Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kryminał milicyjny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kryminał milicyjny. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 25 sierpnia 2026

Jerzy Edigey - Śmierć czeka przed oknem

Głupi tytuł. Wolałabym na przykład Trzy butelki mleka, bo przynajmniej powiązane z akcją 😁

Jest to kryminał milicyjny - w podwarszawskiej miejscowości Podleśna zamordowano komendanta posterunku milicji właśnie. Rzecz niesłychana, bo po pierwsze to bardzo spokojna okolica, a po drugie podnieść zbrodniczą rękę na milicjanta, ojca trójki dzieci??? Do akcji wkracza major Bronisław Niewarowny (a cóż to za nazwisko?), zwany majorem Niepotrzebnym, bo od jakiegoś czasu wysiaduje jedynie stołek w stołecznym dziale statystyki, nie nadając się już do nowych metod pracy śledczych. A kiedyś przecież był postrachem przestępców. Jednak wzywa go do siebie dawny przyjaciel, komendant wojewódzki i zleca mu wykrycie mordercy. Niewarowny ma działać niezależnie od oficjalnie prowadzącego śledztwo kapitana Lewandowskiego (absolwenta szkoły w Szczytnie i magistra prawa! - znaczy się wroga starych porządków), pełniąc obowiązki tymczasowego szefa posterunku w Podleśnej. Po początkowym krygowaniu się i żaleniu na dotychczasowe odstawienie na boczny tor major postanawia udowodnić wszystkim, że jeszcze się do czegoś nadaje i przyjmuje ofertę. Wykrycie zbrodniarza ślimaczy się jednak okrutnie, dziś winny - jest to dla mnie jasne - zostałby aresztowany i osądzony w trymiga, nieważne, że być może niesłusznie, no bo w końcu opinia społeczna czeka i się domaga. Tu co prawda góra co trochę pyta o wyniki i niecierpliwi się, ale jednak pozwala działać na spokojnie, tak że major (trochę do spółki ze znienawidzonym Lewandowskim) w końcu rozgryza całą aferę.

Mimo, że nie ma pojęcia o narkotykach (tak, nawet z okładki można wywnioskować, w czym rzecz) i dzwoni do odpowiedniej komórki, by dopytać, czy do produkcji tychże można wykorzystywać... mleko 😂


Z wymienionych mam cztery, w tym Pensjonat przeczytany, ale potem z nowszych jeszcze sześć, z których cztery czekają. W sumie warto chyba zaprowadzić tag Projekt Edigey, bo przecież pewnie więcej się w budkach trafi 😁

Chichot losu - kiedyś robiąc porządki w książkach powydawałam na Śmieciarce sporo kryminałów z tamtych czasów, dziś je zbieram. A co tam, kto bogatemu zabroni. 

Początek:

Wyd. Iskry, Warszawa 1973, 228 stron

Seria Klub Srebrnego Klucza 

Z własnej półki (pochodzenie - z knihobudki)

Przeczytałam 21 sierpnia 2026 roku
 


Na osiedlu ciekawie. W sobotę po 22.00 zobaczyłam, że pod blok naprzeciwko odjeżdża straż pożarna. Jednocześnie na tzw. Mordorze między naszymi blokami widziałam jakieś początki naparzanki - a przynajmniej tak mi się wydawało. Kilku gości okrążało jednego, wymachującego jakąś szmatą. Chwilę się zastanawiałam, czy dzwonić na policję, ale doszłam do wniosku, że nie potrzebuję mieć wybitych szyb, jak by co. I wróciłam do łóżka. Obu spraw nie powiązałam. Po jakimś czasie znów wstałam, bo ciągle widziałam na ścianie odblaski tych niebieskich świateł straży - a tam była i policja i pogotowie i na Mordorze trwała akcja osaczania gościa: jak się okazało, ci inni to byli właśnie policjanci 🤣 Fajnie, mało nie wezwałam policji na policję! 

W końcu ten osaczany rzucił się w bok do ucieczki i to był jego błąd, bo się potknął i wykopyrtnął, a wtedy już go mieli i w kaftan. Ponoć kompletnie naćpany. Sprzątali potem jakieś kłęby folii, on ją próbował wcześniej podpalać.

I teraz taka sprawa. Od jakiegoś czasu sporo słychać na osiedlu o nowym sposobie sprzedaży narkotyków - dealerzy zakopują je w foliowych torebkach na trawnikach i wysyłają klientom lokalizację. W wielu miejscach ziemia jest zryta, bo ci klienci - pod osłoną nocy - kopią czym tam mają pod ręką... Ktoś kiedyś widząc taką akcję wezwał policję czy straż, ale zanim przyjechali, to już było po ptokach.  

A innego dnia wieczorkiem wracając do domu chciałyśmy skręcić do knihobudki, ale pani idąca z naprzeciwka nas ostrzegła - jest tam duży dzik. Sąsiedzi widzieli też lisa spacerującego między zaparkowanymi samochodami, o kunie nie wspominając. 

Ja już nie wiem, gdzie mieszkam. 


 

Czymże jest wobec tego wszystkiego odkrycie, że w Pradze, gdzieś tam między blokami, stoi rzeźba zatytułowana PRASE NA PROCHÁZCE czyli Świnia na spacerze? Obiecuję, że się tam wybierzemy 🤣

poniedziałek, 22 czerwca 2026

Jerzy Edigey - Alfabetyczny morderca

Ostatnimi czasy trafiły mi się trzy stare kryminały w naszej knihobudce (gdzie poza tym posucha - no i dobrze 😁), w tym dwa Edigeye. Skończywszy o poranku Newerly'ego - i zdecydowawszy, że będzie to Dzień Lenia, spędzony po dużej części w łóżku - a co, wolno mi! - zabrałam się za pierwszego z nich i tak się wciągnęłam, że skończyłam do wieczora.

