Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Seria "CIENIOWANA". Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Seria "CIENIOWANA". Pokaż wszystkie posty

sobota, 29 sierpnia 2026

Hanna Ożogowska - Dziewczyna i chłopak czyli heca na 14 fajerek

Miałam jakieś inne wydanie, ale zamieniłam je na ulubioną cieniowaną serię z gratisowego stolika w bibliotece, mimo że ktoś w niej wyrwał kartkę tytułową. Trudno. I teraz czytałam chyba pierwszy raz w dorosłości. Bo tak naprawdę pamiętałam głównie film czyli serial. Fajna książka, dobrze się czytało, jestem usatysfakcjonowana. Jeszcze mi został Chłopak na opak, na kiedyś. 

Wskutek fatalnego splotu okoliczności (i strachu przed gniewem ojca) Tosia wyrusza na wakacje w leśniczówce przebrana za Tomka, więc Tomek z kolei udaje Tosię u cioci z czworgiem potomstwa. 

Ale ale. Jakaż to różnica między tamtymi czasami a obecnymi! Czas powstania książki to 1961 rok. Pomijam to, że na dziewczynki zwalone są wszystkie domowe prace (bo nie wiem, czy pod tym względem wiele się zmieniło), ale tak w ogóle - ile dzieci miały obowiązków w domu i zagrodzie. Wiadomo, że na wsi najgorzej. O, dzisiaj widziałam takiego mema z chłopczykiem, który mówi, że w lecie marzył, żeby krowa zdechła (a w zimie, żeby szkoła spłonęła 🤣).
 


A Za minutę pierwsza miłość nie mam, więc nie planuję.

Początek:

Koniec: 

Wyd. Nasza Księgarnia, Warszawa 1974, 229 stron

Seria "cieniowana" czyli Biblioteka Młodych

Z własnej półki

Przeczytałam 26 sierpnia 2026 roku 

 

W związku z wyjazdem córki na ranczo czy inną tam hacjendę - znaczy do kota - przyszła mi dziś rano myśl, że może by zaprosić znowu na parę dni Czeszkę? A to dlatego, że zobaczyłam na FB jej świeży wpis o tym, że właśnie udaje się pociągiem do swojej ulubionej Polski (zdaje się jakaś jednodniowa wycieczka gdzieś na Śląsk). Córka co prawda zaprotestowała, że nikt już nie będzie spał w jej łóżku, ale kto by się tym przejmował 😁 Zaraz potem jednak porzuciłam ten pomysł, za to przypomniałam sobie o czym innym - jak to rok temu jojczyłam, że chciałabym zobaczyć od środka tę ubezpieczalnię w Pradze, co to pracownicy tam poruszają się windami z góry na dół do szufladek... I że jest taka możliwość podczas Dnia Architektury... Od myśli do czynu krótka droga - to będzie w tym roku 2 i 3 października - i ja pamiętam, och jak pamiętam ten jedyny październikowy wypad do Pragi, co to ciągle padało... ale może tym razem nie będzie? Tak że - poszedł mail do sióstr, czy by miały dla mnie pokój i teraz czekam z niecierpliwością na odpowiedź, oczywiście ma być pozytywna 😂 Żeby nie zapeszyć na razie nie robię żadnych szczegółowych planów (a na tę ubezpieczalnię to będą zapisy od 13 września, więc jest czas). Co prawda mrozi mnie myśl o podróży, takie to męczące, no ale lepiej jeździć, gdy jeszcze mogę niż odkładać na jakieś tam potem, prawda?

Tak że chwilowo, od paru godzin, żyję myślą o wyjeździe. Co prawda budżet na hotel (czyli trzynastka i czternastka) został w tym roku wykorzystany, ale z radością sięgnę do skarpety 😎 

Nabyłyśmy za stówkę telefon dla córki, coś a' la Nokia 🤣 ale wiecie, chodzi tylko o możliwość dzwonienia, będę spokojniejsza. Udałam się z nim do punktu, gdzie kiedyś obiecywano kartę za 30 zł, bo z google'a wynikało, że otwarte w soboty do 16.00. Owszem, tak, ale kartka na drzwiach oznajmiała, że akurat w tę sobotę przepraszamy, zamknięte. Uch, jak się wkurzyłam, miałam nadzieję, że będzie już z głowy wszystko. Z rozpędu pojechałam więc na stację kupić córce bilet na pociung i cóż tam odkryłam? Knihobudkę! Jest tam jakieś infocentrum i mają dwa regaliki, pełne zresztą. Cud prawdziwy, że nic dla siebie nie znalazłam i wróciłam z pustymi rękami, bo wczoraj... wczoraj przywlokłam z tej galerii, gdzie pojechałyśmy po telefon, trzy kryminały (w tym jeden po włosku) i francuską powieść Klientka... nie jest dobrze 😉 



sobota, 22 sierpnia 2026

Kornel Makuszyński - Szaleństwa panny Ewy

Makuszyński... specyficzny jest. To już jest w dużym stopniu autor nie na nasze czasy, nie tylko dlatego, że akcja jego powieści rozgrywa się jeszcze przed wojną - ale że jego świat jest pełen dobrych ludzi, którzy przygarniają panienkę z ulicy czy po latach spędzonych w odosobnieniu i w pewnego rodzaju nienawiści czy niechęci do reszty świata nagle odkrywają w sobie - oczywiście pod wpływem radosnej nastolatki - pokłady dobroci i finansują czy to młodych adeptów malarstwa czy chore na gruźlicę dzieci. Mnie osobiście jednak nie zachwyca ten egzaltowany styl, to po prostu baśnie z tysiąca i jednej nocy 😏

Co do treści Szaleństw Wikipedia podaje, że:

Szesnastoletnia Ewa Tyszowska, córka znanego mikrobiologa, w związku z rocznym wyjazdem ojca do Chin zostaje umieszczona w domu państwa Szymbartów. Po wielkiej awanturze z panią Szymbartową Ewcia decyduje się na ucieczkę przez okno. Na jej drodze pojawia się malarz Jerzy Zawidzki. Od tej pory życie Ewci obfitować będzie w różne szaleństwa, a ona sama pomoże napotkanym ludziom w sprawach z pozoru beznadziejnych. W szczególności pomaga Jerzemu rozwiązać jego problemy finansowe (poprzez przekonanie wierzyciela do zakupu prac malarza) i jego problemy sercowe związane z piękną córką sąsiada.

No to sami widzicie. Oczywiście ma to swój urok, a myślę, że w ciemnych czasach okupacji, gdy Makuszyński tę powieść pisał, mogło mieć szczególny wydźwięk. Jednakże po wojnie autor nie był w Polsce wydawany i dopiero po jego śmierci, już po odwilży październikowej, żona doprowadziła do publikacji.

Mam ten serial i nie wiem, czy się za niego zabierać, bo tyle mam rozbabranych (a w dodatku nie przepadam za Emilianem), ale to jedyna okazja. 

W zeszłym roku wyfasowałam gdzieś Pannę z mokrą głową, więc chciałabym ją jeszcze przeczytać, ale to już może w następne wakacje? Niewiele tych lektur na wakacje przeczytałam w tym roku, mam jeszcze w planie jedną (Dziewczyna i chłopak Ożogowskiej) i na tym będzie chwilowo kuniec.

Początek:

Koniec:


Wydawnictwo Lubelskie 1974, 263 strony

Seria "cieniowana" czyli Biblioteka Młodych

Z własnej półki (z antykwariatu za 3 zł w 2013 roku)

Przeczytałam 19 sierpnia 2026 roku



Skoro o książkach młodzieżowych, taki filmik mi się wyświetlił na YT: 

 

Też mam to wydanie Kapelusza za 100 tysięcy 😍

Obejrzałam też filmik o książkach na wakacje:

 

Ja to pamiętam trochę inaczej - nie tyle kupowanie w kioskach czy przywożenie z domu, co natychmiastowe po przyjeździe na wczasy zapisywanie się do miejscowej biblioteki. Zdaje się, że wpłacało się jakąś kaucję, ale to było jedyne ograniczenie. Owszem, jeśli gdzieś w księgarni trafiło się na coś ciekawego, to też się brało - wiadomo, w PRL-u było nieustanne polowanie na książki 😁 I tak właśnie w księgarni (bodajże w Gdańsku) znalazłam pierwszy podręcznik do włoskiego, który przez sentyment zachowałam do dziś.


Wpisuję do katalogu nowe czeskie nabytki i cóż odkrywam? Że jeden z przywiezionych w sierpniu kryminałów już w domu jest - przytargany w maju 🙄 Ale żeby nie było, ja przecież do każdego kolejnego zeszytu praskiego wklejam uaktualnioną listę:

Tylko wiecie, trzeba mieć podejrzenie, że kto wie, ta książkę może już mam - żeby na liście sprawdzić... Całe szczęście, że w obu przypadkach książki z knihobudki 😁 Tylko co ja mam z nią teraz zrobić.

W ogóle co mam z nimi wszystkimi zrobić. W katalogu brak najważniejszej informacji czyli gdzie się książka znajduje (znaczy znajdzie w jakiejś tam przyszłości)), bo póki co ułożyłam je na podłodze w tej wnęce pod filmami, ale jasna sprawa, że tam nie mogą być, choćby z tego powodu, że raz na tydzień jednak zdarza mi się umyć podłogę i za każdym razem musiałabym to najpierw uprzątnąć.

  

sobota, 25 lipca 2026

Irena Jurgielewiczowa - Wszystko inaczej


Kolejna pozycja z listy lektur wakacyjnych. Wiecie, raz młodzieżówka, raz kryminał. Muszę się spieszyć przed Pragą i przed końcem miesiąca, żeby zdążyć o nich napisać (czeka przeczytana angielska lekturka i będzie jeszcze kryminał po czesku, który jest w czytaniu). Po raz kolejny uprzedzam (z ubolewaniem), że bardzo prawdopodobny jest scenariusz, iż z Pragi napiszę raz albo dwa jedynie. Chyba że byłoby tak: albo 45 stopni albo śnieżyce i nie wychodzę z domu - czego przecież mi nie życzycie 🤣 

Założyłam, że te wakacyjne lektury będę brała po jednej z każdej strony spisu. I okazuje się, że nie jest łatwo, bo znakomitej większości nie mam albo czytałam w miarę niedawno. Następna wytypowana do czytania to Szaleństwa panny Ewy, bo od początku bloga ich tu nie było. A piąta strona spisu prezentuje się marnie i chyba trzeba będzie znów wrócić do pierwszej i coś Bahdaja sobie strzelić albo Idę sierpniową. Książkami zawalona od podłogi do sufitu, a jak przychodzi co do czego, to tylu brakuje!

A co Wszystko inaczej? Tak, wakacje, ale zepsute, bo Maja ma poprawkę z geografii, a Michał kiepskie relacje z ojczymem i pustkę po wyjeździe mamy na zagraniczny kurs. Zresztą i Maja nie może się dogadać ze swoim tatą. Rodzice wiadomo - chcą dobrze, stąd ciągłe zakazy i nakazy, ale dzieci, już przecież nastolatkowie, więc prawie dorośli, nie widzą w tym nic sensownego dla siebie. Mają swoje własne zdanie choćby na temat towarzystwa, w jakim się obracają i jakie im imponuje, więc na domowe konflikty nie trzeba długo czekać.

Nie pamiętam tej powieści ze szkolnych czasów, ale pewnie czytałam. Warto było i teraz do niej wrócić - pewne problemy dorastania, dojrzewania są zawsze aktualne. 

Początek:

Koniec: 

Wyd. Nasza Księgarnia, Warszawa 1976, 137 stron

Seria "cieniowana"

Z własnej półki

Przeczytałam 19 lipca 2026 roku

 

W temacie książek to tak - w stosie poprzednim kilku zabrakło, więc nadrabiam.


 "Pokraka" była w naszej knihobudce i Grażynka powiedziała, że ją czytała i to nie raz, bo bardzo zabawna. Kuchnia wegetariańska to chyba bardziej mi posłuży jako lekturka z angielskiego. A po 9 tomików z serii Encyklopedia kulinarna pojechałam w świat, bo ich właścicielka ogłosiła na Śmieciarce, że wyda mnóstwo tego. Ja sobie wybrałam tylko kilka, raz że w domu jest już 15 sztuk, dwa że nie ma miejsca na wszystkie, a trzy, że tak naprawdę wcale za tą serią nie przepadam 🤣 I aktualnie, żeby pomieścić te dziewięć nowych zastanawiam się nad wydaniem ośmiu tomów Dziejów teatru w Krakowie, kurka wodna.

Fantazja ludzka nie ma granic i do budki trafiają kolejne fanty.

 

Natomiast problem szmat MOŻE być rozwiązany - jak mi się będzie chciało pakować je do siatek i drałować z nimi za tory, bowiem zlokalizowałam trzy pojemniki "pecekowskie" zaraz za nimi i kolejne cztery nieco dalej. Raz już trochę wyniosłam. 

Czeszka co chwilę pyta czy to chcę, czy tamto chcę z książek oczywiście i nic nie chcę, bo raz po co ma sobie robić szkodę (jak to oni mawiają), a po drugie przecież za chwilę przywiozę znowu jakieś 20 nowych 😂 

A jako emerytka mam za dużo czasu najwyraźniej, bo przeglądając stare czasopisma wnętrzarskie przed wyniesieniem z domu, jak tylko trafię na dom/mieszkanie, gdzie są książki (co nie jest oczywiste) - natychmiast zabieram się za ustalanie z lupą, co tam jest 😂


Córka przesyła doniesienia z kociego frontu...

Sobótka. Umyłam podłogi w jednej połowie mieszkania i czekam, aż wyschną, żeby się zabrać za drugą. Czekam też na córkę, żeby wreszcie wróciła i zrobiła porządek z prysznicem (w sensie trzeba przeczyścić odpływ, co jest od lat jej zadaniem i nawet nie pamiętam, jak to się robi; spróbowałam, bo już muszę zakręcać wodę co chwilę, żeby spłynęła - ale jakoś nie pomogło 🤣). Dziś przyjdzie ta moja koleżanka z liceum, z którą jedziemy razem, na omawianie szczegółów. I się zastanawiam, jaki jej tu przydzielić pseudonim na użytek bloga, gdybym jednak dzieliła się wrażeniami. Macie jakiś pomysł?

A wracając do odbioru książek ze Śmieciarki - od czasu do czasu się po coś zgłaszam traktując to bardziej jako okazję do wycieczki krajoznawczej. No i właśnie tak było w tym przypadku, bo pierwszy raz w życiu widziałam taki blok. Na każdej kondygnacji była masa mieszkań, przypominało mi to więzienie z amerykańskiego filmu - że taki dłuuuuuugi korytarz. I nie wiem, może z jakichś względów bezpieczeństwa lub w celu doświetlenia, zrobiono tam na każdym piętrze dodatkowy otwór w stropie, otoczony barierką. Obawiam się, że na zdjęciach nic z tego nie można zrozumieć (a tym bardziej z mojej pisaniny), ale co tam, zamieszczam w ramach pamiętniczka.

Zapytałam, czy myśleli lokatorzy o windzie - myśleli, ale nie da się, nie ma na nią miejsca. A zewnętrzna? Tak samo, po prostu wszędzie naokoło są mieszkania, nie ma kawałka pustej ściany.  



 





środa, 13 maja 2026

Janina B. Górkiewiczowa - Szesnaste lato Hanki

Szesnaste lato Hanki należałoby dopisać do sławetnej listy lektur wakacyjnych, bo co prawda zaczyna się jeszcze w liceum w mieście i w internacie, gdzie bohaterka dzieli pokój między innymi z Danką z domu dziecka, ale nadchodzi koniec roku szkolnego i wreszcie można pojechać do domu. Do tego wyśnionego domu - gajówki, o którym naopowiadało się bajek koleżankom, jaki to on nie jest: że jest nawet służąca, są klomby z setkami róż i fontanna 🤣 a Hanka jeździ konno po lesie w odpowiednim stroju... Fantazja ją trochę poniosła, cóż, każdy chciałby wygladać lepiej w oczach rówieśników. A tu jeszcze Hanka zakochała się w tegorocznym maturzyście.

Ale w przeddzień wyjazdu pojawia się niespodziewanie ciotka Marysia z wiadomością, że rodzice Hanki zapraszają na cały lipiec właśnie Dankę, żeby nie musiała wracać do domu dziecka, gdzie nikt na nią nie czeka. To dla Hanki grom z jasnego nieba - co teraz będzie? Danka wszystkim potem opowie, jak to jest z Hanczynym domem naprawdę.

Tylko że dla Danki wszystko jest cudownym snem i szybko sobie zawojuje całą rodzinę, z groźną babką włącznie. Podoba jej się wiejskie życie, praca w domu i w ogrodzie i w polu - a pracy jest mnóstwo, zwłaszcza, że matka Hanki "słabuje", miała kilka miesięcy wcześniej operację i ciągle nie doszła do siebie.  


Nazwisko autorki wydawało mi się znajome i faktycznie, w katalogu widnieją trzy jej książki: A jednak radość, Spotkanie nad urwiskiem i Izydor. Sądząc z Szesnastego lata Hanki i okładki A jednak radość też pewnie osadzone w wiejskim środowisku. Jak je przeczytam, dowiem się, czy propagandowe wstawki to stały element gry u Górkiewiczowej czy tylko wypadek przy pracy. Dużo tu jest o obchodach 1 Maja czy 22 Lipca (z tej okazji do wsi po raz pierwszy przejeżdża pekaes), o osiągnięciach socjalizmu, o czynach społecznych, a nawet o tym, że domy we wsi są gęsto wyposażone w anteny telewizyjne. To końcówka lat 60-tych i zastanawiam się, kiedy pojawił się u nas pierwszy telewizor - na Jacka i Agatkę chodziliśmy do sąsiadów, gdzie pan domu był z zawodu dyrektorem 😉 i jako pierwszy w bloku nabył ten sprzęt.  

Początek:

Koniec:

Wyd. Nasza Księgarnia, Warszawa 1974, 241 stron

II wydanie 

Ilustracje: Wanda Orlińska 

Seria "cieniowana"

Z własnej półki

Przeczytałam 13 maja 2026 roku 




Nowe szyny przykręcone, filmy poukładane - i nawet zwolniło mi się 37 cm miejsca na innej półce wśród książek, rezerwuję je wobec tego na praskie nabytki (choć wolałabym się w miarę możności wstrzymywać; na liście Ulubionego Antykwariatu mam dziesięć pozycji, same kryminały) 😎

Ale jako że nigdy rzadko jest tak, jak sobie człowiek zaplanuje, po założeniu wsporników i półek okazało się, że rozstaw otworów w nowych szynach jest mniejszy o 5 mm. I te 5 mm powoduje, że nie da się tak zagęścić półek, jak te stare niżej, tyle właśnie zabrakło... Jakże mnie wkurzają odstępy widoczne!!! Krucafuks! Już mnie tak będą wkurzać do końca (i chwilę dłużej), cóż począć. 

Jeśli patrzycie na tę bielutką pustą ścianę obok (117 cm) i myślicie, że przecież mam tu jeszcze mnóstwo miejsca na książki - to zapomnijcie. Nie nie nie, żadnych więcej półek. Różne miałam projekty na ten kawałek, kiedyś na przykład duże lustro, a ostatnio sobie marzę o jakimś starym gobelinie może... ale to nic pilnego.

Na chybcika natomiast polecam francuski film dokumentalny Na krawędzi - na Arte. Na chybcika, bo można go obejrzeć jeszcze tylko jutro. Franek nie chciał patrzeć na chorą opiekę zdrowotną...


Z opisu:

Jak zapewnić godną opiekę zdrowotną, gdy sam system jest chory? Poruszający dokument Nicolasa Peduzziego daje wgląd w kryzys medycyny psychiatrycznej i upadek struktur zdrowia publicznego. Kamera w dyskretny sposób przemierza kolejne szpitalne pomieszczenia obserwując relację pacjentów i terapeutów. Reżyser podchodzi do tematu z inteligencją i człowieczeństwem wzbogacając swój obraz czarno-białymi fotografiami Pénélope Chauvelot, będącymi swoistymi przerywnikami wśród nieustającego szpitalnego biegu. 

Nicolas Peduzzi w niezwykle widowiskowy sposób mierzy się z wymagającym tematem. Jego kamera podąża za niezmordowanym lekarzem, który w ciągłym biegu pokonuje korytarze wielkiego paryskiego szpitala. Jamal, który jest tu jedynym psychiatrą, nieustannie musi radzić sobie z wymagającymi pacjentami. A ci bywają różni – od turystki ogarniętej religijną manią po dilera, który traktuje szpital jako bezpieczną kryjówkę przed rozwścieczonymi dłużnikami. Coraz liczniejszą grupę stanowią nastolatki w depresji – często po próbach samobójczych. Jamal próbuje pomóc wszystkim. Na przekór budżetowym cięciom i absurdalnym wymaganiom szpitalnej biurokracji. Wbrew zdrowemu rozsądkowi, który podpowiada, że problemem nie są pacjenci – ale chory system.

Jest tam jeszcze jeden dokument dostępny tak krótko, to Documerica. Zapomniane obrazy, tu Franek wpatrywał się z wielkim zainteresowaniem - w końcu Ameryka to Wielki Mit.

W 1970 roku rozpoczął się szeroko zakrojony projekt Documerica. Jego cel – udokumentowanie sytuacji środowiskowej i społecznej w USA. W kraj wybrała się setka fotografów, którzy zrobili ponad 80 tysięcy zdjęć przedstawiających zniszczone krajobrazy i zaniepokojone społeczeństwo, pod którego nosem rozgrywał się dramat. Dziś te zdjęcia są zapomniane, ale po ponad 50 latach Ameryka stoi przed podobnymi wyzwaniami.

Jeden z fotografów bardzo mi przypominał Ojczastego, taka sama siwizna i wyblakłe niebieskie oczy... się popłakałam... A właśnie, nowy filmik.

 


niedziela, 5 października 2025

Jerzy Broszkiewicz - Długi deszczowy tydzień

Bardzo sympatyczna powieść wakacyjno-detektywistyczna dla młodzieży, tylko dlaczego ja ją czytałam prawie siedem dni? Zaiste nie mogę ostatnio skupić uwagi na lekturze, jaka by ona nie była. Kto wie, jak długo to potrwa... bo niewątpliwie związane jest z sytuacją i z ciągłym myśleniem o Ojczastym. Może teraz sięgnę po kryminał, żeby sprawdzić, czy też kiepsko idzie.

Piątka młodych ludzi z rodzicami jednej z nich spędza wakacje w wynajętym domu gdzieś w podgórskiej okolicy i jak na złość pada i nie zamierza przestać. Trzeba sobie znaleźć jakieś zajęcie, coś wymyślić. Na przykład przynęcić cynicznych złodziei do miejscowej kapliczki, bo akurat dużo się pisze w prasie o kradzieżach dzieł sztuki sakralnej. Przynęcić i zorganizować pułapkę. Dodajmy, że młodzież ta jest wyjątkowo inteligentna i rozwinięta 😉 A jakie obiady gotują!

Wspomniane jest w pewnym momencie, że ich przygody były już wcześniej opisane. Wikipedia podaje, że była to Wielka większa i największa. Ale chyba mi się nie chce. Natomiast może bym obejrzała serial

Początek: 


 Koniec:

Wyd. Nasza Księgarnia, Warszawa 1977, 246 stron (uwaga dla Dariusza - wpisuję ostatni wydrukowany numer strony 😁)

Seria cieniowana 

Z własnej półki

Przeczytałam 5 października 2025 roku
 

Siódmy dzień. Dalej dręczą złe myśli. Gdyby to chociaż było bliżej, pojechałabym i może się uspokoiła. Wszyscy mi mówią, że nie ma sensu się tam tłuc, jeszcze w taką pogodę paskudną.

Budzę się w nocy, odruchowo sprawdzam łóżko Ojczastego. Wychodzę do sklepu i odruchowo przebieram szybko nogami, żeby jak najprędzej wrócić, bo co się tam dzieje.  

 

W nocy raz śpię, raz nie. Wstaję, przekładam książki z jednego pokoju do drugiego. Usunęłam z katalogu ponad dwieście cracovianów - niby ciężka decyzja, ale jak się już zacznie, to leci. Z tym, że było ich 1221, więc większość została. Do następnego zrywu. 

Gdy skończył się remont kuchni, układałam książki bardziej jak leci, niż z jakąś myślą. Teraz postanowiłam cracoviana stamtąd wyrzucić do sypialni, a tu przeniosłam reportaże i różne nowsze zdobyczne, do czytania w najbliższym czasie. Z tego ruchu jestem bardzo zadowolona. 

 

W pokoju Ojczastego zgrupowałam kryminały w normalnych wydaniach (jamniki i kluczyki są w sypialni na niskich półkach), niżej - cóż - dalej cracoviana.


Na regale obok uwolniłam półkę z książek (i już nawet nie pamiętam, co tam było) - wreszcie stos czeskich seriali na dvd zyskał swoje miejsce i opuścił podłogę. Jeszcze jest kilka centymetrów wolnych na przyszłe nabytki 😎

Pozostały trzy stosy na podłodze w sypialni do upchnięcia gdzieś w drugich rzędach. Chyba, że jeszcze coś wyniosę?

Chciałabym się przenieść z kanapą do pokoju obok, na miejsce tego łóżka Ojczastego, ale na razie strach. A nuż coś się wydarzy i on tu wróci? (wiem, bredzę) W dodatku to łóżko kupował mój brat i pewnie będzie je chciał sprzedać, żeby odzyskać kasę, zdaje się, że ponad tysiąc zł kosztowało (bo używane, nowe to jakieś masakryczne pieniądze).


Moje pierwsze dni wolności to nic specjalnego: robię kroki, dużo kroków (pierwszego dnia jak poszłam w długą tak zrobiłam 8 km W DESZCZU), zaglądam na siłownię, ale na kwadrans, dłużej nie wytrzymuję, bo to takie nudne, ta powtarzalność ruchów 🤣 nie wiem, jak ludzie mogą siedzieć godzinę na prawdziwej siłowni (bo ja oczywiście mówię o takiej plenerowej, gdzie czasem bijemy się o dany sprzęt, a czasem nie ma nikogo)... Używam 5-6 sprzętów, po parę minut na każdym, jedynie jak się uda trafić na wolny rowerek - najbardziej oblegany - to siedzę troszeczkę dłużej starając się myśleć o niebieskich migdałach.

Coś tam porządkuję w domu, z rozpędu upiekłam przedwczoraj ciasto i teraz nie wiem, kto to zje, jak Ojczastego nie ma, ja za dużo - wiadomo - nie powinnam. Jak się zrobiło tak zimno do chodzenia, a było głupio już zimową puchówkę wyciągnąć - kupiłam w Pepco ciepłą kurtkę, jakąś bluzę, córka ciepłe galoty dresowe sobie wzięła i czapkę z rękawiczkami, w Lidlu rzucili koce szenilowe i wyszło mi, że otulona takim kocem będę w zimie oglądać filmy - i oto już po zrobieniu opłat zostało jakieś 400 zł z mojej emerytury 🤣 Dobrze, że na książki nie wydaję 😉 

Znaczy moment, wydałam na te czeskie, ale to w zeszłym miesiącu - jeszcze nie przyszły i dobrze, bo też im będzie cała półka potrzebna.

 W ramach odzyskanej wolności kursuję w te i we wtę do knihobudki, różne tam rzeczy można znaleźć:


Wczoraj wieczorem ktoś przyniósł (nie wiem, jak dał radę) encyklopedię - i wyobraźcie sobie, że dziś rano (byłam o 8.00 na krokach 😎) już połowy nie było, nie przypuszczałam, że ktoś się na to złakomi.


No, a dziewczyna jedna przyniosła te dwa talerze - jakiś fajans niemiecki - i nawet wstawiłam to na Śmieciarkę, a potem wieczorem ha ha ha sama zabrałam do domu, skoro jeszcze były: a, będziemy teraz jeść na nich obiad dla odmiany 😁 I dzisiaj jadłyśmy. 


Wstawiłam też na Śmieciarkę łóżko w częściach koło bloku... po czym wieczorem wracając z ostatniej wyprawy do knihobudki nagła myśl - halo, będzie dobre na zagłówek.
 


I tak, przytargałam to samodzielnie pod osłoną ciemności, a ciężkie było jak cholera. Kojarzy mi się, że to łóżko z IKEA. Hemnes się nazywa.

 

No i proszbardzo, jest zagłówek. Akurat wlazło w szparę za łóżkiem czyli stoi na podłodze, jakby podwiesić, to by było wyżej, ale trzeba by wołać znowu jakiegoś gościa ze spółdzielni, a na samą myśl o wierceniu w ścianie konstrukcyjnej słabo mi.


I tak sobie zapełniam na razie czas. 

A na FB wyświetlił mi się wczoraj post z 2016 roku:

W sumie jestem w Pradze dwunasty dzień (ma ich być jeszcze z pięć razy tyle!), 

Mój Boże! Czy mogłam wtedy, w październiku 2016, przypuszczać, że to nie będzie pięć razy dwanaście, ale dużo dużo więcej? 

środa, 2 lipca 2025

Maria Ziółkowska - Szukaj wiatru w polu

Święcie, święcie byłam przekonana, że niedawno czytałam coś tej autorki. I szukam - i nic. Zdaje się, że ją pomyliłam z Chądzyńską czy kim?

Jest to w każdym razie czwarta książka Ziółkowskiej, przyniesiona w tym roku z knihobudki. Na bogato 😁 Pozostałe to: Ty pójdziesz górą + Powróżyć, karty stawiaćKocha, lubi, szanuje.

Wybrałam do czytania tę, bo była na wierzchu 🤣 Ach, coraz większy bałagan z tymi książkami. No i uznałam, na podstawie pierwszej strony, że nada się do Lektur na wakacje. W końcu, gdy Franek ucieka z PDM-u, jest koniec roku szkolnego.

Właśnie - PDM. Nie znałam takiej nazwy: Państwowy Dom Młodzieży. Zawsze myślałam, że to po prostu Dom Dziecka.

Ten PDM jest przedstawiony w dość wesołych barwach, muszę powiedzieć. Czy tak wyglądała rzeczywistość? Nigdy nie znałam dziecka z takiego domu (no bo u nas go nie było). Życie w Domu Dziecka kojarzy mi się z przemocą, taka to publicity w prasie 🤔

Franek z wielkim sentymentem wspomina poprzedni PDM, w Sopocie, gdzie zza okna dobiegał szum morza. To trochę tak, jak każdy z nas myśli o dzieciństwie - fajnie było, znajome kąty. Ale jego największym marzeniem jest - odnaleźć swoje korzenie: czy jego rodzice żyją, a jeśli nie, to może ma chociaż dziadków. Ma już 14 lat i pod wpływem pewnego zdjęcia, które mu pokazała PDM-owska kucharka, opowiedziawszy przy tym historię góralskich zaręczyn, uparł się, że narzeczona ze zdjęcia to może być jego matka. Szkolny kolega Szczepan pożycza mu pieniądze i razem ruszają po kryjomu w podróż - Szczepan nie chce pokazać się matce z dwóją z biologii, więc wybiera się do wujka, który jest nauczycielem tego przedmiotu i na pewno go podkształci, a Franek? Franek będzie szukał śladów swej przeszłości w kolejnych instytucjach, w których przebywał od czwartego roku życia, aż w końcu zjawi się u domniemanych dziadków w Poroninie.

Kibicujemy Frankowi, widzimy, że dobry z niego chłopak, tylko gubi go fantazja i ta okropna łatwość, z jaką kłamie, sam nie wiedząc, po co i dlaczego. Co oczywiście później się na nim mści. 

Autorka występuje w powieści jako pisarka z Oliwy, która zainteresowała się Frankiem i poświęciła wiele czasu, by wyprostować jego ścieżki. I ten wątek coś mi przypominał, że niedawno czytałam powieść dla młodzieży, gdzie autorka jest bodajże dziennikarką specjalizującą się w tematyce młodzieżowej... czekajcie czekajcie, coś mi świta...

 

Początek:


Koniec:

Wyd. Nasza Księgarnia, Warszawa1974, 222 strony

Seria "cieniowana"

Z własnej półki

Przeczytałam 1 lipca 2025 roku
 

Jak wspomniałam w komentarzu pod poprzednim postem, olałam sprawę odkurzacza. Spakowałam do pudła, upchnęłam w szafie i niech teraz czeka na powrót mojego brata z Madagaskaru, co nastąpi za 3 tygodnie 🤣

Ale trochę zniechęcona do zakupów poszłam oddać sukienki ostatnio nabyte. Że należy brać tylko to, co podoba się już na pierwszy rzut oka i co pasuje. Bo z jedną z tych sukienek była taka historia, że wzięłam dwa rozmiary, żeby w domu przymierzyć. Oba za ciasne w cyckach, jak zwykle. Znaczy opięte zbytnio. Nawet posłałam córkę do innego sklepu, żeby mi kupiła kolejny rozmiar - kupiła - przymierzam - jeszcze ciaśniejszy 🤣 Jak bonia dydy! O kilka centymetrów! Ja nie wiem, czy oni mylnie metki przyszywają czy co. 

Pod spodem rozmiar MNIEJSZY, na wierzchu WIĘKSZY 😂
 

Poszłam jeszcze do krawcowej, czyby mi nie obcięła trochę z dołu - bo to długa sukienka - i nie zrobiła z tego klinów pod pachą. Owszem, może. Koszt - dwa razy tyle co cena sukienki 😁 No dobra, bo to była tania sukienka, ale taka fajna, bawełniana, na ramiączkach. I w dodatku krawcowa idzie na urlop, więc teraz nic nie bierze. Mówi, że może się materiał rozciągnąć, więc, żeby chodzić w niej po domu (póki nie zdecydowałam, czy oddaję czy nie - z metką). I nawet któregoś popołudnia założyłam. Ale tak mnie ten odkurzacz wkurzył, że powiedziałam sobie DOŚĆ WYGŁUPÓW. Teraz już tylko przemyślane zakupy 😂

Pobrałam z tablicy ogłoszeniowej na osiedlu kwiatuszka, przykleiłam u siebie na słupie (tak, mam słup w mieszkaniu) i good. Całe szczęście, że jest tak gorąco, na żadne zakupy się nie wybiorę 😄 Czytam sobie o motoryzacji w PRL 😎