Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Obozy koncentracyjne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Obozy koncentracyjne. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 10 czerwca 2025

Kazimierz Piechowski - Byłem numerem... historie z Auschwitz

Z knihobudki, ale zastanawiam się, czy zatrzymam. Niby nic nowego, to są tematy przecież opisane tyle razy... ale ciągle tak trudne, tak ciężkie... 

W tym przypadku nie wiem, dlaczego książka figuruje pod jednym nazwiskiem, skoro to wspomnienia trzech osób, trzech numerów. Druga to Eugenia Bożena Kaczyńska (nr 45887), a trzecia to Michał Ziółkowski (nr 1055). Ze wspomnień pani Kaczyńskiej interesujący jest opis wyjazdu po wyzwoleniu z Czerwonym Krzyżem do Szwecji: jak są witane, jak piją kakao z porcelanowych filiżanek, jak przed kąpielą (pierwszą prawdziwą kąpielą od lat) nie chcą oddać swych obozowych skarbów, brudnej szmaty, kromki suchego chleba. Jak dostają kieszonkowe i każda z nich idzie do sklepu kupić bochenek chleba, który potem schowa pod poduszkę.

Jakże to cudownie iść ulicą, nieść chleb i ukradkiem skubać jego pachnącą skórkę. 

Wcześniej byłe więźniarki dostały paczki żywnościowe i oczywiście nie umiały się powstrzymać przed zjedzeniem wszystkiego, co część z nich przypłaciła śmiercią.  

Kiedyś czytałam Leviego i przy tej okazji w komentarzach padło kilka innych propozycji lektur obozowych. Między innymi Moja winnica, którą mam i ciągle jeszcze nie czytałam. 


Początek: 

Koniec:

Wyd. Wydawnictwo Sióstr Loretanek, Warszawa 2004, 286 stron

Z knihobudki (jednak odnoszę, nie zatrzymuję)

Przeczytałam 8 czerwca 2025 roku
 

 

Odchodząc od ciężkich tematów do lżejszych.

Oczywiście gdy zrobiłam PLAN, że obejrzę tych dwadzieścia parę filmów polecanych w książce Filmy na życie, zaraz zaczęło mnie gryźć, że dlaczego ja muszę, skoro chciałabym teraz coś innego zobaczyć 🤣 Na YT mam zapisanych trochę filmów radzieckich, które mi się przypadkowo (akurat!) wyświetliły, no i dawaj, ja chcę teraz ruskie. Sowieckie, konkretnie. No i dzień po dniu obejrzałam trzy filmy, które oczywiście mam na płytkach, ale kto się do nich dostanie w obecnej sytuacji? Mówię, że oczywiście, bo - wspominałam chyba kiedyś - miałam fazę i nazbierałam ich wtedy jakieś cztery i pół tysiąca 😂 

Gdybym kiedyś miała sporządzić listę powiedzmy stu najulubieńszych filmów, to myślę, że spory procent pochodziłby właśnie z ZSRR. Ale jak mówiłam ostatnio do Psiapsióły z Daleka - wielki kraj, to i wielką ilość filmów co roku produkował (zwłaszcza, że film najważniejszą ze sztuk), więc statystycznie było i więcej takich udanych, zapadających w serce. 

Psiapsióła zresztą guzik o tym wie, bo chyba jedyny film radziecki, jaki widziała, to "Moskwa nie wierzy łzom", zgwałciłam ją kiedyś, żebyśmy wspólnie obejrzały, co oczywiście było męką - tłumaczenie a' vista z jednego języka na drugi - ale czego się nie robi dla uświadomienia ludzi, że fajne 😉 

Więc najpierw Liubimaja żenszczina mechanika Gawriłowa, z fantastyczną Ludmiłą Gurczenko. Bohaterka wystrojona czeka z przyjaciółmi przed urzędem na Gawriłowa, za którego będzie wychodzić za mąż - wreszcie spotkała na swej drodze Człowieka. Ale Gawriłow się nie pojawia. Przyjaciele w końcu się rozchodzą, ale Rita nie daje za wygraną, ona przecież w Gawriłowa wierzy... 

