Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Film angielski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Film angielski. Pokaż wszystkie posty

piątek, 2 stycznia 2026

Mikołaj Grynberg - Rok, w którym nie umarłem

Gdy się tak w sylwestra położyłam po 23.00 do łóżka z nową książką, nie przypuszczałam, że doczytam od razu do końca. A tu wciągnęło jak odkurzaczem. No bo tak - to może spotkać każdego z nas (choć chyba częściej mężczyzn). Zawał, szpital, operacja, rehabilitacja. A że stało się na progu śmierci czyli nieistnienia (chyba, że komuś się marzy jakieś życie wieczne, wtedy proszę bardzo, nie ma sprawy), zaczyna się myśleć o dotychczasowym istnieniu. Zaczyna się widzieć te różne drobiazgi, na które w codziennym zabieganiu nie było czasu. Zaczyna się coś tam doceniać i dostrzegać, że coś innego się przeceniało. Rodzina i przyjaciele. Co po nas pozostanie (nic, nie łudźmy się) oprócz wspomnień tych, którzy nas znali. I jakie to będą wspomnienia.

Nie ma tu wielkiej filozofii, jest samo życie. Polecam.

Początek: 


Koniec:

Wyd. Agora Książka i Muzyka sp. z o.o., Warszawa 2025, 139 stron

Z biblioteki

Przeczytałam 1 stycznia 2026 roku
 

Pierwszy dzień roku był super. Tyle zrobiłam! Przede wszystkim wstałam o 7.15 - ha ha ha, nie dlatego, że chciałam, tylko się obudziłam po prostu mimo, że czytałam powyższą książkę do 1.15. Zjadłam więc śniadanie i poszłam robić kroki, co rano jest zawsze dobrym pomysłem, nabiera się szwungu i już dzień inaczej ustawiony. Na świecie bożym nikoguśko, dopiero gdy wracałam pojawili się pierwsi właściciele piesków. Najwyraźniej lud odsypiał całonocne szaleństwa. Poszłam do fortu, trochę się pokolebałam na siłowni, a w drodze powrotnej sprawdziłam, co słychać w "mojej" willi.

 




A co potem? Rozmowa z Psiapsiółą z Daleka (zabrała się za czytanie Boskiej Komedii, oh my God), filmiki do angielskiego na YT (nowe odkrycia), jeden z nowych radzieckich dvd obejrzany i jeszcze popołudniowe wyjście na kroki, ukoronowane znalezieniem w jednej z knihobudek zbiorku opowiadań detektywistycznych po angielsku 😁

Za to dziś pobudka z globusem, żeby za dobrze nie było. Z porannych kroków nic nie wyszło. Z reszty planów też. Jedyne, na co się zdobyłam, to obejrzenie ekranizacji 4.50 z Paddington - Murder She Said z 1961 roku. Oczywiście przystosowanej do wymogów filmu kinowego, więc i zmiany w scenariuszu i bohaterka przedstawiona jako energiczna dorodna staruszka, z komediowymi akcentami, żeby publiczność się pośmiała, mimo że to kryminał. Za to fajne angielskie wnętrza i klimaty 😍

Przy okazji wyciągnęłam jeden z tych filmów z kolekcji Agathy Christie, a tam z tyłu na okładce reklama innych serii - Kojaka i Napisała: morderstwo. Z ciekawości wrzuciłam do internetu i tu się dopiero zdumiałam: Kojak pierwszy sezon 240 zł, a ten drugi serial 860 zł (za 23 sztuki)! Myślałam, że dvd są już mocno passé i nikt tego nie kupuje, nie zbiera, a tu takie coś 🤣 Napisała: morderstwo kiedyś oglądałam, gdy mieliśmy w Krakowie włoską telewizję (lata 90-te), więc choć niewiele pamiętam, pozostał mały sentymencik. Nazywało się to po ichniemu La signora in giallo, co mogło znaczyć zarówno pani w żółtym (kolorze) jak i pani w kryminale, bowiem kryminał po włosku to giallo (dlatego, że żółte były okładki popularnych serii kryminalnych).

Z takich kolekcji kioskowych to jeszcze chętnie bym wróciła do Przystanku Alaska...
Przed świętami przejrzałam pudełka, gdzie są te kwadratowe filmy dodawane niegdyś do czasopism i odłożyłam wszystkie z napisem VCD. Paszły won, skoro i tak nie mogę ich odtwarzać. Próbowałam jeden czy drugi i nic. Brat zabrał, że sprawdzi jeszcze u siebie. I dziwne, bo mówi, że któryś obejrzał. 

