Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Seria Klub Srebrnego Klucza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Seria Klub Srebrnego Klucza. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 25 sierpnia 2026

Jerzy Edigey - Śmierć czeka przed oknem

Głupi tytuł. Wolałabym na przykład Trzy butelki mleka, bo przynajmniej powiązane z akcją 😁

Jest to kryminał milicyjny - w podwarszawskiej miejscowości Podleśna zamordowano komendanta posterunku milicji właśnie. Rzecz niesłychana, bo po pierwsze to bardzo spokojna okolica, a po drugie podnieść zbrodniczą rękę na milicjanta, ojca trójki dzieci??? Do akcji wkracza major Bronisław Niewarowny (a cóż to za nazwisko?), zwany majorem Niepotrzebnym, bo od jakiegoś czasu wysiaduje jedynie stołek w stołecznym dziale statystyki, nie nadając się już do nowych metod pracy śledczych. A kiedyś przecież był postrachem przestępców. Jednak wzywa go do siebie dawny przyjaciel, komendant wojewódzki i zleca mu wykrycie mordercy. Niewarowny ma działać niezależnie od oficjalnie prowadzącego śledztwo kapitana Lewandowskiego (absolwenta szkoły w Szczytnie i magistra prawa! - znaczy się wroga starych porządków), pełniąc obowiązki tymczasowego szefa posterunku w Podleśnej. Po początkowym krygowaniu się i żaleniu na dotychczasowe odstawienie na boczny tor major postanawia udowodnić wszystkim, że jeszcze się do czegoś nadaje i przyjmuje ofertę. Wykrycie zbrodniarza ślimaczy się jednak okrutnie, dziś winny - jest to dla mnie jasne - zostałby aresztowany i osądzony w trymiga, nieważne, że być może niesłusznie, no bo w końcu opinia społeczna czeka i się domaga. Tu co prawda góra co trochę pyta o wyniki i niecierpliwi się, ale jednak pozwala działać na spokojnie, tak że major (trochę do spółki ze znienawidzonym Lewandowskim) w końcu rozgryza całą aferę.

Mimo, że nie ma pojęcia o narkotykach (tak, nawet z okładki można wywnioskować, w czym rzecz) i dzwoni do odpowiedniej komórki, by dopytać, czy do produkcji tychże można wykorzystywać... mleko 😂


Z wymienionych mam cztery, w tym Pensjonat przeczytany, ale potem z nowszych jeszcze sześć, z których cztery czekają. W sumie warto chyba zaprowadzić tag Projekt Edigey, bo przecież pewnie więcej się w budkach trafi 😁

Chichot losu - kiedyś robiąc porządki w książkach powydawałam na Śmieciarce sporo kryminałów z tamtych czasów, dziś je zbieram. A co tam, kto bogatemu zabroni. 

Początek:

Wyd. Iskry, Warszawa 1973, 228 stron

Seria Klub Srebrnego Klucza 

Z własnej półki (pochodzenie - z knihobudki)

Przeczytałam 21 sierpnia 2026 roku
 


Na osiedlu ciekawie. W sobotę po 22.00 zobaczyłam, że pod blok naprzeciwko odjeżdża straż pożarna. Jednocześnie na tzw. Mordorze między naszymi blokami widziałam jakieś początki naparzanki - a przynajmniej tak mi się wydawało. Kilku gości okrążało jednego, wymachującego jakąś szmatą. Chwilę się zastanawiałam, czy dzwonić na policję, ale doszłam do wniosku, że nie potrzebuję mieć wybitych szyb, jak by co. I wróciłam do łóżka. Obu spraw nie powiązałam. Po jakimś czasie znów wstałam, bo ciągle widziałam na ścianie odblaski tych niebieskich świateł straży - a tam była i policja i pogotowie i na Mordorze trwała akcja osaczania gościa: jak się okazało, ci inni to byli właśnie policjanci 🤣 Fajnie, mało nie wezwałam policji na policję! 

W końcu ten osaczany rzucił się w bok do ucieczki i to był jego błąd, bo się potknął i wykopyrtnął, a wtedy już go mieli i w kaftan. Ponoć kompletnie naćpany. Sprzątali potem jakieś kłęby folii, on ją próbował wcześniej podpalać.

I teraz taka sprawa. Od jakiegoś czasu sporo słychać na osiedlu o nowym sposobie sprzedaży narkotyków - dealerzy zakopują je w foliowych torebkach na trawnikach i wysyłają klientom lokalizację. W wielu miejscach ziemia jest zryta, bo ci klienci - pod osłoną nocy - kopią czym tam mają pod ręką... Ktoś kiedyś widząc taką akcję wezwał policję czy straż, ale zanim przyjechali, to już było po ptokach.  

A innego dnia wieczorkiem wracając do domu chciałyśmy skręcić do knihobudki, ale pani idąca z naprzeciwka nas ostrzegła - jest tam duży dzik. Sąsiedzi widzieli też lisa spacerującego między zaparkowanymi samochodami, o kunie nie wspominając. 

Ja już nie wiem, gdzie mieszkam. 


 

Czymże jest wobec tego wszystkiego odkrycie, że w Pradze, gdzieś tam między blokami, stoi rzeźba zatytułowana PRASE NA PROCHÁZCE czyli Świnia na spacerze? Obiecuję, że się tam wybierzemy 🤣

poniedziałek, 22 czerwca 2026

Jerzy Edigey - Alfabetyczny morderca

Ostatnimi czasy trafiły mi się trzy stare kryminały w naszej knihobudce (gdzie poza tym posucha - no i dobrze 😁), w tym dwa Edigeye. Skończywszy o poranku Newerly'ego - i zdecydowawszy, że będzie to Dzień Lenia, spędzony po dużej części w łóżku - a co, wolno mi! - zabrałam się za pierwszego z nich i tak się wciągnęłam, że skończyłam do wieczora.

Sytuacja: mała (fikcyjna) miejscowość na Śląsku, gdzie najpierw zostaje zabity lokalny żulik Wincenty Adamiak, a niedługo potem ginie emerytka, Maria Borzęcka, dorabiająca sobie prowadzeniem meliny. Trzy tygodnie później zostaje zastrzelony bogaty ogrodnik Władysław Czerwonomiejski. I wtedy zaczyna się szerzyć pogłoska, że morderca atakuje według alfabetu - czyli następna ofiara będzie na D. I faktycznie, ginie kolejarz Delkot. Wobec tego dentysta Emilianowicz woli wyjechać z miasta. Milicja postanawia połączyć sprawy, dotychczas rozpatrywane oddzielnie i poprosić o pomoc wyżej. Zostaje przysłana... młoda kobieta. Dla majora Zajączkowskiego to cios w samo serce 😁 Babę mu przysyłają na odczepnego??? Oj, nie ułatwi on jej życia. Ale porucznik Barbara Śliwińska nie tylko zabiera się energicznie do pracy, dokładnie studiuje akta i znajduje nowy trop (mordercą nie jest żaden wariat, tylko ktoś, kto ukrył prawdziwy cel wśród przypadkowych ofiar), ale przede wszystkim zjednuje sobie pozostałych pracowników komisariatu, a i wśród miejscowej ludności potrafi znaleźć odpowiednich informatorów. 

Co prawda dość szybko domyśliłam się, kto może być mordercą, ale i tak czytało się bardzo dobrze i mimo wszystko w napięciu do końca.