Sytuacja: mała (fikcyjna) miejscowość na Śląsku, gdzie najpierw zostaje zabity lokalny żulik Wincenty Adamiak, a niedługo potem ginie emerytka, Maria Borzęcka, dorabiająca sobie prowadzeniem meliny. Trzy tygodnie później zostaje zastrzelony bogaty ogrodnik Władysław Czerwonomiejski. I wtedy zaczyna się szerzyć pogłoska, że morderca atakuje według alfabetu - czyli następna ofiara będzie na D. I faktycznie, ginie kolejarz Delkot. Wobec tego dentysta Emilianowicz woli wyjechać z miasta. Milicja postanawia połączyć sprawy, dotychczas rozpatrywane oddzielnie i poprosić o pomoc wyżej. Zostaje przysłana... młoda kobieta. Dla majora Zajączkowskiego to cios w samo serce 😁 Babę mu przysyłają na odczepnego??? Oj, nie ułatwi on jej życia. Ale porucznik Barbara Śliwińska nie tylko zabiera się energicznie do pracy, dokładnie studiuje akta i znajduje nowy trop (mordercą nie jest żaden wariat, tylko ktoś, kto ukrył prawdziwy cel wśród przypadkowych ofiar), ale przede wszystkim zjednuje sobie pozostałych pracowników komisariatu, a i wśród miejscowej ludności potrafi znaleźć odpowiednich informatorów. 

Co prawda dość szybko domyśliłam się, kto może być mordercą, ale i tak czytało się bardzo dobrze i mimo wszystko w napięciu do końca.

Wyd. Iskry, Warszawa 1981, 206 stron

Seria: Klub Srebrnego Klucza

Z własnej półki

Przeczytałam 17 czerwca 2026 roku


A teraz tak. Brat zadzwonił, że ma propozycję nie do odrzucenia, żeby mieszkać u niego podczas jego kolejnego wyjazdu (zawsze musi znaleźć jakiegoś jelenia, bo kot). Od prawie końca czerwca do prawie końca lipca, no miesiąc. Wykręciłam się, że mam wizyty lekarskie 😂 Ale potem, gdy mówiłam o tym córce, ona nagle, że by pojechała.

😨😨😨

Nigdy w życiu nie była sama przez miesiąc, a tu jeszcze w obcym domu. 

No, ale napaliła się, brat mówi, że dobrze jej to zrobi... i szykujemy się. Ja zresztą też nie byłam sama przez miesiąc, ale z tym potrafię sobie poradzić 😁 Brat ją w sobotę odbierze ze stacji i pójdą od razu zrobić Wielkie Zakupy w pobliskiej Biedrze (lista gotowa, byłyśmy w sklepie obczaić, co tam dają, bo my przecież kupujemy w Lidlu). Bo tam na miejscu tylko jakiś mały Groszek. Następnie wydostałyśmy walizkę ze schowka (dość małą, ale mojej jej nie dam) - a tam ozdoby na choinkę... a tak się zastanawiałam, że przecież było tego więcej... no i faktycznie 😂 Córka im bliżej tym bardziej zaczyna trząść portkami. Ma go wypytać i zapisać sobie, co ze śmieciami, jak się włącza kuchenkę i telewizor i jego pralkę (najpierw miała wyobrażenie, że zabierze 30 t-shirtów, to chyba z torbą z IKEI dodatkową), jak się zamyka drzwi (planuje wycieczki rowerowe, na co ja z kolei trzęsę portkami), co z kocią toaletą etc. Niestety nic nie było w stanie odwieść ją od zakupu dmuchanego koła, bo będzie sobie dryfować po stawie, jak twierdzi 🤣

Obawiam się, że staw /basen/ jest mocno zarośnięty i rzeczywiście można tylko po nim dryfować, znalazłam zdjęcia, ale sprzed 10 lat... 

 

Obawiam się, że w przyszłości nie wykręcę się od pobytu tam (w tym roku brat ma jeszcze wyjazdy na listopad i na grudzień), choć nie wyobrażam sobie wyjazdu z domu na tak długo, zresztą w ogóle nigdzie mi się nie chce jeździć poza Pragą. Cholera jasna z tym jego kotem! 

Wracając do córki, telefon (od dawna już bez numeru) służy jej wyłącznie do robienia zdjęć, ale boję się zostawić ją samopas, więc udałam się do salonów z pytaniem, co bym tu mogła. Że na miesiąc tylko potrzebujemy. W T-mobile zażyczono sobie 50 zł + 5 zł starter, ale w Play jedynie 30 zł wszystkiego. Tyle że muszę tam jechać w ostatniej chwili czyli w piątek, bo liczy się od dnia zakupu.

W związku z wolnym łóżkiem przyszedł mi do głowy pomysł... ale o tym następnym razem 😉
 

Tymczasem kolejne spisy filmów (i przestańcie mnie straszyć, że za rok może ich nie być!). Nr 7 i 8. Na razie skupiam się na Arte.tv, bo filmy Chabrola są tylko do połowy lipca, więc żeby mi nie przepadły.