 

Przyszedł sms z neurologii, że pani doktor teraz będzie przyjmować w Prokocimiu, a nie na Botanicznej. Zgroza, bo nienawidzę tego nowego szpitala, o dojeździe z przesiadkami nie wspominając. Na Botaniczną mam pyk tramwajem 25 minut. Przełożyli termin wizyty i żeby dzwonić jak by co. Więc dzwonię. Ale co się okazuje: podany numer jest już na ogólną rejestrację tam w Prokocimiu i jestem 33. w kolejce. Szukam w internecie numeru na Botaniczną, znajduję do sekretariatu. Pani mnie usiłuje zbyć, ale ja tylko chcę się dowiedzieć, czy na Botanicznej już w ogóle poradni nie ma, czy tylko ta moja pani doktor się przeniosła. Poradnia jest. 

- Czyli mogę się przenieść do innego lekarza, który tu został?

Nie ma takiego zmieniania lekarzy! Każdy by se tak chciał 😉

Najwyraźniej trzeba będzie uskutecznić wycieczkę i na miejscu coś próbować wyżebrać. Na pani doktor, choć sympatyczna, mi tak nie zależy, jak na miejscu. A ja tam i tak nie jestem leczona, tylko utrzymywana pod kontrolą, więc wszystko jedno. 

Chodzi o globusy oczywiście.

Tymczasem w przyszłą środę wycieczka do Ojczastego, bo w piątek brat znowu rusza w rejs. Na tapecie Etiopia. Mają tam zakładki do książek? W Wigilię zrobił mi swoją listę na 2026 - na razie sześć wyjazdów. Cały czas trzęsę portkami, że zadzwonią z ZOL-u z miejscem dla Ojczastego, jak go nie będzie. Potem to już niech sobie jeździ ile chce i gdzie chce 😏 



sobota, 5 listopada 2016

Zofia Tarajło-Lipowska - Nowy Kapoan

Drugi tom językowych potyczek polsko-czeskich znalazłam na czeskiej półce w księgarni językowej, ustawicznie przeze mnie nawiedzanej. Właściwie to ja bym tam większość wydawnictw kupiła, mimo że doświadczenie uczy, iż nieraz nie sięgnęło się po te, nabyte i trzydzieści lat temu. Dziwne, nie? Jak się je ogląda w księgarni, to człek ma wrażenie, że całe życie na to czekał i jest mu niezbędnie potrzebne... a potem pokutuje na regale całe dziesięciolecia.
Inna sprawa, że w MOIM WIEKU to już rzadko się uczy języków. Odkryłam niedawno taki portal właśnie o nauce języków, Woofla się to nazywa, i podczytuję czasem artykuły na różne tematy, zawsze podziwiając ich autorów - uczą się tak egzotycznych dla mnie języków, jak koreański (mówi to osoba, która niejeden film koreański obejrzała i ogólnie rzecz biorąc jest zainteresowana... ale nigdy nie przyszło mi do głowy uczyć się tego języka) - czyli mają motywację. Ogólnie wszyscy podkreślają, że najważniejsza jest systematyczność, a tego właśnie mi brakuje - zawsze najbardziej lubiłam zaczynać, zakładać nowy zeszyt... potem już ciężko było znaleźć czas :) Tymczasem tam piszą, że tak niewiele trzeba do nauczenia się nowego języka - raptem godzinę CODZIENNIE. Mój Boże. Godzinę. Przecież dałoby się wykroić. W teorii. Praktyka niestety szwankuje.




Praktyka pokazuje też, że jednym uchem wpada, drugim wypada. Jak długo będę pamiętać wice z Kapoana? Pocieszam się jedynie tym, że mając książkę na własność, zawsze mogę po nią sięgnąć ponownie. Ale jak by to było pięknie, móc pamiętać wszystko, co się kiedyś w życiu przeczytało! Jacy bylibyśmy mądrzy! Jaki sens miałoby szkolne nauczanie!
Tymczasem rośnie nowe pokolenie, chowane na jakichś Montessori... wnuczek naszego pana ochroniarza ma 4 i pół roku i, jak twierdzi dziadek, czyta lepiej od gimnazjalisty. Pan ochroniarz wyraził się dość niezręcznie "byle czego mu nie dam" (że niby tylko rzeczy rozwijające intelektualnie), gdy zaproponowałam szereg książek po mojej córce do podziału między niego, a drugiego ochroniarza-dziadka :)

Początek:
Koniec:

Wyd. Wydawnictwo AFERA Wrocław 2013, 213 stron
Z własnej półki
Przeczytałam 1 listopada 2016 roku



NAJNOWSZE NABYTKI
Odebrałam z Bonito nowego Jakubowskiego i czyta się.
Takie sobie małe postanowienie podjęłam, żeby książki kupowane na bieżąco (których ma być z założenia mało) czytać od razu, a nie zostawiać na święty nigdy. Zobaczymy, jak mi pójdzie.