Wyd. Iskry, Warszawa 1981, 206 stron

Seria: Klub Srebrnego Klucza

Z własnej półki

Przeczytałam 17 czerwca 2026 roku


A teraz tak. Brat zadzwonił, że ma propozycję nie do odrzucenia, żeby mieszkać u niego podczas jego kolejnego wyjazdu (zawsze musi znaleźć jakiegoś jelenia, bo kot). Od prawie końca czerwca do prawie końca lipca, no miesiąc. Wykręciłam się, że mam wizyty lekarskie 😂 Ale potem, gdy mówiłam o tym córce, ona nagle, że by pojechała.

😨😨😨

Nigdy w życiu nie była sama przez miesiąc, a tu jeszcze w obcym domu. 

No, ale napaliła się, brat mówi, że dobrze jej to zrobi... i szykujemy się. Ja zresztą też nie byłam sama przez miesiąc, ale z tym potrafię sobie poradzić 😁 Brat ją w sobotę odbierze ze stacji i pójdą od razu zrobić Wielkie Zakupy w pobliskiej Biedrze (lista gotowa, byłyśmy w sklepie obczaić, co tam dają, bo my przecież kupujemy w Lidlu). Bo tam na miejscu tylko jakiś mały Groszek. Następnie wydostałyśmy walizkę ze schowka (dość małą, ale mojej jej nie dam) - a tam ozdoby na choinkę... a tak się zastanawiałam, że przecież było tego więcej... no i faktycznie 😂 Córka im bliżej tym bardziej zaczyna trząść portkami. Ma go wypytać i zapisać sobie, co ze śmieciami, jak się włącza kuchenkę i telewizor i jego pralkę (najpierw miała wyobrażenie, że zabierze 30 t-shirtów, to chyba z torbą z IKEI dodatkową), jak się zamyka drzwi (planuje wycieczki rowerowe, na co ja z kolei trzęsę portkami), co z kocią toaletą etc. Niestety nic nie było w stanie odwieść ją od zakupu dmuchanego koła, bo będzie sobie dryfować po stawie, jak twierdzi 🤣

Obawiam się, że staw /basen/ jest mocno zarośnięty i rzeczywiście można tylko po nim dryfować, znalazłam zdjęcia, ale sprzed 10 lat... 

 

Obawiam się, że w przyszłości nie wykręcę się od pobytu tam (w tym roku brat ma jeszcze wyjazdy na listopad i na grudzień), choć nie wyobrażam sobie wyjazdu z domu na tak długo, zresztą w ogóle nigdzie mi się nie chce jeździć poza Pragą. Cholera jasna z tym jego kotem! 

Wracając do córki, telefon (od dawna już bez numeru) służy jej wyłącznie do robienia zdjęć, ale boję się zostawić ją samopas, więc udałam się do salonów z pytaniem, co bym tu mogła. Że na miesiąc tylko potrzebujemy. W T-mobile zażyczono sobie 50 zł + 5 zł starter, ale w Play jedynie 30 zł wszystkiego. Tyle że muszę tam jechać w ostatniej chwili czyli w piątek, bo liczy się od dnia zakupu.

W związku z wolnym łóżkiem przyszedł mi do głowy pomysł... ale o tym następnym razem 😉
 

Tymczasem kolejne spisy filmów (i przestańcie mnie straszyć, że za rok może ich nie być!). Nr 7 i 8. Na razie skupiam się na Arte.tv, bo filmy Chabrola są tylko do połowy lipca, więc żeby mi nie przepadły.

 


niedziela, 8 marca 2026

Patrick Quentin - Człowiek w matni

To moje pierwsze spotkanie z tym autorem (a mam jeszcze trzy jego książki: Mój syn mordercą, Bez motywu i Powrót na wyspy). Chciałam sprawdzić, czy to Amerykanin czy Anglik - akcja tej powieści rozgrywa się w USA, więc jakby wiadomo, ale na wszelki wypadek... A tu taki zonk: Patrick Quentin to pseudonim, pod którym kryminały pisało czterech autorów! To ci numer! Ale nie tak, że czterech na raz, najwyżej dwóch (lub dwie, bo połowa tego zespołu to kobiety) pisało razem jedną powieść.
Człowiek w matni wydał mi się nieco nudny. John Hamilton przeprowadził się z żoną z Nowego Jorku na prowincję, żeby w spokoju malować obrazy, ale także by chronić żonę-alkoholiczkę przed zgubnym wpływem wielkiego miasta. Gdy jednak dostaje propozycję powrotu do dobrze płatnej pracy, Linda nie może się pogodzić z jego decyzją, by jednak dalej mieszkać w tej małej nudnej dziurze. Podczas wyprawy Johna do NY kobieta znika, a wszystko wskazuje na to, że winien jej zniknięcia jest on, mąż. Miejscowi organizują na niego nagonkę... 

Oglądamy crime scene oczami Johna, który drobiazgowo analizuje każde słowo Lindy, każdy jej gest i krok. Pomocy udzielają mu dzieci, z którymi wcześniej się bawił (dziś by ten motyw nie przeszedł, bo od razu narzucałby wiadome podejrzenia), ale nie można się na nie całkowicie zdać, bo są nieprzewidywalne. Duszna atmosfera nieustannego zagrożenia, tak, to zostało dobrze opisane, ale nudziła mnie drobiazgowość i mówiłam sobie niech ją już wreszcie znajdą, niech się to skończy.

Początek:

Koniec:


Pan Jerzy się poprzybijał w książce dość gęsto... Ulica Pstrowskiego - to chyba obecna Kalwaryjska?

 

Wyd. Iskry Warszawa 1965, 193 strony 

Tytuł oryginalny: The Man in the Net

Przełożył: Wacław Niepokólczycki

Seria: Klub Srebrnego Klucza 

Z własnej półki (egzemplarz z knihobudki dość sfatygowany i nawet bez tylnej okładki)

Przeczytałam 7 marca 2026 roku 



Najnowsze nabytki 

Z nabytkami jest tak, że Lermontow mi się spodobał z okładki, tak mi się kojarzy z książkami z dzieciństwa, ale chyba jednak trzeba wynieść, bo gdzie ja go będę czytać... Następnie Nike - to jest Dziennik Katherine Mansfield i coś mi mówi, że też mi się nie chce. Ostatnio, jak skończyłam Listy Joyce'a, zdjęłam z półki Listy tej właśnie autorki i nie przebrnęłam nawet przez wstęp napisany przez jej męża. No jakoś nie, chociaż kiedyś mi się (chyba) podobały jej opowiadania Garden Party.

Bułhakow pochodzi z półki w Jordanówce, a więc nie dziwi, że ma wyciętą kartkę tytułową, ale zabrałam, bo to jest jakieś inne tłumaczenie, co zobaczyłam już w pierwszym zdaniu. Trzeba się zapoznać. Kto tłumaczył, nie wiadomo. A ten Titel to rumuński pisarz, łudzę się, że przeczytam, boć to drobiazg, no i potem wyniosę. Kryminał hiszpański zgarnęłam z rozpędu - zna ktoś tę autorkę, warto?

Wracając do tematu sprzedaży książek z knihobudek - tak wygląda pieczątka, którą biblioteka na Rajskiej wbija do książek, które można wziąć z darmowych półeczek.
 


