Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Literatura szwedzka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Literatura szwedzka. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 27 kwietnia 2025

Maj Sjöwallová, Per Wahlöö - Noční autobus

Ach, znowu mnie pociągnęło w kierunku starego szwedzkiego kryminału. Z 1968 roku pochodzi, a w USA dostał nagrodę Edgar Allan Poe za najlepszy kryminał roku - był to wówczas pierwszy kryminał nie napisany po angielsku, który został tak doceniony.

Zastanawiało mnie, że nie widziałam takiego tytułu po polsku - Nocny autobus. Aż doszłam (na stronie 149) do prezentu, który komisarz Martin Beck dostał pod choinkę od córki. Była to stara płyta z piosenką Śmiejący się policjant. Nooo, to już byłam w domu, bo taki tytuł znam; okazało się, że tak brzmi również w oryginale, Czesi sobie zrobili inny. Książka została też w Stanach sfilmowana, z tym, że akcję przeniesiono do San Francisco.

Akcja jest taka, że w pewien listopadowy zalany deszczem wieczór ktoś otwiera ogień i morduje ośmiu pasażerów autobusu linii 47, łącznie z kierowcą. Jest to pierwsze masowe zabójstwo w Szwecji, więc nic dziwnego, że wywołuje szok. W dodatku okazuje się, że jeden z zabitych to policjant, współpracownik Becka. Czy to dzieło szaleńca czy też chodziło o pozbycie się tylko jednej osoby, a resztę zastrzelono niejako przy okazji? Czym zajmował się ten zabity policjant, jakim śledztwem - nie sposób do tego dojść. Bo to może być nitka wiodąca do kłębka.

Nie ma tu wiele akcji, ale rzecz trzyma w napięciu, śledzimy codzienną żmudną pracę policji, pogardzanej zresztą przez społeczeństwo. Podobało mi się, oczywiście - jak zawsze powieści tej spółki, no a już zwłaszcza po czesku 😁 Mam chyba jeszcze dwie po czesku nieprzeczytane, muszę je oszczędzać, żeby mi coś zostało na gorsze chwile, bo to naprawdę duża przyjemność!

No, a teraz zajrzałam do katalogu i... mam to po polsku 🤣 stąd znałam tytuł 😂 Jaciekręcę, ale skleroza! Za jakieś dwa-trzy lata sobie przeczytam.

 


 


Początek:

Koniec: 

Wyd. Mladá fronta, Praha 1978, II wydanie, 175 stron

Seria: Smaragd - ponoć w niej wyszło 137 kryminałów (głównie), ja ich mam siedem; pamiętam, że w zeszłym roku sporo ich było w pudłach po 10 koron, ale już nie miałam miejsca...

Tytuł oryginalny: Den skrattande polisen

Przełożył na czeski: Miloslav Žilina

Z własnej półki (chyba z pudła po 10 koron)

Przeczytałam 22 kwietnia 2025 roku



Wstąpiłam wczoraj do Pepco na kontrolę. Płaczę bowiem, że klapki, które kupiłam w zeszłym roku i do których się po dekadach chodzenia jedynie w pełnym obuwiu wreszcie przekonałam, że te klapki się zużyły i nie mam na to lato. Córka mi cały czas powtarza, że trzeba sprawdzać, bo oni nieraz rzucają zeszłoroczne modele (albo niesprzedane zapasy?). No i wchodzę, a tu SĄ! SĄ! Dzwonię do domu, żeby mi dziołcha sprawdziła, jaki to był numer. Numer się starł, ale poczekałam na wolną przymierzalnię i wyszło na to, że lepiej 38 niż 37. Dziołcha powtarza weź dwie pary od razu, żebyś znowu we wrześniu nie jojczyła. No to tak zrobiłam. 

A dopiero w domu porównałam i zobaczyłam, że to nie są takie same klapki. Stare miały z tego płótna szachownicę, a nowe mają taki węzeł, który nie wiem, czy nie będzie obcierał (mimo że to tylko płótno) 🤔 No cóż, postanowiłam chodzić w jednych na razie po domu i sprawdzić, gdyby obcierało, to te drugie oddam, nie odrywam metki. Mam na to 30 dni.


A' propos dziołchy domowej. Siedzi sobie na ławce na osiedlu i opala się. Przechodzi sąsiadka, ta która doglądała Ojczastego, gdy byłyśmy w szpitalu. Pyta, jak tam ręka, po czym w bonusie chce się dowiedzieć, jak ze szkołą, czy uczęszcza w tej sytuacji.

- Yyy, z jaką szkołą?

- No nie wiem, liceum?

- Ja mam 32 lata...

Mina sąsiadki ponoć nie do zapomnienia 🤣 To już enty raz, gdy córkę o szkołę pytają. Może powinna zacząć do jakiejś chodzić?

Właśnie, ręka. Przyszła powiastka z Urzędu Pracy, że 15 maja minie 90 dni, gdy jest na zwolnieniu (zwolnienie opiewa do 21 maja). Patrzymy na siebie z pytaniem w oczach no i co z tego. A tu małymi literkami na dole:

[...] traci status bezrobotny, który pozostaje niezdolny do pracy wskutek choroby [...] przez nieprzerwany okres 90 dni.

Kuźwa, myślę sobie, gdybym wiedziała, prosiłabym lekarza, żeby zrobił dzień przerwy między kolejnymi zwolnieniami. Ale nie!

[...] za okres nieprzerwany uważa się również [...] w sytuacji, gdy każda kolejna przerwa między okresami niezdolności do pracy wynosi mniej niż 30 dni. 