W TYM TYGODNIU OGLĄDAM

1/ film brytyjsko-amerykański NOTTING HILL, 1999
Reż. Roger Michell

Bajeczka o tym, jak to "życie rozwiedzionego właściciela księgarni zmienia się, gdy do jego sklepu wchodzi sławna aktorka filmowa".
[z Filmwebu]
7/10

Ładny fragment ilustrujący upływ czasu, gdy tymczasem życie toczy się zwykłym trybem:


2/ film włoski IL RESTO DELLA NOTTE (tytuł polski: SCHYŁEK NOCY), 2008
Reż. Francesco Munzi
Trailer:


Dramat osadzony w środowisku drobnych przestępców (nie trzeba chyba dodawać, że imigranckiego pochodzenia), krzyżujący się z rodziną bogatego przemysłowca. Nic dobrego z tego nie wyniknie. Gorzki obraz społeczeństwa. Czarny świat, w którym nikomu nie jest dobrze.
Nawiasem mówiąc, ci imigranci pochodzą z Rumunii, pewnie dlatego uparcie mówi się o używaniu przez nich "słowiańskiego" języka... Ignorancja typowa dla... no dobra, nie będę się wdawać w szczegóły.
7/10


3/ film niemiecki TONI ERDMANN, 2016
Reż. Maren Ade
Trailer:


Przejmujący obraz współczesności, zaniku więzi rodzinnych czy międzyludzkich. Ojciec odwiedza swą córkę w Bukareszcie, robiącą karierę w korporacji i stwierdza, że daleko jej do szczęścia.
8/10

środa, 20 kwietnia 2016

Jan Wiktor - Rozmowy pod kolorowym parasolem

Jan Wiktor to nie jest zbyt dobrze widziana dziś postać. No bo komuch. Bo podpisał apel krakowski. Bo napisał powieść "Papież i buntownik", gdzie krytykował Kościół. Chyba taką w duchu franciszkańskim. Biblioteka w Bochni nosiła jego imię, chcą się pozbyć takiego patrona (może zresztą już to zrobili). Szkoła jakaś wymieniła sobie Wiktora na rotmistrza Pileckiego. Cóż, najważniejszy ruch w interesie...

Ale książka Rozmowy pod kolorowym parasolem to rzecz wspomnieniowa, o Karolu Fryczu, wybitnym scenografie i reżyserze teatralnym, związanym z Jamą Michalika. Rozmowy toczone na tarasie pensjonatu w Szczawnicy, gdzie Frycz spędzał wakacje, a Jan Wiktor takoż, ukochał te Pieniny i poświęcił im część swojej twórczości. Może by tak wreszcie przeczytać Orkę na ugorze?



Frycz uparcie wzdragał się przed spisaniem swoich wspomnień, więc ta książeczka stanowi ślad jego bogatej działalności, jego podróży, znajomości z tyloma zasłużonymi dla polskiej kultury ludźmi.

Początek:
Koniec:

Wyd. Wydawnictwo Literackie Kraków 1965, 124 strony
Z własnej półki (kupione 1 kwietnia 2016 roku na allegro za 4,99 zł)
Przeczytałam 14 kwietnia 2016 roku

Oznajmiam, że coś złego się dzieje. Dlaczego ja tak mało czytam? Dziś jest 20-ty kwietnia, a ja przeczytałam przez te trzy tygodnie zaledwie dwie książeczki. Co się dzieje z czasem, dlaczego tak umyka, czemu z poniedziałku nagle robi się sobota i przede wszystkim czemu zasypiam po kilku kartkach?
Za chwilę pojadę do tej Pragi, a jestem kompletnie nie przygotowana. Nie przeczytałam przewodników, nie sprawdziłam cen różnych wstępów i innych takich, żeby wiedzieć, ile pieniędzy zabrać, nie rozplanowałam każdego dnia. Jeszcze się okaże, że laptopa trzeba zabrac, żeby na miejscu wszystko sprawdzać!
Chwilowo dzielę czas na PRZED i PO Pradze, że teraz to już nie warto zaczynać tego czy owego, bo nie zdążę skończyć, że potem to zrobię, to przeczytam, to zobaczę. Hm. Się okaże.