 


Po siemiejnym obstajatielstwam (polski tytuł - Wojny domowe), tu z kolei główną bohaterkę gra Galina Polskich - córka wyszła za mąż, a zięć, z którym przyszło zamieszkać, niekoniecznie przypadł do gustu teściowej. Dopiero, gdy sama znajdzie się w podobnej sytuacji - zamieszka z nowym mężem i jego energiczną matką - zacznie chwytać, w czym rzecz. 

 

 

Trzeci film to Wremia dla razmyszlenij, z Oscarową parą: Władimir Mienszew i Wiera Alentowa. Ala rozwodzi się z mężem i planuje ślub z Igorem. Problemem wydaje się być synek Ali, który według tej histeryczki (absurdalnie zarzucającej rodzinie byłego męża próby odebrania dziecka matce) powinien zostać usynowiony przez nowego męża, a jego prawdziwy ojciec powinien się go zrzec. Jednakże Igor odkrywa, że poza charakterem Ali stoi coś jeszcze: ona chyba ciągle kocha byłego męża, w każdym razie jest o niego zazdrosna. Czy można zapomnieć o wspólnie spędzonych dziesięciu latach? Tytułowy czas na przemyślenie to miesiąc, który należy odczekać przed zawarciem ślubu po złożeniu w urzędzie papierów.

 


środa, 8 grudnia 2021

Primo Levi - Czy to jest człowiek

 

Nie wiem, co napisać.

Po prostu brak mi słów.

Zbieram się od kilku dni i zebrać nie mogę. 

Jeśli chodzi o obozy, to wydaje mi się, że bardzo dawno nic nie czytałam. Nie, moment. Był przecież wywiad-rzeka z panią doktor Alicją. Ale to zupełnie innego rodzaju relacja, ze względu na kompletnie różny charakter bohaterki.

Chciałam tego Leviego przeczytać od dawna i dobrze, że wreszcie się udało, ale powiem Wam, że przy/po takiej lekturze nie jest łatwo. Podnosisz wzrok znad książki i pytasz się, co ty tu robisz w ciepłej pościeli, z gorącą herbatą pod ręką. I jak niewiele trzeba, żeby wszystko uległo zmianie. Że jesteśmy marionetkami w rękach losu. I że nic nie wiemy nawet o sobie samych, a co dopiero o innych. Że uganiamy się za bzdurami - no ale przecież takie jest życie. Mamy zrezygnować ze wszystkiego, bo kiedyś zdarzyły się obozy?... A co z tym, co zdarza się dzisiaj? Gdzieś tam na świecie, ale i blisko nas?


Początek:

Koniec:


Wyd. Wydawnictwo Literackie, Kraków 1978, 171 stron

Tytuł oryginalny: Se questo e' un uomo

Przełożyła: Halszka Wiśniowska

Z biblioteki

Przeczytałam 4 grudnia 2021 roku



Pod  tym linkiem trochę innych tytułów...

niedziela, 21 lutego 2016

Dariusz Zaborek - Czesałam ciepłe króliki. Rozmowa z Alicją Gawlikowską-Świerczyńską

To się dawno nie zdarzyło. Zaczęłam czytać pod wieczór i już nie mogłam się oderwać, zarwałam trochę nocki, żeby skończyć. To bardzo przeciwne moim zasadom, bo jak nie zgaszę światła o 23.00, to potem w ogóle nie mogę zasnąć. Starość nie radość i tak dalej.