Zastanawiam się, czy nie zamówić czegoś w tym stylu... bez zgłaszania oczywiście gdziekolwiek 😂Ale przecież (mimo że bywam w "mojej" budce zazwyczaj parę razy dziennie, no takie zboczenie) nie wyłapię wszystkich przynoszonych tam egzemplarzy, żeby je opieczętować. Niemniej jednak mogłabym nosić pieczątkę ze sobą i wbijać, wbijać, wbijać 😁 Jak myślicie? A jeśli jesteście na tak, to jaki tekst proponujecie?  

Poza tym nagle i niespodziewanie odkryłam, że zakwitł storczyk ofiarowany mi na imprezie pożegnalnej w pracy - a był już goły i niewesoły. Miło z jego strony.

Umyłam wszystkie okna, uprałam wszystkie zalane ręczniki i nic więcej nie chce mi się robić. Wspomniane ręczniki należy teraz pozwijać i poukładać z powrotem na półkach, ale nie mogę się za to zabrać. Bo wiem, że się teraz nie zmieszczą, przecież zawsze tak jest 🤣 Jak patrzę na tę KUPĘ, to wydaje mi się, że faktycznie jest ich za dużo jak na potrzeby dwóch osób. Ale ręczniki się przecież zużywają z czasem, a zakupów tego rodzaju raczej się już nie będzie robić...

Co wiąże się z tematem finansów, ale o tym będzie, jak przyjdzie emerytura po rewaloryzacji 😂
 

A jak już przyjdzie to może się wybiorę na wystawę, bo czeska artystka zawitała do Mocaku. Przepatrzyłam cennik biletów i nie ma lekko, ulgowy dla emerytki kosztuje 20 zł, niech ich diabli wezmą. Chyba na przyszłość muszę się w czas dowiadywać, kiedy wernisaże, żeby za darmo chodzić 🤣 Miałam takie hobby, gdy córka była mała i nie pracowałam - pomyśleć, jak to zatoczyło koło... Inna sprawa, że na otwarciu jest ścisk (jeśli wystawa dobra) i oglądanie jest utrudnione.



niedziela, 25 stycznia 2026

Josephine Bell - Osaczona

Josephine Bell nie ma polskiego hasła na Wikipedii, mógłby ktoś się zabrać za przetłumaczenie angielskiej wersji, skoro była w Polsce wydawana. Kiedyś się bawiłam w opracowywanie tam haseł (krakowskich), ale to było wieki temu, wypadłam z rytmu. 

Co do tych tłumaczeń, to chyba tylko jeszcze jedna jej rzecz u nas wyszła - Łowca uczuć, z okładki wygląda raczej na romansidło, ale to chyba też kryminał. Autorka była lekarką, pracowała przez lata w szpitalu i część swych powieści kryminalnych osadziła właśnie w tym środowisku. Zresztą nawet w Osaczonej kluczową informację przynosi reprezentantka medycznej profesji. 

Książka jest bardzo angielska w stylu, polecam wielbicielom starej Anglii. No, starej... to rok 1959, jeszcze świeże wojenne przejścia. Młode małżeństwo z dzieckiem wynajmuje pokój spokojnej starszej pani, która chętnie zajmuje się ich córeczką w razie potrzeby. Nagle grom z jasnego nieba - lokatorka próbuje się otruć gazem. Wtedy na jaw wychodzi jej przeszłość, pani Trubb okazuje się dzieciobójczynią, która dostała dożywocie, a po 15 latach wyszła na wolność. Jednak Mavis i Red nie wierzą ani w samobójstwo ani w jej winę i rozpoczynają własne śledztwo. Bardzo lekkomyślnie zresztą. Cóż, widocznie nazwisko zobowiązuje (Holmes) 😁 

Bardzo porządny kryminał z tymi angielskimi smaczkami i niespodziewanym zakończeniem.

Początek: 

Wyd. Iskry, Warszawa 1972, 196 stron

Seria: Klub Srebrnego Klucza 

Katalog mówi, że mam 52 sztuki z tej serii (oczywiście, jeśli mu można wierzyć), blog natomiast twierdzi, że przeczytałam 14. To mam co robić na starość 😂 

Tytuł oryginalny: Easy Prey

Nie chciało mi się wstać od biurka i sprawdzić w słowniku, co znaczy prey, ale drogą dedukcji (i z kontekstu) doszłam do tego, że to samo, co po włosku preda - i zgadza się! Jednak warto znać języki 😂 

Przełożyła: Irena Laskiewicz

Z własnej półki

Przeczytałam 24 stycznia 2026 roku 


Urobek filmowy

Planowałam wybrać się w tym tygodniu na comiesięczne wyjście do kina, upatrzony film (Father, Mother, Sister, Brother czy jakoś tak, nowy Jarmusch w każdym razie) był o godz. 18.00, co dla mnie już jest trochę późno - ale opublikowali program na przyszły tydzień i będzie o 16.00, więc przełożyłam wyprawę. Tak więc oglądałam w domowych pieleszach filmy online lub z DVD.

- włosko-szwajcarsko-francuskie Ciało niebieskie (Corpo celeste) z 2011 roku. Obejrzałam online (z polskimi napisami). Wrażliwa 13-latka wraca z rodziną do rodzinnej miejscowości w Kalabrii po 10-letnim pobycie we Szwajcarii, więc przygląda się wszystkim i wszystkiemu naokoło z wielkim zaciekawieniem. Dysfunkcyjna rodzina, problemy podczas przygotowań do bierzmowania, dojrzewanie... cały czas bałam się, że ten splot doprowadzi do tragicznego końca, ale dzieci są silne, silniejsze od dorosłych. 8/10

- grecki Krawiec (Raftis) z 2020 roku, obejrzany na Arte, gdzie film opisany jest następująco: Nikos pracuje i mieszka w zakładzie krawieckim swojego ojca, który specjalizuje się w szyciu eleganckich garniturów. Kiedy bank grozi przejęciem pracowni z powodu długów, a ojciec zapada na zdrowiu, Nikos postanawia działać. Zamiast garniturów na miarę zaczyna szyć niedrogie suknie ślubne, które sprzedaje z obwoźnego straganu. I po raz pierwszy się zakochuje. Takie filmy właśnie chciałabym oglądać 😍 Mocne 7/10 i polecam gorąco - nie mówcie, że naiwny!

- brytyjski Panna Marple: Karaibska tajemnica (Miss Marple: A Caribbean Mystery) z 1989 roku. obejrzany online z francuskimi napisami - zaczęłam z polskimi, ale mnie zirytowały, francuskie zresztą też nie były idealne. A sama Miss Marple niezła 😁 Książki nie znam i nie mam. 

- polski Motylem jestem czyli romans 40-latka, 1976. Obejrzany na YT. Stefciu Karwowski ze swoim Wackiem 😁 Oraz piękna Irena Jarocka 😍

- czeska Hra bez pravidel (polski tytuł: Gra bez reguł), 1967. Obejrzana na You Tube. Kryminał czarno-biały, bardzo francuski, w stylu film noir. Zaczyna się sceną napadu na jubilera. Udział bierze trzech rzezimieszków, dwóch ginie, a policjant, który w obronie własnej zastrzelił jednego z nich, zostaje wyrzucony z roboty. Pracuje jako taksówkarz, ale ciągle pragnie rozwiązać zagadkę i odnaleźć skradzione złoto. Mocne 7/10. 