NAJNOWSZE NABYTKI

Jak zwykle, prezencik od władz UJ :)
Wywiady z najrozmaitszymi uczonymi uniwersyteckimi, z wielu dziedzin. Wydaje się interesujące.

A tu, proszę - poszłam do Jordanówki zanieść jakieś czasopisma, a na półce były baśnie Kryłowa w oryginale. Przecież musiałam wziąć.

W Księgarni Akademickiej wyszperałam to:

A potem znowu zanosiłam stare szpargały do Jordanówki i znowu rzuciły się na mnie w odwecie inne stare szpargały.
Te dwie cienkie książeczki wzięłam, bo wiersze krakowskie, prawdaż.

Pozycje komputerowe, pomyślałam, przydadzą mi się w pracy i tam je zaniosłam. Raz nawet podczas posilania się w tzw. pokoju socjalnym zajrzałam do Worda.

A kryminały upchnęłam gdzieś na nowym regale, z myślą, że bez żalu ich się potem pozbędę.

Dziopa z Podgórza pokazała mi na wtorkowym odczycie zanabytą właśnie książkę:
Chyba jasne, że musiałam się potem udać po nią - tym razem do jakiejś Taniej Jatki na Szewskiej, gdzie nigdy, ale to nigdy jeszcze nie wstąpiłam. No to był pierwszy raz ;)
7,90 zł

A toto miałam na liście allegrowej, bo raz było wymienione w bibliografii jakiejś krakowskiej książki. Jak się trafiło za 1,50 zł, wzięłam.

Tu znowu krecia robota Dziopy z Podgórza. Że na Bonito jest. Tom zamówiła.
Chodzi mi teraz po głowie, że widziałam tę ksiązkę w Taniej Jatce na Grodzkiej swego czasu - pewnie to było pierwsze wydanie.



W TYM TYGODNIU OGLĄDAM

1/ znów film o staruszkach - RADIATOR, Wielka Brytania 2014
reż. Tom Browne
Trailer:


Leonard (Richard Johnson) i Maria (Gemma Jones) to para ekscentrycznych staruszków mieszkających na niewielkiej farmie w angielskim hrabstwie Kumbria. Ich zachowanie budzi coraz większy niepokój syna, nauczyciela Daniela (Daniel Cerqueira). W końcu mężczyzna postanawia wziąć krótki urlop, by odwiedzić rodziców. Na miejscu zastaje potworny bałagan. Co gorsza, jego niezwykle kłótliwy ojciec odmawia wstania z sofy. Daniela czeka naprawdę trudne wyzwanie, by zaprowadzić w domu porządek. Największych problemów przysparza mu znalezienie wspólnego języka z upartym Leonardem. Za kamerą stanął debiutant Tom Browne, który czerpał inspirację ze swoich prywatnych doświadczeń.

2/ FUSI (Fúsi), Dania/Islandia 2015
reż. Dagur Kári
Trailer:


Z opisu na Filmwebie:
Fúsi to nieśmiały, wrażliwy 40-latek, który nadal mieszka z matką i jej partnerem, a każdy jego dzień wygląda tak samo. Codziennie czeka na niego porcja płatków na śniadanie, a potem praca na lotnisku przy wyładunku bagaży, z kolegami, którzy żartują z jego tuszy i charakteru. Pewnego dnia za namową matki niechętnie udaje się na kurs tańca, gdzie poznaje doświadczoną przez życie dziewczynę o imieniu Sjöfn, która wywróci jego świat do góry nogami, a jego samego zmieni nie do poznania.

3/ włoska komedia TI RICORDI DI ME? (Pamiętasz mnie?), 2014
rez. Rolando Ravello
Trailer:


Roberto powszechnie uchodzi za dziwaka. Pisze bajki dla dzieci, które jednak wprawiają przedszkolaków w przerażenie. Wszystko zmienia się, kiedy nieśmiały Roberto spotyka u terapeuty pełną uroku Beę. Kobieta jest nauczycielką. Cierpi na narkolepsję i często doświadcza niespodziewanych napadów amnezji. Zawsze ma przy sobie czerwony zeszyt, w którym skrupulatnie zapisuje wszystko, co jej się przydarza. Mimo przeciwności losu para zakochuje się w sobie. Pewnego dnia Bea gubi swój bezcenny dziennik i nie jest w stanie niczego sobie przypomnieć.