 


wtorek, 23 września 2025

Henryk Gaworski - Jelenie jedzą klejnoty

Wczoraj wyskoczyłam na pięć minut zanieść do knihobudki książki (o czym niżej), a tam pan jeden mówi, że poprzedniego dnia przyniósł jakiś kryminał i patrzy, że już nie ma. Ja:

- O, to szkoda, bo ja zbieram kryminały.

Widzę, że pan coś w głowie międli, w końcu pyta:

- A pani to kiedy tu przychodzi?

Chyba chciał zaproponować, że jeszcze coś przyniesie 😂 

No cóż, nie mam stałych godzin... 

Tymczasem przeczytałam "kluczyka" znalezionego jeszcze w lipcu. 

Na początku co prawda mamy przyłapanie pewnej paniutki na przemycie drogocennej biżuterii, a to dlatego, że celnik w pociągu był z wykształcenia historykiem sztuki - nie mówię, że to niemożliwe. Ale potem przenosimy się do nadleśnictwa, gdzie podczas polowania został zabity jeden z przyjezdnych myśliwych. Okazuje się, że był to dziennikarz, od pewnego czasu prowadzący prywatne śledztwo w sprawie tego przemytu, więc sprawy się zazębiają. 

Jest to kryminał milicyjny, mamy więc dokładny obraz prowadzonego śledztwa i różnych sposobików (oraz nieudolności milicji, która przegapia kluczowe odciski palców). Czyta się dość wartko, choć sam pomysł przestępców przekazywania sobie biżuterii w tak karkołomny sposób, jaki tu jest opisany, jest po prostu absurdalny.

Zlituję się jednak nad Wami - gdyby ktoś w przyszłości miał to czytać - i nie dam ostatniej strony 🤣 

Gdy myślę nad tym moim gromadzeniem książek, postanawiam, że będę przynosić już tylko kryminały... Ale potem wpada w ręce a to jakaś książka kucharska (czy ja wreszcie zacznę z nich korzystać?), a to jakaś młodzieżówka, a to coś do nauki języków, a to znowu powieść, którą może warto przeczytać... i tak to się toczy, kurka wodna. 

Początek: 


Wyd. Iskry, Warszawa 1978, 205 stron

Seria: Klub Srebrnego Klucza 

Z własnej półki (przyniesione z knihobudki w całym zestawie kryminałów 30 lipca 2025 roku)

Przeczytałam 17 września 2025 roku 



Z ZALEGŁOŚCI 

Z drogi do Lidla 

Stał tam jeszcze ostatni pojemnik na tekstylia, zabrałam więc sześć sztuk wyciągniętych z szafy, że na pewno nie będę nosić (a wiadomo, jakie to ciężkie decyzje), podchodzę, a tu panowie pakują ten pojemnik do samochodu.

- Koniec? - pytam.

- Koniec - odpowiadają.

Kurde, mam te ciuchy w wózku na zakupy, ale przecież jak ich nie oddam, to nie będzie gdzie tych zakupów włożyć. 

- Panowie, a mogę jeszcze to dołożyć?

Mogłam. W ostatniej chwili zdążyłam!

A dziś widziałam przez okno, że samochód od gabarytów zabrał jakieś wory z ciuchami wystawione przed sąsiednią klatką - czyli faktycznie to działa. Chciałabym bardzo jeszcze szafę przetrzebić...

Również w drodze do Lidla przed jednym ze śmietników widziałam ten róziowy fotel 😁 Ach, jaki musiał być wygodny! Tylko nogi mu amputowało. I to mi przypomniało, że na azjatyckim YT widziałam nieraz taki rodzaj fotelików bez nóg, ustawionych przy stole 😂 


Z knihobudki 

Córka mi przyniosła z knihobudki 🤣

- Masz - mówi - przyda Ci się na Pragę.

Ja zadowolona, nieduże, można nosić w torebce na wsiakij słuczaj, ale oglądam to opakowanie i cóż się okazuje - do 30 kg. Jaka szkoda!

Akurat zaniosłam z powrotem i jakaś starsza pani zaczęła dopytywać, co to. O, to ja dla wnuków wezmę. 

 

W sobotę rano, zanim się z Ojczastym na dobre rozhulało, zrobiłam zamówienie w Ulubionym Antykwariacie. Znów mi coś tam podkupili i w rezultacie nabyłam 47 sztuk. Ale uwaga! Z założeniem, że pozbędę się z domu takiej samej ilości! I w nocy z niedzieli na poniedziałek, gdy nie mogłam spać, bo już mi plecy nawalały, wytypowałam trochę do wyniesienia. Trochę czyli 52 sztuki!!! Dzielna jestem?

27 już poszło do budki, następne w kolejce czekają. 

