Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Literatura czeska i słowacka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Literatura czeska i słowacka. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 30 czerwca 2026

Danielle Dušková - Báječná holka

Ależ to był traf wtedy, ostatniego dnia w Pradze - że poszłam niby na obiad, ale nic mi się nie podobało, więc skoczyłam po coś na podróż do Tesco, a naprzeciwko Tesco jest ten antykwariat z książkami po 10 koron i była ta Bajeczna dziewczyna i chociaż już byłam spakowana, to jednak wzięłam, że dopchnę do plecaka i dopchnęłam i książka jest super. No. 

 Adina przyjeżdża ze wsi do Pragi, by wziąć udział w jakimś konkursie, ale trzyma to w tajemnicy. Gości ją rodzinka, która była na wakacjach w jej wsi i która baaaaardzo chce kupić chałupę - ma ją na sprzedaż właśnie ojciec Adiny (przewodniczący spółdzielni), więc oczywiście chcą mu się podlizać. Co prawda przy okazji tej wizyty wyjdzie na jaw, że ich mieszkanie nie wygląda dokładnie tak, jak to opowiadała pani Hornova 😂 i samochód škodovka też niekoniecznie zachodni 😁 Ach, jak to wszyscy lubimy się chwalić tym, czego nie mamy, żeby zrobić wrażenie... No, ale sytuację ma uratować wycinek z gazety, gdzie mowa o kradzieżach na ich osiedlu, rozumiecie.

Piękny obrazek z życia Czechów w dobie tzw. normalizacji, kiedy zapomniało się o zasadach i myślało jedynie o przeżyciu i to w miarę możności komfortowym przeżyciu, o gromadzeniu dóbr i najlepiej oczywiście, żeby były zagraniczne (młodzież marzy o kostce Rubika, starsi o kalkulatorze - to z takich drobiazgów). Pan Horn, kierownik bistra U smakosza, co prawda wychowuje dzieci surowo, dając im żółte i czerwone kartki (co skutkuje odebraniem kieszonkowego), ale jednocześnie dbając o ich edukację, z córki chce zrobić gwiazdę tenisa i nie żałuje na to środków, a synowi dyktuje do zeszytu mądre słowa zagranicznej proweniencji. Daje też dobry przykład, krytykując inicjatywę dozorcy, żeby lokatorzy zrzucali się na szybszą naprawę windy (łapóweczka, a przecież ci panowie mają płacone za swoją pracę). Jednocześnie uprawia dniami i nocami różne drobne handelki i nie widzi w tym sprzeczności. Musi się pojawić Adina, niby prosta dziewczyna ze wsi, żeby mu pewne rzeczy uświadomić... Tak, młodzież widzi.

Bardzo mi się podobało, szkoda, że się skończyło i szkoda, że w Ulubionym Antykwariacie nie ma nic innego tej autorki, ale może się pojawi, dziś albo jutro albo za rok? Albo kiedyś w Pradze zapiszę się do biblioteki, pożyczę sobie i zamiast wieczorami pisać posty, będę czytać 🤣


Początek:

Koniec: 

Wyd. Československý spisovatel, Praha 1983, 229 stron

Ilustracje: Jiří Kalousek 

Z własnej półki (kupione 28 maja 2026 roku za 10 koron w Antykwariacie Spálená)

Przeczytałam 29 czerwca 2026 roku 


Córka się zaprzyjaźniła z żabą i śledzi zawzięcie jej poczynania. O dziwo zaprzyjaźniła się też z kotełą (bo ona jest psiara), tylko narzeka, że chce ekspić (znaczy siedzieć na kompie), a ta przychodzi po głaski i nie ma zmiłuj.



Ja żadnych żab nie widuję, nic zresztą nie widuję oprócz pająków - z FB wiem jedynie, że na osiedlu grasują watahy dzików w nocy, toteż nie wychodzę nawet w dzień 🤣 (strzeżonego...)  No bo i jak tu wyjść w taki upał niewidziany prawie w tym kraju. Ale jeszcze tylko dwa dni, mówią.

Praca nad spisem filmów z LM trwa.

 

Coś tam próbuję w chałupie ogarniać i nawet porządkując jedną szufladę odnalazłam ciśnieniomierz, ale wolę go nie używać, bo jeszcze mi się słabo zrobi (pani doktor neurolog mówiła, żeby mierzyć w ataku migreny - w ataku migreny to ja se mogę zmierzyć... niech pomyślę... w sumie chyba nic) 😂

 Obejrzałam kolejny film Chabrola - Niewierna żona z 1969 - dobry, będzie jeszcze dwa tygodnie.