Tak że - albo zgłasza się 14 maja z gotowością albo ją znowu wyrzucają i nie ma już prawa do korzystania z opieki zdrowotnej. Tak. Neverending story. Oczywiście ręce daleko do sprawności, choć to się poprawia, ale kudy tam jeszcze.

Czyli bezrobotny nie ma prawa chorować. Ja się pytam, co gdy na ten przykład ktoś zachoruje na raka. Zostaje potem bez ubezpieczenia? 

14 maja ja jadę do tej Pragi, tak więc ruszymy rano  jednym tramwajem, a ja potem będę czekać na wiadomość, co powiedzieli i czy tylko odfajkowali czy też dostała jakieś skierowanie do roboty albo co. Brakowało mi właśnie tego nerwu na wyjazd 😠


poniedziałek, 21 kwietnia 2025

Maj Sjöwall, Per Wahlöö - Muž, který se vypařil

Gdy skończyłam Zielono w głowie postanowiłam, że należy mi się teraz nagroda. Czytelnicza znaczy. A najlepszą nagrodą jest kryminał, drugą najlepszą nagrodą jest po czesku, a trzecią twórczość szwedzkiej pary Maj Sjöwall i Per Wahlöö, więc wybór był oczywisty. 

Znaczy nie do końca, bo nie pamiętam, co już czytałam, czego jeszcze nie, co ewentualnie czytałam w miarę niedawno po polsku... a wbrew niektórym pogłoskom o mojej systematyczności w książkach (i katalogu) ciągle panuje bałagan. Muszę sobie chyba spisać, co mam po jakiemu i co już jest przeczytane... Po czesku na pewno nie mam jednej jedynej - Roseanny. Tę sobie przywiozę z Pragi, jeśli gdzieś na nią natrafię.

Dzisiejszej na pewno nie czytałam wcześniej. Muž, který se vypařil przełożyłam wstępnie i kolokwialnie, jako Mężczyzna, który wyparował, a tu się okazuje, że po polsku wyszło (wszystko chyba wyszło) i nosi tytuł Mężczyzna, który rozpłynął się w powietrzu. Faktycznie - wszelki ślad po dziennikarzu specjalizującym się w tematyce wschodnioeuropejskiej zaginął. Wyjechał służbowo do Pragi, spędził noc w podrzędnym hotelu, następnego ranka przeniósł się do bardziej luksusowego, pobył w pokoju pół godziny i wyszedł, zostawiając cały bagaż, pieniądze i dokumenty. I tyle go widzieli. Martin Beck zostaje więc odwołany z urlopu - jest sierpień - zostawia z żalem łódkę i z nieco mniejszym żalem żonę z dziećmi na wyspie 😂 i też leci do Budapesztu...

Gdybym kiedyś tam była, chętnie bym prześledziła jego wędrówki po stolicy Węgier (w latach 60-tych). No, ale nie byłam i już nie będę, szkoda.

Początek:


 Koniec:


Wyd. Svoboda, Praha 1986, 158 stron

Tytuł oryginalny: Mannen som gick upp i rök

Przełożył na czeski: František Fröhlich

Z własnej półki (kupiona 4 sierpnia 2023 roku za 9 koron w Ulubionym Antykwariacie 11 w Pradze)

Przeczytałam 16 kwietnia 2025 roku



Świąteczna przerwa - nic się nie dzieje. W sensie nie chodzę po lekarzach i nie daję sobie upuszczać krwi czyli nie uprawiam ulubionego zajęcia emerytek 😂 Ale wszystko przede mną już jutro, albowiem czwartkowa wizyta w ZOL-u była nieudana. Otóż mianowicie nie przyjęto mi papiórów, a to dlatego, że pani doktor na pierwszym miejscu wpisała otępienie, co jest błędem, błędem i jeszcze raz błędem. Otępienie na pierwszym miejscu oznacza bowiem, że staramy się o oddział psychiatryczny, a to nie wchodzi w grę w przypadku pacjenta leżącego i 96-letniego - w dodatku wtedy idzie się li i jedynie przez sąd. Pani w ZOL-u była tak miła, że doradziła, aby dochtórka nadpisała nad tym otępieniem jakąś normalną chorobę (ślepotę, miażdżycę, bo na pewno ma) i wtedy mogę po świętach wrócić z tymi samymi papierami i złożyć. Jednakże i tak nie wiadomo, co z tego będzie, bo w badaniu skali Barthel ma 40 punktów, a to jest na granicy. Na granicy czego? Między ZOL-em a DPS-em 😢

Tak więc jutro po szóstej znów planuję udać się w kolejkę pod przychodnię, coby zdobyć numerek i zobaczymy, czy pani doktor spełni pokładane w niej nadzieje... Potem pozostaje znów jechać ten kawał świata, zostawić papierologię i czekać na kwalifikację. Ze strachem, że Ojczasty odpadnie.

Wyjaśniam kolosalną różnicę między ZOL-em a DPS-em: ZOL pobiera 70% emerytury i na tym się zatrzymuje, DPS toż samo, ale reszty kosztów pobytu mieszkańca domaga się od rodziny. Mój brat deklaruje, że może dopłacać 2,5 tys. + z emerytury Ojczastego jakieś 2 tys. = 4,5 tys. Ja oczywiście NIC. Za te pieniądze DPS-u się tutaj chyba nie znajdzie. No, ale o to będziemy się martwić, gdy nas z tego ZOL-u odrzucą (jako za mało chorego hm hm).