Z okładki:

Cynk dała Monika. Pofatygowałam się więc na Rajską, gdzie w korytarzu natknęłam się na kobietę, która mnie zna z pracy.
- Pani tutaj???
No faktycznie, dziwne, prawda? Czy ja mam jakiś mało inteligentny wygląd czy co? To może przyszłam po lekturę dla dziecka?
/no dobra, dla wnuka/

Poszukiwania na półce pod literą Z (autor: Zaborek) nic nie dały. Nie ma i nie ma, a przecież przed wyjściem z pracy sprawdziłam, że jest. Zwróciłam się o pomoc. Okazało się, że ktoś włożył książkę między G, w sumie słusznie, bo autorką powinna (też) być pani Alicja, a nie tylko dziennikarz, który przeprowadził wywiad.

W domu książkę podrzuciłam córce, bo sama byłam w trakcie wałkowania tego Kallimacha jeszcze. Przeczytała. Trochę się nawydziwiała, że jak to, to w tych obozach tak lajtowo było? Fakt, można odnieść takie wrażenie, jeśli się nie weźmie poprawki na charakter pani Alicji, na to, że zawsze i w każdej sytuacji postanawiała sobie nie poddać się i przeżyć. Mój Boże, nie dałeś mi nawet jednej dziesiątej tej siły woli i hartu ducha. Zawsze powtarzam, że ja w obozie umarłabym już drugiego dnia - bez herbaty. Pani Alicja jest z tych, co tę herbatę by sobie skombinowali, skoro byłaby im niezbędna do przeżycia.
Pani Alicja odbrązawia obóz, cierpienie i martyrologię, głosi pochwałę życia. Pani Alicja w wieku 92 lat jest jeszcze czynna zawodowo (pracuje jako lekarz w przychodni, oczywiście już nie na całym etacie). Pani Alicja niedawno się zakochała. Pani Alicja bije na głowę wszystkie starsze panie, o mnie, jeszcze nie tak bardzo starszej, w ogóle nie wspominając.
Kapelusze z głów!


Początek:

Koniec:


Wyd. Wydawnictwo Czarne Wołowiec 2014, 199 stron
Z biblioteki na Rajskiej
Przeczytałam 16 lutego 2016 roku



NAJNOWSZE NABYTKI

Więc tak. W newsletterze z Muzeum Narodowego była wzmianka o pozycji Średniowieczne domy krakowskie Waldemara Komorowskiego, sprzedawanej w muzealnym sklepie. Już nad nią wcześniej debatowałam, sprawdziłam, że taniej nie ma, więc dobrze, zamawiam.

No i powiem Wam, że się nabrałam. Albowiem byłam święcie przekonana, że to duży format. Stron tylko 383, ale za to DUŻYCH. A tymczasem nie. O co mi chodzi? No o cenę :( całe sześć dych, kurczę :(
Niejako przy okazji wzięłam inną rzecz, Urbs celeberrima, wydaną z okazji 750-lecia lokacji Krakowa. Nie prezentuję, bowiem jej jeszcze nie zdołałam przytargać z pracy (albowiem po odbiór musiałam wyskoczyć w godz. 12-15, nie będę się wypowiadać na ten temat), waży chyba z tonę (albo co najmniej pud), bo oczywiście trzeba było ją wydrukować na kredowym papierze. Ta, widzicie, miała cenę przyzwoitą, bo przeceniono ją na 25 zł.

Jeszcze jest Rynek krakowski odkryty na nowo i tu się waham już od dłuższego czasu, bowiem najtańsza opcja to Bonito za 87 zł :( ale ta chyba rzeczywiście jest większa :) no i grubsza, 707 stron.

Potem tak - na wystawie W kręgu Kremerów była gablotka z książkami Antoniny Domańskiej. I była tam taka rzecz, Trzaska i Zbroja. W bardzo ładnym wydaniu Naszej Księgarni. Ponieważ przeczytałam, że rzecz opowiada o czasach Kazimierza Wielkiego, oczywizda w Krakowie, no to zachciałam mieć. Na allegro - niestety - to wydanie NK chodzi drogo. Wzięłam więc inne, trudno się mówi.
Za to za 4,79 zł.
Googluję teraz, ale nie widzę nigdzie tej ładnej okładki. Z allegro też zniknęła.