4/ ÓSMY DZIEŃ TYGODNIA, reż. Aleksander Ford, 1958
Na YT w całości:


Dwoje młodych ludzi marzy o własnym lokum, w którym chcieliby zaznać odrobiny prywatności. Ekranizacja Hłaski.

5/ KWIAT WIŚNI I CZERWONA FASOLA (An), Japonia 2015
reż. Naomi Kawase
Trailer na YT:


Z opisu na Filmwebie:
Sentaro (Masatoshi Nagase) prowadzi małą piekarnię, w której serwuje dorayaki - japoński deser składający się z naleśników przekładanych słodką pastą z czerwonej fasoli ("an"). Sentaro szuka kogoś do pomocy w kuchni, jednak gdy zgłasza się starsza pani, Tokue (Kirin Kiki), niechętnie przyjmuje ją do pracy. Tokue szybko udowadnia, że jej ręce potrafią czynić cuda, gdy chodzi o przygotowywanie "an". Dzięki jej sekretnej recepturze, mały biznes wkrótce rozkwita... Z czasem, Sentaro i Tokue otwierają przed sobą swoje serca i odsłaniają stare rany.

6/ komedia polska PAN ANATOL SZUKA MILIONA, reż. Jan Rybkowski, 1958
Na YT cały:


Kolejne przygody pana Anatola (Tadeusz Fijewski), który tym razem stara się pomóc młodej i niewinnej dziewczynie. Iwona (Barbara Kwiatkowska) wygrywa milion w totolotka, jednak jej fortuną jest zainteresowana pewna szajka. Pan Anatol, chcąc udaremnić plany złoczyńców, sprowadza na siebie kłopoty.


poniedziałek, 25 stycznia 2016

Borys Bałter - Do widzenia chłopcy

Tytuł kojarzył mi się bardzo dobrze, bo z pieśnią Okudżawy. Ciągle nie wiem, czy ona miała jakiś związek z powieścią, czy nie.
Tu jest klip z tą piosenką w innym wykonaniu i wykorzystaną w innym filmie:

A tu wykonanie autorskie:


Nie może zabraknąć stałego punktu programu czyli półki z książką :)
I bardziej ogólnego rzutu okiem...

Na okładce napisano tak:
Nie ma tu wzmianki o tym, że powieść przetłumaczono na kilkadziesiąt języków.

Słuchajcie słuchajcie! Znalazłam link do artykułu na temat Bałtera, ale dostęp jest tylko dla zarejestrowanych na portalu. Rejestruję się więc i dochodzę do rubryki PŁEĆ. Jest lista wyboru:
- M
- K
- INNE

Bo skonam! Nie przypuszczałam, że tego dożyję...

Powieść jest przeurocza! Historia chłopców kończących szkołę w małym krymskim miasteczku i przyjmujących propozycję kontynuowania nauki w wojskowej uczelni, mimo że to koliduje z ich poprzednimi planami i implikuje rozstanie z dziewczętami. Narratorem jest Wołodia (którego w filmie zagrał Jewgienij Stiebłow, bardzo go lubię od czasów JA SZAGAJU PO MOSKWIE), jeden z trzech przyjaciół - ten, który przeżył.
Delikatnie opisane pierwsze miłości, pierwsze zmagania z głosem obowiązku, a nad wszystkim unosi się cień nadciągającej zagłady.

Wiele razy sztukę powstałą na kanwie powieści wystawiano na deskach teatrów, tutaj jest wywiad (po polsku) z autorem inscenizacji z 2010 roku.


