Z knihobudki, ale zastanawiam się, czy zatrzymam. Niby nic nowego, to są tematy przecież opisane tyle razy... ale ciągle tak trudne, tak ciężkie...
W tym przypadku nie wiem, dlaczego książka figuruje pod jednym nazwiskiem, skoro to wspomnienia trzech osób, trzech numerów. Druga to Eugenia Bożena Kaczyńska (nr 45887), a trzecia to Michał Ziółkowski (nr 1055). Ze wspomnień pani Kaczyńskiej interesujący jest opis wyjazdu po wyzwoleniu z Czerwonym Krzyżem do Szwecji: jak są witane, jak piją kakao z porcelanowych filiżanek, jak przed kąpielą (pierwszą prawdziwą kąpielą od lat) nie chcą oddać swych obozowych skarbów, brudnej szmaty, kromki suchego chleba. Jak dostają kieszonkowe i każda z nich idzie do sklepu kupić bochenek chleba, który potem schowa pod poduszkę.
Jakże to cudownie iść ulicą, nieść chleb i ukradkiem skubać jego pachnącą skórkę.
Wcześniej byłe więźniarki dostały paczki żywnościowe i oczywiście nie umiały się powstrzymać przed zjedzeniem wszystkiego, co część z nich przypłaciła śmiercią.
Kiedyś czytałam Leviego i przy tej okazji w komentarzach padło kilka innych propozycji lektur obozowych. Między innymi Moja winnica, którą mam i ciągle jeszcze nie czytałam.
Początek:
Koniec:
Wyd. Wydawnictwo Sióstr Loretanek, Warszawa 2004, 286 stron
Z knihobudki (jednak odnoszę, nie zatrzymuję)
Przeczytałam 8 czerwca 2025 roku
Odchodząc od ciężkich tematów do lżejszych.
Oczywiście gdy zrobiłam PLAN, że obejrzę tych dwadzieścia parę filmów polecanych w książce Filmy na życie, zaraz zaczęło mnie gryźć, że dlaczego ja muszę, skoro chciałabym teraz coś innego zobaczyć 🤣 Na YT mam zapisanych trochę filmów radzieckich, które mi się przypadkowo (akurat!) wyświetliły, no i dawaj, ja chcę teraz ruskie. Sowieckie, konkretnie. No i dzień po dniu obejrzałam trzy filmy, które oczywiście mam na płytkach, ale kto się do nich dostanie w obecnej sytuacji? Mówię, że oczywiście, bo - wspominałam chyba kiedyś - miałam fazę i nazbierałam ich wtedy jakieś cztery i pół tysiąca 😂
Gdybym kiedyś miała sporządzić listę powiedzmy stu najulubieńszych filmów, to myślę, że spory procent pochodziłby właśnie z ZSRR. Ale jak mówiłam ostatnio do Psiapsióły z Daleka - wielki kraj, to i wielką ilość filmów co roku produkował (zwłaszcza, że film najważniejszą ze sztuk), więc statystycznie było i więcej takich udanych, zapadających w serce.
Psiapsióła zresztą guzik o tym wie, bo chyba jedyny film radziecki, jaki widziała, to "Moskwa nie wierzy łzom", zgwałciłam ją kiedyś, żebyśmy wspólnie obejrzały, co oczywiście było męką - tłumaczenie a' vista z jednego języka na drugi - ale czego się nie robi dla uświadomienia ludzi, że fajne 😉
Więc najpierw Liubimaja żenszczina mechanika Gawriłowa, z fantastyczną Ludmiłą Gurczenko. Bohaterka wystrojona czeka z przyjaciółmi przed urzędem na Gawriłowa, za którego będzie wychodzić za mąż - wreszcie spotkała na swej drodze Człowieka. Ale Gawriłow się nie pojawia. Przyjaciele w końcu się rozchodzą, ale Rita nie daje za wygraną, ona przecież w Gawriłowa wierzy...
Po siemiejnym obstajatielstwam (polski tytuł - Wojny domowe), tu z kolei główną bohaterkę gra Galina Polskich - córka wyszła za mąż, a zięć, z którym przyszło zamieszkać, niekoniecznie przypadł do gustu teściowej. Dopiero, gdy sama znajdzie się w podobnej sytuacji - zamieszka z nowym mężem i jego energiczną matką - zacznie chwytać, w czym rzecz.
Trzeci film to Wremia dla razmyszlenij, z Oscarową parą: Władimir Mienszew i Wiera Alentowa. Ala rozwodzi się z mężem i planuje ślub z Igorem. Problemem wydaje się być synek Ali, który według tej histeryczki (absurdalnie zarzucającej rodzinie byłego męża próby odebrania dziecka matce) powinien zostać usynowiony przez nowego męża, a jego prawdziwy ojciec powinien się go zrzec. Jednakże Igor odkrywa, że poza charakterem Ali stoi coś jeszcze: ona chyba ciągle kocha byłego męża, w każdym razie jest o niego zazdrosna. Czy można zapomnieć o wspólnie spędzonych dziesięciu latach? Tytułowy czas na przemyślenie to miesiąc, który należy odczekać przed zawarciem ślubu po złożeniu w urzędzie papierów.