Ciągle się zastanawiam nad cracovianami, to była wielka pasja i wiele ich jest, wynoszę na razie jakieś pierdółki, bo jeszcze nie umiem się zdobyć na generalne cięcie. Jedną podejrzliwie sprawdziłam na allegro - jest jeden jedyny egzemplarz za 54 zł, to odłożyłam niby do sprzedania (chytra baba z Radomia), ale to tyle zachodu... 


czwartek, 11 września 2025

Zygmunt Zeydler Zborowski - Akcja Rudolf


Przeczytałam pierwszy z trójki Srebrnych Kluczyków, znalezionych niedawno w knihobudce. Oczywiście zaczęłam od ZZZ, no bo ostatnio mi tak często wpada w ręce. Więc znowu kapitan Downar prowadzi śledztwo - zmarł (na atak serca?) mąż Krystyny, wiarołomnej żony 😉 Krystyna poznała w Zakopanem doktora Łukasza, gorący romans, małżeństwo dawno wygasłe, ale ona boi się powiedzieć mężowi, że chce odejść, bo obawia się jego gwałtownego charakteru. Gdy więc mąż schodzi nagle, czytelnik podejrzewa Krystynę, że w taki prosty sposób chciała załatwić sprawę. Lekarz pogotowia ma pewne wątpliwości co do przyczyny śmierci, a że Teodor Nechay był jednym z głównych projektantów w biurze projektów MON, milicja musi się zająć tym dziwnym przypadkiem. Coraz więcej tropów prowadzi do coraz większej ilości podejrzanych, ale aresztowany zostaje na razie jedynie doktor Łukasz, bo pewne poszlaki wskazują na niego. Czyżby to Krystyna chciała go wrobić w morderstwo?

Czytable, choć jest to stały chyba melanż wątków romansowo-erotycznych i szpiegowskich. A co tam, niech będzie. Gdyby tak policzyć wszystkich szpiegów działających w PRL według ówczesnych kryminałów, to chyba liczby szłyby w tysiące 😂

Początek:

Koniec: 

Wyd. Iskry, Warszawa 1963, 185 stron

Seria: Klub Srebrnego Klucza 

Z własnej półki (przyniesione z knihobudki 5 września 2025 roku) 

Przeczytałam 7 września 2025 roku

 

 

W jednej z książek z knihobudki był taki bilecik. Wzruszający.


 

Ojczasty miał być dziś kąpany, ale nic z tego nie wyszło, bo znów majaczy. Najpierw jego tekst:

- Uciekaj! Daruję ci życie! Słowo daję!

wzięłam na wesoło, ale potem zaczął wymachiwać kulą, a gdy usiłowałam mu ją wyjąć z ręki - mało mi nie złamał kciuka, tak mocno zacisnął dłoń na mojej. To niesamowite, jak wielką ma siłę podczas tych ataków... Zdołałam zadzwonić po Sąsiada, ale zanim przyszedł, Ojczasty już się nieco uspokoił, wrócił do łóżka, kulę odłożył obok, więc Sąsiad przyniósł mi ją do kuchni. Postanowiłam nie czekać na rozwój sytuacji, tylko zaaplikować mu od razu trzy silne tabletki. Cóż, kiedy nie chciał jeść śniadania, machnął ręką, że później. I od tej pory podsypia. Wszelkie plany na dziś wzięły w łeb, nie żeby to było nie wiadomo co, ot, zakupy, spacer, siłownia. Nie wyjdę, bo się boję, co może wyprawiać. Brat mówi, żeby się nie wahać i dzwonić po pogotowie, niech go zabiorą do Kobierzyna, jeśli znów zrobi się agresywny. Ale tak mi go żal. Co z niego tam zrobią. Owszem, spacyfikują silnymi lekami - i co dalej? Zwrócą mi roślinkę? 

Jak można się tak upierać przy takim zasranym życiu. Dlaczego nie odejść z własnej woli, jak to zrobiła mama. 

Więc taki dzień. A tu człowiek czyta o rodzinie Parandowskich, ciekawe, czy tam też trafią się smutne przypadki. Na pocieszenie...

A' propos smutne czy raczej a' propos chorych. Świetny film obejrzałam, nie wiem, jaki jest polski tytuł, może Nocna zmiana? Angielski to Late Shift. Szwajcarski, opowiada o jednej zmianie szpitalnej pielęgniarki, którą śledzimy krok w krok - i jeśli ktoś do tej pory nie doceniał takiej pracy, to cóż, ma okazję zmienić zdanie. Film jest tutaj, ale polskie napisy nie były najlepsze (niedopasowane do dialogów, opóźnienia), więc oglądałam z włoskimi, żeby się nie męczyć, są oczywiście angielskie. I różne inne. 

środa, 9 lipca 2025

Zygmunt Zeydler-Zborowski - Alicja Nr 3

 

Krajowa Agencja Wydawnicza też miała kryminalną serię, tyle że paskudnie wydawaną - mam na myśli okładki. Ponoć nazywała się właśnie Różowa (Czerwona) Okładka. Kiedyś nią z tego powodu pogardzałam 😂 Dziś, gdy powolutku kompletuję sobie małą kolekcyjkę kryminalną, dobry i KAW. 

Alicję Nr 3 przygarnęłam ze stosów Szyszkodarowych. W maju czytałam Śpiewającego żółwia tego autora i okazuje się, że Alicja jest napisana według tego samego schematu: narratorem jest sam pisarz, żona trzymająca go pod pantoflem to ciągle Bożena, przyjaciel to major Downar, ba! nawet akcja zawiązana jest w ten sam sposób: dziewczyna poznana w samolocie dzwoni do Zygmunta z prośbą o pomoc, ale gdy dochodzi do spotkania, nie chce nic wyjawić.