Kurczę, chyba powinnam sobie sprawić takie składane krzesełeczko, jak wędkarze mają - bardzo by się przydało do tych kolejek pod przychodnią. Mówiłam do córki, że jak w Pradze gdzieś się zmęczę, a nie będzie na czym usiąść, to siądę na ziemi/chodniku i co by tu sobie pod tyłek podkładać. Córka mówi, żebym zabrała jakąś starą ścierkę kuchenną - i chyba tak zrobię 🤣 Starość nie radość!

 

Zadanie na dziś - okropne - zrobić PIT-a, bo jak nie teraz, to kiedy. Innym porobiłam, a mój czeka. Obawiam się, że będzie to droga przez mękę okrutną, ale już naprawdę muszę. Zmarnowane będę miała popołudnie!

środa, 12 lutego 2025

Maj Sjöwall, Tomas Ross - Žena, která se podobala Gretě Garbo


 Tak lubię te szwedzkie kryminały z dawnych lat i tak lubię czytać po czesku, że NIE WIEM CO 🤣 Tu niżej jest lista pary Sjöwall i Wahlöö - być może mam już wszystkie. Kiedy Wahlöö zmarł, jego partnerka napisała tę powieść z jakimś holenderskim autorem, być może dlatego, że jej akcja rozgrywa się co prawda w Szwecji, ale tytułowa bohaterka (które była podobna do Grety Garbo, nie dajcie się nabrać czeskiemu 😂) jest Holenderką, a do Sztokholmu przylatuje jej szukać ojciec, wspomagany przez byłego dziennikarza, który szuka haków na ministra sprawiedliwości, typa w rodzaju naszego Zera, jeśli chodzi o moralność. Taka ciekawostka 😉

Lewicowe przekonania, zawsze obecne w powieściach Sjöwall i Wahlöö, są i tutaj i postanowiłam, gdy będę czytać kolejne dzieła (bo będę, tak czy siak), zwrócić szczególną uwagę, jak się to u nich rozwijało. Krytyka Szwecji za rządów socjaldemokracji jest w każdym razie bardzo istotną, napędową wręcz częścią tych kryminałów.

Początek:
Koniec:

 

Wyd. Svoboda, Praha 1992, 157 stron

Tytuł oryginalny: Kvinnan som liknade Greta Garbo

Ze szwedzkiego na czeski przełożył: Miloslav Žilina

Z własnej półki

Przeczytałam 11 lutego 2025 roku



Sytuacja się rozwija. Może niekoniecznie w pożądanym kierunku.

W poniedziałek byłyśmy z córką na oddziale u lekarza, który jej zakładał gips (ściągnęłam brata, żeby siedział z Ojczastym). Zlecił kolejny rentgen, nie wygląda dobrze, kość się rozchodzi. W następny poniedziałek znowu ma być rentgen i zdecyduje. 

Tymczasem na dziś miałyśmy termin do poradni (ściągnęłam ojca córki, żeby siedział z Ojczastym) i tam lekarz zlecił kolejny rentgen (czwarty w ciągu 9 dni), po czym oznajmił, że operacja. No, on powiedział zabieg, ale wiadomo, o co chodzi. Płytka, śruby. Jak najszybciej. Ale była już 17.30 i nie było osoby, która ustali konkretny termin. W piątek, w sobotę, w poniedziałek?

Tak więc wisimy teraz w powietrzu, mają zadzwonić - mam nadzieję, że jutro się dowiemy. Tymczasem MUSZĘ pozbyć się Ojczastego na ten czas. I nie mam pojęcia, jak i gdzie. Absolutnie nie można go zostawiać samego w domu, a ja muszę teraz być przy córce, to jest ważniejsze.

Jutro o świcie planuję stanąć w kolejce pod przychodnią, żeby dostać się do rodzinnej i dopytać, czy może go na przykład posłać do psychiatryka na obserwację albo co. Koleżanka z pracy mówiła, że jej babcia też miała omamy/halucynacje, w Kobierzynie zdiagnozowane jako halucynoza organiczna. Dostała tabletki i omamy się skończyły. 

Ojczasty po epizodzie z konklawe i pożarami funkcjonował po staremu, ale w sobotni wieczór znów zaczął mówić do ściany, żeby już tego nie robić, żeby sobie dać spokój etc. Zapodałam mu mocną tabletkę i ponownie spędził calusieńki następny dzień śpiąc, po czym znów jak by nigdy nic. Czyli atak nie był jednorazowy, to się będzie powtarzać i nie znasz dnia ani godziny. Wtedy zjadł kolację, wszystko normalnie, a po 10 minutach już widzi nieistniejące. Miałam na poniedziałek umówioną sąsiadkę, że sobie posiedzi u mnie i tyle, ale po tym epizodzie nie mogłam jej narażać na niespodzianki psychozowe, tym bardziej, że się okazało, iż miała zawał w listopadzie. Dlatego ściągnęłam jednak brata.

Muszą przecież istnieć jakieś procedury na nagłe wypadki?! 

Co gdyby MNIE się teraz coś stało?

Nawiasem mówiąc, potknęłam się przedwczoraj o stos książek na podłodze, które zdjęłam do odkurzania... Poleciałam na lewy bok, tak solidnie. Lewy łokieć, lewa noga. Ja mam jednak jakieś niewiarygodne szczęście, bo nic mi się nie stało. Albo nie mam osteoporozy 😉

 

Apdejt z czwartku

Dzięki stawieniu się pod przychodnią o 6.30 byłam już trzecia w kolejce i dostałam numerek. Jednakże rodzinna co prawda wypisała skierowanie do psychiatryka, ale uprzedziła, że raczej nic się nim nie zwojuje, bo go w szpitalu nie przyjmą, gdy jest w normalnym stanie. A gdy będzie miał atak halucynacji to i skierowanie niepotrzebne, pogotowie go tam zawiezie... Tyle, że kazała dawać dwa razy dziennie tę słabą tabletkę, co może go dodatkowo wyciszy teraz, gdy go zostawię samego.