- rumuńska komedia Vecina z 2025 roku. Obejrzana online z napisami angielskimi (do wyboru jeszcze były tureckie 😁). Vecina znaczy po rumuńsku sąsiadka, tu z piekła rodem: nie daje żyć innym w bloku, bo wymaga absolutnej ciszy, co chwilę wzywa policję, ma ponoć 500 spraw w sądzie. Jeśli sąsiedzi się nie zjednoczą w walce z nią, będą na przegranej pozycji...  Śmieszne jednak to wszystko nie było, humor naprawdę z dolnej półki, jeśli daję 4/10 to i tak zawyżone (sobie przynajmniej posłuchałam rumuńskiego, no i czytałam te angielskie napisy). 

- radziecki Stworzył nas jazz (My iz dżaza), 1983. Obejrzane z niedawno zakupionego DVD z serii KLASYKA KINA RADZIECKIEGO. Akcja w latach 20-tych, młody człowiek zostaje wyrzucony z Technikum Muzycznego za granie burżuazyjnej muzyki, spotyka dwóch wędrownych grajków i namawia ich na stworzenie pierwszego radzieckiego jazzbandu, wbrew wszelkim przeciwnościom. Oglądałam to przez 15 laty, tyle że w oryginale, dałam wtedy 7/10, zostaję przy tej ocenie. Jak by co - jest na YT.

 

Najnowsze nabytki

Pisałam wcześniej, że trzy. To był reportaż z Hiszpanii i dwa kryminały, które poprzedni właściciel z fantazją posklejał srebrną taśmą 😂 Ale ta Agata Christie wydała mi się rzadkością, więc zatrzymuję.

Potem była cisza, aż tu nagle Dziewczęta z Nowolipek w takim wielkim formacie i z dużą czcionką, więc postanowiłam zamienić moje stare wydanie z 1956 roku, z domu jeszcze. Trochę mi szkoda, bo jest tam wielka pieczęć Ojczastego, ale tu jest też Rajska jabłoń, której nie czytałam. Nawiasem mówiąc, to nowsze wydanie (1995) było nagrodą za pracę w Sklepiku Uczniowskim 😉
 

No a wczoraj wychodzę po obiedzie na kroki, a tu ktoś całą knihobudkę zapełnił. Przeglądałam na chybcika, bo ręce grabiały, a tu część książek była obłożona (przeważnie w czarny papier!) i musiałam wyciągać z półek i otwierać, żeby zobaczyć, co to. Kischa odniosę z powrotem, bo to nie reportaże, tylko dziennik. Mam tak samo wydanego Szalejącego reportera, też z pieczęcią Ojczastego 😁

Wzięłam jeszcze pierwszy tom dzieł Gałczyńskiego, bo posiadał obwolutę - mam (jeszcze z domu) egzemplarz, ale nawet nie wiedziałam, że pierwotnie obwolutę miał. Tak więc zamierzyłam się jedynie na nią, a książkę odniosę. Z tym, że chciałam teraz sprawę załatwić do końca - a tu Gałczyńskiego nie ma na miejscu, gdzie stał od lat i wiedziałam na pamięć. Zaglądam do katalogu, a tam, że niby ma być na innym regale - ale tam go też nie ma. Ja się potnę normalnie, cały czas porządkuję i cały czas burdel!!! Na wszelki wypadek Gałczyńskiego nie wynoszę, będzie czekał, może się ten mój odnajdzie.

A zdjęcie daję, bo ciekawa dedykacja. Taka dziwna trochę, bo tu wielce szanownej a tu od Staszka, tak familiarnie. No i do znakomitego zbioru książek 😁 Staszek musiał bywać w domu wielce szanownej, skoro o tym wiedział?



wtorek, 23 września 2025

Henryk Gaworski - Jelenie jedzą klejnoty

Wczoraj wyskoczyłam na pięć minut zanieść do knihobudki książki (o czym niżej), a tam pan jeden mówi, że poprzedniego dnia przyniósł jakiś kryminał i patrzy, że już nie ma. Ja:

- O, to szkoda, bo ja zbieram kryminały.

Widzę, że pan coś w głowie międli, w końcu pyta:

- A pani to kiedy tu przychodzi?

Chyba chciał zaproponować, że jeszcze coś przyniesie 😂 

No cóż, nie mam stałych godzin... 

Tymczasem przeczytałam "kluczyka" znalezionego jeszcze w lipcu. 

Na początku co prawda mamy przyłapanie pewnej paniutki na przemycie drogocennej biżuterii, a to dlatego, że celnik w pociągu był z wykształcenia historykiem sztuki - nie mówię, że to niemożliwe. Ale potem przenosimy się do nadleśnictwa, gdzie podczas polowania został zabity jeden z przyjezdnych myśliwych. Okazuje się, że był to dziennikarz, od pewnego czasu prowadzący prywatne śledztwo w sprawie tego przemytu, więc sprawy się zazębiają. 

Jest to kryminał milicyjny, mamy więc dokładny obraz prowadzonego śledztwa i różnych sposobików (oraz nieudolności milicji, która przegapia kluczowe odciski palców). Czyta się dość wartko, choć sam pomysł przestępców przekazywania sobie biżuterii w tak karkołomny sposób, jaki tu jest opisany, jest po prostu absurdalny.

Zlituję się jednak nad Wami - gdyby ktoś w przyszłości miał to czytać - i nie dam ostatniej strony 🤣 

Gdy myślę nad tym moim gromadzeniem książek, postanawiam, że będę przynosić już tylko kryminały... Ale potem wpada w ręce a to jakaś książka kucharska (czy ja wreszcie zacznę z nich korzystać?), a to jakaś młodzieżówka, a to coś do nauki języków, a to znowu powieść, którą może warto przeczytać... i tak to się toczy, kurka wodna. 

Początek: 


Wyd. Iskry, Warszawa 1978, 205 stron

Seria: Klub Srebrnego Klucza 

Z własnej półki (przyniesione z knihobudki w całym zestawie kryminałów 30 lipca 2025 roku)

Przeczytałam 17 września 2025 roku 



Z ZALEGŁOŚCI 

Z drogi do Lidla 

Stał tam jeszcze ostatni pojemnik na tekstylia, zabrałam więc sześć sztuk wyciągniętych z szafy, że na pewno nie będę nosić (a wiadomo, jakie to ciężkie decyzje), podchodzę, a tu panowie pakują ten pojemnik do samochodu.

- Koniec? - pytam.

- Koniec - odpowiadają.

Kurde, mam te ciuchy w wózku na zakupy, ale przecież jak ich nie oddam, to nie będzie gdzie tych zakupów włożyć. 

- Panowie, a mogę jeszcze to dołożyć?

Mogłam. W ostatniej chwili zdążyłam!

A dziś widziałam przez okno, że samochód od gabarytów zabrał jakieś wory z ciuchami wystawione przed sąsiednią klatką - czyli faktycznie to działa. Chciałabym bardzo jeszcze szafę przetrzebić...

Również w drodze do Lidla przed jednym ze śmietników widziałam ten róziowy fotel 😁 Ach, jaki musiał być wygodny! Tylko nogi mu amputowało. I to mi przypomniało, że na azjatyckim YT widziałam nieraz taki rodzaj fotelików bez nóg, ustawionych przy stole 😂 


Z knihobudki 

Córka mi przyniosła z knihobudki 🤣

- Masz - mówi - przyda Ci się na Pragę.