No a wczoraj...
Wczoraj rano dostaję newsletter z gumtree, a tam oferta sprzedaży całej kanapy encyklopedii i słowników. Za 30 zł. Osobiście jestem zainteresowana Słownikiem języka polskiego i Frazeologicznym. Dzwonię, pan się zgadza na sprzedaż tylko tych dwóch pozycji. Umawiam się więc na popołudnie na odbiór, mimo że ABSOLUTNIE nie planowałam mycia i ubierania się (ja nie pani Alicja, nie mam tej dyscypliny wewnętrznej, raczej wewnętrzne rozmemłanie) - no ale jeszcze ktoś mi podbierze? Udało mi się nawet namówić córkę (potrzebowałam wszak tragarza) na towarzyszenie mi!
I oto:
I niech mi teraz ktoś powie, gdzie te 27 cm upchnąć???

W tramwaju spotkałyśmy koleżankę moją z liceum. Mówi, że przecież jest elektroniczny Wielki słownik. Ładnie pięknie, ale przecież nie będę za każdym razem odpalać kompa, bo coś potrzebuję sprawdzić. Prawda wygląda tak, że odpalony komp działa jeszcze długo... a to pocztę sprawdzić, a to na bloga zajrzeć...



W TYM TYGODNIU OGLĄDAM

Na tym polu nędza z bidą. Od wtorku nic nie oglądałam. Jak widać można żyć bez powietrza...
Codziennie we wczesnych godzinach popołudniowych zaczyna mnie boleć głowa. Biorę Sumigrę, przechodzi, ale już z filmami daję sobie spokój, żeby nie wróciło.
Apteka ma na mnie potężny zarobek (przypominam, że JEDNA tabletka kosztuje 15 zł), ale najgorsze jest to, że neurolog mi skąpi recept. Wypisuje zawsze na 6 opakowań (czyli 12 sztuk) i ani jednego więcej. Gdy się upominałam, że mi nie starcza (następna wizyta za pół roku), niech idzie do rodzinnego. Rodzinna też wypisuje na 6 opakowań. A jeszcze jest taki zybcyk, że nie można ciągle przychodzić z kartką po receptę, bo raz na pół roku trzeba odbyć wizytę. Tak jakby w międzyczasie coś się mogło z moją migreną stać, na przykład... uwaga, wyleczyła się! Żeby odbyć wizytę, należy ją sobie zamówić - stając o 7.00 rano w kolejce pod przychodnią (czynną od 8.00). No serio - fizycznie nie jestem zdolna do takich poświęceń. Korzystam więc z uprzejmości sąsiada, któremu wstać rano to jak splunąć... ale wiadomo, uprzejmość za uprzejmość... nie mam tu na myśli świadczeń seksualnych co prawda...
Ogólnie - od dawna postuluję (nawet w aptece sugerowałam), żeby uruchomić taki program, że specjalista wpisuje danemu pacjentowi dane lekarstwo na jego konto, a apteka przy każdej sprzedaży odnotowuje ilość i lekarz w każdej chwili może sprawdzić, czy wszystko w porządku. Bo z tym samym się użeram, jeśli chodzi o Euthyrox (tarczyca).
No. To by było na tyle, jeśli z kolei chodzi o film :)
A nie nie. Przecież wczoraj obejrzałam jeden. Prawie się nie liczy, bo nie z projektora tylko w kompie, online. W dodatku nie ma nic na YT. Ani na Filmwebie. Ani na imdb. Rzecz nazywa się CITTADINI DEL NULLA, a reżyserem jest uchodźca afgański Razi Mohebi, zamieszkały obecnie we Włoszech. Tematyka - oczywiście uchodcza. W marcu będzie Pod Baranami przegląd filmów afgańskich.



DOMOWO

Odkryłam, że moja córka założyła sobie zeszycik z przepisami kulinarnymi. Na razie zapisała jeden:
Cóż, od czegoś trzeba zacząć :)





A' propos komentarza Moniki: