans, ale kryminał i wtedy okazuje się, że autorką Ukradzionych snów jest właśnie Tatiana! Mało tego, Tania pracuje również jako śledczy.
Co prawda pierwsze wrażenie Stasowa dotyczące Tatiany było mało pochlebne (coś w rodzaju tłustej krowy), ale zaznajomiwszy się z nią bliżej zakochuje się w tej kobiecie, tak różnej od jego byłej żony. Tymczasem jednak na festiwalu dzieją się dziwne rzeczy: od ciosu nożem ginie znana aktorka, a wkrótce potem jej współlokatorka z hotelu, też gwiazda kina. Śledztwo prowadzi mało doświadczony miejscowy milicjant Siergiej, a Stasow usiłuje mu pomóc. Tropy wiodą do byłych wojskowych, obecnie emerytów, prowadzących patriotyczne kółka dla młodzieży w domu kultury...
Przeczytałam 31 grudnia 2012.

Kącik cytatów czyli rozwijamy się
Bohater udaje się na rynek zaopatrzony w trzy awośki i długą listę zakupów.
Awośka to typowy produkt ustroju socjalistycznego, kiedy to w sklepach brak było towarów i trzeba było zawsze być przygotowanym na to, że może coś rzucą. Wtedy wyciągamy z torebki awośkę (zajmującą tyle miejsca co nic) i mamy jak znalazł do zapakowania wszelkiego dobra. Nazwa pochodzi od słów "a nuż" (coś przyniosę).
Klasyczna awośka wygląda tak:
/zdj. z Wikipedii/
I taką też pamiętam z dzieciństwa, i mama i tata z nimi z pracy wracali. Ja tradycję awośki kontynuuję, ale w lekko zmodyfikowanej formie - jest to po prostu torba z jakiegoś cienkiego materiału, zaopatrzona w futeralik albo - jak moja aktualna - chowająca się sprytnie po złożeniu do własnej wewnętrznej kieszonki. Toteż zazwyczaj na pytanie sprzedawcy "dać siatkę?" mogę podziękować. Ach, jaka jestem (niechcący) ekologiczna!

Inna ciekawa sprawa to zdrobnienia rosyjskich imion. Temat wymaga szerszego rozwinięcia (dla osób z tzw. Zachodu - nie do ogarnięcia), dziś tylko wrzucę, że główny bohater Władysław jest nazywany: Władik, Stasik, Sława, Dima. Do wyboru, do koloru.

Marlow z Galerii Kongo w komentarzu przy notce o Kobiecie z wydm wspomniał film o Kiwaczku. Nawet nie podejrzewałam, że to znany mi doskonale Czeburaszka!
Zaraz go sobie wyciągnęłam i obejrzałam. Są to właściwie cztery animowane filmy:
- Krokodyl Giena, który czuje się bardzo samotny i poszukuje przyjaciół. Jednym z nich zostaje dziwne stworzenie Czeburaszka z wielkimi uszami, znalezione w skrzynce z pomarańczami
- Czeburaszka przynosi Gienie prezent na urodziny, a potem razem budują plac zabaw dla dzieci
- Szapoklak czyli paskudna staruszka, robiąca wszystkim na złość, która jednak zaprzyjaźnia się z bohaterami
- Czeburaszka idzie do szkoły, albowiem okazało się, że nie umie czytać


Czy oglądałam to w dzieciństwie - nie pamiętam. Za to będąc już mocno dorosłą byłam świadkiem wręczania nagrody na Krakowskim Festiwalu Filmowym dla Jurija Norsztejna, między innymi jednego z animatorów tego cyklu. On sam nazwał się wtedy starym krokodylem Gieną. Podzieliłam się tą informacją na moim ówczesnym blogu i zaraz jeden z wiernych czytelników przysłał mi płytkę z cyklem o Czeburaszce :)
Oto dwaj główni bohaterowie:
A oto Szapoklak:



Sporządziłam plan na styczeń. Piętnaście sztuk, a co się będę rozdrabniać, hurtem ich, hurtem!
1/ Dla dzieci i młodzieży: Wiktor Zawada - Kaktusy z Zielonej ulicy
2/ Dla dzieci i młodzieży: Wiktor Zawada - Wielka flaga z czarną linią
3/ Dla dzieci i młodzieży: Wiktor Zawada - Leśna szkoła strzelca kaktusa
4/ Dla dzieci i młodzieży: Wiktor Zawada - Szukam pana Kalandra
5/ Dla dzieci i młodzieży: Wiktor Zawada - Globus i pałka
6/ Reportaż: Maksymilian Berezowski - Bóg kocha Amerykę
7/ Cracoviana: Franciszek Bielak - Z odległości lat
8/ Seria KIK: Borys Wasilewski - Wiosna na kolei
9/ Literatura polska: Michał Bałucki - O kawał ziemi
10/ Projekt SIMENON: Maigret à l'école
11/ Literatura radziecka: Czingiz Ajtmatow - Dzień dłuższy niż stulecie
12/ Literatura radziecka: Czingiz Ajtmatow - Biały statek
13/ Literatura radziecka: Czingiz Ajtmatow - Dżamila
14/ Projekt MARININA: Czużaja maska
15/ Seria NIKE: Ingeborg Bachmann - Malina

To nie wszystko. Kiedyś Alicja proponowała lekturę Sagi rodu Forsyte'ów zimową porą. To może się uda.
Zależy od pogody. Bo jak będzie w miarę ładnie, to może wyjdę z domu :) a jak nie, to nie - będę czytać!

Zajrzałam do kalendarza z 2012 roku - zapisuję tam sobie wszystkie kupione książki, filmy... mam całą kolekcję zapisanych kalendarzy z wielu lat - materiał dla przyszłego biografa :)
Rezultat nieco oszałamiający: wyszło mi, że powiększyłam swoją bibliotekę o 270 książek, dużo za dużo :) stanowczo nie wygląda to teraz najlepiej:
Oczywiście większość (bo 163 sztuki) z allegro.
Z tego udało mi się od razu (to znaczy w tym samym jeszcze roku) przeczytać trzydzieści - a to już jest bardzo dobry rezultat.
Dodatkowo policzyłam wszystkie własne spośród przeczytanych w 2012 i było ich 122 sztuki, o wiele więcej niż w poprzednich latach. Z bibliotek - 87.
Niemniej jednak w 2013 planuję z zakupami przystopować.

Za to jak się wczoraj wieczorem rozpędziłam w planowaniu nowego regału dla nabytków i różnych porządków i przemeblowań, tak nie mogłam z wrażenia usnąć. Dopiero o czwartej nad ranem zgasiłam światło. Dzisiaj - w Sylwestra - padnę chyba o szóstej wieczorem :)

piątek, 30 listopada 2012

Anatolij Aleksin - Trzeci w piątym rzędzie

Anatolij Aleksin napisał jedną z ulubionych książek mojej córki - Bardzo straszną historię.
Ma swoje hasło na polskiej Wiki, ale trochę więcej informacji jest na wersji rosyjskiej.
Niedawno znalazłam też na allegro Mój brat gra na klarnecie, będzie się czytać :)
Najpierw tradycyjnie opisy z okładki:
I strona tytułowa. Egzemplarz pochodzi z Biblioteki Dziecięcej na warszawskiej Woli...
choć ja mam opory przed zaklasyfikowaniem książki do kategorii dziecięcej czy młodzieżowej.
Jeszcze może oryginalne tytuły:
i przechodzimy ad rem.
Jest to nie powieść, jak już wiemy, ale zbiorek trzech opowiadań.
Opowiadanie pierwsze
Tutaj można znaleźć oryginalny tekst. Ja wiem, że to mało kogo interesuje, ale proszę wziąć pod uwagę, drodzy Czytelnicy, że to jest mój pamiętnik książkowy - i jak sobie coś gdzieś znajdę, to notuję (może kiedyś będę chciała wrócić). No!
Dima jest już dawno dorosły, ale gdy wraca do miasta, w którym spędził z mamą część wojny, wszystkie ówczesne wydarzenia stają mu przed oczami. Wsiada do taksówki i prosi kierowcę, by zatrzymywał się w miejscach, z którymi Dima był związany w owych odległych czasach. Ojca powołano do wojska, odjechał na front, gdy Dima miał 11 lat. W wyniku ewakuacji Moskwy matka z synem w październiku 1941 roku trafili na Ural. Towarzyszył im w podróży eszelonem "Podrzutek" - kolega mamy z pracy, Nikołaj, o którego ojciec był zawsze zazdrosny, a mama trochę podbijała bębenek, będąc osobą niezależną. Teraz, gdy mąż jest na wojnie i nie wiadomo, czy z niej wróci, żałuje swego postępowania, przykro jej, że nie mówiła mu o swojej miłości do niego.
Matka pogrąża się po uszy w pracy, jak wszyscy dorośli w tych ciężkich czasach, a Dima codziennie chodzi na pocztę do okienka poste restante w oczekiwaniu na wiadomości od ojca. Pewnego dnia list wreszcie nadchodzi, ale jego nadawcą nie jest ojciec, lecz władze, które zawiadamiają, że ojciec zaginął bez wieści. Nowy przyjaciel Dimy namawia go, by list schował i matce nie pokazywał...

Opowiadanie drugie
Tutaj oryginał.
Bohaterka kolejnego opowiadania przez wiele lat była pedagogiem. Teraz - już na emeryturze - opiekuje się kilkuletnią wnuczką Lizą, której rodzice wyjechali z ekspedycją na wykopaliska. Liza uwielbia oglądać zbiorowe fotografie klas, których wychowawcą była jej babcia, i słuchać opowieści o dawnych uczniach. Najciekawszym z nich wydaje się Wania Biełow, trzeci w piątym rzędzie na zdjeciu, bohater wielu dykteryjek, młody człowiek bardzo niezależny, o zdecydowanym sposobie bycia, wykrystalizowanym poczuciu sprawiedliwości i kategorycznych sądach. Gdy na przykład uważał, że nauczycielka postawiła koledze niesprawiedliwie dwójkę, w celu wymuszenia na niej lepszej oceny podjął głodówkę. Dla nauczycielki sytuacja była tym trudniejsza, że tym skrzywdzonym kolegą był jej własny syn. Już od dłuższego czasu borykała się z niepewnością co do zasad postępowania wobec ucznia-własnego dziecka. W końcu zdecydowała się na ucieczkę przed Wanią: przeniosła syna i siebie do innej szkoły. I oto po latach widmo Wani Biełowa znów staje przed nią: wnuczka jest operowana przez chirurga o nazwisku Iwan Biełow...

Opowiadanie trzecie
Tutaj oryginał.
Ostatnie opowiadanie spodobało mi się najbardziej. MOże dlatego, że snuje je dziecko, a nie dorosły.
Misza Kutusow ma uzdolnioną matkę. Pracuje ona co prawda jako księgowa, ale dysponuje rozlicznymi talentami, jest urodzoną artystką: śpiewa, tańczy, pisze wiersze. Rodzina często się przeprowadza, bo ojciec jest inżynierem, którego zadaniem jest "zwiększać moce" różnych zakładów. Przyjeżdżamy gdzieś, zwiększamy moce i jedziemy dalej. Najpierw jednak tatuś Miszy dowiaduje się, czy w nowym miejscu jest dom kultury - pole działalności mamy. W kolejnym mieście mama prowadzi Miszę do klubu, by zapisać go do chóru. Najwyższy to czas zetknąć się ze światem piękna! Tak poznają Wiktora Makarowicza, dyrygenta miejscowego chóru, znakomitego pedagoga, który wykształcił niejedno pokolenie śpiewaków. Niestety okazuje się, że Misza ani głosu ani słuchu nie ma i do chóru się nie nadaje. Kierownikowi chóru zrobiło się jednak żal chłopca, więc stwierdza, że za to będzie świetnym "zapowiadajłą". Misza rzeczywiście wprawia się w konferansjerkę, co i jego ambitnej matce przypada do gustu. Chłopiec postanawia też przyjść z pomocą sąsiadowi, zwanemu "Mandoliną", niewątpliwie utalentowanemu muzycznie, ale niedopuszczonemu do kółek zainteresowań przez dyrektora domu kultury - z powodu kiepskich wyników w nauce. Misza knuje plan mający doprowadzić do występu "Mandoliny" w czasie publicznego koncertu. Wszyscy usłyszą, jak on gra i zachwycą się! Niestety okazuje się jednocześnie, że dyrektor (zwany Dyrdomem) odpuszcza na emeryturę Wiktora Makarowicza, na jego miejsce przyjmując jego dotychczasową asystentkę/akompaniatorkę, niezbyt przez dzieci lubianą Margaritę Wasiliewnę. Tak być nie może!

Książkę postanowiłam jednak opatrzyć etykietą DLA DZIECI I MŁODZIEŻY, choć sądzę, że więcej z jej lektury wyniesie dorosły... to często o jego rozterkach mowa. Jeśli miałby ją czytać młody człowiek, niech to będzie ktoś o refleksyjnej naturze... choć może nie doceniam współczesnej młodzieży?

Kącik cytatów czyli rozwijamy się

Maszynę do pisania wydali na kwit. Myślicie, że sowieckie władze w którymś momencie skonfiskowały społeczeństwu maszyny do pisania, jak nam Niemcy radia?

Czyżby między Moskwą a (dawnym) Leningradem istniał taki antagonizm, jak nie przymierzając między Krakowem a Warszawą? Na razie się z tym nie zetknęłam.

Co to czecharda?
Oto zdjęcie z rosyjskiej Wiki.
I wszystko jasne.

Seria z kogutem
Przeczytałam 29 listopada 2012.