Ja zadowolona, nieduże, można nosić w torebce na wsiakij słuczaj, ale oglądam to opakowanie i cóż się okazuje - do 30 kg. Jaka szkoda!

Akurat zaniosłam z powrotem i jakaś starsza pani zaczęła dopytywać, co to. O, to ja dla wnuków wezmę. 

 

W sobotę rano, zanim się z Ojczastym na dobre rozhulało, zrobiłam zamówienie w Ulubionym Antykwariacie. Znów mi coś tam podkupili i w rezultacie nabyłam 47 sztuk. Ale uwaga! Z założeniem, że pozbędę się z domu takiej samej ilości! I w nocy z niedzieli na poniedziałek, gdy nie mogłam spać, bo już mi plecy nawalały, wytypowałam trochę do wyniesienia. Trochę czyli 52 sztuki!!! Dzielna jestem?

27 już poszło do budki, następne w kolejce czekają. 

Ciągle się zastanawiam nad cracovianami, to była wielka pasja i wiele ich jest, wynoszę na razie jakieś pierdółki, bo jeszcze nie umiem się zdobyć na generalne cięcie. Jedną podejrzliwie sprawdziłam na allegro - jest jeden jedyny egzemplarz za 54 zł, to odłożyłam niby do sprzedania (chytra baba z Radomia), ale to tyle zachodu... 


czwartek, 11 września 2025

Zygmunt Zeydler Zborowski - Akcja Rudolf


Przeczytałam pierwszy z trójki Srebrnych Kluczyków, znalezionych niedawno w knihobudce. Oczywiście zaczęłam od ZZZ, no bo ostatnio mi tak często wpada w ręce. Więc znowu kapitan Downar prowadzi śledztwo - zmarł (na atak serca?) mąż Krystyny, wiarołomnej żony 😉 Krystyna poznała w Zakopanem doktora Łukasza, gorący romans, małżeństwo dawno wygasłe, ale ona boi się powiedzieć mężowi, że chce odejść, bo obawia się jego gwałtownego charakteru. Gdy więc mąż schodzi nagle, czytelnik podejrzewa Krystynę, że w taki prosty sposób chciała załatwić sprawę. Lekarz pogotowia ma pewne wątpliwości co do przyczyny śmierci, a że Teodor Nechay był jednym z głównych projektantów w biurze projektów MON, milicja musi się zająć tym dziwnym przypadkiem. Coraz więcej tropów prowadzi do coraz większej ilości podejrzanych, ale aresztowany zostaje na razie jedynie doktor Łukasz, bo pewne poszlaki wskazują na niego. Czyżby to Krystyna chciała go wrobić w morderstwo?

Czytable, choć jest to stały chyba melanż wątków romansowo-erotycznych i szpiegowskich. A co tam, niech będzie. Gdyby tak policzyć wszystkich szpiegów działających w PRL według ówczesnych kryminałów, to chyba liczby szłyby w tysiące 😂

Początek:

Koniec: 

Wyd. Iskry, Warszawa 1963, 185 stron

Seria: Klub Srebrnego Klucza 

Z własnej półki (przyniesione z knihobudki 5 września 2025 roku) 

Przeczytałam 7 września 2025 roku

 

 

W jednej z książek z knihobudki był taki bilecik. Wzruszający.


 

Ojczasty miał być dziś kąpany, ale nic z tego nie wyszło, bo znów majaczy. Najpierw jego tekst:

- Uciekaj! Daruję ci życie! Słowo daję!

wzięłam na wesoło, ale potem zaczął wymachiwać kulą, a gdy usiłowałam mu ją wyjąć z ręki - mało mi nie złamał kciuka, tak mocno zacisnął dłoń na mojej. To niesamowite, jak wielką ma siłę podczas tych ataków... Zdołałam zadzwonić po Sąsiada, ale zanim przyszedł, Ojczasty już się nieco uspokoił, wrócił do łóżka, kulę odłożył obok, więc Sąsiad przyniósł mi ją do kuchni. Postanowiłam nie czekać na rozwój sytuacji, tylko zaaplikować mu od razu trzy silne tabletki. Cóż, kiedy nie chciał jeść śniadania, machnął ręką, że później. I od tej pory podsypia. Wszelkie plany na dziś wzięły w łeb, nie żeby to było nie wiadomo co, ot, zakupy, spacer, siłownia. Nie wyjdę, bo się boję, co może wyprawiać. Brat mówi, żeby się nie wahać i dzwonić po pogotowie, niech go zabiorą do Kobierzyna, jeśli znów zrobi się agresywny. Ale tak mi go żal. Co z niego tam zrobią. Owszem, spacyfikują silnymi lekami - i co dalej? Zwrócą mi roślinkę? 

Jak można się tak upierać przy takim zasranym życiu. Dlaczego nie odejść z własnej woli, jak to zrobiła mama. 

Więc taki dzień. A tu człowiek czyta o rodzinie Parandowskich, ciekawe, czy tam też trafią się smutne przypadki. Na pocieszenie...

A' propos smutne czy raczej a' propos chorych. Świetny film obejrzałam, nie wiem, jaki jest polski tytuł, może Nocna zmiana? Angielski to Late Shift. Szwajcarski, opowiada o jednej zmianie szpitalnej pielęgniarki, którą śledzimy krok w krok - i jeśli ktoś do tej pory nie doceniał takiej pracy, to cóż, ma okazję zmienić zdanie. Film jest tutaj, ale polskie napisy nie były najlepsze (niedopasowane do dialogów, opóźnienia), więc oglądałam z włoskimi, żeby się nie męczyć, są oczywiście angielskie. I różne inne. 

piątek, 4 kwietnia 2025

Vera Caspary - Laura

Po raz pierwszy w życiu (chyba) nie mam co ze sobą robić. Za słaba na cokolwiek, patrzyłam dziś rano przez okno na siwą kobietę, która energicznie maszerowała po jezdni i myślałam, że jak to, przecież ja niedawno też sobie tu i tam chodziłam jak normalny człowiek, a teraz co. Leżę. Z czego mi jeszcze słabiej, oczywiście. Brat na moją prośbę przywiózł z Ojczastym i zupę dla niego na dwa dni, tak że dopiero dziś musiałam się zabrać za gotowanie. Jak mnie nie boli głowa przypadkiem, trochę czytam. Jak boli (nie przypadkiem) to już w ogóle nic. Oglądać za bardzo nie mam siły. Rano gotując Ojczastemu kaszę manną włączyłam radio i szybciutko wyłączyłam z powrotem, żaden jazgot!

Więc tak: przeczytałam ni z tego ni z owego już trzy książki w kwietniu. Pierwszą była Laura, na którą się napaliłam, bo kryminał. Teraz czytam, że znany, że sfilmowany - ale nie spodobał mi się wcale. Teraz widzę, że mam tak z co drugą pozycją: Laura na nie, Stacja Warszawa na tak, historie z pogotowia na nie, aktualnie czytany czeski kryminał na tak. Pozostaje dobrze się zastanowić nad wyborem piątej książki 😂

Laura Hunt zostaje zastrzelona na progu swego mieszkania, a śledztwo prowadzi ambitny detektyw, który... zakochuje się w ofierze. Kolejne części mają różnych narratorów, a w pewnym momencie okazuje się, że Laura żyje. 