Bowiem Zygmunt dostał zaproszenie do Włoch od swojej pierwszej żony, która tam sobie upolowała starszego pana na kolejnego męża. Nawciskawszy Bożenie kitów, jak to będzie szukał włoskiego wydawcy (kasa, misiu, kasa) rusza w podróż, niestety samolotem, choć boi się latania jak diabeł święconej wody - w końcu samolot to olbrzymi zbiornik benzyny umieszczony w pobliżu iskrzącego silnika... ale jechać dwa dni pociągiem to nie przelewki. Poznana w samolocie Alicja to piękna dziewczyna, ale coś smutna. Zygmunt cieszy się Rzymem w towarzystwie byłej żony i jej emerytowanego admirała, gdy któregoś dnia Alicja prosi o spotkanie. I tak Zygmunt zostaje wplątany w wielką aferę związaną z przemytem narkotyków i nie tylko. 

Znów ZZ-Z kpi z samego siebie jako autora powieści kryminalnych oraz posiwiałego donżuana: 

 

A tu niespodzianka! Dżendżejów (właściwie wieś koło Dżendżejowa) na tapecie jako miejsce urodzenia niezbyt lotnego, ale za to niepozbawionego muskułów Henrysia, który będzie robił Zygmuntowi za ochroniarza  🤣

 

Jakoś mnie nie dziwi większe zaufanie do młodych i ładnych niż do starych i brzydkich 😁

 

Za nic nie mogę sobie przypomnieć, co ja tu chciałam na tej stronie poniżej 🤣


Początek: 

Koniec: 

No właśnie - milicjant daje cywilowi tysiąc dolarów na drobne wydatki i powierza mu śledztwo w Rzymie 😉 Bujać to my, ale was! Ale przecież to tylko rozrywka 😎

Co mnie jednak teraz zastanawia, to ten Express Wieczorny. Skoro Wieczorny, to jakim cudem ZZ-Z ma go przy drzemce poobiedniej? Myśmy w Krakowie mieli popołudniówkę Echo Dnia. Na Wikipedii piszą, że

przez wiele lat wczesnym popołudniem przed kioskami po „Express” ustawiały się kolejki 

Czyli Bożena skoczyła po gazetę jeszcze przed obiadem? 😉 Express WIECZORNY... oszukiści!

Wyd. Krajowa Agencja Wydawnicza, Warszawa 1977, 235 stron

Z własnej półki

Przeczytałam 8 lipca 2025 roku

 

W książce znalazłam artefakt z lat 80-tych 😵



Zaraz mi się przypomniało, jak to mama zaczęła dociskać tatę, żeby dał te lisy, co je trzymał u babci i uszyje się dla mnie futro 🤣 Z wielkim bólem serca tata lisy przyniósł, kuśnierz uszył, a ja w tym tałatajstwie nigdy nie chciałam chodzić. No weźcie, lisy!

Apdejt

Musiałam skoczyć po zamówioną książkę do biblio, więc przy okazji zaszłam na Kleparz (dziś będzie fasolka szparagowa na obiad!). A tam winiarnia i apteka pod numerem 14. W którym z tych lokali urzędował pan odświeżacz i renowator wyrobów futrzarskich to już będzie wiedział jedynie ktoś z lokatorów na wyższych piętrach... w sumie mogłam zadzwonić domofonem i zapytać 😉

    

niedziela, 22 czerwca 2025

Lev Kiršner (Lew Kirszner) - První velký případ

To był dobry zakup - za 5 koron czyli aktualnie 87 groszy (korony podrożały) 😂 W dodatku zakup pamiątkowy, bo pierwszy w antykwariacie niedaleko mojego nowego miejsca zamieszkania w Pradze he he. Pierwszy, ale na pewno nie ostatni! Nawet przy najbliższym pobycie (choć mieszkać będę jeszcze na starym miejscu) zajrzę tam raz czy dwa. Czy trzy 😁 W końcu to niedaleko mojej dietetycznej stołówki. O właśnie, a' propos stołówki, z FB się dowiedziałam o kolejnych TRZECH miejscach w centrum z obiadami po 120 koron (zupa, drugie i deser)! - w szkolnych stołówkach, dostępnych też dla osób z zewnątrz. Tak że w maju 2026 będę wypróbowywać 😉 Mam nadzieję, że do tej pory zapomnę o głupiej diecie...

Ale wracajmy do Kirsznera, bo tak po polsku brzmi nazwisko autora. Wiem dlatego, że wyszedł i u nas w 1960 roku w serii z jamnikiem: polski tytuł to Pierwsza poważna sprawa i jeśli tylko spotkam go na swej drodze, to chapnę aż miło (ino roz, jak mawia Wiola). Bowiem fajny to kryminał jest, choć radziecki 😁

Dwóch młodzieniaszków, przyjaciół od szkolnej ławy, marzących o pójściu w ślady Żelaznego Feliksa (ha ha ha), po zakończeniu odpowiedniej uczelni dostaje przydział do miasta N. na południu ZSRR, gdzie ich szefem w wydziale kryminalnym będzie słynny major Gromow. Żenia i Kola cieszą się na pracę w sowieckim Rio de Janeiro (chyba pod literką N. kryje się Odessa), bo jak port, to może i jacyś szpiedzy? Co prawda na początku zajmują się drobiazgami i głupstwami (we własnym mniemaniu), ale któregoś dnia wreszcie dzwoni telefon z poważną sprawą - zamordowano Wierę Samarinę, żonę ważnego naukowca, pracującego w instytucji, o której się nie dowiemy, co konkretnie robi, tak to jest ważne/poważne 😉 A tu akurat major Gromow wyjechał, więc chłopcy mogą się zająć sprawą sami!

Czesi wydali jeszcze jeden kryminał Kirsznera, z tym, że ponoć dla młodszych czytelników - ale co z tego, wezmę, jeśli się gdzieś przytrafi. 

