W marcu była Wiosna, teraz jest nieco spóźnione Lato. Tym razem zanotowałam jedynie 9 przepisów, ale tak bardziej na siłę. Zresztą - nic mi się teraz nie chce robić. Córki znowu nie będzie (o czym niżej) i tak, całe wakacje pod kątem kulinarnym zmarnowane, tylko dla siebie to mi się nie chce eksperymentować 😂
Oczywiście wyszukiwałam kiksy i oto pierwszy z nich. Łatwy jabłecznik - faktycznie łatwy: wymieszać wszystko i wlać do formy. Schluss 🤣 Tylko czy to będzie smaczne na drugi dzień? I czy na pewno będzie wyglądać tak, jak na zdjęciu?
Pilaw natomiast tradycyjnie, w składnikach jest coś, czego potem podczas przyrządzania nie potrzebujemy najwyraźniej (marchew, pietruszka, seler, cebula) 😏
Natomiast odkryłam, że prawdopodobnie z tego przepisu robiłam w zeszłym stuleciu babkę naleśnikową (tylko że chyba się ją jeszcze polewało sosem pomidorowym).
Takie kotlety z bryndzą smakowałyby jak pierogi ruskie, ale jest tu też ryż. Ten nam często zostaje, więc jest pomysł na wykorzystanie resztek.
No i fasola z kiełbasą - coś jak po bretońsku, ale czy wtedy dodaje się marchew, pietruszkę, seler i por? Pytam dla koleżanki (jeszcze nigdy po bretońsku nie robiłam, zasadniczo fasola mnie odstrasza z powodu długiego gotowania, ale lubię i chcę się przemóc).
Wyd. Prószyński i S-ka, Warszawa 1993, 128 stron
Seria Biblioteczka Poradnika Domowego, nr 2/1993
Z własnej półki
Przeczytałam 23 sierpnia 2026 roku
Z życia emerytki
Emerytka obudziła się dziś o 5.45 i jakoś nie zasypiała z powrotem. Wobec tego zainteresowała się hukiem przelatujących samolotów za oknem.
Zwłaszcza, że tu jedna pani z osiedla ostatnio opowiadała, jak ona się boi tych samolotów. Wojny znaczy się.
Emerytka aż zaczęła wyglądać na niebo. Okazało się, że pasażerskie. Co dwie minuty, jeden za drugim. I doszła do wniosku, że to widać czartery o tej porze nieludzkiej wywożą rodaków na wywczasy w Egipcie czy gdzie tam. Powspółczuła pracownikom lotniska, bo musi tam być niezły mętlik, przy takim obrocie. A mieszkańcy Balic? Ci nie potrzebują budzików (przynajmniej w sezonie).
Emerytka też (na razie) nie potrzebuje, nawet chętnie by jeszcze pospała, ale było po ptokach. Wobec tego zaczęła uprzątać po wczorajszym. Na przykład spięła gumką i schowała nabytek z Auchana - jak wiadomo, dużo pisze (codzienne notatki w kalendarzu, listy zadań etc.), ciekawe, na jak długo jej starczy 16 długopisów. Ale jeszcze ciekawsza jest ich cena... kupowane na sztuki: kolorowe droższe, niebieskie tańsze. Ogłaszam konkurs - kto poda właściwą wysokość paragonu? Specjalnie go zachowam, żeby w następnym poście udowodnić, jak było naprawdę 😂
Dalej emerytka zgrupowała na stole w celu wyfocenia stos czyli
Najnowsze nabytki
Sami widzicie, że chyba mnie porąbało!
Przy czym ta jakaś Daisy D. to podejrzewam chłam będzie, wiecie coś na ten temat? Od razu wynieść z powrotem czy jednak zostawić sobie na trudne chwile?
A te nastąpią już niedługo. Wczoraj bowiem brat znów zgłosił się z propozycją pilnowania mu dobytku we wrześniu i córka, chcąc nie chcąc (bo mówi, że za pierwszym razem to było ekscytujące, wszystko nowe, wszystko nieznane, a teraz to już nuuuuuda panie i woda za zimna na kąpanie) zgodziła się. Tak naprawdę ona tęskni za kotem! Ciągle mi opowiada jakieś historyjki i widać, że się mocno obie polubiły... a córka to zawołana psiara, która do tej pory twierdziła, że koty to dranie i w ogóle be i fuj.
Dlaczego trudne chwile? No bo już opowiadałam, jak ja się przejmuję tymi wyjazdami i przyjazdami... ujawnijmy fakty: za każdym razem dostaję rozstroju... organizmu, nazwijmy to 🤣 Kiedyś miewałam tak jedynie przed swoją Pragą czyli dwa razy w roku, teraz co i rusz. Nawet jak szłam do lekarza. Za chwilę się okaże, że z domu nie będę mogła wyjść. Do kitu z takimi nerwami. Pampersy se mam kupić czy co?
Znalazłam w knihobudce, zanęciło mnie nazwisko autora, którego Chłopca z Salskich Stepów lubiłam w dzieciństwie, a Wzgórze błękitnego snu czeka na przeczytanie. Okazało się, że rzecz to o Korczaku, którego Newerly był współpracownikiem przez kilkanaście lat. Wydana przez Czytelnika, ale adresatem jest młody czytelnik.
Do Newerlego siedzącego w swoim sadzie przychodzi grupka dzieci, żeby wypytać go, jaki był Korczak. Wiedzą, jaka była końcówka życia pedagoga, ale ciekawe są, jak to wszystko wyglądało wcześniej, jak było urządzone życie w domach dziecka prowadzonych przez Korczaka. Newerly opowiada i tłumaczy zasady funkcjonowania tych instytucji, samorządu dziecięcego itd. W sumie było to dla mnie ciekawe czyli też jestem młodym czytelnikiem 😂 Książeczkę więc zachowuję, bo kto wie, czy kiedyś nie będę chciała sobie przypomnieć jakiegoś faktu z życiorysu. Pewnie wydano jakąś prawdziwą biografię Korczaka? Zajrzałam do swojego katalogu: oprócz Króla Maciusia na wyspie bezludnej, Kajtusia Czarodzieja i Bankructwa małego Dżeka mam jeszcze Prawidła życia (Pedagogikę dla młodzieży i dorosłych), a że ta ostatnia cienka, to może kiedyś po nią sięgnę... choć dla mnie już za późno 😉 Za Maciusiem w dzieciństwie nie przepadałam, za smutne to było.
Wyd. Czytelnik, Warszawa 1984, 123 strony
Z własnej półki
Przeczytałam 17 czerwca 2026 roku
Mój typowy dzień ustalił się w następujący sposób: do południa przed laptopem, obiad, film, procházka, chwilę przed zaśnięciem książka. Fascynujące, prawda 🤣🤣🤣 No nic, jakoś się prze do przodu. Sporządzanie spisów filmów z LM zabiera sporo czasu, zanim się posprawdza napisy, czy dobrze chodzą etc., naturalnie sobie powtarzam, że w którymś momencie, już te linki będę miała spisane (za rok?). W każdym razie to mi zaoszczędzi dużo czasu na przyszłość, wystarczy zajrzeć do zeszytu i wybrać. Spisuję też do praskiego zeszytu, gdzie byłam i co robiłam w maju, ale tu już tylko dwa ostatnie dni mi zostały. Na sierpień zeszycik założony 😍
Lista filmów nr 6:
Spoza listy obejrzałam uroczą francuską pierdółkę z 1966 roku, biało-czarną, co przydaje tyle charme'u 😁 choć historyjka błaha i znana: rodzina bohatera wyjeżdża na letnisko, on musi pracować, ale po pracy ma mnóstwo czasu; tym razem jednak, zamiast jeździć z kolegami na ryby, oprowadza po Paryżu spotkaną przypadkiem Angielkę (oczywiście MŁODĄ Angielkę) i... no tak, zakochuje się. Ona niby też, może tak działa Paryż, bo w końcu żaden z niego przystojniak - ale opowiada jej bajery i buzery, że jest malarzem. Koniec łatwy do przewidzenia, ale można sobie popatrzeć i na stary dobry Paryż tradycyjnie wyludniony w sierpniu i na stroje, bo dziewczyna jest modelką 😁
Napisy francuskie, ale są też angielskie i rosyjskie.