ŚLEDZTWO W SPRAWIE TRÓJKĄTNYCH LISTÓW
Zastanowił mnie ten trójkątny list. Nagle wydało mi się, że taki kiedyś widziałam. Skojarzyłam to z "przymusową" korespondencją z sowieckimi druzjami za szkolnych czasów. Ale zaczęłam szukać w internecie. Najpierw znalazłam piosenkę Wysockiego - Pismo przed bojem:
Pół godziny do ataku,
potem znowu pod czołgi!
Znowu słychać odłamków świst.
Nagle chłopcu młodemu,
...Wysłali z domu rodzinnego
Nieduży, trójkątny list.


Był też podany tekst oryginału:
Полчаса до атаки.
Скоро снова под танки,
Снова слышать разрывов концерт...
А бойцу молодому
Передали из дома
Небольшой голубой треугольный конверт.


Miałam więc już rosyjską nazwę i mogłam poszukać obrazków w rosyjskim internecie.
A nawet instrukcję, jak taki list złożyć:
Wydaje się, że trójkątne listy związane były wyłącznie z czasami II wojny światowej i pocztą polową. Żołnierz ruszający na front rzadko wiózł ze sobą papeterię. Gdy zdobył kartkę papieru pisał na niej list do domu, składał w trójkąt i wysyłał.

В жизни каждой женщины были «треугольники». Их читали не «к чаю». И ждали по-другому. «Так писем не ждут, так ждут — письма», — сказала Цветаева.
/W życiu każdej kobiety były takie trójkątne listy. Czytało się je nie "do herbaty". I czekało się na nie inaczej. "Tak nie czeka się na listy, tak się czeka na - list", powiedziała Cwietajewa/

Dla ponimajuszczich russkuju riecz dokument zatytułowany właśnie tak, Trójkątny list. Dwanaście minut spędzonych z żołnierzem, który na froncie stracił prawą rękę, a miał wówczas 17 lat.
Tu spróbuję wstawić:


Wniosek nasuwa się taki, że trójkątnego listu raczej nie mogłam dostać... a jednak! Znalazłam forum poświęcone przedmiotom związanym z sowieckim życiem, gdzie jeden z dyskutantów wspomina, że w latach 60-tych wysyłał takie listy. Więc może jednak dostałam? Kiedyś tam w 70-tych? Kto wie?
Pod zdjęciem na tym forum jest też osobny link do instrukcji składania listu. Nauczyłam się i planuję taki wysłać, ciekawą będąc, czy poczta to przepuści (te unijne normy...).

A na koniec plany na grudzień.
1/ Literatura dla dzieci i młodzieży: cykl Jerzego Szczygła, złożony z 4 powieści: Tarnina, Ziemia bez słońca, Nigdy cię nie opuszczę, Po kocich łbach (muszę szybko czytać, bo trzy z nich z bibliotek)
2/ Literatura polska: Michał Bałucki - Błyszczące nędze
3/ Cracoviana: Maciej Gutowski - O Paniach, Panach i zdarzeniach
4/ Reportaż: Jan Zakrzewski - Ameryka z pasją
5/ Literatura radziecka: Siergiej Antonow - Kolorowe kamyczki
6/ Projekt MARININA: Czornyj spisok
7/ Projekt SIMENON: Maigret se trompe
8/ Seria NIKE: Francis S.Fitzgerald - Odwiedziny w Babilonie
9/ Seria KIK: Wil Lipatow - Lato zielonej gwiazdy (też do oddania w bibliotece)

No i zapowiada się, że w styczniu dużo poczytam. Mianowicie kończy mi się w grudniu umowa na zakładzie, a nie ma dyrektora/osoby decyzyjnej, która mogłaby podpisać ze mną nową. Prawdopodobnie wrócę do pracy dopiero w lutym (daj Boże w każdym razie). Nie miałam ani jednego dnia wolnego w tym roku, przepracowałam całe wakacje, a tu w styczniu siedź człowieku w chałupie. Sportów zimowych nie uprawiam, temperatur niskich nie znoszę, od nicnierobienia dostaję migreny... nie zapowiada się to dobrze, ale cóż, c'est la vie. Pan z ochrony mi podpowiada, żebym skończyła uzupełniać swój katalog książek i nawet powzięłam takie postanowienie, że niby jedną półkę dziennie będę sprawdzać, czy wpisana i ewentualnie uzupełniać... ale znam ja swoją systematyczność (i słomiany zapał)! Obaczym.

PS. Ze wstydem muszę wyznać, że nie doczytałam jednej pozycji z planu listopadowego - wspomnień Fiszerowej. Wszystko przez nadmiar roboty w końcówce listopada. Na szczęście książka pochodzi z biblioteki na Rajskiej, a tam można prolongować trzy razy :)