Początek: 

Koniec:

 


Wyd. Svět sovětů, Praha 1962, 149 stron

Tytuł oryginalny: Первое серьёзное дело

Z rosyjskiego na czeski przełożył: Ondřej J. Sekora

Z własnej półki (kupione 20 maja 2025 roku)

Przeczytałam 17 czerwca 2025 roku

Właśnie doczytałam, że ten drugi kryminał Kirsznera (Zaszyfrowana notatka - Šifrovaná zpráva) to prequel 😁 jego bohaterami są Żenia i Kola w szkolnych czasach, marzący o zostaniu Sherlockiem Holmesem. Ach, muszę to mieć! 

Kirsznera nie znalazłam na rosyjskiej Wikipedii (chyba niemożliwe?), ma za to hasło na czeskiej i tam przeczytałam, że napisał też powieść dla młodzieży Большая перемена - a ja pamiętam taki film. Pamiętam również dlatego, że myślałam, iż tytuł oznacza 'wielką przemianę', a wyszło, że dużą przerwę w szkole 😂

 

Co muszę, czego nie muszę 

W czwartkowy wieczór zadzwonił Szyszkodar z pytaniem, czy jestem w domu i czy chcę nową dostawę. Byłam, chciałam. Auto miał załadowane po dach, więc wzięłam sześć toreb w miejsce zwyczajowych czterech. Odebrał z trzech miejsc.


Pięć wyładowałam, szósta jeszcze dziś stoi pod ścianą 😂

Nawet tego dobra nie przejrzałam dokładnie, odłożyłam jedynie na bok dwa kryminały peerelowskie (Alicja nr 3 Zeydlera-Zborowskiego i Stawka większa niż życie cz.3) i... albumowe wydawnictwo o Pradze sprzed 20 lat, które aktualnie studiuję 😍


Mam nadzieję, że do wyjazdu do Pragi rozładuję te stosy - w sensie powynoszę do knihobudek, ten bałagan jednak nie wpływa dobrze na samopoczucie 😉 no ale co robić. Na razie nic nie wyniosłam, bo Szyszkodar podjechał jeszcze autkiem pod "moją" budkę i załadował ją do imentu, w dwóch rzędach. Ludziska się tam kłębili 😂 teraz już się przerzedziło, ale ciągle pełno; zacznę wynosić, gdy już mało co zostanie.

Ale ale. Odłożyłam też na bok tego Znachora, bo coś mi się plącze po głowie, że Babcia bez mohera może chciała? Albo coś pomyrdoliłam?


W środę pod wieczór nastąpiła taka (mała?) katastrofa - zablokowano mi dostęp do poczty mailowej. Że ze względów bezpieczeństwa. 
Przyczyną blokady jest podejrzenie uzyskania nieuprawnionego dostępu do konta przez osoby trzecie - napisane. Diabli wiedzą, o co chodzi.

Są trzy sposoby odzyskania tegoż. Pierwszy to kontakt tel z Biurem Obsługi Klienta, czynnym w dni robocze do 17.00. Czyli w środę było już za późno, w czwartek i piątek świętowali, w sobotę i niedzielę wiadomo, weekend. Więc muszę czekać do poniedziałku. Ale mało tego, kontakt ma nastąpić z numeru tel przypisanego do adresu... Ja ten adres zakładałam ćwierć wieku temu, jak by kto pytał.

Sposób drugi to kontakt mailowy z adresu pomocniczego przypisanego. Taaa. Nie posiadałam takowego przy zakładaniu, poczta na Onecie była moją pierwszą.

Sposób trzeci to formularz przywracania dostępu. Kliknęłam - i na początek każą przysłać skan dowodu osobistego. No jakoś nie chce mi się.

Tak że - czekam na jutro rano, żeby próbować dzwonić ze stacjonarnego, bo może wtedy przy zakładaniu go podałam.

W międzyczasie dostaję kota, bo z tym adresem są powiązane miliony spraw. I co, jeśli straciłam tę pocztę na amen??? Pewnie dlatego już drugi dzień boli mnie łeb. 

wtorek, 13 maja 2025

Zygmunt Zeydler-Zborowski - Śpiewający żółw

Nówka nieśmigana, nie wiem, skąd to mam, ale musi co z knihobudki? Wydawnictwo poleca cały szereg innych w serii Kryminał, czy również są tak niedbale przepisane z oryginalnych wydań? Bo jest tu cała masa literówek, a skoro książka pochodzi z 1968 roku, to przypuszczam, że dzieje się wówczas tak, że jakiś biedak lub biedaczka dostaje zadanie przepisania jej do wersji cyfrowej, żeby mogła pójść do druku w naszych czasach. No i fajnie, ale potem jednak przydałaby się jakaś korekta, żeby ktoś to jeszcze raz przeczytał, prawda? Niby jest tu podpisana jedna osoba, odpowiedzialna za skład komputerowy i korektę, ale podstawowa zasada higieny jest taka, że sczytuje tekst INNA osoba, bo własnych błędów się nie widzi. Cóż...


Ten znany autor kryminałów to alter ego pana Z.Z-Z, nawet na imię też ma Zygmunt. Jako pisarz z wolnej stopy co prawda narzeka, ile się musi naharować, żeby utrzymać siebie i młodą żonę, ale żyje mu się całkiem całkiem: wyjazdy a to do Zakopanego, a to nad morze, stołowanie się w Wierzynku albo innym Grand Hotelu (dopiero major Downar go przystopuje i skłoni do pójścia do zwykłej lokalnej knajpy), przypadkowy nocleg w Krakowie gdzie? w Hotelu Francuskim; spontaniczne zakupy drogiego sprzętu; rozbijanie się taksówkami. Bogatemu kto zabroni? Toteż bez problemu przyjmuje ofertę szukania zaginionej żony za parę tysiączków. Zastanawiałam się właśnie, skąd weźmie na to pieniądze będąc na Wybrzeżu, bankomatów w końcu nie było, ale chwilę później dowiedziałam się - wypłacił z książeczki. No tak, to można było chyba na poczcie załatwić? Jednakże aby podjąć pieniądze z banku, musiałby wrócić do Warszawy. 

Autor naśmiewa się ze swego bohatera, starszego pana, który ożenił się z młódką i teraz musi jej pilnować (nie żeby był zazdrosny, nieeeee), który nie może już dotrzymać jej kroku ani na stoku narciarskim ani w tangu, który tego nie je, tamtego nie je, a gdy wynajmie pokój u rybaka, skarży się, że codziennie na obiad jest krupnik i smażona ryba, a on przecież przyzwyczajony do polędwicy z borówkami, nieprawdaż 😂 O podkoszulce antyreumatycznej zmilczmy...

 

Początek:


Miałam tu wstawić zdjęcie ostatnich dwóch stron, ale w porę się zorientowałam, że one wszystko wyjaśniają 😁

Wyd. LTW, Łomianki 2013, 212 stron

Z własnej półki

Przeczytałam 12 maja 2025 roku

 

Uff, dziś przyjeżdża brat zabrać do siebie Ojczastego, a ja pakuję walizkę. Mam pewne obawy, czy się ze wszystkim zmieszczę, z ubraniami na tę dziwną zimną pogodę, z jaśkiem, który obowiązkowo zabieram 😁 Czy u Was też jest taki bałagan przed wyjazdem? Wszędzie narozkładane szmaty! 

Książki w Ulubionym Antykwariacie zamówiłam (skromniutko, pięć sztuk, ale zapisałam sobie jeszcze kilka na ewentualne dokupienie, gdyby pudła po 10 koron nie dopisały), repertuar kin przejrzałam i widzę czeską komedię Morze na dworze (czyli na podwórku), którą będą grali w następny czwartek, ale jako że już część biletów jest wykupiona, chyba od razu jutro polecę nabyć dla siebie. 

Czy coś jeszcze? To chyba wszystko na dziś 😁 Jak zwykle - denerwuję się wyjazdem bardziej niż cieszę, ale gdy już będę w Pradze to ho ho ho 😍 Wszystkie drogi moje!


wtorek, 4 lutego 2025

Ryzyko - Kapitan Żbik nr 2


 Ktoś przyniósł do budki taki komiks, ale to jest tylko druga część z trzech. Reprint jakiś. Nigdy tego wcześniej nie widziałam, więc zabrałam do przejrzenia. Kapitan Żbik. Czytam teraz na Wikipedii, że wyszły łącznie 53 zeszyty i w sumie jest to dość ciekawa historia - klik. 

No, ale mnie to niespecjalnie przekonuje, jako że żadna ze mnie wielbicielka komiksów. Co prawda od niedawna zbieram sobie po trochu kryminały z PRL-u, ale jednak ograniczę się do literek, a nie rysunków 😁


 Koniec:

Wyd. ONGRYS, Szczecin 2014

Przeczytałam 3 lutego 2025 roku
 


Słuchajcie, ja nie wierzę, że to się naprawdę dzieje!

Wczoraj po południu umówiłyśmy się z córką, że ona obejmuje dyżur w domu, a ja jadę do miasta. Jestem na Biprostalu, gdy dzwoni i mdlejącym głosikiem prosi, żeby zaraz wracać, bo złamała sobie nadgarstek.

Zamykała okno po wietrzeniu u dziadka, jest tam wąziutkie przejście między jego łóżkiem a regałem, a na podłodze kabel od lampki... Ja też kiedyś zahaczyłam nogą o ten kabel i jak poleciałam, to nawet nie wiem, gdzie, ale skończyło się na siniorach (wyglądałam jak ofiara przemocy domowej). U mojej córki nie poszło tak lekko.


 Tak więc aktualnie mam dwoje pacjentów pod opieką. W związku z obawą przed następną psychozą Ojczastego (nie wierzę, że to był jednorazowy występ) teraz już wcale nie mogę wyjść z domu, bo córka z gipsem na łapie niczemu nie zapobiegnie.

Dzwonię do brata - dalej o niczym nie wie, jutro przyjeżdża, to się dowie - czy zgodnie ze swoją propozycją nie wziąłby Ojczastego do siebie właśnie od jutra.

- Od jutra nie, bo 14-go jadę do Pakistanu, tak wyszło.

No to teraz brakuje tylko, żeby mnie się coś stało. A wiecie, że jak wracałam wczoraj tak pospiesznie do domu, to miałam myśl, że to już jest dla mnie za dużo, ja dostanę jakiegoś udaru.

Jednakże, powiadają, co nas nie zabije, to nas wzmocni, nieprawdaż.