I zmiana entourage'u na współczesną Litwę, gdzie rozgrywa się dramat 10-letniego chłopca z sercem na wierzchu (lub prawie, bo pod samą powierzchnią skóry, przez co musi nosić specjalny zabezpieczający pancerz). Do tej pory uczył się w domu, nie ma przyjaciół, miejscowi rówieśnicy go prześladują, oczywiście nie wiedząc, w czym rzecz (co już samo w sobie jest dziwne, bo w małej miejscowości wszyscy powinni wiedzieć wszystko... tak mi się wydaje), ale do miasteczka przeprowadza się z matką dziewczynka w tym samym wieku i zaprzyjaźniają się, no i potem dramatyczne momenty i szczęśliwy finał 😉 Bo to film familijny, dostarczający całego mnóstwa inspiracji do rozmów z dzieckiem, choćby na temat wykluczenia czy niepełnosprawności.
Film nosi tytuł Drugelio sirdis co oznacza Serce motyla. Też napisy francuskie, ale są angielskie.
A wczoraj byłam żem pierwszy raz u okulisty, bo jednak czas najwyższy obstalować sobie bryle i gdy wróciłam to oczy mi kiepsko działały po zakraplaniu, doszukałam się info, że przez parę godzin nie powinno się ich męczyć czytaniem etc., więc włączyłam sobie YT dla odmiany, a tam stary serial dla dzieci Leto s Katkou - myślałam, że czeski, okazał się słowacki (napisy zresztą też). Katka to bardzo zmyślna cholera z Bratysławy, która przyjechała do ciotki na wieś, a tu ciotkę karetka zabrała do szpitala i dziewczynka trafia do jakiegoś dalekiego krewnego, starego kawalera, któremu urządza na nowo gospodarstwo, a co gorsza usiłuje go wyswatać z ekspedientką ze sklepu. Mam za sobą 4 odcinki 😍
Okulary mam mieć +1,5 oba szkła czyli mniej niż się spodziewałam. Teraz przede mną najgorsze czyli wyszukać optyka i wybrać oprawki, o matko jedyna! A pod wieczór wracając ze spaceru nie pozostało mi nic innego, jak w panice rozglądać się na boki, przez który płot byłabym w stanie przeskoczyć (przez żaden) lub na które drzewo się wspiąć (takoż na żadne).
Ludzie są porąbani... przyszła jakaś miłośniczka ptaszków i wysypała worek ziarna - na ziemię pod karmnikiem. To i Pan Dzik przyszedł na kolację. Na szczęście był tak zajęty żarciem, że na nic innego nie zwracał uwagi - więc jestem cała i zdrowa.
Tymczasem kończę, bo się parzybroda dogotowuje. Córka co prawda pyszczyła, że to nie jest potrawa na lato (zwłaszcza, że ją w ostatniej chwili wysłałam po bagietkę), ale jak nie jest, skoro robi się ją z młodej kapusty (która była wczoraj w Lidlu po 2 zł 😁). Niemniej jednak parzybroda weszła do repertuaru już dawno, przygotowanie proste i dość szybkie (żadna godzina - jak w przepisie - nie jest potrzebna, pół wystarczy), a żaden eksperyment kulinarny ostatnio się nie napatoczył.
O Bożenko, ledwo czwarty dzień Reszty Mojego Życia, a ja już mam zaległości (czyli następne przeczytane)! Nie zapowiada się to dobrze...
Lećmy więc z tym koksem. Fantazję miałam, żeby sięgnąć na półkę z reportażami (których dzięki niebiosom i własnej zapobiegliwości mi nie brakuje) i wybrać humor brytyjski. Tak, wiem, niektórzy (niektóre) tutaj za nim nie przepadają 😁 ale ja lubię. I motto też mi się podoba. Jedno i drugie, chociaż drugie to nie motto, tylko dedykacja.
Angielski humor reprezentuje już wstęp napisany przez syna autora.
Potem do akcji wkracza nasz bohater - i naprawdę uznaję go za bohatera, bo ruszyć w taką podróż będąc już w sile wieku, no cóż, trzeba mieć dużo samozaparcia, kondycji i wiary w siebie i w ludzi.
Enfield wybrał się kiedyś jachtem przyjaciół na żeglugę po Francji i przy tej okazji stwierdził, że o wiele przyjemniej i bezpieczniej byłoby pedałować wzdłuż francuskich szlaków wodnych po ścieżkach holowniczych. Pomysł ten wcielił w życie w następne wakacje - razem z żoną (tą, która nie narzeka na jego nieobecność) - i jak pisze, był to pierwszy krok ku wielkiej przygodzie. Choć...