Tyle o treści, a teraz o pieczątce. Książka jest pobiblioteczna, ma wtórną oprawę podobnie jak niedawna Agata Christie. Słynna wypożyczalnia Stefana Kamińskiego na Św. Jana! Jedyna prywatna wypożyczalnia po wojnie. Oblegana przez czytelników, których liczbę ograniczano, żeby książek dla nich nie zabrakło 😁 Jednocześnie był to antykwariat i pamiętam, jak w latach 80-tych grzebałam tam w stosach Ameryk. Po śmierci antykwariusza firmę przejęła jego bratanica i dopiero w 2019 roku odeszła na emeryturę. Wówczas skończyła działalność ostatnia prywatna wypożyczalnia - ale antykwariat istnieje nadal, przejęty przez nowego właściciela. Więc taka pamiątka 😍


Wyd. Iskry, Warszawa 1966, 197 stron

Seria Klub Srebrnego Klucza

Tytuł oryginalny: Laura

Przełożyła: Zofia Uhrynowska

Z własnej półki

Przeczytałam 1 kwietnia 2025 roku



A teraz, gdy już dam zupę Ojczastemu, wybieram się do przychodni bez numerka - wepchnąć się do lekarki. W ręku wyniki badań (złe: pełno H lub L przy poszczególnych pozycjach; w internecie sprawdziłam tylko pierwsze L przy płytkach krwi, anemia - to mi wystarczyło) i nie ma opcji, żebym się dała wyprosić, bo muszę kurna zacząć się leczyć jeszcze dziś! Toż tu pod znakiem zapytania stoi majowa Praga!

piątek, 28 marca 2025

Agata Christie - N czy M?

Po Dorosnąć chciałam coś lekkiego i nie nudnego 😉 Wybór padł na Christie niedawno przyniesioną z budki. Jest we wtórnej bibliotecznej oprawie, ma też wyblakłe pieczątki, ale nie mogę się doczytać, coś w rodzaju Biblioteka Związków Zawodowych chyba.

Jest to powieść szpiegowska, Wielka Brytania przygląda się z wielkimi obawami wojennym działaniom w Europie, a odpowiednie służby są mocno zaniepokojone aktywnością Piątej Kolumny, toteż zlecają wykrycie niemieckich szpiegów w nadmorskim pensjonacie Sans Souci - komu? Cywilowi Tomaszowi Beresfordowi, bowiem nie można już ufać nikomu z pracowników, Niemcy mają swoich ludzi wszędzie. 

Ponieważ o Tomaszu i jego żonie Tuppence wielokrotnie się tutaj wspomina jako parze mocno zasłużonej dla brytyjskiego wywiadu już w czasie I wojny światowej, zajrzałam na Wiki i faktycznie, najpierw powstała powieść Tajemniczy przeciwnik z ich ówczesnymi przygodami.

Przy okazji doczytałam, że 

Wszystkie utwory objęte były w 1951 roku w Polsce zapisem cenzury, podlegając natychmiastowemu wycofaniu z bibliotek.

Ha! Ciekawe, co było powodem.

Drugą ciekawostką jest to, że kryminały Christie na polskiej Wikipedii są opisane łącznie z wyjaśnieniem kto zabił 🤣

Początek:

Wyd. Iskry, Warszawa 1956, 270 stron

Seria Klub Srebrnego Klucza

Tytuł oryginalny: N or M?

Przełożyła: Krystyna Tarnowska

Z własnej półki

Przeczytałam 25 marca 2025 roku
 

Z urzędami to jest tak. W kwietniu mam złożyć papiery na dodatek mieszkaniowy. Odkąd jest nas troje, a ja już nie pracuję i mam tylko gołą emeryturę - kwalifikujemy się. Dostałam już raz, od listopada do kwietnia, bo przyznają na pół roku i potem ta sama kołomyja, wszystkie zaświadczenia od nowa. Więc teraz w kwietniu mam złożyć na okres od maja do października. Wzięłam już papiór z ZUS-u, ale głównie musi być ze spółdzielni. Pojechałam do urzędu zapytać, czy spółdzielnia może mi wystawić kwit w poniedziałek 31 marca (rzecz w tym, że wtedy we wtorek 1 kwietnia pojechałabym złożyć wszystko, bo to jest ostatni dzień wolności; w środę wraca Ojczasty - nie dało się inaczej, bo następnego dnia brat jedzie na swój comiesięczny zastrzyk w oko, fuj). 

- Nie radziłbym. Może być problem. Powinna być data kwietniowa.

Czyli dane o wysokości czynszu będą za styczeń-marzec, ale nie mogą być wystawione ostatniego dnia marca. Powiedzcie sami, czy to nie jest śmieszne 😢

wtorek, 27 sierpnia 2024

Barbara Nawrocka - Zatrzymaj zegar o jedenastej

Zdobycz z ostatnich czasów. Tak sobie leżałam jeszcze w łóżku wczoraj rano, myślałam o tym, że spodobała mi się Nawrocka i o kolekcji kryminałów, którą miała moja ciocia w PRL-owskich czasach: wisiało kilka półek nad łóżkiem, przedmiot zazdrości. Ciocia nie pożyczała i pewnie słusznie czyniła 😉

I zachciało mi się też taką kolekcję mieć. Żeby na osobnym miejscu. Aż wstałam i zaczęłam się rozglądać po mieszkaniu.

No nie, nie ma opcji. Ani pół miejsca na osobny regalik. Chyba, żebym filmy wyrzuciła, co oczywiście nie wchodzi w grę 😂

Teraz sobie myślę, że te kryminały ówcześnie to był łakomy towar i pewnie zaprzyjaźniona pani w księgarni dla cioci wszystkie odkładała. Ciocia jeszcze przy zdrowych zmysłach, może zadzwonię i dopytam?

Tymczasem pani Nawrocka to zagadka, bo hasło na Wikipedii ma (jako Barbara Nawrocka-Dońska), ale opisana tam jest jako prozaiczka, eseistka i dziennikarka, nic o twórczości kryminalnej - aczkolwiek wśród powieści ten tytuł jest wymieniony. Błąkało mi się po głowinie, że coś już mam tej autorki, ale katalog says no.

A dociekam, bo mi się PODOBAŁO, więc chętnie bym coś jeszcze przeczytała. Jest to kryminał milicyjny jak najbardziej, śledztwo prowadzi kapitan Korda z pomagierem Gablerem. W drewnianym baraku gdzieś na Bródnie zostaje zastrzelony miejscowy zegarmistrz, człowiek samotny, o którym nikt nic nie wie. Jedynym tropem znalezionym przez milicję jest przedwojenne wydanie Romansu Teresy Hennert z pieczątką biblioteczną i... kolekcja zabytkowych zegarów na ścianach, wszystkich zatrzymanych na godzinie 11.00. Tak, zegar i ta godzina odegrały główną rolę w tragedii z czasów wojny, ale o tym dowiemy się dopiero na końcu 😁

Poza nieco nadmierną ilością psychologizowania czytało się dobrze, polecam.

 Początek:

Koniec :


Wyd. Iskry, Warszawa 1973, 195 stron

Seria: Klub Srebrnego Klucza

Z własnej półki

Przeczytałam 26 sierpnia 2024 roku


Szyszkodar przywiózł mi kolejną porcję knig do parcelowania 😂 Wybrałam się nawet wczoraj z wózkiem, żeby oblecieć od razu kilka budek, ale to głupi pomysł, bo nie można tego połączyć potem z przebieżką, więc żeby mi to było po raz ostatni! Będę zabierać w siatce po kilka książek do jednej budki. I potem hulu babulu.


 

I wiecie co? Tylko cztery sobie odłożyłam, sukces 😎 Ten Karasimeonow to Bułgar, tytuł mnie pociąga 😉 Ponoć była ta Miłość sfilmowana i nawet przemknęła przez nasze kina (oczywiście dawno temu, a teraz gdzie znaleźć bułgarskie filmy...). A Niejaki Piórko to wiecie co? Wspomnienie z pierwszego czy drugiego roku studiów. Pozapisywałam się wtedy do różnych bibliotek, pamiętam jedną na rogu Dolnych Młynów - nie ma jej od wieków - i pożyczałam wszystko, byle się nie uczyć 😁


 

Byłam wczoraj na Fabryce uzgodnić to i owo przed feralnym wrześniem. Przez pierwsze dwa tygodnie będę uczęszczać trzy razy w tygodniu, potem się to pewnie zintensyfikuje. Oczywiście jednocześnie ciągle ogarnianie zdalne, wiadomo. 

Dziewczyna, która ma mnie zastąpić, nawet nie zgłosiła się jeszcze z papierami. Powtarzam sobie co mnie to obchodzi, ale obawiam się, że zanim te nieistniejące jeszcze papiery obrobią i ją przyjmą, będę się czuła moralnie (tylko i wyłącznie) zobowiązana do ciągnięcia działki... Fuj. I zaraz będzie jesień.


Sobota: 7.819 kroków - 4,5 km

Niedziela: 9477 kroków - 4,9 km

Poniedziałek: 6806 kroków - 3,7 km


czwartek, 11 lipca 2024

Zygmunt Zeydler Zborowski - Koty Leokadii Kościelnej

Koty Leokadii Kościelnej zabrałam z Szyszkodarowego stosu dla siebie, bo tytuł znałam, zresztą jest taki intrygujący. Akcja dzieje się w latach 60-tych, ale jak wyczytałam potem w internecie ten kryminał był najpierw drukowany w gazecie, a dopiero w 1975, po 10 czy 11 latach, wydany książkowo. 

Tak naprawdę zabrałam się za czytanie Pragi magicznej, bo to wstyd nie znać. Ale idzie mi jak krew z nosa :( a że potrzebowałam książki niedużej do tramwaju, to złapałam te Koty. I Koty poszły błyskawicznie. Widzę tu w Szyszkodarowych stosach jeszcze jeden kryminał ZZZ, to oczywiście zabieram. Oraz pamiętam, że kiedyś wyniosłam parę takich staroci do roboty, z myślą pozbycia się, i one chyba tam ciągle są, więc je przyniosę z powrotem do domu 😁 Może w ogóle będę kolekcjonować PRL-owskie kryminały?

Jeśli zaś chodzi o Koty, to fajna lektura. Rozwiązanie zagadki kto zabił zaskakujące. Śledztwo prowadzi (między innymi) major Downar, który ponoć pojawia się w wielu powieściach ZZZ. No to się jeszcze spotkamy 😎

Mimo że nie brak tu propagandy w rodzaju:

* wiesz ty, że polska milicja jest teraz bardzo wysoko notowana w świecie? (to mówi przestępca)

* a najgorsze, że ci z milicji w ogóle nie chcą brać. Życie byłoby łatwiejsze, żeby poszli trochę na współpracę.

Milicja ma na swych usługach piękną Ewę władającą perfekt francuskim, więc udającą Belgijkę. Ta służy za przynętę. Mieszka sobie i stołuje się w Grand Hotelu.

Żony jednego z nich (przestępców znaczy się, głównie fałszerzy i handlarzy walutą) nie ma w domu, bo poszła do kina. Jakoś nie wierzę w taką sytuację. Znaczy - ja na przykład całe życie chodzę sama do kina, ale wiem, że budzi to zdziwienie. A jeszcze w latach 60-tych?

Początek:

Koniec:

Wyd. Iskry, Warszawa 1975, 227 stron

Seria: Klub Srebrnego Klucza

Z własnej półki

Przeczytałam 9 czerwca 2024 roku


NAJNOWSZE NABYTKI

Ściągnięte z miasta z knihobudek. Wreszcie słownik węgierski! Mam już podręcznik, więc wiecie - kto wie (kiedyś)? Lekturka z angielskiego na przyszłość, kryminał paskudnie wydany, stary numer Przekroju (było ich dużo, ale się pohamowałam).


Życie emeryty

Emeryta NIE MA NA NIC CZASU.

C.b.d.u. 😂

Emeryta postanowiła odłożyć na porę jesienno-zimową te wszystkie prace porządkowo-organizacyjne, jakie sobie przewidziała (typu uaktualnienie katalogów etc.). Szkoda na to czasu w lecie, prawda? Co prawda z racji upałów i tak średnio korzystam z tego lata: przebieżkę* odwalam z samego rana, póki jeszcze się tak nie nagrzało, czasem późnym popołudniem idę na drewnianą leżankę na łączce poczytać (z całym rynsztunkiem w wózku na zakupy - jak to dobrze jednak, że go córka nabyła - koc, jasiek 😂, dwie książki, coś do picia), ale zazwyczaj mnie to tak rozleniwia, że mam ochotę zasnąć. 

* przebieżką nazywam nie bieganie (Boże broń!), tylko marsz. Spacerem to wszak trudno nazwać, skoro się tak szybkim krokiem zasuwa. Minimum pół godziny. Obejście całego osiedla naokoło w ten sposób zajmuje 31 minut od wyjścia z domu do powrotu. Ale zaczynam się wypuszczać nieco dalej, więc docelowo chcę godzinę zapierniczać.

W domu czas płynie masakrycznie szybko. Pochwalę się dwoma osiągnięciami: 

- oddałam na Śmieciarce w sumie 9 sukienek (najpierw musiałam sama siebie przekonać, że NAPRAWDĘ już nie schudnę), a te zimowe zapakowałam do pojemnika na ubrania znalezionego w IKEI za 6 zł 😁 Dzięki temu ciuchy, które mi zostały na lato, już nie są tak ściśnięte w szafie. 

- wczoraj zaś kolejny genialny pomysł na upał 🤣 - zrobiłyśmy porządki w butach. Te w najlepszym stanie zostały wystawione koło śmietnika i ktoś się nimi zaopiekował, reszta poszła do zsypu. Było tego MASA. Tak że ten - jak mnie zima zaskoczy, to będzie fajnie, bo nie mam ani jednych kozaków już. Ale z drugiej strony, gdzie ja w zimie potrzebuję chodzić 😂 Kupiłam w IKEI jakiś set 4 pudełek na buty, ale go oddam, bośmy się spokojnie pomieściły z tym, co zostało.