 

Czym się mam pocieszać? Snem nie mogę, bo ten... Ojczasty znów urzęduje po nocy. Daję mu wieczorem tę słabszą tabletkę, ale nie widzę żadnej reakcji. Dziś rano chciałam wyjść na chybcika do sklepu, nawet chleb się skończył, i czekałam, aż w końcu padnie i przyśnie. Guzik! Teraz, jak to piszę, jest 12:20 i dalej nie śpi.

Jedyną radością knihobudki 😂 Z tym, że teraz też nie ma jak iść. Tu jest zdobycz sprzed paru dni, bardzo się ucieszyłam. Panny z mokrą głową nie miałam w ogóle, a Awantura o Basię moja jest w krytycznym stanie.

Niedawno zobaczyłam na wystawce mebel pod tv i przytargałyśmy go z córką i postawiły na sztorc 😁 Ludzie przynoszą gry, puzzle, zabawki, więc jest więcej miejsca.


 


Niedziela 2 lutego: 11.520 kroków - 6,7 km

Poniedziałek 3 lutego: 7.594 kroki - 4,5 km

A teraz to będzie zero przecinek zero chyba...

wtorek, 27 sierpnia 2024

Barbara Nawrocka - Zatrzymaj zegar o jedenastej

Zdobycz z ostatnich czasów. Tak sobie leżałam jeszcze w łóżku wczoraj rano, myślałam o tym, że spodobała mi się Nawrocka i o kolekcji kryminałów, którą miała moja ciocia w PRL-owskich czasach: wisiało kilka półek nad łóżkiem, przedmiot zazdrości. Ciocia nie pożyczała i pewnie słusznie czyniła 😉

I zachciało mi się też taką kolekcję mieć. Żeby na osobnym miejscu. Aż wstałam i zaczęłam się rozglądać po mieszkaniu.

No nie, nie ma opcji. Ani pół miejsca na osobny regalik. Chyba, żebym filmy wyrzuciła, co oczywiście nie wchodzi w grę 😂

Teraz sobie myślę, że te kryminały ówcześnie to był łakomy towar i pewnie zaprzyjaźniona pani w księgarni dla cioci wszystkie odkładała. Ciocia jeszcze przy zdrowych zmysłach, może zadzwonię i dopytam?

Tymczasem pani Nawrocka to zagadka, bo hasło na Wikipedii ma (jako Barbara Nawrocka-Dońska), ale opisana tam jest jako prozaiczka, eseistka i dziennikarka, nic o twórczości kryminalnej - aczkolwiek wśród powieści ten tytuł jest wymieniony. Błąkało mi się po głowinie, że coś już mam tej autorki, ale katalog says no.

A dociekam, bo mi się PODOBAŁO, więc chętnie bym coś jeszcze przeczytała. Jest to kryminał milicyjny jak najbardziej, śledztwo prowadzi kapitan Korda z pomagierem Gablerem. W drewnianym baraku gdzieś na Bródnie zostaje zastrzelony miejscowy zegarmistrz, człowiek samotny, o którym nikt nic nie wie. Jedynym tropem znalezionym przez milicję jest przedwojenne wydanie Romansu Teresy Hennert z pieczątką biblioteczną i... kolekcja zabytkowych zegarów na ścianach, wszystkich zatrzymanych na godzinie 11.00. Tak, zegar i ta godzina odegrały główną rolę w tragedii z czasów wojny, ale o tym dowiemy się dopiero na końcu 😁

Poza nieco nadmierną ilością psychologizowania czytało się dobrze, polecam.

 Początek:

Koniec :


Wyd. Iskry, Warszawa 1973, 195 stron

Seria: Klub Srebrnego Klucza

Z własnej półki

Przeczytałam 26 sierpnia 2024 roku


Szyszkodar przywiózł mi kolejną porcję knig do parcelowania 😂 Wybrałam się nawet wczoraj z wózkiem, żeby oblecieć od razu kilka budek, ale to głupi pomysł, bo nie można tego połączyć potem z przebieżką, więc żeby mi to było po raz ostatni! Będę zabierać w siatce po kilka książek do jednej budki. I potem hulu babulu.


 

I wiecie co? Tylko cztery sobie odłożyłam, sukces 😎 Ten Karasimeonow to Bułgar, tytuł mnie pociąga 😉 Ponoć była ta Miłość sfilmowana i nawet przemknęła przez nasze kina (oczywiście dawno temu, a teraz gdzie znaleźć bułgarskie filmy...). A Niejaki Piórko to wiecie co? Wspomnienie z pierwszego czy drugiego roku studiów. Pozapisywałam się wtedy do różnych bibliotek, pamiętam jedną na rogu Dolnych Młynów - nie ma jej od wieków - i pożyczałam wszystko, byle się nie uczyć 😁


 

Byłam wczoraj na Fabryce uzgodnić to i owo przed feralnym wrześniem. Przez pierwsze dwa tygodnie będę uczęszczać trzy razy w tygodniu, potem się to pewnie zintensyfikuje. Oczywiście jednocześnie ciągle ogarnianie zdalne, wiadomo. 

Dziewczyna, która ma mnie zastąpić, nawet nie zgłosiła się jeszcze z papierami. Powtarzam sobie co mnie to obchodzi, ale obawiam się, że zanim te nieistniejące jeszcze papiery obrobią i ją przyjmą, będę się czuła moralnie (tylko i wyłącznie) zobowiązana do ciągnięcia działki... Fuj. I zaraz będzie jesień.


Sobota: 7.819 kroków - 4,5 km

Niedziela: 9477 kroków - 4,9 km

Poniedziałek: 6806 kroków - 3,7 km