No bo innej opcji nie ma. Co prawda znalazłam jakiś dom seniora, który przyjmuje na krótkoterminowe pobyty (230 zł za dobę) i pobrałam od lekarki wymagane zaświadczenie o stanie zdrowia, ale ze szpitala zadzwonili - z wiadomością, że operacja jutro i żeby się stawić o 7.00 rano - na tyle późno, że nie miałam już siły na nic, a na pewno nie na wycieczki z Ojczastym. 

Tak więc jutro mam plan wrócić do domu 9.00-10.00, żeby mu dać śniadanie, i pojechać do szpitala z powrotem. Sąsiadka ta od zawału dostała klucz i ma kuknąć, czy nic się nie dzieje. Reszta w rękach Losu.

czwartek, 29 lutego 2024

Maj Sjöwall, Per Wahlöö - Zamknięty pokój

Miesiąc został pięknie zamknięty w tym pokoju 😁 Znalazłam niedawno ten egzemplarz na półkach do wzięcia w filii bibliotecznej w Borku Fałęckim - tak, pojechałam tam specjalnie w tym celu, z nadzieją na jakiś łup, a nie pożyczyć (widać miałam przeczucie) - i strasznie mnie to uradowało (ja to się cieszę byle czym, byle się pocieszyć). Coś mi ten zamknięty pokój mówił i rzeczywiście, okazało się, że mam też czeską wersję 😊 Zastanawiałam się, od której zacząć; wyszło na to, że najpierw po polsku przeczytam, a za jakiś czas sięgnę po ten drugi egzemplarz.

Zbulwersowałam się na widok pierwszej strony, ale ktoś się tu wyżył tylko na początku - w sumie nie rozumiem, o co mu chodziło w tych skreśleniach.

Kryminał super!  To ósma część cyklu składającego się z dziesięciu powieści. Tytuł pochodzi od jednego ze śledztw prowadzonych przez Martina Becka, który po półtorarocznej przerwie spowodowanej rekonwalescencją (na końcu poprzedniej powieści odniósł poważne rany w starciu z zabójcą policjanta) wraca do pracy i zaczyna zajmować się dziwnym przypadkiem: po długim czasie, gdy mieszkańcy kamienicy nie widzieli jednego z lokatorów, a coś zaczęło podśmierdywać, wezwano policję, ta włamała się do mieszkania i oczywiście znalazła tego starszego człowieka (w towarzystwie licznych białych robaków) na podłodze, z raną od broni palnej. Najchętniej zaklasyfikowano by ten przypadek jako samobójstwo. Szkopuł był w tym, że jego mieszkanie, składające się z pokoju i kuchni, było dosłownie zaryglowane, okno zamknięte, spuszczona roleta - a broni nie było. Tę zagadkę udaje się Beckowi rozwikłać dzięki pewnej młodej kobiecie, z którą hm hm wygląda na to, że będzie romans 😂 Już jestem ciekawa, jak to się potoczy, ale nie mam dziewiątego tomu w żadnym języku... A może jednak mam?*

Jak zwykle szwedzka para poddaje ostrej krytyce państwo dobrobytu, w tym policję będącą na jego usługach. Było też sporo akcentów humorystycznych, a opis ataku policji na mieszkanie, w którym mieli przebywać dwaj gangsterzy, to scena jak z Gangu Olsena albo ... o matko, jak się nazywała ta seria o policjancie-nieudaczniku z francuskim nazwiskiem? 🤣

Koniec:

Wyd. Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 1980, 329 stron

Tytuł oryginalny: Det slutna rummet

Przełożyła: Maria Olszańska

Z własnej półki

Przeczytałam 25 lutego 2024 roku

 

Aaa, jeszcze kwestia robaków! Nie tych białych, zjadających zwłoki, ale takich malusich tyciusich... Otóż pewnego dnia zauważyłam na blacie koło umywalki - mrówkę faraona. Jak wynajmowaliśmy mieszkanie w Hucie jakieś 35 lat temu, to zapoznałam się z nimi bliżej. Nie było wtedy internetu, ale wieść gminna niosła rozmaite sposoby walki z nimi (które i tak nie działały).

Ale tutaj? Tutaj nigdy ich nie było!

Następnego dnia już ich ubiłam kilka. 

Potem zauważyłam gnidy jedne w toalecie. A córka twierdzi, że była jedna na blacie w kuchni.

Zarówno internety, jak i kolega z Fabryki każą sypać cynamon, żeby zabrały dupę w troki z powrotem. Przy tym kolega twierdzi, że one przychodzą wentylacją i żeby okleić ją naokoło dwustronną taśmą klejącą...

Jak już zebrałam garść porad - nie pokazały się. Znaczy - wczoraj i przedwczoraj żadnej nie widziałam. Ale wiem dobrze, że tak łatwo mnie nie opuszczą 😰 

 

* Jednak mam - czeskie wydanie dziewiątego i dziesiątego tomu razem 😍

środa, 22 listopada 2023

Maj Sjöwall, Per Wahlöö - Säffleská bestie

Przypadkiem szukając innej książki odkryłam, że mam nawet polskie wydanie, nazywa się to Człowiek z Säffle , to jeszcze z dawnych czasów, a potem wyszło pod nowym tytułem Twardziel z Säffle. I w dodatku ja tego Człowieka z Säffle czytałam, w 2010 roku 😂 ale żebym tak pamiętała, to nieeeeeee.

