Więc z tego, co pamiętam (mgła niecovidowa), kiedyś już Betonię pożyczyłam i oddałam nieprzeczytaną, bo ktoś sobie zamówił. Tym razem choćby nawet zamówił, nic by mu to nie dało, bo filia nieczynna z powodu remontu i wszystkie książki od października sobie wiszą z terminem zwrotu 17 stycznia. Być może nawet zdążą z tym remontem w terminie, bo dzisiaj zajrzałam przez okna i stoją już regały. Nawiasem mówiąc, biblioteka powiększyła się o sąsiednie pomieszczenie, tam ma być dział dziecięcy - i w rezultacie ma jeszcze mniej miejsca, regały ustawiono w świetle okien! To jest dopiero polityka! Nie ma na nich jeszcze książek, więc może coś poprzesuwają? Ale tak jakby - nie ma gdzie.

Ale wróćmy do Betonii. Trochę jestem zawiedziona. To ogromna pozycja i ogrom włożonej pracy, ale nie przepadam, okazuje się, za tego rodzaju typem narracji, gdzie w historyczno-reportażową treść na siłę wmontowuje się jakieś beletrystyczne fragmenty, jakieś wydziwianie, jakieś powieściowanie. To mi przeszkadzało i o ile na początku, zwłaszcza, gdy się okazało, że spora część książki traktuje o krakowskich osiedlach (również moim), myślałam nawet, żeby ją sobie pod przyszłą choinkę zamówić u brata 😀 - o tyle potem mi ta chęć przeszła.

Dalej, następne zastrzeżenie. Autorka skupiła się głównie na Polsce i NRD, trochę też pisząc o Wielkiej Brytanii i Francji (trudno, żeby nie, w końcu Le Corbusier etc.). Ale bardzo mi tu brakowało historii ze Związku Radzieckiego i innych krajów socjalistycznych. Za wyborem Niemiec pewnie stała znajomość języka i samego kraju, tak to sobie przynajmniej wyobrażam, ale dla mnie to było za mało (jeśli można tak powiedzieć trzymając w ręku taką grubą cegłę 😁; gdyby jednak usunąć całą tę literaturę...). Autorka jest z rocznika 1976, nie wiem, czy jeszcze uczyła się rosyjskiego, no bo jednak, gdyby chciała się zająć tematem wielkiej płyty w ZSRR, bibliografia zamieszczona na końcu książki (13 stron!) musiałaby się znacznie poszerzyć.
Początek:
Czytam tu o tej Trójkowej Liście Przebojów i trzeba
trafu, akurat ostatnio Szczygieł też pokazywał swój zeszyt, gdzie co
tydzień pilnie notował całą listę. Ja nie wiem, w ogóle sobie nie
przypominam, żebym się tym zajmowała, żeby lista. Hm, może u nas wcale
Trójki nie odbieraliśmy?
Ale jestem głupia. A wystarczyło zajrzeć na Wiki. Lista Przebojów była nadawana od 1982 roku! To ja już byłam poza domem! Wszystko jasne 😃
Wyd. Czarne, Wołowiec 2018, 558 stron
Z biblioteki
Przeczytałam 5 stycznia 2022 roku
W ostatni dzień roku przez Was i Waszą Chmielewską poszłam piechty do biblioteki na Królewskiej i tak się umęczyłam, tak umęczyłam - stanowczo nie w zimie takie wycieczki. Ale przynajmniej kupiłam po drodze zwykłą żarówkę 40W do lampy na biurku - spaliła mi się jakiś czas temu, a na osiedlu NI MO. Ni mo zwykłych żarówek. A ja mam zapas tylko setek. No, zapas - dwie albo trzy. Więc pożytek z wyprawy był plus jeszcze zafasowałam w biblio parę gazet (bo nie miałam co czytać w domu, prawda).
Migawki z noworocznego spaceru.
A dzisiaj... dzisiaj nadejszła ta pora, aby zbadać sprawę przystanku Kraków-Bronowice, albowiem kupiłam tzw. bilet łączony do Dżendżejowa na koniec stycznia - znaczy mam wsiąść do jakiegoś regionalnego pociągu właśnie tutaj, dojechać na Główny i tam się przesiąść do swojego IC. Kosztuje to wówczas jedynie 1,80 zł więcej czyli połowę biletu tramwajowego.
Z odpowiednim wyprzedzeniem czasowym (konkretnie 42 minuty) wyszłam z domu. Do przystanku (pierwsze zdjęcie) dotarłam po 13 minutach. Potem już tylko znaleźć, z którego peronu odchodzi pociąg. Żeby było jasne - na bilecie nie ma mowy o tym, skąd ten pociąg jedzie i dokąd (czy tylko do Głównego czy gdzieś dalej). Znałam jedynie godzinę odjazdu - 15:07.