Moja żona zawsze powiada, że najprzyjemniejszą chwilą wyjazdu jest powrót. I z tym się zgadzam 😁
W 1991 roku Enfield zbliżał się do emerytury i najbardziej zależało mu na tym, żeby nie robić rzeczy, na które nie miał ochoty i nie myśleć o ludziach, o których wolał zapomnieć. Z drugiej strony potrzebny mu był jakiś plan, choćby po to, żeby móc odpowiadać na pytanie "A co będziesz robił, jak przejdziesz na emeryturę?" Zaczął więc się przygotowywać do wielkiej wyprawy. Tu, uwaga, mądra rada:
W ostatnim roku pracy trzeba się zaopatrzyć we wszystko, na co człowiek ma ochotę, bo później nie będzie go na to stać.
Weźcie to sobie do serca 😉
Oraz:
Człowiek zawsze żałuje, że na czymś oszczędzał, nigdy jednak nie żałuje swoich ekstrawagancji.
Tak więc przygotowania: rower, namiot, sprzęt do biwakowania, japońskie ręczniki nylonowe wysychające w pięć minut i zajmujące tyle miejsca, co chustka do nosa (??? znacie taki wynalazek?), termiczny materac samonadmuchujący się, kalesony na chłodne noce, grzałka do wody etc. A potem planowanie trasy. O, to znam i wiem, jakie to przyjemne 😎 I jeszcze książka do czytania siedząc pod gruszą i odpoczywając po etapie. Nie zgadlibyście, co ze sobą zabrał... "Iliadę" Homera... w wydaniu dwujęzycznym.
Wreszcie nadszedł ten dzień. Ubrany w podkolanówki koloru khaki i tegoż koloru szorty (co miało mu nadawać wygląd kolonialny i wyróżniać jako Anglika w międzynarodowym tłumie na campingach 😂) Enfield wsiada ze swym pojazdem na prom mający go przewieźć przez Kanał - a co było dalej, dowiecie się, jak sobie pożyczycie tę książkę z biblioteki 😉
W każdym razie autor tak się zapalił do rowerowych podróży, że opisał ich jeszcze kilka po roku 2000: po Grecji, Irlandii i wzdłuż Dunaju. Koniec:
Spis treści:
Jest to znów książka skasowana z biblioteki, a więc z wyciętą kartką tytułową czyli brak mi części danych. Jedyne, co wiem, to że wydawnictwo MUZA SA w Warszawie i ilość stron 161. Oraz seria DOOKOŁA ŚWIATA.
Wikipedia podaje, że oryginalny tytuł to Downhill All The Way, wydany w 1994 roku ( a u nas w trzy lata później).
Z własnej półki
Przeczytałam 5 czerwca 2026 roku
Ponieważ na cześć Viery i jej wnuczki piekłam ciasto z rabarbarem i zostało go sporo - rabarbaru, nie ciasta - postanowiłam ugotować KOMPOT. Co prawda pamiętałam z dzieciństwa te kłaki pływające w szklance, ale Ania gotuje zaproponowała kompot przetarty czy tam przecedzony, więc czemu nie. I czemu moja mama na to nie wpadła. Dodałam parę truskawek i - jeśli damy mało wody, to otrzymamy rodzaj koncentratu, który można doprawić na przykład kapką sowietskoje igristoje lub w ostateczności gazowaną wodą mineralną. Plus jakiś plasterek cytryny. Normalnie nawróciłam się na kompoty 😂 Życie zatacza koło i czas starości to czas powrotu do dzieciństwa, najwyraźniej.
Z dalszych eksperymentów kulinarnych - zagadka. Co też to może być?
Rozwiązanie zagadki na końcu.
Zachęcona przykładem Agaty, która wspomniała o zanotowaniu kilkunastu tytułów z wiadomej stronki z filmami i zniechęcona setkami linków w laptopie, gdzie trudno coś odnaleźć - przystąpiłam do kolejnej roboty głupiego czyli spisywania interesujących mnie na przyszłość dzieł w moim sławetnym 500-kartkowym zeszycie - nie ma co oszczędzać, i tak mi powinien wystarczyć do końca życia. Przy okazji sprawdzam, jakie i czy mają napisy, co trwa kupę czasu, więc pięć dziennie to już jest dobry wynik 😉 Jak zwykle - znalazłam sobie nowe hobby!