Początek:
Koniec:

Wyd. ISKRY Warszawa 1965, 245 stron
Seria: Biblioteka Powszechna
Tytuł oryginalny: Do swidania, malcziki (До свидания, мальчики)
Przełożyła: Zofia Dudzińska
Z własnej półki (kupione na allegro 2 kwietnia 2014 roku za 2 zł)
Przeczytałam 16 stycznia 2016 roku


Oczywiście obejrzałam też film.
Nie rozumiem, co oni tu piszą na Wikipedii, że film nakręcono na podstawie powieści TROJE IZ ODNOGO GORODA...
Ach, już doszłam :) Tak się pierwotnie nazywała powieść z 1961 roku, a w następnym roku autor ją przerobił i dał tytuł pieśni Okudżawy. Wszystko jasne, pieśń była pierwsza ;)

Z trudem znalazłam na You Tube, bo przede wszystkim wyświetla się serial pod tym samym tytułem, ale nie związany z książką Bałtera. Jednak jest, w całości:


Film jest z 1964 roku, a więc zekranizowano powieść natychmiast, ale ponieważ reżyser Michaił Kalik wyemigrował potem do Izraela, film powędrował na półkę i wyszedł na ekrany w pełnej wersji dopiero w końcu lat osiemdziesiątych.



CRACOVIANA

Fejs się do czegoś jednak przydaje. Po jakimś tam śladzie weszłam na profil Krowoderskiej Biblioteki Publicznej, a stamtąd na Krakow.Czyta.pl
I oto, co odkryłam:


Jest tam jeszcze pięć półek więcej.
Inna sprawa, że część tych książek, sądząc po okładkach, to romanse dla pań :) żeby nie powiedzieć, jak przed wojną, dla kucharek :)


A tu jest zdjęcie specjalnie dla Dziopy z Podgórza, w związku z naszą rozmową na ostatnim odczycie w Towarzystwie... ona wie :)
Dobrze kojarzyłam, że już to widziałam :)



NAJNOWSZE NABYTKI

Najpierw książka, o której zapomniałam donieść. Przywiózł mi ją Ojczasty (na moją prośbę, bo chciałabym przeczytać), gdy przyjechali na święta. Wiadomo, że już u mnie zostanie :) A więc nabytek jeszcze zeszłoroczny.

Potem nadszedł zakup z allegro. Właściwie miałam odebrać osobiście, ale po kilku przymiarkach, niesprzyjającej aurze i w końcu refleksji, że po ciemku to lepiej się nie błąkać gdzieś za Borkiem Fałęckim - poprosiłam panią o przesyłkę.
No i przyszło.
I jak wyglądało w środku?
A tak:
Ktoś tu ostro zakuwał do egzaminu...
Atoli jednakże wolałabym, żeby informacja o tych zakreśleniach (obecnych w całej książce, poza ostatnim rozdziałem poświęconym konfucjańskim i buddyjskim inspiracjom w kinematografii azjatyckiej) była zawarta w opisie na allegro, prawda?

A tu jest jeszcze jeden nabytek, z cyklu "psim swędem" czyli podarunek z UJ:
Przywileje przywilejami, ale komentarze! Te są prawdziwie interesujące i stanowią większość tekstu!

To tyle. Jeszcze byłyśmy w sobotę u Dziadków i czyniłam tam poszukiwania Jądra ciemności, albowiem, jak o tym niżej, obejrzałam Czas Apokalipsy i nabrałam chęci na zapoznanie się z literackim pierwowzorem... no, nie znalazłam. Ojczasty mówi, że wywoził Conrada do swojej drugiej żony (a, to taka rodzinna historyjka, kiedyś może przy innej okazji opowiem) i już oczywiście nie przywiózł z powrotem. Ale ja jeszcze wcześniej kilka tomów zabrałam do Krakowa, więc jest opcja, że to nieszczęsne Jądro stoi u mnie... tylko problemik, bo te kilka tomów, poza oprawioną Smugą cienia, upchnęłam pod sufitem na regaliku, przed którym teraz stoi choinka, no i nie mogę sprawdzić. Poczekamy na Gromniczną, zobaczymy :)



W T(AMT)YM TYGODNIU OGLĄDA(ŁA)M

1/ cudowny film węgierski LIZA LISIA WRÓŻKA (Liza, a rókatündér), reż. Károly Ujj Mészáros, 2014
Komedia romantyczna :)
Trailer z angielskimi napisami:


Liza właśnie skończyła 30 lat i chciałaby wreszcie poznać miłość swego życia. Cóż, kiedy każdy poznany mężczyzna ginie nagłą śmiercią. Policja zaczyna podejrzewać dziewczynę o morderstwa, a jeden z policjantów wynajmuje pokój w odziedziczonym przez Lizę zapuszczonym mieszkaniu...
Wartością dodaną były węgierskie dialogi - wiecie, że podoba mi się ten język, choć kompletnie nic z niego nie rozumiem?
8/10