No i bardzo dobrze, teraz przeczytałam po czesku jak nową 😂 

To smutna historia (ale wszystkie historie tej szwedzkiej pary są smutne) o tym, jak jedno zło pociąga za sobą kolejne i schodzi cała lawina nieszczęść. Kto winny? Okoliczności się tak złożyły, ale na początku zawsze jest jakiś parszywy drań. W tym kryminale parszywym draniem jest policjant, więc i na policji się skrupia. 

Na polskiej Wikipedii jest hasło poświęcone tej książce i można tam przeczytać, że:

Powieść należy do najbardziej poczytnych dzieł Sjöwall i Wahlöö. Do 1976 została przetłumaczona na dziesięć języków.

Utwór został osadzony w realiach Szwecji lat sześćdziesiątych XX wieku, ukazując w sposób krytyczny obraz i przemiany w ówczesnej szwedzkiej policji. Główny bohater, Martin Beck, rozmyśla m.in. o poprawie jakości działania funkcjonariuszy w latach pięćdziesiątych, a potem o gwałtownym rozkładzie: Pierwsza połowa lat sześćdziesiątych to był okres sprzyjający w historii sztokholmskiej  policji [...] Wszystko zdawało się rozwijać i zmieniać ku lepszemu, rozsądek był na drodze do zwycięstwa nad skostnieniem i kumoterstwem, baza rekrutacji została rozszerzona, nawet stosunek do społeczeństwa uległ zmianie. Lecz upaństwowienie w roku 1965 przerwało pozytywny układ. Od tego czasu wszelkie nadzieje zawiodły, a dobre zasady odłożono ad acta.

Treścią powieści jest dochodzenie w sprawie komisarza Stiga Nymana (ur. 1911 w Säffle), starego, znanego z brutalności policjanta, który został zabity nożem w szpitalnym łóżku. Śledczy z komisarzem Beckiem szukają osób, które miały powód do zemsty na Nymanie.

W 1976 na podstawie powieści nakręcono szwedzki thriller kryminalny zatytułowany Człowiek na dachu w reżyserii Bo Widerberga.

 

Początek:

Koniec:


Wyd. Nakladatelstvi Svoboda, seria OMNIA, Praha 1978, 182 strony

Tytuł oryginalny: Den vedervärdige mannen från Säffle

Przełożyła ze szwedzkiego na czeski: Dagmar Černohorská

Z własnej półki (przywiezione z Pragi w maju 2023)

Przeczytałam 14 listopada 2023 roku

 

Wracając jeszcze do poprzedniego postu i do Timura. Sięgam ci ja po filmy, a tu - nie sięgam. Otóż szuflady pod łóżkiem nie da rady wysunąć do końca z powodu kanapy, która stoi na środku pokoju (z powodu z kolei, że taż kanapa została wysiudana z drugiego pokoju, coby zrobić miejsce dla łóżka Ojczastego). Musiałyśmy pracować na cztery ręce z córką i wyciągać płyty z wcześniejszych rzędów, żeby się dostać do litery T. Zabawa głupiego, więc chyba przez czas jakiś (hm hm) nie będę oglądać nic, co jest w głębi 😂

A teraz tak - nabytki. Poprosiłam brata, żeby mi przywiózł z Dżendżejowa taki opiekacz, cośmy go kiedyś mamie pod choinkę kupili czy jakoś tak. Bo wiecie, na tych azjatyckich You Tube'ach to dziewczyny sobie w czymś tego rodzaju robią tosty  z serem etc. No to ja też chciałam i to w ramach zero waste. Ale nie mogę tego doczyścić tak do końca, ma różne zakamarki, gdzie się nie mogę dostać, na przykład tam na dole otwieranej szybki z przodu. Więc na razie mnie to jeszcze trochę zbrzydza i nie używałam (zresztą muszę kupić pieczywo tostowe) - ale! na wierzchu opiekacz stał tylko trzy dni, a dziś rano znalazłam dla niego miejsce w szafce, więc przynajmniej tu sukces 🤣

No, a wczoraj zaszłam do Lidla tylko po mleko i bułki, a tam oczywiście ozdóbki świąteczne i kurczę - dałam się CHYCIĆ! Ten krasnal jest LEDOWY w tym sensie, że jak prztykniesz przełącznik, to mu się nochal świeci 😂 Pooglądałyśmy z córką ze wszystkich stron i zdecydowały, że zatrzymujemy, więc jest odpakowany i wypróbowany, w przeciwieństwie jeszcze do filcowej choinki wysokości 1,10m (też z ledowym łańcuchem), którą myślimy powiesić na drzwiach wejściowych, ale jeszcze parę dni nad tym podumamy, więc nie ruszamy 😂 Tak więc, jak widać, dopadł mnie bożonarodzeniowy marketing, stara a głupia. Śmiałam się z sąsiadki, która poszła do elektrycznego sklepu po żarówkę, a wróciła z wielkim świecącym Mikołajem na przyssawkę, a sama proszę co wyprawiam!

Aha, jest tam jeszcze pudełko z ozdobami na choinkę, mam już całe lata podobne, tylko w czerwieni, a teraz były złote, to jeszcze dokupiłam.

No. Tylko choinki nie mam. Znaczy nie chcę już tej starej, a na nową - jak je oglądam różne takie - nie mogę się zdecydować. Kiedyś było lepiej )czyli bez wyboru) 🤣

W nocy spadło trochę pierwszego śniegu. A ja nie mam butów na zimę, bo mi się w starych zepsuł suwak. I nie wiem, co robić, bo do żadnego sklepu (czytaj: galerii) za cholerę nie pojadę, o nie!


niedziela, 30 kwietnia 2023

Maj Sjöwall, Per Wahlöö - Zmizelé hasičské auto


Polskie tytuły (bo są dwa różne) tego kryminału szwedzkiej pary to: Jak kamień w wodę (1990, tłum. Maria Olszańska) i Wóz strażacki, który zniknął (2010, tłum. Halina Thylwe). Ten ostatni jest dosłowny, podobnie jak czeska wersja.

Ten tom został wydany w serii dziesięciu i ja sobie pracowicie do praskiego zeszytu na maj wpisałam te cztery, których nie mam - w sensie czeskie wydania - i będę na nie polować w pudełkach po 10 koron w antykwariacie na ulicy Spálenej, to chyba jasne. Ciekawe, swoją drogą, czy inflacja nie objęła tych pudełek od zeszłego sierpnia... uvidíme 😁

Od poprzedniej lektury minęło całych dziesięć dni! Trwało to tak długo, bo mi było szkoda kończyć 😂 Ja nie wiem, co jest w tych kryminałach, że je tak uwielbiam (po czesku). Pewnie właśnie czeski! Ale cholera mnie bierze, że nic nie zapamiętuję. Na przykład na którejś stronie znalazłam odpowiednik polskiego wyrażenia nie wiedział, w co ręce włożyć i się ucieszyłam, że mi się przyda. No i guzik, zapomniałam, jak to było. I weź teraz odnajdź, gdzie to było! Powinnam chyba wyciągnąć i trzymać pod ręką ten zeszyt, co to obiecywałam sobie wpisywać do niego słówka i zwroty, gdy przerwałam kurs...

Początek:

 

Koniec:


Wyd. Svoboda, Praha 1988, 217 stron

Tytuł oryginału: Brandbilen som försvann

Przełożył ze szwedzkiego na czeski: František Fröhlich

Z własnej półki

Przeczytałam 29 kwietnia 2023

 

Z Ojczastym aktualnie jest tak, że po dużych oporach wczoraj przywitał brata zdaniem, iż dojrzał do przeprowadzki do Krakowa. Czy to oznacza, że przemyślał argumenty, czy też, że na przykład przewrócił się i co prawda pozbierał z podłogi sam, ale uznał, że lepiej mieć kogoś do pomocy? Nie wiadomo, ale grunt, że można iść dalej. No, przynajmniej jeden problem z głowy.

Brat znalazł ofertę garsoniery zaraz koło naszego osiedla - że niby córka by tam mogła zamieszkać, a dokładniej chodzić tam spać. Dla mnie pomysł średni, bo jednak wolałabym mieć ją pod ręką (nie wspominając o tym, że trzeba by płacić dwa czynsze etc.), ale póki co, nie wiemy nawet dokładnie, gdzie to jest: chodziłyśmy, wypatrywałyśmy oczy, ale za cholerę nie widzimy takiego budynku, jak jest na wizualizacjach. A nikt pod podanym w ogłoszeniu numerem telefonu nie odpowiada. Ludzie są dziwni. 


Poza tym donoszę, iż smażyłam placki warzywne według przepisu Wioli z Pierogów z kimchi i jak zwykle takie placki są najlepsze na zimno (o ile zostaną).



Oraz udałam się do osiedlowej biblioteki, bowiem córka mi doniosła, że jest tam teraz akcja Plantcrossing. No proszę, to ja podziwiałam stoliki z roślinkami do wzięcia w osiedlowej bibliotece w Pradze i lamenciłam, że u nas takich nie ma, a tu są! Wyszli naprzeciw. Wyfasowałam szczepki scindapsusa i beniamina. Akuratnie miałam dwie osłonki na takie malizny, bo się skusiłam w Pepco (mówiłam, że jadę na oparach w końcu miesiąca? to właśnie kupiłam już za majowe 😂)



 

W japońskim kąciku youtubowym dziś Roommy. Można tu oglądać różne japońskie mieszkania, a ja oglądać mieszkania uwielbiam. Nawet sobie myślę, że jakbym miała za dużo czasu, to bym się podawała za poszukującą mieszkania do kupna (którą w sumie od niedawna jestem), żeby tylko się wkręcać do różnych mieszkań 😂


Apdejt majówkowy

Mój wielki plan na dziś czyli Święto Pracy - wybrać obiekty na dwa dni zwiedzania Open House Praga i opracować projekt: kolejność, dojazdy, gdzie obiad w trakcie. A muszę to zrobić dziś, bowiem jutro jestem w pracy SAMA SAMIUTKA, wszyscy wzięli wolne łącznie z Derechcją, więc co? Więc mam wolny dostęp do drukarki, nikt mi nie patrzy przez ramię 😂 

Z tych kartek wytypowałam wstępnie 12 sztuk. Obiekty są dostępne zazwyczaj od 10 do 18 w sobotę i niedzielę, ja sobie zawsze przygotowuję plan szeroki, że niby nawet osiem obiektów dziennie zaliczę, ale to się jeszcze nigdy nie udało 😁 Trzeba wziąć pod uwagę nie tylko dojazdy, ale i kolejki do odstania... Więc tym razem skromniej, po 6 sztuk na dzień... choć serce ściska, że tu czy tam trzeba odpuścić (w tym jedno miejsce, na które poluję już od jakiegoś czasu, ale nie wolno tam fotografować, to trochę zniechęca, bo co nie uwiecznione, tego jak by wcale nie było). A teraz startuję do układania planu, co najpierw, co potem, uwaga: jest 9.30 - zobaczymy, w ile czasu się wyrobię 🤣 

A Wy co robicie w majówkę?



niedziela, 5 marca 2023

Maj Sjöwall , Per Wahlöö - Muž na balkóně

 

No to przystąpiłam do czytania własnych. Ach, jak ja lubię twórczość tej szwedzkiej pary (pary strasznych lewaków, yes)!

Dawno już tam nie miałam przy lekturze, żeby żałować, że niedługo się skończy 😂 Ale to ma chyba podwójne dno: nie tylko, że podobają mi się ich kryminały, ale też że po czesku je czytam...

Ten Mężczyzna na balkonie nawet się doczekał osobnego hasła na czeskiej Wikipedii (na naszej nie, ale sprawdziłam, że tłumaczenie istnieje). Powstała też adaptacja filmowa, no ale kto znajdzie szwedzki film, a potem go jeszcze zrozumie 😂

A' propos filmu, obejrzałam wczoraj pierwszy odcinek Wielkiej wody. Nie żeby mnie specjalnie zachwyciła ta główna bohaterka, ale jednak intryguje i będę patrzeć dalej. 

Intryga Mężczyzny na balkonie: pewien mężczyzna spędza prawie cały czas na balkonie swego mieszkania przyglądając się ulicznemu ruchowi i bawiącym się dzieciom, więc kobieta mieszkająca na przeciwko dzwoni na policję, ale oczywiście ci ją zbywają, no bo o co chodzi. Po czym wpadają w wir śledztwa w dwóch równoległych sprawach - napadów rabunkowych na kobiety idące samotnie oraz morderstw dokonywanych w parkach na małych dziewczynkach (motyw seksualny oczywiście).

Początek:

Koniec:

Półka. Co się naszukałam, kiedy ta książka kupiona! Otóż od powrotu z Pragi w sierpniu zeszłego roku mam nieuzupełniony katalog, a w międzyczasie jeszcze był ten armagedon z remontem, gdzie masa książek zmieniła miejsce, matko, kiedy ja to wszystko doprowadzę do porządku - poproszę lockdown jakiś! Może jak będę siedzieć w domu po wygoleniu mi placka na głowie, to coś zdołam zrobić... A to już całkiem niedługo, pierwszego dnia wiosny! 


Wyd. KMa, 2007, 172 strony

Tytuł oryginalny: Mannen på balkongen

Z własnej półki (kupione 16 stycznia 2022 roku za 19 koron w Antykwariacie 11 (online)

Przeczytałam 4 marca 2023 roku

 

Głównie jednak planuję na ten czas przymusowego siedzenia w domu przygotowywanie się na majową Pragę - kupiłam w piątek bileciki 😍 więc już czas zacząć myśleć. Wiecie, dopóki nie ma biletów, człowiek jest taki niepewny.


A skoro już o Pradze mowa, to we wtorek przyjeżdża Věra, ta starsza pani zaprzyjaźniona, cośmy się poznały przy okazji Open House i od tej pory się frekwentujemy. To znaczy ją ją nawiedzam, ona mnie w hotelu, ale do mnie nie chce przyjechać, bo mówi, że już zrezygnowała z dalszych podróży. No, a teraz zapisała się na jakąś 2-dniową autobusową wycieczkę dla seniorów do Polski, będą zwiedzać pałac (zamek?) w Mosznie, Kraków i Wieliczkę. 

- Ty cholero, mówię, do mnie to nie chcesz przyjechać, a na wycieczkę to proszę!

Ale ona tłumaczy, że boi się już samotnej podróży.

No, w każdym razie będą mieli wolny wtorkowy wieczór, więc zabieram ją do siebie na kolację. I właśnie debatuję, co na tę kolację 😒 

A' propos kuchni, Nowej Kuchni. Mękoliłam, że nie mam gdzie odwieszać łyżki wazowej podczas gotowania risotta. Jak mogłam na to nie wpaść 😁

Wracając do Lidla, tego, co to w nim kupiłam dwa kilogramowe opakowania makaronu niby na promocji, ale bez zniżki 😏 Podczas ostatnich zakupów stricte spożywczych nie wiem, jakim cudem zawiało mnie na kosze z innymi towarami, co to ani tam normalnie nie zaglądam. I zobaczyłam koszyki podwieszane pod półki. Występowały w parach. No dobrze, wezmę, zobaczę w domu. Przymierzyłam, pasuje tylko w jednym miejscu:
 

Ale na opakowaniu napisali, że nośność max 2 kg (a właśnie tam dałam te makarony). No to drugi koszyk powiesiłam w bieliźniarce - na majtki. Dwóch kilo majtek na pewno nie mam, to dopiero jak zacznę nosić takie reformy. Pamiętacie, jak ważyłam majtki przed Pragą?

😂😂😂


poniedziałek, 20 lutego 2023

Martin Widmark, Pelle Forshed - Zwyczajna wieś z rodziną Janssonów

To jedna z tych cienkich książeczek, które wyfasowałam z odległej filii bibliotecznej, coby sobie nimi umilić ciężki czas harówy po 10 godzin dziennie. Ale czy ja wiem, czy umiliłam? Było to bardzo dziwne.

Nie do końca rozumiem, czy autor puszcza tu oko do dorosłych, czy raczej to nowy trend pisania dla dzieci. W ogóle teraz zaglądam do internetu (szukałam szwedzkiego tytułu do skopiowania - Szwedzi mają nieuaktualnioną Wikipedię i tego tytułu jeszcze tam nie ma, a idźta) i dowiaduję się, że ten Widmark to gość dobrze notowany na rynku literatury dla dzieci. Na polskiej Wiki piszą wręcz, że cieszy się niesłabnącą popularnością i nie schodzi z list bestsellerów w wielu krajach - ale ma hasła wikipediowskie tylko w sześciu językach, więc nie wiem, czy to nie ściema. U nas w każdym razie wyszło tych jego książek multum, w różnych seriach. 

Jeśli chodzi o rodzinę Janssonów (i ich sąsiadów imigrantów) to generalna zasada jest taka, że dorośli są jak dzieci (i to we mgle), a dzieci jak starzy dorośli. Tata Jansson doi krowę ciągnąc ją za ogon, za to jego pociechy wiedzą nawet, jak zrobić masło.

Nie wiem, mnie to jakoś nie ubawiło. Nie żebym była taka sztywniaczka, która się obraża na przedstawianie dorosłych jako kompletnych idiotów, ale nie zrozumiałam chyba idei. Raczej się zatrzymam przy Dzieciach z Bullerbyn i Pippi.

Po tych pierwszych stronach myślałam, że to będzie jakaś satyra na modę na powroty do korzeni, rzucanie miasta i osiedlanie się na wsi, ale zaraz się okazało, że nie w tym rzecz, tylko w chwilowym zaopiekowaniu się gospodarstwem rolnym wujka.

Początek:

Koniec:

Wyd. Mamania, Warszawa 2022, 126 stron

Tytuł oryginalny: På en helt vanlig bondgard med familjen Jansson

Przełożyła: Marta Dybula

Z biblioteki

Przeczytałam 13 lutego 2023 roku


A teraz, co się wydarzyło w niedzielę wieczorem.

Ha ha. Wydarzyło.

/Ostrzegam - wraca temat Nowej Kuchni/

Nic się nie wydarzyło, ale skończyłam czytać te stareńkie numery Czterech Kątów, co to je wyrzucam i otóż odkryłam coś dla siebie. Antyk. Tylko skąd go wziąć? Ale po kolei.

Mianowicie jestem na kupnie nowego czajnika. Aaa, bo Wam nie powiedziałam, że zostało mi 500 zł z lutowych pieniędzy! Całe 500 zł! To pewnie dlatego, że nie mam czasu ich wydać przez tę głupią robotę... A plany wydatkowe na ten rok przecież mam! Czajnik, szlafrok... yyy zapomniałam co jeszcze 🤣 (Dywan, ale to oczywiście nie z budżetu, tylko ze skarpety) W każdym razie poświęciłam ponad godzinę na szukanie w internecie czajnika na gaz - białego z drewnianymi elementami. No nie ma. To znaczy są, gdzieś tak trzy rodzaje, wszędzie te same, ale poczytałam trochę komentarzy i gdy się dowiedziałam, że "po 3 miesiącach biała emalia zżółkła" albo "się pomarszczyła", to mi się odechciało. A chciałam na gaz, żeby oszczędzać na prundzie, prawda. W międzyczasie Inżynier napisał w komentarzu pod starszą notką takie oto słowa:

Polecam kupno nowego czajnika, elektrycznego ale małego (o małej mocy - 850W zamiast 2500W). Dlaczego? Dawno temu, kiedy liczniki prądu miały wirującą tarczę płaciło się za rzeczywiste zużycie prądu. Niestety teraz wprowadzono takie elektroniczne a te najzwyczajniej w świecie oszukują na korzyść elektrowni. Otóż, jak każde urządzenie cyfrowe, całkują one zużycie czyli dzielą czas na przedziały (odcinki) i liczą za najwyższe zużycie z każdym z nich. Zatem jeśli czajnik ma 2500W i zagotuje wodę w 3 minuty to i tak zapłacimy za 15minut zużycia 2500W czyli za 0,62kWh. Jeśli będziemy mieć pecha i wstrzelimy się w granicę pomiędzy przedziałami to zapłacimy za 30minut - 1,25kWh ! Gotując w małym czajniku tę samą ilość wody (cudów nie ma - potrwa to 3x dłużej - zatem ok. 9 minut) Zużyjemy tyle samo prądu ale zapłacimy za mniej bo za 15minut licznik "nabije" tylko 0,21kWh chyba ze będziemy mieć pecha (3x większe prawdopodobieństwo) i zapłacimy za 30minut - 0,42kWh - to i tak wyjdzie taniej...
Ot takie uroki cyfrowego świata...

Zgłupiałam normalnie. To dopiero chamstwo i drobnomieszczaństwo! No. A tymczasem w gazecie z 1995 roku widzę takie zdjęcie:

I teraz chcę oddać życie za ten czajnik! IKEA! Tyle że sprzed prawie 30 lat...

A jeszcze sobie wyobraźcie, że ten obok, mniejszy, do zaparzania herbaty - akurat mam, nawet z podgrzewaczem. Kiedyś używałam. A teraz po remoncie wyszorowałam go i znów planuję używać, ale kurka wodna - najpierw trzeba zagotować wodę, a tu nie ma w czym 🤔

A drugie niedzielne "wydarzenie" było takie, że oglądałam jakiś japoński vlog z You Tube, a tam co? A tam moja lampka z biurka nowa, ta ze sznurem od żelazka 😁 Taka tam globalizacja...