Właśnie - nakupiłam różnych różności w IKEI i teraz pozostaje mi jedynie modlić się, żeby Pan Stolarz wreszcie przyjechał wziąć miarę na półeczkę w kuchni, bowiem te różne różności to on miałby mi zamontować. Zobaczywszy bowiem w sklepie białą tablicę do pisania notatek wymyśliłam, że może Ojczasty będzie mógł przeczytać, jak się go o coś zapyta wielkimi bukwami na tej tablicy (a potem my sobie możemy tam z córką zostawiać wiadomości etc.). I jedyne miejsce na tę tablicę, jakie znalazłam, to z boku kuchennego słupka. Więc Pan Stolarz ma po pierwsze powiedzieć, czy przy przykręcaniu tego nie odpryśnie lakier, a po drugie - jeśli można to zrobić - MA TO ZROBIĆ (choć jeszcze o tym nie wie) 😁

A skoro z jednej strony słupka będzie tablica na notatki, to z drugiej mogłaby być tablica perforowana przybiurkowa na różne duperele, tak? Choćby na router, który już półtora roku leży na kaloryferze, w każdej chwili ryzykując spadnięciem na podłogę.

Więc wzięłam a to haczyki na tę tablicę perforowaną, a to wieszadło na ten router. A to wieszaczki do przykręcenia w sypialni do boku regału książkowego, coby na nich odwieszać ubranie z gatunku "już nie do szafy, ale jeszcze nie do prania" 🤣

Oraz jeszcze taki dodatkowy wieszak do przedpokoju, na awaryjne używanie i chciałabym go zamocować na desce, więc pytanie, czy to utrzyma. No niechże ten Pan Stolarz przyjdzie!!!

Poza tym - angielski i filmy, ale o tym następnym razem. Byłam też raz na Fabryce, no i zdalnie ciągle jeszcze odwalam robotę, to też zajmuje sporo czasu. I obsługa Ojczastego. I gotowanie. Muszę tu chyba zmienić koncepcję, przecież nie będę codziennie obiadów robić!


wtorek, 16 maja 2023

Artur Morena - Czas zatrzymuje się dla umarłych

 

Ten milicyjny par excellence kryminał z PRL-u znalazłam w szafie na Fabryce, a to dlatego, że kiedyś tam wyniosłam trochę książek, co miały być odebrane ze Śmieciarki, ale oczywiście po część z nich się nie zgłoszono. To już taka przypadłość śmieciarkowa, ludzie się zgłaszają natychmiast ja chcę, ja chcę, a potem nie odbierają. No, i Czas zatrzymuje się dla umarłych leżał wśród tych nieodebranych, to wzięłam do przeczytania "na drogę do Dżendżejowa". 

Powiem Wam, że bardzo ciężko ostatnio już znosiłam te jazdy i w sobotę pomagałam sobie powtarzaniem mantry to już ostatni raz, to ostatni raz. Toteż i w samym Dżendżejowie miałam takie dziwne uczucie rozstawania się z przeszłością. W końcu brat lada moment zlikwiduje to mieszkanie... Robiłam zdjęcia, kręciłam filmiki, wybierałam rzeczy do zabrania (wiele tego nie było). Szczególny rodzaj melancholii.

Z tego wszystkiego nawet nie miałam melodii do czytania i skończyłam dopiero dziś. Nie żeby jakoś specjalnie warto było 😏 Bohaterscy milicjanci walczą ze szpiegami 😕 ponosząc najwyższe ofiary (autor podkreśla, że zginęło "na posterunku" już 20 tys. milicjantów - rok wydania 1969). Najgorsze zaś było zakończenie, taki pojedynek przestępcy i karzącej ręki sprawiedliwości, godny sceny filmowej 😂 w opisie nudzi śmiertelnie. 

Ale ale, przypomniałam sobie, że na stronie 161 wyczytałam taką ciekawostkę:

Broniak siedzi w podmiejskiej restauracji w Stargardzie [...] Połyka ostatni kęs przypalonej jajecznicy. Odstawia talerz, kładzie na nim wyszczerbiony aluminiowy widelec. Kelnerka o czarnych włosach i bardzo czerwonych ustach podaje mu kawę w słoiku po musztardzie.

No kurde... żeby aż tak? Jakże się nam zmieniły standardy przez ostatnie pięćdziesiąt lat... Na szczęście 😁

Początek:

Koneic:

Wyd. Iskry, Warszawa 1969, 270 stron

Seria: Klub srebrnego klucza

Z własnej półki

Przeczytałam 16 maja 2023 roku


O tym, co przywiozłam z rodzinnego domu, napiszę już po powrocie z Pragi, a teraz inna zaszłość: nabytki śmieciarkowe sprzed jelitówki (czy mam dzielić życie na przed i po jelitówce?). Ktoś zamieścił zdjęcie spod śmietnika na naszym osiedlu i wypatrzyłam na nim ten pojemniczek ceramiczny nie wiadomo na co. Ponieważ ma tę dziurkę, to być może miał służyć do zawieszenia z jakimś małym kwiatkiem? Jest z Ikei. Poszłam, przyniosłam, umyłam i postawiłam koło zlewu, że może będę w nim trzymać gąbkę do mycia naczyń 😀 Aliści jeszcze nie podjęłam tej wiekopomnej decyzji!

I tu wchodzi, całe na biało, żelazko bezprzewodowe. Było w siatce obok tego pojemnika i nawet bym do niej nie zajrzała, ale akurat stała tam para młodych ludzi i wyjęła je z tej siatki, oglądała, po czym zrezygnowała. A moje domowe żelazko (jak najbardziej przewodowe) ma okrutnie przypaloną już stopę, więc wzięłam, w domu sprawdziłam, że działa i mam 😅 Było nowe, w sensie nie używane najwyraźniej, jeszcze w pudełku i z instrukcją.

Również koło jednego z osiedlowych śmietników były miski plastikowe i sama się zdziwiłam, że wcześniej nie wpadłam na ten pomysł: żeby manele pod umywalką powkładać do miski właśnie czy innego pojemnika, żeby móc wygodnie po nie sięgnąć wysuwając całą miskę, a nie wyciągać wszystko po kolei, żeby dogrzebać się do tego, co stoi w głębi. Tak więc dwie RÓZIOWE miski też zostały zagospodarowane 😁

 

Tyle śmieciary, a teraz nabytki ze sklepu. Nie żebym specjalnie po nie poszła, ale tak jakoś, przy okazji... Wzięłam tę łyżkę (czy jak to nazwać) do odławiania pierogów. W domu sobie przypomniałam, że przecież pierogów nie robię od wieków, a i gotowych nie chcę. W dodatku na metce przeczytałam, że to jest SZUMÓWKA. Cokolwiek to znaczy 😁 Jednakże przy najbliższych leniwych okazało się, że przydaje się i właściwie to jej potrzebowałam 😂 Podziwiajcie panią domu, która w wieku 60 lat odkrywa Ameryki!


 

No, a w Pepco (bez Pepco, jak wiadomo, nie ma życia) na półce wśród miliona innych pierdół stał taki ceramiczny pojemniczek, no żywcem dla mnie wymodzony! Nie mogłam przejść obojętnie! Na czosnek na przykład będzie, pomyślałam. Okazało się jednak, że mniejsza o czosnek, bo jest to idealne miejsce do trzymania ładowarki do telefonu 😃


To mówiłam ja, znana minimalistka!

A teraz idę się zacząć pakować na Pragę (czynność, której szczerze nienawidzę), jutro jeszcze do roboty, a potem pewnie - bezsenna noc, niech to szlag. I o 8:00 w czwartek wio. Powiedzcie, że będzie dobrze, proszę!


PS. Żeby nie było - mam naszykowane do zabrania książeczki Poczytaj mi mamo i nie zawaham się ich użyć, aby dostarczyć Wam codzienną porcję praskich wrażeń 😅