2/ film brytyjsko-amerykański NIEZWYKŁY DZIEŃ PANNY PETTIGREW (Miss Pettigrew Lives for a Day), reż. Bharat Nalluri, 2008
Trailer:


Akcja filmu dzieje się w latach 30. ubiegłego wieku. Panna Guinevere Pettigrew, guwernantka z Londynu w średnim wieku, zostaje niesłusznie wydalona z pracy. Po wielu próbach znalezienia posady rozpoczyna pracę w domu tancerki kabaretowej, panny Lafosse. Poznaje zupełnie nowy świat pełen tańca, śpiewu i gwiazd estrady. Teraz sama może stać się jego częścią.
7/10

3/ nr 36 z listy TOP 250 portalu IMDB - CZAS APOKALIPSY (Apocalypse Now), reż. Francis Ford Coppola, 1979
Nr 34 to Toy Story cz.3 - dziękuję. A nr 35 to Dr Strangelove - nie mam.
Początek:


Adaptacja opowiadania Josepha Conrada "Jądro ciemności". Przeniesiona w realia wojny wietnamskiej historia kapitana Willarda, który otrzymuje misję odnalezienia i zlikwidowania pułkownika Kurtza.
Mam tylko wersję reżyserską, dłuższą o prawie godzinę - a jednak film wcale się nie dłużył, genialny, po prostu genialny.
10/10
Następny w kolejce OBYWATEL KANE.

4/ film włoski IN GRAZIA DI DIO, reż. Edoardo Winspeare, 2014
Widzę, że na Filmwebie ma polski tytuł JAK U PANA BOGA ZA PIECEM. Niech będzie.
Trailer:


Opowieść o kryzysie finansowym, który pociąga za sobą kryzys rodzinny... a może jednak naprawi układ emocjonalny między matką, córkami i wnuczką?
8/10

niedziela, 23 września 2012

Louis Aragon - Wieśniak Paryski




Co się namęczyłam!
Książeczka wszak ci skromnych rozmiarów, raptem wszystkiego 180 stron, a tak mi dała popalić.
Zacznijmy od początku.
Autor: Louis Aragon czyli poeta i powieściopisarz francuski, zwolennik dadaizmu, a potem surrealizmu.
Oto on:
Towarzysz życia Elzy Triolet, siostry Lili Brik, muzy Majakowskiego, żeby już dopełnić obrazu literacko-życiorysowego.

Wieśniak Paryski powstał w 1924 roku i został zadedykowany malarzowi André Massonowi. Dzieli się na dwie części:
- Pasaż Opery - to kryty pasaż, jakich wiele w Paryżu, miał wówczas ustąpić miejsca odnodze bulwaru Haussmana i tak się stało, został starty z powierzchni ziemi; jest to więc hymn na cześć miejsca, którego za chwilę nie będzie, a jednocześnie historia spotykających się w Pasażu surrealistów
- Poczucie natury w Buttes-Chaumont - Aragon wraz z przyjaciółmi udają się pewnego wieczoru do parku Buttes-Chaumont, gdzie snują rozmyślania i senne miraże
To jednocześnie kronika Paryża i zapis ruchu dada i surrealizmu.
Wszystko ładnie pięknie, ale oto próbka stylu:
Zapewne, obraz nie jest samym konkretem, ale możliwym uświadomieniem sobie, największym możliwym uświadomieniem sobie konkretu. Mniejsza jednak o zastrzeżenie, jakiekolwiek by było, które przeciwstawia się podobnemu nastawieniu umysłu. Nawet zastrzeżenie takie jest obrazem. Nie ma w istocie sposobu myślenia, który nie byłby obrazem. Tyle tylko, że większość obrazów, niejsano zarysowana w świadomości, nie pozostawia umysłowi, który się nimi posługuje, żadnego osądu o realności i zachowuje wskutek tego charakter abstrakcyjny, skazujący je na ubóstwo i słabość.
I tak to leci. Czytałam dziesięć stron i usypiałam :) I tak zeszło pięć dni. Gdy wzięłam się za następną, to było jak... jak haust świeżego powietrza... ale o tym następnym razem.