Charles Desvallées z żoną Hélène i synem Michelem wiodą szczęśliwe życie w pięknej willi pod Paryżem. Ale pewnego dnia mężczyzna odkrywa, że jest zdradzany. Spotyka się z kochankiem żony, a wtedy sprawy wymykają się spod kontroli…

Przy okazji  można się nauczyć, jak jeść deser w postaci gruszki ('5''36) - wypróbuję przy okazji.

 

Do knihobudki ktoś dostarczył sporo materiałów językowych, głównie do rosyjskiego, no i dopiero co pisałam, że nie mam Wielkiego słownika rosyjsko-polskiego - no to już mam 😁 Na podłodze w przedpokoju, bo przede mną ciężka operacja znalezienia dla niego miejsca. Ale wiecie co - słowa mymra w nim też nie ma... 

czwartek, 19 marca 2026

Eduard Verner - Utrpení mladého Boháčka

Co tym razem wybrać z czeskiej półki? 

(z 29 czeskich półek ha ha, policzyłam!) 

Padło na powieść, która została sfilmowana. Cierpienia młodego Boháčka. A właściwie odwrotnie - Verner napisał scenariusz, który już po roku (w 1969) został zrealizowany, a dopiero po 29 latach opracował go literacko i w ten sposób powstała ta powieść. Miałam i film w kioskowym wydaniu i całe szczęście, bo nie ma go na YT. Spieszmy się kupować filmy etc. 😉


Co znaczy nezdolná, musiałam poszukać w słowniku. Niepokonana, nieprzezwyciężona, nieugięta. Taka właśnie jest matka tytułowego bohatera, 30-latka, który żyje z dnia na dzień, sparzywszy się w miłości nie szuka już kobiet, ale matka chce koniecznie wnuka, więc daje w jego imieniu ogłoszenie matrymonialne, gdy syn ma wrócić z wojska i zawzięcie koresponduje z kilkoma kandydatkami, ustalając daty spotkań. A nawet sprzedaje sad, żeby mu kupić Wołgę, bo jak ma niby jeździć do tych "narzeczonych", przecież nie służbowym traktorem. Tonda ani myśli o żeniaczce, ale gdy matka znanymi matczynymi sposobami czyli prośbą, groźbą i szantażem ("niedługo umrę") zatruwa mu życie, w końcu wybiera się do pierwszej z kandydatek. Po drodze spotka jednak autostopowiczkę z Pragi.

Film jest z gatunku kultowych w Czechach, ale wolę książkę, pogłębiającą temat i taką gorzką. Swoją drogą patrząc na okładkę dvd przestraszyłam się, że będą mówić po słowacku, bo na niej wszystko w tym języku - ale nie. Dziwne. Widać płytka była przeznaczona i do dystrybucji na Słowacji, jest też cena 2 ojrosy.

Z materiałów dodatkowych (rozmowy z twórcami) na płycie dowiedziałam się, że te wsiowe klimaty były kręcone na peryferiach Pragi, wtedy jeszcze rzeczywiście wsi Slivenec. Niedawno tam pociągnęli linię tramwajową i nawet byłam się przejechać, ale nic więcej. Chyba się znów wybiorę i odnajdę dom, gdzie Boháčkowie w filmie mieszkali. Ulica K Lochkovu 10 😁
Początek:

Koniec:



Za komuny używało się wyrazu Dederónie na oznaczenie NRD, jak twierdzi autor - od czasu, gdy wschodni Niemcy wynaleźli koszule, w których człowiek się poci latem, a marznie zimą 😉


Wyd. 
Knižní klub, Praha 1997, 157 stron

Z własnej półki - tak wpisuję do książki zakup (jeśli nie zapomnę), a teraz jeszcze dopiszę, kiedy przeczytana:

Przeczytałam 16 marca 2026 roku
 

Urobek filmowy

Zbieram się i zbieram i zebrać nie mogę, żeby podsumować urobek filmowy, za ponad miesiąc czyli czas, kiedy zmarł Ojczasty i kiedy była wymiana pionu i kiedy się właściwie nic nie oglądało. Czyli dużo tego nie ma.

Obejrzałam Rosselliniego Rzym, miasto otwarte, a potem długo nic. Gdy już dojrzałam, źle wybrałam, bo trafiłam na hiszpańską Rudą wiewiórkę (na Arte.tv), która mi kompletnie nie podeszła, więc nie polecam. 

Na wiadomej stronce za to polecam Głos Hind Rajab, co prawda namęczyłam się z angielskimi napisami, bo co jakieś inne włączyłam, to źle szły. Wstrząsający w każdym razie i nie tylko w kontekście tego, co robi Izrael.

Tamże obejrzałam chiński film z tego roku z Jackie Chanem (o Matko Bosko!), bo nie wiedziałam, że to on 😉 Nazywa się to Unexpected Family i opowiada o demencji. Znów po angielsku i to bite dwie godziny, dlaczego mnie tak męczą! Film nie byłby taki zły, gdyby obył się bez tych azjatyckich nawalanek.

Następny Rossellini to była Miłość, ale o tym chyba już wspominałam? Dwie historie z Anną Magnani jako heroiną. Kolejny Rossellini to Paisa' i chyba mi jeszcze dwa zostały (co to je do końca marca trzeba zobaczyć). Gdzie? Na Arte.tv znów. A pewnego wieczoru siadłyśmy z córką i zaliczyłyśmy hiszpański serial Celeste o pracownicy skarbówki, która podejmuje się ostatniego zadania - przyskrzynić tytułową piosenkarkę, która nie płaci w Hiszpanii podatków, bo twierdzi, że nie ma tam rezydencji podatkowej. I o tym, jak ta ostatnia przed emeryturą sprawa Sarę zmieni. To sześć odcinków, ale półgodzinnych, więc da się w jeden wieczór. 

No i w niedzielę chadzam na ten włoski przegląd kobiet - reżyserek, gdzie pierwszy film miał taki tytuł: Porwani zrządzeniem losu przez wody lazurowego sierpniowego morza 😂 Żałuję jednakże, że częścią cyklu nie będzie inny film tej samej reżyserki o tytule Krwawe zajście pomiędzy dwoma mężczyznami z powodu pewnej wdowy. Podejrzewa się przyczyny polityczne - bo go nigdy nie widziałam 😂 To mi przypomina słynny skecz czeski z "gołębicą", przed kasą w kinie, gdzie sprzedają bilety na Sobota wieczorem, niedziela rano (polski!) i na włoski Wczoraj, dziś, jutro.

 

A skoro o Czechach mowa, to wczoraj pojawił się na stronie czeskiej telewizji dokument o antykwariatach, nie tylko praskich. Między innymi o tym, jak antykwariusze widzą przyszłość (tylko online, prawdziwe sklepy jedynie w centrum dla turystów). Tutaj. 

A tutaj taka ciekawostka. Lata temu, w Wenecji będąc, kupiłam sobie dwa odcinki Inspektora Derricka, akurat gdzieś rzucili, może w supermarkecie, musiało być tanio w każdym razie, skoro się skusiłam. To tak na fali wspomnień, bo - wydaje mi się - ten serial oglądałam w szkolnych czasach. Znaczy wydawało mi się jeszcze chwilę temu, ale czytam na Wikipedii, że polska premiera była w 1988 roku, więc to już nie były moje szkolne czasy. To był okres, gdy wynajmowaliśmy ze Ślubnym mieszkanie w Nowej Hucie, a potem, na jesieni chyba, przeprowadzaliśmy się na własne czyli tutaj, gdzie do tej pory tkwię. I mieliśmy telewizję, więc widać wtedy oglądałam..

No, w każdym razie teraz nadszedł czas na obejrzenie tych dwóch odcinków. To był serial RFN-owski, więc kompletnie inne realia: luksusy, zamki, hrabinie, prostytutki w hotelu. Te ostatnie i u nas były, ale czy miały takie mieszkania jak w filmie? Znaliście jakąś? 😂 W każdym razie powiem po tych dwóch odcinkach, że nuda. Psychologiczne rozkminiania następujących sytuacji: 

- w Śmiertelnej sonacie ktoś zabija taką właśnie hotelową call girl, a trop prowadzi do arystokratycznej siedziby kobitki w średnim wieku z trójką potomstwa, z których najmłodszy jest genialnym pianistą, ale śmiertelnie chorym (AIDS czyli choroba złapana od prostytutki właśnie, przy czym prawie że się głośno nie wymienia nazwy choroby)

- w Herbacie z mordercą znów zamek i arcybogata właścicielka, która kupiła sobie młodego męża, a jako że zapadła na osteoporozę i ledwo chodzi, naraiła chłopu własną pielęgniarkę jako kochankę 

