Wiedziałam o istnieniu tej książki, ale nigdy mi nie przyszło do głowy, żeby się za nią w bibliotece rozglądnąć. Tymczasem oddawałam komisarza Palmu i nagle widzę na półce z nowościami, sięgam i okazuje się, że chcę ją wziąć. A wyszłam z domu bez niczego. Wyobraźcie sobie, że mi jej nie dali - mimo, że przed chwilą oddawałam przecież inną książkę z mojej karty! Nie mówiąc o tym, że mnie znają przecież. Ordnung ist ordnung, więc musiałam dymać do domu po legitymację 😂
Książka napisana przez autentycznego wielkiego fana twórczości Niziurskiego, głównie koncentrująca się na opisie właśnie twórczości, elementów biograficznych jest dość mało (widocznie tyle, ile mogło być, zwłaszcza, że Niziurski nie uprawiał życia towarzyskiego mieszkając w stolicy), trochę to pozostawia niedosyt, ale przecież nie każdy ma urozmaicony życiorys.
Za to omówienia powieści i opowiadań pisarza spowodowały, że znów nabrałam chęci na lekturę. Mówię znów, bo w 2015 już przeczytałam wszystko, co było dostępne z młodzieżowych książek. Nie wiem, czy to nie za mały odstęp czasowy, żeby znów się za to brać?
Na pewno jednak chcę wrócić do jednej z powieści Niziurskiego dla dorosłych i właśnie ją zamówiłam w bibliotece, bo była w domu w Dżendżejowie i czytałam ją w szkolnych czasach 😁 Teraz żałuję, że nie zabrałam do siebie, przepadło. To był Salon wytrzeźwień.
Początek:
Koniec:
Wyd. Czerwone i Czarne Sp. k., Warszawa 2019, 280 stron
Z biblioteki
Przeczytałam 27 czerwca 2024 roku
Kwestię ugiętych półek rozwiązałam w prosty sposób - odwróciłam je do góry nogami. Co nie było prostą operacją, nie myślcie sobie. Między regałem a łóżkiem Ojczastego jest tylko wąskie przejście, pozwalające dojść do okna. Musiałyśmy we dwie najpierw wszystko zdjąć z półek, a potem manewrować tak, żeby je wyciągnąć na zewnątrz, odwrócić i włożyć z powrotem. Teraz to wygląda następująco (jak się wygnie w drugą stronę, znów dokonamy operacji 🤣):
Dariusz nie wierzył, że książki mogą być lżejsze od filmów. Otóż komisyjnie dokonałam ważenia:
- 32 cm filmów ważyło 5 kg
- 32 cm książek (z serii Lato z kryminałem wydawanej kiedyś przez Politykę) ważyło 3 kg
Tak! Mowa tu o filmach wydawanych jako film + książka, a nie takich zwykłych pudełkach.
Na odwróconych półkach stanęły te ostatnie, a na uwolnionych przez nie miejscach między innymi nowe czeskie książki - i jeszcze mam miejsce na te, które przywiozę z Pragi w sierpniu 😁 Tylko nie mogą być większych formatów, pilnujcie tego!
A skoro już mowa o ważeniu, to po nie-wiem-ilu-latach odkryłam, że waga kuchenna ma prostą funkcję tara... Przez cały ten czas najpierw sprawdzałam, ile waży miska, a potem sypałam na nią mąkę czy co tam i dokonywałam obliczeń typu 95 + 250 to ma być razem 345 🤣
Być może niedługo nauczę się, jak na piekarniku włączać, ile czasu ma się piec, bo też zapisuję na karteczce, o której włożyłam blachę do środka 😂
NAJNOWSZE NABYTKI
To jest ta książka, którą chciałam nabyć na targach książki w Pradze, ale stwierdziłam, że uzyskany tam potencjalny rabat i tak nie pokryje kosztu biletu wstępu, więc zrezygnowałam. I całe szczęście, bo gdy teraz kupiłam ją (znów mały zakup przedpraski na megaksiazki.pl), okazało się, że waży tonę, ciekawe, jak bym ją sobie przywiozła...
No, a dodatkowo domówiłam wspomnienia pewnego czeskiego emigranta z 1968 roku i oczywiście jakieś kryminalne historie.
Uwaga uwaga! Za kilka godzin idę ostatni raz do pracy! Ale tylko teoretycznie bądź formalnie, jeszcze i tak będę musiała parę razy wpaść, nawet w najbliższy poniedziałek, więc kurde nawet symbolicznie człowiek się z tą robotą nie może pożegnać.
I tak, boję się w ogóle brać za konkretne plany. Mam jedną kartkę spisaną którejś bezsennej nocy, ale to tylko taki zarys. Powiedzmy, że od wtorku nieśmiało zacznę coś robić w tym kierunku.


