Żaden wyświetlacz elektroniczny nie istnieje. Zdjęcie nr 2 - przy wejściu spodziewałam się właśnie takiej tablicy, gdzie wyświetlałyby się najbliższe odjazdy z podaniem peronu. Zapomnij. No, ale jest gablota z tymi płachtami żółtymi. Dobra, znalazłam, że 15:07 Kraków Główny odjeżdża z peronu 2, toru 1. Wjechałam na górę. Przy peronie 2 jest tylko jeden tor, więc niepotrzebnie sobie w głowinie powtarzałam 'peron 2, tor 1'. A tam na peronie siedem mil do nieba, wygwizdów taki, że nikomu nie życzę. Łeb urywa. Hm, pomyślałam, zjadę z powrotem na dół, do tego tunelu, tam po lewej stronie jest cały ciąg różnych pomieszczeń, na pewno jest poczekalnia.
Po pierwsze nie zjadę, bo schody ruchome w dół są jedynie nieruchomą dekoracją. Po drugie - patrz zdjęcie nr 3 - wszystkie pomieszczenia są zamknięte na głucho i zaopatrzone w ofertę wynajęcia. Z jakiegoś na pewno bardzo istotnego powodu żodyn nie mógł zostać poczekalnią z siedziskami. Dokładnie tak jak w dniu otwarcia w 2020 roku przed wyborami 😂 Wtedy też nic nie działało, ale że właśnie na chybcika było otwierane przez władzię, to się mówiło, że zaroz bydzie.
Z nudów przeczytałam cennik (4,50 zł za bilet do Głównego) oraz instrukcję kupowania tegoż. Mianowicie należy go nabyć w kasie (brak), w automacie na peronie (brak) albo wsiąść do pierwszego wagonu w kierunku jazdy i zgłosić konduktorowi. Kara za brak ważnego biletu - 225 zł bodajże. A nie, jeszcze można telefonem kupić, ale to wiadomo, że nie dla mnie.
Przestudiowałam również gablotę z przyjazdami, dzięki czemu wiedziałam już, skąd mój pociąg zdąża. Z Katowic. O, niedobrze, pomyślałam. Przecież on w życiu nie przyjedzie o czasie - a mój bilet daje mi dokładnie 18 minut na przesiadkę na Głównym. No i oczywiście tak było: przed moim katowickim przyjechały trzy inne pociągi w odwrotnym kierunku - KAŻDY był spóźniony. Przy czym głos z megafonu najwyraźniej jest nagraniem z taśmy i nawet się nie zająknął o jakimś spóźnieniu, normalnie 'pociąg z x do x wjedzie na peron 3'. Mój - zdjęcie nr 4 - zaledwie 4 minuty opóźnienia. Dziś. Kto mi zagwarantuje, że 29 stycznia też będą to "tylko" 4 minuty i zdołam się przedostać na odpowiedni peron na Głównym? Nikt. Więc chyba pojadę jak zawsze, a dopiero w drodze powrotnej skorzystam z opcji z przesiadką - w końcu wtedy już mi się nie będzie nigdzie spieszyć. Ukradli mi 1,80 zł, znaczy się 😒 Ale saper myli się tylko raz! Sram na polską kolej.
A właśnie, czytam książkę o niej z punktu widzenia maszynisty, zachwyconego swą robotą. On tam wyraźnie mówi, że bieda, jeśli na przykład źle się obliczy z hamowaniem na stacji i zatrzyma się trochę poza peronem (gdzie wystarczy się cofnąć po chwili). Wtedy wylatuje z maszynistowania na parę miesięcy, robi na warsztatach czy cóś. Za karę. Ale z powodu spóźnienia - nie ma żadnych konsekwencji. Swoją drogą - nie dziwne, cóż maszynista winien, jedzie, jak mu warunki pozwalają. Niemniej - w Japonii by sobie chyba strzelili w łeb, gdyby coś takiego uprawiali, jak na przystanku Kraków-Bronowice. I ogólnie na polskich kolejach, których jest 122. Serio.
Miałam pisać jeszcze, co robiłam przez pięć wolnych dni i co na Fabryce i co oglądam i jeszcze zaległe info o festiwalu filmów dla dzieci i młodzieży i o Jezu o Jezu o BASENIE - ale taka wkurzona wróciłam z tego przystanku (i zmarznięta), że muszę iść się uspokoić jakimś pasjansem.
Domofon praski mało estetyczny