Ale jest zysk ( z każdej książki jakiś jest)!
Mianowicie wyciągnęłam różne przewodniki po Paryżu, żeby znaleźć coś o tym parku Buttes-Chaumont - nie znałam go, choć sama nazwa nie była mi obca - ale jako stacja metra :) I zaczęłam czytać... i tak mi się za Paryżem zatęskniło! tak bardzo!
Czy coś z tego wynika? Niewiele, raczej się tam nie wybiorę w najbliższym czasie... ale powspominałam :)

Przy okazji pomysłowy Dobromir (czyli ja) wpadł na myśl świetnego wynalazku: żeby w domu, w pokojach były takie ekrany z połączeniem do internetu. Ale nie komputery, które trzeba włączyć, czekać itede. Takie jak telewizor, żeby już. Potrzebujesz jakiejś informacji: jest natychmiast. To dlatego, że nie chciało mi się właśnie wstawać z łóżka i włączać komputera, żeby czegoś o tym parku poszukać.
Dopiero dziś uświadomiłam sobie, że odkryłam Amerykę... przecież takie coś już istnieje: to telefon z dostępem do internetu.
Ale ja - jako bezkomórkowiec - jestem opóźniona w technologiach :)

Drugi zysk - potencjalny. Pomysł na interes dla przedsiębiorczych :) Otóż Aragon wspomina o pewnej firmie działającej w Pasażu Opery, która podejmowała się przesyłania dowolnej przesyłki z dowolnego punktu na świecie. Siedzisz sobie na osiedlu-blokowisku w Krakowie, a chcesz, żeby znajomi myśleli, że spędzasz urlop w Chinach - proszbardzo. Firma za Ciebie wyśle kartkę.
A o parku tu, jeśli już się kompa włączyło.
Przeczytałam (wymęczyłam) 22 września 2012.


Nadeszły dwa cracoviana z allegro. Jestem szczególnie kontenta z Matecznego, bo od dłuższego czasu obserwowałam pojawiającą się ciągle aukcję za 35 zł... a tymczasem udało się upolować egzemplarz za zł 12.


Obejrzałam film BBC z 2007 roku zatytułowany Persuasion (po polsku Perswazje).

Historia kompletnie mi nieznana, acz doskonale w stylu Jane Austen, według której powieści film nakręcono.
Młodziutka, 19-letnia Anna zakochała się w przystojnym kapitanie Wentworth. Cóż, kiedy jego pozycja, acz rokująca nadzieje na przyszłość, nie dorównywała położeniu rodziny Anne. Dziewczyna dała sobie wyperswadować to niestosowne małżeństwo. Minęło osiem lat. Anne nie wyszła za mąż, choć miała okazję i oto w jej życiu na nowo pojawia się kapitan Frederick Wentworth. On też się nie ożenił, ale za to zrobił w międzyczasie fortunę. Wydaje się być jednak zainteresowany kuzynką Luizą i Anne zdaje sobie sprawę, że na wszystko jest już za późno...

sobota, 25 lutego 2012

Daria Doncowa - Bezumnaja kepka Monomacha


W sobotni poranek (który przez chwilę wydawał się słonecznym) 25 lutego 2012 skończyłam czytać kolejną Doncową - osiemnasty tom przygód Lampy Romanowej. Tym razem autorka skupiła się na niebezpieczeństwach, jakie niesie ze sobą internet - i to, o dziwo, wśród dorosłych ludzi, choć zaczyna się wszystko rozpaczą Kiriuszki, którego zabito w wirtualnej grze. Mam duży zapas cierpliwości do tzw. ironicznych kryminałów Doncowej, ale tym razem odniosłam wrażenie, że żywcem brakuje jej pomysłów, nawet Lampka nie narobiła żadnych głupot :)

Przyszła część zakupów ostatnich z allegro:

Można się zastanawiać, na kiego grzyba mi ta rosyjska gramatyka... a ja powiem tak: jeszcze nic w życiu nie wiadomo :) a za te 3 złote...

Przyjemna niespodzianka czekała w skrzynce na listy: kolejna kartka z serii propogandowej, którą namiętnie kolekcjonuję:

Gaduła - gratka dla wroga :)
Takiej do tej pory nie widziałam. Niech żyje postcrossing!
Dziewczyna, która mi ją przysłała, ma nadzieję, że te czasy nigdy nie wrócą... a przecież mówią, że historia kołem się toczy...


W piątkowy wieczór Córunia zaprosiła mnie do domowego kina na Żelazną Damę. Wrażenia niesprecyzowane: czy to film o trudnej starości czy o historycznej postaci, która odegrała niebagatelną rolę w dziejach świata. Gra Meryl Streep świetna, toteż Córunia oznajmiła na koniec, że idzie na Filmweb dać 7 na 10 punktów filmowi :)