I cóż widzę? Obie te bohaterki są grane przez tę samą aktorkę! Cóż to ma być? Nie zwróciłam uwagi, czy i zamek był ten sam 😂 Powstało 281 odcinków tego serialu, który był ponoć niezwykle popularny (sprzedano go do ponad 100 krajów), zwłaszcza jako odpowiedź na kryminalne seriale amerykańskie. Akcja zazwyczaj rozgrywa się wśród burżuazji bawarskiej. Derrick jest niezwykle ojcowski i wyrozumiały - dla śmietanki towarzyskiej. Nie przyciska morderczyni do muru, tylko czeka, aż ona sama dojrzeje do przyznania się. W międzyczasie uprawiają psychologizujące i filozofujące konwersacje.

Oglądaliście, pamiętacie? 


No i jeszcze, na żądanie Józefiny, rzymski Senator.

Na tło lepiej nie zwracać uwagi (jak trafię w knihobudce na lepszy egzemplarz, na pewno wymienię, tego możecie być pewni).

środa, 28 stycznia 2026

Petr Šabach - Putování mořského koně

Brakowało mi drugiej książki przeczytanej po czesku w tym miesiącu, wybrałam oczywiście coś cienkiego 😉 i miało to być rozrywkowe, co nazwisko autora jakby gwarantuje.

Książka wyszła zresztą po polsku (Podróże konika morskiego).

W internecie możemy przeczytać:

Konik morski to jedyny przedstawiciel fauny, u którego to samiec nie samica wydaje na świat młode. Bohater tej książki to jedyny (a przynajmniej jedyny, którego sam zna) mężczyzna w Pradze, który w końcu betonowych lat osiemdziesiątych nie chce stać żonie na drodze do kariery naukowej i nie bardzo wiedząc w co się pakuje, bierze na siebie opiekę nad trzyletnim synkiem.

Podróże konika morskiego to wielokrotnie wznawiany w Czechach pamiętnik młodego ojca na „urlopie tacierzyńskim”. Czy kiedy w roli taty występuje czołowy czeski humorysta Petr Šabach możemy oczekiwać tylko tego, że założy pieluchę na lewą stronę, przypali mleko i zgubi dziecko w monopolowym? Jak się okazuje- niekoniecznie. Ta niezwykle ciepła, zabawna i -co ciekawe- bardzo autobiograficzna książka to lektura obowiązkowa dla każdego rodzica i miłośnika czeskiej (lub po prostu dobrej ) prozy. 

I tak, humorystyczna, ale i smutna. Społeczeństwo jeszcze (wówczas) nie dojrzało, by widzieć coś NORMALNEGO w sytuacji, że to tata opiekuje się dzieckiem, a mama poświęca się karierze naukowej. Sama mama zresztą zaczyna postrzegać męża jako mało męskiego i wdaje się w romans z kolegą z pracy. Tak jak ta samica konika morskiego...  

Jeśli traficie na polskie tłumaczenie, czytajcie. Spoza opisu rozmaitych tragikomicznych przygód (Pepino z głową za piecem) wyłania się wielka miłość do dziecka. I szacunek. Pepino nie bawi się w piaskownicy, on tam pracuje. 

Niezłe ilustracje Vladimíra Jiránka. 




 Początek:

Koniec: 

Wyd. PASEKA, Praha 1999 (wydanie IV), 116 stron

Z własnej półki

Przeczytałam 26 stycznia 2026 roku

 


Jak wiadomo, lubię kolor róziowy. A tu kubki mi się zasyfiły od osadu herbacianego. Nabyłam wczoraj w Pepco nowy, skoro akuratnie w pasującym (do mnie) kolorze był. Ale pod wieczór naszła mnie chętka na porządki. Mam taki punkt nawet w dziennym regulaminie - ordnung się nazywa i bardzo rzadko się tam pojawia krzyżyk, że niby zrobione tego dnia COŚ. Wczoraj jednak zapytałam AI, jak można taki kubek wyczyścić. No bo to przecież ceramika, musi się dać odskrobać! Jedna z odpowiedzi sugerowała kwasek cytrynowy (to było to prostsze, choć nie najlepsze, rozwiązanie: wsypać łyżeczkę kwasku, zalać wrzątkiem, zostawić na pół godziny). Gdyby ktoś jednak spodziewał się potem efektu ŁAŁ czyli że kwasek wyżre cały osad i zastanę cudownie biały kubek, to jednak nie (a miałam taką małą nadzieję)  😂 Potem to wymagało wysiłku czyli szorowania i jako że mnie w końcu ręka rozbolała, a nawet obie, prawa od trzymania, lewa od czyszczenia, więc coś tam jeszcze bliżej dna zostało, ale już jest lepiej i dziś będzie kontynuacja akcji PUTZEN PUTZEN. Na razie kolekcja moich i tylko moich róziowych kubeczków przedstawia się tak 😂

Przy okazji kubeczka napatoczył mi się też taki oto bambusowy organizer z rączką, który wzięłam z myślą o kuchni, ale w domu zmieniłam zdanie - będzie dobry w pokoju na piloty etc. 😉

 

Miałam na kolacji koleżanki z fabryki i oprócz sporej porcji plotek wzbogaciłam się o takie dzwoneczki. Jeśli dożyją do wiosny, to je przesadzę do większej doniczki. 


Donoszę, iż eksperyment kulinarny pod tytułem zupa cebulowa został wykonany, wspólnymi siłami (ja musiałam pokroić cebulę, bo córka twierdzi, że swoją złamaną ręką nie daje rady). 

Przypominam, że według przepisu miała wyglądać tak:

 Z czego wniosek, że nie należy się słuchać tak we wszystkim - żadne ZESZKLIĆ, tylko zrumienić cebulę trzeba. Aczkolwiek w smaku było to dobre i wchodzi do repertuaru (zwłaszcza, że wystarczy mieć w domu cebulę czyli to takie awaryjne danie). Zgodnie z radą Józefiny ser do grzanek przyszpiliłam wykałaczkami we frajerze 😂 Kuchnia francuska zakłada dodatek białego wina i zapiekanie w kokilkach* w piekarniku, ale weźcie się... to jest wersja alla polacca i good 🤣 Co się zgadzało z książką? Rzeczywiście wyszło 6 porcji, czyli jadłyśmy 3 dni.

Następna w kolejce jest ta selerowa. 

* kokilek nie posiadam i o ile ktoś nie przyniesie do knihobudki, posiadać nie będę 😂 

Skoro o knihobudce i rozmaitych łupach, to oto one, jeszcze z zeszłego roku. Jakoś nie potrafiłam się tej latarni oprzeć, mimo że nie jestem maniaczką morza 😁 Zegar też nie z mojej bajki, jakieś prowansalskie klimaty, ale no co. Zawsze przecież mogę wynieść z powrotem! I pewnie tak się skończy, gdy wrócę z kanapą do obecnego "gabinetu", bo on za głośno tyka i nie mogłabym spać chyba.

  

środa, 14 stycznia 2026

Petr Jarchovský - Šakalí léta

Co to jest povídka, spytacie. Powiastka czy co? Plus minus istotnie. Historyjka, opowiadanie. Wybierając książki do ostatniego zakupu w Ulubionym Antykwariacie - te po 22 korony 😁 - uznałam, że warto wydać na ten tom nieco więcej, bo w sumie zawiera trzy filmowe opowiadania, a wszystkie dotyczą filmów, które lubię. 

Tak bardzo łatwe nie było, bo jest tu trochę młodzieżowego żargonu. I to - uwaga - z lat 50-tych. Akcja rozgrywa się w cieniu hotelu International w dzielnicy Dejvice. Ten hotel zbudowano na początku lat 50-tych - wiadomo, co miał za wzór - w okolicy, gdzie właśnie powstawało osiedle dla żołnierzy. Założenie było takie, że będą się w nim zatrzymywać oficjalne delegacje radzieckie, ale gdy okazało się, że nie ma ich na tyle, by zapewnić budowli obsadę, zdecydowano, że będzie to po prostu luksusowy hotel. Który stał się symbolem socrealizmu w Pradze. Opowiadała przewodniczka (byłam tam kiedyś na zwiedzaniu) anegdotę, że minister obrony żywił nadzieję, iż na uroczyste otwarcie przybędzie sam Stalin, a miało go witać 44 ówczesnych czechosłowackich generałów na głównych schodach - tyle że schodów było za mało i trzeba było dodać dwa stopnie, co znacznie skomplikowało budowę. Hotel ludowo nazywano sen szalonego cukiernika albo uniwersytet Łomonosowa. 

Ale nie o tym, nie o tym. Kto ciekawy, może zerknąć tutaj, bo na szczęście kiedyś miałam więcej czasu 🤣 i opisałam to zwiedzanie.

Bohaterami Szakalich lat jest dejvicka młodzież z jej problemami i fascynacjami. A największą fascynacją jest oczywiście przybyły z Ameryki big-beat czy inny rock'n'roll. Zakazany, prześladowany. A tu w domu milicjanta Prokopa pojawia się gość jak z kosmosu, w czerwonej koszuli, czerwonych butach na grubej słoninie, z gitarą przewieszoną przez ramię. To Bejby, który jest kuzynem starszej pani mieszkającej z rodziną Prokopów, a  wymagającej już stałej opieki. Bejby wniesie masę fermentu do życia nie tylko Prokopa i jego dzieci, ale i młodych ludzi z dzielnicy, walczących z rówieśnikami z Suchdolu, innej dzielnicy. A właściwie wtedy jeszcze nie, to była wieś w pobliżu Pragi, więc nic dziwnego, że pogardzano jej mieszkańcami 😉

No i teraz moje wspominki 😁 Bo nie tylko hotel International, nie tylko Dejvice, ale i ten Suchdol, gdzieśmy łaziły z Věrą w zeszłym roku i Juliska też zeszłoroczna - pokazywałam Wam pomnik piłkarza - i od razu przypomniał mi się ten tramwaj stojący przed Domem Technika i knihobudka, z której wzięłam dwa czy trzy kryminały - koniecznie muszę tam wrócić w maju! 



Iwzmiankowana w książce ul. Papírenská, gdzie byłam w starej oczyszczalni ścieków - tam spotykają się chłopcy. I jeszcze jedno wspomnienie - film Šakalí léta dostałam od Věry, gdy byłyśmy w kawiarni połączonej z muzeum kukiełek i teraz siedzę i usiłuję sobie przypomnieć, gdzie to było i ani rusz.


Początek:

Koniec: 

Wyd. (bardzo porządne) PASEKA, Praha 2004, 83 strony

I tu też wspomnienie - zwiedzałam siedzibę wydawnictwa podczas któregoś Open House 😍 

Z własnej półki (kupione 30 grudnia 2025 za 66 koron (-30%), dotarło 8 stycznia 2026

Przeczytałam 11 stycznia 2026 roku

 



 

Zima dalej trzyma. Na kroki chodzę w dzień, a na siłownię wieczorem, bo wtedy pusto. Trzymam się reżimu po 200 ćwiczeń na trzech urządzeniach (bo tylko na tych, gdzie się ćwiczy na stojąco, nie będę przecież sadzać dupska na mokrym). I cały czas wierzę, że te ćwiczenia pomogą mi na boczki ha ha ha. Naiwna do śmierci!



 


Urobek filmowy omawiam w postach niedzielnych, zbiorczo z całego tygodnia, ale film, który dziś obejrzałam, będzie dostępny tylko do 5.00 rano 17 stycznia czyli jeszcze dwa dni, więc gdyby ktoś chciał zobaczyć, to - klik. Nosi tytuł Podzielone niebo, powstał w 1964 roku i był pierwszym filmem nowofalowym w kinematografii wschodnioniemieckiej. Naprawdę warto zerknąć 😉 choć historia taka bardziej socjalistyczna: bohaterka zakochuje się w starszym od siebie chemiku, zamieszkują razem, idzie na studia pedagogiczne, ale wcześniej odbywa praktykę w fabryce, gdzie dostrzega rozdźwięk między teorią a praktyką. Narzeczony nie może się doczekać wdrożenia w życie swego wynalazku, więc wyjeżdża do Berlina Zachodniego (film toczy się jeszcze przed powstaniem Muru Berlińskiego), a Rita musi podjąć najważniejszą decyzję w dotychczasowym życiu: zostać czy jechać za nim. 

Film świetny, kompletnie nowatorski, bez żadnego związku z socrealizmem. Może ktoś czytał opowiadanie Christy Wolf?  

niedziela, 16 listopada 2025

Ondřej Neff - Klukoviny a tátoviny

 

Ondřej Neff, rocznik 1945. Głównie pisarz s-f (pierwsze opowiadanie napisał w wieku 10 lat). Ale nie tylko - inaczej bym w ogóle o nim nie pisała 😁 Jestem aktualnie w posiadaniu dwóch jego dzieł satyrycznych czy humorystycznych (i mam nadzieję, że to drugie też będzie takie fajne). Nabyłam je w sierpniu 2020 roku, kiedy nie można było pojechać do Pragi, więc się pocieszyłam paką z Ulubionego Antykwariatu. Nazwisko znałam, ale nie imię, bowiem jego ojciec Vladimír też był pisarzem (ten z kolei tworzył historyczne powieści i też mam dwie, bo na podstawie pierwszej powstał serial, może sobie kupię w przyszłym roku? a tytuł drugiej wydał mi się zabawny) i ponoć syn odziedziczył po nim poczucie humoru i lekkie pióro.

Jeśli chodzi o moje wrażenia z lektury to potwierdzają to zdanie. Znaczy nie znam jeszcze pióra Neffa ojca, ale syn faktycznie pisze lekko i zabawnie. Co znaczy tytuł? Klukoviny to określenie chłopackich wygłupów, natomiast słowo tátoviny wymyślił sobie autor najwyraźniej. Czyli wygłupy taty. Bowiem rzecz jest o relacji ojciec a 6-letni synek. Najwyraźniej w dużej mierze autobiograficzne, bo zgadzają się daty: książka jest z 1980 roku, syn mu się urodził w 1970, a w latach 70-tych Neff pracował jako fotografik. O tym właśnie czytamy dość dużo w książce, tata dostaje tę pracę nie mając zielonego pojęcia o fotografowaniu, mało tego - ma też napisać podręcznik na ten temat 😁 Wcześniej pracował w domu handlowym (i to się zgadza z biografią) i zamęczał synka historyjkami o panu Duchku, który łapał tam złodziei. Matýsek przez grzeczność słuchał, ale w końcu wyszło na jaw, że nie był w ogóle zainteresowany. W nowej pracy tata wyfasował super ekstra aparat marki Mamiya i straszne toczył z nim boje. Myślałam, że sobie markę wymyślił (mam i ja), ale okazuje się, że jak najbardziej japońska Mamiya istnieje 😁


Ten rodzaj kreski w ilustracjach mi coś/kogoś przypomina, ale nie wiem, kogo.



A co to spotykamy w rozdziale 24? Łańcuszek! Ileż wspomnień obudził! Kto brał udział w czymś takim? Wysyłało się 6 kartek z 6 wpisanymi adresami, na ostatnim miejscu wpisywało się siebie i potem czekało na widokówki. Tata wylicza, że 
Matýsek dostanie 46 656 kartek, a mama reaguje klasycznie:

- Gdzie to damy? Już widzę, jak się tu wszędzie będą poniewierać. To ciekawe, że każda wasza zabawa kończy się tak, że ja muszę sprzątać. 

Początek: 

Koniec:


Wyd. Středočeské nakladatelství a knihkupectví, Praha 1980, 129 stron

Ilustracje: Jiří Pavlík

Z własnej półki (kupione za 19 koron 6 sierpnia 2020 roku online w Ulubionym Antykwariacie)

Przeczytałam 15 listopada 2025 roku


 

Z życia emerytki w Krakowie

Czwartek czyli dzień oglądania mieszkania, które może ewentualnie kupi mój brat. O tym już wiecie z poprzedniego postu, przejdźmy dalej. Odebrałam z paczkomatu herbatę z allegro (kupiłam półkilowe opakowanie jednej tureckiej, co to ją brałam w orientalnym sklepie po 50 gramów 😁) i przy tej okazji podziwiałam mieszkańców naszego osiedla, jak dbają o to, żeby za dużo śmieci nie przynieść do domu, jak już odbiorą swoją paczkę... Co za naród.

Ponieważ ze środy został obiad (makaron z różnymi tam warzywami) i każda z nas mogła go sobie odgrzać, kiedy chciała, mogłam na spokojnie jechać na Przyprawę. Przyprawy to było coś, czemu się mocno poświęcaliśmy, gdy córka była mała, a potem wróciłam do nich już sama w czasach prowadzenia fotobloga z zagadkami o Krakowie. No, dawno to było i troszeczkę brakuje tych emocji 😉 Nie mogę przecież tylko o Pradze marzyć... Aczkolwiek gdy dowiaduję się o jakimś praskim miejscu interesującym, to jestem bardziej podekscytowana niż czymś tam w Krakowie. Jednak Praga jest dwa razy w roku, a Kraków cały czas, dlaczego bym się miała ograniczać w robieniu kroków do najbliższej okolicy? 

Miałam zanotowany pewien adresik i w czwartek uznałam, że JADĘ. Daleko, bo Prokocim - Bieżanów. Najpierw po wysiadce z tramwaju zobaczyłam, że jest tam filia Biblioteki Kraków i to mnie drogo kosztowało, bo pożyczyłam, całkiem niechcący, książki, krucafuks! Miałam swoje czytać, tak?