Dzielę się pierwszymi stronami, gdyby ktoś coś; przy czym oczywiście napisy wyszukuję pod siebie (polskie, czeskie, rosyjskie, włoskie, francuskie, na końcu angielskie). Wot czyli voila'.
Taka przykra niespodzianka mnie spotkała przy jakimś tureckim filmie.
Inna przykrość na Messengerze, czego wy gnidy chcecie, odczepcie się. Nie ma jak tego ominąć...
Ale największa przykrość - ba, tragedia normalnie - z telewizorem. Gad jeden twierdzi, że nie widzi wi-fi i cokolwiek chcę obejrzeć, muszę przez laptopa. Nawet YT. Już próbowałam tego i śmego i wyłączania routera i nic. Może jakaś aktualizacja sterowników jest potrzebna czy co, no ale jak, skoro nie ma w nim internetu?! A tak się przed Pragą cieszyłam, że mam aplikację do ichniej telewizji...
A na Arte.tv (które też muszę teraz przez laptopa włączać) obejrzyjcie dokument o Sołżenicynie, będzie jeszcze przez tydzień.
Rozwiązanie zagadki
Cóż. Jest to po prostu zupa-krem z czerwonej soczewicy i ziemniaków po wyjęciu z lodówki na drugi dzień po ugotowaniu 🤣
Dodam, że ugotowana mniej więcej też według przepisu z Ania gotuje, tylko bez pomidorów i bez marchewki, której nie było w domu. Zaznaczam, że ona każe wlać 1,5 szklanki wody (???), ja oczywiście dałam grubo więcej, chyba ze 4 szklanki albo pięć, a rezultat i tak widzicie 😁 Tak że też powstał koncentrat, jak kompotu... Jest to dobry patent, jeśli ktoś nie ma miejsca w lodówce na większy garnek - potem sobie w trakcie odgrzewania doleje wrzątku i szlus 😁
Oczywiście z knihobudki kiedyś. Leżało sobie, leżało wśród niespisanych, a miejsca na półkach z kulinariami już nie ma czyli jeśli zostawić, to coś innego wynieść... Więc najpierw przeczytać, czy warto mieć.
Otóż z pewną taką satysfakcją (że jednak POTRAFIĘ czegoś się pozbyć) wynoszę. Wyfociłam ewentualnie interesujące mnie przepisy i szlus. Ale co jest najlepsze - patrzę na tę okładkę i mówię do córki:
- Ten Knappe wygląda całkiem jak taki jeden aktor.
Córka turlała się ze śmiechu, jaka ja jestem głupia. Bo to serial był i faktycznie to Szyc, a Knappe to tylko nazwisko jego bohatera.
A skąd ja to niby miałam wiedzieć 🤣
Dobrze, więc tak. Przepisy są proste i tanie, według zapowiedzi. Ten poniżej akurat taki jest (czy makaron w innym przepisie, wymagający 12 żółtek też? no nie wiem). Tak prosty, że nawet już go mamy za sobą, bo akurat nic się nie chciało robić, a pomidorki i mozzarella były w lodówce 😁 Nie jest to może danie na przyjęcie gości, ale wchodzi na moją prywatną listę szybkich i awaryjnych.
Placuszki owsiane wypróbujemy.
Też by można (Smażone zielone pomidory się kojarzą)...
Makaron z okruchami chleba - już gdzieś to widziałam. Też z gatunku 'co zrobić, gdy nic w domu nie ma'.
Co to są knelki??? Pierwsze słyszę. Nie twierdzę, że wypróbuję, ale nigdy nie wiadomo.
Zalewajkę u mnie w domu gotowało się z kiełbasą, a nie z boczkiem i smażoną cebulą. I dwa kilo ziemniaków???
Nigdy nie zamrażałam zup czy innych płynów, nawet nie mam odpowiednich pojemników...
I na koniec tarta cebulowa, którą jadamy czasem, ale na cieście do tarty, a tu proponują na gotowym francuskim. To by było dużo roboty zaoszczędzone...
Reszta czyli smażone kalmary, kaczka w rozmarynie i konfitura z czerwonej cebuli mnie nie interesują, więc pomijam 😉
Wyd. Wydawnictwo Literackie, Kraków 2013, 197 stron
Przeczytałam 10 maja 2026 roku
Znalazłam niedawno w knihobudce trzy powieści sensacyjne przedwojennego autora Antoniego Marczyńskiego, zadowolona przyniosłam do domu i zaraz zabrałam się za lekturę Perły Szanghaju.
No nie zmogłam tego. Wiecie, że jak już coś zaczęłam, to zazwyczaj staram się doczytać do końca... Nie tym razem. Chciałam, dotarłam nawet do 118 strony - po czym pizgnęłam tym dziełem i nie myślę do niego wracać. To taka awanturnicza sensacja: polski pisarz (niby niemajętny, ale sobie podróżuje po świecie) spotyka w pociągu piękną Niemkę Lottę, która wybiera się do Szanghaju, gdzie ją oczekuje bogaty stryj, najwyraźniej z zamiarem uczynienia ją spadkobierczynią majątku. Od początku jednak ktoś próbuje przeszkodzić tej podróży. A tu wybucha miłość...
Dziękuję uprzejmie, postoję.
U Teatralnej pisała Jotka o kryminalnym serialu duńskim. Nazywa się Kasztanowy ludzik, to serial Netflixa, ale kto Netflixa ma, tak jak ja, może obejrzeć na wiadomej stronce; są dwa sezony.
Ach, myślę sobie, duński... Gang Olsena 🤣 to dawajcie! I nawet w pierwszym odcinku któryś z aktorów mówił w taki sposób, który od zawsze z duńskim kojarzę. Ale to nie żadna komedia oczywiście. Tak się z Frankiem wkręciliśmy, że w sobotę obejrzeliśmy cały pierwszy sezon - raczej takich siupów nigdy nie wyprawiamy, no zdarzyło się. A w niedzielę skromniej, tylko cztery odcinki, tak że pozostałe dwa mamy na dzisiaj i już się cieszymy.
A na jutro mamy inny plan - przyjdzie pan Krzysztof przykręcić szyny. Bo tak, słusznie mnie zdopingowaliście, żeby jeszcze przed Pragą zrobić te dodatkowe półki na filmy. Zawsze to dwa stosy mniej w przedpokoju 😉 Tak więc poszłam znów do Castoramy (poszłam, a nie pojechałam, bo mi się karta MPK skończyła i nie ma sensu kupować przed wyjazdem; pół godzinki spaceru), z powrotem kupiłam te 6 wsporników plus dwie metrowe szyny i dawaj!
Kiedyś łup z budki. Dania na miarę każdego. Wiadomo, że koszt 10 zł za obiad dla 3 osób - bo tak tu są wyliczone przepisy - w 2011 roku to nie 10 zł w 2026... ale można się zdziwić. Owszem, jajka są tu wyceniane na 40 gr czyli dziś co najmniej dwa razy tyle, ale na przykład podany koszt 3 ziemniaków to 50 groszy - w Lidlu ostatnio są po 0,99 zł za kilo, więc 😂 Albo 10 dag kaszy jęczmiennej to za złotówkę - przecież tyle nie kosztuje, tylko mniej, prawda? Pęczek włoszczyzny to 3 zł - ale nie kupuję nigdy w pęczkach, więc nawet nie wiem, jak się to ma do dzisiejszych cen.
Ale to wszystko nieważne, bo przeczytałam całość - chichrając się bez ustanku.
Otóż znakomita większość przepisów zawiera błędy. Te klasyczne czyli albo jest coś w podanych składnikach, a nie ma w przepisie albo na odwrót. To wręcz niesamowite, że NIKT nie przeczytał książki przed oddaniem do druku! W rezultacie nie wiem do końca, czy da radę skorzystać z przepisów 😂 Owszem, kilka sobie wypisałam, ale ryzyko istnieje!
Żeby nie być gołosłowna, pokazuję karteczkę, na której w trakcie lektury wpisywałam strony z błędami.
No i jedziemy!
Napełnić masą ziemniaczano-grzybową!
