Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Projekt Simenon. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Projekt Simenon. Pokaż wszystkie posty

sobota, 7 czerwca 2025

Georges Simenon - La première enquête de Maigret



Książka napisana dopiero w 1948 roku, ale odnosi się do roku 1913 i jest to sam początek kariery Julesa Maigreta w policji. Na razie jest skromnym sekretarzem komisarza w jednej z dzielnic, ale oczywiście marzy o wejściu w szeregi brygady kryminalnej z Quai des Orfèvres i pilnie studiuje instrukcje dla policji, zawierające miedzy innymi spis garderoby odpowiedniej do prowadzenia śledztwa w różnych środowiskach (w tym fraków czy innych smokingów 🤣). Pewnej nocy na komisariat wpada człowiek, który jako przechodzień był właśnie świadkiem sceny krzyczenia kobiety o ratunek przez okno jednej z kamienic, a potem usłyszał strzał. Do domu go jednak nie wpuszczono. Maigretowi nie pozostaje nic innego, jak udać się z nim, z tym małym flecistą (gra w nocnych lokalach, ale na saksofonie) na miejsce, a potem wszcząć dochodzenie, mimo, że dom okazuje się należeć do jednej z najbogatszych rodzin w Paryżu, co gorsza - przyjaciół jego szefa komisarza. Domyślamy się więc, że szef będzie próbował zamieść pod dywan, cokolwiek się stało lub nie stało. I że Maigreta czeka jedno z największych rozczarowań w karierze, choć (albo może dla osłodzenia gorzkiej pigułki) na końcu dostaje wreszcie wymarzone przeniesienie na Quai des Orfèvres.

Dodam jeszcze, że nasz poczciwy Jules jest świeżym żonkosiem, a madame Maigret (zawsze taka świeża, czy rano czy po południu) od samego początku wykazuje się cechami, które będą jej towarzyszyć do końca: podnóżek dla męża, kucharka (świetna, oczywiście) i sprzątaczka (spójrzcie na ostatnie zdanie książki), zbierająca nalepki od kawy i wklejająca je do specjalnego albumu...


Koniec:

Wyd. Presses de la Cité, Paris 1955, 190 stron

Nawiasem - to wydawnictwo założył Duńczyk Sven Nielsen (był przyjacielem Simenona), pochodził z rodziny księgarzy, w wieku 23 lat przeniósł się do Paryża i zajmował się eksportem literatury francuskiej, a w czasie II wojny kupił wydawnictwo Éditions Albert i przemianował je na Presses de la Cité, które po jego śmierci przechodzi z rąk do rąk, a raczej staje się przedmiotem tych różnych fuzji, których nikt normalny nie zrozumie 😎 Czytam, że dziś głównym akcjonariuszem grupy jest czeski miliarder, który mieszka w willi U Mrázovky, ongiś tam sobie zażyczył mieszkać komunistyczny prezydent Antonín Novotný. A że sama willa ma ciekawą historię, chyba wpiszę do zeszyciku na sierpień i wybiorę się, co? Tak to się przeszło od Simenona do Pragi 😂

Z własnej półki (kupione w antykwariacie 25 stycznia 1988 roku za 360 zł)

Przeczytałam 6 czerwca 2025 roku
 


Szyszkodar zaopatrzył na nowo "moją" budkę, wszystkie półki wypełnione. Jak myślicie, ile czasu zabrało ich opróżnienie przez potencjalnych czytelników? 😂 

Moment, niech policzę: przyjechał w środę około południa. Wczoraj wieczorem (czyli w piątek) były zapełnione już tylko dwie półki 🤣

Skoro pozostałe się uwolniły, poszłam właśnie wieczorem trochę je przetrzeć mokrymi ściereczkami. Nadszedł jakiś pan i był zachwycony, że również wycieram. W sensie, że musiał mnie kojarzyć z porządkowania tych książek, a może i wiedział, że to był mój pomysł. Czasem ucinam sobie rozmówkę z kimś, kto też się zatrzymuje przy budce, ale nie zapamiętuję twarzy. 

- Ja czasem też coś przynoszę. To jest bardzo fajna społeczna inicjatywa, dziękuję pani bardzo.

Wiecie, jak miło usłyszeć słowa uznania, w dodatku za coś, co się robi tylko dla przyjemności?

A córka ostatnio przyniosła (też z "mojej" budki) dwa długie sznury ledowych lampek - do kontaktu, a nie na baterie. Nie wiedziałam, że takie też są 😁 Jeden już zawisł w kuchni 😉 Tak że ludzie tam różne fanty zostawiają i dopóki to nie są absolutne śmieci, jest dobrze.

Ja sama z Szyszkodarowej dostawy też oczywiście coś wzięłam: 

  • Byłem numerem... historie z Auschwitz Kazimierza Piechowskiego
  • Dziennik 1978 Mariana Brandysa
  • Czarne juwenalia Jarosława Szarka
  • My, ludzie z Marca Osęki
  • Zawód, który nie sprawił zawodu Lidii Winniczuk


Kontynuuję oglądanie filmów polecanych w książce, o której wspominałam kiedyś. Za mną kolejne: Barb i Star jadą do Vista del Mar (hymn na temat przyjaźni, poza tym dość zabawny); Życie (Living) brytyjski: szary urzędnik słyszy od lekarza wyrok i nie wie, co zrobić z pozostałymi mu kilkoma miesiącami życia; Orbitowanie bez cukru (Reality bites), kolejny debilny pomysł na polski tytuł, po Wirującym seksie - rozważania, co zrobić z całym pozostałym życiem po skończeniu studiów; Celeste i Jesse na zawsze razem, czy można rozwieść się i pozostać najlepszymi przyjaciółmi. 

Czy dziś uda się obejrzeć następny z listy? Oto jest pytanie. Nieprzespana noc za mną, Ojczasty miał znów halu, już w czwartek się dziwnie zachowywał, wczoraj o 18.00 dostał mocną tabletkę, ale jak zwykle guzik to dało, teraz od szóstej rano śpi wreszcie (czyli albo ta tabletka działa z tak wielkim opóźnieniem albo mam mu dawać dwie od razu, bo ma tak silny organizm, że tenże w dupie ma tabletki, które lekarka zaleciła, żeby podawać baaaaardzo ostrożnie, bo ma tak silne i groźne działania uboczne). A ja? Ja jestem nieprzytomna, też bym chętnie spała - gdybym mogła w dzień spać. Całe szczęście, że NIC nie MUSZĘ dziś robić, nigdzie chodzić, niczego załatwiać, zakupy zrobione, zupa dla niego jeszcze jest (jeśli się obudzi), sytuacja idealna. Jeśli włączę film, to zasnę na pewno 😉
 

Czytam o "błędach", jakie popełniono w niektórych komisjach wyborczych, i myślę sobie, że człowiek jest głupi całe życie. Córka zabierała do głosowania swój długopis (ale bo ona się brzydzi zarazków), ja nie, bo po co. Ano po to, żeby mi nikt innym kolorem długopisu nie dostawił drugiego krzyżyka i nie unieważnił w ten sposób mojego głosowania... 

środa, 26 czerwca 2024

Georges Simenon - Maigret en meublé

Plany na emeryturę obejmują masę porządków wśród książek - po remoncie kuchni połowa mojej hłe hłe biblioteki zmieniała miejsce. Czyli ta robota z czasów pandemii, gdy wszystko uporządkowałam (a mam na myśli wprowadzenie do katalogu informacji, gdzie dana pozycja się znajduje), w dużej części poszła na marne 😢 No, ale nastanie wkrótce czas drugiej pandemii czyli emerytury, więc wszystko się zrobi na nowo. Prawda? PRAWDA???

To jednak nie będzie wszystko, bo jeszcze trzeba:

1/ sprawdzić, które Simenony mam już przeczytane, żeby wiedzieć, po którego sięgnąć - nie tak jak teraz, gdy musiałam włączyć laptopa i szukać na blogu 😂

2/ idem dotyczy Doncowej i Marininy, z tym, że stoją pod sufitem tam, gdzie mieszka Ojczasty; ciężko będzie się do nich dostać

Ja niby zapisuję ołówkiem datę nabycia i przeczytania, ale JAK KIEDY 🤣 Więc to wszystko trzeba pouzupełniać.


Maigret w pokojach umeblowanych (tłumacząc dosłownie) znalazł się, bo jeden z jego współpracowników został postrzelony, gdy pełnił dyżur przed takim właśnie domem, gdzie zastawiano pułapkę na młodocianego przestępcę. W Paryżu, ale prawie jak na wsi: wszyscy się tam znają, Maigret już na drugi dzień po wprowadzeniu się (no bo przecież najlepiej prowadzić śledztwo na miejscu, a tu żona w dodatku wyjechała opiekować się siostrą po operacji, więc nic go w domu nie trzyma) jest rozpoznawany przez właścicieli sklepików, baru, samych mieszkańców. 

Takie domy z umeblowanymi pokojami do wynajęcia były bardzo popularnym rozwiązaniem problemów mieszkaniowych. Póki się nie znalazło mieszkania na stałe, zadowalały się takim rozwiązaniem nie tylko osoby samotne, przybyłe z prowincji za pracą, ale i małżeństwa, nawet z dziećmi. Jeśli coś gotowali, to na maszynce spirytusowej, ustawionej w łazience - pod warunkiem, że mieli własną łazienkę, co nie było oczywiste.   

Przekrój społeczny? Il y en a du tout 😁 Ekspedientki, sekretarki, maszynistki, agenci reklamowi (zwani komiwojażerami), sanitariusze w szpitalu, utrzymanki, śpiewacy operowi na emeryturze, aspirujące aktoreczki, imigranci, pracownicy firm ubezpieczeniowych... W pewnym momencie autor wspomina o małżeństwie Francuzki i Polaka i już zaczęłam się spodziewać Bóg wie czego, ale nie - tym razem nic 😁 Bo Simenon miał - nazwijmy to tak - awersję do Polaków (z przyczyn osobistych).

Początek:

Koniec:

Wyd. Presses de la Cité, Paris 1956, 191 stron

Z własnej półki (kupione w antykwariacie 19 sierpnia 1988 roku za 600 zł)

Przeczytałam 22 czerwca 2024 roku

 

I co! I jednak stolarz w poniedziałek przyjechał, nikt mu nie umarł, regalik przywiózł, dopasował i mam. A nawet zaoferował się jeszcze kiedyś półeczkę w kuchni mi dorobić (na radio). Ale nie wybiegajmy zbytnio w przyszłość, na razie wystarczą półki, które miały być na książki. Chodziło o wypełnienie tego uskoku przy wejściu do pokoju (zdjęcie 1), na szerokość stojącego tam regału czyli raptem 36 cm, a 16 cm głębokości.

Na zdjęciu 2 regalik już stoi, a w tle widać te slumsy nasze obecne. Przy czym uwaga - kanapa złożona na okoliczność stolarza 🤣 natomiast na co dzień zajmuje większość widocznej przestrzeni.

Matko, jaka jestem już zmęczona tą prowizorką i tym brakiem miejsca. Jak bym chciała wrócić na swoje.

A na zdjęciu 3 półki częściowo wypełnione... nie książkami jednak, tylko filmami. Bowiem, jak może widać na poniższym zdjęciu, tam, gdzie stały do tej pory - półka się UGŁA. Nawet dwie półki. One są długie, nie podparte pośrodku, bo niżej jest wnęka na tv (tv aktualnie stoi u nas, zdj. 1) i chyba za ciężki to towar... Więc pomyślałam, że dam na ich miejsce LEKKIE książki, a filmy zabiorę na nowy regalik. Póki co jednak nie wiem, które to będą te lekkie książki 🤣

Trochę mnie też martwi, że filmy na nowym regaliku są naprzeciw okna i będą blakły ich grzbiety od słońca, jeśli nie coś gorszego. No, ale. Jak się nie ma co się lubi...
 

niedziela, 31 grudnia 2023

Georges Simenon - Maigret et le tueur

Historia tego Simenona jest taka, że kiedyś tam przyjaciółka mieszkająca we Francji planowała przyjazd i zapytała, co bym chciała. No, chciałabym któregoś z brakujących Maigretów, oczywiście z antykwariatu, tak jak wszystkie moje Simenony (tyle że z antykwariatów krakowskich). Posłałam listę, czego nie mam. Psiapsióła, zwana u nas Mamą Kasią (a to od czasów, gdy przyjechali z małymi dziećmi i nie wiadomo było, na kogo się woła mamo w tym rozgardiaszu czworga dzieci - jedno moje - więc dla rozróżnienia 😁), naturalnie poszła do księgarni i kupiła nowe, siedem sztuk. I to są jedyne moje nowe Simenony. Nowe, a jak stare świadczy cena na okładce - 30 franków, nie chce mi się szukać, kiedy Francja przeszła na euro, ale chyba dawno?

Stąd wiem, że ten akurat nie był jeszcze czytany, bo nowiuśkie koszuli - no, teraz już nie, bo lektura się na nim odcisnęła troszeczkę.


To są te cztery czarne i trzy następne. No ale czytam tego Maigreta i zabójcę i gdy doszłam do końca prawie, gdy rzeczony zabójca przychodzi do mieszkania komisarza pod jego nieobecność - nagle sobie uświadamiam, że przecież to znam, to pamiętam. Na blogu nie ma śladu, pewnikiem czytałam pożyczone z Instytutu Francuskiego (a to były lata 90-te, gdy intensywnie korzystałam z ichniego księgozbioru).

Młody człowiek z bogatej rodziny, z pasją do nagrywania przypadkowych rozmów czy to na ulicy czy w kawiarniach i barach, zostaje pewnego dżdżystego wieczoru zasztyletowany na ciemnej ulicy. Magnetofon nie został zabrany przez zabójcę, mimo to zaczyna się przypuszczać, że nagrał coś, co mogło zaszkodzić pewnej bandzie planującej włamanie rabunkowe. Maigret jednak ma cały czas wątpliwości...

Początek:


Koniec:


Wyd. Presses de la Cité, Paris, może 2000?, 190 stron

Z własnej półki

Przeczytałam 30 grudnia 2023 roku



Kurde, jest dopiero szesnasta, a już zaczynają strzelać 😢 Właśnie wstałam i umyłam się - rano globus, ale doszłam do wniosku, że nieładnie tak kończyć rok, więc się nawet ubrałam 😉 W domu śpią po obiedzie, a ja, żeby światłem nie przeszkadzać Ojczastemu, zawiesiłam na drążku między regałem a pawlaczem koc - taaa, mamy tu jak w slumsach normalnie. 

W dodatku, moi państwo, jestem już pełnoprawnym Ambasadorem Szyszkodara - czyli dowiózł mi stosy, w które mam zaopatrywać swoje biblioteczki plenerowe. Tak że tego - porządeczek w chałupie jak cholera.

Ale pochwalę się, że nic z tego sobie nie zabrałam.

Na razie 😁

Być może dlatego, że w pośpiechu wyładowałyśmy z córką te stosy z ikeowskich toreb w przedpokoju i w gruncie rzeczy nie przyglądałam się za bardzo, co w nich jest.

W piątek zawiozłam pierwsze egzemplarze do biblioteczki przy magistracie, bo to do niej się zgłosiłam, ale Szyszkodar zaproponował objęcie jeszcze dwóch: w Ogrodzie Literackim przy Galla i w parku przy kościele misjonarzy, one są blisko siebie, więc może być. Nawet dziś się tam wybierałam, no ale oczywiście gdzie ja co mogę zaplanować... globus podejmuje za mnie decyzje...

Ostatni dzień roku. Gdybym go chciała podsumować, wszystko byłoby dobrze, gdyby nie sytuacja z Ojczastym. To już siedem miesięcy, jak z nami mieszka i można mówić o pewnym nabraniu rutyny - ale jest ciężko. Przy tym niby nie mogę narzekać, bo jest w miarę samodzielny: chodzi do toalety, siada przy stole na posiłki, sam się ubiera. 

Ale to jest tylko niby. Bo po każdej wizycie w toalecie trzeba iść i posprzątać, powycierać, to samo w łazience: ślady mycia są wszędzie, na umywalce, na blacie, na podłodze, na lustrze. Stół - to samo. Nie ma siły, żeby się przysunął tak, coby mu jedzenie nie spadało poza obręb stołu. No, a potem, przy wstawaniu, rozdeptanie tego na dywanie jest już kwestią sekund. Wiecie, chłop już mało co widzi 😢 Trudno mieć do niego o to wszystko pretensje, prawda? Ale to jest tak, że albo godzisz się na syf w domu, albo zapierniczasz nieustannie ze szmatą. Nie ma drogi pośredniej, a żadna z tych dwóch mi nie leży.  Gdy pomyślę, że na początku latałam dwa razy dziennie z odkurzaczem do niego... no tego już nie będzie, już mi się znudziło... jednak reszta mieszkania, do diabła, przecież człowiek chce, żeby jednak było czysto, nie?

Cotygodniowe kąpanie idzie nam już szybko, do tego się wdrożyliśmy, ale ciągle w sobotnie poranki aż mi się nie chce wstawać, gdy o tym pomyślę. 

Pierwsze trzy miesiące były koszmarne z tego powodu, że ja budzę się na każdy szelest - no a potem nie mogę zasnąć. Ojczasty wiadomo, prostata, sikanie co chwilę. Byłam już bliska myśli, że z pracy trzeba będzie całkiem zrezygnować, bo przecież chodzę nieprzytomna. Tu zaradził mój brat - w prosty sposób. Wszedł do apteki i kupił zatyczki do uszu 😂 Nie cierpię tego uczucia, gdy mam zatkane uszy, ale przynajmniej śpię. W sierpniu pan-jak-mu-tam-było zamontował karnisz między moim pokojem a łóżkiem Ojczastego, powiesiłam na nim zasłony i przynajmniej światło mi nie przeszkadza. Bo świeci po nocach. A tu nie ma drzwi, a moja głowa w łóżku jest naprzeciwko. Właśnie, jeszcze ta kwestia, że teraz śpię na kanapie rozkładanej na noc, przeniesionej z pokoju, gdzie stanęło jego łóżko. I ta kanapa z braku laku znajduje się pośrodku mojego pokoju. Który stał się naszym pokojem, bo i córki. To jest może największym utrapieniem - że żadna z nas nie ma swojego miejsca teraz.

Kuzynka z Hamburga, która zna mieszkanie, dziwi się, że jak to. Przecież są przyzwoite ośrodki dla starszych osób, a my moglibyśmy go często odwiedzać, że jak można się skazać na takie warunki. Ale wytłumacz Niemce istniejące jednak ciągle spore różnice w poziomie życia między nami a nimi...

Z drugiej strony - sama chciałam. Brat proponował przecież, że kupi większe mieszkanie.

Drugie w kolejności utrapienie to kwestia jedzenia. Nie wchodzą tu w grę kanapki na śniadanie czy kolację - trzy razy dziennie gotowany posiłek. Powiem Wam, że to absurd jakiś, no ale co zrobić. Chleba nie jada, tylko bułki, ale na zasadzie towarzyszącej, ułamywania kawałka i maczania w herbacie (błe). O, tu jest moja kartka, z której czerpię pomysły, bo słuchajcie, to nie przelewki - w tygodniu to CZTERNAŚCIE posiłków poza obiadami, oczywiście. To są te sprawdzone rzeczy.


Kiedyś, gdy czytałam, że są takie panie domu, które w niedzielny poranek smażą racuchy z jabłkami na śniadanie dla rodziny, to mnie pusty śmiech ogarniał, a teraz co? Smażę. Ale gdy pomyślę, że to może trwać lata całe i moje życie będzie podporządkowane temu, to... nie nie nie.

W jednej z kuchennych szafek wisi lista z datami przydatności do spożycia, bo tyle tego jest. Bo zapomniałam dodać, że jeszcze domaga się przy posiłku jakiegoś serka albo jogurtu. Ostatecznie jabłko ugotowane. Ilości plastiku, jakie wychodzą aktualnie z tego domu, są przerażające. Lodówka wiecznie załadowana, więc żeby się coś nie przeterminowało, zapisuję tu wszystko. I zaglądam sto razy dziennie.


I powiedzcie, że fajnie jest...

Najgorsza jest świadomość, że byłam winna taką opiekę raczej swojej mamie. A ona odeszła po cichutku, żeby więcej nie sprawiać kłopotu. Ona, która o wszystkim myślała i o wszystkich dbała.  

Dobrze, wyżaliłam się i wkraczamy w nowy rok dziarskim krokiem, tak?


piątek, 14 kwietnia 2023

Georges Simenon - Maigret e la casa delle Tre Vedove

 

To kolejna lektura z gatunku nie wiem, jak i kiedy, ale tak jakoś 😁 Bo wcale mnie ostatnio nie kusi czytanie po włosku... Simenona zresztą w tłumaczeniu na włoski mam chyba tylko tego jednego, no i słusznie, bo po co mi po włosku, jak mogę czytać po francusku?

Włoski sobie zresztą wymyślili bardziej chwytliwy tytuł - w oryginale była to Noc na skrzyżowaniu, a oni z tego zrobili Maigret i dom Trzech Wdów, sama się dałam nabrać, że to będzie jakaś krwawa jatka w wykonaniu trzech kobiet, a tu nic z tych rzeczy, jedynie centrum historii stanowi dom z rozległym parkiem, gdzie kiedyś tam mieszkała wdowa z dwiema córkami (też owdowiałymi), więc w okolicy ciągle go tak nazywają. I to koniec wdów. A nie, przepraszam, jedna się pojawia w toku akcji, taka świeżutka, przyjeżdża zidentyfikować zastrzelonego męża, ale ledwie wysiądzie z samochodu już pada strzał zza węgła i kolejny świeży trup 😂

Początek:

Koniec:

Znakomita większość moich Simenonów jest przepięknie obszarpana. To głównie nabytki z antykwariatów.


Wyd. Arnoldo Mondadori Editore, seria Oscar Mondadori, 1970, 177 stron

Tytuł oryginalny: La nuit du carrefour

Tłumaczyła z francuskiego na włoski: Elena Cantini

Przeczytałam 9 kwietnia 2023 roku

Z własnej półki

Za ile kupione i kiedy? Proszę bardzo:

Co oznacza liczba 138 na końcu zapiski? Moja słodka tajemnica (którą nietrudno będzie rozszyfrować 😁)

Kontynuując tematykę japońską - dziś Mikko Channel. Tam jest chyba dużo o modzie i takich tam niespecjalnie mnie interesujących pierdoletach, ale tu akurat pokazują odnowiony tradycyjny japoński dom:

Z kolei na profilu Tokyo Llama można się przyjrzeć, jak zostaje odnowiony opuszczony dom na japońskiej prowincji. Jest ich bardzo dużo, noszą nazwę akiya, ponoć ich liczba sięgnęła już 8 milionów! Toteż władze oferują korzystne warunki tym, którzy zechcą je odnowić i zamieszkać. Przeczytałam, że przyczyną tego stanu rzeczy (istnienia mnóstwa opuszczonych domów) oprócz faktu starzenia się społeczeństwa i ucieczki młodych do wielkich miast jest: 

Dodatkowo, wielu Japończyków wierzy też, że mieszkanie w starych domach, w których zmarł ich poprzedni właściciel, przynosi pecha, więc niewielu jest chętnych, którzy decydują się na zakup tego typu nieruchomości. 


 

A niżej po 3 latach ciężkiej harówy.


 

Ja tymczasem zaczynam - po pięciu dniach ciężkiej harówy za biurkiem ha ha ha - łikendzik 😁 O matko, jak ja na to czekałam! Konkretnie planuję go rozpocząć projekcją filmu. Tak, wreszcie coś obejrzę! A będzie to Smarkula z 1963 roku w reż. Leonarda Buczkowskiego. Kto ogląda ze mną? Można na YT, można na Ninatece (do końca miesiąca).

 

sobota, 29 stycznia 2022

Georges Simenon - Maigret hésite

 

Mówię do córki:

- Popatrz,  rano oglądałam wiadomości z czeskiej telewizji, w pracy rozmawiałam po włosku, po południu obejrzałam film rosyjski, a teraz czytam książkę po francusku. Co by nie mówić, za komuny by się tak nie dało...

A ona mi na to swoim stałym tekstem:

- Chwalisz się czy żalisz?

No i tak to podyskutowałyśmy o możliwościach, jakie daje XXI wiek 😁

Tymczasem sprawdzam w blogowej wyszukiwarce i okazuje się, że ostatniego Maigreta czytałam w 2018 roku! Jak też mogłam go tak zaniedbać? Ważne jednak, że cierpliwie stoi na regale i czeka. Od początku był w nienajlepszym stanie - większość kupiona w antykwariatach - no, a te 30 czy 40 lat na półkach też urody nie przydały. 

Zaznaczałam sobie kółeczkiem już posiadane, ale jeśli chodzi o przeczytane, to wiadomo jedynie o tych, które opisałam na blogu (czyli od roku 2010). Dokładnie 38 sztuk. Przy czym, jak wiadomo, ja i tak zapominam, więc mogę czytać od nowa również kryminały. 

Ten to właśnie kryminał być może wcześniej czytałam, bo przynajmniej początek wydał mi się znajomy, ale końcówki nie pamiętałam, więc OK 😂

Historia tu jest taka, że Maigret dostaje anonimowy list, gdzie jest mowa o grożącym niebezpieczeństwie, być może morderstwie - ale bez żadnych szczegółów. List jednak został napisany na dość szczególnym papierze i szybko zostaje odnaleziony adwokat, który go zamawia w luksusowym sklepie papierniczym. Ech, co za czasy (lata 60-te), jakie wszystko było proste, swoją drogą. Adwokat jest zdziwiony wizytą komisarza, dalej nie wiadomo, kto się posłużył papierem jego kancelarii, ale Maigret zaczyna się przyglądać bogatemu domowi państwa Parendon i dostrzegać niepokojące oznaki zbliżającego się kryzysu...

Morderstwo istotnie zostanie dokonane, a do wykrycia sprawcy przyczyni się... inwalida mieszkający naprzeciwko i z nudów obserwujący przez okno ruchy w mieszkaniu vis-à-vis. Całkiem jak w Oknie na podwórze

Moja córka też miała ostatnio tego typu śledztwo, tyle, że nie przez okno, a przez wizjer na klatkę schodową. Twierdzi, że do mieszkania naprzeciwko (do Grażyny) zapukali sąsiedzi z góry, on ubrany do wyjścia, ona po domowemu, Grażyna otworzyła, coś mówili, "domowa" weszła do środka, do salonu, jej mąż stał dalej na klatce, drzwi nie zamknęli, Grażyna najpierw grzebała w WC, potem ubrała się i wyszła zamykając drzwi na klucz i razem z mężem tej z góry gdzieś poszli z torbą dużą. Córka twierdzi, że zamordowali "domową" i wynieśli w tej torbie. Z góry słychać poruszenia, ale że to tylko jej mąż tam jest. 

😁😁😁 

Jeśli spotkam kogoś z bohaterów dramatu, doniosę!

Początek:

Koniec:

No w strasznym stanie. Usprawiedliwieniem niech będzie, że po pierwsze często już takie były, gdy je znajdowałam w antykwariacie, a po drugie - rozpadają się zazwyczaj podczas czytania.


Wyd. Presses de la Cité, Paris 1968, 184 strony

Z własnej półki (z antykwariatu, nabyte 18 czerwca 1988 roku za 500 zł równiutkie)

Przeczytałam 27 stycznia 2022 roku

 Z włoskiej Wikipedii dowiedziałam się, że był to 68-my tom z serii o Maigrecie.




NAJNOWSZE NABYTKI

Byłam oddać książki w bibliotece na Królewskiej i połaszczyłam się na węgierską powieść ze stolika "do brania". No co począć, bratanki zawsze ciągną - a nigdy o tym konkretnym nie słyszałam. Może przeczytam i sama z kolei wyniosę? A może gdzieś w domu jeszcze upchnę?


DOMOFON praski

No proszę, Havel na Wawel 😀



Poza tym nie jest dobrze, bo łeb nap... - a ja przecież na pociung muszę 😱

Co za żywot przeklęty!


poniedziałek, 31 grudnia 2018

Georges Simenon - Maigret et le marchand de vin

Kiedyś przyjaciółka z Francji spytała, co mi przywieźć, powiedziałam, że Maigreta i dałam listę braków. W rezultacie przywiozła siedmiu Maigretów, bo zawsze działa hurtowo :) To są takie Maigrety wydane ostatnio, cała moja reszta pochodzi z antykwariatów i jest dość stareńka.
Tego czytałam bardzo ostrożnie, żeby książki broń Boże nie podniszczyć, skoro taka nowa. I to jest śmieszne, bo po co ta dbałość, skoro i tak nie ma zostać dla potomnych ta moja biblioteka? Zdałam sobie ostatnio sprawę, że obejmuje ona już pięć języków, a moja córka włada jedynie angielskim, którego akurat u mnie nie ma. No, oczywiście zostają polskie, ale ona uparcie twierdzi, że nie ma co czytać w naszym domu. Teraz, gdy mnie tak poraziła ta depresja, mam prawie takie same myśli zresztą.
Koleżanka z pracy opowiadała, że jej siostrzenica z nowym narzeczonym przenosi się z dużego domu do mniejszego i pytała, co zrobić z książkami - chcą zabrać tylko część. Nie ma dobrego wyjścia, nikt nie chce starych książek, pozostaje tylko śmietnik. Więc po co je oszczędzać, dbać o to, żeby nie pozaginać kartek, rogów, żeby okładka była jak nowa, żeby się nie rozłaziły. I tak wyląduje w śmieciach.
Zaczynam odczuwać pokusę, żeby niektórych pozbyć się już teraz. Ale z drugiej strony przypominam sobie, że gdy w ciężkich czasach sprzedałam trochę do antykwariatów, to potem mi ich brakowało. Beznadziejne to, ta łapczywość i przekonanie, że żyć bez nich nie można, podczas gdy w rzeczywistości stoją 20 lat na półce nietknięte...


Jest ostatni dzień roku, kuszą podsumowania, refleksje, ale jutro jest pierwszy dzień nowego roku, a przecież niczym się nie będzie różnił od dzisiejszego. Zostawiam więc z boku wszelkie statystyki, pies je trącał. Mogę tylko żywić nadzieję, że będzie lepiej.

Początek:
Koniec:

Wyd. Presses de la Cité, Paris 2003, 190 stron
Z własnej półki
Przeczytałam 28 grudnia 2018 roku



NAJNOWSZE NABYTKI
Ponieważ zostałam nagabnięta w kwestii, co chcę pod choinkę (a nic nie chciałam) - w końcu sobie przypomniałam o Szczygle.
Poza tym, oczywiście, dalej nic nie kupuję.

poniedziałek, 25 lipca 2016

George Simenon - La colère de Maigret

Sięgnęłam po kolejnego Simenona, bo pomyślałam, że warto sobie francuski odświeżyć przed przyjęciem do domu pielgrzymów z południa Francji. Nic to raczej nie dało, bo lektura to ciągle bierna znajomość. W rozmowie wyjdzie, ile to się pamięta, gdy trzeba wyartykułować to czy owo.

Siedzę właśnie przy biurku, okno otwarte i słychać, że coś mówią od czasu do czasu przez megafon. Autokary mają przyjeżdżać począwszy od 12.00, a więc już za chwilę. Ponieważ będzie ich kilkanaście, organizatorzy zrezygnowali z pierwotnego pomysłu, że gospodarze (czyli my) mają przyjść pod kościół i tam czekać na przydział "swoich" pielgrzymów i zabierać ich do domu. Mają ich przyprowadzać bezpośrednio do mieszkania wolontariusze. Spory kawał roboty, bo w domach będą nocować 352 osoby. Czyli 170 kursów (chyba, że ktoś przyjmuje więcej niż dwie osoby, mniej nie można ze względów bezpieczeństwa). Napisałam do organizatorów maila, że na 15.00 muszę być w pracy i dostałam odpowiedź, że wobec tego do 14.00 przyślą moje dwie Francuzeczki.
Nastrój oczekiwania.

Którego nie lubię :) Nie umiem się wtedy na niczym skupić.
Ale tymczasem idę tłuc kotlety :)


Początek:
Koniec:

Wyd. Presses de la Cité, Paris 1963, 187 stron
Z własnej półki
Przeczytałam 17 lipca 2016 roku

niedziela, 27 grudnia 2015

Georges Simenon - Maigret et le client du samedi

Czyli Maigret i sobotni klient.
Od paru tygodni bowiem w soboty w poczekalni u Maigreta pojawiał się pewien gość z zajęczą wargą, ale zanim dochodziło do przyjęcia go przez komisarza - znikał. Wreszcie odważył się na wizytę bezpośrednio w domu Maigretów i nie tylko zepsuł im kolację, która wystygła wyjęta z piekarnika, ale i nastrój komisarza. Oznajmił bowiem ni mniej ni więcej to, że zamierza zabić dwoje ludzi: żonę i jej kochanka...

W trakcie lektury książka się lekko zdekompletowała, biedaczka...
W ogóle te Simenony strasznie są wymęczone życiem :)
O, a choinkę - po zeszłorocznych doświadczeniach z wynoszeniem świerka w donicy (nie było łatwo) - w tym roku mamy sztuczną :(

Planchon wszystko obmyślił, żeby pozbyć się żony i swego pracownika, który powoli zajął jego miejsce zarówno w domu, w małżeńskiej sypialni jak i w pracy (niedużym zakładzie malarsko-remontowym), a przy tym samemu nie wpaść w ręce policji, wszak ma 7-letnią córkę, którą uwielbia, któż się nią zaopiekuje, jeśli zabraknie oboje rodziców. Powstaje pytanie, dlaczego wobec tego zjawił się u Maigreta i wyznał mu wszystko. Żeby komisarz go zrozumiał i poparł jego zamiary? Żeby go od tego odwiódł? Nie wiadomo. Planchon wychodzi, obiecując jednak, że będzie codziennie dzwonił. To była sobota. W niedzielę się nie odezwał, ale w poniedziałkowy wieczór zatelefonował, tyle że z rozmowy nikt nie był zadowolony, ani komisarz ani Planchon. Na końcu nieszczęśnik rzucił ironiczne dziękuję panu, które długo będzie dźwięczeć w uszach Maigreta, bowiem od tej pory nie można było znaleźć żadnego śladu człowieka z zajęczą wargą. Maigret przesłuchał zarówno panią Planchon jak i jej kochanka, oboje jednak twierdzą, że wyjechał, zabrawszy w dwóch walizkach swoje rzeczy. Zaczyna się żmudna praca detektywistyczna, ludzie komisarza przepytują w okolicznych barach, nikt nie widział Planchona od poniedziałkowego wieczoru. Maigret decyduje się zrobić rewizję w jego domu...


Przypomniała mi się ciekawostka: Maigretowie kupili sobie właśnie telewizor i wieczorne posiłki jadają teraz siedząc koło siebie, a nie naprzeciwko... żeby oglądać telewizję. Toteż komisarz ma za złe Planchonowi, że uniemożliwił mu obejrzenie sobotniego variété :)

Początek:

Koniec:

Wyd. Presses de la Cité, Paris 1962, 185 stron
Z własnej półki (kupione 8 kwietnia 1988 roku w antykwariacie za 460 zł)
Przeczytałam 26 grudnia 2015 roku



NAJNOWSZE NABYTKI

Tym razem pod choinką znalazło się dla mnie parę książek, co nie trafia się często :)
Więc dwa reportaże Swietłany Aleksijewicz:
oraz jeden Colina Thubrona:

Muszę to wszystko jakoś przeorganizować, poskładać do kupy, bo mi się znów rozpełzło po różnych regałach...

Córka mnie obdarzyła monografią Michałkowa, z czego bardzo się cieszę. Albowiem gryplan jest taki, że gdy skończę oglądanie dorobku aktorskiego Liubszina, zabiorę się za Nikitę.

Wspomniana córka moja rodzona specjalizuje się w Ameryce, zwłaszcza jeśli chodzi o filmy, ale poczytać coś też lubi, więc dostała od swojej mamuńci dwie pozycje ;)
A od wuja wypasioną książkę o Nowym Jorku:
Zamieszczam tutaj, bo póki co prowadzimy wspólne gospodarstwo, więc i jej książki na razie są częścią mojego księgozbioru :) Zresztą też będę chciała je przeczytać.

W tematach książkowych pozostając - mój Ojczasty z miejsca sobie wynalazł na którymś z regałów jakąś powieść i zagłębił się w niej, no i oczywiście zabrał ze sobą :) To coś Mendozy, ale nie pamiętam tytułu.
Jemu to zawdzięczam geny 'bibliofilstwa', choć takiego w skromnym zakresie (bez kolekcjonowania białych kruków). No i sporą część księgozbioru :)
Do listy moich 'szczęść' mogę dodać i to, że dorastałam w domu pełnym książek i złapałam książkowego bakcyla już w dzieciństwie.

Po pozbyciu się różnych rupieci oto moja jaskinia:
Akcja jeszcze nie zakończona. Planujemy wysprzedać dziecięce książki (z tych dolnych półek) - oczywiście tylko te, do których nikt już nie zagląda - oraz wyprać pluszaki i komuś je przekazać. Wydałyśmy już masę puzzli (mam cichą nadzieję, że wszystkie były kompletne) i różne gry, bo Pan Stolarz ma 7-letniego synka :)
(Kable od projektora i DVD w głowach łóżka doprowadzają mnie do szału, ale na razie nie wymyśliłam, co z nimi zrobić. Może jak przyjdzie fachowiec od remontów (ten pokój jako jedyny w całym mieszkaniu czeka jeszcze na odświeżenie), to coś zaproponuje...



W TYM TYGODNIU OGLĄDAM

1/ film polski DEZERTER, reż. Witold Lesiewicz, 1958
Na YT w całości:


Przymusowo wcielony do Wehrmachtu Robert ucieka z wojska. Tropi go gestapo oraz folksdojcz Heinrich.
6/10

2/ zaczynam kolejny serial rosyjski z udziałem Stanisława Liubszina - RIEŁTOR (Риэлтор), reż. Aleksandr Chwan, 2005
Obejrzałam pierwsze dwa odcinki i nawet nawet :) Rzecz o dwóch oszustach działających w Petersburgu, genialnie zmieniających powierzchowność i sposób bycia, by wyłudzać mieszkania i pozostawiający za sobą ruiny i zgliszcza. Riełtor to zdaje się pracownik biura nieruchomości.





3/ obiecałam córce, że w święta obejrzymy wspólnie Kevina :)
Tak więc KEVIN SAM W DOMU (Home Alone), reż. Chris Columbus, 1990
Parę fragmentów:


Przez świąteczny pośpiech ośmioletni Kevin zostaje sam w domu na Boże Narodzenie.
7/10

4/ KEVIN SAM W NOWYM JORKU (Home Alone 2: Lost in New York), reż. Chris Columbus, 1992
Trailer:


Kevin przypadkowo trafia do Nowego Jorku, gdzie spotyka złodziei, którzy chcieli kiedyś obrabować jego dom.
6/10