Ale zaraz za biblioteką znalazłam poszukiwany obiekt. Jest to kompleks mieszkaniowy, grodzony, więc zdjęcia robiłam zza siatki. Po porannym zdziwku co do umiejscowienia ciągu kuchennego w mieszkaniu dla brata rzecz pasowała jak nigdy. Chodzi oczywiście o BALKONY 🤣🤣🤣


    
      

Właściwie cel Przyprawy został osiągnięty, ale jeszcze było widno, więc udałam się lokalizować. Oczywiście knihobudki 😁 Pierwsza była w parku Lilli Wenedy, zapełniona jedynie czasopismami i mapami - żeby nie odejść z pustymi rękami wzięłam mapę Korei 😂 Teraz mogę poszukać, gdzie Wiola mieszka! Ten park spenetruję, gdy będę oddawać książki w bibliotece. Po drodze podziwiałam inwencję pań ze spółdzielni osiedlowej (bo wieść gminna niesie, że to zazwyczaj właśnie pracownice wybierają wzory i kolory)...

Ale przynajmniej ustawili wiatę dla rowerów... u nas się tego nie mogłam doprosić, to za drogie.

 

Druga budka była na skwerze o nazwie Motylem jestem 😁 Tu trochę książek było, ale na szczęście nic dla mnie (tak że wróciłam z Przyprawy można rzec z pustymi rękami). Chociaż raz! 


Skwer upamiętnia Irenę Jarocką (a czy miała ona coś wspólnego z Krakowem, to nie wiem, nieistotne w sumie).





 Skwer jest otoczony blokami i domami jednorodzinnymi, od których oddziela go ciek wodny będący dopływem Drwinki (ulica się nazywa Nad Potokiem). Jak mówi ciotka Wiki, Drwinka w przeszłości pełniła ważną rolę płynąc koło szlaku na wschód, którym pędzono bydło. Co prawda powoli likwiduję sporą część moich cracovianów, ale zaczęłam się zastanawiać, czy mam jakąś pozycję traktującą o wodach krakowskich... chyba nie... o praskich mam oczywiście 😂 W listopadzie skwer nie prezentuje się zbyt okazale, w cieplejszych porach roku może żyje, zwłaszcza, że jest tam również siłownia plenerowa. Rozumiem, że te okrągłe płyty chodnikowe to nawiązanie muzyczne 😉

Dzień jest już bardzo krótki, więc czas poszukać drogi do tramwaju. Prowadzi ona obok domu z lat 70-tych z fantastyczną mozaiką i balustradami balkonów. Weźcie i znajdźcie, kto tam mieszkał? Sportowiec jakiś, lekkoatleta? Internety mówią, że podobno lekarz...


 




Nieco dalej wieża ciśnień, takie obiekty mnie zawsze pociągają i w Pradze się właziło na górę (mimo lęku wysokości).




Tam też wrócę na kolejną Przyprawę, obejrzeć cały park po rewitalizacji (wywędrowała tam fontanna z Rynku). Ale może lepiej na wiosnę? 

 

A teraz tradycyjnie urobek z minionego tygodnia czyli

Najnowsze nabytki

Cóś strasznego. Ale będę od teraz dzielić nowe nabytki na te, które mają zostać i te, które mam wydać z powrotem po przeczytaniu 😁 Tylko tak jak mówiłam, potrzebowałabym osobną półkę (a najlepiej regalik) (no, może regał) na te do przeczytania już...

 

To, co zostawiam, bo kryminał albo Czarne albo młodzieżówka albo coś tam jeszcze innego 😁


 To, co planuję wydać po przeczytaniu czyli (w teorii) ma zniknąć kiedyś jak sen złoty:


 

Trzy sztuki przyszły na wymianę (moje egzemplarze bądź były inaczej wydane, bądź sfatygowane). Seria Złoty liść jest fajna i nie to, że zbieram - były w budce jeszcze inne - ale jeśli chcę mieć coś, co i w tej serii wyszło, to wolę. Czyli tu jakby nic nie przybyło, jedne przyszły, drugie wyszły.


Językowe to właściwie jeszcze inna kategoria - na razie trzymam, może kiedyś wydam, jak się upewnię, że nie będą mi potrzebne, ale na razie łapczywie bierę, bo mam za dobre mniemanie o swojej przyszłości naukowej 🤣  


To chyba wszystko, co? No, dziś jeszcze nie wychodziłam, więc nie znam sytuacji na froncie 😁