Wymieszać wszystkie składniki. Znaczy tę wątróbkę tak wziąć, jak ze sklepu przyszła? Ciężko będzie te pulpeciki uformować 😁
A przecier pomidorowy - za okno!
Jak nasi sąsiedzi z II piętra, wczoraj pozbyli się czubka papryki w ten sposób oraz zatłuszczonego papieru z wędliny.
Rozgrzać tłuszcz i dodać do ciasta. Gdybyście koniecznie chcieli wiedzieć ILE, to sobie odmierzcie za 20 groszy.
Zalać zimnym wywarem. To może najpierw należałoby ugotować wywar z tego pęczka włoszczyzny czy co?
Tu z kolei nie wiadomo, co się stało z wywarem, bo żołądki gotujemy z warzywami - z których mamy w składnikach jedynie marchew, jako że cebulę smażymy osobno. Za to potem spada nam z nieba z sufitu w kuchni kapusta włoska.
I tak dalej i tak dalej. Nie chce mi się przecież tego wszystkiego fotografować i wrzucać 😂 Przepis na serca drobiowe z sosem chrzanowym mówi na końcu, żeby oblać każdą porcję płucek sosem. Zapiekanka z mięsa mielonego wieprzowo-wołowego: dusić cebulę z wątróbką. Roladki z cebulą: w składnikach pół szklanki bułki tartej, w przepisie nie ma o tym słowa. Jakieś jajka: w składnikach 4 sztuki (przypominam, obiady są obliczone na 3 osoby).
Same zestawy też są ciekawe. na obiad składa się zupa oraz jakieś coś na drugie, byle się zmieściła całość w 9,99 zł. Zestaw 7: zupa z dyni, a na drugie jajka faszerowane. Z taką masą z tuńczyka, na zimno. Czyli klasyczna przystawka. Tu właśnie 4 jajka na 3 osoby. Zestaw 9: zupa szpinakowa i cebula z grilla, po 2 cebule na łeb, upieczone w folii. Zestaw 12: zupa powidłowa (fuj!) i placuszki szwedzkie. Czyli wsio na słodko.
O, parówki z grilla widzę: cebulę i parówki pokroić w grube pióra. No po co by to przeczytać przed drukiem 🤣
To, że zdjęcia nie pokazują potraw z przepisu, to już właściwie standard, biorą jakiekolwiek z Shutterstocka i gut. Oto przykład - spróbujmy sobie wyobrazić, że tak właśnie będą wyglądać kluski grysikowe, formowane łyżką i wrzucane do wody...
Tak że ten - w sumie się ubawiłam 😁 czego i Wam życzę!
Wyd. Wydawnictwo DRAGON, Bielsko-Biała 2011, 144 strony
Wybór i opracowanie przepisów: Iwona Czarkowska
Z własnej półki
Przeczytałam 22 kwietnia 2026 roku
Natomiast wcale mnie nie bawi, że znalazłszy przy urządzaniu szuflady herbacianej pudełko z liściastą BriZton i uznawszy, że mi odpowiada - przeszukałam internety i jest nie do kupienia 😢 Łaj, pytam się. Nie wiem, skąd ona się u mnie wzięła, niewątpliwie jakiś geschenk, ale od kogo i skąd przywieziony?
W ruskim internecie jest wpis na jej temat (że ze średniej półki i całkiem dobra), co usprawiedliwia tekst po rosyjsku na pudełku, widać to szło na ich rynek. Ale z Rosji to tylko raz nasza była dyrektorka-wariatka (każdy dyrektor ma coś za uszami, ale ta była wyjątkowa 😉) przywiozła nam z wypadu do Moskwy herbatę ekspresową - bardzo mi też smakowała i wycięłam kartonik z pudełka, ale co z nim zrobiłam? Może jest w charakterze zakładki w którejś książce? Tak że i tamtej herbaty nie znajdę.
A szuflada herbaciana okazała się mało pojemna (bo szerokości 40 cm), tak że się nie zmieściły do niej nierozpakowane do tej pory pudełka. Czyli dalej wszystko porozrzucane. Ale i tak się cieszę, że te na bieżąco używane mam już pod ręką.
Teraz o youtubach.
Od jakiegoś czasu oglądam (choć nie zawsze, bo te filmiki są długie i trochę mi szkoda czasu) profil Agnieszki Koniecznej, która komentuje programy telewizyjne poświęcone urządzaniu wnętrz, jakimś takim metamorfozom, które zazwyczaj prowadzący robią kompletnie nie po myśli mieszkańców 😂 I w jednym z ostatnich filmików pojawiło się warszawskie miejsce - schronisko dla książek. Czy to jest właśnie to, gdzie uczęszcza Agata? Zaczyna się w 16 minucie.
Tu przy okazji podaję listę moich braków Rossa Macdonalda:
- Chłód
- Odszukać ofiarę
- Okrutne wybrzeże
- Potępieni
- Pożegnalne spojrzenie
- Sprawa Galtona
- Śmiertelny wróg
- Zdradliwa toń
Kiedyś wyświetliło mi się wideo 50-letniej kobiety z chińskiej prowincji i zaczęłam oglądać. Mieszka sama, bo mąż zazwyczaj jest w trasie jako kierowca ciężarówki, a dzieci są już dorosłe. Pracuje w jakiejś małej szwalni, zarabiając około 11 dolarów dziennie i wykonując przez szereg godzin te same ruchy. I jest ze swego życia zadowolona, bo utrzymanie się na wsi nie kosztuje zbyt wiele. A ja patrzę, jak wygląda jej dzień; widzę, że chodzi i śpi w tym samym ubraniu, że przygotowuje sobie jedzenie i potem je zjada cały czas będąc w kurtce, że kładąc się do łóżka zdejmuje jedynie tę kurtkę i rozściela ją na kołdrze - widać nie mają tam ogrzewania albo oszczędza - i jest szczęśliwa. A przynajmniej tak twierdzi.
Jak łatwo się przyzwyczaić do warunków, prawda?
Następnie obejrzałam film Gosi, która nabyła sobie drogą kupna odtwarzacz dvd w charity shopie i zaopatrzyła się również w film Skrawki życia, o którym marzyła od lat. Co mnie zachęciło do ściągnięcia z półki pudełka z dvd, które tam też stało od lat. Niestety film uznałam za typowy amerykański snuj, wybaczcie. Podejrzewam, że tak to właśnie jest - Gosia oglądała go kiedyś w czasach młodości, wtedy on się może podobać. W moim wieku to już takie historyjki nie rajcują 😂
Za to myśmy z opice* obejrzały film niemiecki z ANGIELSKIMI napisami (bo innych nie było) i nam się podobało, znaczy mnie (opice oglądała półgębkiem, a potem padła na plecki i gapiła się w sufit, co moja córka, zawzięta nieprzyjaciółka Niemiec, skomentowała w wiadomo jaki sposób), pewnie dlatego, że dałam radę wytrzymać dwie godziny 😁 Film nazywa się The Hero of Friedrichstrasse Station i podejmuje odwieczny temat, jak to łatwo jest zabrnąć w ślepą uliczkę, gdy raz się zacznie kłamać. Oraz to satyra na współczesne media, zjednoczenie Niemiec (wszystko się zaczyna z powodu 30-tej rocznicy obalenia Muru Berlińskiego), ale również komedia romantyczna i to z happy endem, więc było OK 😍 Gdyby ktoś coś, to link tutaj.
Nie wiem, czy to drugi film obejrzany z angielskimi napisami czy trzeci, nie zapisałam sobie, co jest bardzo dziwne u takiej miłośniczki wszelkich spisów i list. Niniejszym wprowadzam nową etykietę film po angielsku i na przyszłość będę tego pilnować.
* opice to po czesku małpa i tak ją na razie nazywam, nie ma imienia
Co z postami w Pradze
Zastanawiam się. Bo codzienne ich publikowanie zabiera mi mnóstwo czasu, cały wieczór, wiecie - wybranie zdjęć, zrzucenie ich na laptopa i zmniejszenie, załadowanie do posta etc. Fajnie, że mogę się z Wami dzielić wrażeniami na gorąco (a i potem przydają mi się do odtworzenia każdego dnia w praskim zeszycie), ale chyba już nie daję rady... I myślę nad zmianą koncepcji - ale na jaką? Żeby robić jeden post na dwa dni? Na trzy dni? Что делать? pytał Włodzimierz Iljicz w książce o strategii partii. Ja też muszę obrać jakąś strategię 😂 Nie wiem, nie wiem, nie wiem.