Ach, znowu mnie pociągnęło w kierunku starego szwedzkiego kryminału. Z 1968 roku pochodzi, a w USA dostał nagrodę Edgar Allan Poe za najlepszy kryminał roku - był to wówczas pierwszy kryminał nie napisany po angielsku, który został tak doceniony.
Zastanawiało mnie, że nie widziałam takiego tytułu po polsku - Nocny autobus. Aż doszłam (na stronie 149) do prezentu, który komisarz Martin Beck dostał pod choinkę od córki. Była to stara płyta z piosenką Śmiejący się policjant. Nooo, to już byłam w domu, bo taki tytuł znam; okazało się, że tak brzmi również w oryginale, Czesi sobie zrobili inny. Książka została też w Stanach sfilmowana, z tym, że akcję przeniesiono do San Francisco.
Akcja jest taka, że w pewien listopadowy zalany deszczem wieczór ktoś otwiera ogień i morduje ośmiu pasażerów autobusu linii 47, łącznie z kierowcą. Jest to pierwsze masowe zabójstwo w Szwecji, więc nic dziwnego, że wywołuje szok. W dodatku okazuje się, że jeden z zabitych to policjant, współpracownik Becka. Czy to dzieło szaleńca czy też chodziło o pozbycie się tylko jednej osoby, a resztę zastrzelono niejako przy okazji? Czym zajmował się ten zabity policjant, jakim śledztwem - nie sposób do tego dojść. Bo to może być nitka wiodąca do kłębka.
Nie ma tu wiele akcji, ale rzecz trzyma w napięciu, śledzimy codzienną żmudną pracę policji, pogardzanej zresztą przez społeczeństwo. Podobało mi się, oczywiście - jak zawsze powieści tej spółki, no a już zwłaszcza po czesku 😁 Mam chyba jeszcze dwie po czesku nieprzeczytane, muszę je oszczędzać, żeby mi coś zostało na gorsze chwile, bo to naprawdę duża przyjemność!
No, a teraz zajrzałam do katalogu i... mam to po polsku 🤣 stąd znałam tytuł 😂 Jaciekręcę, ale skleroza! Za jakieś dwa-trzy lata sobie przeczytam.
Początek:
Koniec:
Wyd. Mladá fronta, Praha 1978, II wydanie, 175 stron
Seria: Smaragd - ponoć w niej wyszło 137 kryminałów (głównie), ja ich mam siedem; pamiętam, że w zeszłym roku sporo ich było w pudłach po 10 koron, ale już nie miałam miejsca...
Tytuł oryginalny: Den skrattande polisen
Przełożył na czeski: Miloslav Žilina
Z własnej półki (chyba z pudła po 10 koron)
Przeczytałam 22 kwietnia 2025 roku
Wstąpiłam wczoraj do Pepco na kontrolę. Płaczę bowiem, że klapki, które kupiłam w zeszłym roku i do których się po dekadach chodzenia jedynie w pełnym obuwiu wreszcie przekonałam, że te klapki się zużyły i nie mam na to lato. Córka mi cały czas powtarza, że trzeba sprawdzać, bo oni nieraz rzucają zeszłoroczne modele (albo niesprzedane zapasy?). No i wchodzę, a tu SĄ! SĄ! Dzwonię do domu, żeby mi dziołcha sprawdziła, jaki to był numer. Numer się starł, ale poczekałam na wolną przymierzalnię i wyszło na to, że lepiej 38 niż 37. Dziołcha powtarza weź dwie pary od razu, żebyś znowu we wrześniu nie jojczyła. No to tak zrobiłam.
A dopiero w domu porównałam i zobaczyłam, że to nie są takie same klapki. Stare miały z tego płótna szachownicę, a nowe mają taki węzeł, który nie wiem, czy nie będzie obcierał (mimo że to tylko płótno) 🤔 No cóż, postanowiłam chodzić w jednych na razie po domu i sprawdzić, gdyby obcierało, to te drugie oddam, nie odrywam metki. Mam na to 30 dni.
A' propos dziołchy domowej. Siedzi sobie na ławce na osiedlu i opala się. Przechodzi sąsiadka, ta która doglądała Ojczastego, gdy byłyśmy w szpitalu. Pyta, jak tam ręka, po czym w bonusie chce się dowiedzieć, jak ze szkołą, czy uczęszcza w tej sytuacji.
- Yyy, z jaką szkołą?
- No nie wiem, liceum?
- Ja mam 32 lata...
Mina sąsiadki ponoć nie do zapomnienia 🤣 To już enty raz, gdy córkę o szkołę pytają. Może powinna zacząć do jakiejś chodzić?
Właśnie, ręka. Przyszła powiastka z Urzędu Pracy, że 15 maja minie 90 dni, gdy jest na zwolnieniu (zwolnienie opiewa do 21 maja). Patrzymy na siebie z pytaniem w oczach no i co z tego. A tu małymi literkami na dole:
[...] traci status bezrobotny, który pozostaje niezdolny do pracy wskutek choroby [...] przez nieprzerwany okres 90 dni.
Kuźwa, myślę sobie, gdybym wiedziała, prosiłabym lekarza, żeby zrobił dzień przerwy między kolejnymi zwolnieniami. Ale nie!
[...] za okres nieprzerwany uważa się również [...] w sytuacji, gdy każda kolejna przerwa między okresami niezdolności do pracy wynosi mniej niż 30 dni.
Tak że - albo zgłasza się 14 maja z gotowością albo ją znowu wyrzucają i nie ma już prawa do korzystania z opieki zdrowotnej. Tak. Neverending story. Oczywiście ręce daleko do sprawności, choć to się poprawia, ale kudy tam jeszcze.
Czyli bezrobotny nie ma prawa chorować. Ja się pytam, co gdy na ten przykład ktoś zachoruje na raka. Zostaje potem bez ubezpieczenia?
14 maja ja jadę do tej Pragi, tak więc ruszymy rano jednym tramwajem, a ja potem będę czekać na wiadomość, co powiedzieli i czy tylko odfajkowali czy też dostała jakieś skierowanie do roboty albo co. Brakowało mi właśnie tego nerwu na wyjazd 😠

















































